Jak Meta uczyła się nie wiedzieć. Pozew o 1,4 bln USD wobec Facebooka
Są liczby, które przestają być liczbami i stają się argumentem. 1,4 biliona dolarów: tyle, według wyliczeń przedstawionych przez samą Metę w piśmie procesowym z 6 lipca, wyniosłyby kary, gdyby Kalifornia, Kolorado, Kentucky i New Jersey wygrały sierpniowy proces i przeforsowały własną metodę ich naliczania. To niemal równowartość giełdowej wyceny spółki. Pełnomocnicy firmy nazwali te propozycje „outlandish”, a skalę sankcji uznali za pozbawioną precedensu w historii ochrony konsumentów. W tym akurat mają rację. Bez precedensu jest jednak cała ta sprawa; a żeby zrozumieć, skąd bierze się kwota otwierająca ten tekst, trzeba cofnąć się do spotkania, które nigdy się nie odbyło.
* * *
Na 2 kwietnia 2020 r. zwołano w Meta spotkanie, które miało rozstrzygnąć los filtrów symulujących operacje plastyczne. Materiał przygotowawczy referował konsultacje z 21 niezależnymi ekspertami: efekty tego typu mogą mieć poważny wpływ na zdrowie psychiczne, dzieci są na nie szczególnie podatne, a długoterminowych badań nie będzie, zanim szkoda zdąży się zmaterializować. Ten sam dokument uczciwie odnotowywał, że utrzymanie zakazu może mieć „negatywny wpływ na wzrost”. Spotkanie odwołano 1 kwietnia, dzień przed terminem; akta nie odnotowują, by ktokolwiek skomentował datę. Nowego nie zwołano. Mark Zuckerberg zawetował zakaz korespondencyjnie: zastrzeżenia ekspertów, opinii publicznej i własnych pracowników nazwał „paternalistycznymi” i oświadczył, że nie widział danych o szkodliwości. Dane leżały w materiale, który otrzymał.
Margaret Gould Stewart, ówczesna wiceprezes ds. projektowania produktu i odpowiedzialnej innowacji, odpisała szefowi zdaniem, które prawnicy stanowi uczynili później jednym z filarów pozwu: „I respect your call on this and I’ll support it, but want to just say for the record that I don’t think it’s the right call given the risks”. Odejście ogłosiła w październiku 2022 r.; miesiąc później już jej w firmie nie było. W październiku 2023 r., gdy pozew trafiał do sądu, filtry wciąż były dostępne.
To trzecia część cyklu o procesach Meta. O operacji pod przykryciem w Santa Fe pisałem w lutym w tekście Nowy Meksyk kontra Meta & Facebook, o trzech frontach batalii sądowej i losach Sekcji 230 w marcu w artykule Facebook przed sądem. Dziś na warsztat biorę dwa dokumenty, które czyta się razem: odtajnioną 22 listopada 2023 r. wersję pozwu koalicji prokuratorów generalnych, złożonego przez 33 stany w sądzie federalnym dla Północnej Kalifornii (233 strony, sygn. 4:23-cv-05448-YGR), oraz stenogram przesłuchania sygnalistów przed podkomisją senackiej Komisji Sprawiedliwości z 9 września 2025 r. (S. Hrg. 119-255, „Hidden Harms”). Pierwszy dokument opisuje, jak korporacja ukrywała to, co wiedziała. Drugi opisuje etap następny: jak nauczyła się nie wiedzieć. Prawo ma na to zjawisko starą nazwę i coraz nowsze narzędzia.
Firma jednego weta
Historia filtrów jest pouczająca nie przez finał, lecz przez ujawnioną strukturę decyzji. Każdy szczebel organizacji zadziałał: badacze zebrali dane, ekspertów zaproszono i wysłuchano, wiceprezes sformułowała rekomendację, w wątku korespondencyjnym uczestniczyli szefowie Instagrama i Facebooka. System zatrzymał się na jednej osobie, której wystarczyło odwołać spotkanie i napisać, że danych nie widziała. Pozew dokumentuje analogiczny przebieg przy innych decyzjach; wątek filtrów wrócił zresztą na salę rozpraw w Los Angeles, gdzie Zuckerberg potwierdził pod przysięgą rekomendację ekspertów i własną odmowę.
Zeznania z 2025 r. dopisują do tej struktury epilog. Po publikacjach Frances Haugen z kalendarza firmy zniknęły tzw. Zuck reviews, formalne przeglądy projektów z udziałem prezesa. Sygnaliści tłumaczyli to bez ogródek: chodziło o to, by nie zostawiać pisemnego śladu jego wiedzy. Psychologia organizacji zna ten mechanizm jako strategiczną ignorancję: informacja niewygodna nie jest zwalczana, lecz architektonicznie omijana, tak aby nigdy formalnie nie dotarła do decydenta. W języku korporacyjnym nazywa się to plausible deniability. W języku dowodowym: problemem powoda, który musi wykazać rzeczywistą wiedzę pozwanego. Do czasu, o czym niżej.
Budżet jako zeznanie
Deklaracje korporacyjne można składać w dowolnych ilościach i o dowolnej treści; budżety zeznają pod przysięgą. W sierpniu 2021 r. zespoły produktowe napisały do Chrisa Coxa i Nicka Clegga: po przeglądzie ponad tysiąca tematów wskazano cztery priorytety dobrostanu (problematyczne używanie, nękanie, więzi społeczne, treści o samobójstwie i samookaleczeniach), firma „nie jest na ścieżce do sukcesu” w żadnym z nich, brakuje centralnej odpowiedzialności i ludzi. Clegg przekazał wniosek Zuckerbergowi z rekomendacją dodatkowych inwestycji, powołując się na presję polityków i badanie amerykańskich elit. Cox, dyrektor produktu, skwitował sprawę w wewnętrznej korespondencji: „very low-likelihood that Mark chooses to fund more here”. Nastąpiły miesiące ciszy. W listopadzie 2021 r. Clegg ponowił prośbę, już okrojoną, argumentując, że inwestycja jest potrzebna, aby firma mogła „stać za naszą zewnętrzną narracją dobrostanu w naszych aplikacjach, a wkrótce w metawersie”. Naomi Gleit poparła: to jej projekt numer jeden „poniżej linii”. Susan Li oddała decyzję Markowi. Wynik roku budżetowego, zaprotokołowany przez wiceprezes Emily Dalton Smith, brzmiał: zero nowych środków na dobrostan w 2022 r.
Z perspektywy analityka to najcenniejszy fragment odtajnienia, nie dlatego, że dramatyczny, lecz dlatego, że księgowy. Ekonomista nazwie to preferencją ujawnioną: firma, która publicznie deklaruje priorytet bezpieczeństwa dzieci, a wewnętrznie finansuje go kwotą zero, złożyła oświadczenie o hierarchii celów precyzyjniejsze niż jakikolwiek komunikat prasowy. Prokuratorzy nazywają to samo dowodem zamiaru. Zdanie Clegga o „zewnętrznej narracji” wykonuje przy tym pracę, której autor zapewne nie planował: potwierdza na piśmie, że narracja i produkt to w tej organizacji dwa osobne byty, wymagające osobnego finansowania.
Gwiazda polarna, której nie wolno pokazać
Wewnętrzna notatka badawcza określa ankietę TRIPS (Tracking Reach of Integrity Problems Survey) mianem „our north star, ground-truth measurement”. Nawigowano według niej starannie. Raport TRIPS z 11 maja 2020 r. pokazywał, że 19,3 procent użytkowników Instagrama zetknęło się w badanym okresie z mową nienawiści, 12,2 procent z drastyczną przemocą, a ponad 20 procent z nękaniem. Odrębne badanie z 2018 r. szacowało, że 5,1 miliona użytkowników Instagrama dziennie styka się z treściami o samobójstwie i samookaleczeniach. Publicznie, kwartał po kwartale, raporty Community Standards Enforcement wskazywały wartości liczone w setnych częściach procenta wyświetleń (dla części kategorii: 0,05 procent). Mechanikę tej rozbieżności, czyli różnicę między miarą ekspozycji ludzi a miarą odsetka wyświetleń, rozbierałem szczegółowo w marcowym tekście; tutaj wystarczy konkluzja pozwu: jedną metrykę firma traktowała jako prawdę o produkcie, drugą jako prawdę dla publiczności.
Cztery miliony dzieci o których Facebook oficjalnie nic nie wie
Zarzut pierwszy pozwu, wspólny dla wszystkich stanów, dotyczy COPPA (15 U.S.C. § 6501 i nast. oraz 16 C.F.R. § 312): federalnego zakazu zbierania danych osobowych dzieci poniżej 13 lat bez weryfikowalnej zgody rodzica. Linia obrony platform jest od lat niezmienna: skoro regulamin zabrania rejestracji poniżej 13 lat, firma nie ma „rzeczywistej wiedzy” o dzieciach wśród użytkowników. Odtajnione fragmenty rozstrzeliwują tę konstrukcję seriami.
W styczniu 2018 r. Zuckerberg otrzymał raport szacujący, że w 2015 r. na Instagramie było około 4 milionów użytkowników poniżej 13 roku życia, czyli około 30 procent wszystkich amerykańskich dzieci w wieku 10 do 12 lat. Wewnętrzne wykresy śledziły aktywność roczników 11 do 13 lat, sięgającą w ujęciu miesięcznym od 20 do 60 procent kohorty, i opisywały ją słowem „penetration”, terminem z języka zdobywania rynków, nie usuwania naruszeń. W lipcu 2021 r. po firmie krążył „youth dashboard” z zaangażowaniem rozpisanym na kategorie U13, 13 do 17 oraz 18 plus.
Prawnicza puenta ma nazwisko i sygnaturę. Doktrynę willful blindness Sąd Najwyższy USA ujął w sprawie Global-Tech Appliances, Inc. v. SEB S.A., 563 U.S. 754 (2011), dwuskładnikowo: subiektywne przekonanie o wysokim prawdopodobieństwie istnienia faktu oraz celowe działania, aby faktu nie potwierdzić. Doktryna narodziła się w prawie patentowym, a jej przeniesienie na grunt ochrony konsumentów pozostaje argumentem stanów, nie utrwaloną linią apelacyjną; mimo to trudno o czystszy podręcznikowy przykład niż organizacja, która mierzy „penetrację” roczników, jakich oficjalnie nie ma wśród użytkowników, a równocześnie projektuje rejestrację tak, by o wiek nie pytać zbyt skutecznie.
Dwa drobiazgi procesowe dla smakoszy: Maine, jako jedyny stan, nie przyłączył się do żądań pieniężnych z tytułu COPPA, a kary z ustaw stanowych nalicza się za każde naruszenie z osobna, w Arizonie do 10 000 dolarów. Przy tej skali użytkowników arytmetyka wyjaśnia nerwowość działu prawnego lepiej niż niejedna teoria.
Reality Labs: żeby dane nie powstały
Pozew opisuje ukrywanie wiedzy istniejącej. Zeznania złożone 9 września 2025 r. przed podkomisją Senatu przez dr. Jasona Sattizahna i Cayce Savage, dwoje z sześciorga badaczy objętych ujawnieniem koordynowanym przez Whistleblower Aid, opisują etap następny, wdrożony po 2021 r. w dziale wirtualnej rzeczywistości: uniemożliwianie, by niewygodna wiedza w ogóle powstała. Świadkowie nazwali to lejkiem manipulacji: prawnicy nadzorują projektowanie badań, ograniczają dopuszczalny zakres zbieranych danych, redagują raporty, a wyniki silosują tak, by nikt nie widział całości.
Najbardziej obrazowy epizod pochodzi z Niemiec. Podczas wywiadu badawczego nastolatek opowiedział, że jego młodszy brat był nagabywany seksualnie w VR. Matka była obecna i wyraziła wyraźną zgodę na udział dzieci w badaniu. Dział prawny nakazał skasować nagranie i wszystkie notatki. Prawniczka Kristin Zobel, przekazując polecenie, miała dodać: „I know, this is ridiculous, but we have to do it”. Innemu badaczowi zasugerowano, że chyba nie chciałby zeznawać publicznie, gdyby wyniki kiedyś wyszły na jaw. Zewnętrznych wykonawców angażowano, jak zeznali świadkowie, między innymi po to, by dane dało się usunąć, a firma mogła utrzymywać, że ich nie posiada. Projekt Horton, wart ponad milion dolarów program weryfikacji wieku zaakceptowany na poziomie CTO, skasowano bez uzasadnienia; jedyną osobą w strukturze stojącą wyżej jest prezes. Projekt Salsa obniżył z kolei minimalny wiek użytkownika gogli z 13 do 10 lat w formule kont zarządzanych przez rodziców; w dokumentach przywołanych w zeznaniach figurował jako „alternatywna” odpowiedź na presję FTC, a logika jest rozbrajająco prosta: dziesięciolatek zalegalizowany to dziesięciolatek, którego nie trzeba już wykrywać i usuwać. Szacunki cytowane podczas przesłuchania mówiły o 80 do 90 procent użytkowników poniżej wieku minimalnego w niektórych przestrzeniach VR, a z badań przywoływanych przez Sattizahna wynikało, że werbalne nagabywanie seksualne zgłaszało 23 procent kobiet wobec 9 procent mężczyzn. Meta zarzuty odrzuca w całości; sedno przesłuchania nazwała nonsensem.
Prawnicy w laboratorium i granice tajemnicy
Najostrzejszy prawniczo wątek przesłuchania dotyczy roli działu prawnego. Świadkowie opisali instrukcje unikania w dokumentach badawczych słów „illegal” i „noncompliant” oraz rutynowe włączanie prawników do korespondencji po to, by objąć ją tajemnicą adwokacką. Senator Ashley Moody, była prokurator generalna Florydy, nazwała rzecz po imieniu: privilege chroni poradę prawną, nie współudział w utrwalaniu bezprawia. Amerykańska doktryna zna od dawna wyjątek crime-fraud, wyjmujący spod ochrony komunikację służącą popełnianiu lub kontynuowaniu deliktu; procedurę jego badania in camera ukształtował Sąd Najwyższy w United States v. Zolin, 491 U.S. 554 (1989). Drugie ostrze to spoliation: od nowelizacji z 2015 r. Rule 37(e) federalnych reguł procedury cywilnej pozwala sądowi, przy umyślnym pozbawieniu przeciwnika dowodu elektronicznego, aż na instrukcję dla ławy o domniemaniu niekorzystnym. Nakaz kasowania nagrań z badań, których przedmiotem jest krzywda dziecka, wydany w przededniu doskonale przewidywalnych sporów, to scenariusz, dla którego ten przepis pisano. Nota na marginesie dla polskiego czytelnika: także u nas tajemnica zawodowa chroni pomoc prawną, a nie udział prawnika w bezprawiu; granica biegnie identycznie, choć rzadziej bywa testowana pod taką presją.
Europa zakazuje niewiedzy: DSA i RODO
Amerykański spór toczy się o to, co firma wiedziała. Europejski ustawodawca odwrócił pytanie i uczynił samą niewiedzę naruszeniem. Akt o usługach cyfrowych (rozporządzenie 2022/2065) nakazuje w art. 34 bardzo dużym platformom coroczną ocenę ryzyk systemowych, wyraźnie wymieniając ochronę małoletnich oraz zdrowie psychiczne, a w art. 35 wdrożenie środków ograniczających. Firma, która „nie wie”, jak jej produkt działa na dzieci, nie ma w tym reżimie linii obrony, bo obowiązek wiedzy jest pierwotny. Na kasowanie badań Bruksela również ma paragraf: art. 40 DSA daje zweryfikowanym badaczom dostęp do danych platform, więc wiedzy o produkcie nie da się już trzymać wyłącznie wewnątrz korporacji. Art. 28 dokłada zakaz reklamy profilowanej wobec małoletnich. Jedno zastrzeżenie dla polskiego czytelnika: rozporządzenie wiąże bezpośrednio, ale Polska wciąż nie uchwaliła ustawy budującej krajowy aparat egzekucyjny. Sejm przyjął ją w grudniu 2025 r., prezydent ją zawetował, a Polska pozostaje jedynym państwem członkowskim bez wyznaczonego koordynatora usług cyfrowych; obowiązek wiedzy już obowiązuje, krajowa maszyneria jego egzekwowania jeszcze nie. O odpowiedzialności Skarbu Państwa za taki stan pisałem na przykładzie zaniechania wdrożenia MiCA. W tle pozostaje RODO, którego art. 8 pozwala państwom członkowskim ustawić próg samodzielnej zgody dziecka między 13 a 16 rokiem życia; polski ustawodawca z możliwości obniżenia nie skorzystał, obowiązuje więc 16 lat. O praktycznych dylematach weryfikacji wieku pisaliśmy odrębnie w analizie obowiązków platform wobec małoletnich.
Stan gry: lipiec 2026
Od marca krajobraz zmienił się zasadniczo. 24 marca ława przysięgłych w Santa Fe uznała Metę za odpowiedzialną w obu zarzutach z nowomeksykańskiej ustawy o nieuczciwych praktykach, stwierdziła umyślność i zasądziła maksymalną karę 5 000 dolarów za każde naruszenie, łącznie 375 milionów dolarów. Jeszcze w trakcie procesu przed ławą Meta ogłosiła wycofanie szyfrowania end-to-end z wiadomości na Instagramie; zmiana weszła w życie 8 maja. Od 4 maja przed sędzią Biedscheidem toczy się druga faza o public nuisance, w której stan żąda kwot zbliżających się do miliarda oraz zmian produktowych z weryfikacją wieku na czele. Dzień później, 25 marca, ława w Los Angeles uznała Metę i YouTube za odpowiedzialne wobec dwudziestolatki znanej jako Kaley: 3 miliony dolarów odszkodowania w proporcji 70 do 30 oraz kolejne 3 miliony punitive damages (2,1 miliona od Mety, 0,9 miliona od YouTube) po ustaleniu działania z „malice, oppression or fraud”; obie spółki zapowiedziały apelacje, na lato wyznaczono kolejny proces wzorcowy oraz pierwszy proces federalny powództw okręgów szkolnych w Północnej Kalifornii. Apelacja Mety w Dziewiątym Okręgu (nr 24-7032) zmierza po rozprawie z 6 stycznia w stronę rozstrzygnięcia czysto jurysdykcyjnego: skład sygnalizował, że Sekcja 230 daje immunitet od odpowiedzialności, a nie od samego procesu, co odesłałoby spór stanów na merytoryczne tory przed sędzią Gonzalez Rogers, z pytaniem o Sekcję 230 odłożonym do apelacji od wyroku końcowego.
Front federalny przyspieszył na przełomie czerwca i lipca. 30 czerwca sędzia Gonzalez Rogers oddaliła wniosek Meta o rozstrzygnięcie sprawy bez procesu, uznając za sporne fakty to, czy platformy zaprojektowano jako uzależniające, czy firma temu fałszywie zaprzeczała oraz czy były one choćby częściowo kierowane do dzieci; jeśli dowody powodów to potwierdzą, napisała, ława przysięgłych może racjonalnie uznać publiczne zapewnienia spółki za nieprawdziwe. Proces wyznaczono na 18 sierpnia w Oakland: obejmie roszczenia z COPPA podtrzymywane obecnie przez 29 stanów oraz zarzuty konsumenckie czterech z nich, Kalifornii, Kolorado, Kentucky i New Jersey; kolejnych czternaście stanów czeka na odrębny proces w lutym. Stawkę zdefiniowała, paradoksalnie, sama pozwana: w piśmie z 6 lipca wyceniła metodologię kar czterech stanów, czyli iloczyn ustawowych stawek za naruszenie i szacowanej liczby dotkniętych małoletnich, na 1,4 biliona dolarów, zarzucając powodom wielokrotne liczenie tych samych nastolatków i przekroczenie granic due process. Sankcja takich rozmiarów, dodała obrona, „has no analog in the history of consumer protection enforcement”. To prawda. Rzecz w tym, że precedensu nie ma również materiał dowodowy opisany wyżej.
Wróćmy na koniec do e-maila z kwietnia 2020 r. Margaret Gould Stewart, godząc się z wetem, wyraziła nadzieję, że po latach firma spojrzy wstecz i uzna tamtą decyzję za słuszną. Minęło sześć lat. Na jej pytanie odpowiedziały dotąd trzy gremia: ława przysięgłych w Santa Fe, ława przysięgłych w Los Angeles i komisja Senatu Stanów Zjednoczonych. Każde w innym trybie. Żadne twierdząco. Czwarte zbierze się 18 sierpnia w sali rozpraw w Oakland.
Robert Nogacki Radca prawny (WA-9026), Managing Partner, Kancelaria Prawna Skarbiec, Warszawa Artykuł wyraża osobiste poglądy autora i nie stanowi porady prawnej.
Źródła:
Complaint for Injunctive and Other Relief (wersja mniej zredagowana, Dok. 73-2), Case 4:23-cv-05448-YGR (N.D. Cal., 22.11.2023) | Hidden Harms: Examining Whistleblower Allegations that Meta Buried Child Safety Research, S. Hrg. 119-255 (Senate Judiciary Subcommittee, 9.09.2025) | Global-Tech Appliances, Inc. v. SEB S.A., 563 U.S. 754 (2011) | United States v. Zolin, 491 U.S. 554 (1989) | Fed. R. Civ. P. 37(e) | Rozporządzenie (UE) 2022/2065 (DSA), art. 28, 34, 35, 40 | RODO, art. 8 | Komunikat NMDOJ o wyroku (24.03.2026) | Source New Mexico o drugiej fazie | NPR o werdykcie w Los Angeles (25.03.2026) | CNN o werdykcie i dowodach z procesu | Reuters (via Claims Journal) o piśmie Meta z 6.07 i kwocie 1,4 bln USD (7.07.2026) | The Epoch Times o oddaleniu wniosku Meta z 30.06 | EPIC o rozprawie w Dziewiątym Okręgu (7.01.2026) | Reuters o piśmie z kwotą 1,4 bln USD (7.07.2026) | Śledztwo Washington Post o tłumieniu badań VR (8.09.2025) | Business Insider o danych TRIPS z odtajnionego pozwu (11.2023) | NPR o lutowych zeznaniach Zuckerberga (18.02.2026) | Reuters o odejściu Gould Stewart (14.10.2022) | BBC o stanowisku Meta wobec przesłuchania | TechCrunch o obniżeniu wieku Quest (06.2023) | Security Affairs o wycofaniu szyfrowania na Instagramie (05.2026) | Łakomiec i Grochowski, I·CONnect, o zablokowanym wdrożeniu DSA w Polsce (7.05.2026)

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.