Kajetan P. – Hannibal Lecter, którego nie było 

Kajetan P. – Hannibal Lecter, którego nie było 

2026-06-04

Najbardziej zwodnicze w sprawie Kajetana Poznańskiego jest to, co najłatwiej zapamiętać: kanibalistyczne fantazje, odcięta głowa, fascynacja Lecterem, dożywocie. Te szczegóły same się sprzedają. Problem polega na tym, że dokładnie taki obraz chciał o sobie zostawić sprawca, i dekadę po zbrodni media wciąż mu w tym pomagają.

Tymczasem materiał z przesłuchania, ujawniony w 2024 roku przez Gazeta.pl, pokazuje coś znacznie mniej efektownego i znacznie bardziej niepokojącego. Pokazuje strukturę osobowości, która nie produkuje geniusza zła. Produkuje przeciętnego mężczyznę po polonistyce, który nie radzi sobie z odrzuceniem, i który postanowił rozwiązać ten problem ostatecznie.

 

Tło sprawy

Katarzyna J., trzydziestoletnia lektorka języka włoskiego, została zamordowana 3 lutego 2016 roku w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu przy ul. Skierniewickiej na warszawskiej Woli. Sprawca, Kajetan P., wówczas 27-letni absolwent polonistyki i pracownik Biblioteki Publicznej Dzielnicy Wola, umówił się z nią na lekcję pod fałszywym nazwiskiem. Zabił ofiarę nożem, rozczłonkował zwłoki, próbował spalić je w wynajmowanym pokoju na Żoliborzu i uciekł z Polski. Został ujęty 17 lutego 2016 r. przy dworcu autobusowym City Gate w stolicy Malty. Sprawą zajmowała się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a po ekstradycji Poznańskiego do Polski toczył się proces przed Sądem Okręgowym w Warszawie. 26 stycznia 2021 r. zapadł wyrok dożywotniego pozbawienia wolności (sygn. XII K 25/18), utrzymany co do istoty w mocy 2 czerwca 2023 r. przez Sąd Apelacyjny w Warszawie (II AKa 243/21). Uzasadnienie wyroku dostępne jest w Internecie.

Sprawa jest w polskim dyskursie kryminologicznym wypadkiem szczególnym – kwestia poczytalności sprawcy podzieliła zespoły biegłych i stała się osią dwuletniego procesu.

 

Co naprawdę powiedział Kajetan P.?

Przesłuchanie trwało dwie i pół godziny. Poznański odrzucił obrońcę. Mówił bez przymusu, bez emocji, momentami z teatralną przyjemnością człowieka, który wreszcie ma uwagę kilku osób tylko dla siebie. To, co opisał, układa się w spójny ciąg, tyle że ciąg ten prowadzi gdzie indziej, niż chciałby autor.

Mówił o sobie jako o człowieku rozdartym między „dwoma przeciwstawnymi biegunami”. Z jednej strony wymagania wobec siebie, sport, głodówki, zimne prysznice, samotne wyprawy do lasu. Z drugiej „sentymentalizm wobec kobiet” i „zbyt małe wymagania wobec samego siebie”. Ta druga część go upokarzała. Postanowił ją wyciąć. Najpierw przez ascezę. Potem przez zerwanie z partnerką, której nigdy nie potrafił okazać czułości. Potem przez zlanie ojca pasem, „żeby byli równiejsi”. Wreszcie przez zabicie kogoś obcego, żeby zobaczyć, „jak to się robi”.

To nie jest opis choroby psychicznej. To opis osobowości, która nie potrafi pomieścić własnej afektywności i postanawia ją zlikwidować poprzez likwidację drugiego człowieka. Ofiara jest tu przezroczysta. Katarzyna została wybrana dlatego, że nie miała zdjęcia w ogłoszeniu („nie chciałem poznać swojej ofiary wcześniej, żeby nie wywołało to jakichś emocji”). Mogła być kimkolwiek. Sędzia Danuta Kachnowicz ujęła to w wyroku jednym zdaniem: „właściwie każdy z nas”.

 

Czy sprawca był niepoczytalny?

Pierwsza opinia biegłych psychiatrów rozpoznała schizofrenię i całkowitą niepoczytalność w rozumieniu art. 31 § 1 Kodeksu karnego. Druga, opracowana między innymi przez prof. Janusza Heitzmana (wieloletniego kierownika Kliniki Psychiatrii Sądowej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie), mówiła co innego: poczytalność ograniczona w stopniu znacznym (art. 31 § 2 k.k.), ale zachowana. Diagnozą wiodącą okazało się zaburzenie osobowości, nie psychoza. Ta różnica zadecydowała o tym, że Poznański trafił do zakładu karnego, a nie do zakładu psychiatrycznego w trybie art. 93g k.k., z którego mógłby wyjść po stwierdzeniu remisji choroby.

Stawka tego rozróżnienia była wyższa, niż mogłoby się wydawać. Polski kodeks karny operuje w art. 31 § 1 tzw. metodą mieszaną, wymagającą jednoczesnego spełnienia przesłanki psychiatrycznej (choroba psychiczna, upośledzenie umysłowe lub inne zakłócenie czynności psychicznych) i psychologicznej (niemożność rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania postępowaniem), powiązanych formułą „z powodu” — czyli relacją kauzalną. Sama choroba nie wystarcza, jeśli nie wykazano, że to ona zniosła zdolność wartościowania lub kontroli.

Dwumiesięczne przygotowania Poznańskiego (drugi telefon, trzy karty SIM, wizja lokalna, fałszywe nazwisko) świadczą zaś nie o zniesieniu kontroli, lecz o jej chłodnej, planującej obecności. Sąd Apelacyjny w Warszawie (II AKa 243/21) doprecyzował zresztą, że co do zabójstwa ograniczona poczytalność Poznańskiego dotyczyła konkretnie zdolności kierowania postępowaniem przy zachowanej zdolności rozpoznania znaczenia czynu — rozróżnienia, które prasa codzienna ma skłonność spłaszczać. Co znamienne, wobec drugiego zarzutu — napaści na funkcjonariusza policji konwojującego sprawcę samolotem z Malty — sąd wyeliminował z kwalifikacji art. 31 § 2 k.k. w ogóle, uznając obie zdolności za w pełni zachowane. Zaburzenie manifestowało się w akcie spełniającym patologiczną fantazję, nie w odruchowej reakcji na sytuację konwoju.

Z perspektywy klinicznej druga opinia opisuje konstelację dobrze rozpoznaną w literaturze, choć w polskim orzecznictwie wciąż egzotyczną: zaburzenie osobowości typu mieszanego, z dominującymi cechami narcystycznymi i schizoidalnymi, nadbudowanymi na rdzeniu psychopatycznym w wymiarze interpersonalno-afektywnym:  sadystyczne pragnienie kontroli, paranoidalna nieufność, brak zinternalizowanego superego, przy zachowaniu fasady samokontroli i zasad.

Komponent narcystyczny w przypadku Poznańskiego jest podręcznikowy. Przekonanie o własnej wyższości intelektualnej. Aspiracje pisarskie nieproporcjonalne do możliwości. Niezdolność do tolerowania odrzucenia, gdy żadna redakcja nie wydrukowała jego tekstów o „kanibalizmie”. Korespondencyjny romans z więzienia z kobietą, która zachwyciła się jego inteligencją. To narcyzm w wariancie kruchym, nie wielkościowym. Pod skorupą jest nie pewność siebie, lecz nieustanne poczucie upokorzenia.

Komponent schizoidalny tłumaczy resztę: pragnienie izolacji, dyskomfort wobec drugiego człowieka „zagrażającego jego terytorium”, reguły nakładane współlokatorom co do układania butów, poszukiwanie spokoju z dala od cywilizacji. Komponent psychopatyczny wyjaśnia płytkość afektu w trakcie i po zbrodni, brak skruchy, manipulacyjny urok wobec maltańskiej hostelarki, instrumentalne kłamstwa.

Czego nie ma, to klasycznych wskaźników antyspołeczności wczesnej. Żadnych spraw sądowych, stabilne zatrudnienie w nudnej bibliotece, dobre wykształcenie. To nie jest portret pospolitego psychopaty. To raczej rzadszy i bardziej niepokojący wariant, który anglojęzyczna literatura określa terminem successful psychopath (zob. Babiak i Hare, „Snakes in Suits”, 2006). Osoba, która przez dwadzieścia kilka lat funkcjonowała w normie, aż doszło do dekompensacji.

 

Cztery momenty, w których maska zsuwa się sama

Najlepiej rozumie się tę strukturę nie przez teorię, lecz przez cztery konkretne dysonanse, które ujawniły się w sprawie i które sam Poznański przed sądem starał się zatuszować.

Pierwszy: rzekoma racjonalność planu kontra amatorszczyzna wykonania. Sprawca lubił o sobie myśleć jako o strategu. Dwa miesiące przygotowań, drugi telefon, trzy karty SIM, wizja lokalna dzień wcześniej, fałszywe nazwisko podane pierwszemu taksówkarzowi. A potem realizacja: nie pomyślał, ile krwi wypłynie z ciała, prysznic okazał się zatkany, drzwi mieszkania ofiary zostawił otwarte, drugiemu taksówkarzowi podał własne nazwisko, próbował spalić zwłoki w wynajętym pokoju w warszawskiej kamienicy. To jest klasyczny dysonans patologii narcystycznej. Wielkościowe ja nie przewiduje konsekwencji, bo żyje w przestrzeni autoadoracji, nie w świecie fizycznym.

Drugi: oszczędność w dniu zabójstwa. Wybrał tańszą opcję spotkania, u ofiary, nie u siebie. Kilka godzin po morderstwie kłócił się z kasjerką w Poznaniu o jeden grosz reszty. Ten szczegół, pozornie groteskowy, jest właściwie kluczowy. Afekt Poznańskiego nie jest zaburzony w kierunku braku, ale w kierunku przemieszczenia. Nie potrafi współczuć zabitej kobiecie, ale potrafi rozdrażnić się o grosz. Emocje są obecne, tylko odłączone od adekwatnych przedmiotów.

Trzeci: teatralna prezentacja w sądzie. Gdy linia obrony oparta na schizofrenii zaczęła się sypać po trzeciej opinii biegłych, Poznański zaczął chorobę odgrywać. Krzyk, wycie, języki obce, a w pewnym momencie nagłe przerwanie, łyk wody i pytanie do protokolanta, czy zdążył zanotować. To zachowanie diagnostycznie rozstrzyga sprawę. Osoba autentycznie psychotyczna nie kontroluje początku i końca epizodu, ani jego widowni. Demonstracja choroby jest dowodem przeciw chorobie.

Czwarty: korespondencyjny romans w więzieniu. Człowiek, który zabił, żeby wyzwolić się od „sentymentalizmu wobec kobiet”, w warunkach izolacji nawiązał relację z kobietą, która go podziwiała. Pogarda dla kobiet nigdy nie była stanowiskiem filozoficznym. Była obroną przed lękiem o własną wartość w relacji. Gdy struktura relacji jest asymetryczna, ona wielbi, on przyjmuje, lęk znika i filozofia przestaje być potrzebna. Zjawisko fascynacji skazanymi mordercami, ma w jego przypadku dodatkowy wymiar: domyka narcystyczną fantazję, której nie zdołał spełnić poza murami.

 

Trzy mity, które warto poddać analizie

Sprawa Poznańskiego wytworzyła wokół siebie kilka uporczywych narracji. Każda z nich jest dla zrozumienia mechanizmu bezużyteczna, a niektóre wręcz szkodliwe.

To nie jest „polski Hannibal Lecter”. Hannibal jest postacią literacką stworzoną przez Thomasa Harrisa, skonstruowaną dla rozrywki czytelnika, z konsekwentną filozofią estetyczną i nieludzką kompetencją wykonawczą. Poznański jest amatorem, który spalił mieszkanie próbując ukryć zwłoki. Sam chciał być Lecterem, pisał do redakcji o „słynnym smakoszu”, ale to nie diagnoza, to aspiracja. Romantyzacja sprawcy jest jego ostatnim sukcesem narcystycznym i, co warto powiedzieć wprost, to jedyna gratyfikacja, jaką może jeszcze zyskać po wyroku.

To nie jest „zabójstwo z chorobą psychiczną”. Pierwsza opinia psychiatryczna ma w tej sprawie wartość kazusu dydaktycznego: pokazuje, jak łatwo inteligentny pacjent z zaburzeniem osobowości może wprowadzić biegłych w błąd, zwłaszcza gdy ma dostęp do języka diagnostycznego i osiem tygodni obserwacji, żeby się do niej przygotować. Spór biegłych w tej sprawie jest też przypomnieniem, że w polskim systemie kontrola opinii pierwszej zależy w praktyce od inicjatywy konkretnego prokuratora .

To nie jest „geniusz zła”. Inteligencja Poznańskiego była ponadprzeciętna, ale używał jej do racjonalizacji deficytu emocjonalnego, nie do twórczości. Jego teksty były odrzucane przez redakcje nie dlatego, że były zbyt radykalne, ale dlatego, że były wtórne. Recycling Nietzschego, publicystyki markiza de Sade i popkulturowego Lectera. Wybitna inteligencja produkuje oryginalność. Tu mamy intelekt sprawny, ale podporządkowany kompulsji.

 

Szerszy kontekst: dlaczego ta sprawa wciąż wraca

Sprawa Poznańskiego nie jest w polskiej kryminalistyce odosobniona, choć należy do wąskiej kategorii zabójstw bez motywu klasycznego. Na potrzeby porównawcze warto przywołać kilka kazusów europejskich, w których struktura sprawcy była zbliżona. Anders Behring Breivik (Norwegia, 2011) został początkowo zdiagnozowany jako schizofreniczny, a po drugiej opinii uznany za poczytalnego z zaburzeniem osobowości narcystyczno-aspołecznym; równoległość ze sporem o opinię w sprawie Poznańskiego jest uderzająca. Issei Sagawa (Japonia/Francja, 1981), kanibal z Sorbony, podobnie jak Poznański intelektualizował zbrodnię w kategoriach filozoficznych. Luka Magnotta (Kanada, 2012) zbudował z własnej zbrodni medialny spektakl, który dziś służy jako podręcznikowy przykład sprawcy szukającego sławy.

W literaturze kryminologicznej te przypadki bada się pod hasłem motiveless murder lub expressive homicide. Klasyczne ramy analityczne pochodzą z prac Roya Meloya („Psychopathic Mind”, 1988). Poznański lokuje się w kategorii zorganizowanej z elementami dezorganizacji wykonawczej, co jest częstsze niż wskazywałyby popularne typologie.

Polskie statystyki kryminologiczne pokazują, że zabójstw z motywem niejasnym lub bez ofiary znanej sprawcy notuje się rocznie kilkanaście; większość kończy się ustaleniem motywu konwencjonalnego (rabunkowego, na tle związku, w trakcie kłótni). Przypadki, w których motywem jest sama tożsamość sprawcy, są w skali kraju pojedyncze. Każdy z nich generuje dla wymiaru sprawiedliwości dwa podobne problemy: opinii sądowo-psychiatrycznej i prognozy kryminologicznej.

 

Co z tego wynika

Sąd Okręgowy w Warszawie w 2021 roku wymierzył dożywocie. Wyrok uprawomocnił się w 2023. W 2041 roku, gdy Poznański będzie miał 52 lata, otworzy się formalna ścieżka warunkowego zwolnienia z art. 78 § 3 k.k. (skazany na dożywocie może ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po 25 latach odbywania kary). Zależy to od oceny ryzyka, której biegli wówczas dokonają. Po nowelizacji z 2022 r. sądy mogą orzekać zakaz warunkowego zwolnienia, ale wobec Poznańskiego, sądzonego pod rządami stanu wcześniejszego, możliwość ta nie ma zastosowania ze względu na zasadę lex retro non agit (art. 4 § 1 k.k.).

Tu pojawia się też element rzadko zauważany w publicystyce o sprawie. Środki zabezpieczające w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym (art. 93g § 1 i § 2 k.k.), po nowelizacji z 20 lutego 2015 r., są dostępne wyłącznie wobec sprawców, których niepoczytalność lub poczytalność ograniczona wynika z choroby psychicznej lub upośledzenia umysłowego — nie z „innego zakłócenia czynności psychicznych”, do której to kategorii doktryna i orzecznictwo zaliczają zaburzenia osobowości. Sąd Apelacyjny w sprawie Poznańskiego ujął tę zasadę w tezie wyroku wprost: „najsurowszy środek zabezpieczający nie może być stosowany u osób, których niepoczytalność, bądź ograniczona w stopniu znacznym poczytalność, wynika z innych przyczyn niż choroba psychiczna i upośledzenie umysłowe; wobec nich stosować można wyłącznie wolnościowe środki zabezpieczające”. W praktyce oznacza to, że gdyby Poznański po wyjściu na wolność stanowił nadal udokumentowane wysokie ryzyko recydywy, system polskiego prawa karnego nie miałby wobec niego żadnego mechanizmu izolacyjnego z art. 93g k.k. Luka ta, jak się wydaje, jest niezamierzonym efektem ubocznym nowelizacji, której uzasadnienie koncentrowało się na ochronie sprawców z fizjologicznymi zaburzeniami świadomości, a nie na zabezpieczeniu przed dekompensującymi się psychopatami.

Z perspektywy klinicznej odpowiedź na pytanie o ryzyko recydywy jest niekomfortowa, ale prosta. Struktura osobowości tego typu nie poddaje się leczeniu w sensie psychiatrycznym. Nie ma „remisji” zaburzenia osobowości narcystyczno-psychopatycznego. Są tylko zmieniające się warunki ekspresji. Współczesne narzędzia oceny ryzyka recydywy przemocy, dają w tej grupie sprawców prognozy stabilnie wysokie. W zamknięciu, w warunkach ścisłej rutyny i braku dostępu do ofiar, Poznański może funkcjonować poprawnie, a nawet znajdować zaspokojenie. Rytm, samotność, czytanie, korespondencja, jednoosobowa cela. To w gruncie rzeczy zbliżone do życia, do którego dążył przed zbrodnią. Po hipotetycznym zwolnieniu wracałby do tej samej struktury popędowej, w starszym wieku, z mniejszą sprawnością wykonawczą, ale z tą samą podstawową konfiguracją.

Najbardziej niepokojący wniosek z tej sprawy ma jednak charakter systemowy, nie indywidualny. Pokazuje ona, że osoba bez śladów antyspołeczności w wywiadzie, ze stabilnym zatrudnieniem, dobrym wykształceniem i z dobrego domu, może w wieku dwudziestu kilku lat zdekompensować się w sposób, którego żaden istniejący system wczesnego ostrzegania nie wychwyci. Jeden szpitalny kontakt jesienią 2015 roku, niedoszłe badanie po pobiciu ojca, był jedynym sygnałem. Nikt go nie podjął, bo nie było podstaw, żeby podejmować.

To nie jest argument za szerszym nadzorem psychiatrycznym społeczeństwa. To argument za pokorą wobec ograniczeń predykcyjnych psychiatrii i psychologii klinicznej, którą sygnalizowali już Monahan i współpracownicy w klasycznej pracy Violence Risk Assessment Study. Niektóre struktury osobowości ujawniają się dopiero w akcie, którego nie da się odwrócić. Reszta jest narracją, którą sprawca, jeśli mu na to pozwolić, napisze sam.