Ile dostaną pokrzywdzeni klienci Zonda?
- Jak sądy będą liczyć szkodę klientów zondacrypto — i dlaczego kwota w wyroku może być zupełnie inna niż liczba wyświetlana dziś na panelu?
- Kto patrzył w drugą stronę — i czy będzie musiał za to zapłacić?
Robert Nogacki · cykl „Zonda – Gdzie są Wasze pieniądze?”
I. Jak obliczyć wysokość szkody dla klientów Zonda?
Pytania, które zadają klienci zondacrypto, brzmią niemal zawsze tak samo, i przychodzą niemal zawsze w tej samej kolejności. Pierwsze: jak będziecie liczyć wysokość mojej szkody? Drugie: czy dostanę z powrotem moje bitcoiny, czy pieniądze? Trzecie, zadawane częściej szeptem niż mailem: ten zaniżony kurs wewnętrzny, który mi się wyświetlał, czy on jest wiążący?
Trzy pytania wyglądają jak jedno pytanie postawione z trzech stron. Pierwsze dotyczy metody pomiaru szkody. Drugie — formy zaspokojenia. Trzecie — daty wyceny i tego, kto tę datę wyznacza. Artykuł ten próbuje odpowiedzieć na wszystkie trzy, w kolejności, w jakiej klienci je zadają.
Zanim jednak przystąpimy do odpowiedzi, warto ujawnić wspólny mianownik tych trzech wątpliwości. Wszystkie trzy zakładają, że liczba wyświetlana na panelu aplikacji jest wyjściowym punktem kalkulacji — że cokolwiek się wydarzy w dalszych etapach postępowania, zacznie się od tamtej cyfry.
To założenie, najbardziej intuicyjne z możliwych, okaże się tym, które sąd — amerykański, estoński, polski, obojętne w jakim porządku — w pierwszej kolejności odłoży na bok.
Nie dlatego, że nie ufa klientowi. Dlatego, że nie ufa cyfrze.
W systemach, w których można drukować rzeczywistość księgową jednym ruchem zapisu w bazie danych, cyfra na ekranie nie jest dowodem – jest twierdzeniem giełdy o tym, co klient miał. Jak każde twierdzenie, podlega weryfikacji.
Ten artykuł jest o tym, jak sądy tę weryfikację przeprowadzają, i o trzech konsekwencjach, z których żadna nie jest optymistyczna. Po pierwsze: klient, który liczy swoje bitcoiny, zobaczy w wyroku ułamek tego, co zobaczyłby, licząc w złotych. Po drugie: wypłaty dokonane w ostatnich miesiącach – te, które wielu osobom wydają się bezpiecznie zakończone — mogą zostać cofnięte. Po trzecie: czas, w którym to wszystko się rozstrzygnie, mierzy się latami, nie miesiącami.
II. Kaprys oszusta
W grudniu 2008 roku Bernard Madoff przyznał się synom, że to, czym zarządzał przez trzydzieści kilka lat, nigdy nie było domem maklerskim, nigdy nie kupowało papierów wartościowych dla klientów, nigdy nie osiągnęło żadnego z zysków, które raportowało w comiesięcznych wyciągach. Straty, które pozostawił, szacowano początkowo na pięćdziesiąt, potem na sześćdziesiąt pięć miliardów dolarów. Irving Picard, powiernik wyznaczony przez Securities Investor Protection Corporation, miał przed sobą zadanie elementarne w brzmieniu i niewykonalne w praktyce: wypłacić klientom to, co im się należy. Problem zaczynał się w momencie, w którym trzeba było ustalić, co im się należy.
Istniały dwie drogi. Jedna opierała się na dokumencie, który klient otrzymywał co miesiąc — wyciągu rachunku inwestycyjnego. Drugi był arytmetyką przepływów: suma wpłat minus suma wypłat, cash in minus cash out. Pierwsza metoda dawała klientom to, w co wierzyli, że mają. Druga — to, co rzeczywiście stracili.
Picard wybrał drugą. Najbardziej zaufani klienci — ci, którzy przez dwadzieścia lat reinwestowali „zyski” i teraz mieli na wyciągach kilkanaście milionów dolarów — domagali się pierwszej. Sprawa przeszła przez Bankruptcy Court, Second Circuit, wreszcie na biurko Sądu Najwyższego, który odmówił przyjęcia petycji o certiorari. Securities Investor Protection Corporation v. Bernard L. Madoff Investment Securities LLC, 654 F.3d 229 (2d Cir. 2011), to orzeczenie, które definiuje do dziś amerykański sposób liczenia szkody w piramidach i schematach fractional reserve. Second Circuit uznał, że przyjęcie wartości z wyciągu „miałoby absurdalny skutek polegający na traktowaniu fikcyjnych i arbitralnie przypisanych zysków papierowych jako realnych i nadałoby moc prawną machinacjom Madoffa” (id. przy 235). Zdanie, które zapamiętałem: zastosowanie jakiejkolwiek metody innej niż net investment pozwoliłoby, żeby „kaprys oszusta kontrolował proces odplątywania oszustwa” (id.).
The whim of the defrauder. W całym amerykańskim orzecznictwie upadłościowym nie znam lepszego sformułowania tej zasady. Madoff wpisał te liczby. Madoff zdecydował, jacy klienci mają na koniec 2008 roku być bogaci, a jacy biedni. Liczby na wyciągach odzwierciedlały nie rzeczywistość, lecz wolę człowieka, który oszukiwał. Gdyby sąd uznał te liczby za podstawę wypłaty, zgodziłby się na to, żeby oszust po raz ostatni, z więzienia, zadecydował, jak dzieli się to, co po nim zostało.
Osiemnasty raport interim powiernika, złożony w listopadzie 2017 roku, pokazuje, do czego ta zasada prowadzi w praktyce. Do września 2017 roku Picard odzyskał lub uzgodnił odzyskanie ponad 12,7 miliarda dolarów — blisko siedemdziesiąt trzy procent zasady utraconej przez klientów zgłaszających roszczenia. Do lutego 2024 roku liczba ta urosła do ponad 14,5 miliarda dolarów, a doliczając niezwiązany z masą Madoff Victim Fund Departamentu Sprawiedliwości — łączna stopa zwrotu środków inwestorom przekroczyła 93 %. Jest to wynik bez precedensu w historii piramid finansowych. Jego bezpośrednią przyczyną — to zdanie czytelnik powinien podkreślić — było przyjęcie metody net investment, która pozwoliła Picardowi dochodzić zwrotu od klientów, którzy wypłacili więcej, niż wpłacili.
Wrócimy do tego wątku, bo on jest kluczowy dla zrozumienia własnej pozycji przez osoby, które w ostatnich miesiącach zdążyły z zondacrypto wypłacić środki i dziś odetchnęły z ulgą.
III. Trzy fikcje księgowe
Nie każda niewypłacalność giełdy kryptowalutowej jest tego samego gatunku. Z perspektywy klienta wyglądają identycznie —wypłata nie działa, support milczy — lecz z perspektywy prawa są to trzy różne warianty, rządzące się różnymi regułami zaspokojenia.
Pierwsza fikcja — lub, ściśle mówiąc, jej brak — to model rzeczywistego custody. Giełda kupuje dla klientów kryptoaktywa, przechowuje je w portfelach segregowanych, saldo księgowe odpowiada realnej pozycji on-chain. Niewypłacalność w tym modelu, gdy się zdarza, ma charakter operacyjny: włamanie do hot walletu, błąd zarządczy, pozew, który wyczerpał kapitał obrotowy. Klient jest właścicielem konkretnych monet, nie wierzycielem; roszczenie ma charakter windykacyjny, nie wierzytelnościowy. Stopy odzyskania sięgają dziewięćdziesięciu procent i więcej, horyzont mierzy się w miesiącach. Czysty wariant tego modelu pojawił się w historii rzadko; Coinbase Custody i kilka instytucjonalnych powiernictw europejskich mogłyby do niego pretendować, gdyby kiedykolwiek zbankrutowały — żadna z nich tego nie zrobiła.
Druga fikcja to fractional reserve. Giełda kupuje część kryptoaktywów dla klientów, część używa operacyjnie — pożycza podmiotom powiązanym, zastawia jako zabezpieczenie, inwestuje w produkty yield, pożycza market makerom dla zapewnienia płynności. Saldo na rachunku klienta nie odpowiada rzeczywistej pozycji on-chain. Dopóki wypłaty są mniejsze od nowych depozytów, model się domyka. Moment odwrócenia strumienia — panic run — jest momentem ujawnienia różnicy. W prawie amerykańskim kluczowym precedensem w tym modelu stała się decyzja sądu upadłościowego Southern District of New York w sprawie Celsiusa: sąd uznał, że regulamin z klauzulą „Accept” przenosił tytuł prawny do kryptoaktywów na spółkę w momencie depozytu. Klient nie był właścicielem swoich eterów — był niezabezpieczonym wierzycielem ogólnym z roszczeniem pieniężnym. Celsius zaspokoił tę klasę w 79% planu restrukturyzacyjnego; Voyager — około 35%; Genesis — 77% w in natura; BlockFi — po niespodziewanym zwrocie ze sprzedaży własnych roszczeń wobec FTX — zbliża się do 100% uznanych roszczeń liczonych w USD na datę wniosku. Rozrzut jest znaczny — od pojedynczych procent w pierwszych szacunkach BlockFi do pełnego nominalnego odzysku po clawbacku FTX — i pokazuje, że mediana dla tej klasy nie istnieje; każdy przypadek zależy od jakości aktywów, które zostały w masie, i od tego, co powiernik zdoła wyegzekwować od osób trzecich.
Trzecia fikcja to piramida. Depozyty klientów nie są w ogóle kupowane jako kryptoaktywa; saldo jest zapisem księgowym, wypłaty finansowane są z depozytów kolejnych klientów. QuadrigaCX jest w historii krypto najczystszym przykładem: po śmierci Geralda Cottena Ernst & Young jako nadzorca upadłościowy ustalił, że cold wallety deklarowane przez giełdę były puste miesiącami przed jego zgonem, a środki klientów Cotten przepuszczał przez własne konta osobiste. Stopa odzysku: około trzynastu procent. Horyzont: pięć lat i postępowanie jest wciąż otwarte.
Który z tych trzech modeli opisuje zondacrypto — to pytanie, na które z pełną odpowiedzialnością odpowiedzieć będzie można dopiero po zakończeniu postępowań prowadzonych przez Prokuraturę. Na podstawie publicznie dostępnych danych — sprawozdań finansowych BB Trade Estonia OÜ za 2022–2024, kwalifikowanej opinii audytora dotyczącej niemożności potwierdzenia custody kryptoaktywów o wartości 172 milionów euro, należności pożyczkowych rzędu 93,6 mln euro wobec podmiotu powiązanego bez zabezpieczenia, 99,7-procentowego osuszenia głównego hot walletu — najbardziej prawdopodobny jest model drugi z możliwym elementem trzeciego w okresie końcowym. Jest to diagnoza prawdopodobna, nie pewna. Dalsze akta śledztwa mogą ją potwierdzić, przesunąć lub odwrócić.
Dlaczego ta klasyfikacja ma znaczenie dla pojedynczego klienta — wyjaśni się za moment. Na razie warto przyjąć do wiadomości, że pierwsze kroki proceduralne (zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, przyłączenie do śledztwa, wniosek z art. 46 § 1 k.k.) są we wszystkich trzech modelach identyczne. Tożsamość ścieżek nie oznacza jednak tożsamości wyników.
IV. Dlaczego 119% czasami oznacza 25%
W październiku 2024 roku Delaware Bankruptcy Court zatwierdził plan restrukturyzacyjny FTX. Wierzyciele klasy „convenience” — drobni klienci detaliczni z roszczeniami do pięćdziesięciu tysięcy dolarów — mieli otrzymać 119% wartości uznanego roszczenia. Nagłówki CNBC ogłosiły triumf. Pokrzywdzeni klienci FTX nie mogli uwierzyć w swoje szczęście. Pierwsza w historii upadłość giełdy krypto, która zapłaciła więcej, niż była winna.
Potem zaczęto liczyć w bitcoinach.
W listopadzie 2022 roku, w dniu złożenia wniosku upadłościowego, BTC kosztował około szesnastu tysięcy dolarów. Plan FTX przewidywał wycenę roszczeń według kursu z tej daty. Klient, który trzymał na FTX jednego bitcoina, miał uznane roszczenie wartości mniej więcej szesnastu tysięcy dolarów. Gdy wypłata nastąpiła w 2025 roku, bitcoin kosztował około dziewięćdziesięciu tysięcy. Sto dziewiętnaście procent z szesnastu tysięcy daje około dziewiętnastu tysięcy dolarów. Dziewiętnaście tysięcy dolarów kupowało w 2025 roku 0,21 bitcoina. Realny odzysk: mniej więcej dwadzieścia dwa procent.
Ktoś, kto przeczyta to po raz pierwszy, ma prawo odczuć zdziwienie bliskie oburzeniu. Mechanizm, który to powoduje, wydaje się techniczny i powinien być techniczny — a jednak jego konsekwencje są moralnie ciężkie. Odpowiedź prawna ukrywa się w krótkim przepisie: 11 U.S.C. § 502(b) amerykańskiego Kodeksu upadłościowego nakazuje ustalać wartość roszczenia na datę złożenia wniosku upadłościowego. Data wniosku jest momentem zamrożenia cennika. Wszystko, co dzieje się potem — wzrost ceny aktywa bazowego, inflacja, nowe kontrakty na rynku terminowym — jest prawnie nieistotne.
Dla papierów wartościowych w walucie fiat zasada ta zwykle działa z grubsza sprawiedliwie. Dla aktywów, których wartość między datą wniosku a datą wypłaty może urosnąć pięciokrotnie, działa jak strzelba o zbyt szerokim polu rażenia.
Second Circuit miał okazję rozważyć argument analogiczny — choć w innym kontekście — w sprawie In re Bernard L. Madoff Investment Securities LLC, 779 F.3d 74 (2d Cir. 2015). Grupa poszkodowanych Madoffa domagała się time-based damages — waloryzacji roszczenia o inflację między datą wpłaty a datą wypłaty. Argumentowali, że pieniądze, które wpłacili w 1985 roku, warte były w 2015 roku wielokrotnie mniej; że system SIPA, pomijając ten czynnik, drugoplanowo karze ich za długość oszustwa. Argument był moralnie zrozumiały i prawnie przegrany. Sąd uznał, że „system SIPA wyklucza jako zasadę prawa korektę o inflację” (id. przy 80), a „korekta odsetkowa roszczeń net equity jest niedopuszczalna w ramach SIPA” (id. przy 83). Zasada stabilności daty wyceny wygrała z zasadą sprawiedliwości materialnej.
Dla klienta zondacrypto implikacja jest dwojaka. Po pierwsze, jeśli postępowanie toczyć się będzie w reżimie, który stosuje stabilizację daty wyceny analogiczną do § 502(b) i Time-Based Damages Decision, to klient trzymający dziś na zondacrypto jednego bitcoina wartego dziewięćdziesiąt cztery tysiące dolarów powinien przygotować się na to, że jego roszczenie zostanie ustalone według kursu z dnia wniosku upadłościowego BB Trade Estonia OÜ. Jeśli wniosek ten zostanie złożony w maju 2026 przy kursie, powiedzmy, siedemdziesięciu tysięcy — to ta liczba, a nie dzisiejsza, stanie się podstawą. Po drugie, i to jest bardziej subtelne: forma zaspokojenia jest zmienną logicznie odrębną od daty wyceny i warto o to wyraźnie walczyć.
Ilustruje to rozbieżność między Delaware (FTX) a Southern District of New York (Genesis). W sprawie Genesis sędzia Sean Lane przyjął podejście odmienne od FTX: zatwierdził zwrot aktywów in natura tam, gdzie było to wykonalne, uznając, że wierzyciele, którzy pożyczyli aktywa cyfrowe, powinni otrzymać aktywa cyfrowe. Mt. Gox — jeszcze drastyczniejszy przypadek — dziesięć lat po upadłości w 2024 roku rozpoczął dystrybucję bitcoinów, które zachowano w masie rehabilitacyjnej; wierzyciele, którzy pierwotnie stracili BTC przy kursie sześciuset dolarów, odzyskali część w naturze po kursie dziewięćdziesięciu tysięcy. Różnica forma zaspokojenia zrobiła więcej niż różnica stopy procentowej.
V. Paradoks zwycięzcy
Teraz o rzeczy, o której rozmawia się niechętnie, bo brzmi absurdalnie, a jednak prowadziła już — i poprowadzi — do pozwów, które zaskoczą osoby dziś uznające się za szczęściarzy.
Wyobraźmy sobie dwóch klientów zondacrypto. Klient A przyszedł w 2022 roku, wpłacił sto tysięcy złotych, nigdy nie wypłacał, dziś ma zablokowane saldo równoważne stu pięćdziesięciu tysiącom. Klient B przyszedł w 2019 roku, wpłacił pięćdziesiąt tysięcy, w 2024 wypłacił osiemdziesiąt, zostało mu na rachunku jeszcze trzydzieści — dziś zablokowane. W intuicji moralnej przeciętnego obserwatora obaj są ofiarami. Obaj działali w dobrej wierze. Obaj stracili dostęp do części środków. Różnica, jaka między nimi istnieje, jest kwestią czasu, nie charakteru.
W logice net investment, utrwalonej w orzecznictwie amerykańskim, klient B jest czymś innym niż klient A. Klient A jest net loserem — wpłacił sto, zostało mu zablokowane sto pięćdziesiąt, stracił realnie sto, na papierze pięćdziesiąt. Klient B jest net winnerem — wpłacił pięćdziesiąt, wypłacił osiemdziesiąt, zarobił trzydzieści; saldo zablokowane trzydziestu nie zmienia faktu, że jego wynik cash-to-cash jest dodatni. W systemie, w którym łączne wypłaty przekraczały łączne rzeczywiste rezerwy, trzydzieści tysięcy zarobionych przez klienta B było w istocie trzydziestoma tysiącami zabranych klientowi A.
W amerykańskim prawie upadłościowym daje to powiernikowi instrument o nazwie, która brzmi brutalnie i jest brutalna: clawback. Sekcja 548(a)(1) amerykańskiego Kodeksu upadłościowego pozwala powiernikowi unieważnić transfery dokonane z rzeczywistym zamiarem pokrzywdzenia wierzycieli — fraudulent transfers. W orzecznictwie wykształciła się doktryna Ponzi Scheme Presumption: jeśli sąd ustali, że podmiot prowadził schemat Ponziego, wszystkie wypłaty do inwestorów są domyślnie uznawane za oszukańcze, bo spółka była niewypłacalna od początku. Ciężar dowodowy przechodzi na beneficjenta, który musi wykazać good faith i value, żeby obronić się na gruncie § 548(c). Termin zaskarżenia: dwa lata wstecz od dnia wniosku; niektóre stanowe uniform fraudulent transfer acts rozszerzają do sześciu.
Polskie prawo upadłościowe ma podobną instytucję: Bezskuteczne w stosunku do masy upadłości są czynności prawne dokonane przez upadłego w ciągu roku przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, którymi rozporządził on swoim majątkiem, jeżeli dokonane zostały nieodpłatnie albo odpłatnie, ale wartość świadczenia upadłego przewyższa w rażącym stopniu wartość świadczenia otrzymanego przez upadłego lub zastrzeżonego dla upadłego lub dla osoby trzeciej.
W sprawie Madoffa Picard posłał tysiące pozwów przeciwko net winnerom, w tym fundacjom charytatywnym, funduszom hedgingowym i indywidualnym inwestorom, którzy w ostatnich dwóch latach przed upadkiem wypłacili kwoty przekraczające zasadę. Kilka największych spraw zakończyło się ugodą; suma ugody Jeffry’ego Picowera, jednego z największych net winnerów, wyniosła pięć miliardów dolarów na rzecz masy; JPMorgan zapłacił w 2014 roku łącznie 2,6 miliarda dolarów. Bezprecedensowa skuteczność Picarda — dziewięćdziesiąt trzy procent środków odzyskanych dla klientów wynikała przede wszystkim właśnie z tego: zwycięzcy netto zwrócili to, co zarobili kosztem przegranych netto.
Po ogłoszeniu upadłości Celsiusa i Voyagera tysiące klientów, którzy wypłacili środki w dziewięćdziesięciodniowym oknie przed wnioskiem, otrzymało listy żądające zwrotu — tzw. preference demand letters. Paradoks, który się z tego ujawnia, jest okrutny w swojej geometrii: jedyne, co klient mógłby zrobić, żeby uniknąć pozwu, byłoby nie wypłacić. Czyli zostać tam, gdzie ostatecznie i tak straciłby wszystko.
Prawo polskie, w hipotetycznym scenariuszu postępowania polskiego (który dla BB Trade Estonia nie jest scenariuszem głównym), operuje instrumentem actio Pauliana z art. 527 k.c. Klasyczny model skargi pauliańskiej wymaga trzech przesłanek: pokrzywdzenia wierzyciela, świadomości dłużnika, świadomości beneficjenta. Dla przeciętnego klienta, który po prostu wypłacił własne środki na własne konto, trzecia przesłanka jest trudna do wykazania — klient nie wie o stanie ksiąg giełdy, nie zna skali fractional reserve, nie ma powodu podejrzewać, że jego wypłata finansowana jest z depozytów innych. W praktyce polskiej skarga pauliańska jest instrumentem skutecznie stosowanym głównie wobec podmiotów powiązanych i wobec osób, które otrzymały świadczenia rażąco odbiegające od warunków rynkowych. Ryzyko clawbackowe dla polskiego klienta pod prawem polskim jest istotnie niższe niż pod prawem amerykańskim.
VI. Drugi front – odpowiedzialność instytucji finansowych
Istnieje w sprawach tego rodzaju wątek, który media omawiają rzadko, a który w sprawie Madoffa zapewnił klientom największe źródło środków: odpowiedzialność instytucji finansowych umożliwiających oszustwo.
Madoff nie prowadził swojej piramidy w próżni. Przez ponad dwadzieścia lat wszystkie przepływy Bernard L. Madoff Investment Securities LLC odbywały się przez jedno konto — tzw. 703 Account — w JPMorgan Chase. W memorandum opozycyjnym z 2011 roku Picard opisał rolę banku zdaniem, które chcę zacytować w oryginale:
Madoff needed a bank that was willing to assist in the daily operation of a Ponzi scheme on an unprecedented scale: to routinely enable billions of dollars to bounce back and forth between BLMIS and its customers with an evident lack of legitimate business purpose, to overlook the lack of securities trading, to decline to inquire into or report fictitious account activity, and to cloak the whole enterprise in the respectability of a renowned financial institution (Trustee’s Memorandum of Law, ECF No. 11-cv-00913, strona 1).
Sercem zarzutu był wewnętrzny memoriał JPMorgan, w którym bankierzy rozważali scenariusz, że Madoff prowadzi piramidę. Sformułowanie, jakiego użyli — Picard przywołał je w Amended Complaint ¶ 119 — brzmiało:
there is a well-known cloud over the head of Madoff and that his returns are speculated to be part of a Ponzi scheme.
Znamy, podejrzewamy, obserwujemy. Ten sam memoriał zawierał analizę kosztów-korzyści: bank obliczył, że żeby ewentualne oszustwo Madoffa wpłynęło na jego własny bilans, musiałoby przekroczyć trzy miliardy dolarów. Dopiero kiedy bank uznał, że jego ryzyko stało się zbyt duże, zredukował własne pozycje, pozostawiając pieniądze klientów na linii strzału.
Picard wytoczył JPMorgan roszczenia oparte na kilku niezależnych podstawach: knowing participation in breach of trust, aiding and abetting fraud, aiding and abetting breach of fiduciary duty, aiding and abetting conversion, unjust enrichment, fraud on the regulator — ten ostatni zarzut dotyczył niespełnienia obowiązków z Bank Secrecy Act, w tym niezłożenia suspicious activity report.
JPMorgan próbował się bronić, argumentując między innymi, że nie miał actual knowledge, a tylko podstawy do podejrzeń; powiernik odpowiedział doktryną conscious avoidance — świadomego unikania wiedzy, która w prawie Stanów Zjednoczonych traktowana jest jako ekwiwalent wiedzy rzeczywistej. Sprawa zakończyła się w 2014 roku ugodą: JPMorgan zapłacił około 2,6 miliarda dolarów w połączeniu z odrębnymi karami regulacyjnymi i odrębnym pozwem Departamentu Sprawiedliwości.
To jest drugi wymiar, którego w rozmowach o zondacrypto jeszcze nie ma. Pojawi się.
BB Trade Estonia OÜ prowadziła rachunki w konkretnych bankach. Korzystała z konkretnych procesorów płatności. Jej audytorem w okresach kluczowych był podmiot, który — jeśli kwalifikowana opinia za 2023 rok odzwierciedla realia — obserwował rozbieżności między deklarowanym custody a rzeczywistością i mimo to wydał opinie umożliwiające kontynuację działalności. Każdy z tych podmiotów — bank, processor, audytor — jest potencjalnym adresatem roszczeń analogicznych do tych, które Picard wytoczył JPMorgan. Warunkiem takich roszczeń jest wykazanie knowing participation lub conscious avoidance; materiał dowodowy do ich wykazania powstaje dziś, w toku śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę.
VII. Handel nadzieją
Jeszcze jeden szczegół z historii Stanforda. W styczniu 2025 roku, gdy SEC formalnie zamknęło sprawę Allena Stanforda, syndyk Ralph Janvey odzyskał dla poszkodowanych ponad 2,5 miliarda dolarów — mniej więcej jedną trzecią „piramidalnych” certyfikatów wartych 7,2 miliarda. Dla klientów, którzy przetrwali w upadłościpiętnaście lat, znaczyło to odzysk rzędu trzydziestu pięciu procent. Dla innych — zero.
Ta druga kategoria istniała, bo istniał rynek wtórny.
Podczas gdy sprawa ciągnęła się rok po roku, fundusze hedgingowe specjalizujące się w distressed debt kupowały roszczenia Stanforda od pokrzywdzonych za ułamek wartości nominalnej — w pierwszych latach za dziesięć do dwudziestu centów od dolara. Klient, który w 2012 roku, przymierzając się do kredytu hipotecznego i pilnie potrzebując gotówki, sprzedał roszczenie nominalnej wartości miliona dolarów za sześćdziesiąt tysięcy, stracił w 2024 roku dystrybucję trzystu pięćdziesięciu tysięcy.
Ta sama dynamika działała w FTX. Roszczenia FTX w 2023 roku sprzedawano na rynku wtórnym za dziesięć do piętnastu centów za dolara. Ludzie, którzy trzymali, w 2024 otrzymali 119% w USD. Ludzie, którzy sprzedali — stracili to, co zostało na stole.
Zondacrypto nie jest jeszcze w fazie, w której istniałby rynek wtórny roszczeń, ale pojawi się. Zwykle pojawia się wraz z pierwszymi sygnałami, że postępowanie będzie długie — czyli za kilka do kilkunastu miesięcy. Ofert będzie wiele, a każda będzie brzmiała korzystnie w relacji do niepewności, z którą klient wychodzi z kancelarii pełnomocnika. Dwadzieścia centów za dolara wydaje się absurdalne, dopóki niepewność nie trwa dwóch lat. Po dwóch latach zaczyna brzmieć jak wybawienie.
VIII. Podsumowanie
Co z tego wszystkiego wynika dla klienta, który dziś, w kwietniu 2026 roku, otwiera aplikację zondacrypto i widzi saldo, którego nie może ruszyć?
Wynika, po pierwsze, że liczba na panelu nie jest roszczeniem. Jest twierdzeniem spółki. Roszczenie zostanie policzone przez postępowanie, w którym pierwszym pytaniem będzie, ile rzeczywiście klient wpłacił i wypłacił, nie ile spółka zaksięgowała jako jego saldo.
Wynika, po drugie, że w warunkach trwałego wzrostu ceny bitcoina i etheru, różnica między stopą odzyskania nominalną a realną w aktywach bazowych może być znaczna — oraz że forma zaspokojenia (gotówkowa według kursu z dnia wniosku vs. in natura) jest zmienną procesową, o którą warto walczyć.
Wynika, po trzecie, że osoby, które w ostatnich miesiącach z zondacrypto zdążyły wypłacić środki, zasiadają nie na bezpiecznym brzegu, tylko w strefie, którą prawo upadłościowe nazywa zone of insolvency. Ich wypłaty, zwłaszcza po 10 marca 2026, są aktywem warunkowym, nie zakończonym.
Wynika, po czwarte, że istnieje drugi front — roszczenia wobec banków, processorów płatności i audytorów obsługujących BB Trade Estonia OÜ — który w najbardziej spektakularnych sprawach historycznych (Madoff, Stanford) zapewnił ogromne wpływy dla wierzycieli.
Saldo na panelu jest czyimś twierdzeniem. Roszczenie powstaje dopiero wtedy, kiedy zacznie Pan/Pani zachowywać się jak wierzyciel.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.