Wyrok TSUE C‑67/25: rosyjska dezinformacja i odpowiedzialność twórców internetowych

Wyrok TSUE C‑67/25: rosyjska dezinformacja i odpowiedzialność twórców internetowych

2026.09.28 Autor: Robert Nogacki

Trzech twórców stanęło przed niemieckim sądem karnym za udostępnianie na swoim blogu filmów z kanału objętego unijnym zakazem nadawania. Blog był bezpłatny i nie wyświetlał reklam; jego autorzy przyjmowali jedynie dobrowolne datki od czytelników. 2 lipca 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł w sprawie C‑67/25, że osoba fizyczna, która na prowadzonej przez siebie stronie udostępnia treści RT, jest „operatorem” w rozumieniu sankcji, a to, czy zarabia na stronie i w jakiej formie, nie ma dla tej kwalifikacji żadnego znaczenia. Trybunał orzekł zgodnie z opinią Rzecznika Generalnego z 12 lutego 2026 r. Kary za łamanie sankcji UE w Niemczech sięgają 5 lat pozbawienia wolności.

Wyrok w sprawie C‑67/25 to jednak znacznie więcej niż rozstrzygnięcie sporu o definicję operatora medialnego. Rozpatrywany w kontekście walki z dezinformacją w UE, stanowi kluczowy etap jednego z pierwszych postępowań karnych, które dosięgły przekaźnika w łańcuchu, jakim zakazane w Unii treści krążą dalej: łańcuchu, w którym pozornie niezależne blogi i kanały w mediach społecznościowych podają dalej propagandę mediów kontrolowanych przez Kreml, niezależnie od tego, czy ktoś nimi kieruje. Wyrok nie stwierdza, że oskarżeni byli opłacani lub sterowani z Moskwy, i nic w tym tekście nie powinno być tak czytane; zarzut brzmi, że przekazywali dalej treść, a tego właśnie zakaz zabrania. Etap kluczowy, ale nie ostatni: o winie oskarżonych rozstrzygnie sąd w Saarbrücken.

 

Zakaz rozpowszechniania treści RT: sprawa C‑67/25

W 2023 r. trzy osoby fizyczne czterokrotnie opublikowały na publicznie dostępnym blogu „Live-Ticker”, prowadzonym na stronie traugott-ickeroth.com, filmy pochodzące z kanału RT Deutschland (Russia Today Germany). Kanał ten figuruje w załączniku XV do rozporządzenia Rady (UE) nr 833/2014, co oznacza, że wobec niego obowiązuje całkowity zakaz nadawania na terytorium Unii Europejskiej. Sankcje unijne wobec Rosji w obszarze mediów wprowadzono w marcu 2022 r., w bezpośredniej reakcji na rosyjską agresję wobec Ukrainy, jako element walki z państwową propagandą i manipulacją medialną.

Blog prowadził pod pseudonimem „Traugott Ickeroth” jeden z oskarżonych, w wyroku oznaczony literą R. Pod tym samym pseudonimem wydaje on książki sprzedawane przez Amazon, a w toku śledztwa, jak odnotowuje wyrok, miał przyznać, że odpowiada za redakcyjny kształt strony. Dostęp do strony był nieodpłatny, nie generowała ona przychodów z reklam ani abonamentów. Twórcy apelowali jednak o datki: od 1 kwietnia 2022 r. do 3 sierpnia 2023 r. na konta dwóch z nich wpłynęło łącznie 60 038,65 euro. Zarzut, jak relacjonuje Trybunał, to podejrzenie udziału w związku przestępczym, którego działalność miała polegać właśnie na udostępnianiu filmów RT.

Niemiecki sąd karny, Landgericht Saarbrücken (sygn. 8 KLs 33/24), powziął wątpliwość: czy odpowiedzialność za udostępnianie treści objętych sankcjami może dotyczyć również osób fizycznych prowadzących niekomercyjną stronę internetową, utrzymywaną wyłącznie z dobrowolnych wpłat? Czy mogą one być uznane za „operatorów” w rozumieniu art. 2f ust. 1 rozporządzenia nr 833/2014, a tym samym podlegać odpowiedzialności karnej twórcy internetowego za naruszenie zakazu nadawania? Postanowieniem z 20 grudnia 2024 r. wystąpił z pytaniem prejudycjalnym do TSUE. Napisał przy tym, że wykładnia tego pojęcia nie jest na tyle oczywista, by wykluczyć wszelkie rozsądne wątpliwości. To zdanie jeszcze w tej sprawie wróci.

Dalszy bieg był następujący. Pytanie wpłynęło do Luksemburga 31 stycznia 2025 r. Sąd odsyłający prosił o rozpoznanie sprawy w trybie priorytetowym; Prezes Trybunału odmówił 3 marca 2025 r. Uwagi na piśmie złożyły rządy Estonii, Francji i Łotwy oraz Komisja Europejska. Rozprawy nie było, Trybunał orzekał po pisemnym etapie postępowania. 12 lutego 2026 r. opinię przedstawił Rzecznik Generalny Rimvydas Norkus, a 2 lipca 2026 r. czwarta izba Trybunału wydała wyrok (ECLI:EU:C:2026:534).

 

Rosyjska propaganda i wojna informacyjna: szerszy kontekst sprawy

Żeby zrozumieć wagę pytania prejudycjalnego, trzeba spojrzeć na nie szerzej niż przez pryzmat jednego bloga i dostrzec, że toczy się ono na tle szeroko zakrojonej wojny informacyjnej, w której granica między propagandą państwową a pozornie niezależnymi treściami w mediach społecznościowych staje się coraz trudniejsza do uchwycenia. Federacja Rosyjska od lat prowadzi działania z zakresu wojny hybrydowej, łącząc operacje militarne z systematyczną manipulacją medialną wymierzoną w zachodnią opinię publiczną. Trybunał wpisał swoje rozstrzygnięcie w ten sam kontekst: przypomniał konkluzje Rady z 10 maja 2021 r. o zagrożeniach hybrydowych i deklarację Rady Europejskiej z 24 lutego 2022 r. wzywającą Rosję do zaprzestania kampanii dezinformacyjnej (pkt 51 wyroku).

 

RT Deutschland i kremlowska machina informacyjna

RT (dawniej Russia Today) nie jest zwykłą stacją telewizyjną. To flagowy projekt rosyjskiej propagandy zagranicznej, finansowany bezpośrednio z budżetu państwa rosyjskiego: według danych Atlantic Council budżet RT wynosił od 236 mln USD (2015) do 445 mln USD (2014), a Radio Free Europe/Radio Liberty podało w 2021 r., że spółka produkcyjna RT America otrzymała do tego czasu ponad 100 mln USD od macierzystej ANO TV-Novosti. Według portalu Debunk.org w 2022 r. Rosja wydała z budżetu federalnego szacunkowo ok. 143 mld rubli (1,9 mld USD) na media, w tym również na Sputnik, drugi filar rosyjskiej propagandy, którego treści również objęte są unijnym zakazem. W 2017 r. Departament Sprawiedliwości USA nakazał amerykańskiej spółce produkcyjnej RT rejestrację jako agenta obcego mocarstwa na podstawie FARA (Foreign Agent Registration Act) w następstwie ustaleń amerykańskich agencji wywiadowczych o roli RT w kampanii ingerencji w wybory prezydenckie 2016 r.

W Niemczech RT DE Productions GmbH rozpoczęło nadawanie programu telewizyjnego 16 grudnia 2021 r. Już w lutym 2022 r., jeszcze przed wejściem w życie sankcji unijnych, niemiecka Komisja ZAK (Kommission für Zulassung und Aufsicht der Medienanstalten) zakazała nadawania RT DE z powodu braku wymaganej licencji. Warto podkreślić: RT DE nigdy nie posiadało ważnej niemieckiej licencji nadawczej; próbowało nadawać w oparciu o licencję serbską, co nie zostało uznane za wystarczające. Jak wyjaśniał MDR, zakaz ten miał charakter czysto medialnoprawny i nie był związany z konfliktem na Ukrainie. Sankcje UE z marca 2022 r. (rozporządzenie 2022/350) ustanowiły następnie całkowity zakaz nadawania treści RT na terytorium Unii, obejmujący również umożliwianie, ułatwianie i przyczynianie się do nadawania, w tym przez Internet.

 

Obchodzenie sankcji: nowe domeny, nowe kanały

Jak sam Rzecznik Generalny zauważa w swojej opinii (przypis 34), pomimo formalnego zakazu treści RT pozostają dostępne w Internecie. Skalę problemu dokumentuje Correctiv.Faktencheck, który w szczegółowej analizie z lutego 2026 r. zidentyfikował ponad 20 aktywnych domen-lustrzanych RT DE dostępnych z terytorium Niemiec, notujących łącznie szacunkowo ok. 2,6 mln wizyt miesięcznie. Serwery tych stron należą do TV-Novosti (założonej przez RIA Novosti) i Rostelecomu (rosyjski państwowy operator telekomunikacyjny). Bundesnetzagentur przyznała, że domeny-lustrzane stanowią „słaby punkt” (Schwachstelle) w egzekwowaniu sankcji. Correctiv dokumentował obchodzenie sankcji przez domeny-lustrzane już od 2022 r. To nie przypadek, to systemowa strategia, w której zakazane treści migrują do kanałów formalnie niezwiązanych z rosyjskim państwem, a fact-checking staje się wyścigiem z maszyną produkującą dezinformację na skalę przemysłową.

 

Operacja Doppelganger: kto stoi za fake newsami w Europie

Równolegle do działań poszczególnych blogerów Rosja prowadziła zorganizowane kampanie dezinformacyjne, wykorzystując również boty internetowe i trolle rosyjskie do wzmacniania zasięgu. Operacja znana pod nazwą Doppelganger, przypisywana moskiewskiej Social Design Agency (SDA), polegała na tworzeniu fałszywych witryn imitujących wygląd renomowanych europejskich mediów, w tym niemieckich, i rozpowszechnianiu za ich pośrednictwem fake newsów oraz narracji prorosyjskiej w mediach społecznościowych. Operację tę udokumentowały m.in. EU DisinfoLab, US Cyber Command oraz badacze z Institute for Strategic Dialogue (ISD) i German Marshall Fund’s Alliance for Securing Democracy. Raport techniczny niemieckiego MSZ (Auswärtiges Amt) z 2024 r. udokumentował 9 niemieckojęzycznych klonów Doppelganger dużych mediów oraz 16 sztucznych portali informacyjnych. W kolejnych iteracjach kampanii pojawiały się materiały generowane przez AI, w tym typu deepfake.

 

Operacje wpływu Rosji w Niemczech i Europie

Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV) wielokrotnie ostrzegał przed rosyjskimi operacjami wpływu na terenie Niemiec. W analizie zagrożeń przed wyborami do Bundestagu z listopada 2024 r. BfV wskazywał na „akcje dezinformacji i dyskredytacji, cyberataki oraz szpiegostwo i sabotaż” ze strony Rosji, w tym próby ingerencji w wybory i procesy demokratyczne. Prezydent BfV Thomas Haldenwang w publicznym przesłuchaniu w Bundestagu w październiku 2024 r. zwracał uwagę na „operacje wpływu” (Einflussoperationen) rosyjskich służb wywiadowczych. Dezinformacja w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej stanowi przy tym osobne, rosnące zagrożenie: rosyjskie media i troll farmy od lat celują w region, który jest kluczowy dla wsparcia Ukrainy. Blog „Live-Ticker” nie funkcjonował zatem w próżni. Na tle faktów opisanych w wyroku ma zewnętrzną formę kanału z tego ekosystemu: treści RT, „alternatywna” platforma, datki. Czy stało za nim coś więcej, wyrok nie rozstrzyga i nic w tym tekście tego nie przesądza.

 

Model operacyjny: od Kremla do lokalnego bloga

Schemat jest powtarzalny: treści produkowane lub inspirowane przez rosyjskie media państwowe trafiają do sieci za pośrednictwem oficjalnych kanałów (RT, Sputnik), następnie są przechwytywane i redystrybuowane przez „media alternatywne” (blogi, kanały na YouTube, konta na Telegramie), które prezentują się jako niezależne głosy sprzeciwu wobec „mainstreamu”. Propaganda w social mediach jest wzmacniana przez skoordynowane sieci botów i trolli, a finansowanie z datków dopełnia pozór niezależności. Odbiorcy, przekonani o autentyczności przekazu, sami stają się jego dalszymi dystrybutorami, nie zdając sobie sprawy, że uczestniczą w łańcuchu dystrybucji zakazanych treści. Trybunał nazwał ten mechanizm wprost: zawężająca wykładnia pozwoliłaby osobom, które nie czerpią dochodu ze swojej strony, swobodnie nadawać zakazane treści i tym samym aktywnie przyczyniać się do kampanii dezinformacji i destabilizacji prowadzonych przez media pozostające pod kontrolą rosyjskiego kierownictwa (pkt 53 wyroku).

 

Definicja operatora medialnego: wyrok TSUE z 2 lipca 2026 r.

Trybunał zastosował klasyczną triadę: brzmienie, kontekst i cel przepisu. Na każdym z trzech poziomów doszedł do tego samego wniosku i sformułował go w sentencji bez zastrzeżeń: osoba fizyczna, która prowadzi stronę internetową i nadaje na niej treści pochodzące od podmiotów wymienionych w załączniku XV, a ze strony tej czerpie wyłącznie dochód w postaci dobrowolnych wpłat osób trzecich (darowizn lub datków), jest „operatorem” w rozumieniu art. 2f ust. 1 rozporządzenia nr 833/2014. Cytaty z wyroku podaję w tłumaczeniu własnym z angielskiej wersji językowej; językiem postępowania był niemiecki.

Zanim jednak doszło do meritum, Trybunał musiał odpowiedzieć prokuraturze w Saarbrücken, która przekonywała, że pytanie w ogóle nie było potrzebne: znaczenie przepisu jest oczywiste, sąd pierwszej instancji nie musiał pytać, a sprawa ma inne wątki, które sąd odwoławczy może ocenić inaczej. Odpowiedź brzmi jak lekcja z podręcznika, ale ma praktyczną wagę dla każdego pełnomocnika, który chce pytania prejudycjalnego wbrew woli przeciwnika: sąd krajowy ma najszerszą swobodę w kierowaniu pytań do Trybunału, na każdym etapie postępowania, niezależnie od zdania stron, a to, że jedna ze stron uważa odpowiedź za oczywistą, nie czyni pytania niedopuszczalnym (pkt 22 i 31 wyroku).

Brzmienie przepisu nie zawiera żadnego wymogu gospodarczego. Skoro rozporządzenie nie definiuje „operatora” i nie odsyła do prawa krajowego, Trybunał sięgnął po zwykłe znaczenie słowa: w dziedzinie komunikacji i nadawania treści medialnych i cyfrowych operatorem jest każda osoba fizyczna lub prawna „bezpośrednio lub pośrednio odpowiedzialna za udostępnianie lub przekazywanie tych treści publiczności” (pkt 38). W zdecydowanej większości wersji językowych, Trybunał wymienia ich trzynaście, słowu „operator” nie towarzyszy przymiotnik „gospodarczy” (pkt 39). Wyliczenie jest przykładowe; treść pojedynczej wersji krajowej, także polskiej, nie zmienia wyniku wykładni opartej na większości wersji. Sam przepis wymienia przy tym „internetowe platformy lub aplikacje do udostępniania plików wideo”, a więc narzędzia zwykle bezpłatne i używane w działalności, która nie musi być odpłatna (pkt 40). Wniosek: operatorem jest każdy, kto odpowiada za nadawanie lub udostępnianie takich treści, „także w ramach działalności nieodpłatnej lub prowadząc stronę internetową finansowaną z dobrowolnych wpłat osób trzecich” (pkt 41).

Wytyczne Komisji Europejskiej nie mogą zawężać rozporządzenia. Sąd odsyłający powołał się na dokument roboczy służb Komisji (tzw. Consolidated FAQs), według którego zakaz obejmuje podmioty prowadzące „działalność handlową lub zawodową”. Trybunał, za Rzecznikiem (pkt 46 opinii), uznał FAQ za niewiążący dokument roboczy o charakterze pomocniczym, a ponadto stwierdził, że wprowadza on wymóg, którego nie ma w przepisie, i w sposób nieuzasadniony zawęża zakres podmiotowy art. 2f ust. 1 (pkt 43 do 45). To zdanie ma znaczenie daleko poza tą sprawą: kto buduje program zgodności z sankcjami wyłącznie na FAQ Komisji, buduje go na dokumencie, który Trybunał właśnie odsunął na bok.

Kontekst: gdzie prawodawca chciał ograniczyć zakaz do podmiotów gospodarczych, napisał to wprost. Art. 3r ust. 4 tego samego rozporządzenia, dotyczący przeładunku skroplonego gazu ziemnego, mówi o „podmiotach gospodarczych” (economic operators). W art. 2f ust. 1 takiego dookreślenia nie ma, a więc pojęcie operatora odnosi się wyłącznie do nadawania treści, niezależnie od statusu operatora i od tego, czy jego działalność ma charakter gospodarczy (pkt 47 i 48). Stąd wniosek najważniejszy dla praktyki: to, czy działalność jest gospodarcza i czy przynosi dochód, „nie może stanowić istotnego kryterium” przy ocenie, czy dana osoba podlega zakazowi (pkt 49).

Cel przepisu wymaga szerokiej wykładni. Trybunał przypomniał, że art. 2f wprowadzono rozporządzeniem 2022/350 w tydzień po rozpoczęciu inwazji, a zakaz ma cel podwójny: ochronę porządku i bezpieczeństwa publicznego Unii przed systematyczną kampanią manipulacji medialnej oraz wywieranie presji na Rosję, by zakończyła agresję (pkt 51 i 52). Wykładnia proponowana przez oskarżonych, ograniczająca zakaz do działalności komercyjnej i nastawionej na zysk, „pozbawiłaby ten zakaz skuteczności” (pkt 53). Jak podkreślają komentatorzy prawa medialnego na Verfassungsblog, przedmiotowe środki, w przeciwieństwie do sankcji gospodarczych, mają cel „skierowany do wewnątrz”: zapobieganie destabilizacji Unii poprzez dezinformację. Zawężająca wykładnia umożliwiłaby przenoszenie zakazanych treści do tzw. mediów alternatywnych, które wymykałyby się regulacji.

Czas trwania i skala działalności nie mają znaczenia dla kwalifikacji. Oskarżony R proponował, by za operatora uznawać tylko tego, kto nadaje przez pewien czas, z wyłączeniem odosobnionych publikacji o znikomym zasięgu. Trybunał odrzucił i ten argument: ani przepis, ani rozporządzenie nie uzależniają kwalifikacji od zakresu czy czasu trwania nadawania, a taka wykładnia zachęcałaby do obchodzenia przepisu przez „sztuczne fragmentowanie” nadawania zakazanych treści (pkt 55 i 56). Konkluzja: tylko wykładnia niezależna od komercyjnego charakteru działalności, od sposobu jej finansowania oraz od zakresu i czasu trwania nadawania realizuje cel przepisu (pkt 57).

Wyrok w tym kształcie jest wierny opinii Rzecznika Generalnego Rimvydasa Norkusa z 12 lutego 2026 r., która przeprowadziła tę samą analizę językową, kontekstową i celowościową i doszła do wniosku, że pojęcie operatora ma charakter funkcjonalny i technologicznie neutralny: obejmuje każdą osobę fizyczną lub prawną, która sprawuje faktyczną kontrolę nad procesem nadawania treści bądź materialnie uczestniczy w ich rozpowszechnianiu. Różnica między opinią a wyrokiem leży w tym, czego w wyroku nie ma. O tym niżej.

 

Finansowanie blogów z datków a manipulacja medialna

Trybunał rozdzielił dwie kwestie, które sąd odsyłający splótł w jednym pytaniu. Pierwsza: czy dochód ma znaczenie dla kwalifikacji jako operator. Odpowiedź: nie ma żadnego. Druga: czy model finansowania ma znaczenie dla oceny ryzyka. Tu Trybunał przejął ocenę Rzecznika (pkt 60 i 62 opinii) i zapisał ją własnymi słowami. Finansowanie strony z dobrowolnych wpłat osób trzecich co do zasady utrudnia ustalenie pochodzenia środków, a w konsekwencji wpływu wywieranego na nadawane treści; może ułatwiać, bezpośrednio lub pośrednio, ingerencję obcych interesów, w tym interesów państw trzecich, i tym samym zwiększa ryzyko, że taka strona posłuży jako przekaźnik rosyjskiej kampanii propagandowej (pkt 54).

Rzecznik szedł w opinii o krok dalej: wysokość datków traktował jako wskaźnik kontekstowy, pozwalający ocenić stopień zorganizowania działalności, jej skalę oraz ryzyko manipulacji informacyjnej. Kwota ponad 60 000 euro zebrana w niespełna półtora roku może świadczyć o zorganizowanej strukturze wykraczającej poza ramy zwykłej indywidualnej wypowiedzi. Trybunał tego wątku nie rozwinął, ale go też nie odrzucił; pozostaje on argumentem na etap krajowy, i to argumentem obosiecznym, o czym w części o karach.

Ta obserwacja nabiera szczególnej ostrości w kontekście udokumentowanych rosyjskich operacji wpływu. Operacja Doppelganger pokazała, że Kreml zadaje sobie trud klonowania zaufanych mediów, by pożyczyć od nich pozór niezależności. „Alternatywne” media utrzymywane z datków oferują ten pozór gotowy, bez klonowania czegokolwiek. Model „alternatywnego medium utrzymywanego z darowizn społeczności” jest wręcz idealnym wehikułem dla takiej strategii: zapewnia pozór autentyczności, utrudnia śledzenie przepływów finansowych i buduje lojalność odbiorców opartą na poczuciu przynależności do wspólnoty „niezależnego myślenia”.

Prawo unijne odpowiada na ten problem inaczej niż amerykańskie. Pisząc o tym, jak FSB kupiła amerykański ruch protestu za 7 tysięcy dolarów, wskazywałem, że odpowiedzią na agenturę wpływu jest jawność mocodawcy, nie cenzura: amerykańska ustawa FARA nie zakazuje treści, każe ujawnić, kto za nie płaci. Art. 2f nie żąda jawności; zakazuje treści ze względu na ich źródło. Trybunał sięgnął po nieprzejrzystość finansowania jako argument za szeroką wykładnią zakazu (pkt 54); to ten sam problem, który FARA rozwiązuje obowiązkiem rejestracji. Obie drogi mogą skończyć się w sądzie karnym, bo umyślne naruszenie FARA też jest przestępstwem. Europejska dociera tam, nie pytając nikogo, kto zapłacił.

Datki nie są zatem prawnie obojętne: nie stanowią warunku kwalifikacji, ale wzmacniają ocenę ryzyka, a w kontekście art. 12 rozporządzenia nr 833/2014 (zakaz obchodzenia sankcji) mogą stanowić przesłankę świadczącą o instrumentalnym charakterze działalności. Ten ostatni wniosek wynika z opinii Rzecznika; wyrok o art. 12 milczy.

 

Wolność słowa i zasada proporcjonalności: granice zakazu

Jaki wpływ ma dezinformacja na odpowiedzialność twórców internetowych? Opinia Rzecznika nie była jednostronnie represyjna i nie stanowiła narzędzia cenzury w internecie, jak mogliby sugerować krytycy. Zawierała istotne zastrzeżenia, które wyznaczały granice szerokiej wykładni i które w kontekście zwalczania dezinformacji pełnią rolę równie ważną jak sam zakaz.

Po pierwsze, Rzecznik wyraźnie przywołał zasadę nullum crimen, nulla poena sine lege certa, ustawowej określoności czynów zabronionych i kar. Zasada ta, gwarantowana w art. 49 ust. 1 Karty Praw Podstawowych UE, wymaga, aby norma karna była na tyle jasna i przewidywalna, by obywatel mógł w chwili podejmowania działania ocenić jego konsekwencje prawne. Stoi ona na przeszkodzie wszczęciu postępowania karnego w związku z zachowaniem, którego naganność nie wynika wystarczająco jednoznacznie z ustawy.

Po drugie, Rzecznik poddał ingerencję w wolność słowa i wolność wypowiedzi (art. 11 Karty) testowi proporcjonalności z art. 52 ust. 1 Karty. Uznał ją za dopuszczalną, ale pod warunkami: ingerencja jest przewidziana ustawą, realizuje uzasadniony cel interesu ogólnego (ochrona porządku publicznego i bezpieczeństwa UE) i nie narusza istoty prawa, bo ogranicza się do tymczasowego zakazu nadawania konkretnych treści zidentyfikowanych jako propaganda, nie zaś do ogólnego ograniczenia swobodnego przepływu informacji. Czego test proporcjonalności nie robi, to nie zamienia zakazu w test prawdy. Art. 2f ust. 1 jest zakazem ze względu na źródło: obejmuje „jakiekolwiek treści” podmiotu z listy (pkt 35 wyroku). Prokurator nie musi dowodzić, że konkretny klip był fałszywy, a oskarżony nie obroni się tym, że był prawdziwy. To czyni zakaz egzekwowalnym i dlatego dalsze gwarancje mają taką wagę.

Wyrok jest w tym punkcie oszczędniejszy od opinii i to jest najważniejsza różnica między nimi. Trybunał odpowiedział wyłącznie na pytanie o wykładnię pojęcia operatora. Nie powtórzył analizy z art. 11, art. 49 i art. 52 Karty; o Karcie wspomniał jedynie pośrednio, przywołując motyw 10 rozporządzenia 2022/350, który deklaruje zgodność zakazu z wolnością wypowiedzi. Nie oznacza to, że gwarancje znikły. Karta wiąże każdy sąd krajowy stosujący art. 2f niezależnie od tego, czy wyrok ją powtarza (art. 51 ust. 1 Karty), a opinia Rzecznika pozostaje argumentem do zapożyczenia, choć nie normą do zastosowania. Zmieniło się miejsce, w którym ten argument trzeba wygrać: nie w Luksemburgu, który skończył z tą sprawą, lecz przed sądem krajowym badającym, co oskarżeni zrobili i co wiedzieli.

Trybunał zresztą sam podniósł stawkę. Skoro ani zakres, ani czas trwania nadawania nie mają znaczenia, pojęcie operatora obejmuje także pojedynczą publikację. Między definicją a wyrokiem skazującym stoją więc dwie rzeczy: to, co dana osoba faktycznie zrobiła (Trybunał zdefiniował „operatora”, nie „nadawanie”, i nie wypowiedział się o cytowaniu, krytyce ani relacjonowaniu, które pozostają otwarte), oraz to, co wiedziała. Tu trzeba skorygować popularne uspokojenie. Prawo karne wymaga umyślności co do czynu: trzeba wiedzieć, że udostępnia się publicznie treść pochodzącą z medium z listy. Nie wymaga natomiast wiedzy, że jest to zakazane. Nieświadomość bezprawności usprawiedliwia tylko wtedy, gdy była nie do uniknięcia (w Niemczech § 17 StGB, w Polsce art. 30 Kodeksu karnego); błąd, którego dało się uniknąć, co najwyżej łagodzi karę, a po wyroku Trybunału, o którym pisały media w całej Europie, usprawiedliwioną nieświadomość trudno będzie wykazać. Osoba, która bezwiednie udostępnia klip z objętego sankcjami źródła, przewijając Telegram, nadal nie jest w tej samej sytuacji co ktoś, kto systematycznie publikuje treści RT na własnej platformie i zbiera na to datki; ale odległość między nimi mierzy się umyślnością i możliwością uniknięcia błędu, nie niewinnością. W Niemczech nawet nieumyślne naruszenie zakazu jest wykroczeniem zagrożonym grzywną (§ 19 AWG). Odpowiedzialność influencera czy blogera za repost nie powstaje z samego faktu technicznego udostępnienia, ale filtr umyślności jest gęstszy, niż większość twórców zakłada.

Jest jeszcze jeden argument, którego wyrok nie zamyka, a obrona w Saarbrücken zapewne go podniesie. Sąd odsyłający napisał w 2024 r., że wykładnia pojęcia operatora nie jest na tyle oczywista, by wykluczyć rozsądne wątpliwości, a Komisja w swoich FAQ przez lata sugerowała wykładnię węższą. Jeśli zawodowy sąd miał wątpliwości w 2024 r., obrona zapyta, jak bloger miał ich nie mieć w 2023 r. Odpowiedź prokuratury łatwo przewidzieć: Trybunał wyprowadził wynik ze zwykłego znaczenia słowa, a więc dostępnego każdemu, i od początku twierdziła, że przepis jest jasny. Który argument przeważy, rozstrzygnie sąd krajowy. To ocena, nie pewnik.

 

Kary za łamanie sankcji UE w Polsce i Niemczech

W Niemczech kluczowym przepisem karnym jest § 18 ust. 1 Außenwirtschaftsgesetz (AWG), który przewiduje karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jak potwierdzają kancelarie Rödl & Partner i KPMG Law, jest to podstawowa sankcja za naruszenie zakazów wynikających z rozporządzeń sankcyjnych UE. Warto odnotować, że w lutym 2026 r. weszła w życie nowelizacja AWG (Sanktionsgesetz), implementująca unijną dyrektywę sankcyjną; wprowadza ona karę od 6 miesięcy do 10 lat dla przypadków szczególnie poważnych; czy przepis ten obejmuje w ogóle zakaz nadawania, zależy od jego dokładnego brzmienia, a czynów z 2023 r. w żadnym razie nie dosięga.

Wyrok przypomina jeszcze jeden przepis, który w tej sprawie może zaważyć bardziej niż definicja operatora: § 18 ust. 7 pkt 2 AWG, według którego kto działa zawodowo (w oryginale: gewerbsmäßig), podlega karze pozbawienia wolności nie niższej niż rok (pkt 8 wyroku). Sąd w Saarbrücken sam zasugerował w postanowieniu odsyłającym, że zbieranie datków w takiej skali, że finansują one choćby w części utrzymanie beneficjentów, może być działalnością zawodową (pkt 15 wyroku). Datki, które Trybunał uznał za nieistotne dla pojęcia operatora, wracają więc tylnymi drzwiami: nie decydują o tym, czy zakaz obowiązuje, ale mogą zdecydować o dolnej granicy kary. To najbardziej praktyczna lekcja z tej sprawy dla twórców utrzymujących się z datków.

W Polsce odpowiedzialność za naruszenie sankcji unijnych reguluje ustawa z dnia 13 kwietnia 2022 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego. Naruszenie zakazów wynikających z rozporządzeń unijnych dotyczących środków ograniczających zagrożone jest w typie podstawowym karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3. Problem nie jest teoretyczny: rosyjskie media w Polsce i narracja prorosyjska obecna w polskojęzycznej przestrzeni internetowej stanowią realne wyzwanie, które dotychczas rzadko prowadziło do konsekwencji prawnych. Wyrok w sprawie C‑67/25 daje polskim organom ścigania gotową wykładnię pojęcia operatora, wiążącą także polskie sądy.

Trybunał podzielił stanowisko Rzecznika, więc konsekwencje dla twórców internetowych w całej UE przestały być hipotezą. Odpowiedzialność za treści w internecie przestaje być domeną wyłącznie dużych platform czy koncernów medialnych. Każda osoba publikująca treści online (influencer, vloger, podcaster, autor bloga), niezależnie od formy działalności i modelu finansowania, musi liczyć się z tym, że udostępnienie materiałów objętych sankcjami może skutkować odpowiedzialnością karną. Polska, ze względu na położenie geopolityczne i aktywność rosyjskich operacji wpływu w Europie Środkowo-Wschodniej, jest na te zagrożenia szczególnie narażona.

 

Dezinformacja a odpowiedzialność twórców internetowych, czyli co wolno publikować w sieci

Wyrok w sprawie C‑67/25 utrwala kierunek interpretacji, który zaciera granicę między profesjonalnym operatorem medialnym a osobą prywatną prowadzącą bloga czy kanał w mediach społecznościowych. W erze cyfrowej, w której każdy dysponujący smartfonem może dotrzeć do tysięcy odbiorców, prawo medialne UE traktuje funkcję nadawczą, nie status prawny czy model biznesowy, jako decydujące kryterium odpowiedzialności. Od 2 lipca 2026 r. nie jest to już opinia, tylko wiążąca wykładnia prawa Unii.

Co dalej? Sprawa wraca do Landgericht Saarbrücken, który zastosuje wykładnię Trybunału do faktów i zbada to, o co Trybunału nie pytano: umyślność, świadomość bezprawności i skalę działalności. Rozstrzygnięcie z Luksemburga wiąże jednak nie tylko sąd w Saarbrücken. Każdy sąd w Unii, przed którym stanie bloger, kanał na Telegramie czy konto na YouTube udostępniające treści z załącznika XV, ma od tego dnia gotową odpowiedź na pytanie, czy zakaz go dotyczy. A załącznik XV od 2022 r. się rozrasta; w maju 2024 r. dopisano do niego m.in. Voice of Europe, RIA Novosti, Izwiestija i Rossijskaja Gazieta, a w 2025 r. kolejne portale.

Jednocześnie sprawa ta odsłania szerszy problem: rosyjska infrastruktura dezinformacyjna jest zaprojektowana tak, by wykorzystywać pozornie niezależne kanały jako przekaźniki treści zakazanych. Blog „Live-Ticker” nie był odosobnionym przypadkiem; stanowił przykład dezinformacji, w której oficjalne media państwowe, operacje typu Doppelganger i lokalne „media alternatywne” tworzą wielowarstwowy system dystrybucji propagandy.

Pokazuje również, jak silnie skorelowane są dezinformacja i odpowiedzialność twórców internetowych. Dla tych ostatnich płynie z tego wniosek wykraczający daleko poza prawo autorskie, także poza prawo autorskie YouTube czy legalność repostowania cudzych materiałów. Pytanie „co wolno publikować w internecie” wymaga dziś znajomości nie tylko przepisów o ochronie własności intelektualnej, ale również regulacji sankcyjnych UE, prawa medialnego i krajowych aktów wdrażających. Blog a prawo to dziś relacja znacznie bardziej złożona, niż zakładała większość twórców. Nie wystarczy wiedzieć, czyje treści się udostępnia; trzeba również wiedzieć, czy wolno je udostępniać. A w kontekście zorganizowanych kampanii dezinformacyjnych warto zadać sobie pytanie, dlaczego akurat te treści trafiają do naszego pola widzenia i skąd pochodzi materiał, który się udostępnia, bo od tego, a nie od jego prawdziwości, zależy dziś odpowiedzialność karna.

Obrona karna skarbowa i gospodarcza

Materiał dowodowy powstaje w postępowaniu przygotowawczym, a nie na rozprawie, i wtedy też stawiane są zarzuty. Wchodzimy do sprawy od pierwszego wezwania, przez przesłuchania i akt oskarżenia, po kasację.

Sprawdź, jak możemy pomóc