Inwestycje w złoto – wieczny pieniądz kontra papierowa iluzja
Złoto wraca do świata finansów
W świecie niestabilnej i coraz mniej przewidywalnej gospodarki coraz częściej sięgamy po sprawdzone instrumenty. Jednym z nich – być może jedynym prawdziwie sprawdzonym – jest złoto. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat „władcy pieniądza” uczynili wiele, aby wyrzucić ten metal ze świata finansów i zastąpić go dolarem albo innymi papierowymi walutami o jeszcze gorszej proweniencji: euro, renminbi czy rupią. Zdegradowali go z uniwersalnego ekwiwalentu wartości do poziomu surowca giełdowego, towaru przemysłowego, reliktu przeszłości. Sztucznie zaniżali jego cenę. Tworzyli całe rynki fikcyjnego, papierowego złota, które istnieje tylko jako zapis w komputerze.
Żadne z tych działań nie pomogło. Złoto pozostało tym, czym było przez pięć tysięcy lat – jedynym prawdziwym pieniądzem. A teraz ma okazję się odegrać.
Dzień, w którym pieniądz stał się obietnicą
Każda historia ma swój punkt zwrotny. Dla współczesnego systemu finansowego był nim rok 1971, kiedy prezydent Richard Nixon zamknął „złote okno” – możliwość wymiany dolarów na złoto po stałym kursie. Pięć lat później, na Jamajskiej Konferencji Monetarnej, świat formalnie porzucił standard złota. Od tej chwili pieniądz przestał być czymś – stał się jedynie obietnicą czegoś.
To fundamentalna zmiana, której konsekwencji większość ludzi nie rozumie do dziś. Kiedy trzymasz w ręku banknot, trzymasz kawałek papieru z nadrukiem. Jego wartość nie wynika z niczego materialnego – wynika wyłącznie z tego, że wierzysz w zdolność i chęć rządu do honorowania tej obietnicy. A historia wielokrotnie pokazała, co się dzieje, gdy ta wiara słabnie. Republika Weimarska. Zimbabwe. Wenezuela. Argentyna. W każdym z tych przypadków ludzie budzili się pewnego dnia z oszczędnościami całego życia, które nie wystarczały na bochenek chleba.
Złoto jest czymś zupełnie innym. Nie jest obietnicą – jest rzeczą. Jego wartość nie zależy od zaufania do żadnego rządu, banku centralnego ani instytucji finansowej. Sztabka złota wydobyta przez Rzymian dwa tysiące lat temu jest dziś równie czysta i wartościowa jak w dniu wydobycia. Nie można tego powiedzieć o żadnej walucie, która kiedykolwiek istniała.
J.P. Morgan, najpotężniejszy bankier w historii Ameryki, zeznając przed Kongresem w 1912 roku, ujął tę różnicę z brutalną precyzją: „Pieniądz to złoto. Wszystko inne to kredyt.” Minęło ponad sto lat, a te słowa nie straciły nic ze swojej prawdziwości. Jeśli już, to zyskały na aktualności.
Anatomia spisku
To, co jeszcze niedawno brzmiało jak teoria spiskowa, jest dziś udokumentowanym faktem historycznym. Przez dekady cena złota była systematycznie manipulowana w dół. Mechanizmy tej manipulacji były wyrafinowane i wielopoziomowe.
Na początku były oficjalne interwencje – wyprzedaże złota z rezerw Skarbu USA i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Potem powstał nieformalny kartel obejmujący Bank Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, Bank Anglii i największe banki inwestycyjne po obu stronach Atlantyku. Kartel wykorzystywał metal z oficjalnych rezerw, przykrywając proceder fałszywymi umowami pożyczek i leasingu złota.
Na przełomie wieków zawarto Porozumienie Waszyngtońskie, w którym kilkanaście europejskich banków centralnych zgodziło się na „kontrolowaną” wyprzedaż złota z oficjalnych rezerw. Szwajcaria, Anglia, Francja, Niemcy – wszystkie te kraje systematycznie pozbywały się swojego złota, oficjalnie w imię „modernizacji” rezerw, faktycznie w celu utrzymania niskiej ceny kruszcu i wysokiej wartości dolara.
Jednak najbardziej wyrafinowanym narzędziem manipulacji stało się tak zwane „papierowe złoto” – kontrakty terminowe, opcje i inne instrumenty pochodne powiązane ze złotem, które w 90-99% przypadków nigdy nie kończą się dostawą fizycznego metalu. Na londyńskiej giełdzie LBMA dziennie handluje się złotem o wartości 20 miliardów dolarów. Rocznie to ponad 5 bilionów. Prawie całość tego handlu dotyczy złota, które nie istnieje.
Ta gigantyczna skala obrotu instrumentami pochodnymi powiązanymi ze złotem pozwalała skutecznie wpływać na cenę prawdziwego metalu. Mechanizm rynku terminowego z natury rzeczy umożliwia handel wielokrotnością fizycznie istniejącego złota – i choć niekoniecznie wymaga to spisku, tworzy strukturę, w której cena kruszcu może być kształtowana przez przepływy kapitału spekulacyjnego, nie przez rzeczywistą podaż i popyt na fizyczny metal.
Bazylea III: Koniec papierowej alchemii
A potem coś się zmieniło. Bank Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei – instytucja, którą można nazwać „bankiem centralnym banków centralnych” – od lat opracowuje standardy regulujące działalność banków. Po kryzysie finansowym 2008-2009 stało się jasne, że dotychczasowe reguły są niewystarczające. Rozpoczęto prace nad nowymi standardami, znanymi jako Bazylea III.
I tu pojawia się złoto.
Nowe regulacje wprowadzają fundamentalną zmianę w sposobie traktowania złota przez banki. Po pierwsze, fizyczne złoto przechowywane w skarbcach bankowych otrzymuje zerową wagę ryzyka – zrównuje się tym samym z gotówką i obligacjami skarbowymi. Po drugie, złoto zaczyna być traktowane w księgowości bankowej jak waluta obca, a nie jak surowiec przemysłowy. Po trzecie – i to jest kluczowe – banki muszą teraz posiadać 85% zabezpieczenia na wszystkie transakcje dotyczące złota niealokowanego.
Co to oznacza w praktyce? Że era nieograniczonego handlu fikcyjnym złotem dobiega końca. Że banki, które dotychczas mogły sprzedawać i kupować papierowe złoto bez żadnego pokrycia w fizycznym metalu, teraz muszą mieć prawie całość tego pokrycia. Że gra, która przez dekady pozwalała manipulować ceną złota, nagle staje się niewykonalnie kosztowna.
Reakcja obrońców starego porządku była natychmiastowa i paniczna. W maju 2021 roku londyńska LBMA i Światowa Rada Złota wysłały desperacki apel do brytyjskich regulatorów, prosząc o niewprowadzanie nowych standardów. Oficjalnym powodem była „obawa o płynność rynku”. Rzeczywistym powodem była obawa o koniec możliwości manipulacji.
Hugo Salinas Price, meksykański miliarder i wieloletni obserwator rynku metali szlachetnych, skomentował to bez ogródek: nowe przepisy oznaczają, że cena złota przestanie być manipulowana przez USA i Wielką Brytanię, ponieważ ich banki nie będą już mogły korzystać z nieistniejącego złota jako narzędzia kontroli cen.
Złoto jako broń geopolityczna
Historia złota to jednak nie tylko historia manipulacji finansowych. To również historia geopolityki – i ta historia nabiera dziś bezprecedensowego przyspieszenia.
Kiedy w 2022 roku Zachód zamroził rosyjskie rezerwy walutowe – około 300 miliardów dolarów – świat otrzymał brutalną lekcję. Okazało się, że pieniądze trzymane w zachodnich bankach, denominowane w zachodnich walutach, mogą zostać skonfiskowane jednym podpisem. Dla wielu krajów był to moment przebudzenia. Jeśli Rosji można to zrobić, można to zrobić każdemu.
Odpowiedź była przewidywalna: banki centralne na całym świecie zaczęły kupować złoto w tempie niewidzianym od dekad. Chiny. Indie. Turcja. Kraje Zatoki Perskiej. Nawet Polska znacząco zwiększyła swoje rezerwy złota. Logika jest prosta: złoto przechowywane we własnych skarbcach nie może zostać zamrożone ani skonfiskowane przez nikogo.
Zachód odpowiada sankcjami na rosyjskie złoto, próbując zdyskredytować je jako „nieetyczne” i wymusić sprzedaż z dyskontem. Ale sam fakt, że złoto stało się przedmiotem sankcji, dowodzi jego strategicznego znaczenia. Nie nakłada się sankcji na rzeczy nieistotne.
Charles de Gaulle powiedział kiedyś: „Złoto nie zmienia swojej natury, nie ma narodowości.” Miał rację. Ale właśnie dlatego, że złoto transcenduje podziały polityczne, staje się dziś areną globalnej rywalizacji. Kto kontroluje złoto, kontroluje alternatywę dla systemu dolarowego.
Dlaczego rządy nienawidzą złota
Każdy, kto próbuje zrozumieć współczesny system finansowy, musi zadać sobie fundamentalne pytanie: dlaczego rządy tak usilnie starały się zdegradować złoto? Dlaczego najpotężniejsze państwa świata poświęcały ogromne zasoby na manipulowanie ceną metalu, który oficjalnie uznawały za „barbarzyński relikt”?
Odpowiedź jest prosta i niepokojąca: złoto ogranicza władzę.
W systemie standardu złota rząd nie może po prostu wydrukować pieniędzy, kiedy ich potrzebuje. Nie może finansować wojen, programów socjalnych ani ratowania upadających banków przez uruchomienie prasy drukarskiej. Każda jednostka waluty musi mieć pokrycie w fizycznym metalu, którego ilość jest ograniczona przez geologię i technologię wydobycia. To naturalna konstytucja finansowa, której żaden parlament nie może zmienić.
Herbert Hoover, trzydziesty pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych, wyraził to z rzadką szczerością: „Mamy złoto, ponieważ nie możemy ufać rządowi.” To zdanie brzmi jak manifest libertariański, ale zostało wypowiedziane przez głowę państwa. Nawet prezydenci rozumieli, że władza, której się im powierza, wymaga zewnętrznych ograniczeń.
Ron Paul, kongresmen i ikona ruchu libertariańskiego, odwrócił konwencjonalną krytykę: „Ponieważ złoto jest uczciwym pieniądzem, nie lubią go nieuczciwi ludzie.”
Alan Greenspan, zanim objął fotel prezesa Rezerwy Federalnej, pisał jeszcze bardziej otwarcie: „W przypadku braku standardu złota nie ma sposobu, aby chronić oszczędności przed konfiskatą poprzez inflację. Wydatki deficytowe są po prostu schematem ukrytej konfiskaty bogactwa. Złoto stoi na drodze tego podstępnego procesu.”
To niezwykłe wyznanie – i niezwykła hipokryzja. Człowiek, który później przez niemal dwie dekady kierował amerykańską polityką monetarną, wcześniej jasno artykułował, że system, którym będzie zarządzał, jest z natury mechanizmem konfiskaty. Że bez złota rządy mogą – i będą – kradły bogactwo swoich obywateli, nie poprzez jawne opodatkowanie, ale poprzez rozcieńczanie wartości pieniądza.
I dokładnie to obserwujemy od pięćdziesięciu lat. Dolar stracił niemal 90% swojej siły nabywczej od momentu odejścia od standardu złota. To nie jest inflacja – to systematyczna erozja, rozłożona na dekady, ukryta za technicznym żargonem i oficjalnymi statystykami, które celowo zaniżają rzeczywisty wzrost cen.
Inflacja jako ukryty podatek
Friedrich August von Hayek, austriacki ekonomista i laureat Nagrody Nobla, obserwował historię z bezlitosną precyzją: „Z wyjątkiem jedynie okresu standardu złota, praktycznie wszystkie rządy w historii wykorzystywały swoją wyłączną władzę emisji pieniądza do oszukiwania ludzi i plądrowania ich dobytku.”
Lysander Spooner, libertariański filozof XIX wieku, przeformułował problem inflacji w sposób, który obnaża całą manipulację językową współczesnej ekonomii: „W rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak inflacja cen w stosunku do złota. Istnieje coś takiego jak zdeprecjonowana waluta papierowa.”
Ceny wyrażone w złocie mogą spadać, pozostawać stabilne lub rosnąć – ale zjawisko zwane inflacją odzwierciedla wyłącznie deprecjację papierowej waluty. Cena złota w dolarach rośnie nie dlatego, że złoto staje się inne, ale dlatego, że słabnie dolar.
Peter Schiff, ekonomista i zarządzający funduszem inwestycyjnym, ujął to z brutalną jasnością: „Złoto ma wewnętrzną wartość. Problem z dolarem polega na tym, że nie ma żadnej wewnętrznej wartości. A jeśli Rezerwa Federalna zamierza wydać biliony dolarów na wykup wszystkich tych złych kredytów hipotecznych i wszelkiego rodzaju złych długów, dolar straci całą swoją wartość. Złoto zachowa swoją wartość i zawsze będziesz w stanie kupić więcej żywności za swoje złoto.”
Iluzja pieniądza
Żyjemy w świecie finansowych iluzji tak wszechobecnych, że większość ludzi przyjmuje je za rzeczywistość. Jedną z największych jest przekonanie, że pieniądz, który mamy w portfelach i na kontach bankowych, jest czymś realnym.
Nie jest. Współczesny pieniądz to zapis w bazach danych, kreowany przez banki z niczego w momencie udzielania kredytu. Kiedy bank pożycza ci sto tysięcy złotych na mieszkanie, nie sięga do sejfu, gdzie leżą pieniądze innych deponentów. On po prostu wpisuje tę sumę na twoje konto, tworząc pieniądz, który wcześniej nie istniał. Cały system bankowy opiera się na założeniu, że nigdy wszyscy deponenci nie przyjdą po swoje pieniądze jednocześnie – bo tych pieniędzy fizycznie nie ma.
Ray Dalio, założyciel największego funduszu hedgingowego świata i człowiek, który zarządzał aktywami przekraczającymi bilion dolarów, ujął to precyzyjnie: „Złoto jest jedynym aktywem, które nie jest niczyim zobowiązaniem.” To fundamentalna różnica. Każde inne aktywo finansowe – akcje, obligacje, depozyty bankowe, polisy ubezpieczeniowe – reprezentuje czyjąś obietnicę. Wartość akcji zależy od tego, czy firma będzie prosperować. Wartość obligacji zależy od tego, czy emitent zdoła spłacić dług. Wartość depozytu bankowego zależy od tego, czy bank pozostanie wypłacalny. Wszystko to są zakłady na przyszłe zachowanie innych ludzi i instytucji.
Złoto nie jest zakładem. Jest po prostu złotem. Jego wartość nie zależy od niczyjej obietnicy, kompetencji ani uczciwości. Nie może zbankrutować, nie może zostać rozwodnione dodatkowymi emisjami, nie może być wydrukowane przez bank centralny. Kiedy trzymasz w ręku uncję złota, trzymasz coś, co ludzie cenili przez pięć tysięcy lat i będą cenić przez następne pięć tysięcy.
To dlatego tak wielu przedstawicieli establishmentu finansowego, mimo oficjalnej retoryki, prywatnie gromadzi złoto. Wiedzą, jak działa system, który współtworzą. I wiedzą, że każdy system oparty na obietnicach ostatecznie upada, gdy obietnic jest zbyt wiele.
Lekcje historii
Historia walut fiducjarnych jest monotonnie przewidywalna. Każda z nich kończy tak samo – inflacyjnym upadkiem. Różni się tylko tempo i okoliczności.
Najbardziej znanym przykładem jest Republika Weimarska. W 1919 roku za dolara płacono 4 marki. W listopadzie 1923 roku – 4,2 biliona marek. Ludzie palili banknoty w piecach, bo były tańsze niż drewno opałowe. Oszczędności całego pokolenia wyparowały w ciągu kilku miesięcy. To, co nastąpiło później – wzrost nazizmu, druga wojna światowa – można w znacznej mierze przypisać traumie hiperinflacji, która zniszczyła klasę średnią i zradykalizowała społeczeństwo.
Ale Weimar nie był wyjątkiem. Był regułą. W XX i XXI wieku hiperinflację przeżyły dziesiątki krajów: Węgry, Jugosławia, Argentyna (wielokrotnie), Brazylia, Peru, Boliwia, Zimbabwe, Wenezuela. W każdym przypadku schemat był podobny: rząd drukował pieniądze, aby finansować deficyty, inflacja rosła, rząd drukował więcej, inflacja rosła szybciej, aż w końcu system walił się pod własnym ciężarem.
Wenezuela jeszcze w 2000 roku była najbogatszym krajem Ameryki Łacińskiej, z ogromnymi rezerwami ropy naftowej. Dziś jej waluta jest praktycznie bezwartościowa, a obywatele płacą za zakupy plecakami wypełnionymi banknotami. Zimbabwe w 2008 roku drukowało banknoty o nominale 100 bilionów dolarów – i nawet one nie wystarczały na codzienne zakupy.
Ci, którzy mówią, że „to nie może się zdarzyć tutaj”, nie znają historii. Albo celowo ją ignorują. Każde imperium, każda potęga gospodarcza, która kiedykolwiek istniała, ostatecznie zdewaluowała swoją walutę. Rzym zaczął od srebrnych denarów, a skończył na brązowych monetach pokrytych cienką warstwą srebra. Hiszpania zalała Europę złotem z Ameryki, by w ciągu stulecia zbankrutować. Brytyjski funt szterling, niegdyś „tak dobry jak złoto”, stracił ponad 99% swojej wartości od czasu porzucenia standardu złota.
Dolar amerykański jest w tym samym procesie. Trwa on dłużej, bo dolar ma status światowej waluty rezerwowej – ale to status, który można stracić. Brytyjski funt szterling, niegdyś „tak dobry jak złoto”, powiązany z kruszcem od 1717 roku, porzucił standard złota 21 września 1931 roku w czasie Wielkiej Depresji. Według oficjalnego kalkulatora inflacji Bank of England i Office for National Statistics, 100 funtów z 1931 roku to dziś 8705 funtów – co oznacza, że wartość funta spadła do 1,15% wartości oryginalnej, a strata wynosi 98,85%. I wszystko wskazuje na to, że dolar podąża tą samą ścieżką.
Wolność jest złota
Jest jeszcze jeden wymiar złota, o którym rzadko się mówi w konwencjonalnych analizach finansowych: wymiar wolności.
Pieniądz kontrolowany przez rząd jest narzędziem kontroli. Każda transakcja może być śledzona. Każde konto może być zamrożone. Każdy obywatel może zostać finansowo „wyłączony” – odcięty od możliwości kupowania, sprzedawania, podróżowania. Widzieliśmy to na Cyprze w 2013 roku, kiedy rząd po prostu zabrał część depozytów bankowych. Widzieliśmy to w Grecji w 2015 roku, kiedy obywatele mogli wypłacać maksymalnie 60 euro dziennie z własnych kont. Historia zna dziesiątki podobnych przypadków – i będzie znać kolejne.
Złoto jest antytezą tej kontroli. Fizyczne złoto, przechowywane poza systemem bankowym, nie może zostać zamrożone decyzją urzędnika. Nie może zostać skonfiskowane bez fizycznego wtargnięcia do twojego domu. Nie zostawia śladu cyfrowego. Jest, jak mówił Ralph Waldo Emerson, „środkiem do wolności” – nie celem samym w sobie, ale narzędziem, które pozwala jednostce zachować autonomię wobec nadmiernej władzy państwowej.
To dlatego autorytarne reżimy w historii próbowały ograniczać prywatne posiadanie złota. Franklin Delano Roosevelt w 1933 roku nakazał Amerykanom oddanie złota pod groźbą kary więzienia. Związek Radziecki kryminalizował posiadanie złota przez większość swojego istnienia. Indie przez dekady nakładały drastyczne ograniczenia na import złota. Władza instynktownie rozumie, że obywatel posiadający złoto jest obywatelem trudniejszym do kontrolowania.
Oczywiście dziś konfiskata złota w krajach zachodnich wydaje się mało prawdopodobna. Ale wydaje się mało prawdopodobna właśnie dlatego, że nie doświadczamy jeszcze prawdziwego kryzysu. W momencie paniki – a historia uczy, że takie momenty nadchodzą – rządy sięgają po środki, które jeszcze niedawno wydawały się nie do pomyślenia. Lepiej mieć zabezpieczenie, którego się nie potrzebuje, niż potrzebować zabezpieczenia, którego się nie ma.
Alchemia odwrócona
Średniowieczni alchemicy marzyli o transmutacji – zamianie ołowiu w złoto. Nigdy im się to nie udało. Ale współcześni alchemicy z banków centralnych dokonali czegoś równie magicznego, tyle że w odwrotnym kierunku: przekonali świat, że papier jest równie wartościowy jak złoto.
Ta iluzja utrzymuje się od pięćdziesięciu lat. Utrzymuje się dzięki powszechnej niewiedzy, zaufaniu do instytucji i braku bezpośredniego doświadczenia hiperinflacji w krajach rozwiniętych. Ale fundamenty tej iluzji słabną z każdym rokiem.
Globalne zadłużenie przekroczyło 340 bilionów dolarów i rośnie w tempie niemożliwym do spłacenia. Banki centralne, które przez dekady udawały strażników stabilności, otwarcie przyznają, że ich głównym celem jest teraz „zarządzanie” inflacją, nie jej eliminacja – co w praktyce oznacza akceptację ciągłego spadku wartości pieniądza. Młodsze pokolenia, obciążone długiem studenckim i cenami nieruchomości wielokrotnie przekraczającymi dochody ich rodziców, zaczynają intuicyjnie rozumieć, że coś jest fundamentalnie nie tak z systemem.
W tym kontekście złoto nie jest „inwestycją” w konwencjonalnym sensie. Nie generuje dywidend ani odsetek. Nie rośnie wykładniczo jak spółki technologiczne w czasie hossy. Jest czymś innym i ważniejszym: jest kotwicą w świecie dryfujących walut. Punktem odniesienia, który pozwala zmierzyć, ile naprawdę warta jest papierowa obietnica.
Kiedy mówi się, że „cena złota wzrosła”, zwykle mówi się nieprecyzyjnie. Złoto się nie zmieniło. Zmieniła się wartość papieru, w którym je wyceniamy. Uncja złota kupi dziś mniej więcej tyle samo chleba, odzieży czy mieszkania co sto lat temu. Ale dolar, funt czy marka kupią ułamek tego, co kupowały wtedy. To nie złoto drożeje – to waluty tanieją.
Praktyka roztropności
Co z tego wszystkiego wynika dla zwykłego człowieka, który nie jest bankierem centralnym ani miliarderem?
Przede wszystkim świadomość. Zrozumienie, że pieniądze na koncie bankowym nie są bezpieczne w sposób, w jaki większość ludzi to rozumie. Że system, który wydaje się stabilny, opiera się na ciągłym dodruku i ciągłym rozmywaniu wartości. Że oszczędności trzymane wyłącznie w walucie fiducjarnej są narażone na erozję, którą trudno dostrzec z miesiąca na miesiąc, ale która przez dekady może pochłonąć większość ich wartości.
Wielu rozsądnych obserwatorów – od konserwatywnych zarządzających majątkiem po libertariańskich ekonomistów – zaleca trzymanie części oszczędności w złocie. Nie jako spekulację, nie jako sposób na szybkie wzbogacenie, ale jako ubezpieczenie. Kevin O’Leary, twardy kapitalista znany z bezwzględnej oceny inwestycji, mówi wprost: trzyma 5% portfela w złocie, traktując to nie jako inwestycję, ale jako polisę ubezpieczeniową.
Konkretny procent zależy od indywidualnej sytuacji, wieku, tolerancji ryzyka. Ale zasada jest uniwersalna: pewna część majątku powinna znajdować się w formie, której żaden rząd nie może wydrukować, żaden bank nie może zamrozić i żadna inflacja nie może rozmyć.
Powrót wygnańca
Złoto przetrwało upadek każdego imperium, każdej waluty, każdego systemu finansowego w historii ludzkości. Przetrwa też obecny.
Nie wiemy, kiedy i jak nastąpi kolejna wielka zmiana w globalnym systemie monetarnym. Może za pięć lat, może za dwadzieścia. Może będzie to powolna erozja zaufania do dolara, może gwałtowny kryzys. Może nowy system będzie oparty na złocie, może na koszyku walut, może na czymś, czego jeszcze nie potrafimy sobie wyobrazić.
Ale jedno jest pewne: kiedy papierowe obietnice zawiodą – a historia uczy, że zawsze ostatecznie zawodzą – złoto pozostanie. Tak jak pozostawało przez pięć tysięcy lat. Tak jak pozostanie przez następne pięć tysięcy.
Richard Russell, legendarny analityk, który przez ponad pół wieku obserwował rynki finansowe, ujął to najprościej: „Złoto będzie istnieć, złoto będzie pieniądzem, gdy dolar i euro, i juan będą jedynie wspomnieniem.”
To nie jest przepowiednia. To obserwacja historyczna, ekstrapolowana w przyszłość. Każda waluta fiducjarna w historii ostatecznie wracała do swojej wewnętrznej wartości – zera. Złoto nigdy.
I dlatego, w świecie papierowych iluzji, złoto pozostaje jedyną rzeczą, na której naprawdę można polegać. Nie dlatego, że jest magiczne. Nie dlatego, że jest piękne. Ale dlatego, że jest prawdziwe.
Autor: Robert Nogacki

Założyciel i Partner Zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec, uznanej przez Dziennik Gazetę Prawną za jedną z najlepszych firm doradztwa podatkowego w Polsce (2023, 2024). Radca prawny z 19-letnim doświadczeniem, obsługujący przedsiębiorców z list Forbes oraz innowacyjne start-upy. Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa gospodarczego i podatkowego w polskich mediach, regularnie publikujący w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej i Dzienniku Gazecie Prawnej. Autor publikacji „AI Decoding Satoshi Nakamoto. Artificial Intelligence on the Trail of Bitcoin’s Creator” oraz współautor nagrodzonej książki „Bezpieczeństwo współczesnej firmy”. Profil LinkedIn: 18.5 tys. obserwujących, 4 mln odsłon rocznie. Nagrody: 4-krotny laureat Medalu Europejskiego, Złota Statuetka Lidera Polskiego Biznesu, tytuł „International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland”. Specjalizuje się w strategicznym doradztwie prawnym, planowaniu podatkowym i zarządzaniu kryzysowym dla biznesu.