Czy National Security Agency stworzyła bitcoina?

Czy National Security Agency stworzyła bitcoina?

2017-08-23

Czy National Security Agency – amerykańska wewnętrzna agencja wywiadowcza koordynująca m.in. zadania wywiadu elektronicznego, może być twórcą bitcoina? Absurdalne, prawda?

A gdyby ktoś przed czerwcem 2013 r., przed ujawnieniem rewelacji Edwarda Snowdena, ogłosił, że NSA podsłuchuje prywatne telefony przywódców ważnych i – o zgrozo! – zaprzyjaźnionych państw, z jaką reakcją by się spotkał?

Z jednoznaczną: to bzdura! Może więc lepiej nie wydawać kategorycznych sądów w dzisiejszym skomplikowanym i coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie. Czy NSA stworzyła bitcoin? W naszej ocenie to wątpliwe. Ale warto przyjrzeć się argumentom, które przemawiają za tym, że mogło tak być – a także tym, które tę hipotezę obalają. Kryptowaluty to dziś nie tylko zagadnienie technologiczne, lecz także prawne, podatkowe i geopolityczne, a pytanie o ich pochodzenie wykracza daleko poza ciekawość historyczną.

 

Satoshi Nakamoto – twórca indywidualny czy zbiorowy?

Niemal od dwóch dekad trwają rozważania o tym, kto może być twórcą elektronicznej waluty bitcoin. Ten, który za niego się podaje, Satoshi Nakamoto, pozostaje wciąż anonimowy. Do jego zapewnień o japońskich korzeniach należy, zdaniem specjalistów, podchodzić sceptycznie, bo angielszczyzna w opublikowanych przez Nakamoto dokumentach jest niezwykle wyrafinowana, naszpikowana charakterystycznymi idiomami – a co więcej, analizy lingwistyczne wskazują na konsekwentnie brytyjską pisownię (np. „cheque” zamiast „check”, „colour” zamiast „color”). Wskazuje to zdecydowanie na autora z obszaru anglojęzycznego, i to raczej z Wielkiej Brytanii niż ze Stanów Zjednoczonych. Rodzi się też pytanie: dlaczego miałby się ukrywać, skoro za prawa autorskie mógłby uzyskać miliardy dolarów?

Kto więc kryje się za tym nazwiskiem? Było przynajmniej kilkanaście pomysłów. Długo na „giełdzie” autorów pozostawał Nick Szabo, Amerykanin, który jeszcze przed pojawieniem się bitcoina opublikował post ujawniający pełne pasji zainteresowanie technologią blockchain (chodzi o zdecentralizowaną i rozproszoną bazę danych w sieci internetowej o architekturze peer-to-peer bez centralnych komputerów i scentralizowanego miejsca przechowywania danych, służącą do księgowania transakcji).

Według „New York Times” specjaliści z Aston University przeanalizowali styl Szabo, porównali go ze stylem Nakamoto i dostrzegli „niesamowite” podobieństwa. Warto jednak zachować ostrożność: gdy porównuje się trzynastu kandydatów, ktoś musi okazać się najbardziej podobny – jest to ograniczenie metodologiczne samej analizy stylometrycznej, na które zwracali uwagę sami badacze. Szabo stanowczo zaprzecza, że jest Satoshim.

Do bitcoina, jako swojego dziecka, przyznał się australijski przedsiębiorca i naukowiec Craig Steven Wright. Wkrótce po tym zaskakującym coming oucie jego biuro i dom odwiedzili urzędnicy skarbowi z ATO (Australian Taxation Office) w związku z długofalowym śledztwem dotyczącym niepłaconych podatków. Sprawa Wrighta znalazła jednak finał, którego sam zainteresowany się nie spodziewał: w marcu 2024 r. brytyjski High Court orzekł, że Wright nie jest Satoshim – nie jest autorem białej księgi Bitcoina, nie zaprojektował sieci Bitcoin, ani nie napisał jej oryginalnego kodu. Sędzia Mellor stwierdził, że Wright „kłamał obszernie i wielokrotnie” oraz fałszował dokumenty „na masową skalę”. W grudniu 2024 r. Wright został skazany za obrazę sądu. Tę pozycję można zatem wykreślić z listy kandydatów ze szczególnym przekonaniem.

„New Yorker” zasugerował dwóch potencjalnych Satoshich, ale obaj gorąco zaprzeczyli. Jeden wydawał się szczególnie prawdopodobny – absolwent kryptografii z Trinity College w Dublinie, który podjął pracę związaną z oprogramowaniem do handlu walutami dla potrzeb banku i napisał artykuł na temat technologii peer-to-peer. Drugi to pracownik naukowy Instytutu Internetu w Oksfordzie, Vili Lehdonvirta.

Z kolei „Fast Company” zwróciła uwagę na zgłoszenie patentowe dotyczące szyfrowania złożone przez trzy osoby – Charlesa Bry’a, Neala Kinga i Vladimira Oksmana. Poszlaką wskazującą na ową trójkę jako potencjalnych Satoshich miałby być zwrot „komputerowo niemożliwe do odwrócenia” zastosowany zarówno w ich dokumencie, jak i w piśmie Nakamoto. Kandydaci do słynnego nazwiska stanowczo zaprzeczyli.

W trakcie poszukiwań znalazło się kilku zbiorowych Nakamoto. Niektórzy utrzymują, iż twórcą jest konglomerat japońskich korporacji, zaś imię i nazwisko Satoshi Nakamoto wzięto od pierwszych liter ich nazw: Samsung, Toshiba, Nakayama i Motorola. Hipoteza efektowna, dowodów – żadnych. Wskazuje się też na Chiny jako twórcę bitcoina. Dlaczego na Państwo Środka?

Odpowiedź wydaje się oczywista – Chiny publicznie wspierają tę walutę, narażając się tym samym na wiele negatywnych uwag. Bitcoin miałby być kolejną próbą destabilizacji dolara amerykańskiego. Dobrze znana jest chęć Chin do zastąpienia dolara amerykańskiego jako globalnej waluty rezerwowej. A więc może to kolejny krok w chińskiej strategii ataku?

Teza ta ma jednak istotną słabość: Pekin wielokrotnie ograniczał lub wprost zakazywał obrotu kryptowalutami na własnym terytorium, co byłoby decyzją trudną do wytłumaczenia, gdyby bitcoin był chińskim narzędziem geopolitycznym. Dodatkowo bitcoin wyrósł z filozofii cypherpunków – ruchu głęboko libertariańskiego, wrogiego centralnej kontroli, w tym kontroli państwowej. Trudno o gorsze dopasowanie do chińskiej doktryny politycznej.

Pojawiła się również teoria, iż twórca bitcoina to sztuczna inteligencja (AI – Artificial Intelligence) stworzona przez jedną z agencji rządowych. Autorzy tej teorii nie sugerują, który rząd za tym stoi ani dlaczego potrzebował sztucznej inteligencji. Szczerze mówiąc, jest to jedna z najbardziej naciąganych wersji. Czasami jednak teorie, które brzmią najbardziej nieprawdopodobnie, okazują się prawdą.

 

Co przemawia za NSA?

NSA ma intelektualne zdolności, organizacyjne możliwości i motyw. Posiada zespoły najlepszych kryptografów i matematyków oraz jedne z najbardziej zaawansowanych zasobów obliczeniowych na świecie (skala dokładnych mocy pozostaje tajemnicą państwową – ale to akurat nie jest twierdzenie, które wymaga dowodu). A motyw? Nieskomplikowany – kontrola informacyjna nad globalnymi przepływami finansowymi.

NSA to potężne narzędzie w ręku administracji amerykańskiej, której dotychczasowym środkiem dominacji nad światem była i jest nadal ekonomia wspierana rakietami. Innymi słowy, amerykański dolar jest wspierany militarnie i istnieje na to dziesiątki dowodów. Ale to nie wystarcza. Dzięki Snowdenowi światło ujrzała prawda, że NSA śledzi cały ruch internetowy na poziomie sieci, że ma dojścia do kabli światłowodowych, że robiła interesy z firmami telekomunikacyjnymi, aby „tylnymi drzwiami” docierać do ich systemów, że śledziła pornograficzne upodobania islamskich radykałów.

Po co NSA byłby bitcoin? Otóż służyłby jako swoisty motor napędowy. Tworzy samowystarczalną, samonapędzającą się bańkę (bubble), za którą można i trzeba podążać – między bajki można włożyć teorie, jakoby transakcje bitcoinem były anonimowe. To jednak temat do szerszych rozważań. Bitcoin umożliwiłby organom ścigania gromadzenie danych o przestępcach w sieci. Z uwagi na zakazy prawa wewnętrznego NSA nie kontroluje internetu w innych krajach.

Jednak używając narzędzia „wyluzowanej” waluty, może zbierać z całego globu informacje, których w dodatku – tak jak w przypadku Facebooka – użytkownicy dostarczą dobrowolnie. Jest to taka sama strategia, jaką NSA stosuje przy prowadzeniu podsłuchów, z tym że bitcoin dotyczy poziomu finansów – korzystając z niego, powierza się prywatne informacje niezbędne do transakcji. To logiczne, że NSA chciałaby kontrolować systemy finansowe, włącznie z zarejestrowanymi transakcjami elektroniczną walutą. Z perspektywy organów ścigania raportowanie transakcji kryptowalutowych i analiza łańcucha bloków stały się zresztą rutynowym narzędziem śledczym – co paradoksalnie podważa tezę o NSA jako architekcie systemu rzekomo zaprojektowanego do inwigilacji.

Nie można wprawdzie zidentyfikować osoby wprost poprzez transakcję, ponieważ blockchain jest pseudonimowy (nie anonimowy), ale transakcje pozostają w publicznym zapisie. W kombinacji z innymi informacjami, których NSA ma mnóstwo, jest możliwe namierzenie określonej osoby, grupy itp. Stąd być może NSA stworzyła celowo łatwą do wyśledzenia, archaiczną kryptowalutę typu peer-to-peer.

Wszystko to byłyby tylko spekulacje, gdyby nie pojawił się argument o niebywałej sile rażenia. Otóż w 1996 r., 12 lat przed tym, jak Satoshi Nakamoto opublikował swoje rewelacje związane z bitcoinem, pojawił się dokument autorstwa trzech kryptologów NSA (Laurie Law, Susan Sabett, Jerry Solinas) pod tytułem „How to Make a Mint: The Cryptography of Anonymous Electronic Cash” („Jak stworzyć mennicę: kryptografia anonimowej gotówki elektronicznej”). Agencja opublikowała tekst w dwóch miejscach: na liście mailingowej MIT oraz w „American University Law Review” (vol. 46, issue 4).

Dokument opisuje system, w którym bezpieczeństwo transakcji finansowych zapewnia się przy użyciu zdecentralizowanej sieci, którą autorzy określili Bankiem. Wymienia cztery elementy niezbędne w proponowanej sieci: prywatność, identyfikacja użytkownika (ochrona przed podszywaniem się), integralność wiadomości (ochrona przed naruszeniem/zamianą informacji o transakcji, czyli ochrona przed podwójnym wydatkowaniem) i nieodrzucanie (ochrona przed późniejszą odmową transakcji). Należy jednak zaznaczyć rzecz, którą entuzjaści tej teorii często pomijają: raport NSA z 1996 r. jest przeglądem literatury na temat istniejących wówczas systemów gotówki elektronicznej opartych na scentralizowanych modelach bankowych – fundamentalnie odmiennych od architektury Bitcoina. Wszystkie systemy w nim omówione zakładają centralną instytucję finansową; Bitcoin został zaprojektowany właśnie po to, by tę centralność wyeliminować. Raport nie zawiera koncepcji proof-of-work, łańcucha bloków w rozumieniu Nakamoto, ani mechanizmu emisji o stałej podaży. Podobieństwo jest zatem powierzchowne, choć nie błahe.

Algorytm SHA-256 użyty przez Satoshiego do zabezpieczenia bitcoina został rzeczywiście stworzony przez NSA i opublikowany przez NIST w 2001 r. Niektórzy specjaliści dopatrują się w tym fakcie „dodatkowej” warstwy zabezpieczeń, ulokowanej w blockchain, niewidocznej i niewykrywalnej, która pozwalałaby NSA zobaczyć więcej informacji o transakcjach – np. dane o lokalizacji sieci. Tu jednak należy zachować szczególną ostrożność intelektualną: SHA-256 jest jednym z najszerzej analizowanych algorytmów kryptograficznych na świecie, a po latach intensywnej analizy akademickiej i kryptograficznej nie wykryto żadnego backdoora. Snowden ujawnił backdoory w algorytmie krzywych eliptycznych (Dual_EC_DRBG), nie w SHA-256. Co więcej, gdyby NSA dysponowała taką luką, miałaby silny motyw, by ją utajniać, nie zaś projektować na niej globalnie używaną walutę. To, co zostaje, to zatem nie dowód, ale poszlaka – i jak każda poszlaka, wymaga ostrożnej oceny.

Dla obserwatorów z Rosji nie ma najmniejszych wątpliwości, iż kryptowaluty to produkt amerykańskich służb specjalnych. Poseł Dumy Andriej Swincow oświadczył, że bitcoin jest tajemnicą CIA służącą finansowaniu terroryzmu. Jego głos padł w okresie toczącej się w Rosji debaty na temat tego, czy bitcoin i inne waluty cyfrowe powinny zostać zakazane w ramach szerszych wysiłków mających na celu powstrzymanie ucieczki kapitału. Jego głos był wprawdzie skrajny, ale w Rosji nieodosobniony.

 

Cypherpunkowy kontekst – który zmienia wszystko

Hipoteza o NSA jako twórcy Bitcoina napotyka jedną fundamentalną przeszkodę, której zwolennicy tej teorii zwykle nie omawiają. Bitcoin nie pojawił się w próżni: wyrósł bezpośrednio z dwóch dekad pracy ruchu cypherpunków – luźnej wspólnoty kryptografów i aktywistów (David Chaum, Wei Dai, Nick Szabo, Adam Back, Hal Finney), których celem programowym była ochrona prywatności jednostki przed państwem poprzez kryptografię. Whitepaper Nakamoto z października 2008 r. opublikowano właśnie na liście mailingowej cypherpunków, a pierwsze wersje kodu Bitcoin testowano w korespondencji z osobami związanymi z tym środowiskiem.

Symbolika genesis bloku – pierwszego bloku łańcucha Bitcoin, wykopanego 3 stycznia 2009 r. – jest jednoznaczna. Nakamoto zakodował w nim nagłówek z ówczesnego wydania „The Times”: „The Times 03/Jan/2009 Chancellor on brink of second bailout for banks”. To nie jest neutralne odniesienie chronologiczne – to manifest. Bitcoin powstał jako protest przeciwko ratowaniu banków publicznymi pieniędzmi i przeciwko centralnej kontroli pieniądza. Trudno wyobrazić sobie projekt mniej zgodny z misją amerykańskiej agencji wywiadowczej, której zadaniem jest m.in. ochrona stabilności systemu finansowego USA.

Można oczywiście argumentować, że taka symbolika to perfekcyjny kamuflaż – ale w tym momencie wkraczamy w obszar teorii niefalsyfikowalnych, w których każdy dowód przeciwko można interpretować jako dowód za. Dla prawnika to znajomy teren: tak właśnie wyglądają argumenty, które nie nadają się przed sąd.

 

NSA inspirowana i sponsorowana?

Istnieją również teorie, iż NSA była jedynie wykonawcą pomysłu, który zrodził się gdzie indziej. Gdzie? Według niektórych źródłem inspiracji była Federalna Rezerwa (FED), którą kontrolują wielkie banki prywatne, współpracująca z innymi podmiotami, a zwłaszcza bankierskimi rodzinami, tzw. Illuminati (13 najbogatszych rodzin na świecie). NSA (CIA i inne służby) często kooperują z wielkimi korporacjami.

Banalne stało się powtarzanie, że wojna w Iraku dotyczyła ropy naftowej, mniej natomiast mówi się o sterującej ręce sektora bankowego w globalnej polityce. Innymi słowy, bitcoin mógł być „zasugerowany” lub/i „sponsorowany” przez prywatny bank, grupę banków lub firmy świadczące usługi finansowe. Natomiast NSA jako organizacja mająca praktycznie nieograniczone możliwości wykonała zleconą robotę. Banki – według tej teorii – już czekają, aby rozwinąć skrzydła, czyli własne systemy powiązane z bitcoinami lub innymi kryptowalutami.

Nieśmiało mówi się też, że bitcoin został stworzony jako część projektu militarnego DARPA (technologie wojskowe). Nawet jeśli w tych spekulacjach tkwi jakaś prawda, to pozostanie ona tajemnicą. Dopóki nie ujawni się nowy Snowden…

 

Co z tego wynika dla praktyki?

O wiele jednak ważniejsze niż to, kto stworzył bitcoin, są inne kwestie: przyszłość kryptowalut, ich rzekoma anonimowość, suwerenność walut (bitcoin jest walutą ponadnarodową), poluzowanie bądź nie polityki pieniężnej (QE – Quantitative Easing). A z perspektywy doradcy prawnego i podatkowego – kwestie konkretne i mierzalne: opodatkowanie kryptowalut, pranie pieniędzy za pomocą kryptowalut, reżim AML/CFT, obowiązki sprawozdawcze, opodatkowanie genesis allocation tokenów oraz cyberbezpieczeństwo infrastruktury, w której te aktywa są przechowywane.

Bo kto stworzył Bitcoina – pozostanie zapewne najbardziej fascynującą zagadką cyfrowego stulecia. Ale to, kto i jak go dziś używa, kto na nim traci, kto go opodatkowuje i kto pierze przez niego pieniądze – to pytania, które wymagają odpowiedzi już dziś.