„Najwyższą formą sztuki wojennej jest pokonanie wroga bez walki” — pisał Sun Tzu dwa i pół tysiąca lat temu. W salach sądowych, w gabinetach urzędników, przy stołach negocjacyjnych ta prawda objawia się codziennie. Sprawy rozstrzygają się często na długo przed pierwszą rozprawą — w ciszy przygotowań, w wyborze strategii, w decyzji, komu powierzyć swoją sprawę.
Pełnomocnik procesowy a anatomia konfliktu
Carl von Clausewitz twierdził, że wojna jest kontynuacją polityki innymi środkami. Spór prawny jest kontynuacją konfliktu interesów środkami proceduralnymi. I podobnie jak na polu bitwy, tak w sądzie — zwycięża nie ten, kto ma rację, lecz ten, kto potrafi swoją rację udowodnić.
Clausewitz pisał też o „tarciu” — o tym, jak w warunkach konfliktu najprostsze rzeczy stają się niewiarygodnie trudne. Każdy, kto zetknął się z procedurą sądową lub administracyjną, zna to uczucie: gąszcz przepisów, terminy zawite, formalizmy pozornie oderwane od meritum sprawy. To tarcie pochłania energię, myli, zniechęca. Profesjonalny pełnomocnik procesowy nie eliminuje tarcia — on je przenosi na stronę przeciwną.
Psychologia sali sądowej
Erving Goffman opisywał życie społeczne jako teatr, w którym odgrywamy role przed różnymi widowniami. Sala sądowa jest teatrem o szczególnie wysokiej stawce. Sędzia, prokurator, pełnomocnicy, świadkowie — każdy wchodzi z własnym scenariuszem, własnymi oczekiwaniami, własnym zmęczeniem po trzeciej sprawie tego dnia.
Daniel Kahneman wykazał, że nawet sędziowie — ludzie przeszkoleni w racjonalnym myśleniu — ulegają heurystykom i błędom poznawczym. Słynne badanie izraelskich sędziów wykazało, że prawdopodobieństwo pozytywnej decyzji w sprawie warunkowego zwolnienia spadało niemal do zera tuż przed przerwą na posiłek, by po niej wrócić do około 65%. Głód sędziego może zaważyć na wyroku bardziej niż argumenty prawne.
Skuteczny pełnomocnik procesowy rozumie tę dynamikę. Wie, że percepcja kształtuje rzeczywistość procesową. Wie, kiedy budować narrację, a kiedy rozbijać narrację przeciwnika. Rozumie, że jeden celny argument podany we właściwym momencie waży więcej niż encyklopedia racji podana w złym.
Zastępstwo procesowe — strategia jako przewidywanie
Helmuth von Moltke Starszy mawiał: „Żaden plan nie przetrwa kontaktu z nieprzyjacielem.” Ale natychmiast dodawał, że planowanie jest mimo to niezbędne — nie po to, by trzymać się planu, lecz by rozumieć strukturę sytuacji na tyle głęboko, że można improwizować, gdy rzeczywistość wymknie się schematom.
Basil Liddell Hart rozwinął koncepcję „podejścia pośredniego” — ideę, że frontalny atak na silne pozycje przeciwnika jest najkosztowniejszą i najmniej skuteczną metodą. W praktyce prawnej oznacza to umiejętność znajdowania nieoczywistych ścieżek: argumentu, którego przeciwnik nie przewidział, precedensu, o którym zapomniał, słabości w jego pozycji, której sam nie dostrzega.
John Boyd, pilot myśliwski i teoretyk strategii, stworzył koncepcję pętli OODA: obserwacja, orientacja, decyzja, działanie. Wygrywał — twierdził Boyd — ten, kto przechodzi przez tę pętlę szybciej niż przeciwnik, dezorientując go i zmuszając do ciągłego reagowania zamiast działania. W sporze prawnym inicjatywa procesowa to właśnie zdolność do narzucania tempa, do bycia o krok przed przeciwnikiem, do zmuszania go do odpowiadania na nasze ruchy.
Ciężar samotnej walki
Izolacja jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi przełamywania oporu — wiedzą o tym przesłuchujący na całym świecie. Przedsiębiorca wezwany na kontrolę, oskarżony w postępowaniu karnym, strona w sporze cywilnym o wysokiej stawce — wszyscy doświadczają tej izolacji. Po jednej stronie aparat państwa lub doświadczony przeciwnik z zespołem prawników, po drugiej — człowiek sam ze swoją racją i poczuciem, że nikt nie rozumie jego sytuacji.
Zastępstwo procesowe to nie tylko reprezentacja prawna. To odzyskanie sprawczości w sytuacji, która sprawczość odbiera.
Pełnomocnik procesowy — moment, w którym wszystko się waży
Są chwile, gdy decyzja o profesjonalnej reprezentacji staje się oczywista: doręczenie aktu oskarżenia, postanowienie o wszczęciu kontroli, pozew o milionowe roszczenie. Ale często najważniejsze decyzje zapadają wcześniej — gdy sprawa jeszcze nie wybuchła, gdy konflikt dopiero narasta, gdy jest jeszcze czas na manewr.
Sun Tzu pisał: „Zwycięski wojownik najpierw wygrywa, a potem idzie na wojnę. Przegrany wojownik najpierw idzie na wojnę, a potem szuka zwycięstwa.” Najlepsze zastępstwo procesowe to takie, które sprawia, że do procesu w ogóle nie dochodzi. Że przeciwnik rezygnuje, widząc przygotowanie drugiej strony. Że spór zostaje rozwiązany w negocjacjach, na warunkach klienta, zanim eskaluje do sądu.
Ale gdy trzeba walczyć — trzeba walczyć z pełnym zaangażowaniem, z jasną strategią i determinacją, by iść do końca.
Zastępstwo procesowe — dlaczego my
Od 2006 roku stoimy po stronie przedsiębiorców i osób prywatnych w sprawach, które decydują o ich przyszłości. Nasz zespół — adwokaci, radcowie prawni, doradcy podatkowi — przez niemal dwie dekady reprezentował klientów w sporach z fiskusem, w postępowaniach karnych i karnych skarbowych, w negocjacjach o najwyższych stawkach, w sprawach transgranicznych łączących jurysdykcje i kultury prawne.
Wiemy, że wybór pełnomocnika procesowego to decyzja, która może zaważyć na wszystkim. Dlatego nie obiecujemy łatwych zwycięstw. Obiecujemy przygotowanie, doświadczenie i walkę o sprawę klienta tak, jakby była naszą własną.
„Amatorzy rozmawiają o strategii. Profesjonaliści rozmawiają o logistyce” — mówi wojskowe powiedzenie. My rozmawiamy o obu. Bo w sprawach, które decydują o przyszłości, nie ma miejsca na amatorów.