Ekstradycja z Izraela: mit, którego obrońcy nie powinni już powtarzać

Ekstradycja z Izraela: mit, którego obrońcy nie powinni już powtarzać

2026-04-24

Dlaczego twierdzenie, że „Izrael nie wydaje swoich obywateli”, jest prawnie nieaktualne od ćwierćwiecza — i dlaczego w sprawach pokrzywdzonych przez zondacrypto każda antysemicka uwaga będzie prezentem wręczonym obronie na srebrnej tacy.

 

I. Twierdzenie, które trzeba zakwestionować

Od momentu, w którym prasa ujawniła, że Przemysław Kral — były prezes zondacrypto — miał w ubiegłym roku uzyskać obywatelstwo izraelskie i opuścić Europę, w komentarzach pod artykułami i na forach pokrzywdzonych pojawiła się jedna, powtarzana niemal jak refren teza: „Izrael swoich nie wydaje, sprawa jest przegrana, trzeba się pogodzić ze stratą”. Retoryka, zrozumiała w ustach ludzi, którzy stracili oszczędności, ma jednak jedną wadę: jest błędna od 2001 r.

Ten artykuł ma dwa zadania. Pierwsze: pokazać, co izraelskie prawo ekstradycyjne mówi dziś naprawdę i dlaczego ściganie obywatela izraelskiego za przestępstwa gospodarcze popełnione wobec polskich poszkodowanych jest w pełni możliwe — zarówno w drodze ekstradycji, jak i równolegle, poprzez postępowanie prowadzone przez izraelskie organy ścigania. Drugie zadanie jest delikatniejsze, ale równie istotne: wyjaśnić pokrzywdzonym, dlaczego frustracja wyrażona w niewłaściwej formie — w postaci antysemickich komentarzy i stereotypów — jest najgorszym, co mogą zrobić dla własnej sprawy. Nie dlatego, że to politycznie niestosowne. Dlatego, że tworzy gotową linię obrony.

Obrońca, który zmierzy się z polskim wnioskiem ekstradycyjnym, otrzyma w prezencie argument, o który — bez tych komentarzy — musiałby walczyć miesiącami i i tak nie uzyskałby go w takiej jakości.

 

II. Krótka historia mitu

Twierdzenie, że Izrael nie wydaje swoich obywateli, nie jest wyssane z palca. Ma źródło, datę i konkretny akt prawny.

W 1978 r. Kneset — pod rządami premiera Menachema Begina, który wprost odwoływał się do doświadczenia wiekowego prześladowania Żydów poza granicami państwa — dodał do Israeli Extradition Law 5714-1954 dodatkowy element – sekcję 1A, wyłączającą ekstradycję obywatela izraelskiego za przestępstwo popełnione po nabyciu obywatelstwa. Kwestia była nie tyle techniczna, co tożsamościowa: państwo Izrael, zbudowane na pamięci o ucieczkach i procesach, miało stać się miejscem, gdzie obywatel zawsze będzie sądzony przez własnych sędziów. Zamiast ekstradycji — jurysdykcja ekstraterytorialna sądów izraelskich nad własnymi obywatelami za czyny popełnione za granicą, pod warunkiem dual criminality.

Na papierze elegancko. W praktyce katastrofalnie.

W ciągu dwóch dekad Izrael zyskał reputację, której żaden państwowy PR nie potrafił zmyć. Amerykańscy prokuratorzy mówili półgłosem o „Kosher Nostra” — pogardliwym, ale trafiającym w czuły punkt określeniu sieci przestępczych, które korzystały z sekcji 1A jak z tarczy antyrakietowej. Kulminacją była sprawa Samuela Sheinbeina — szesnastolatka urodzonego w Stanach, dwu-obywatela, który w 1997 r. brutalnie zamordował rówieśnika w stanie Maryland, a następnie postawił stopę na izraelskiej ziemi, wyłącznie po to, by z niej nie wyjść. Sąd Najwyższy Izraela, stosunkiem głosów 3 do 2, z wyraźnie wyczuwalnym zakłopotaniem w uzasadnieniu, orzekł w lutym 1999 r., że ekstradycja nie jest możliwa. Sprawa stała się symbolem, nie osamotnionym przypadkiem — przez dwie dekady funkcjonowania sekcji 1A korzystało z niej wiele osób; Sprawa Sheinbeina stała się „kroplą która przelała czarę goryczy”.

Reakcja Kongresu amerykańskiego była szybka i brutalna: projekty ustaw wiążących izraelską politykę ekstradycyjną z pomocą zagraniczną, publiczne debaty o charakterze sojusznika, którego jurysdykcja chroni morderców. Izraelski rząd zrozumiał, że sekcja 1A w swej pierwotnej postaci jest nie do utrzymania — nie z powodów prawnych, lecz geopolitycznych.

W kwietniu 1999 r. Kneset uchwalił Amendment No. 6, po raz pierwszy od ponad dwóch dekad dopuszczając ekstradycję izraelskiego obywatela. Dwa lata później nowelizacja z 2001 r. dopełniła reformy, wprowadzając trzy zmiany, które w polskiej dyskusji publicznej nigdy tak naprawdę nie przebiły się do świadomości:

Po pierwsze, próg przestępstwa ekstradycyjnego obniżono z trzech lat do jednego roku pozbawienia wolności — co oznacza, że każde poważniejsze oszustwo, każde pranie pieniędzy, każde złamanie ustawy przeciwko praniu pieniędzy jest dziś objęte reżimem ekstradycyjnym.

Po drugie, zmieniono datę oceny statusu obywatelstwa i rezydencji — z momentu żądania ekstradycji na moment popełnienia czynu. Ta pozornie techniczna zmiana zamknęła furtkę, przez którą przeszedł Sheinbein: nabycie obywatelstwa już po przestępstwie, w charakterze polisy ubezpieczeniowej, przestało chronić.

Po trzecie, kluczowe rozróżnienie: ochrona przed ekstradycją przysługuje dziś wyłącznie temu, kto w momencie popełnienia czynu był obywatelem izraelskim ORAZ rezydentem Izraela. Sam paszport nie wystarcza. Obywatel-nie-rezydent w pełni podlega ekstradycji.

To nie jest subtelność akademicka. To jest zmiana ustrojowa, która dla sprawy Krala — gdyby rzeczywiście miał uzyskać obywatelstwo dopiero w 2025 r., rezydując przez cały czas w Monako — ma znaczenie fundamentalne.

 

III. Co to oznacza w rzeczywistości

Żeby nie pozostawać w teorii, trzeba prześledzić, co Izrael zrobił w ciągu ostatnich kilku lat — bo państwa nie tłumaczą się z prawa, państwa tłumaczą się z praktyki.

Niemcy, które od 2019 r. konsekwentnie ścigają izraelskie call center oferujące opcje binarne i kryptowaluty, uzyskały do kwietnia 2026 r. ekstradycję kilkudziesięciu izraelskich obywateli — ze stratami ofiar szacowanymi na około miliard euro w ciągu pięciu lat. Jurij Daszewski, wydany do Niemiec w czerwcu 2022 r. w związku z siecią platform (IntegraOption, SolidCFD, BitCapitalMarkets), to tylko jeden przypadek — pokazywany przez obrońców jako precedens, ale dziś rutyna. W kwietniu 2026 r. włoski sąd zatrzymał w Rzymie izraelskiego obywatela na podstawie czerwonej noty Interpolu wystawionej na żądanie niemieckiej prokuratury w sprawie scamu forex i krypto na 50 milionów euro. Amerykanie uzyskali z Bułgarii ekstradycję Yuvala Marshaka, byłego dyrektora izraelskiego kontrahenta obronnego, w sprawie oszustw w ramach programu Foreign Military Financing.

Interpol Operation HAECHI V w 2024 r. to 5.500 zatrzymań w 40 krajach i 400 milionów dolarów zajętych aktywów. Pod koniec października 2025 r. Eurojust skoordynował zdemontowanie sieci oszustw kryptowalutowych na 600 milionów euro — zatrzymania przeprowadzono na Cyprze, w Hiszpanii i w Niemczech, komunikat Eurojustu ukazał się 3 listopada.

I sprawa istotna dla polskiej praktyki: co najmniej trzynastu obywateli izraelskich zatrzymano w 2024 r. w Grecji, na Cyprze i w Czarnogórze na podstawie czerwonych not Interpolu — na wniosek Francji, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Białorusi i Rosji. Większość zarzutów dotyczyła oszustw gospodarczych i finansowych. Polska na tej liście nie figuruje, ale mechanizm — polski prokurator kieruje wniosek, Interpol wystawia notę, państwo trzecie zatrzymuje — pozostaje w pełni dostępny w sprawie zondacrypto.

Dodajmy do tego Europol–Israel Working Arrangement z 17 lipca 2018 r., który stworzył kanał wymiany informacji strategicznej między Europolem a Izraelem. Układ ten, wbrew powszechnemu skrótowi myślowemu, nie obejmuje wymiany danych osobowych; pełna umowa operacyjna jest negocjowana od 2022 r., ale w listopadzie 2022 r. została zamrożona przez państwa członkowskie UE, m.in. w związku z obawami o ochronę danych i stosowanie umowy na terytoriach okupowanych. Dla sprawy zondacrypto oznacza to, że bezpośredni przepływ danych śledczych między CBZC a Lahav 433 — formalnie jednostką antykorupcyjną izraelskiej policji, popularnie zwaną „izraelskim FBI” — musi być zaprojektowany inaczej: poprzez Interpol, pomoc prawną lub klasyczne kanały dyplomatyczne. Infrastruktura współpracy istnieje, ale jej architektura jest bardziej złożona, niż sugerują skróty prasowe.

Kiedy więc ktoś powtarza, że „Izrael nie wydaje swoich”, warto zapytać: a te kilkadziesiąt osób, które wydał do samych Niemiec w ciągu pięciu lat, też nie byli obywatele izraelscy?

 

IV. Przypadek szczególny: gdy ekstradycja nie skutkuje, skutkuje sąd izraelski

Prawo izraelskie nie pozostawia luki. Sekcja 15A kodeksu karnego z 1977 r. stanowi, że izraelskie prawo karne stosuje się do zbrodni i występków popełnionych za granicą przez osobę, która w chwili czynu była obywatelem lub rezydentem Izraela. Doktryna nazywa to zasadą aut dedere aut judicare — wydaj albo sądź.

Jeśli więc hipotetycznie przyjąć, że któryś z oskarżonych w sprawie zondacrypto spełnia warunek „obywatel plus rezydent” i polski wniosek ekstradycyjny zostanie oddalony — sprawa nie kończy się, ona przenosi się w inne miejsce. Prokuratura izraelska, za zgodą Prokuratora Generalnego Państwa Izrael, prowadzi postępowanie na podstawie polskich materiałów dowodowych przekazanych w trybie pomocy prawnej. Wyrok skazujący zapada w Tel Awiwie, ale zapada.

To nie jest teoria. Sprawa Aviv Talmor (UTrade) jest tego ilustracją: izraelski sąd uznał go winnym we wrześniu 2022 r. za oszustwo na około 22 miliony dolarów wobec zagranicznych inwestorów, wyrok czterech lat więzienia zapadł w styczniu 2023 r., a we wrześniu 2024 r. karę podwyższono do pięciu lat. Sprawa Moshe Hogega, zatrzymanego w listopadzie 2021 r. w związku z oszustwami kryptowalutowymi, jest kolejną — policja w 2023 r. zarekomendowała postawienie zarzutów. Lahav 433 przeprowadzało w 2023 r. naloty na izraelskie call center oszukujące zagranicznych inwestorów. Nie dlatego, że Izrael nagle stał się moralnym wzorem — po prostu koszt polityczny utrzymywania reputacji „raju dla oszustów gospodarczych” stał się wyższy niż koszt reformy.

Istnieje, naturalnie, szereg ograniczeń praktycznych. Prokurator Generalny musi wyrazić zgodę na ściganie czynu zagranicznego, co w praktyce oznacza filtr administracyjny, który bywa krytykowany za nadmierną selektywność. Izraelskie sądy stosują przy wniosku ekstradycyjnym własny standard dowodowy — „evidence sufficient to commit to trial in Israel” — który jest wyższy niż w niektórych systemach europejskich. Dowody zgromadzone w Polsce muszą przejść przez filtr pomocy prawnej i spełnić wymagania kontynentalnej chain of custody. Wszystko to są realne przeszkody, ale żadna z nich nie jest tym, co w komentarzach publicznych bierze się za ścianę nie do przebicia.

 

V. Teraz o rzeczy najdelikatniejszej

Pora na drugie zadanie tego tekstu — to, którego żaden pełnomocnik pokrzywdzonych nie może uniknąć, choćby chciał.

Są w internecie komentarze. Są w skrzynkach mailowych pełnomocników wiadomości od klientów, którzy po ogłoszeniu wyjazdu byłego prezesa do Izraela zareagowali tak, jak reagują ludzie, którzy właśnie zobaczyli, jak ich oszczędności znikają za horyzontem — emocjonalnie, gwałtownie, i niestety często również rasistowsko. Pojawiają się sformułowania o „izraelskiej mafii”, o „żydowskich kombinatorach”, o „ucieczce do swoich”. Pojawiają się stereotypy, które od stuleci pełnią funkcję usprawiedliwiania krzywdy, a które dziś — zupełnie niezależnie od ich moralnej natury — pełnią także funkcję czysto techniczną: niszczą sprawę, w której ich autorzy chcieliby wygrać.

Trzeba to powiedzieć wprost, bez owijania w bawełnę.

Izraelskie prawo ekstradycyjne — sekcja 2B ustawy z 1954 r., wzmocniona orzecznictwem po reformie 2001 r. — przewiduje obligatoryjną odmowę ekstradycji, jeśli istnieją podstawy, by uznać, że wniosek motywowany jest względami rasowymi, etnicznymi, religijnymi lub politycznymi, albo że wydana osoba narażona byłaby na prześladowanie z tych powodów. Analogiczny mechanizm przewiduje Europejska Konwencja o Ekstradycji z 1957 r. w artykule 3 ust. 2 — konwencja, która jest operatywnym instrumentem między Polską a Izraelem, bo bilateralnej umowy ekstradycyjnej te dwa państwa nigdy nie zawarły.

Obrońca w Tel Awiwie, który otrzyma do dyspozycji zrzuty ekranu z polskich forów pełnych antysemickich komentarzy pod artykułami o zondacrypto, dostanie w ręce materiał, o który w normalnych okolicznościach musiałby walczyć miesiącami — i który i tak rzadko byłby tak mocny. Teza obrony nie będzie brzmiała „mój klient jest niewinny” (to spór dowodowy, trudny do wygrania przy setkach pokrzywdzonych i śladzie pieniężnym). Teza obrony będzie brzmiała: „ten wniosek ekstradycyjny jest fragmentem polskiego resentymentu antyżydowskiego, co udowadnia publiczna debata wokół sprawy”. I pod tę tezę podłączy się przypis — zrzuty ekranu, datowane, z czytelnymi autorami.

Tak się obronę pisze od półwiecza. Każda antysemicka uwaga w komentarzu publicznym jest małą cegłą w murze, który potem trzeba będzie rozbić. Przy czym — i to jest kluczowe — obrońca nie musi udowadniać, że całe polskie postępowanie jest motywowane antysemityzmem. Wystarczy, że udowodni atmosferę, klimat, „reasonable apprehension”. Izraelski sąd, który i tak patrzy na dowody polskie z dystansem wpisanym w standard evidence sufficient, otrzyma kontekst, który nada dystansowi uzasadnienie.

Dodajmy do tego element drugorzędny, ale istotny: w Polsce samo podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym lub etnicznym stanowi przestępstwo z art. 256 § 1 k.k. Antysemicka uwaga pod artykułem prasowym to nie jest zatem wyłącznie problem strategiczny sprawy ekstradycyjnej — to jest też, przy dostatecznej intensywności, samodzielny czyn zabroniony. Pokrzywdzeni, którzy wyrażają frustrację w ten sposób, nie tylko osłabiają własną sprawę cywilną i karną, ale również narażają się na osobne postępowanie. Ten drugi skutek jest tylko dodatkowym kosztem; pierwszy jest zasadniczy.

Analogia, która chyba najlepiej to oddaje, jest następująca. Wyobraźmy sobie powoda, który pozywa bank o bezprawne zajęcie środków, a równocześnie chodzi po mieście z plakatem, na którym wypisuje, co myśli o pracownikach tego banku — językiem, którego w sądzie nie da się przytoczyć. Powód może mieć rację co do meritum. Może mieć dokumenty, świadków, ekspertyzy. Ale w chwili, gdy pełnomocnik banku zacznie czytać fragmenty plakatu na rozprawie, temat przestaje być o banku, a zaczyna być o powodzie. I tak sprawy się przegrywa.

Jest też druga warstwa, której nie sposób pominąć. Wśród pokrzywdzonych zondacrypto są, bez wątpienia, również osoby pochodzenia żydowskiego, Polacy-Żydzi, obywatele państwa izraelskiego mieszkający w Polsce. Osoby te zostały oszukane przez ten sam mechanizm, co wszyscy inni, i są pełnoprawnymi uczestnikami tej samej sprawy. Każda antysemicka uwaga w komentarzach publicznych uderza również w nich — współpokrzywdzonych, członków tej samej grupy pokrzywdzonych, z którą rzekomo solidaryzuje się komentujący. To obraz przegranej na wszystkich polach naraz: moralnym, strategicznym i wspólnotowym.

 

VI. Co robić zamiast tego

Z tej analizy wynika kilka konkretnych rekomendacji, które warto, by pokrzywdzeni i ich bliscy przyjęli do świadomości niezależnie od temperatury emocji.

Po pierwsze, należy bezwzględnie oddzielać osobę podejrzanego i jego czyny od jego obywatelstwa. Sprawa nie dotyczy „Żyda”, sprawa dotyczy konkretnej osoby lub osób oskarżonych o konkretny schemat oszustwa. Język pełnomocnictw, zawiadomień o przestępstwie, publicznych komentarzy powinien być precyzyjny: oskarżony X, podejrzany Y, zarzucany czyn Z. Nie „Izraelczyk”, nie „obywatel Izraela”, zwłaszcza nie przywołania etniczne. Izraelskie obywatelstwo jest elementem jurysdykcyjnym — wpływa na mechanikę ekstradycji — i w tej i tylko w tej roli ma znaczenie w dyskursie prawnym.

Po drugie, warto pilnować przestrzeni publicznej wokół sprawy. Kancelarie reprezentujące pokrzywdzonych mają nie tylko prawo, ale i interes, by reagować na pojawiające się pod artykułami komentarze noszące znamiona mowy nienawiści — poprzez zgłoszenia do platform, ewentualnie zawiadomienia w trybie DSA, i poprzez własną komunikację publiczną, która wyznacza ton. Nie chodzi o cenzurę. Chodzi o to, by linia obrony nie mogła potem zacytować kolaży screenów z polskiego internetu jako dowodu, że sprawa ma charakter etniczny.

Po trzecie, sama strategia postępowania karnego powinna być świadoma wymogów ekstradycyjnych od pierwszej strony zawiadomienia o przestępstwie. Kwalifikacja prawna musi spełniać wymóg dual criminality — polskie przestępstwa z art. 286 § 1, art. 294 § 1, art. 299 § 1 i 5 k.k., jak kwalifikuje je Prokuratura Regionalna w Katowicach, mają swoje ścisłe odpowiedniki w izraelskim kodeksie karnym: w szczególności w sekcji 415 kodeksu karnego, obejmującej oszustwo w okolicznościach kwalifikowanych (do siedmiu lat), oraz w Prohibition on Money Laundering Law 5760-2000, gdzie sekcja 3(a) przewiduje karę do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Materiał dowodowy zgromadzony przez polską prokuraturę powinien od początku być tworzony z myślą o tym, że zostanie przedstawiony izraelskiemu sądowi i oceniony według jego standardu — co oznacza wyraźne powiązanie poszczególnych transakcji z konkretnymi pokrzywdzonymi, spójną linię chain of custody wszystkich materiałów cyfrowych, i równoczesne zabezpieczenie aktywów w trybie Mutual Legal Assistance w Estonii, Monako, na Cyprze i w Szwajcarii.

Po czwarte — i to jest raczej uwaga do spokojnej refleksji niż postulat prawny — warto pamiętać, że izraelskie społeczeństwo jest w kwestii oszustw kryptowalutowych i binarnych podzielone. 23 października 2017 r. Kneset zakazał handlu opcjami binarnymi właśnie z powodu reputacyjnych strat, jakie sektor zadał państwu — obejmując zakazem także działalność wobec klientów zagranicznych. Lahav 433 zatrzymuje obywateli izraelskich za oszustwa wobec zagranicznych ofiar. Izraelscy prawnicy — wśród nich Nir i Gib Rotenberg, którzy bronili większości osób wydanych do Niemiec — prowadzą otwartą debatę publiczną o tym, gdzie kończy się ochrona obywatela, a zaczyna bezczynność wobec zorganizowanej przestępczości gospodarczej. Polscy pokrzywdzeni mają w Izraelu sojuszników — dziennikarzy, organizacje ofiar, prawników, którzy sami walczą o to, by państwo nie było postrzegane jako bezpieczna przystań. Ta sojusznicza warstwa znika w chwili, w której polski dyskurs publiczny zsuwa się w antysemityzm. Nic nie jednoczy izraelskiej opinii publicznej bardziej niż przekonanie, że wobec Żyda wymierzane jest uprzedzenie.

 

VII. Zakończenie

Mit, że „Izrael nie wydaje swoich”, pełni dziś funkcję, która nie ma wiele wspólnego z rzeczywistym stanem izraelskiego prawa. Pełni funkcję pocieszenia poznawczego — pozwala pogodzić się ze stratą, zamknąć temat, uniknąć wysiłku dochodzenia sprawiedliwości, który jest długi, kosztowny i niepewny. W tym sensie mit jest wygodny nie tylko dla tego, kto miałby być ścigany, ale także, paradoksalnie, dla tego, kto nie ma siły ścigać.

Prawo ekstradycyjne Izraela jest dziś normalnym prawem europejskim — z charakterystyczną ostrożnością dowodową, z filtrem Prokuratora Generalnego, z wymogiem gwarancji powrotu dla rezydenta — ale normalnym. Przestępstwa gospodarcze, w tym kryptowalutowe, są bez wyjątku ekstradowalne. Europejska Konwencja o Ekstradycji z 1957 r. obowiązuje między Polską a Izraelem. Working Arrangement między Europolem a izraelską policją z 2018 r. — choć w zakresie wymiany strategicznej, a nie pełnej współpracy operacyjnej — funkcjonuje. Postępowanie przygotowawcze w sprawie zondacrypto, wszczęte 17 kwietnia 2026 r. przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach, dotyczy szkody szacowanej obecnie na nie mniej niż 350 milionów złotych. Jeśli polska prokuratura wykona swoją robotę, a polscy pokrzywdzeni nie zniszczą jej własnymi rękami, sprawa zondacrypto nie musi zakończyć się wzruszeniem ramion.

Do pokrzywdzonych kieruję zatem prostą prośbę, która jest jednocześnie chłodną kalkulacją prawną: proszę nie dawać obronie broni, której sami jeszcze nie posiada. Każde zdanie wypowiedziane lub napisane przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące, będzie analizowane. Każdy ekran będzie zrzucany. Każdy komentarz będzie datowany. Jeśli ktoś ma ochotę wyrazić emocje — niech wyrazi je w formie, która sprawę wzmacnia, nie osłabia. Niech wyrazi je, składając zawiadomienie o przestępstwie. Niech wyrazi je, dostarczając pełnomocnikowi szczegóły transakcji. Niech wyrazi je, uczestnicząc w dokumentowaniu strat.

Proces sądowe to rzemiosło wymagające cierpliwości.