Fałszywe opinie, szantaż recenzyjny i odpowiedzialność platform. Co prawo może dziś zaoferować przedsiębiorcy?
Przez lata traktowaliśmy problem fałszywych opinii w Internecie jako irytującą, ale marginalną patologię cyfrowego rynku. Dziś to ocena nieaktualna. Mechanizmy, które jeszcze kilka lat temu były domeną nieuczciwej konkurencji między pojedynczymi podmiotami, przekształciły się w skalowalny model biznesowy – ze zidentyfikowanymi aktorami, powtarzalną strukturą i prognozowalnym przepływem finansowym. Jako prawnik obsługujący przedsiębiorców widzę to zjawisko od strony, która rzadko trafia do publicznej debaty – od strony firm, które już zostały poszkodowane i szukają realnych narzędzi ochrony.
Szantaż recenzyjny platformy – nie metafora, lecz opis struktury
Słowo „szantaż” w odniesieniu do platform recenzyjnych bywa traktowane jako publicystyczna przesada. Uważam, że jest to precyzyjny opis mechanizmu działania niektórych serwisów.
Schemat jest powtarzalny. Platforma zakłada profil firmy bez jej wiedzy i zgody. Umożliwia anonimowe publikowanie komentarzy bez jakiejkolwiek weryfikacji tożsamości autora ani autentyczności doświadczenia. Następnie oferuje odpłatne pakiety subskrypcyjne, które dopiero umożliwiają podmiotowi ocenianemu reagowanie – odpowiadanie na wpisy, zgłaszanie treści do moderacji. Firma, która nie płaci, jest pozbawiona realnych narzędzi obrony przed treściami, które mogą ją bezpośrednio i wymiernie krzywdzić.
To nie jest przypadkowa luka w architekturze serwisu. To jest architektura serwisu
Zjawisko nie ma charakteru lokalnego. We wrześniu 2025 r. „The New York Times” opisał zorganizowane grupy działające z Bangladeszu i Pakistanu, które za pośrednictwem komunikatora WhatsApp kontaktowały się z właścicielami małych firm, grożąc opublikowaniem dziesiątek fałszywych recenzji jednogwiazdkowych i żądając zapłaty rzędu 100–250 dolarów za ich „wycofanie”. FRANCE 24 udokumentował analogiczny proceder wymierzony w małe firmy we Francji i Hiszpanii – tym razem z wykorzystaniem Google Maps jako platformy wywierania presji. El País potwierdził skalę zjawiska na Półwyspie Iberyjskim – od dentystów na Majorce po salony samochodowe w Alicante. Organizacja Fake Review Watch zarejestrowała ponad 150 takich przypadków na całym świecie. Mówimy zatem nie o incydentach, lecz o wyłaniającej się gałęzi przestępczości cyfrowej z własną infrastrukturą i ekonomią skali.
Z perspektywy prawa model, w którym platforma tworzy profil bez zgody podmiotu, dopuszcza niezweryfikowane treści, a następnie monetyzuje dostęp do narzędzi obrony – może być kwalifikowany jako naruszenie zasad uczciwej konkurencji, a w skrajnych przypadkach jako forma wymuszenia. Nie jest to hipoteza akademicka. Niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości w orzeczeniu z 20 lutego 2018 r. (sygn. VI ZR 30/17) w sprawie portalu Jameda – serwisu oceniającego lekarzy – orzekł, że platforma oferująca płatne pakiety premium, które faworyzują płacących użytkowników, traci status neutralnego pośrednika informacji. To precedens, który powinien niepokoić każdą platformę zbudowaną na tym modelu – niezależnie od tego, w którym kraju prowadzi działalność.
UOKiK działa – ale celuje na razie w pośredników, nie w architektów systemu
Częste pytanie, które słyszę od klientów, brzmi: czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest w stanie cokolwiek zdziałać w tym obszarze? Odpowiedź jest twierdząca – z istotnym zastrzeżeniem dotyczącym zakresu dotychczasowych działań.
Prezes UOKiK wydał już szereg decyzji nakładających kary na podmioty handlujące fałszywymi opiniami: Opinie.pro (40 tys. PLN), SN Marketing (30 tys. PLN), SeoSem24 (ponad 50 tys. PLN, decyzja nieprawomocna). W 2024 r. UOKiK wydał łącznie ponad 750 decyzji i nałożył kary o wartości przekraczającej 937 mln PLN. Polityka „zero tolerancji” wobec fałszywych opinii jest nie tylko deklarowana, lecz konsekwentnie realizowana.
Podstawy prawne są solidne. Kupowanie recenzji – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych – narusza dyrektywę o nieuczciwych praktykach handlowych (UCPD, 2005/29/WE), której załącznik I wprost zabrania „fałszywego przedstawiania się jako konsument”. Dyrektywa Omnibus z 2019 r. (2019/2161/UE) uszczelniła ten zakaz: zabronione jest nie tylko publikowanie fałszywych opinii, ale też zlecanie ich tworzenia, selektywne prezentowanie wyłącznie pozytywnych recenzji oraz fałszywe twierdzenie, że recenzje zostały zweryfikowane. Na gruncie polskim UOKiK kwalifikuje te praktyki jako naruszenie zbiorowych interesów konsumentów, z możliwością nałożenia kary sięgającej 10% rocznego przychodu przedsiębiorcy.
Kontekst porównawczy pokazuje, w jakim kierunku zmierza regulacja. Amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) od 21 października 2024 r. stosuje regułę (16 CFR Part 465) przewidującą kary cywilne do 51 744 USD za każde naruszenie – obejmując wprost fałszywe recenzje generowane przez sztuczną inteligencję oraz recenzje publikowane przez pracowników firm podszywających się pod niezależnych konsumentów (od 17 stycznia 2025 r. kara wynosi 53 088 USD po korekcie inflacyjnej). Brytyjski CMA od lipca 2025 r., po wygaśnięciu okresu przejściowego przewidzianego w ustawie DMCCA, prowadzi aktywne kontrole platform recenzyjnych z możliwością nakładania kar do 10% globalnego obrotu. Włochy ustawą nr 90 z 28 czerwca 2024 r. wprowadziły nowy typ przestępstwa – cyber extortion (art. 629 ust. 3 Codice Penale) – zagrożony karą od 6 do 12 lat pozbawienia wolności oraz grzywną od 5 000 do 10 000 EUR.
Luka nie leży zatem w prawie materialnym. Leży w zakresie egzekucji – a dokładniej w tym, że dotychczasowe działania regulatorów koncentrowały się na pośrednikach najniższego szczebla: firmach sprzedających fałszywe opinie. Pytanie, które staje się coraz bardziej naglące, dotyczy odpowiedzialności platform za opinie, budujących model biznesowy na niezweryfikowanych treściach. Tu jeszcze droga jest długa.
Dyrektywa Omnibus a fałszywe recenzje – zakres, ograniczenia i to, o czym się nie mówi
Dyrektywa Omnibus jest często przywoływana jako kompleksowe rozwiązanie problemu fałszywych recenzji. To ujęcie jest nadmiernie optymistyczne i warte korekty. Omnibus nakłada na przedsiębiorców udostępniających opinie konsumenckie obowiązek informowania, czy i w jaki sposób zapewniają autentyczność publikowanych recenzji. Wymaga podjęcia „rozsądnych i proporcjonalnych kroków” – celowo nie narzucając jednej metody technicznej, pozostawiając podmiotom swobodę w wyborze narzędzi: weryfikacji zakupu (model stosowany przez Amazon, Allegro czy Trusted Shops, w którym opinia jest możliwa wyłącznie po potwierdzonej transakcji), pre-moderacji, post-moderacji z mechanizmem zgłoszeń lub standardu ISO 20488 dotyczącego wiarygodności i identyfikowalności recenzji online. Jedno pozostaje bezwzględnie wymagane: jeśli przedsiębiorca nie weryfikuje opinii, musi o tym jasno poinformować. Samo przemilczenie tej kwestii stanowi naruszenie.
Jest jednak zastrzeżenie, o którym w debacie publicznej mówi się rzadko. Dyrektywa Omnibus dotyczy wyłącznie relacji B2C – opinii konsumenta o produkcie lub usłudze, które nabył. Opinie o pracodawcach na portalach takich jak GoWork nie mieszczą się w tej definicji. Komentujący pracownik nie jest „konsumentem” w rozumieniu dyrektywy, a oceniany pracodawca nie „sprzedaje mu usługi”. To istotna luka regulacyjna, która sprawia, że platformy tego typu wymykają się obowiązkom weryfikacyjnym Omnibusa.
Nie oznacza to, że działają w próżni prawnej. Od 17 lutego 2024 r. w pełni obowiązuje rozporządzenie o usługach cyfrowych – Digital Services Act (DSA, rozporządzenie 2022/2065/UE). DSA klasyfikuje platformy umożliwiające publikowanie treści przez użytkowników jako „dostawców usług hostingowych” i wymaga od nich wdrożenia mechanizmu notice-and-action: przyjmowania zgłoszeń o nielegalnych treściach i reagowania na nie „w sposób terminowy, staranny, niearbitralny i obiektywny”. Za naruszenie DSA grozi kara do 6% globalnych obrotów rocznych. To narzędzie, które dotyczy platform w rodzaju GoWork bezpośrednio – i niezależnie od tego, czy Omnibus ma do nich zastosowanie.
Fałszywe opinie a ochrona prawna przedsiębiorcy
Prawo oferuje narzędzia. Problem polega na tym, że wymagają one aktywności – platformy nie wychodzą z inicjatywą ochrony podmiotów, których profile eksploatują.
Po pierwsze: mechanizm notice-and-action wynikający z DSA. Przedsiębiorca, który identyfikuje na platformie treść noszącą znamiona nielegalnej – fałszywą recenzję, zniesławienie, treść naruszającą dobra osobiste – ma prawo złożyć formalne zgłoszenie. Platforma jest zobowiązana rozpatrzyć je w sposób terminowy i niearbitralny. Brak reakcji lub reakcja pozorna otwiera drogę do skargi do organu nadzorczego lub powództwa sądowego.
Po drugie: ochrona dóbr osobistych przedsiębiorcy w Internecie na gruncie kodeksu cywilnego (art. 23 i 24 k.c.) oraz przepisy karne dotyczące zniesławienia (art. 212 k.k.) i zniewagi (art. 216 k.k.). Te instrumenty istniały przed DSA i Omnibusem – i nadal pozostają aktualne. Ich skuteczność zależy jednak od zdolności do identyfikacji autora treści, co w przypadku anonimowych platform bywa trudne, choć nie niemożliwe.
Po trzecie: ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji – w sytuacjach, w których da się wykazać, że fałszywe opinie są elementem zorganizowanego działania konkurenta. Po czwarte: zawiadomienie do UOKiK – szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z systemowym, powtarzalnym procederem, a nie jednostkowym incydentem.
Gdzie leży rzeczywisty problem?
Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że instrumentów prawnych nie brakuje. Mamy Omnibus, DSA, ochronę dóbr osobistych, przepisy karne, regulacje antykonkurencyjne. Problem tkwi gdzie indziej: w tym, że platformy budujące model biznesowy na monetyzacji cudzej reputacji potrafią wślizgnąć się między szczeliny poszczególnych reżimów prawnych – za mało konsumenckie dla Omnibusa, za mało „nielegalne” dla DSA w rozumieniu, które wymuszałoby natychmiastowe działanie, za mało przejrzyste dla organów ścigania, które musiałyby tropić przepływy finansowe przez jurysdykcje.
Komisja Europejska dostrzega ten problem. W 2025 r. prowadziła konsultacje w sprawie Digital Fairness Act, który ma wypełnić istniejące luki i objąć regulacją ciemne wzorce projektowe stosowane przez platformy. Dopóki jednak ten akt nie wejdzie w życie, przedsiębiorcy muszą znać i aktywnie wykorzystywać narzędzia, które już istnieją.
A przede wszystkim muszą rozumieć, że bierność – nieodpowiadanie na fałszywe opinie, niepłacenie platformom za dostęp do narzędzi obrony, niezgłaszanie naruszających treści – nie jest neutralna. Jest decyzją o tym, że ktoś inny zadecyduje za nich o ich reputacji.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.