Prawo własności w zawieszeniu
John Locke argumentował, że własność powstaje przez pracę — że to, co człowiek wytworzy własnymi rękami, należy do niego z mocy prawa naturalnego, nie z łaski władcy. Trzysta lat później polski system podatkowy testuje tę tezę każdego dnia.
VAT, który nadpłaciłeś, jest twoją własnością. Nie jest prezentem od państwa. Nie jest łaską fiskusa. Jest pieniędzmi, które zapłaciłeś ponad to, co byłeś winien — i które państwo ma obowiązek zwrócić.
Zapoznaj się z naszymi artykułami:
- Odmowa odliczenia VAT naliczonego jako narzędzie odpowiedzialności zbiorowej
- Świadomość braku płatności podatku nie wystarcza: przełomowa opinia Rzecznik TSUE w kwestii odpowiedzialności VAT.
A jednak dwa miliardy złotych leżą na kontach Ministerstwa Finansów, czekając na zwrot. Rekordzista czekał dziesięć lat. Dwieście tysięcy firm — każdy przedsiębiorca rozliczający VAT — może znaleźć się w tej sytuacji.
Claude Frédéric Bastiat pisał, że państwo to wielka fikcja, przez którą każdy stara się żyć kosztem innych. W przypadku wstrzymanych zwrotów VAT fikcja staje się rzeczywistością: państwo żyje kosztem przedsiębiorcy, trzymając jego pieniądze przez lata, nie płacąc za to rynkowej ceny.
Sześćdziesiąt dni, które trwają lata
Prawo mówi jasno: zwrot VAT w terminie sześćdziesięciu dni. Przy spełnieniu określonych warunków — czterdziestu, dwudziestu pięciu, nawet piętnastu.
Praktyka mówi co innego.
W pięćdziesiątym dziewiątym dniu przychodzi postanowienie o przedłużeniu terminu. Urząd potrzebuje więcej czasu. Musi zweryfikować. Musi sprawdzić kontrahentów. Musi upewnić się, że nie ma nieprawidłowości.
Potem kolejne przedłużenie. I kolejne. I kolejne.
Milton Friedman mawiał, że nie ma nic bardziej trwałego niż tymczasowy program rządowy. To samo dotyczy tymczasowych przedłużeń terminu zwrotu VAT. Zaczynają się od miesiąca, kończą po latach.
Przez ten czas twoje pieniądze pracują — ale nie dla ciebie. Pracują dla budżetu państwa. Są nieoprocentowaną pożyczką, której nigdy nie udzieliłeś.
Weryfikacja jako eufemizm
Słowo „weryfikacja” brzmi neutralnie. Sugeruje sprawdzenie, potwierdzenie, upewnienie się. W rzeczywistości oznacza coś innego: podejrzenie.
Gdy urząd „weryfikuje” Twój zwrot, przyjmuje roboczą hipotezę, że coś jest nie tak. Że może uczestniczysz w karuzeli. Że może twój kontrahent jest nierzetelny. Że może twoja faktura nie dokumentuje rzeczywistej transakcji.
Hipoteza ta nie wymaga dowodów — wystarczy możliwość. A możliwość istnieje zawsze, w każdej branży, przy każdej transakcji.
Od 2016 roku wzmożone kontrole dotyczą firm z branży transportowej, logistycznej, budowlanej, paliwowej, elektronicznej, motoryzacyjnej, finansowej. To nie jest wąska lista podejrzanych sektorów. To jest znaczna część polskiej gospodarki.
Jeśli działasz w którejkolwiek z tych branż i wnioskujesz o zwrot VAT, możesz się spodziewać jednego: że sześćdziesiąt dni to dopiero początek.
Ekonomia przemocy administracyjnej
Hayek ostrzegał przed „drogą do zniewolenia” — przed tym, jak drobne interwencje państwa kumulują się w system kontroli, który niszczy wolność gospodarczą. Wstrzymywanie zwrotów VAT jest taką interwencją.
Na papierze to tylko procedura weryfikacyjna. W rzeczywistości to narzędzie, które może zniszczyć firmę.
Przedsiębiorca, któremu wstrzymano zwrot na milion złotych, ma milion złotych mniej w kasie. Musi pożyczać, żeby płacić dostawcom. Musi kredytować się, żeby wypłacać wynagrodzenia. Musi płacić odsetki bankowi, zamiast otrzymywać odsetki od państwa.
A gdy wreszcie — po miesiącach albo latach — otrzyma zwrot, odsetki ustawowe nie pokryją strat. Nie zrekompensują utraconych kontraktów. Nie naprawią relacji z kontrahentami, którzy przestali ufać firmie, która nie płaci na czas. Nie przywrócą zdrowia zniszczonego stresem.
Ekonomiści nazywają to „kosztem alternatywnym” — wartością tego, co mogłeś zrobić z pieniędzmi, gdybyś je miał. System podatkowy ten koszt ignoruje.
Odwrócona sprawiedliwość
Thomas Jefferson pisał, że rząd jest najlepszy, gdy rządzi najmniej. Polski system zwrotów VAT jest jego antytezą: rządzi maksymalnie, ingeruje głęboko, a odpowiedzialność za tę ingerencję spoczywa na obywatelu.
W normalnym porządku prawnym to państwo musi udowodnić, że masz zobowiązanie. W systemie zwrotów VAT — to ty musisz udowodnić, że masz prawo do własnych pieniędzy.
To odwrócenie ma głębokie konsekwencje psychologiczne. Przedsiębiorca, który wnioskuje o zwrot, nie czuje się jak wierzyciel dochodzący należności. Czuje się jak petent proszący o łaskę. Każdy dokument, który składa, jest dowodem na własną niewinność. Każda odpowiedź na pytanie urzędu jest obroną przed niewypowiedzianym oskarżeniem.
System nauczył przedsiębiorców, że ich własne pieniądze są przywilejem, nie prawem. To jest zwycięstwo władzy nad własnością — zwycięstwo, które Locke uznałby za tyranię.
Koszty niewidoczne
Są koszty wstrzymanych zwrotów, które widać: utracona płynność, odsetki od kredytów, opóźnienia w płatnościach.
Są koszty, których nie widać.
Przedsiębiorca, który raz przeszedł przez wielomiesięczną weryfikację, zmienia zachowanie. Przestaje inwestować — bo nie wie, czy będzie miał środki. Przestaje ryzykować — bo system karze za wyróżnianie się. Zaczyna myśleć jak urzędnik — co jest bezpieczne, co jest standardowe, co nie przyciągnie uwagi.
Frédéric Bastiat opisywał „to, czego nie widać” jako prawdziwy koszt interwencji państwa — biznesy niezałożone, innowacje niewprowadzone, miejsca pracy niestworzone. Wstrzymane zwroty VAT generują takie koszty każdego dnia.
Dwa miliardy złotych zamrożone w systemie to nie tylko dwa miliardy brakującej płynności. To tysiące decyzji biznesowych niepodjętych, bo przedsiębiorcy nie mogli polegać na własnych pieniądzach.
Prawo europejskie jako tarcza
Jest broń, której polski fiskus wolałby, żebyś nie znał: prawo europejskie.
Zasada neutralności VAT — fundamentalna dla całego systemu — oznacza, że podatek nie powinien obciążać przedsiębiorcy. Trybunał Sprawiedliwości UE powtarza to od lat. Prawo do odliczenia i zwrotu jest elementem konstrukcyjnym podatku, nie przywilejem.
TSUE orzekał też, że odmowa zwrotu wymaga udowodnienia złej wiary podatnika. Że ciężar dowodu spoczywa na organie. Że nie można karać uczciwego przedsiębiorcy za oszustwa popełnione gdzie indziej w łańcuchu dostaw.
Te wyroki istnieją. Można się na nie powoływać. Można nimi walczyć.
Problem w tym, że walka wymaga czasu i zasobów — których przedsiębiorca z zamrożonym zwrotem zwykle nie ma. System wie, że większość się podda. Że zaakceptuje przedłużenia. Że nie pójdzie do sądu.
Liczy na twoją kapitulację.
Co możemy dla Ciebie zrobić?
Analizujemy postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT — bo wiele z nich jest wadliwych formalnie, wydanych bez podstawy, możliwych do zaskarżenia.
Zaskarżamy te postanowienia — do organów wyższej instancji, do sądów administracyjnych, aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Reprezentujemy przedsiębiorców w procedurach weryfikacyjnych — kontrolach podatkowych, postępowaniach, przesłuchaniach. Pilnujemy, żeby weryfikacja nie zamieniła się w śledztwo bez podstawy.
Powołujemy się na orzecznictwo TSUE — bo prawo europejskie jest po stronie podatnika, nawet gdy polska praktyka udaje, że go nie ma.
Walczymy o odzyskanie pieniędzy, które są twoje — i które państwo bezprawnie przetrzymuje.
Na zakończenie
VAT, który nadpłaciłeś, to nie jest prezent, o który prosisz. To jest twoja własność, którą państwo ma obowiązek zwrócić.
System zbudowany jest tak, żebyś o tym zapomniał. Żebyś traktował zwrot jako łaskę. Żebyś akceptował miesiące i lata czekania jako normalność. Żebyś nie pytał, czemu twoje pieniądze pracują dla budżetu, zamiast dla ciebie.
Locke, Bastiat, Hayek, Friedman — wszyscy ostrzegali przed władzą, która traktuje własność obywateli jako swoją. System zwrotów VAT jest ucieleśnieniem tego ostrzeżenia.
Ale prawo jest nadal po twojej stronie. Musisz tylko po nie sięgnąć.
My pomagamy sięgać.