Twarz na sprzedaż. Kto stoi za fałszywymi reklamami z celebrytami i ile zarabia na nich Meta
Głos się zgadza. Mimika się zgadza. Nawet charakterystyczny sposób, w jaki mówiący pochyla głowę, jest na swoim miejscu. Rafał Brzoska patrzy z ekranu telefonu i opowiada o platformie inwestycyjnej, która rzekomo odmienia życie zwykłych Polaków. Problem w tym, że twórca InPostu nigdy tych słów nie wypowiedział. Wypowiedział je model sztucznej inteligencji wytrenowany na jego publicznych wystąpieniach, a na ekrany trafił w ramach zwykłej, opłaconej emisji reklamowej na Facebooku i Instagramie. Pełnomocnicy Brzoski i Omeny Mensah doliczyli się 263 wariantów takich materiałów. Według NASK w samym 2024 roku wizerunki co najmniej 121 polskich osób publicznych, od prezydenta i premiera po dziennikarzy, lekarzy i duchownych, posłużyły do podobnych oszustw; Brzoska mówił później o tysiącach osób dotkniętych tym procederem.
To nie jest polska osobliwość, lecz lokalny oddział globalnego przemysłu. Jego skalę znamy dziś z nietypowego źródła: z wewnętrznych dokumentów samej Mety.
Szesnaście miliardów dolarów i jeden Pulitzer
Między listopadem 2025 a styczniem 2026 roku Reuters opublikował serię śledczą opartą na wycieku wewnętrznych materiałów Mety z lat od 2021 do 2025: analiz finansowych, prezentacji zespołów bezpieczeństwa i notatek prawników. Seria, podpisana przez Jeffa Horwitza i Engen Tham, przyniosła agencji Pulitzera 2026 oraz liczbę, która od tamtej pory wraca w każdym pozwie przeciwko koncernowi. Około 10 proc. przychodów Mety za 2024 rok, czyli blisko 16 miliardów dolarów, miało pochodzić z reklam oszustw, nielegalnego hazardu i zakazanych towarów. Z tego około 7 miliardów rocznie generowały reklamy zaklasyfikowane wewnętrznie jako obarczone wysokim ryzykiem oszustwa, a 3,5 miliarda co pół roku przynosiły reklamy o podwyższonym ryzyku prawnym, czyli podszywające się pod celebrytów i znane marki. W grudniu 2024 roku analitycy koncernu oszacowali, że platformy Mety wyświetlają dziennie 15 miliardów reklam o podwyższonym ryzyku oszustwa. W wewnętrznej prezentacji z maja 2025 roku zespół bezpieczeństwa przyznał, że produkty firmy uczestniczą w mniej więcej jednej trzeciej wszystkich skutecznych oszustw w Stanach Zjednoczonych.
Najciekawsza w tych dokumentach nie jest jednak skala, lecz mechanika. Systemy antyfraudowe Mety wymagały 95 proc. pewności, że reklamodawca jest oszustem, zanim jego konto zostało zablokowane. Poniżej tego progu koncern stosował tak zwane penalty bids: podwyższone stawki aukcyjne dla podejrzanych reklamodawców. Innymi słowy, podejrzany o oszustwo mógł reklamować dalej, tylko drożej, a nadwyżka trafiała do Mety. Mali reklamodawcy potrzebowali co najmniej ośmiu naruszeń związanych z promowaniem oszustw finansowych, żeby stracić konto; rachunki oznaczone jako High Value Accounts gromadziły ponad 500 naruszeń bez zawieszenia. W 2023 roku użytkownicy Facebooka i Instagrama składali po około 100 tysięcy zasadnych zgłoszeń oszustw tygodniowo na każdej z platform; 96 proc. z nich zignorowano lub błędnie odrzucono. Nad całością czuwał wewnętrzny limit nazwany revenue guardrail: egzekwowanie zasad nie mogło kosztować firmy więcej niż 0,15 proc. przychodu, czyli około 135 milionów dolarów w pierwszym półroczu 2025 roku. Wisienka pochodzi z dokumentów o strategii wobec regulatorów: w Japonii Meta czyściła publiczną bibliotekę reklam z materiałów zawierających nazwiska celebrytów najczęściej wyszukiwanych przez tamtejszych użytkowników, aby poprawić postrzeganą skalę problemu w oczach urzędników. Nie skalę. Postrzeganą skalę.
System, w którym kara dla podejrzanego o oszustwo jest pozycją przychodową, nie ma luki. On jest luką.
Uczciwość wymaga odnotowania stanowiska drugiej strony. Rzecznik Mety nazwał szacunek 10 proc. „zgrubnym i zbyt pojemnym”, podkreślając, że obejmuje on także reklamy legalne, choć podejrzane. Koncern deklaruje, że w ciągu roku usunął ponad 159 milionów reklam scamowych, z czego 92 proc. zanim ktokolwiek je zgłosił, a nawet własna Rada Nadzorcza Mety oceniła w 2025 roku, że firma świadomie toleruje znaczną ilość treści oszukańczych, byle omyłkowo nie zablokować garstki autentycznych rekomendacji celebrytów. W odniesieniu do japońskiej biblioteki koncern utrzymuje, że usunięcie reklamy z biblioteki oznacza usunięcie jej także z samej platformy. W lutym 2026 roku Meta sama pozwała sieci oszukańczych reklamodawców, między innymi w Brazylii i Chinach. Ta ostatnia okoliczność jest obosieczna: skoro koncern potrafi powiązać rozproszone konta, karty płatnicze i domeny jednego oszusta, gdy występuje jako powód, trudniej mu przekonywać sądy, że wobec cudzych roszczeń jest technologicznie bezradny.
Łańcuch dostaw internetowych oszustów
Pytanie, kto za tym stoi, nie ma jednej odpowiedzi, bo fałszywa reklama z celebrytą to tylko pierwsze ogniwo transgranicznego łańcucha. Na górze działają organizatorzy: wybierają rynki, finansują kampanie i kontrolują rachunki, na które trafiają pieniądze ofiar. Niżej pracują afilianci i media buyerzy, rozliczani od pozyskanego kontaktu albo od pierwszej wpłaty. Dostęp do systemu reklamowego zapewniają brokerzy kont, handlujący przejętymi lub wynajętymi kontami firmowymi, często odpornymi na blokady. Osobni podwykonawcy produkują deepfake’i oraz klony serwisów informacyjnych z fabrykowanymi wywiadami, a technologia cloakingu pokazuje moderatorom Mety inną stronę niż ofiarom. Gdy ofiara zostawi numer telefonu, przejmują ją call centers, w tym kompleksy scamowe w Azji Południowo-Wschodniej, opisywane przez UNODC i Interpol jako operacje przestępczości zorganizowanej, w których część „konsultantów” to ofiary handlu ludźmi zmuszane do pracy. Na końcu czekają muły finansowe, spółki fasadowe i pranie pieniędzy przez giełdy kryptowalut.
Ta fragmentacja nie jest przypadkiem, lecz cechą konstrukcyjną. Reklamodawca twierdzi, że tylko generował kontakty, call center udaje niezależnego brokera, a spółka odbierająca przelewy formalnie nie ma z nikim nic wspólnego. Wspólne mianowniki wychodzą dopiero w analizie technicznej: identyczny kod stron docelowych w różnych językach, te same identyfikatory narzędzi analitycznych, powtarzające się certyfikaty, numery VoIP i klastry adresów kryptowalutowych. Meta jest w tym łańcuchu warstwą dystrybucji i optymalizacji: sprzedaje zasięg, dobiera odbiorców, mierzy konwersję i pobiera zapłatę. Nie pisze scenariusza oszustwa. Zapewnia mu widownię.
Dlaczego mądrzy ludzie w to klikają
Psychologia tych kampanii jest lepiej przebadana, niż mogłoby się wydawać, i nie ma nic wspólnego z naiwnością. Pierwszy mechanizm to autorytet: od eksperymentów Milgrama po prace Cialdiniego wiadomo, że ludzie ulegają sygnałom autorytetu niezależnie od jego rzeczywistych kompetencji, a symbole działają tak samo jak substancja. Rozpoznawalna twarz przedsiębiorcy pełni w reklamie tę samą funkcję co mundur: wyłącza pytanie, kim jesteś, i zostawia tylko pytanie, czego chcesz. Drugi mechanizm to płynność poznawcza. Klasyczny eksperyment Rebera i Schwarza z 1999 roku pokazał, że te same zdania uznajemy za prawdziwsze, gdy są po prostu łatwiejsze do przeczytania, a dziesiątki późniejszych badań potwierdziły, że mózg myli łatwość przetwarzania z prawdą i że powtarzanie zwiększa wiarygodność nawet ewidentnych fałszów.
Deepfake łączy oba mechanizmy w najsilniejszej znanej postaci. Program siedmiu badań z udziałem ponad 2,5 tysiąca osób wykazał, że sfabrykowane wideo i audio wpływają na postawy odbiorców równie skutecznie jak materiały autentyczne, a ani świadomość istnienia deepfake’ów, ani deklarowana umiejętność ich wykrywania przed tym nie chronią. Badanie opublikowane w 2026 roku w „Communications Psychology” poszło dalej: nawet uprzedzenie widza wprost, że materiał jest sfałszowany, nie likwiduje jego siły perswazyjnej. Do tego dochodzi sam format, bo wideo jest przetwarzane płycej niż tekst i właśnie dlatego uznawane za bardziej wiarygodne. Wreszcie efekt aureoli samej platformy: reklama wyświetlona w znajomym interfejsie Facebooka pożycza jego wiarygodność. Komisja Europejska, nakładając na platformę X pierwszą karę za naruszenie aktu o usługach cyfrowych, w wysokości 120 milionów euro, wskazała dokładnie ten mechanizm: płatny znaczek weryfikacji tworzył pozór sprawdzenia tożsamości, którego w rzeczywistości nie było.
Liczby ofiar potwierdzają teorię. Według kwietniowych danych FTC blisko 30 proc. Amerykanów, którzy stracili pieniądze w oszustwach w 2025 roku, wskazało media społecznościowe jako punkt wyjścia, częściej niż jakikolwiek inny kanał kontaktu; zgłoszone straty sięgnęły 2,1 miliarda dolarów, ośmiokrotności poziomu z 2020 roku, z czego sam Facebook odpowiadał za 794 miliony, więcej niż oszustwa przez SMS i pocztę elektroniczną łącznie. Profil ofiary również odbiega od stereotypu. Brytyjski nadzór finansowy opisuje typowego poszkodowanego oszustwem inwestycyjnym jako mężczyznę po 65 roku życia z kategorii emerytów dysponujących kapitałem, a dane tej samej FTC o oszustwach kryptowalutowych pokazują, że osoby w wieku od 20 do 49 lat traciły pieniądze pięciokrotnie częściej niż grupy starsze. Deepfake nie poluje na naiwnych. Poluje na zajętych, bo heurystyki, które eksploatuje, mamy wszyscy. Szerzej pisaliśmy o tym w analizie psychologii oszustw finansowych.
Koniec bajki o biernym pośredniku
Prawnicza część tej historii sprowadza się do jednego pytania: czy platforma, która reklamę przyjmuje, weryfikuje, kieruje do wybranych odbiorców i na niej zarabia, może odpowiadać jak bierny host cudzych treści. W trzech różnych systemach prawnych sądy zaczęły w ostatnich miesiącach odpowiadać, że nie.
Australia: pomocnictwo zamiast hostingu
Australijski urząd ochrony konkurencji i konsumentów pozwał Metę już w marcu 2022 roku (Federal Court, sygn. NSD 188 of 2022) w sprawie reklam typu celeb bait z wizerunkami Dicka Smitha, Davida Kocha i Mike’a Bairda. Nowatorska jest konstrukcja zarzutów: obok wprowadzenia w błąd regulator zarzuca Mecie pomocnictwo w naruszeniach reklamodawców, wywodząc wiedzę koncernu z jego własnej dokumentacji o stałym problemie tego typu reklam, znanym co najmniej od stycznia 2018 roku. We wrześniu 2025 roku sąd oddalił kolejny wniosek Mety o wykreślenie tej teorii ([2025] FCA 1084), a spór utknął w sporze o zakres ujawnienia dokumentów. Wyroku co do istoty wciąż nie ma; maksymalna kara za pojedyncze naruszenie wzrosła w międzyczasie do 100 milionów dolarów australijskich.
Stany Zjednoczone: dowody, które zniknęły
Równolegle w Kalifornii toczy się cywilny proces Andrew Forresta przeciwko Mecie. Już w czerwcu 2024 roku sąd odmówił koncernowi automatycznej ochrony z sekcji 230, uznając za sporne, czy narzędzia targetowania i optymalizacji nie współtworzyły materialnie bezprawnych reklam. 10 sierpnia 2026 roku zapadło zaś rozstrzygnięcie, które może zaważyć na całej sprawie: sędzia P. Casey Pitts stwierdził, że Meta nie zachowała kluczowych dowodów, w tym finalnych wersji reklam wyświetlonych ofiarom, choć mogła i powinna była to zrobić. Tłumaczenie, że koncern potrzebował dwóch lat na odkrycie istnienia własnych danych, sąd uznał za po prostu niewiarygodne. Jeżeli ława przysięgłych przyjmie, że pozbycie się danych było celowe, będzie mogła domniemywać, iż brakujące dowody były dla Mety niekorzystne. To orzeczenie dowodowe, nie merytoryczne, ale zmienia układ sił, bo dane o reklamodawcach, targetowaniu i historii moderacji istnieją często wyłącznie po stronie platformy, więc sankcja za ich utratę uderza w samo serce obrony. Obok sprawy Forresta narastają postępowania publiczne: pozew Consumer Federation of America w Waszyngtonie o wprowadzanie konsumentów w błąd co do bezpieczeństwa platform, pozew hrabstwa Santa Clara w Kalifornii, pierwszy złożony przez lokalnego oskarżyciela publicznego, oraz wystąpienie senatorów Blumenthala i Hawleya do FTC i SEC, w którym z wewnętrznego szacunku o jednej trzeciej oszustw wyprowadzono ponad 50 miliardów dolarów rocznych strat amerykańskich konsumentów.
Polska: aktywny uczestnik, nie słup ogłoszeniowy
W Polsce sprawa Brzoski i Mensah biegnie dwoma torami. Administracyjnie: 5 sierpnia 2024 roku Prezes UODO wydał bezprecedensowe postanowienia zabezpieczające na podstawie art. 66 ust. 1 RODO, nakazując Mecie wstrzymanie na trzy miesiące wyświetlania w Polsce reklam z danymi i wizerunkami obojga poszkodowanych; w materiałach tych Omenaa Mensah była na przemian pobita, zatrzymana przez policję albo martwa. Meta zaskarżyła postanowienia do sądu administracyjnego, po czym w marcu 2025 roku skargi wycofała; postępowanie merytoryczne toczy się przed irlandzkim organem nadzorczym jako wiodącym. Prezes UODO mówił pod koniec 2025 roku wprost: „Zarzucamy firmie Meta brak prawdziwej woli usuwania takich reklam”. Niezależna ocena CERT Polska z marca 2025 roku uznała działania koncernu za doraźne, mimo wdrożenia w UE narzędzia rozpoznawania twarzy do wykrywania tego rodzaju materiałów.
Ciekawszy doktrynalnie jest tor cywilny. W listopadzie 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie zakazał Mecie w trybie zabezpieczenia wyświetlania i przyjmowania spornych reklam pod rygorem kary pieniężnej za każde naruszenie. 27 marca 2026 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpoznał zażalenie i odrzucił kluczowy argument obrony, czyli status bezpiecznej przystani z aktu o usługach cyfrowych. Sąd uznał, że Meta sama decyduje, które reklamy opublikuje, weryfikuje je, pobiera za nie wynagrodzenie i kieruje je algorytmicznie do wybranych odbiorców, a to jest funkcjonalne przeciwieństwo biernego pośrednika. Precyzja wymaga odnotowania pełnego obrazu: zabezpieczenie utrzymano w odniesieniu do Omeny Mensah, natomiast w części dotyczącej Rafała Brzoski uchylono je jako sformułowane zbyt szeroko; pełnomocnicy zapowiedzieli węższy wniosek, a postępowanie główne o przeprosiny i odszkodowanie dopiero się rozstrzygnie. Dla praktyki liczy się jednak samo rozumowanie: po raz pierwszy polski sąd powiedział platformie, że płatna, targetowana reklama to jej własna, aktywna działalność gospodarcza, a nie cudza treść.
Japonia, Unia, Wielka Brytania
Japonia pokazuje, ile ten proceder kosztuje pojedynczy kraj. Tamtejsza policja naliczyła w 2025 roku blisko dziesięć tysięcy przypadków oszustw inwestycyjnych z mediów społecznościowych, ze stratami 127,4 miliarda jenów, około 800 milionów dolarów, o 46 proc. więcej niż rok wcześniej; najczęściej pożyczaną twarzą jest Yusaku Maezawa, założyciel giganta e-commerce Zozotown, którego infolinia dla poszkodowanych przyjęła ponad 180 zgłoszeń w pierwszych dziesięciu dniach działania. Ofiary pozywają: po pierwszym pozwie czterech osób w Kobe w 2024 roku kolejnych trzydziestu powodów wystąpiło do pięciu sądów okręgowych o łącznie około 435 milionów jenów. A w sierpniu siedem japońskich agencji jednocześnie, wśród nich Narodowa Agencja Policji, Agencja Usług Finansowych i Agencja Cyfrowa, wspólnie zażądało od Mety, Google’a, TikToka, X i LINEYahoo weryfikacji tożsamości reklamodawców, z pisemnymi odpowiedziami do 16 października; to pierwsze wspólne wystąpienie tego rodzaju w historii japońskiej regulacji.
W Unii Europejskiej grunt przygotowano wcześniej: Komisja prowadzi wobec Mety formalne postępowanie na gruncie DSA od 30 kwietnia 2024 roku, a wśród zarzucanych naruszeń jest reklama wprowadzająca w błąd; grzywny z rozporządzenia sięgają 6 proc. światowego obrotu. W maju 2026 roku organizacja BEUC wraz z 29 organizacjami konsumenckimi z 27 państw złożyła skargi na Metę, Google’a i TikToka; w teście poprzedzającym skargi z blisko 900 zgłoszonych podejrzanych reklam platformy usunęły 27 proc. W Wielkiej Brytanii nadzór finansowy naliczył w jednym tygodniu listopada 2025 roku 1052 nieautoryzowane reklamy instrumentów finansowych na platformach Mety, a dwie kancelarie rejestrują poszkodowanych do planowanego pozwu grupowego. Od 2 sierpnia obowiązuje też drugi europejski akt: reguły transparentności z AI Act nakazują oznaczanie treści syntetycznych pod rygorem kar do 15 milionów euro lub 3 proc. światowego obrotu, a deepfake reklamowy jest z definicji nieoznaczony.
Zbieżność jest uderzająca. Australijska droga prowadzi przez pomocnictwo w prawie konsumenckim, amerykańska przez granice sekcji 230, warszawska przez aktywną rolę wyłączającą bezpieczną przystań z DSA. Trzy porządki prawne, trzy różne konstrukcje, jeden wniosek: kto reklamę przyjmuje, weryfikuje, targetuje, optymalizuje i na niej zarabia, ten za nią współodpowiada. Linia obrony w rodzaju usuwamy, gdy tylko wykryjemy, brzmi coraz słabiej w zestawieniu z wewnętrznym progiem 95 proc. pewności i limitem wydatków na egzekwowanie własnych zasad.
Co robić, gdy oszustwo już się wydarzyło
Z perspektywy poszkodowanego o wyniku sprawy decydują zwykle pierwsze dni, i to nie na sali sądowej, lecz w telefonie. Zanim reklama zniknie, trzeba ją utrwalić: zrzut ekranu z widocznym adresem i datą, nagranie pełnej ścieżki przekierowań aż do strony docelowej, zachowanie domeny fałszywego artykułu. Do tego numery telefonów i profile, z których odzywał się rzekomy opiekun konta, nagrania lub notatki z rozmów, wyciągi bankowe, hashe transakcji kryptowalutowych, zrzuty z fikcyjnego panelu inwestycyjnego oraz każde żądanie podatku, ubezpieczenia czy opłaty za wypłatę. Sprawa Forresta uczy, że dane o reklamodawcy i targetowaniu istnieją często wyłącznie u platformy i potrafią ginąć, dlatego w poważniejszych sprawach warto od razu kierować do Mety żądanie zabezpieczenia dowodów, precyzyjnie wskazując identyfikatory reklam, kont i stron.
W polskich realiach równolegle wchodzą w grę: zawiadomienie o podejrzeniu oszustwa (art. 286 § 1 kodeksu karnego); dla osoby, której twarz wykorzystano, druga ścieżka karna z art. 190a § 2 k.k., penalizującego podszywanie się z użyciem cudzego wizerunku, zagrożonego karą do 8 lat i dopasowanego do deepfake’a reklamowego z precyzją, jakiej autorzy przepisu z 2011 roku nie mogli przewidzieć; roszczenia cywilne z art. 23 i 24 kodeksu cywilnego oraz z RODO; wreszcie mechanizmy zgłoszeniowe i skargowe z aktu o usługach cyfrowych. O tym, jak te podstawy się kumulują i w jakiej kolejności je uruchamiać, pisaliśmy szerzej w opracowaniu Deepfake a prawo. Roszczenia odszkodowawcze bezpośrednio wobec Mety pozostają najtrudniejsze, bo wymagają wykazania wiedzy platformy, powtarzalności wzorca i czerpania korzyści, ale orzecznictwo ostatnich miesięcy po raz pierwszy daje im realne oparcie. I przestroga na koniec: po pierwszym oszustwie ofiary niemal zawsze namierzają firmy obiecujące odzyskanie środków za opłatą wstępną. To zwykle kolejne ogniwo tego samego łańcucha.
Arytmetyka, którą trzeba odwrócić
Wróćmy do liczb, bo w nich jest cała strategia. Meta oszacowała własne ryzyko kar regulacyjnych na świecie na maksymalnie miliard dolarów. Przychód powiązany z kwestionowanymi reklamami: 16 miliardów rocznie. Hipotetyczną odpowiedzialność za straty użytkowników w Europie, gdyby prawo kazało je zwracać: do 9,3 miliarda. Dopóki pierwsza liczba jest wielokrotnie mniejsza od drugiej, żaden racjonalny rachunek korporacyjny nie każe niczego zmieniać.
Kontrfakt, wyjątkowo, nie jest hipotetyczny. W 2023 roku Tajwan nakazał platformom weryfikować tożsamość każdego, kto reklamuje produkty finansowe; Meta podporządkowała się pod groźbą kar przewyższających jej zyski na tamtym rynku, a liczba reklam oszustw inwestycyjnych spadła o 96 proc. Według własnych szacunków inżynieryjnych koncernu powszechną weryfikację reklamodawców dałoby się uruchomić globalnie w niecałe sześć tygodni, kosztem około 2 miliardów dolarów i do 4,8 proc. przychodu. Wewnętrzny dokument strategiczny zakwalifikował tę perspektywę jako „black swan”.
Sens toczących się równolegle procesów, od Sydney przez San Francisco po Warszawę, polega właśnie na odwróceniu tej arytmetyki: na przeniesieniu kosztu oszustwa z ofiar na podmiot, który jako jedyny w całym łańcuchu zna reklamodawcę, kontroluje emisję i zarabia na każdym wyświetleniu. Prawo bywa powolne, ale wystarczy, że jedna z tych spraw zakończy się zasądzeniem odszkodowań, a pozycja koszty przegranych procesów trafi do tego samego arkusza, w którym dziś figuruje revenue guardrail.
Kancelaria Prawna Skarbiec prowadzi sprawy poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych oraz spory, w których kluczowe dowody znajdują się po stronie platform internetowych i instytucji płatniczych.
Stan prawny i faktyczny na 15 sierpnia 2026 r. Przywołane kwoty i szacunki dotyczące Mety pochodzą z ujawnionych dokumentów wewnętrznych opisanych przez Reuters oraz z pism procesowych; Meta kwestionuje ich interpretację, a żaden sąd nie przesądził dotąd prawomocnie odpowiedzialności odszkodowawczej koncernu.
Inne publikacje na podobne tematy
Deepfake a prawo – jak się bronić i jakie roszczenia przysługują?
Jak Meta uczyła się nie wiedzieć. Pozew o 1,4 bln USD wobec Facebooka

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.