Skarb Państwa nie odpowie za Zondę

Skarb Państwa nie odpowie za Zondę

2026-04-22

Odpowiedzialność Skarbu Państwa w sprawach upadłości giełd kryptowalutowych. Praktyczne granice art. 417 k.c. w świetle doświadczeń procesowych oraz porównawczego tła europejskiego.

Robert Nogacki | Kancelaria Prawna Skarbiec

W pierwszych tygodniach po upadku dużej giełdy kryptowalutowej lub instytucji finansowej pokrzywdzeni regularnie słyszą od doradców tezę, która brzmi jak wyjście z zapaści: obok toru karnego i powództwa cywilnego przeciwko samej giełdzie pozostaje droga trzecia — powództwo odszkodowawcze przeciwko Skarbowi Państwa z art. 417 Kodeksu cywilnego, za zaniechanie nadzoru. Teza odpowiada na pytanie, które klient chce zadać najmocniej: od kogo realnie można coś odzyskać. Skarb Państwa jest zawsze wypłacalny. Pozywajmy zatem Skarb Państwa.

Problem w tym, że przepis, na który się tu powołujemy, o tej strategii nie słyszał.

Między konstrukcją prawną a jej wykonalnością w sali sądowej rozciąga się przestrzeń, którą przebywa się latami pracy dowodowej. Niniejszy artykuł wyjaśnia, co art. 417 k.c. daje pokrzywdzonym realnie, a nie tylko w warstwie deklaratywnej, i dlaczego w pierwszych tygodniach po kryzysie jest to droga teoretyczna, a nie strategiczna.

Perspektywa, z której wypowiadamy się na ten temat, nie jest wyłącznie doktrynalna. Kancelaria prowadzi od 2006 r. działania klientów WGI Domu Maklerskiego przeciwko Skarbowi Państwa w wątku zaniechań nadzoru ze strony Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Wniosek, który z tego doświadczenia wyciągamy, jest ostrożny: treść przepisu, komentarze, glosy i tezy sądów to jedno, a materiał dowodowy, z którego można w sali sądowej ułożyć tezę o zaniechaniu nadzoru nad konkretnym podmiotem w konkretnym momencie — to drugie. Pomiędzy nimi leżą lata intensywnej pracy procesowej, w trakcie których sprawa może się ułożyć albo nie ułożyć. Klient, który tego nie wie, może podjąć decyzje, których później nie da się cofnąć.

 

Konstrukcja przepisu i kumulatywne przesłanki

Art. 417 § 1 k.c. stanowi, że za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej odpowiedzialność ponosi Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego albo inna osoba prawna wykonująca tę władzę z mocy prawa.

Konstrukcja brzmi dla pokrzywdzonego atrakcyjnie. W praktyce procesowej jednak, aby uzyskać wyrok zasądzający, powód musi wykazać łącznie — kumulatywnie, nie alternatywnie — wszystkie przesłanki odpowiedzialności, a ciężar dowodu w całości spoczywa na nim na mocy art. 6 k.c. Każda z tych przesłanek stanowi w sprawie przeciwko organom nadzoru nad sektorem kryptowalutowym samodzielną trudność, a ich zbieg tworzy barierę, która w pierwszych tygodniach po upadku giełdy jest w praktyce niemożliwa do pokonania.

 

Przesłanka pierwsza: konkretne zaniechanie, konkretny organ, konkretny przepis

Pierwsza przeszkoda nie dotyczy tego, czy organy nadzoru mogły lepiej reagować, lecz tego, na jakiej podstawie prawnej miałyby to zrobić. Odpowiedzialność za zaniechanie powstaje co do zasady tylko wtedy, gdy organ nie podjął działania, do którego był zobowiązany na podstawie przepisu prawa przewidującego, na czym konkretnie to działanie miało polegać.

Stanowisko to Sąd Najwyższy sformułował wprost w wyroku z 8 maja 2014 r. (V CSK 349/13). Wskazano w nim, że odpowiedzialność odszkodowawcza państwa za zaniechanie zakłada istnienie przepisu, który określa, jakie konkretnie zachowanie organu miałoby zapobiec szkodzie. Jednocześnie w tym samym orzeczeniu Sąd Najwyższy pozostawił furtkę: wyjątkowo, „ze względu na tendencje rozwojowe prawa oraz aksjologię”, gdy przemawiają za tym szczególne okoliczności sprawy, szersze ujęcie odpowiedzialności za zaniechanie jest dopuszczalne. Jest to furtka wąska i wykorzystywana w orzecznictwie rzadko — na tyle rzadko, że budowanie na niej strategii procesowej byłoby nieodpowiedzialne wobec klienta.

Co to oznacza w sprawach dotyczących giełd kryptowalutowych? Argumentacja typu „KNF powinien był lepiej nadzorować rynek krypto” nie spełnia podstawowej przesłanki, bo formułuje obowiązek przez klauzulę ogólną, a nie przez wskazanie konkretnej normy ustawowej określającej, jakie działanie, w jakim momencie i w jakiej formie organ miał podjąć. Sąd nie jest od tego, żeby za powoda domyślać się, z jakiego przepisu wynikał obowiązek interwencji — to jest praca, którą powód musi wykonać przed wytoczeniem powództwa, nie w jego trakcie.

W sprawach, w których giełda ma siedzibę w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej i działa pod nadzorem tamtejszego regulatora — jak ma to miejsce w przypadku podmiotów estońskich świadczących usługi transgranicznie — do powyższej trudności dołącza jeszcze jedna. Polskie organy nadzoru nie mają ustawowej kompetencji do nadzoru nad zagraniczną spółką, co oznacza, że tezę o zaniechaniu polskiego organu trzeba by dopiero zbudować w realiach, w których kompetencja nadzorcza z przepisów polskich po prostu nie wynika. Można się spierać, czy powinna wynikać — ale z art. 417 k.c. odpowiada się za naruszenie prawa istniejącego, nie postulowanego.

 

Przesłanka druga: niezgodność z prawem, nie bezprawność cywilistyczna

Druga trudność dotyczy samej treści pojęcia „niezgodność z prawem” użytego w przepisie. Intuicja cywilnoprawna podpowiada, że chodzi tu o klasyczną bezprawność — naruszenie jakiejkolwiek normy, w tym zasad współżycia społecznego. Jest to intuicja myląca. Ustawodawca w art. 417 k.c. posłużył się pojęciem węższym, wzorowanym na art. 77 ust. 1 Konstytucji RP, i zrobił to świadomie: użycie innego terminu niż „bezprawność”, którym ustawodawca posługuje się np. w art. 24 § 1 k.c., wskazuje, że chodzi o coś innego niż tradycyjne, szerokie, cywilistyczne rozumienie tego pojęcia.

Sąd Najwyższy w wyroku z 7 listopada 2013 r. (V CSK 519/12) stwierdził wprost, że niezgodność z prawem oznacza naruszenie nakazu lub zakazu wynikającego tylko z normy prawnej, a nie z zasad współżycia społecznego. Linia ta jest w orzecznictwie utrwalona i utrzymuje się do dziś, choć pojawiają się orzeczenia, które ją niuansują (o czym dalej).

Dla pokrzywdzonego upadłością giełdy oznacza to rzecz konkretną. Sąd nie rozstrzygnie, czy nadzór działał dobrze czy źle — rozstrzygnie, czy organ nadzoru naruszył normę prawną regulującą jego kompetencję. Poczucie, że „coś tu od początku nie grało”, niezależnie od tego, jak powszechnie podzielane, nie jest podstawą odpowiedzialności z art. 417 k.c.

Warto zauważyć drobne pęknięcie w tej linii, choć pęknięcie to pozostaje na razie pojedynczym odchyleniem, a nie zmianą kierunku. W wyroku z 18 stycznia 2023 r. (II NSNc 51/23) Sąd Najwyższy uznał, że „konsekwentne hołdowanie wąskiemu rozumieniu bezprawności może istotnie ograniczyć możliwość skutecznego dochodzenia odszkodowania przez obywateli” i że dla ustalenia bezprawności „należy wziąć pod uwagę całokształt okoliczności danego przypadku”. Orzeczenie to otwiera możliwość szerszej wykładni w układach, w których wąskie rozumienie niezgodności z prawem prowadzi do rezultatów sprzecznych z konstytucyjnym prawem do wynagrodzenia szkody (art. 77 ust. 1 Konstytucji RP). Czy linia II NSNc 51/23 rozwinie się w stabilną tendencję, czy pozostanie jednostkowym wyjątkiem — dziś nie można rozstrzygnąć. Ostrożność nakazuje zakładać to drugie, a traktować to pierwsze jako nadzieję, nie strategię.

 

Przesłanka trzecia: adekwatny związek przyczynowy

Trzecia przesłanka przenosi problem z poziomu prawa na poziom dowodu. Art. 361 § 1 k.c. wymaga wykazania adekwatnego związku przyczynowego między zaniechaniem organu a konkretną szkodą pokrzywdzonego. W praktyce oznacza to konieczność udowodnienia, że gdyby konkretny organ podjął konkretne działanie w konkretnym momencie, to konkretny pokrzywdzony nie straciłby konkretnych środków.

W sprawach upadłości giełd kryptowalutowych taka rekonstrukcja jest szczególnie trudna z powodów chronologicznych i kompetencyjnych. Jeżeli postępowanie karne dotyczące mechanizmu upadłości wszczynane jest dopiero po zdarzeniu, to przypisanie polskiemu organowi obowiązku działania przed tym momentem wymaga wykazania, że organ już wcześniej miał — lub powinien mieć — wiedzę uzasadniającą interwencję. Jeżeli inne postępowania, na przykład antymonopolowe czy ochrony konsumentów, toczą się, ale kończą się co najwyżej decyzjami administracyjnymi, to nie mają one waloru uniemożliwiającego klientom zawieranie transakcji. Wreszcie jeżeli formalna kompetencja nadzorcza spoczywa na organie zagranicznym, to argumentacja o związku przyczynowym między zaniechaniem polskiego organu a szkodą napotyka barierę, której nie da się obejść samą retoryką.

Trzeba zatem wykazać, że konkretne działanie konkretnego polskiego organu, podjęte w konkretnym momencie przed utratą środków, fizycznie uniemożliwiłoby pokrzywdzonemu zawarcie transakcji z upadłą giełdą. Nie jest to niemożliwe do skonstruowania, ale jest to argumentacja, którą trzeba wymyślić, obronić w postępowaniu dowodowym i potwierdzić ustaleniami faktycznymi, które w pierwszych tygodniach po kryzysie jeszcze nie istnieją.

 

Bariera praktyczna: brak wymogu prejudykatu jako pułapka

Formalnie art. 417 k.c., w odróżnieniu od art. 417¹ k.c., nie wymaga prejudykatu. Teoretycznie pozwala zatem na samodzielne wystąpienie przeciwko Skarbowi Państwa bez wcześniejszego rozstrzygnięcia karnego czy administracyjnego. Brak wymogu prejudykatu wydaje się ułatwieniem — w praktyce będzie jednak pułapką.

Teoretyczna samodzielność nie jest bowiem tym samym co praktyczna wykonalność. Bez materiału dowodowego z postępowania karnego — aktu oskarżenia ustalającego mechanizm przestępstwa, zeznań świadków, opinii biegłych, dokumentów z pomocy prawnej od regulatorów zagranicznych — pokrzywdzony stojący przed sądem cywilnym musi samodzielnie udowodnić dwie rzeczy naraz: że w upadłej spółce doszło do zdarzeń uzasadniających interwencję nadzorczą oraz że polski organ nadzorczy wiedział lub powinien był wiedzieć o tych okolicznościach w momencie, w którym interwencji nie podjął.

Na salę sądową nie pójdziemy jednak uzbrojeni w wycinki z gazet i felietony z Internetu.

Samodzielne dowodzenie przestępstwa w sądzie cywilnym jest procesowo dopuszczalne, ale w praktyce ma nikłe szanse na powodzenie. Sąd cywilny, w odróżnieniu od karnego, nie dysponuje narzędziami śledczymi: nie zarządzi przeszukania, nie ma dostępu do wzajemnej pomocy prawnej w trybie karnym, nie zabezpieczy nośników informatycznych za granicą. Konstrukcja postępowania cywilnego zakłada, że fakty przestępcze zostały już ustalone w innym postępowaniu i sąd cywilny ocenia ich konsekwencje odszkodowawcze. Brak domniemania bezprawności potwierdził wyraźnie Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 15 marca 2017 r. (I ACa 2124/15): „Artykuł 417 § 1 KC nie statuuje bowiem domniemania bezprawności”. Przełożone na praktykę oznacza to, że każdy element stanu faktycznego uzasadniający odpowiedzialność Skarbu Państwa pozostaje na powodzie.

 

Szerokie tło porównawcze — dlaczego bariera istnieje także poza polskim porządkiem prawnym

Polskie ograniczenia odpowiedzialności nadzorczej państwa nie są anomalią. Są raczej lokalną wersją zjawiska obecnego w niemal wszystkich rozwiniętych porządkach prawnych: ustawodawca i sądy, konfrontowani z pytaniem, kto ma ponieść koszty upadku nadzorowanej instytucji finansowej, konsekwentnie wybierają odpowiedź ochronną dla budżetu państwa. Poniższy przegląd nie ma ambicji encyklopedycznej; pokazuje, że strategia oparta wyłącznie na pozywaniu państwa jest trudna wszędzie, a nie tylko w Warszawie. Wspomnienie o tym tle pełni podwójną funkcję: osadza polski problem w kontekście i zdejmuje z klienta przekonanie, że gdzie indziej byłoby łatwiej.

 

Niemcy — bariera ustawowa i spór, który zdefiniował kierunek

Paragraf 4 ust. 4 Finanzdienstleistungsaufsichtsgesetz (FinDAG) stanowi wyraźnie, że Bundesanstalt für Finanzdienstleistungsaufsicht (BaFin) wykonuje zadania nadzorcze wyłącznie w interesie publicznym. Skutek jest prosty: pokrzywdzony deponent nie jest adresatem normy, a więc nie jest podmiotem, któremu norma konferuje jakiekolwiek prawa.

Przepis ten nie powstał w próżni. Wprowadzono go po dwóch wyrokach Bundesgerichtshof z 1979 r. (sprawy Wetterstein i Herstatt), w których sąd dopuścił odpowiedzialność niemieckiego nadzoru bankowego wobec deponentów. Ustawodawca niemiecki zareagował nowelizacją Kreditwesengesetz w 1984 r., a w 2002 r. przeniósł tę konstrukcję do FinDAG. Z perspektywy doktrynalnej jest to decyzja legislacyjna, nie dogmatyczna — i jest świadoma.

W wyroku z 12 października 2004 r. w sprawie C-222/02 Peter Paul Trybunał Sprawiedliwości UE potwierdził zgodność takiego ograniczenia z prawem unijnym, o ile krajowy system gwarancji depozytów działa prawidłowo. Po skandalu Wirecard BGH w wyroku z 4 stycznia 2024 r. (III ZR 57/23) podtrzymał dotychczasową linię, a ofiary zbiorowych strat zostały pozostawione bez drogi odszkodowawczej przeciwko państwu — mimo że parlamentarna komisja śledcza Bundestagu udokumentowała rażące uchybienia BaFin, w tym ignorowanie sygnałów od sygnalistów, zakaz krótkiej sprzedaży akcji spółki następnie uznanej za zorganizowane przedsięwzięcie oszukańcze oraz składanie zawiadomień karnych przeciwko dziennikarzom śledczym Financial Times. Czterdzieści pięć lat od Wetterstein i Herstatt linia pozostaje zatem niewzruszona, wzmocniona najpierw ustawowo, potem przez Luksemburg, a wreszcie przez najwyższy sąd federalny.

 

Wielka Brytania — misfeasance in public office

Angielskie common law wyklucza odpowiedzialność organu nadzoru z tytułu zaniedbania w wykonywaniu funkcji ustawowych. Jedyną dostępną podstawą jest tort misfeasance in public office — który wymaga wykazania świadomie bezprawnego działania lub świadomego lekceważenia jego bezprawności, z ukierunkowaną złośliwością wobec powoda lub subiektywną świadomością prawdopodobieństwa szkody.

W sprawie Three Rivers District Council v. Bank of England, dotyczącej upadłości BCCI z 1991 r., ponad sześć tysięcy deponentów wytoczyło powództwo wobec Banku Anglii; po dwunastu latach postępowania i 256 dniach rozprawy likwidatorzy wycofali pozew. Próg misfeasance pozostaje do dziś praktycznie niemożliwy do pokonania — co potwierdza, że sama długość postępowania, nawet przy ogromnej liczbie powodów i dobrze uposażonych likwidatorach, nie wystarczy, żeby dźwignąć standard dowodowy. Jeśli nie udało się to im, trudno zakładać, że uda się indywidualnemu klientowi giełdy kryptowalutowej.

 

Szwajcaria — samoocena zamiast odpowiedzialności

Raport FINMA z grudnia 2023 r. o upadku Credit Suisse szczerze wymienia własne ograniczenia nadzorcze. FINMA stwierdziła, że w latach 2018–2022 przeprowadziła w Credit Suisse 108 kontroli na miejscu, zidentyfikowała 382 pozycje wymagające działań, z których 113 pozostawało nierozstrzygniętych, a mimo to bank upadł. Szwajcarskie prawo nie zna odpowiednika doktryny Francovich, a klauzula „interesu publicznego” chroni FINMA analogicznie do § 4 FinDAG. Żadne postępowanie odszkodowawcze przeciwko FINMA w związku z Credit Suisse nie zostało wszczęte. Raport pełni funkcję rozliczalności politycznej — nie prawnej.

 

Stany Zjednoczone — raporty zamiast roszczeń

Amerykański system reaguje na upadłości banków przez publiczne raporty agencji nadzorczych i Government Accountability Office. Po upadku Silicon Valley Bank w marcu 2023 r. Federal Reserve w raporcie z 28 kwietnia 2023 r. („Barr Review”) przyznał, że „supervisors failed to take forceful enough action” oraz że nadzór „did not work with sufficient force and urgency”. GAO w raporcie GAO-23-106736 dodało: „regulators identified concerns with both banks, but both banks were slow to mitigate the problems (…) and regulators did not escalate supervisory actions in time to prevent the failures”. Żaden z tych raportów nie generuje uprawnień odszkodowawczych deponentów wobec państwa — i żadne takie uprawnienia nie powstają w drodze sądowej, z uwagi na doktrynę discretionary function exception z Federal Tort Claims Act. Raporty są mechanizmem rozliczalności politycznej, nie prawnej. Wzór jest ten sam co w Europie, wyrażony innym językiem.

 

Unia Europejska — od Francovicha do Peter Paul

Historia tej linii orzeczniczej zasługuje na uważniejsze prześledzenie, bo dobrze oddaje, jak system prawa UE obchodzi się z odpowiedzialnością państwa za nadzór. W orzeczeniu C-6/90 i C-9/90 Francovich z 19 listopada 1991 r. Trybunał Sprawiedliwości UE sformułował zasadę, która otworzyła epokę: państwo członkowskie zobowiązane jest naprawić szkody wyrządzone jednostkom przez naruszenie prawa wspólnotowego, jeżeli spełnione są trzy przesłanki — (1) rezultat zamierzony w naruszonej normie obejmuje przyznanie jednostkom określonych uprawnień, (2) treść tych uprawnień da się określić na podstawie przepisu prawa UE, (3) istnieje związek przyczynowy między naruszeniem a szkodą. W kolejnych sprawach — zwłaszcza Brasserie du pêcheur i Factortame III (sprawy połączone C-46/93 i C-48/93) — Trybunał dodał czwarty wymóg: naruszenie musi być „wystarczająco poważne”, co w praktyce oznacza, że państwo w sposób oczywisty i rażący przekroczyło granice swojego uznania.

Na pierwszy rzut oka Francovich wygląda jak furtka otwarta dla poszkodowanego deponenta: skoro dyrektywy bankowe nakładają na państwa członkowskie obowiązki nadzorcze, to ich naruszenie powinno rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą. Praktyka sądowa pokazała, że furtka jest węższa, niż się wydawało.

W sprawach nadzorczych orzeczenie Peter Paul (C-222/02, wyrok pełnego składu z 12 października 2004 r.) praktycznie zamknęło tę drogę dla poszkodowanych deponentów. Stan faktyczny był klarowny: deponenci niemieckiego banku BVH Bank, który upadł w 1997 r. nie należąc do żadnego systemu gwarancji depozytów, pozwali państwo niemieckie za nienależyte wdrożenie dyrektywy 94/19/EWG o systemach gwarancji depozytów oraz za wadliwy nadzór bankowy. Trybunał uznał, że dyrektywy nadzorcze — ówczesne 77/780/EWG, 89/299/EWG i 89/646/EWG — nie przyznają deponentom praw, które mogłyby rodzić odpowiedzialność państwa na gruncie prawa wspólnotowego w razie wadliwego nadzoru, jeżeli rekompensata deponentów przewidziana w dyrektywie 94/19/EWG jest zapewniona (pkt 47–51 wyroku). Innymi słowy: ochrona wyczerpuje się w systemie gwarancji depozytów; poza nim poszkodowany nie ma roszczenia wobec państwa z tytułu samego nadzoru.

Uzasadnienie Trybunału było warunkowe — kluczowy zwrot „jeżeli rekompensata deponentów jest zapewniona” teoretycznie zostawia otwarte pytanie, co się dzieje, gdy państwo dyrektywy o gwarancjach nie wdroży należycie. W literaturze zwraca się uwagę, że Trybunał tej konsekwencji nie wyciągnął wprost (zob. M. Tison, „Do not attack the watchdog! Banking supervisor’s liability after Peter Paul”, Common Market Law Review 2005, nr 3), a argumentacja ETS opiera się częściowo na obserwacji, że różne państwa członkowskie wykluczają odpowiedzialność nadzoru — obserwacji, która w momencie wydawania wyroku była prawdziwa tylko wobec Niemiec, bo pozostałe państwa co najwyżej ograniczały odpowiedzialność, nie wyłączając jej całkowicie. Krytyka doktrynalna Peter Paul jest zatem silna. Praktyczny rezultat pozostaje jednak niewzruszony: po ponad dwudziestu latach od wyroku linia się utrzymuje i żaden sąd krajowy, żaden trybunał w Luksemburgu nie zdecydował się jej otworzyć.

 

Europejski Bank Centralny — Malacalza

Od listopada 2014 r. w ramach Single Supervisory Mechanism bezpośredni nadzór nad mniej więcej 125 „znaczącymi instytucjami” w strefie euro sprawuje Europejski Bank Centralny. Standard odpowiedzialności na podstawie art. 340 TFUE wymaga wykazania „wystarczająco poważnego naruszenia normy prawa Unii przyznającej prawa jednostkom” (Bergaderm) — w orzecznictwie oznacza to wymóg wykazania, że EBC „w sposób oczywisty i poważny przekroczył granice przysługującego mu uznania”. W wyroku Sądu UE z 5 czerwca 2024 r. w sprawie T-134/21 Malacalza Investimenti Srl i Vittorio Malacalza v. EBC powództwo akcjonariuszy Banca Carige o około 880 mln EUR zostało oddalone w całości. Sąd UE zastosował wprost logikę Peter Paul do poziomu ponadnarodowego — co oznacza, że architektura immunitetu nadzorczego została zreplikowana na szczeblu unijnym. Jeżeli ktoś spodziewał się, że poziom EBC zaoferuje deponentom i akcjonariuszom lepszą drogę niż poziom krajowy, to Malacalza te nadzieje zamknęła.

 

Holandia — SNS Reaal i zasada NCWO

Holandia pokazuje ścieżkę, która działa, ale działa nie w sferze nadzoru, lecz przymusowej restrukturyzacji (resolution). Po wywłaszczeniu akcjonariuszy i posiadaczy obligacji podporządkowanych SNS Reaal w lutym 2013 r. holenderski Sąd Najwyższy w wyroku z 21 kwietnia 2023 r. potwierdził przyznanie obligatariuszom odszkodowania około 805 mln EUR z odsetkami, na podstawie zasady no creditor worse off: wierzyciele nie mogą w przymusowej restrukturyzacji wyjść gorzej niż w zwykłej upadłości. To nie jest odpowiedzialność za zaniechanie nadzoru — to odpowiedzialność za różnicę między tym, co dostali w resolution, a tym, co dostaliby w postępowaniu upadłościowym. Zasada NCWO została wprowadzona także do prawa UE w art. 34 ust. 1 lit. g dyrektywy BRRD (2014/59/UE) i pozostaje jedną z realnych, wykonywalnych dróg dochodzenia roszczeń w wyniku upadłości instytucji finansowej. Uwaga jednak: w przypadku giełd kryptowalutowych ten mechanizm nie działa, bo giełdy kryptowalutowe nie są bankami i nie podlegają BRRD.

 

Polska na tle porównawczym

Polski art. 417 k.c., czytany literalnie, zapewnia pokrzywdzonemu pozornie łagodniejszy standard niż § 4 FinDAG czy angielskie misfeasance. Nie ma tu bowiem ani ustawowego immunitetu, ani wymogu wykazania świadomej bezprawności. Ciężar dowodu mieści się w ramach „niezgodności z prawem” i adekwatnego związku przyczynowego — teoretycznie łatwiej wykazalnego niż targeted malice.

Praktyka pokazuje jednak, że efekt jest podobny: wąska wykładnia pojęcia niezgodności z prawem, wymóg konkretnej normy kompetencyjnej przy zaniechaniu, brak domniemania bezprawnościoraz twardy rozkład ciężaru dowodu z art. 6 k.c. składają się na barierę porównywalną funkcjonalnie z barierami zagranicznymi. Różnica jest ta, że u nas bariera siedzi w wykładni, a nie w przepisie — co znaczy tyle, że w przypadku wyjątkowego układu faktów sąd może ją odsunąć.

Nie znaczy jednak, że takich układów jest wiele, ani że klient stojący dziś przed decyzją procesową powinien zakładać, iż jego sprawa w nich się znajdzie.

 

Co z tego wynika dla pokrzywdzonego na wczesnym etapie sprawy

Tor odpowiedzialności Skarbu Państwa z art. 417 k.c. nie jest fikcją. W odpowiednich realiach dowodowych, po uzyskaniu ustaleń faktycznych z postępowania karnego, może zakończyć się wyrokiem zasądzającym. Nie jest to jednak alternatywa dla toru karnego, jak sugerują niektóre doniesienia prasowe publikowane w pierwszych tygodniach po każdym dużym kryzysie rynkowym. Jest to potencjalne uzupełnienie toru karnego, otwierające się dopiero wtedy, gdy postępowanie karne przyniesie materiał pozwalający na zbudowanie argumentacji wobec polskiego organu nadzorczego.

Horyzont tego procesu liczy się w latach, a nie w miesiącach. W sprawie WGI pierwsze użyteczne ustalenia karne zapadły po kilkunastu latach od wszczęcia postępowania. Próba samodzielnego dochodzenia roszczeń od Skarbu Państwa na podstawie faktów znanych dziś, bez prejudycjalnego materiału karnego, kończy się niemal na pewno oddaleniem powództwa i obciążeniem pokrzywdzonego kosztami postępowania liczonymi od wartości przedmiotu sporu — a te, w sprawach giełd kryptowalutowych, bywają znaczne. Kosztów tych nikt potem nie zwróci, nawet jeśli w innym, równoległym postępowaniu uda się odzyskać część środków.

Dla klienta w pierwszych tygodniach po kryzysie oznacza to rekomendację jednoznaczną. Wartość procesową generuje dziś tor karny: zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, uzyskanie statusu pokrzywdzonego, reprezentacja w postępowaniu przygotowawczym, wniosek o zabezpieczenie majątkowe w trybie art. 291 k.p.k., a na etapie wyrokowania — wniosek o orzeczenie obowiązku naprawienia szkody na podstawie art. 46 § 1 k.k. To tam powstaną ustalenia, które za lata — być może — pozwolą na rozważenie kolejnych kroków, w tym powództwa cywilnego przeciwko Skarbowi Państwa, którego statio fisci w sprawach nadzoru nad rynkiem finansowym jest Komisja Nadzoru Finansowego (wcześniej Komisja Papierów Wartościowych i Giełd). Bez tych ustaleń rozmowa o odpowiedzialności nadzorczej państwa jest rozmową o piętrze budynku, na które nie wybudowano jeszcze schodów.

 

Uwaga końcowa o hierarchii decyzji

Każdy pokrzywdzony upadłością giełdy kryptowalutowej stoi przed tym samym pytaniem strategicznym: gdzie ulokować zasoby — czas, środki, cierpliwość — żeby maksymalizować szansę realnego odzyskania środków. Odpowiedź nie zawsze brzmi intuicyjnie. Droga, która w nagłówku prasowym wygląda najatrakcyjniej, bo oznacza pozwanie bogatego dłużnika, nie jest drogą, która w pierwszej fazie sprawy generuje jakąkolwiek wartość procesową. Droga, która wygląda skromniej — zawiadomienie o przestępstwie i cierpliwe budowanie pozycji pokrzywdzonego — jest tą, która warunkuje wszystko, co może wydarzyć się później.

Porządek działań jest zatem odwrotny, niż sugeruje intuicja. Najpierw tor karny, bo bez niego żadna inna droga nie ruszy. Potem, w miarę uzyskiwania ustaleń, można oceniać zasadność kolejnych kroków. Odpowiedzialność Skarbu Państwa z art. 417 k.c. może kiedyś stać się częścią tej strategii. Dziś, w pierwszych tygodniach po upadku, nie jest nią — i każdy, kto obiecuje inaczej, albo nie rozumie przepisu, albo nie prowadził takiego postępowania od wniesienia pozwu do wyroku. Kancelaria prowadziła. Dlatego piszemy o tym ostrożnie.