Zakaz nudyfikacji AI: xAI kontra Minnesota. Prezydent w basenie jako dowód w sprawie o deepfake’i
Pierwszego maja 2026 roku Donald Trump opublikował na Truth Social zdjęcie, na którym wraz z J.D. Vance’em, Marco Rubio i Dougiem Burgumem zażywa kąpieli w Sadzawce Odbijającej na National Mall, z monumentem Waszyngtona w tle. Panowie bez koszul, prezydent unosi kciuk, obok pozuje nieznana, być może w ogóle nieistniejąca kobieta w bikini. Grafikę wygenerowała oczywiście sztuczna inteligencja, a żart dotyczył przeciągającego się remontu National Mall. Trzy miesiące później ten sam obrazek trafił do akt sądu federalnego w Saint Paul jako sztandarowy przykład w pozwie spółki Elona Muska przeciwko stanowi Minnesota. Teza pozwu jest prosta: skoro nowe prawo stanowe każe karać dostawcę narzędzia za każdy wygenerowany wizerunek odsłaniający „części intymne”, to obejmuje także prezydencki mem; a prawo, które nie umie odróżnić satyry od krzywdy, nie przetrwa zderzenia z pierwszą poprawką.
Sprawa X.AI LLC przeciwko Keithowi Ellisonowi, prokuratorowi generalnemu Minnesoty (D. Minn., sygn. 0:26-cv-03425), to pierwszy w Stanach Zjednoczonych test ustawy zakazującej „nudyfikacji”, czyli rozbierania ludzi algorytmem. Ustawę HF 1606 podpisano 7 maja 2026 roku, w życie weszła 1 sierpnia. xAI pozwało 27 lipca, a 31 lipca sędzia Donovan Frank, nominat jeszcze Billa Clintona, odmówił wstrzymania ustawy w trybie natychmiastowym: nie dlatego, że powód nie ma racji, lecz dlatego, że zwlekał niemal trzy miesiące od podpisania ustawy i złożył wniosek o wstrzymanie na trzy dni przed jej wejściem w życie, co źle świadczy o deklarowanej pilności. 19 sierpnia odbyła się rozprawa o zabezpieczenie na czas procesu; sąd zapowiedział szybkie rozstrzygnięcie. Dzień wcześniej do sprawy wszedł rząd federalny, składając na podstawie 28 U.S.C. § 517 stanowisko, które formalnie nie popiera żadnej strony, a praktycznie sekunduje Muskowi.
Regulacje prawne nudyfikacji AI
Przepis, o który toczy się spór (Minn. Stat. § 325E.91), nie karze użytkownika, który tworzy obraz, ani nikogo, kto go rozpowszechnia. Karze właściciela strony, aplikacji lub programu za samo dopuszczenie do tego, by użytkownik „znudyfikował” obraz albo wideo, oraz każdego, kto taką usługę reklamuje. „Nudyfikacja” oznacza wygenerowanie lub przerobienie obrazu tak, by przedstawiał „część intymną” rozpoznawalnej osoby, której nie było w oryginale, i to na tyle realistycznie, że rozsądny odbiorca uzna ją za prawdziwą. Definicję „części intymnej” legislatura zapożyczyła z przepisu o przestępstwach seksualnych (Minn. Stat. § 609.341 subd. 5), pisanego dla niechcianego dotyku, nie dla obrazów: obejmuje ona genitalia i pachwiny, ale też wewnętrzną stronę uda, pośladki i pierś, także męską. Stąd argument xAI, że pod ustawę podpada mężczyzna bez koszuli, pływak w kąpielówkach i polityk w szortach; w aktach obok prezydenta w basenie figuruje jeszcze satyryczny obrazek byłego i urzędującego gubernatora w pojedynku sumo.
Sankcje są bezprecedensowe: do 500 tysięcy dolarów kary cywilnej za każde pojedyncze użycie usługi, do tego prywatne powództwa osób przedstawionych, z odszkodowaniem do trzykrotności szkody, odszkodowaniem punitywnym i zwrotem kosztów. Prosty rachunek z pozwu: sto tysięcy zakwestionowanych obrazów to ekspozycja rzędu 50 miliardów dolarów. Ustawa nie pyta przy tym o nic więcej. Nie wymaga braku zgody osoby przedstawionej, winy ani choćby wiedzy dostawcy, ani rozpowszechnienia obrazu; nie zna wyjątków dla sztuki, satyry, nauki czy medycyny; nie przewiduje żadnej przystani dla dostawcy, który takich treści zakazuje i filtruje je w dobrej wierze. Odpowiedzialność jest obiektywna: liczy się wyłącznie to, czy użytkownikowi się udało.
Jedyny wyjątek jest znamienny: zakaz nie obejmuje narzędzi wymagających „umiejętności technicznych” użytkownika. Wprawny grafik może więc legalnie wykonać w Photoshopie to, za co dostawca narzędzia obsługiwanego zwykłym poleceniem tekstowym zapłaci pół miliona. Ten paradoks nie jest przeoczeniem, lecz istotą regulacji: Minnesota nie zakazuje obrazu, zakazuje łatwości jego uzyskania. Z perspektywy nauk behawioralnych to klasyczna polityka tarcia: drobne przeszkody potrafią radykalnie ograniczyć skalę zachowań niepożądanych i należy to do najlepiej udokumentowanych prawidłowości psychologii stosowanej. Kłopot w tym, że amerykańska doktryna konstytucyjna nie zna kategorii „mowy zbyt łatwej”.
Najmocniejsza karta Minnesoty
Rzetelna analiza zaczyna się od najsilniejszego argumentu przeciwnika, a Minnesota ma argument poważny. Na rozprawie pełnomocniczka stanu Janine Kimble opisała, dlaczego ściganie sprawców po fakcie jest w praktyce iluzją: obraz musi zostać przez kogoś zauważony i zgłoszony, musi dać się odnaleźć, jego twórca musi być człowiekiem, dać się zidentyfikować i podlegać jurysdykcji sądu albo ekstradycji. Każde ogniwo tego łańcucha zawodzi osobno, a razem zawodzą niemal zawsze. Stan powołuje przy tym badania, wedle których około 95 procent deepfake’ów to niekonsensualne treści seksualne przedstawiające realne osoby, w przygniatającej większości kobiety. Skoro standardowym użyciem technologii jest krzywda, argumentuje Minnesota, regulować trzeba technologię, a nie gonić za milionami plików.
Najciekawsze, że koronnych dowodów dostarcza stanowi sam powód. xAI chwali się w pozwie, że w samym 2026 roku zawiesiło ponad 50 tysięcy kont i złożyło ponad 70 tysięcy zawiadomień do amerykańskiego centrum do spraw dzieci zaginionych i wykorzystywanych, co przyniosło co najmniej 244 aresztowania. Dla firmy to dowód staranności; dla stanu dowód skali. Regulamin zakazuje, użytkownicy robią swoje, a maszyna, wedle własnych triumfalnych rachub Muska z pierwszych dni po sierpniowej premierze 2025 roku, produkowała 20 milionów obrazów jednego dnia. Przy takim wolumenie nawet promil nadużyć oznacza lawinę, a zapowiedź zawieszenia konta brzmi jak mandat wysyłany w ślad za lawiną.
Jest wreszcie argument psychologiczny, którego stan dotyka intuicyjnie. Badania nad przemocą wizerunkową, prowadzone między innymi przez Clare McGlynn, Nicolę Henry i Anastasię Powell, pokazują u ofiar skutki porównywalne z następstwami przemocy seksualnej: lęk, wstyd, wycofanie społeczne, utratę zaufania. Sztuczność obrazu krzywdy nie znosi, bo społeczne spojrzenie nie sprawdza metadanych pliku; ofiara traci kontrolę nad własnym publicznym obrazem, a wraz z nią elementarne poczucie bezpieczeństwa: nigdy już nie wie, kto co widział i w co uwierzył. Szkoda powstaje więc w chwili wytworzenia, nie dopiero publikacji. Co znamienne, legislatura wpisała tę psychologię wprost w definicję: karalna jest tylko podróbka na tyle realistyczna, by rozsądny człowiek w nią uwierzył. Krzywda rośnie wraz z wiarygodnością i przepis mierzy dokładnie to. Podobną wewnętrzną logikę ma odmowa wyjątku dla obrazów tworzonych za zgodą: skoro zgody nie sposób zweryfikować z góry, każdy wyjątek staje się instrukcją obejścia. Tak rozumują wszystkie reżimy „prekursorowe”, od chemikaliów po broń: gdy weryfikacja jest kosztowna, prawodawca sięga po zakaz per se. Ceną jest zawsze nadmiar.
Dlaczego stan mimo to przegra
Pewne jest jedno: w obecnym brzmieniu HF 1606 to konstytucyjnie najłatwiejszy cel, jaki można było wystawić. Żeby stwierdzić naruszenie, organ musi obejrzeć obraz i ocenić, co przedstawia, a to podręcznikowa cecha regulacji treściowej (Reed v. Town of Gilbert, 2015), poddawanej najsurowszemu testowi „strict scrutiny”, na tyle wymagającemu, że Sąd Najwyższy, oceniając w zeszłym roku teksańską ustawę o weryfikacji wieku, wolał sięgnąć po standard łagodniejszy, niż go stosować (Free Speech Coalition v. Paxton, 2025). Minnesota broni się, że reguluje technologię, nie treść; pełnomocnik xAI odpowiedział na rozprawie, że to gra słów, skoro zakaz uruchamia wyłącznie to, co widać na obrazku.
Zakres regulacji jest nadzwyczaj szeroki, bo obejmuje przedstawienia, które nagością nie są w żadnym potocznym sensie; pół wieku temu Sąd Najwyższy uchylił z podobnego powodu zakaz wyświetlania w kinach samochodowych filmów ukazujących odsłonięte pośladki lub piersi, wytykając, że objąłby i pośladki niemowlęcia, i nagie ciało ofiary wojny (Erznoznik v. City of Jacksonville, 1975). Nie zawiera elementu winy, choć orzecznictwo wymaga subiektywnego nastawienia sprawcy nawet przy najmniej chronionych kategoriach wypowiedzi (Counterman v. Colorado, 2023), a Ósmy Okręg, federalny sąd apelacyjny właściwy dla Minnesoty, orzekł wprost już w 1992 roku, w sprawie Video Software Dealers Association v. Webster, że przepis mrożący wolność słowa musi zawierać przesłankę wiedzy. Nie wymaga rozpowszechnienia: karze samo wytworzenie, także obrazu nigdy nikomu niepokazanego i natychmiast skasowanego, a zakazywać ekspresji dlatego, że kiedyś mogłaby posłużyć przestępstwu, konstytucja nie pozwala (Ashcroft v. Free Speech Coalition, 2002). Istnieją wreszcie środki łagodniejsze, i to nie hipotetyczne: własne prawo Minnesoty penalizuje świadome, niekonsensualne rozpowszechnianie intymnych deepfake’ów, a federalny TAKE IT DOWN Act z 2025 roku robi to samo w skali kraju, z wąską definicją anatomiczną, przesłankami winy, braku zgody i rozpowszechnienia, wyjątkami dla spraw publicznych, medycyny i nauki oraz obowiązkiem usunięcia zgłoszonego obrazu w 48 godzin. Przy strict scrutiny to stan musi wykazać, że te narzędzia nie wystarczą; trudno o cięższy dowód.
Co gorsza dla Minnesoty, szerokość ustawy nie była wypadkiem przy pracy. Pierwotny projekt odsyłał do wąskiej definicji z własnej stanowej ustawy o deepfake’ach; legislatura miała ją na stole i świadomie wybrała szerszą, a główna sponsorka, pytana w komisji o objęcie obrazów konsensualnych, odparła, że to zamierzone. W amerykańskiej gramatyce konstytucyjnej takie zdanie zamyka dyskusję o zawężającej wykładni.
Prognoza, prawdopodobna, choć nie pewna: sędzia Frank zablokuje egzekwowanie ustawy co najmniej wobec xAI. Lipcowa odmowa nie mówi nic o meritum; była rozstrzygnięciem o pilności, nie o racji, i typowym przejawem sędziowskiej ostrożności: lepiej rozpoznać sprawę porządnie w trybie przyspieszonym, niż w 48 godzin dać materiał do uchylenia. Sam pełnomocnik xAI zbudował zresztą legislaturze złoty most: ustawa przeszła jednogłośnie, mówił, i węższa również przejdzie jednogłośnie. Zaokrąglił życzliwie, bo w Izbie padł jeden głos przeciw, w Senacie żaden, choć arytmetyki zaproszenia korekta nie zmienia. To nie wypowiedzenie wojny, to zaproszenie do poprawki.
Waszyngton po stronie Muska
Stanowisko Departamentu Sprawiedliwości, złożone w przeddzień rozprawy, warto czytać powoli, bo więcej w nim polityki przemysłowej niż prawa konstytucyjnego. Prawo federalne jest, jak czytamy, starannie skalibrowane, ustawa Minnesoty sięga szerzej i grozi paraliżem branży, a Ameryka znajduje się w wyścigu z przeciwnikami o dominację w sztucznej inteligencji; przywołano prezydencki dekret o jednym ogólnokrajowym standardzie zamiast pięćdziesięciu rozbieżnych reżimów stanowych oraz styczniowe memorandum powołujące w DOJ specjalną grupę procesową do zwalczania stanowych regulacji AI. Ironia jest wyraźna: ta sama administracja rok wcześniej z dumą podpisywała TAKE IT DOWN Act i zbierała za to ponadpartyjne pochwały. Sprzeczności w tym jednak nie ma, jest hierarchia: ochrona ofiar tak, byle nie kosztem czempionów narodowych. Kto pyta cui bono, znajdzie odpowiedź na pierwszych stronach stanowiska: bezpieczeństwo narodowe i gospodarcze. Dla pozostałych czterdziestu dziewięciu stanów to czytelny sygnał, że każdy, kto zechce uregulować modele generatywne ostrzej niż Kongres, spotka w sądzie nie tylko wielką technologię, ale i własny rząd.
Warto też odnotować, czego w pozwie nie ma. xAI nie sięgnęło po section 230, tarczę chroniącą platformy przed odpowiedzialnością za cudze treści, choć ustawa Minnesoty wprost deklaruje, że przepisu tego nie narusza. To zapewne wybór przemyślany: zasłona z section 230 wymagałaby tezy, że obrazy tworzy ktoś inny, co podważałoby główną narrację o własnej ekspresji powoda i narzędziu mowy, a stosowalność tej tarczy do wytworów modeli, które treść współtworzą, jest w doktrynie mocno wątpliwa. Proces pozostaje więc czystym testem pytania, które zdefiniuje dekadę: czyją mową jest wynik pracy modelu i kto za niego odpowiada. Gdyby Minnesota mogła karać dostawcę za każdy obraz, inne stany mogłyby jutro karać za każdą zniesławiającą halucynację i każdą błędną poradę medyczną. O to, nie o memy, toczy się ta gra.
Niewiarygodny narrator
Musk występuje w tym sporze w roli, którą uprawia od lat: obrońcy cywilizacji przed cenzorami, głosiciela odrodzenia rodziny i dzietności, sojusznika twardej prawicy po obu stronach Atlantyku. W sądzie mówi językiem wolności ekspresji, satyry i sztuki. Między amboną a pozwem stoi jednak produkt. Grok Imagine zadebiutował latem 2025 roku z trybem o wdzięcznej nazwie „spicy”; reporterka The Verge opisała, jak przy pierwszym użyciu, z niewinnego promptu o festiwalu muzycznym, narzędzie bez proszenia wygenerowało jej roznegliżowane wideo z Taylor Swift. Na przełomie grudnia i stycznia przyszła fala rozbierania na życzenie zdjęć realnych kobiet, a według badaczy także dzieci, publikowanych wprost w odpowiedziach na platformie X: ponad 4,4 miliona obrazów w dziewięć dni według obliczeń New York Timesa, z czego co najmniej 1,8 miliona zseksualizowanych przy liczeniu ostrożnym; model statystyczny organizacji Center for Countering Digital Hate oszacował pulę zseksualizowanych na nieco ponad trzy miliony. Malezja i Indonezja zablokowały Groka, prokurator generalny Kalifornii wszczął śledztwo, brytyjski regulator również, a Komisja Europejska nakazała X zabezpieczenie wewnętrznych dokumentów. Pierwszą reakcją na pytania dziennikarzy było firmowe hasło o kłamstwach starych mediów; dopiero w połowie stycznia xAI ograniczyło edycję wizerunków realnych osób i zapowiedziało blokady geograficzne tam, gdzie wymaga tego prawo. Chronologia jest wymowna: senacka komisja w Minnesocie debatowała nad HF 1606 w lutym, głosowania zapadły w drugiej połowie kwietnia. Można zasadnie przypuszczać, że ustawa, którą xAI dziś skarży, przeszła niemal jednogłośnie w dużej mierze dzięki Grokowi.
Psychologia języka robi tu robotę, którą Albert Bandura nazwał moralnym rozprzężeniem. „Spicy” brzmi jak przyprawa, nie jak pornografia z cudzą twarzą; odpowiedzialność rozprasza się między użytkownika, który tylko wpisał polecenie, model, który się pomylił, i regulamin, który przecież zakazywał. Firmowe liczby, w pozwie podane jako dowód czujności, czytane od drugiej strony są rachunkiem sumienia: 70 tysięcy zawiadomień o podejrzewanych materiałach krzywdzących dzieci w siedem miesięcy to nie statystyka moderacji, to statystyka produktu. Musk pozwał nawet własnego użytkownika za obejście zabezpieczeń; gest efektowny i być może szczery, ale wpisany w znajomy skrypt, w którym winne jest zawsze zgniłe jabłko, nigdy sad.
Ten styl życia publicznego ma swoją nazwę i pochodzi ona z wrestlingu, dyscypliny, w której prezydent zasiada, dosłownie, w galerii sław. Kayfabe to konwencja, w której wyreżyserowany konflikt odgrywa się jak prawdziwy, choć wszyscy na wpół wiedzą swoje; przyjemność nie polega na byciu oszukanym, lecz na wspólnym mrugnięciu. Czytana jako kayfabe, fabuła sezonu składa się sama: prezydent publikuje syntetyczne ciało, którego nie ma, w sadzawce, której nie naprawił; moralista rodziny sprzedaje przycisk z napisem „spicy”; Departament Sprawiedliwości składa pismo, że nie popiera żadnej strony, w przeddzień poparcia jednej z nich. Nic z tego nie jest dokładnie kłamstwem, bo kłamstwo wymaga mówcy, któremu zależy, by mu uwierzono. Harry Frankfurt zarezerwował dla mowy obojętnej na prawdę słowo dosadniejsze, po polsku wydane jako „O wciskaniu kitu”, i właśnie tę obojętność model generatywny uprzemysławia: płynne twierdzenie, za którym nie stoi nikt, kto cokolwiek ma na myśli. Pierwsza poprawka od dawna wie, co zrobić z kłamcą i z satyrykiem. Nigdy dotąd nie pytano jej, co zrobić z autorem, który niczego nie stawia na szali własnej wiarygodności.
Jest wszakże jedno pomieszczenie, w którym kayfabe umiera, i Musk właśnie do niego wszedł. Pismo procesowe to akt performatywny w najstarszym prawniczym sensie: podpis pełnomocnika poświadcza sądowi twierdzenia strony. Żeby wygrać, xAI musiało oświadczyć do protokołu, że wytwory Groka są wypowiedzią chronioną, a samo narzędzie instrumentem własnej mowy spółki. Przedstawienie wymaga tej tezy, a teza przeżyje przedstawienie: wyceni każdą przyszłą halucynację, o czym była już mowa, w salach, gdzie pierwsza poprawka da znacznie mniej osłony. Taka jest cicha cena teatru prowadzonego przez pozwy: scenariusz zostaje urzędowo poświadczony. I to ona, lepiej niż hipokryzja, tłumaczy głębszą niespójność obozu: ta sama koalicja, która ubiegłego lata klaskała, gdy przetrwała teksańska ustawa o weryfikacji wieku, dziś w Saint Paul recytuje Ashcrofta, bo przywiązanie nigdy nie dotyczyło zasady mowy, tylko listy mówców. Wrestling i na to ma słowo: niezależnie od fabuły wynik jest ustawiony, zanim zabrzmi gong. Prezydencki żart, złożony do akt jako dowód koronny, odgrywa tym samym ostatnią rolę: żywej tarczy z pikseli.
Uczciwość każe dopisać dwie rzeczy. Po pierwsze, obecne zabezpieczenia xAI wydają się realne i nie odbiegają od standardu branży, a część zarzutów wobec ustawy podniósłby każdy dostawca narzędzi generatywnych. Po drugie, hipokryzja powoda nie czyni ustawy konstytucyjną i sąd słusznie pozostanie na nią głuchy. Opinia publiczna nie ma jednak obowiązku sądowej wstrzemięźliwości. Kto buduje autorytet moralny na obronie rodziny i dzieci, a monetyzuje maszynę z trybem „spicy”, ten w sporze o nagość jest co najwyżej świadkiem, na pewno nie sędzią.
Zgoda to za mało
Zdanie sponsorki ustawy o celowym objęciu obrazów konsensualnych, w Ameryce procesowo samobójcze, w Europie brzmi znajomo. Francuska Rada Stanu utrzymała w 1995 roku zakaz rzutu karłem mimo sprzeciwu samego zainteresowanego, artysty estradowego Manuela Wackenheima, który przekonywał, że to jego sposób zarabiania na życie: godność, orzeczono w sprawie Morsang-sur-Orge, należy do porządku publicznego i nie podlega dyspozycji jednostki. Polska Konstytucja mówi to samo w art. 30: godność jest przyrodzona i niezbywalna, a niezbywalna znaczy tyle, że nie można się jej zrzec ani jej odstąpić. Prawo amerykańskie pyta, czy obraz jest mową; prawo kontynentalne pyta, czy obraz jest krzywdą. Oba pytania są potrzebne i żadne nie wystarcza samo.
Jest wreszcie powód, dla którego syntetyczna nagość rani, choć to przecież nie ja. Socjologia nazwie go utratą kontroli nad autoprezentacją, psychologia uprzedmiotowieniem: cudze ciało potraktowane jak surowiec. Najstarsza opowieść naszej kultury zna go dłużej. Pierwszym gestem człowieka po utracie niewinności było ukrycie ciała; wstyd nagości nie jest tam pruderią, lecz wiedzą, że ciało nie jest powierzchnią, tylko osobą. Prawo, które tej wiedzy nie umie zapisać w języku testów i poprawek, będzie do niej wracać drogami okrężnymi. Ustawa Minnesoty jest właśnie taką drogą okrężną: technicznie wadliwą, lecz wierną intuicji, której nie potrafiła nazwać.
Widok znad Wisły
Europa wybrała na razie inną technikę: nie zakaz zdolności, lecz przymus jawności i zarządzania ryzykiem. Akt o sztucznej inteligencji nakazuje oznaczanie deepfake’ów (art. 50), akt o usługach cyfrowych każe największym platformom, w tym X, oceniać i ograniczać ryzyko systemowe, czego styczniowe działania Komisji wobec Groka były pierwszą poważną próbą. W polskim prawie karnym najbliżej tematu leży art. 191a k.k., penalizujący utrwalanie i rozpowszechnianie wizerunku nagiej osoby bez jej zgody; czy obejmuje on nagość wygenerowaną, w której prawdziwa jest tylko twarz, pozostaje w doktrynie sporne, bo przepis pisano w epoce kamery, nie modelu dyfuzyjnego. Pewniejsza jest droga cywilna: wizerunek, cześć i intymność jako dobra osobiste z art. 23 i 24 k.c. wraz z zadośćuczynieniem, a równolegle RODO, bo twarz pozostaje daną osobową niezależnie od tego, co dorysowano poniżej. Prędzej czy później polski ustawodawca stanie przed tym samym wyborem co Minnesota: karać czyn, a więc świadome, niekonsensualne rozpowszechnienie, jak czyni prawo federalne USA, czy karać zdolność, a więc samo dostarczenie narzędzia. Spór z Saint Paul podpowiada, która z tych dróg przetrwa kontrolę konstytucyjną, także naszą, skoro polska ustawa zasadnicza łączy wolność wypowiedzi (art. 54) z własnym testem proporcjonalności (art. 31 ust. 3). Dla firm wdrażających narzędzia generatywne płynie stąd rada niezależna od wyniku procesu: regulamin i filtr to za mało, jeśli architektura produktu zaprasza do nadużyć; odpowiedzialność projektuje się w produkcie, nie w dziale prawnym.
Co wiadomo, co prawdopodobne, co niepewne
Pewne jest, że ustawa w obecnym kształcie obejmuje prezydenckie memy, autoportrety i satyrę na równi z realną krzywdą, a sankcje nalicza od sztuki obrazu. Prawdopodobne, że sąd wstrzyma jej egzekwowanie, a legislatura Minnesoty, która uchwaliła ją przy jednym głosie sprzeciwu, równie zgodnie uchwali wersję węższą: z przesłanką braku zgody, winy i rozpowszechnienia oraz przystanią dla dostawców działających w dobrej wierze. Niepewne pozostaje to, co najważniejsze: jak daleko sądy zajdą w uznawaniu wytworów modeli za mowę chronioną, bo od tej odpowiedzi zależą wszystkie przyszłe reżimy odpowiedzialności za sztuczną inteligencję, od zniesławienia po porady medyczne.
Minnesota przegra zapewne nie dlatego, że broniła dobra błahego, lecz dlatego, że broniła go zbyt szeroko. W sporach o technologię rzadko wygrywa ten, kto ma rację co do zła; wygrywa ten, kto umiał je precyzyjnie nazwać. Samo dobro pozostaje: starsze niż pierwsza poprawka i cierpliwsze niż każdy model.
Inne publikacje na podobne tematy
Twarz na sprzedaż. Kto stoi za fałszywymi reklamami z celebrytami i ile zarabia na nich Meta
Deepfake a prawo – jak się bronić i jakie roszczenia przysługują?

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.