Konflikty nie muszą wynikać ze złej woli. Wynikają z uwarunkowań i okoliczności. Gdy interesy są sprzeczne, a stawka wysoka, zderzenie staje się kwestią czasu.
W biznesie ta logika działa z żelazną konsekwencją. Nie musisz chcieć sporu. Nie musisz go prowokować. Wystarczy, że twoje interesy skrzyżują się z interesami kogoś równie zdeterminowanego.
Pytanie nie brzmi: czy kiedykolwiek staniesz przed sądem. Pytanie brzmi: czy będziesz przygotowany, gdy to nastąpi.
Przeczytaj więcej: Prawo procesowe
Prowadzenie sporów sądowych jako wojna pozycyjna
Carl von Clausewitz rozróżniał wojnę manewrową od pozycyjnej. Manewrowa polega na szybkim ruchu, zaskoczeniu, obejściu przeciwnika. Pozycyjna polega na okopaniu się, wyczerpaniu zasobów wroga, cierpliwym posuwaniu się naprzód metr po metrze.
Proces sądowy to wojna pozycyjna. Nie ma szybkich zwycięstw. Nie ma nokautów w pierwszej rundzie — z rzadkimi wyjątkami. Jest systematyczne budowanie pozycji: pismo za pismem, dowód za dowodem, argument za argumentem.
Wygrywa ten, kto lepiej zarządza zasobami na długim dystansie. Kto nie traci koncentracji. Kto rozumie, że sprint w maratonie to przepis na porażkę.
Pascal o zakładzie
Blaise Pascal argumentował, że w warunkach niepewności należy rozważać nie tylko prawdopodobieństwo, ale również stawkę. Nawet małe prawdopodobieństwo katastrofy uzasadnia poważne środki zapobiegawcze, jeśli katastrofa oznacza koniec.
Decyzja o procesie podlega tej samej logice. Jakie jest prawdopodobieństwo wygranej? Ale też: co zyskujesz, wygrywając? Co tracisz, przegrywając? Co kosztuje sam proces, niezależnie od wyniku?
Czasem sprawę o wysokim prawdopodobieństwie wygranej nie warto prowadzić — bo koszt procesu przewyższa wartość roszczenia. Czasem sprawę o niskim prawdopodobieństwie warto prowadzić — bo stawka jest egzystencjalna.
Pomagamy policzyć zakład. I podjąć decyzję z otwartymi oczami.
Arendt o banalności procesu
Hannah Arendt, obserwując proces Eichmanna, opisała „banalność zła” — okrucieństwo wynikające nie z demonizmu, lecz z bezmyślnego posłuszeństwa procedurom.
Proces sądowy ma własną banalność — banalność procedury. Terminy, które trzeba dochować. Formularze, które trzeba wypełnić. Pisma, które trzeba doręczyć w określony sposób. Reguły, które wydają się absurdalne, ale których naruszenie kosztuje sprawę.
Prawnik procesowy żyje w tej banalności. Pilnuje terminów, których przekroczenie oznacza prekluzję. Dba o formę pism, bo niewłaściwa forma oznacza zwrot. Zna procedurę tak dobrze, że może się skupić na meritum — bo procedura go nie zaskoczy.