WGI – Warszawska Grupa Inwestycyjna
Wyrok w sprawie WGI: po dwudziestu latach sąd powiedział „winni”
Sąd Okręgowy w Warszawie wydał 5 marca 2026 r. wyrok skazujący w sprawie byłych członków zarządu WGI Dom Maklerski S.A. (sygn. XII K 152/22) – jednej z największych afer finansowych w historii polskiego rynku kapitałowego. Dwaj główni oskarżeni – Łukasz K. i Maciej S. – zostali skazani na 5 lat pozbawienia wolności. Andrzej S. otrzymał 2 lata w zawieszeniu na 4. Prokuratura domagała się odpowiednio 10 i 5 lat bezwzględnego więzienia.
Wyrok nie jest prawomocny. Obie strony mogą wnieść apelację – co oznacza, że sprawa ponad 1300 poszkodowanych inwestorów, którzy stracili łącznie około 340 mln zł (dziś, po uwzględnieniu inflacji, blisko 1,5 mld zł), może ciągnąć się jeszcze przez kolejne lata.
– Wyrok skazujący po dwudziestu latach to nie jest triumf wymiaru sprawiedliwości. To jest minimum, które wymiar sprawiedliwości był winien pokrzywdzonym – komentuje Robert Nogacki, radca prawny i założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec, który od blisko dwóch dekad – pro bono – reprezentuje pokrzywdzonych inwestorów WGI.
Anatomia afery WGI: jak „proteza inwestycyjna” pochłonęła oszczędności 1800 ludzi
Żaby zrozumieć skalę tej sprawy, trzeba cofnąć się do lat 2004–2006. WGI SA – firma zarządzająca pieniędzmi klientów na rynku walutowym – przekształciła się w dom maklerski. Szybko okazało się, że forma prawna nie pasuje do modelu biznesowego. Oskarżeni sami to przyznali: na rozprawie w 2023 r. Maciej S. zeznał, że już po trzech miesiącach od rozpoczęcia działalności maklerskiej wiedzieli, że to rozwiązanie na dłuższą metę nie ma szans funkcjonować. Mimo to działalność prowadzono przez kolejne osiem miesięcy.
Aby obejść ograniczenia regulacyjne, wykorzystano spółkę celową – WGI Consulting – emitującą obligacje, przez które przepływały środki klientów do amerykańskiego brokera Wachovia Securities. Sam oskarżony Maciej S. użył na rozprawie określenia „proteza inwestycyjna” – słowa, które pełnomocnik pokrzywdzonych uczynił jednym z kluczowych motywów mowy końcowej.
– Proteza z definicji zastępuje coś, co nie działa. Oskarżeni sami przyznali, że stworzyli sztuczną konstrukcję, ponieważ właściwa – nie działała. A mimo to przez tę „protezę inwestycyjną” przepuścili oszczędności swoich klientów – wskazuje Nogacki.
Comiesięczne raporty – jak budowano iluzję bezpieczeństwa
Każdego miesiąca klienci WGI otrzymywali dokument zatytułowany „Informacja o wartości rachunku”. Wyglądał profesjonalnie. Zawierał stan środków, sugerował zyski. Klienci traktowali go jako wyciąg z rachunku inwestycyjnego – tak jak wyciąg bankowy. WGI samo traktowało te dokumenty jako realne zobowiązanie: wypłaty dokonywano na ich podstawie. Kto chciał wypłacić pieniądze, dostawał kwotę z ostatniej „Informacji”. Biegli sądowi stwierdzili wprost: „kwoty wskazane w informacjach dla klientów stanowiły realne zobowiązanie, a nie tylko pewne projekcje niezobowiązujące WGI wobec klientów, ponieważ ta informacja stanowiła tytuł do wypłaty dla klienta”.
Problem polegał na tym, że kwoty na tych raportach nie miały pokrycia w rzeczywistości.
W praktyce pokrzywdzeni dostawali niekiedy niepodpisane kartki papieru z wynikami – i na tej podstawie budowali poczucie bezpieczeństwa swoich oszczędności. Biegłe ustaliły, że nie istniał żaden udokumentowany algorytm wyceny, żadne założenia, żadne analizy uzasadniające prezentowane klientom wartości. „Wyceny” zawierały „przyszłe zyski” – ale nikt nie potrafił wyjaśnić, na jakiej podstawie je obliczono. Jednocześnie do organu nadzoru – Komisji Papierów Wartościowych i Giełd – szły zupełnie inne, znacząco niższe salda.
Na przykładzie jednej z pokrzywdzonych: jej comiesięczne raporty wykazywały ponad 270 000 zł i 67 000 zł na dwóch rachunkach. Do nadzoru raportowano kilkadziesiąt tysięcy. Gdy w maju 2006 r. zażądała wypłaty – otrzymała 4 005 zł.
– To jest sedno mechanizmu tej afery. Klient dostaje dokument, który wygląda jak wyciąg bankowy, jest traktowany przez firmę jako wyciąg bankowy – bo można na jego podstawie wypłacać pieniądze. Ale kwota na tym dokumencie jest fikcją. Klient śpi spokojnie, bo widzi rosnące salda. Gdyby widział prawdę – zabrałby pieniądze natychmiast. Właśnie dlatego mu jej nie pokazywano – mówi Nogacki.
– Podwójne raportowanie – jedno dla klientów, drugie dla nadzoru – to nie jest „niedoskonałość systemu”. To jest architektura dezinformacji. Klient i regulator widzą dwie różne rzeczywistości, a zarząd wie o obu i świadomie utrzymuje tę rozbieżność – dodaje.
System informatyczny WGI: „błąd techniczny” czy narzędzie kreowania fikcji?
Jednym z centralnych wątków obrony była próba przerzucenia odpowiedzialności na wadliwy system informatyczny. Oskarżeni przez wiele godzin zeznań przedstawiali go jako niezawiniony problem techniczny, z którym nie potrafili sobie poradzić. Ich własne wyjaśnienia mówią jednak coś zupełnie innego.
Maciej S. zeznał na rozprawie, że system testowano jedynie na niedużej próbce klientów i niedużej próbce danych. Że już w czerwcu 2005 r. – dwa miesiące po uruchomieniu działalności maklerskiej – pojawiły się pierwsze symptomy, które wzbudziły niepokój. Że system nie miał mechanizmu zamykania miesięcy – co oznaczało, że raport wygenerowany za ten sam okres w jednym tygodniu mógł się różnić od raportu wygenerowanego w innym. Że na poziomie twórców systemu możliwa była ręczna ingerencja w dane.
Programiści potwierdzili przed sądem, że system pozwalał na modyfikowanie danych historycznych, na ręczne wprowadzanie specjalnych transakcji dla wybranych klientów z dowolnym rozdziałem zysku, a mechanizmy zamykania okresów nie były skonfigurowane tak, aby uniemożliwić późniejsze korekty.
Co więcej – przed wdrożeniem systemu, w okresie funkcjonowania WGI SA, całe rozliczenia prowadzono w arkuszach Excela. Maciej S. przyznał na rozprawie: w tamtym czasie nie było jakiegokolwiek dedykowanego systemu komputerowego. Przez lata setki milionów złotych powierzonych przez klientów zarządzano na podstawie arkuszy kalkulacyjnych, w których pracownicy ręcznie przeliczali stany rachunków na podstawie danych przekazywanych mailowo – bez weryfikacji z wyciągami bankowymi.
Jeden ze świadków zeznał, że na polecenie jednego z oskarżonych przydzielano klientom obligacje WGI Consulting w ilości przewyższającej stan środków. To już nie jest tolerowanie błędu informatycznego – to aktywne kreowanie zapisów, które nie mają pokrycia w rzeczywistości.
– Oskarżeni chcieli, żeby sąd uwierzył, że system informatyczny ich zawiódł. Ale to oni zamówili i dopuścili do użytku taki system. Informatyk wykonuje zamówienie. Odpowiedzialność za to, że zamówienie służy kreowaniu fikcji, ponosi ten, kto tą fikcją posługuje się wobec klientów – wyjaśnia Nogacki.
– Wyobraźmy sobie bank, w którym stan Twojego konta zmienia się w zależności od tego, w który dzień tygodnia się zalogujesz. Nie dlatego, że dokonałeś transakcji – ale dlatego, że system przelicza wszystko od nowa przy każdym zapytaniu. Nikt rozsądny nie powierzyłby takiemu bankowi swoich pieniędzy. Ale klienci WGI nie wiedzieli, że tak to działa. Wiedzieli tylko tyle, ile pokazywał im raport – a raport pokazywał im fikcję – dodaje.
Marketing zaufania: „zaufanie nie było naiwne – było inżynierowane”
Szczególnie cyniczny wymiar sprawy ujawnia się, gdy spojrzeć na sposób, w jaki WGI budowało zaufanie klientów. Oskarżeni nie tylko korzystali z profesjonalnych materiałów marketingowych – systematycznie eksponowali fakt objęcia firmy nadzorem Komisji Papierów Wartościowych i Giełd jako gwarancji bezpieczeństwa środków. Budowali fikcyjny wizerunek również poprzez znane nazwiska w radzie nadzorczej. Firma dużo inwestowała w marketing: jej specjaliści wypowiadali się w mediach, organizowano konferencje, na zewnątrz WGI wyglądało jak solidna instytucja finansowa.
W materiałach WGI adresowanych do inwestorów nadzór regulatora był prezentowany nie jako wymóg prawny, lecz jako dowód wiarygodności i solidności firmy. Klienci – w znacznej mierze osoby starsze, bez specjalistycznej wiedzy o rynku finansowym – interpretowali ten przekaz tak, jak został zaprojektowany: jeśli firma jest pod nadzorem KPWiG, to moje pieniądze są bezpieczne.
Tymczasem na rozprawie Maciej S. sam przyznał, że przekształcenie w dom maklerski nie było wyborem strategicznym, lecz koniecznością wynikającą ze zmiany przepisów po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Firma musiała uzyskać licencję – nie „chciała” jej uzyskać. Mimo to w komunikacji z klientami nadzór regulatora prezentowano jako przewagę konkurencyjną.
– To jest być może najbardziej przewrotny element tej układanki. Oskarżeni wykorzystali sam fakt podlegania nadzorowi jako narzędzie sprzedaży. Klient słyszał: „jesteśmy pod nadzorem KPWiG” i rozumiał: „moje pieniądze są chronione”. Tymczasem właśnie pod tym nadzorem – i właśnie w okresie jego obowiązywania – prowadzono podwójną księgowość, wysyłano fikcyjne wyceny i zaciągano pożyczki osobiste ze środków klientów. Nadzór nie był tarczą chroniącą klientów. Był fasadą, za którą odbywało się wszystko to, przed czym miał chronić – mówi Nogacki.
– Na rozprawie oskarżony powiedział: „nikt, kto miałby złe zamiary, nie pchałby się pod nadzór”. To tak, jakby powiedzieć: „nikt, kto planuje przekraczać prędkość, nie kupiłby auta z tachometrem”. Tachometr nie przeszkadza w jeździe za szybko. Nadzór nie przeszkadzał w prowadzeniu podwójnej księgowości. Ale doskonałe działał jako argument marketingowy – dodaje.
Pożyczki osobiste ze środków klientów
Jeden z najbardziej obciążających wątków sprawy dotyczy pożyczek zaciągniętych przez oskarżonych ze środków powiązanych z portfelem klientów. Łukasz K. zaciągnął pożyczkę w kwocie 875 000 dolarów, za którą – jak sam przyznał na rozprawie – „zakupił nieruchomość w całości”. Maciej S. uzyskał pożyczkę na nieruchomość. Źródłem środków był – według wyjaśnień samego Macieja S. – „lewar” udzielony przez Wachovię, przeznaczony na inwestycje klientów.
Pożyczki te nigdy nie zostały zwrócone. Na pytanie o ich cel, Maciej S. odpowiedział jedynie, że środki otrzymane z tytułu udzielonych pożyczek zostały wykorzystane zgodnie z naszą, moją i Pana K., prywatną wolą.
– Są sytuacje, w których jeden fakt mówi więcej niż tysiąc stron akt. Zarząd firmy zarządzającej cudzymi pieniędzmi bierze z tych pieniędzy 875 tysięcy dolarów na kupno domu – i nigdy tego nie oddaje. Wszystko inne – system komputerowy, proteza inwestycyjna, spory z nadzorem – to kontekst. To jest sedno – podkreśla Nogacki.
300 milionów złotych manka – i 200 tysięcy w kasie
Skala dysproporcji między zobowiązaniami WGI a rzeczywistymi aktywami jest porażająca. Łączna kwota wierzytelności zgłoszonych przez klientów na podstawie ostatnich „Informacji o wartości rachunku” wynosiła 339 422 121,98 zł. Z masy upadłości WGI Consulting syndyk odzyskał 39 534 558,52 zł – 11,73% należnych środków.
Syndyk WGI Dom Maklerski zastał w kasie spółki ok. 200 000 zł. Postępowanie upadłościowe WGI DM zostało umorzone z braku środków na jego prowadzenie – po wykorzystaniu 800 000 zł zaliczek wpłaconych przez samych pokrzywdzonych.
Biegli sądowi ustalili, że WGI „w żadnej badanej dacie nie było w stanie pokryć swych zobowiązań wobec klientów” i że „moment utraty płynności przypadał już na dzień rozpoczęcia działalności maklerskiej”. Innymi słowy: od pierwszego dnia firma była winna klientom więcej, niż miała. A mimo to przez kolejny rok wysyłała im raporty sugerujące zyski.
– Zobowiązania: 339 milionów. W kasie: 200 tysięcy. To jest stosunek 1700 do 1. Gdyby każdy klient WGI przyszedł jednego dnia po swoje pieniądze, każdy dostałby mniej niż 0,059 grosza za każdą złotówkę. Ale klienci nie przychodzili – bo comiesięczny raport mówił im, że wszystko jest w porządku. Właśnie po to te raporty były – mówi Nogacki.
Mowa końcowa, która obciążyła bardziej niż akt oskarżenia
Na rozprawie 19 lutego 2026 r. oskarżony Maciej S. wygłosił kilkudziesięciominutowy monolog, w którym – nie odnosząc się do żadnego konkretnego dowodu – obciążył odpowiedzialnością za aferę kolejno: kancelarię prawną z którą WGI współpracowało, Komisję Papierów Wartościowych i Giełd, kontrolerów z instytucji państwowych, syndyków masy upadłości oraz… kurs dolara. Siebie i współoskarżonych określił jako „biernych obserwatorów”.
Ani razu nie odniósł się do szkody poniesionej przez konkretnego pokrzywdzonego. Ani razu nie wyjaśnił, skąd wzięło się manko 300 milionów złotych. Poświęcił natomiast kilkanaście zdań własnym cierpieniom: utracie znajomych, niemożności znalezienia pracy, stygmatyzacji medialnej.
Pełnomocnika pokrzywdzonych (Roberta Nogackiego) nazwał „mistrzem manipulacji i pseudofaktów” – nie wskazując jednak ani jednego konkretnego faktu, który byłby nieprawdziwy.
– Moja mowa końcowa cytowała wyłącznie wypowiedzi samych oskarżonych z protokołów rozpraw – z datami i kontekstami. Człowiek konfrontowany z własnymi słowami ma dwie opcje: podważyć słowa albo podważyć tego, kto je zestawił. Oskarżony wybrał drugą. Ale słowa zostały w protokole – komentuje Nogacki.
Przełomowa apelacja – uchylenie wyroku uniewinniającego
Bez apelacji wniesionej przez prawników Kancelarii Prawnej Skarbiec ta sprawa mogłaby zakończyć się uniewinnieniem.
Pierwszy proces w sprawie WGI trwał osiem lat i zakończył się 17 listopada 2020 r. wyrokiem uniewinniającym. Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozpoznając apelację wniesioną m.in. przez Kancelarię Prawną Skarbiec, uchylił ten wyrok 28 czerwca 2022 r. W ustnym uzasadnieniu sąd użył słów, które w polskim wymiarze sprawiedliwości padają niezwykle rzadko: cała sprawa jest „porażką wymiaru sprawiedliwości”, a sposób procedowania sądu pierwszej instancji stanowi „przykład, jak sądy nie powinny działać”.
To uchylenie uniewinnienia otworzyło drogę do ponownego procesu – i do dzisiejszego wyroku skazującego.
– Kiedy pierwszy sąd uniewinnił oskarżonych, wielu pokrzywdzonych straciło nadzieję. Apelacja była ostatnią linią obrony – i zadziałała. Ale nie powinno być tak, że sprawiedliwość w sprawie o 340 milionów złotych zależy od tego, czy pełnomocnik złoży apelację pro bono – mówi Nogacki.
Dwadzieścia lat – i sprawa wciąż niezakończona
Historia sprawy WGI to osobny komentarz o stanie polskiego wymiaru sprawiedliwości. 4 kwietnia 2006 r. KPWiG cofnęła WGI licencję maklerską. Akt oskarżenia wpłynął do sądu dopiero w grudniu 2012 r. – sześć lat później. Pierwszy proces trwał osiem lat i zakończył się uniewinnieniem. Ponowny proces – po uchyleniu wyroku przez sąd apelacyjny – rozpoczął się w maju 2023 r. Wyrok skazujący zapadł 5 marca 2026 r. – nie jest prawomocny.
Dużą grupę klientów WGI stanowiły osoby starsze. Wielu pokrzywdzonych nie doczekało zakończenia postępowania.
4 kwietnia 2026 r. minie równo 20 lat od cofnięcia WGI licencji maklerskiej przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd.
– Kiedy zaczynałem tę sprawę, miałem niespełna trzydzieści lat. Część moich mocodawców miała już wtedy sześćdziesiąt. Niektórzy zmarli, czekając na wyrok. Sprawiedliwość, która przychodzi po dwudziestu latach, jest lepsza niż żadna – ale trzeba powiedzieć wprost, że dla wielu przyszła za późno – mówi Nogacki.
Kary poniżej wniosków prokuratury – co dalej?
Wymierzone kary – 5 lat dla dwóch głównych oskarżonych wobec żądanych 10, i 2 lata w zawieszeniu dla trzeciego wobec żądanych 5 bezwzględnie – są znacząco niższe od wniosków prokuratury.
– Sąd powiedział „winni” – i to jest najważniejsze. Wymiar kary to osobna dyskusja. Ale powiem tak: ci ludzie przez dwadzieścia lat żyli normalnie – pracowali, podróżowali, budowali kariery. Ich klienci przez te same dwadzieścia lat czekali na wyrok i nie odzyskali pieniędzy. Pięć lat za trzysta milionów i dwadzieścia lat procesu – niech każdy sam oceni proporcję – mówi Nogacki.
– Przeanalizuję uzasadnienie wyroku, kiedy zostanie sporządzone. Ale jedno mogę powiedzieć już teraz: ta sprawa nie jest zamknięta. Nie po to prowadziłem ją przez dwadzieścia lat pro bono, żeby na ostatnim odcinku odpuścić.
Kontekst: WGI jako „matka polskich afer finansowych”
Afera WGI bywa określana jako prekursorka późniejszych wielkich oszustw na polskim rynku finansowym – Amber Gold, Finroyal czy Interbrok Investment. Mechanizm był podobny: obietnica ponadprzeciętnych zysków, brak przejrzystości, zarządzanie cudzymi pieniędzmi w strukturach wymykających się skutecznemu nadzorowi.
– WGI pokazało, że w Polsce można przez lata zarządzać setkami milionów złotych cudzych pieniędzy, w Excelu, bez działającego systemu informatycznego, z „protezą inwestycyjną” zamiast licencji, wysyłając klientom raporty, o których wie się, że są fikcyjne – i że wymiar sprawiedliwości potrzebuje dwudziestu lat, żeby powiedzieć, iż to było przestępstwo. Ta lekcja powinna być nauczana na każdym wydziale prawa w kraju – podsumowuje Nogacki.
Nasze wcześniejsze wypowiedzi na temat sprawy Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej
[20.02.2026] Oskarżeni budowali zaufanie klientów w sposób metodyczny za pośrednictwem rozbudowanego marketingu. Budowany był fikcyjny wizerunek i zaufanie, również poprzez znane nazwiska w radzie nadzorczej. (…) Wiele osób dało się uwieść marketingowi, że WGI jest instytucją bezpieczną – powiedział Gazecie Wyborczej pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego w sprawie WGI, Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Gdzie są pieniądze inwestorów WGI? Rozpłynęły się. 10 lat procesu i wszystko zaczyna się od nowa
[20.09.2022] Rozpoczynający się od nowa proces sądowy twórców Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej daje ponad tysiącowi pokrzywdzonych inwestorów nadzieję na wyjaśnienie, co stało się z ich pieniędzmi. Mimo że państwo poniosło w tej sprawie klęskę, wniosków nie wyciągnięto. Twórcy podobnie działających na rynku firm mają się dobrze. W tle sprawy są narkotyki i znane w półświatku nazwiska. Cała historia to gotowy scenariusz na film.
Dziesięć lat procesu, defraudacja 247 mln zł, 1156 poszkodowanych. Sąd apelacyjny uchylił wyrok uniewinniający oskarżonych w sprawie piramidy finansowej WGI
[18.08.2022] Blisko 16 lat od ogłoszenia upadłości Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej i po 10 latach procesu przeciw kierującym nią finansistom, poszkodowani działalnością WGI ponownie odzyskali nadzieję na sprawiedliwość. Ponownie, bo w 2020 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił członków zarządu grupy, która mogła zdefraudować blisko 248 mln zł na szkodę 1156 pokrzywdzonych. Jednak dzięki zaskarżeniu tego wyroku, m.in. przez prawników z warszawskiej Kancelarii Prawnej Skarbiec, w czerwcu 2022 r. sąd apelacyjny uchylił wyrok uniewinniający w jednej z największych spraw karnych związanych z rynkiem kapitałowym, której wynik miał i nadal może mieć ogromne znaczenie dla przyszłości tego rynku w Polsce.
Sprawa WGI – ABW zignorowała tropy prowadzące do rajów podatkowych
[25.05.2015] W głośnej i bulwersującej sprawie WGI został właśnie ujawniony kolejny wątek. Tym razem dotyczący niewłaściwego funkcjonowania państwowych organów ścigania. Pismem złożonym w Sądzie Okręgowym w Warszawie 12 maja 2015 r., obert Nogacki – pełnomocnik Instytutu Edukacji Konsumentów na Rynku Kapitałowym, obnaża wyjątkową opieszałość prokuratury oraz zaniedbania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Przypomnijmy – sprawa WGI DM S.A. dotyczy podejrzenia pokrzywdzenia klientów WGI na kwotę 250 mln zł.
[27.01.2014] Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił w poniedziałek postanowienie warszawskiej Prokuratury Okręgowej o umorzeniu śledztwa w sprawie 10 zarzutów dotyczących m.in. fałszowania dokumentów i wyprowadzania majątku przez zarząd Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej.
Kancelaria Prawna Skarbiec jako pełnomocnik Instytutu Edukacji Konsumentów w sprawie afery Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej: WGI – mecz, który prokuratura przegrywa
Gdyby porównać walkę organów ścigania w sprawie przeciwko kierownictwu WGI do meczu piłki nożnej, to można uznać, że poziom gry polskiego wymiaru sprawiedliwości w żaden sposób nie odbiega od poziomu polskiej reprezentacji – zła taktyka, źle dobrani gracze, słaba skuteczność i mierne wyniki. Akt oskarżenia w procesie osób zajmujących do czerwca 2006 roku kierownicze stanowiska w spółce WGI DM S.A. obejmuje właściwie tylko wycinek działań trzech oskarżonych.
Z sobie tylko znanych powodów prokuratura zdecydowała się na podzielenie całości sprawy na kilka, teoretycznie niezależnych postępowań. Nie sposób się oprzeć wrażeniu, iż podzielenie całości działań kierownictwa spółki grupy WGI D.M. S.A. na kilka wątków to jakby próbować opisać dokonane zabójstwo jako posiadanie niebezpiecznego narzędzia, naruszenie nietykalności cielesnej, wyrządzenie uszczerbku na zdrowiu oraz nieudzielenie pomocy osobie będącej w stanie zagrożenia życia i z osobna sądzić za każdy z tych czynów. Absurd? Jak widać nie dla prokuratorów Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Zmowa milczenia czy rzeczywista niepamięć? Co wniosły zeznania Dariusza Rosatiego i kilku byłych pracowników firmy do sprawy WGI Dom Maklerski?
W piątek w sprawie przeciwko byłym członkom zarządu WGI S.A. w charakterze świadka został przesłuchany Dariusz Rosati, były minister, a obecnie poseł PO, członek rady nadzorczej WGI TFI – spółki córki WGI Dom Maklerski. Sąd przesłuchał także dwóch byłych pracowników firmy z działu inwestycji.
Gwaranci sukcesu WGI – co wniosą czwartkowe zeznania Henryki Bochniarz i Witolda Orłowskiego?
8 lat śledztwa, blisko 1,5 tysiąca poszkodowanych osób, 320 mln zł strat – tak wygląda bilans śledztwa w sprawie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. To pierwsza głośna sprawa dotycząca działalności parabanków. Do dziś nie wskazano, czy poszkodowani padli ofiarą zorganizowanego oszustwa, czy też, jak chce prokuratura, utracili swoje środki wskutek niegospodarności członków zarządu WGI DM S.A. W najbliższy czwartek w charakterze świadków będą przesłuchani Witold Orłowski i Henryka Bochniarz – członkowie rady nadzorczej WGI TFI S.A. – spółki córki WGI Dom Maklerski.
Prof. Orłowski przesłuchiwany w sprawie WGI Dom Maklerski
Prof. Witold Orłowski odniósł się do zeznań poszkodowanych osób, z których wynika, że m.in. jego osoba uwiarygadniała działania spółki WGI DM i pomogła jej zbudować silną i atrakcyjną dla inwestorów pozycję na rynku. „Nic nie wiedziałem o wykorzystywaniu mojego nazwiska wobec klientów. Samo w sobie użycie mojego nazwiska nie jest naganne, jeśli nie jest tam sugestia, że miałem wpływ na działalność WGI DM. Nigdy nie było zgody na używaniu mojego nazwiska przy promocji produktów WGI DM.” – mówi Witold Orłowski.
Zaniedbania w sprawie WGI
Prokuratura Okręgowa w Warszawie dopuściła się poważnego zaniedbania w postępowaniu, dotyczącym działalności Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, które prowadzi od 2006 r. (…). Prokuratura powołała na świadka w sprawie osobę będącą jednocześnie biegłym, który od ponad roku badał dokumentację księgową Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (…) Prokuratura zapomniała najwyraźniej o przepisie art. 196 § 1 kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którym nie mogą być biegłymi m.in. osoby powołane w sprawie w charakterze świadków, a także osoby, które były świadkiem czynu.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.
