„Niania” z Pekinu. Kto widzi obraz z kamery nad łóżeczkiem?

„Niania” z Pekinu. Kto widzi obraz z kamery nad łóżeczkiem?

2026-02-21

Teksas pozywa Lorex za wprowadzenie konsumentów w błąd — narzędzie inwigilacji ukryte w domowych kamerach bezpieczeństwa.

Robert Nogacki | Kancelaria Prawna Skarbiec

 

19 lutego 2026 r. prokurator generalny Teksasu Ken Paxton złożył pozew w sądzie okręgowym hrabstwa Collin przeciwko Lorex Corporation i Lorex Technology Inc. — producentowi domowych kamer monitoringu i systemów bezpieczeństwa sprzedawanych w Amazon, Best Buy, Costco i Kohl’s. Trzydziestodwustronicowy pozew — kontrolowana furia ubrana w odsyłacze do ustaw — zarzuca Lorexowi systematyczne wprowadzanie konsumentów w błąd: sprzedaż teksańskim rodzinom urządzeń monitorujących, których kluczowe komponenty pochodzą od Zhejiang Dahua Technology Co. — chińskiej firmy uznanej przez Departament Obrony USA za Chinese Military Company, umieszczonej przez FCC na Covered List jako nieakceptowalne zagrożenie bezpieczeństwa narodowego i wpisanej przez Departament Handlu na Entity List za udział w budowie infrastruktury inwigilacji ujgurskiej ludności w Turkiestanie Wschodnim. Lorex — twierdzi pozew — wiedział o tym wszystkim i nie ujawnił tego konsumentom. Zamiast tego reklamował kamery hasłem „protect what matters most” i publikował materiały marketingowe przedstawiające urządzenia zawieszone nad łóżeczkami niemowląt, filmujące śpiące dzieci w zieleni noktowizji — fałszywe zapewnienia bezpieczeństwa w najczystszej postaci.

Sprawa jest trzecią z serii czterech pozwów złożonych przez Paxtona w jednym tygodniu — pozostałe dotyczą TP-Link, producenta dronów Anzu Robotics i platformy e-commerce Temu — i każdy z nich budowany jest wokół tego samego rdzenia: amerykańscy konsumenci kupują produkty z ukrytymi powiązaniami z Chinami — z chińskimi podmiotami podlegającymi szerokim obowiązkom współpracy wywiadowczej wynikającym z prawa ChRL. Rozpatrywane oddzielnie, to sprawy o zwodnicze praktyki handlowe i ochronę konsumentów. Rozpatrywane łącznie — stanowią próbę zaprzągnięcia teksańskiej ustawy z lat siedemdziesiątych do geopolitycznej konfrontacji lat dwudziestych XXI wieku.

 

Marka się zmieniła. Zawartość— nie.

Fakty sprawy Lorex mają jakość, której pozazdrościłby powieściopisarz: są jednocześnie doskonale czytelne i lekko absurdalne. Lorex powstał w Kanadzie w 1991 r. jako producent kamer monitoringu. Dahua przejęła go w 2018 r. W listopadzie 2022 r. — jeden dzień przed wydaniem przez FCC zakazu dalszych autoryzacji produktowych dla Dahua w USA — Dahua sprzedała Lorex tajwańskiej Skywatch Inc. Zbieżność dat była co najmniej wymowna. Ale Congressional-Executive Commission on China nie dała się uspokoić. W piśmie do Costco z 31 października 2023 r. komisja ostrzegła: sprzedaż „nie rozwiewa naszych obaw”, ponieważ „Dahua nadal dostarcza wszystkie komponenty do kamer Lorex i innego sprzętu monitoringu”. Marka zmieniła właściciela. Chińskie komponenty w środku — nie.

To, co Lorex mówi konsumentom, brzmi: ochrona prywatności jest naszym „najwyższym priorytetem„, podejmujemy „wszelkie kroki, by zapewnić Twoje bezpieczeństwo„, „zgodność z regulacjami bezpieczeństwa jest najwyższym priorytetem„. To, czego Lorex konsumentom nie mówi, to fakt, że jego kamery bezpieczeństwa wyglądają identycznie jak modele z katalogu Dahua — co udokumentował IPVM, niezależna grupa badawcza ds. technologii bezpieczeństwa, weryfikując powiązania na podstawie dokumentacji wysyłkowej, specyfikacji produktowych i bezpośrednich testów. Lorex 2K Dual Lens Indoor Camera — ta sprzedawana jako elektroniczna niania i kamera do pokoju dziecięcego — wygląda dla wprawnego oka jak przebrandowana Dahua H5D-5F. Dla oka niewprawnego — a więc dla oka praktycznie każdego rodzica, który taki baby monitor kiedykolwiek kupił — wygląda jak Lorex.

Jedyne ujawnienie, jakie Lorex oferuje, to linijka tekstu w stopce strony internetowej: „Lorex products are designed for consumer and business use only and not for US federal governments, federally-funded projects or contractors subject to NDAA.” Zdanie jest technicznie prawdziwe i funkcjonalnie nieprzejrzyste. Nie wyjaśnia, czym jest NDAA. Nie linkuje do żadnych informacji. Nie mówi, dlaczego rząd federalny nie powinien używać tych kamer. Celowe zatajenie informacji — czy też, łagodniej, nieujawnienie istotnych danych o produkcie — to prawny odpowiednik mamrotania czegoś ważnego twarzą do ściany.

Prawna triada: architektura obowiązkowej współpracy z chińskim wywiadem

Żeby zrozumieć, dlaczego kamera bezpieczeństwa w pokoju dziecięcym w Fort Worth może interesować Departament Obrony, trzeba zrozumieć nie tylko Dahua, ale architekturę prawną, w której Dahua funkcjonuje. A ta architektura obowiązkowej współpracy ze służbami wywiadowczymi jest — mierząc jakimkolwiek zachodnim standardem — nadzwyczajna.

Chińska Ustawa o Wywiadzie Narodowym z 2017 r. stanowi w Artykule 7, że „każda organizacja i obywatel wspiera, pomaga i współpracuje z państwowym wywiadem zgodnie z ustawą”. Przepis nie jest fakultatywny. Ustawa przewiduje nagrody za posłuszeństwo i kary za opór — zwolnienie, dochodzenie, zatrzymanie. Artykuł 14 upoważnia organy wywiadowcze do żądania od przedsiębiorstw „niezbędnego wsparcia i pomocy”. Nie ma klauzuli opt-out. Nie ma kontroli sądowej w jakimkolwiek znaczeniu, jakie rozpoznałby zachodni prawnik. Ustawa obowiązuje każdy chiński podmiot i każdego chińskiego obywatela — niezależnie od tego, gdzie prowadzą działalność.

Ale Ustawa o Wywiadzie nie działa w izolacji. Jest jednym filarem prawnej triady, na którą składają się również: chińska Ustawa o Cyberbezpieczeństwie z 2017 r. — wymagająca od „operatorów krytycznej infrastruktury informacyjnej” przechowywania danych osobowych w Chinach i poddawania się państwowym przeglądom bezpieczeństwa — oraz Ustawa o Bezpieczeństwie Danych z 2021 r., formalizująca kontrolę państwa nad transgranicznymi przepływami danych i wiążąca przetwarzanie danych wprost z bezpieczeństwem narodowym i „stabilnością społeczną” — wyrażeniem, którego znaczenie w kontekście ChRL jest na tyle pojemne, że mieści niemal wszystko. Ustawa o Ochronie Informacji Osobowych z 2021 r. — chińska odpowiedź na RODO — zawiera własne wyjątki dotyczące bezpieczeństwa narodowego, które pochłaniają znaczną część reguł ochrony danych konsumentów. Razem te akty tworzą środowisko, w którym — jak ostrzegł Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA — „żadne zebrane dane nie mogą zostać zatajone przed władzami ChRL, jeśli zażądają ich do celów wywiadowczych”. Zachodnie oceny zagrożeń bezpieczeństwa — amerykańskie, unijne i sojusznicze — konkludują, że ta rama prawna może być wykorzystywana nie tylko do wymuszania ujawniania danych, ale również do wprowadzania lub utrzymywania podatności bezpieczeństwa (luk i backdoorów) w sprzęcie sprzedawanym za granicą.

To jest środowisko prawne, w którym chiński producent Dahua wytwarza komponenty wewnątrz kamer Lorex. A Dahua nie jest abstrakcyjnym studium przypadku. Departament Handlu wpisał ją na Entity List w październiku 2019 r. właśnie dlatego, że firma była „zamieszana w łamanie praw człowieka i nadużycia w ramach chińskiej kampanii represji, masowych arbitralnych zatrzymań i zaawansowanej technologicznie inwigilacji Ujgurów, Kazachów i innych członków muzułmańskich grup mniejszościowych”. Dahua opracowała technologię rozpoznawania twarzy zdolną do generowania alertów w czasie rzeczywistym po wykryciu twarzy osoby ujgurskiej. Współtworzyła standardy techniczne „śledzenia etniczności” zaprojektowane do automatycznego szacowania prawdopodobieństwa, że dana osoba jest Ujgurem, Tybetańczykiem lub przedstawicielem innej stygmatyzowanej grupy. Zbudowała i wdrożyła sieci kamer stanowiące fizyczny kręgosłup tego, co badacze nazywają najbardziej wszechstronnym systemem masowej inwigilacji populacyjnej w historii ludzkości. To nie są zarzuty organizacji pozarządowych. To ustalenia cytowane w federalnych obwieszczeniach rejestrowych i pismach kongresowych.

Gdy rodzic w Plano montuje kamerę Lorex nad łóżeczkiem, nie podłącza się oczywiście do sieci inwigilacyjnej w Kaszgarze. Ale umieszcza w swoim domu urządzenie, którego faktyczny producent — nie nazwa na pudełku, lecz podmiot wytwarzający komponenty — zbudował swoją globalną pozycję na zdolności do obserwowania ludzi bez ich zgody, w służbie państwa, które tej zgody nie wymaga.

 

System prawny obowiązujący chiński przemysł technologiczny

Dahua nie jest odosobnionym przypadkiem naruszenia bezpieczeństwa danych konsumentów. Jest jednym węzłem w szerszym ekosystemie chińskich firm technologicznych, których produkty konsumenckie niosą wbudowane zagrożenia wywiadowcze — ryzyka, które narastają właśnie dlatego, że produkty te są dobre, tanie i wszechobecne.

Hikvision — siostrzana firma Dahua w chińskim przemyśle monitoringu wideo — figuruje na tej samej Entity List z tych samych powodów. W jej kamerach bezpieczeństwa wykryto wbudowane backdoory umożliwiające zdalny nieautoryzowany dostęp do danych użytkowników, a jej technologia została wdrożona do prowadzenia analityki mniejszości etnicznych w Turkiestanie Wschodnim — oprogramowania zaprojektowanego do sortowania ludzi według fenotypu. Huawei i ZTE, giganci telekomunikacyjni wykluczeni z zachodnich sieci 5G, zajmują analogiczną pozycję w infrastrukturze sieciowej — ich sprzęt to kolejny przykład nieuczciwych praktyk rynkowych w skali globalnej, gdzie zagrożenie bezpieczeństwa narodowego ukryto za atrakcyjną ceną. DJI, dominujący światowy producent dronów konsumenckich, podlega rosnącym restrykcjom ze względu na obawy, że logi lotów, obrazy i telemetria mogą płynąć z powrotem do chińskich władz — obawy, które skłoniły Paxtona do pozwu przeciwko Anzu Robotics, firmie będącej według niego pośrednikiem DJI obchodzącym amerykańskie restrykcje. TP-Link, firma kontrolująca znaczący udział w amerykańskim rynku routerów detalicznych, jest oskarżana przez Paxtona o umożliwianie podmiotom powiązanym z ChRL dostępu do urządzeń tworzących tkankę łączną amerykańskich sieci domowych. A Temu, aplikacja zakupowa należąca do PDD Holdings, stoi w obliczu pozwów prokuratorów generalnych wielu stanów — Arkansas, Nebraski, Kentucky, Arizony i teraz Teksasu — zarzucających, że jej aplikacja funkcjonuje jako złośliwe oprogramowanie zbierające dane konsumentów, przebrany w jaskrawe kolory dyskontowego marketplace’u.

To, co łączy te firmy, nie jest spiskiem. Jest systemem prawnym. Każda z nich działa pod tymi samymi przepisami ChRL wymagającymi współpracy z wywiadem państwowym. Każda została — w różnym stopniu — zidentyfikowana przez amerykańskie agencje federalne jako zagrożenie dla bezpieczeństwa. I każda sprzedaje produkty amerykańskim konsumentom, którzy nie mają praktycznej możliwości dowiedzenia się o tym — bo firmy celowo nie ujawniają tych informacji, a żadne prawo federalne ochrony konsumentów tego nie wymaga.

Lutowy biuletyn DHS z 2025 r. dotyczący chińskich kamer internetowych ujął problem bez ogródek: wiele takich urządzeń domyślnie komunikuje się z serwerami producenta, pozbawione jest solidnych zabezpieczeń i było masowo eksploatowane przez chińskich aktorów państwowych. Biuletyn podkreślił, że white-labeling — nieuczciwa praktyka rynkowa polegająca na sprzedawaniu kamer chińskiej produkcji pod zachodnimi markami — jest głównym mechanizmem, dzięki któremu urządzenia te omijają zakaz FCC z 2022 r. Lorex jest tego podręcznikowym przykładem.

 

Nieuczciwe praktyki handlowe i prawo ochrony konsumentów: DTPA jako narzędzie

Pozew Paxtona opiera się na Texas Deceptive Trade Practices–Consumer Protection Act (DTPA) — ustawie o zwalczaniu nieuczciwych praktyk handlowych uchwalonej w 1973 r. — i formułuje cztery zarzuty atakujące ten sam problem z różnych stron. Pierwszy obciąża Lorex fałszywymi, wprowadzającymi w błąd lub zwodniczymi praktykami handlowymi. Drugi zarzuca przedstawianie produktów jako posiadających cechy — bezpieczeństwo danych, prywatność, ochronę — których w rzeczywistości nie posiadają. Trzeci dotyczy reklamy towarów określonego standardu i jakości, podczas gdy dostarczane towary odpowiadają innemu. Czwarty — i najbardziej doniosły — powołuje § 17.46(b)(24) DTPA, zakazujący „nieujawnienia informacji dotyczących towarów lub usług, które były znane w momencie transakcji, jeśli takie nieujawnienie miało na celu skłonienie konsumenta do transakcji, w którą konsument nie zawarłby, gdyby informacja została ujawniona” — celowe wprowadzenie konsumenta w błąd przez zaniechanie.

Ten ostatni przepis jest sercem sprawy, a jego elegancja polega na tym, czego nie wymaga. Paxton nie musi dowodzić, że Lorex kłamał. Musi wykazać jedynie, że Lorex wiedział o czymś istotnym, wybrał milczenie i że milczenie to miało na celu podtrzymanie sprzedaży — klasyczny schemat naruszenia praw konsumenta przez zatajenie informacji. Standard dowodowy jest celowo korzystny dla powoda: DTPA pyta, czy działanie „ma zdolność wprowadzenia w błąd osoby nieświadomej, nierefleksyjnej lub łatwowiernej” — test ustanowiony przez Sąd Najwyższy Teksasu w orzeczeniu Spradling v. Williams (1978) i potwierdzony w Doe v. Boys Clubs of Greater Dallas (1995). Pytanie brzmi nie: czy badacz cyberbezpieczeństwa mógłby odkryć ukryte powiązania Lorex z Dahua, lecz: czy rodzic przeglądający stronę Costco, widzący zdjęcie kamery nad łóżeczkiem i napis „Safe & secure — In-Camera AI & Privacy Mode”, miałby jakikolwiek powód podejrzewać, że komponenty urządzenia zostały wyprodukowane przez firmę, która zbudowała systemy śledzenia etniczności dla chińskiego państwa i podlega obowiązkowi współpracy wywiadowczej z Chińską Republiką Ludową.

Odpowiedź — i zarazem miara tego, jak dalece Lorex wprowadził konsumentów w błąd — jest oczywista: nie.

 

Most nad luką prawną: od zakazu rządowego do pokoju dziecięcego

Głębsza innowacja w podejściu Paxtona — innowacja istotna dla każdego praktyka zajmującego się ochroną konsumentów — ma charakter strukturalny. Federalne restrykcje wobec Dahua — zakaz NDAA, Covered List FCC, Entity List Departamentu Handlu, Secure Equipment Act — zostały zaprojektowane, by chronić sieci rządowe i infrastrukturę krytyczną. Nie zostały zaprojektowane, by chronić dane konsumentów detalicznych ani rodzinę w Plano. Konsument wchodzący do Costco nie ma żadnej federalnej ochrony przed zakupem produktu Dahua, ponieważ Dahua nie jest zakazana na rynku konsumenckim. Jest zakazana w zamówieniach rządowych. Rozróżnienie to jest — z perspektywy ochrony praw konsumentów — niespójne: jeśli urządzenie jest zbyt niebezpieczne dla biura kontraktora federalnego, trudno wyjaśnić, dlaczego jest wystarczająco bezpieczne dla pokoju dziecięcego. Ale takie jest, na dzień dzisiejszy, prawo.

Pozew Paxtona buduje most nad tą luką, argumentując, że sam fakt istnienia owych federalnych restrykcji jest informacją istotną, którą Lorex miał obowiązek ujawnić — a jej pominięcie stanowi wprowadzenie konsumentów w błąd w rozumieniu DTPA. Jeśli rząd USA uznaje sprzęt Dahua za nieakceptowalne zagrożenie bezpieczeństwa, a Lorex wie, że jego produkty zawierają chińskie komponenty Dahua, i mówi konsumentom, że produkty te są „bezpieczne” i „prywatne” nie wspominając o niczym z powyższego — to pominięcie nie jest formalnością. Jest modelem biznesowym opartym na celowym zatajeniu informacji.

Paxton nie jest w tej teorii prawnej odosobniony. Prokurator generalny Nebraski złożył równoległy pozew przeciwko Lorexowi we wrześniu 2025 r., a sekretarz stanu Florydy wezwał firmę do złożenia dokumentów w tej samej sprawie. Jeśli teksańska teoria przetrwa kontrolę sądową, stanie się wzorcem dla ochrony konsumentów w całych Stanach Zjednoczonych. Inni prokuratorzy generalni stanów to zauważą. Implikacje wykraczają daleko poza kamery monitoringu: każde urządzenie IoT sprzedawane pod zachodnią marką, ale zbudowane na komponentach od objętego restrykcjami chińskiego dostawcy, może zostać poddane tej samej analizie. Router w domowym biurze. Kamera w dzwonku do drzwi. Inteligentny termostat, który wie, kiedy nikogo nie ma w domu.

Między deklaracjami ochrony prywatności a podatnościami bezpieczeństwa

Jest jeszcze jeden wymiar tej sprawy i to on nadaje jej szczególny wymiar.

Polityka prywatności Lorex stwierdza ogólnikowo, że firma może udostępniać dane osobowe „organom rządowym i organom ścigania” oraz że dane mogą być przekazywane międzynarodowo. Nie wspomina o Chinach. Nie wspomina o Dahua. Nie wspomina o Ustawie o Wywiadzie Narodowym. Na korzyść Lorex należy odnotować, że firma wielokrotnie deklaruje ochronę prywatności konsumentów: wideo jest przechowywane lokalnie i szyfrowane na urządzeniu użytkownika, a Lorex nie ma domyślnego dostępu do nagrań, chyba że użytkownik udostępni je dobrowolnie w celach wsparcia technicznego.

Ale ta deklaracja bezpieczeństwa danych — jakkolwiek dobrze intencjonalna — pozostaje w napięciu z udokumentowanymi podatnościami bezpieczeństwa produktów. Badacze cyberbezpieczeństwa wcześniej odkryli poważne luki i wbudowane ścieżki zdalnego dostępu w oprogramowaniu firmware Dahua. Biuletyn DHS dotyczący chińskich kamer udokumentował masową eksploatację przez państwowych aktorów ChRL, wskazując, że wiele takich urządzeń domyślnie komunikuje się z serwerami producenta w sposób nieprzejrzysty dla użytkownika końcowego. Sam pozew w sprawie Lorex kataloguje sześć udokumentowanych podatności bezpieczeństwa w komponentach Dahua — w tym nieautoryzowany dostęp do strumieni wideo i audio, zdalne wykonanie kodu i eskalację uprawnień — pochodzących z National Vulnerability Database. A rama prawna ChRL jest jednoznaczna: na mocy Artykułów 7 i 14 Ustawy o Wywiadzie Narodowym chińskie władze mogą żądać dostępu do danych przepływających przez infrastrukturę lub usługi kontrolowane przez Dahua, w tym gdy urządzenia zainstalowane są w amerykańskich domach — jeśli taki dostęp jest technicznie możliwy. Pytanie nie brzmi, czy Pekin ma zagwarantowane, bezwarunkowe prawo dostępu do obrazu z kamery w pokoju dziecięcym w Fort Worth. Pytanie brzmi, czy prawne i techniczne warunki takiego dostępu istnieją. Odpowiedź, w świetle publicznego zapisu, brzmi: tak.

To jest informacja, której Lorex nie ujawnił konsumentom. Nie spekulacyjne ryzyko. Nie geopolityczna abstrakcja. Udokumentowany wzorzec podatności bezpieczeństwa w tych właśnie komponentach, które sprzedaje — wyprodukowanych przez firmę prawnie zobowiązaną do współpracy z państwem, które już zademonstrowało — w Turkiestanie Wschodnim, na skalę przemysłową — co dokładnie robi z technologią inwigilacji, jaką pozyskuje.

 

Kary finansowe, żądania pozwu i prawa konsumenta

DTPA przewiduje kary cywilne do dziesięciu tysięcy dolarów za każde naruszenie praw konsumenta. W postępowaniu egzekucyjnym prowadzonym przez prokuratora generalnego na podstawie § 17.47 nie trzeba dowodzić rzeczywistej szkody konsumenta — żadnego dowodu eksfiltracji danych, żadnego dowodu kryminalistycznego, że ktokolwiek uzyskał nieautoryzowany dostęp do czyjejkolwiek kamery. Ustawa o ochronie konsumentów wymaga jedynie, by firma dopuściła się działań fałszywych, wprowadzających w błąd lub zwodniczych, mających zdolność wprowadzenia w błąd. Przy masowej dystrybucji detalicznej przez Amazon, Costco, Best Buy i Kohl’s na terenie Teksasu każda transakcja jest potencjalnym naruszeniem. Łączna ekspozycja na kary może być astronomiczna — choć precyzyjna kwota zależeć będzie od wyników postępowania dowodowego, a prawnicy Lorex niewątpliwie będą energicznie kwestionować teorię per-transakcyjną.

Paxton wnioskuje ponadto o zakazy tymczasowe i stałe (temporary and permanent injunctions) obejmujące: obowiązek ujawnienia przez Lorex stosowania komponentów chińskiego producenta Dahua, obowiązek poinformowania konsumentów, że ich dane mogą być dostępne dla chińskich władz za pośrednictwem infrastruktury kontrolowanej przez Dahua, zakaz wprowadzania konsumentów w błąd poprzez reklamowanie produktów jako bezpiecznych i prywatnych bez odpowiednich zastrzeżeń oraz obowiązek uzyskania wyraźnej, świadomej zgody przed zbieraniem lub udostępnianiem danych konsumentów. Jeśli sąd uwzględni te żądania, Lorex stanie przed ostrym wyborem handlowym: pełna transparentność łańcucha dostaw — co niemal na pewno zrujnuje sprzedaż — albo całkowita wymiana dostawcy komponentów. Żadna opcja nie jest atrakcyjna. Obie są — można argumentować — spóźnione.

Lorex wcześniej oświadczył, że jest zaangażowany w przestrzeganie obowiązujących przepisów i podkreślił architekturę lokalnego przechowywania danych jako zabezpieczenie prywatności konsumentów. Dahua zaprzeczyła, by jej produkty stwarzały nadmierne ryzyko bezpieczeństwa, i wskazała na konsumencki charakter swoich partnerstw OEM. Żadna z firm nie odniosła się publicznie do konkretnych zarzutów z pozwu Paxtona.

Perspektywa europejska: inne narzędzia ochrony konsumentów, ten sam problem

Dla europejskich obserwatorów — i dla polskich praktyków prawa ochrony konsumentów — analogiczne ryzyka adresowane są przez RODO, Dyrektywę NIS 2 i niedawno uchwalone Rozporządzenie o Cyberodporności (Cyber Resilience Act), nakładające na producentów urządzeń IoT bezpośrednie obowiązki w zakresie bezpieczeństwa produktów cyfrowych. Każde z tych narzędzi to celowy instrument regulacyjny z własnym aparatem egzekucyjnym, zaprojektowany do ochrony danych osobowych i praw konsumentów w erze urządzeń podłączonych do sieci. Podejście teksańskie jest — z tej perspektywy — jednocześnie godne podziwu i lekko zdumiewające. Paxton posługuje się ustawą o zwalczaniu nieuczciwych praktyk handlowych napisaną za administracji Nixona, by zmierzyć się z problemem obejmującym chińskie prawo wywiadowcze, podatności bezpieczeństwa firmware w urządzeniach IoT i geopolitykę łańcuchów dostaw półprzewodników. Narzędzie jest tępe. Jest też — w granicach swojej jurysdykcji — nadzwyczaj skuteczne: DTPA w postępowaniu państwowym nie wymaga wykazania rzeczywistej szkody konsumenckiej, dowodu naruszenia bezpieczeństwa danych ani dowodu, że Pekin faktycznie uzyskał dostęp do czyjejkolwiek kamery. Wymaga jedynie, by firma wiedziała o czymś istotnym, celowo zataiła tę informację i dalej sprzedawała.

Jest w tym lekcja dla całego rynku produktów konsumenckich i nie jest to lekcja subtelna. W obecnym klimacie konfrontacji technologicznej USA–Chiny najbardziej narażone firmy to nie te, które robią coś nielegalnego. To te, które robią coś legalnego, ale nieujawnionego — sprzedając doskonale funkcjonalne produkty o doskonale ukrytej proweniencji, licząc, że konsument nigdy nie zajrzy za markę na pudełku. Przez lata założenie to się sprawdzało.

W hrabstwie Collin w Teksasie właśnie się załamało.