Ekshumacja w Jedwabnem, której prawo nie zobaczyło. Co mimo ograniczeń ustalili biegli
r. pr. Robert Nogacki | 11 lipca 2026 r.
30 maja 2001 r., tuż przed otwarciem grobów w Jedwabnem, biegli poznali reguły, według których przyjdzie im pracować: wolno odsłonić wierzchnią warstwę szczątków, nie wolno ich podjąć ani nawet dotknąć. Formalnie wykonywano postanowienie o ekshumacji zarządzonej w śledztwie Instytutu Pamięci Narodowej. Materialnie do ekshumacji nigdy nie doszło, ponieważ art. 210 Kodeksu postępowania karnego wiąże ekshumację z wyjęciem zwłok z grobu, a szczątków z jedwabieńskich mogił nie wyjęto. Paradoks sprawy polega na tym, że czynność, która nie wypełniła ustawowej definicji, dostarczyła dowodów o dużej wartości kryminalistycznej. I na tym, że dowody te nie podważyły obrazu zbrodni znanego ze źródeł pisanych, lecz w smutny sposób go potwierdziły. Przedmiotem tego tekstu nie jest spór o pamięć. To spojrzenie prawnika na zebrany materiał dowodowy: co badania z 2001 r. ustaliły, czego ustalić nie mogły i dlaczego ta różnica ma znaczenie także dla samej ustawy.
Co ustawa nazywa ekshumacją?
Zgodnie z art. 210 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks postępowania karnego (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 490 ze zm.; dalej: k.p.k.) „w celu dokonania oględzin lub otwarcia zwłok prokurator albo sąd może zarządzić wyjęcie zwłok z grobu”. Konstrukcja przepisu jest trójelementowa. Po pierwsze, cel: ekshumacja procesowa służy wyłącznie oględzinom lub otwarciu zwłok, a więc czynnościom z art. 209 k.p.k., przeprowadzanym w razie podejrzenia przestępnego spowodowania śmierci. Po drugie, organ: postanowienie wydaje prokurator w postępowaniu przygotowawczym albo sąd na etapie jurysdykcyjnym; zgoda osób bliskich nie jest przesłanką czynności. Po trzecie, przedmiot: wyjęcie zwłok z grobu, przy czym w piśmiennictwie i praktyce nie budzi wątpliwości, że norma obejmuje również szczątki ludzkie, czemu odpowiada terminologia ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych, mówiącej o ekshumacji zwłok i szczątków.
To wyjęcie jest rdzeniem definicji. Bez niego nie ma ekshumacji w rozumieniu k.p.k., choćby wydano postanowienie, powołano biegłych i sporządzono protokół. W piśmiennictwie dopuszcza się wprawdzie ekshumację ograniczoną do pobrania tkanek, bez wyjmowania całych zwłok z grobu, lecz i ten pogląd zakłada celowe podjęcie części szczątków; w Jedwabnem obowiązywał zakaz podejmowania, a nawet dotykania szkieletów, badaniom poddano zaś wyłącznie materiał wydzielony z przesiewanych wypełnisk. Ekshumacja ma przy tym co do zasady charakter czynności niepowtarzalnej w znaczeniu procesowym, zwłaszcza że nieodwracalnie zmienia układ grobu i pierwotny kontekst zalegania szczątków: dokumentuje się ją protokolarnie, przeprowadza z udziałem biegłych, przede wszystkim z zakresu medycyny sądowej, a udział stron podlega regułom art. 316 § 1 k.p.k. Obok trybu procesowego ustawa o cmentarzach zna jeszcze ekshumację na umotywowaną prośbę uprawnionych, za zezwoleniem inspektora sanitarnego, oraz ekshumację z decyzji inspektora w razie zajęcia terenu cmentarza na inny cel (art. 15 ust. 1). Sąd Najwyższy w uzasadnieniu uchwały z 29 czerwca 2016 r., III CZP 24/16, przypomniał, że status prawny zwłok jest wyjątkowy, a kult pamięci osoby zmarłej stanowi dobro osobiste chronione przez prawo cywilne.
Jedno w tej regulacji uderza: art. 210 k.p.k. to norma jednozdaniowa, pozbawiona przesłanek ważenia i jakiegokolwiek głosu dla osób, których czynność dotyka. Do tej cechy przyjdzie wrócić, bo to ona wyjaśnia zarówno przebieg wydarzeń w Jedwabnem, jak i późniejszy spór wokół ekshumacji smoleńskich.
Jedwabne 2001: postanowienie było, wyjęcia zwłok nie było
W śledztwie o sygnaturze S 1/00/Zn, prowadzonym przez prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, zaplanowano pełną ekshumację ofiar mordu z 10 lipca 1941 r. Biegłym postawiono pytania o liczbę pochowanych, ich płeć i wiek, ślady działania ognia, broni palnej i narzędzi oraz o przyczyny zgonu. Prace poprzedził marcowy rekonesans archeologiczny zespołu prof. Andrzeja Koli z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, doświadczonego przy ekshumacjach katyńskich w Charkowie i badaniach terenu obozu zagłady w Bełżcu, oraz kwietniowe oględziny miejsca z użyciem wykrywacza metali.
W przededniu zasadniczych prac Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny zawiesił wykonanie postanowienia prokuratora, aby uzgodnić przebieg czynności z przedstawicielami społeczności żydowskiej, sprzeciwiającej się naruszaniu spokoju zmarłych. Ustalone ramy ogłoszono biegłym dopiero 30 maja 2001 r., bezpośrednio przed otwarciem grobów: eksploracja miała sięgać wyłącznie do momentu ukazania się szczątków w układzie anatomicznym, bez ich podejmowania, a nawet dotykania. Następnego dnia metodę złagodzono o tyle, że wypełniska mogił wolno było zdejmować łopatami i przesiewać przez sita; zakaz podnoszenia szkieletów pozostał. Biegli zaprotestowali, wskazując, że tak ukształtowana czynność nie pozwoli odpowiedzieć na pytania o liczbę ofiar i przyczyny śmierci. Łączna eksploracja obu grobów trwała dwa i pół dnia. Zespół medyków sądowych ujął rzecz precyzyjnie: wykonanych czynności nie sposób nazwać ekshumacją, co najwyżej „odsłonięciem powierzchni układu szkieletów” wraz z badaniem materiału zalegającego nad nimi i wokół nich.
Kwalifikacja prawna narzuca się sama. Zrealizowano oględziny miejsca i rzeczy (art. 207 § 1 k.p.k.), a wobec odsłoniętych in situ szczątków także oględziny zwłok w reżimie art. 209 k.p.k., połączone z badaniami biegłych (art. 193 k.p.k.) nad materiałem kostnym i artefaktami wydzielonymi z wierzchnich warstw; ustawowy rdzeń art. 210 k.p.k., czyli wyjęcie szczątków z grobu, nie został wykonany. Cena tej rezygnacji była policzalna: bez podjęcia szczątków nie dało się ustalić liczby ofiar, indywidualnych przyczyn zgonu, obrażeń ani tożsamości pochowanych. W obiegu publicznym funkcjonuje przy tym mit o ekshumacji nagle przerwanej, gdy wyniki miały stać się niewygodne. Dokumentacja śledztwa przeczy tej wersji: ograniczenia uzgodniono, zanim otwarto groby, a pierwsze łuski znaleziono już podczas marcowego rekonesansu.
Dowody, które przetrwały ograniczenia
Mimo narzuconych ram program badań archeologicznych reliktu stodoły zrealizowano w całości; pełnej eksploracji wnętrza mogił już nie przeprowadzono. Precyzyjnie zlokalizowano relikt spalonej stodoły (19 na 7 metrów) i przylegający do zachodniego odcinka jej podmurówki grób nr 1. Wewnątrz obrysu stodoły dokonano odkrycia, którego nikt nie planował: pod skupiskiem spalenizny zalegało osmolone popiersie i głowa betonowego pomnika Lenina, a poniżej szczątki ludzkie. Tak odnaleziono grób nr 2, mogiłę żydowskich mężczyzn zmuszonych w dniu zbrodni do rozbicia monumentu i urządzenia jego szyderczego pogrzebu. W tym samym grobie znaleziono ostrze noża rzezaka, co koresponduje z relacją Szmula Wasersztejna o rzezaku postawionym na czele pochodu. Inwentarz zabytków objął 633 pozycje: ponad trzysta monet, ponad trzydzieści obrączek, pierścionków i sygnetów, klucze do domów, mostki dentystyczne, złotą zawieszkę w kształcie tablic Mojżeszowych.
Badania antropologiczne przesianego materiału wykazały obecność 395 zębów stałych i 108 mlecznych: w grobach spoczywają osoby obu płci, od niemowląt po starców. Stopień przepalenia kości był zróżnicowany, od śladów nieznacznych po całkowite, a chaotyczny układ odsłoniętych fragmentów wskazywał na pokawałkowanie części zwłok, zbieżne z relacją świadka pochówku o rozrywaniu spalonych ciał widłami. Medycy sądowi, ograniczeni do materiału z wierzchniej warstwy, zidentyfikowali w nim 33 diagnostyczne fragmenty żuchwy, co oznacza szczątki co najmniej 33 osób dorosłych w samej tylko przebadanej frakcji. Metodologiczna wymowa tych ustaleń jest jednoznaczna: każdy element dawnych relacji, który poddano materialnej weryfikacji, znalazł potwierdzenie w ziemi.
Balistyka wykluczeń: co naprawdę mówią łuski
W czerwcu 2001 r. media obiegły wypowiedzi o niemal stu łuskach i o tym, że do ofiar na pewno strzelano. Pół roku później Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji przedstawiło opinie, które tę narrację rozmontowały, tyle że korekta nie zyskała już porównywalnego rozgłosu. Wyniki są jednoznaczne. Z 97 zabezpieczonych łusek połowa, 49 sztuk, pochodziła z lat 1907 do 1915 i stanowi pozostałość walk niemiecko-rosyjskich z sierpnia 1915 r., w których Jedwabne legło w gruzach. Spośród 38 łusek systemu Mauser wiązanych z okresem drugiej wojny światowej 29 odstrzelono, według kategorycznych opinii, z karabinu maszynowego MG-42, a identyczne odkształcenia szyjek, pozostawiane przez mechanizm tej broni, przemawiają za takim samym pochodzeniem trzech kolejnych; MG-42 wszedł na uzbrojenie w 1942 r., a bojowo użyto go po raz pierwszy w maju tegoż roku w Afryce. Sześć kolejnych łusek wykonano ze stali, co wskazuje najpewniej na produkcję po 1941 r., gdy Rzeszy zaczęło brakować metali kolorowych. Osiem łusek nie trafiło do badań, najpewniej wskutek przeoczenia przy przekazywaniu dowodów rzeczowych.
Pociski mówią to samo. Pocisk i płaszcz pocisku znalezione po stronie cmentarza pochodziły z rosyjskiej broni systemu Mosin. Pocisk Mauser spod północnej podmurówki nie nosił śladów przewodu lufy, a więc nigdy nie został wystrzelony. Największą karierę medialną zrobił rzekomy pocisk pistoletowy kalibru 9 mm z grobu nr 1; w laboratorium okazał się tłoczoną z cienkiej blachy kapsułką wypełnioną substancją włóknistą, niebędącą w ogóle elementem amunicji strzeleckiej. Pojedynczą łuskę z 1937 r., odstrzeloną z MG-42, a znalezioną w wierzchniej warstwie grobu nr 1, wyjaśniono wtórnym zanieczyszczeniem mogiły, choćby podczas dziesięcioleci prac rolnych albo budowy pierwszego upamiętnienia w latach sześćdziesiątych. Obraz domykają zdjęcia lotnicze: linia okopów przecinająca kirkut i biegnąca tuż obok reliktu stodoły jest nieobecna na fotografii z 19 czerwca 1944 r., a wyraźna na zdjęciu z 6 września 1944 r.; w styczniu 1945 r. przez Jedwabne przeszły walki sowieckiej ofensywy.
Konkluzja balistyczna ma charakter wykluczający w ścisłym sensie: każdy element amunicji, który poddano badaniom i który dał się zidentyfikować, został wykluczony jako ślad zbrodni z 10 lipca 1941 r., a żaden nie został z nią pozytywnie powiązany. O ośmiu łuskach niepoddanych ekspertyzom i dwóch zaginionych w laboratorium nie można orzec niczego; nie stanowią one dowodu w żadną stronę. W kryminalistyce to najmocniejszy typ ustalenia. Oznaczenia producenta i roku wybite na denkach łusek oraz ślady mechanizmu broni nie poddają się interpretacyjnej swobodzie; można spierać się o szacunki, nie o rok produkcji naboju.
Wiarygodność wyniku
Niekompletność czynności ogranicza zakres ustaleń, ale nie przesądza o ich niewiarygodności. Ocena dowodów w procesie karnym opiera się na art. 7 k.p.k., a więc na swobodnej ocenie całokształtu materiału z uwzględnieniem wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. W Jedwabnem zbiegły się cztery prowadzone niezależnie od siebie linie dowodowe: dokumenty i zeznania z postępowań lat czterdziestych i pięćdziesiątych oraz relacje zebrane po 2000 r., wyniki badań archeologicznych i antropologicznych, ekspertyzy balistyczne, wreszcie fotointerpretacja zdjęć lotniczych. Każdą prowadzono inną metodą, w innym czasie i innymi rękami, a wszystkie okazały się zbieżne. Weryfikacja krzyżowa niezależnych źródeł to elementarny standard kryminalistyczny i ten standard został tu spełniony.
Rzetelność wymaga jednak rozpisania ustaleń według stopnia pewności. Pewne są: lokalizacja stodoły i obu grobów, oddziaływanie ognia na zwłoki, pełny przekrój demograficzny pomordowanych, pochówek fragmentów pomnika Lenina wraz z zamordowanymi mężczyznami, produkcyjne datowanie łusek i pocisków opatrzonych bitymi oznaczeniami, ślady mechanizmu MG-42 na części łusek oraz to, że broń ta nie istniała na uzbrojeniu w lipcu 1941 r. Prawdopodobne są: związek łusek z walkami 1915 i 1945 r., oparte na surowcu datowanie sześciu łusek stalowych, wtórne zanieczyszczenie grobu nr 1 oraz wniosek, że skoro grób nr 1 nie został zapełniony, w Jedwabnem nie ma dalszych mogił zbiorowych; wspierają go negatywne wyniki 167 odwiertów na terenie przylegającym do cmentarza i sondażu w miejscu wskazanym anonimowo, choć ofiary zabójstw indywidualnych mogą spoczywać gdzie indziej. Nieustalona pozostaje liczba ofiar: szacunek 300 do 400 osób sam jego autor opatrywał zastrzeżeniami, antropolodzy uznawali go za nieweryfikowalny bez pełnej ekshumacji, a ubytek ludności miasteczka między 1939 a 1946 r., około 1050 osób, którego nie tłumaczą w całości późniejsze etapy Zagłady, zgony wojenne i migracje, sugeruje, że ofiar mogło być więcej, niż wskazuje górna granica oszacowania. Przyjęta w postanowieniu o umorzeniu śledztwa z 30 czerwca 2003 r. liczba nie mniej niż 340 jest sumą dolnych granic szacunków dla obu grobów, niczym więcej.
Czytelnik, który nie obcuje z kryminalistyką na co dzień, może w tym rejestrze zastrzeżeń, łuski niezbadane, dwie zaginione w laboratorium, liczba ofiar nie do ustalenia, dopatrzyć się poważnych nieprawidłowości. To wrażenie opiera się na fałszywym punkcie odniesienia. Badań doskonałych nie ma, a już najmniej sześćdziesiąt lat po zdarzeniu, na gruncie przeoranym przez dwie wojny światowe i półwiecze upraw; dowody gubią się także w sprawach zwyczajnych, a konkluzja kryminalistyczna rzadko bywa pojedynczym rozstrzygającym dowodem, częściej jest sumą prawdopodobnych hipotez wskazujących ten sam kierunek. Na tym tle Jedwabne jest przypadkiem nietypowym: materiał datowalny jest kategoryczny, niezależne linie dowodowe zbieżne, a zastrzeżenia wypisane, nie ukryte. W tym rzemiośle podejrzenia powinno budzić zatajanie, nie ujawnianie.
Pełna czynność z art. 210 k.p.k. mogłaby dostarczyć tego, czego zabrakło: policzenia ofiar, badań identyfikacyjnych, ustalenia obrażeń. Miałaby jednak swoją cenę. Nawet responsy rabiniczne dopuszczające ekshumację, jak opinia rabina Josepha Polaka z 2001 r. czy respons rabina Waltera Homolki w sprawie Echterdingen z 2005 r., wiążą ją z ponownym godnym pochówkiem, nie z badaniem jako celem samym w sobie. Zrealizowane w Jedwabnem rozwiązanie, przykrycie mogił warstwą ziemi i obsadzenie zielenią, odpowiada wskazaniu, które za responsem rabina Solomona Freehofa przywołał rabin Homolka jako alternatywę dla przenoszenia szczątków. Grób figuruje dziś w ewidencji grobów wojennych i na podstawie ustawy z dnia 28 marca 1933 r. o grobach i cmentarzach wojennych pozostaje pod opieką państwa.
Jest wreszcie lekcja czysto warsztatowa. Sekwencja z 2001 r.: znalezisko terenowe, przedwczesny komunikat, ekspertyza, korekta bez echa, to podręcznikowy przykład błędu w komunikowaniu wyników badań. Artefakt staje się dowodem dopiero po badaniach; na miejscu, przez którego wierzchnie warstwy przeszły dwie wojny światowe i półwiecze orki, powierzchniowo zalegające militaria są tłem, nie sygnałem. Kto ogłasza wnioski przed laboratorium, oddaje pole mitom, które potem trzeba prostować latami, zwykle bezskutecznie.
Prawo, które milczy. Art. 210 k.p.k. po Jedwabnem i po Smoleńsku
Dotąd była mowa o tym, co badania ustaliły; pora na normę, która przesądziła, jak wolno było badać. Jednozdaniowy art. 210 k.p.k. nie przewiduje mechanizmu ważenia kolidujących wartości ani środka zaskarżenia dla osób, których decyzja dotyka. W 2001 r. wyważenie odbyło się całkowicie poza ustawą: Prokurator Generalny zawiesił wykonanie postanowienia własnego prokuratora i uzgodnił granice czynności ze stroną religijną, a państwo przyjęło te granice jako wiążące. Szef pionu śledczego IPN Witold Kulesza tłumaczył wówczas przyjętą formułę względami racji stanu; trudno o czystszy dowód, że ważenie kolidujących wartości odbywało się w języku państwa, nie ustawy. Piętnaście lat później ta sama norma posłużyła do przeprowadzenia ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej także wbrew woli części rodzin, których zażalenia pozostawiano bez rozpoznania jako niedopuszczalne. Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z 20 września 2018 r. w sprawie Solska i Rybicka przeciwko Polsce (skargi nr 30491/17 i 31083/17) uznał, że brak jakiejkolwiek kontroli proporcjonalności takiej decyzji narusza art. 8 Konwencji. Trybunał nie przyznał przy tym bliskim prawa zablokowania ekshumacji; zakwestionował to, że polskie prawo nie przewidywało żadnego mechanizmu zbadania konieczności i proporcjonalności ingerencji. Ministerstwo Sprawiedliwości w projekcie z listopada 2024 r. zaproponowało zażalenie dla osób najbliższych, o skutku wstrzymującym wykonanie i z siedmiodniowym terminem rozpoznania przez sąd. W uchwalonej ustawie z dnia 27 lutego 2026 r. o zmianie ustawy Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw zażalenie osób najbliższych pozostało, lecz bez skutku wstrzymującego; środek pozbawiony suspensywności wobec czynności nieodwracalnej kontroluje jednak decyzję już wykonaną i powtarza problem strasburski w łagodniejszej postaci. Prezydent ustawę zawetował, 27 marca 2026 r. Sejmowi zabrakło dwudziestu głosów do odrzucenia weta, a inicjatywa wróciła do punktu wyjścia wraz z własnym projektem głowy państwa. W chwili publikacji tego tekstu, blisko osiem lat po wyroku w sprawie Solska i Rybicka, przepis obowiązuje więc w brzmieniu niezmienionym od 1997 r.
Zestawienie obu spraw prowadzi do wniosku ogólniejszego. Norma pozbawiona procedury ważenia nie usuwa konfliktu wartości; oddaje jego rozstrzygnięcie w ręce aktualnego decydenta. W Jedwabnem milczenie ustawy wypełniono na korzyść sprzeciwiających się, w sprawie smoleńskiej przeciw nim. Trudno o lepszą ilustrację tezy, że gwarancje procesowe istnieją po to, aby wynik nie zależał od tego, kto akurat podpisuje postanowienie.
Smutne potwierdzenie
Formalnie droga powrotu istnieje: art. 327 § 1 k.p.k. pozwala w każdym czasie podjąć na nowo umorzone postępowanie przygotowawcze, o ile nie toczyłoby się przeciwko osobie występującej poprzednio w charakterze podejrzanego. Przesłuchanie zgłoszonego w 2017 r. świadka nie dało prokuratorom IPN podstaw do podjęcia śledztwa, a zbiorowe wnioski o wznowienie ekshumacji, kierowane do organów od 2017 r., pozostawały bez rozstrzygnięcia. Scenariusz pełnej ekshumacji pozostaje więc teoretyczny.
Bilans jest następujący. Prawo procesowe nie zobaczyło w Jedwabnem ekshumacji, kryminalistyka zobaczyła wystarczająco dużo. Relacje świadków przeszły test materialnej weryfikacji we wszystkich punktach, w których taka weryfikacja była możliwa: stodoła, dwa groby, spalenie, niemowlęta obok starców, pogrzebany Lenin, nóż rzezaka. Jedyna hipoteza konkurencyjna poddająca się badaniu, teza o rozstrzelaniu ofiar przez Niemców, nie znalazła w zbadanym materiale żadnego potwierdzenia; wykluczyć każdy pojedynczy strzał mogłaby dopiero pełna ekshumacja, której nie było. Kwestii sprawstwa archeologia sama nie rozstrzyga; ta pozostaje domeną zeznań i dokumentów ocenionych w śledztwie, które wskazały na niemiecką inspirację i polskie wykonanie zbrodni. Badania z 2001 r. odebrały jednak narracji rewizjonistycznej jej jedyny argument materialny i podniosły wiarygodność źródeł osobowych wszędzie tam, gdzie dawały się one sprawdzić. Nadzieja, że ziemia opowie inną historię niż ludzie, nie znalazła oparcia w dowodach.
Na tym polega smutne potwierdzenie: badanie, które nie było ekshumacją, wystarczyło, aby wiedzieć, że obawy były zasadne.
Stan prawny na 11 lipca 2026 r. Ustalenia faktyczne dotyczące przebiegu i wyników prac w Jedwabnem podano w całości za: K. Persak, Ekshumacja, której (prawie) nie było. Prace archeologiczno-ekshumacyjne w Jedwabnem w 2001 r. i ich wyniki, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2018, t. 14, s. 248 do 275 (tam omówienie akt śledztwa S 1/00/Zn, w tym opinii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego KGP nr HE-3259/01/GP, HE-5396/01/GP i HE-6379/01/GP oraz postanowienia o umorzeniu śledztwa z 30 czerwca 2003 r.).
Ponadto: uchwała Sądu Najwyższego z 29 czerwca 2016 r., III CZP 24/16; wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 20 września 2018 r., Solska i Rybicka przeciwko Polsce, skargi nr 30491/17 i 31083/17. Pogląd dopuszczający ekshumację ograniczoną do pobrania tkanek podano za: D. Gruszecka, w: J. Skorupka (red.), Kodeks postępowania karnego. Komentarz, wyd. 37, Warszawa 2026, komentarz do art. 210. Przebieg prac legislacyjnych nad zmianą art. 210 k.p.k. (ustawa z dnia 27 lutego 2026 r. o zmianie ustawy Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw, zawetowana; głosowanie nad wetem 27 marca 2026 r.) podano według stanu na dzień publikacji.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.