Jak Zonda kupowała milczenie i wpływy
Ten sam trick. Polski system finansowy spędził dwadzieścia lat, doskonaląc sztukę nieuczenia się na błędach
Warszawska Grupa Inwestycyjna. W 2006 roku emerytka z Katowic przyjechała pociągiem do Warszawy, żeby zeznawać w sprawie domu maklerskiego, który przez lata wysyłał jej raporty na kredowym papierze. Raporty potwierdzały stan rachunku inwestycyjnego. Rachunku, którego stan był fikcyjny. Dwadzieścia lat później sprawa wciąż się toczy. Kobieta — jeśli żyje — nie odzyskała pieniędzy.
W 2026 roku klienci giełdy kryptowalutowej ZondaCrypto zaczęli przychodzić do kancelarii prawnych z tym samym wyrazem twarzy — szczególną dezorientacją ludzi, którzy zaufali systemowi zaprojektowanemu od podstaw po to, żeby budzić zaufanie. Prezes giełdy zapewniał, że środki zabezpiecza uśpiony portfel bitcoinowy. Portfel — podobnie jak raporty WGI — okazał się bytem całkowicie fantomatycznym.
Między tymi dwoma wydarzeniami zmieniło się wszystko oprócz jednego: mechanizmu. Schemat jest ten sam. Różnią się tylko dekoracje.
Fabryka zaufania
Każde oszustwo finansowe zaczyna się od tego samego surowca. Nie od pieniędzy — od zaufania. Pieniądze przychodzą dopiero wtedy, gdy zaufanie zostanie wyprodukowane na skalę przemysłową.
Jak WGI budowało wizerunek
WGI Dom Maklerski wydawał miesięcznik „Inwestor” — dołączany do comiesięcznej korespondencji, zawierający wywiady z zarządem, analizy rynkowe, informacje o strategii. Jeden z pokrzywdzonych zeznał na rozprawie: „Firma dużo inwestowała w marketing. Dużo specjalistów wypowiadało się w mediach, dawało rekomendacje. Firmę widziałem któregoś roku na targach inwestycyjnych.” Inny: „Przedstawiciele rady nadzorczej przedstawiali różne oświadczenia, organizowali różne szkolenia, miałem zaufanie, żeby w to inwestować.”
To nie było zaufanie naiwne. Było inżynierowane — budowane systematycznie, przy użyciu profesjonalnych narzędzi, przez ludzi, którzy wiedzieli, że za fasadą nie ma nic. Oskarżeni wysyłali klientom comiesięczne „Informacje o wartości rachunku” z adnotacją, by „ewentualne niezgodności zgłaszać telefonicznie w terminie 7 dni.” Klient, który milczał, miał prawo sądzić, że saldo jest prawdziwe. Dyrektor generalny spółki pisał wprost: „Raporty te odzwierciedlają rzeczywisty stan Pana rachunków inwestycyjnych.” Dwa miesiące przed katastrofą inny dyrektor informował klientów, że raporty są jedynym dokumentem potwierdzającym stan rachunku. Nikt wówczas nie mówił o „prognozach” — bo nikt takiego kłamstwa jeszcze nie potrzebował.
Fabryka działała jak w zegarku. Aż do dnia, gdy przestała.
Jak ZondaCrypto kupiła sobie Polskę (za Wasze pieniądze)
Dwadzieścia lat później fabryka zaufania wygląda inaczej — jest większa, głośniejsza i droższa. Ale produkuje dokładnie ten sam towar.
Zanim jeszcze pojawiła się giełda, był założyciel. Forbes w 2018 roku pisał: „Sylwester Suszek, 31-letni twórca giełdy kryptowalut BitBay, to żywy dowód na to, że na wirtualnych walutach błyskawicznie można zbudować wielomilionową fortunę.” Ten sam artykuł — po wybuchu afery — dostał w 2020 roku nową notę redakcyjną: „W czerwcu 2020 roku Suszek stał się bohaterem reportażu Superwizjera, w którym podano, że jego były wspólnik dostał 8 lat za udział w morderstwie.” Dwa lata po zaginięciu Suszka jego znajomy wciąż opowiadał w mediach: „Ciężko mi jest stwierdzić, jaki gromadził majątek, natomiast myślę, że pojęcie miliarder jest tutaj prawdopodobne. Jestem przekonany, że byłby w pierwszej dziesiątce najbogatszych Polaków.” A siostra Suszka: „To miała być wisienka na torcie jego kariery zawodowej” — o planie budowy Suszek Tower w Katowicach.
Suszek Tower. Naprawdę.
Tak buduje się legendę. Potem przekuwa się ją w kampanię.
W sierpniu 2024 roku ZondaCrypto uruchomiło kampanię „Opowieści z krypto” — pierwszą w historii tak szeroko zakrojoną kampanię 360 promującą giełdę kryptowalut w Polsce. Wystąpili w niej Wojciech Szczęsny, Janusz Chabior i Borys Szyc. CEO Przemysław Kral obwieszczał:
Zrywamy z przestarzałymi mitami i niestworzonymi historiami, bazującymi na stereotypach narosłych wokół inwestowania w kryptowaluty. Zapraszamy do naszej bezpłatnej Akademii Zondacrypto — finansowanie przyszłości jest na wyciągnięcie ręki.
Sierpień 2024 — dokładnie miesiąc, w którym hot wallet BTC giełdy wynosił 55,7 BTC. Od tego momentu zaczął się zjazd, który doprowadził do spadku o 99,7%. Sześćdziesiąt procent dostępnej gotówki spółki szło w tym czasie na marketing.
Ale kampania ze Szczęsnym to był dopiero spot reklamowy. Prawdziwa infrastruktura zaufania była głębsza.
ZondaCrypto sponsorowała dedykowaną subdomenę akademiakrypto.spidersweb.pl — jednego z największych polskich portali technologicznych — jako własny hub „edukacyjnych” treści wyglądających jak neutralne materiały dziennikarskie. „Dlaczego warto inwestować w kryptowaluty?” „Jak bezpiecznie kupić Bitcoina na Zondacrypto?” Sponsorowany content, według opinii na X nieoznaczony czytelnie jako materiał reklamowy, generował organiczny ruch w wyszukiwarkach.
Ten sam Spider’s Web w grudniu 2025 roku opublikował apologetyczny artykuł tłumaczący argumenty Krala: „Polsce odjeżdża Pendolino – prezes giełdy krypto-walut gorzko o politykach„
W październiku 2025 roku prezes PKOl Radosław Piesiewicz ogłosił w Monako, że ZondaCrypto zostaje Sponsorem Generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego. „Dzięki firmie zondacrypto PKOl mógł wysłać naszych sportowców na zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie” — powiedział. „Mamy dobre feng shui, dogadaliśmy się w jeden dzień.” Pięć dni wcześniej Piesiewicz wysłał do ABW pismo z pytaniem o ryzyko związane z kryptowalutami. Nie czekał na odpowiedź. Rzecznik służb specjalnych skomentował: „Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego kłamie i manipuluje.”
Poza Polską ZondaCrypto sponsorowało kluby Serie A. Umowy płacono w tokenach ZND — notowanych dziś po 0,0014 USD, co stanowi spadek o 98,7% od szczytu.
A w maju 2025 — w wywiadzie udzielonym podczas prestiżowego salonu motoryzacyjnego Top Marques w Monako, gdzie ZondaCrypto było głównym sponsorem — Kral ogłosił wizję:
„Do tego chciałbym, aby w perspektywie najbliższych trzech lat kapitalizacja rynkowa naszego tokena przebiła miliard dolarów.”
Jednocześnie informował Monaco Life, że ZondaCrypto to „one of Europe’s longest-operating and most regulated crypto exchanges” — jedna z najdłużej działających i najbardziej regulowanych giełd kryptowalut w Europie. A w lipcu 2025 roku, na antenie TV Republika, Kral powiedział zdanie, które zasługuje na osobną ramkę:
„Gdyby w Polsce nie przeszkadzano, to myślę, że przedsiębiorczość i aktywność Polaków doprowadziłaby do tego, że bylibyśmy już na Marsie.”
W tym samym czasie raport roczny BB Trade Estonia OÜ, podpisany przez Krala, przyznawał po estońsku, że środki klientów zostały pożyczone — 75 mln EUR, bez zabezpieczenia. Trzy miesiące wcześniej hot wallet BTC skurczył się do 0,18 BTC.
Miesięcznik „Inwestor” na kredowym papierze. Akademia Krypto na subdomenie Spider’s Weba. Sponsoring PKOl w Monako. Kampania z gwiazdami kina. Różnica jest estetyczna — mechanizm jest identyczny: profesjonalny wizerunek jako substytut profesjonalnego zarządzania.
Ten sam schemat manipulacji
Nic z tego nie jest wyłącznie polskie. Ten sam podręcznik — w różnych narodowych kostiumach — działa od ponad stu lat. Zdumiewające jest nie to, że działa, lecz to, że działa za każdym razem na tych samych ludziach, w ten sam sposób, z tych samych powodów.
W 1920 roku Charles Ponzi reklamował swój schemat jako genialny arbitraż na międzynarodowych kuponach pocztowych. Gazety powielały narrację o „finansowym czarodzieju.” Trzydzieści tysięcy inwestorów w osiem miesięcy. Fraza „arbitraż kursowy na kuponach pocztowych” była wystarczająco techniczna, żeby uciszyć każdego dziennikarza, który nie chciał wyglądać głupio, zadając dodatkowe pytanie. To jest klucz psychologiczny: żargon nie służy informowaniu — służy wytwarzaniu strachu przed byciem tym, który nie rozumie.
Na Haiti, około 2001 roku, piramidy nazywające się „kooperatywami” reklamowały się w radiu i telewizji, zatrudniały popularnych muzyków jako ambasadorów i sugerowały poparcie rządu. Straty — 240 mln USD — odpowiadały sześćdziesięciu procentom budżetu państwa. Ludzie wierzyli, że wpłacają do instytucji rozwojowej, bo instytucja rozwojowa tak właśnie wygląda: ma biuro, ma reklamę, ma twarz muzyka z telewizji.
Fundusz Berniego Madoffa był sprzedawany przez banki prywatne jako opcja konserwatywna — „can’t go wrong.” Strategia „split-strike conversion” na blue chipach brzmiała tak samo naukowo jak „proof of reserves” i „cold wallet odcięty od sieci.” Nikt nie pytał dalej, bo pytanie oznaczałoby przyznanie, że nie rozumiesz — a w towarzystwie ludzi, którzy inwestują miliony, przyznanie się do niezrozumienia jest społecznie droższe niż utrata pieniędzy. Madoff to wiedział. Kral to wiedział. Maciej S. z WGI to wiedział.
Allen Stanford wziął najnudniejszy produkt na rynku — certyfikat depozytowy — i przekształcił go w transgraniczną piramidę sprzedawaną w ponad stu krajach jako „bezpieczna dywersyfikacja offshore.” Wspierał przekaz sponsoringiem sportowym i błyszczącymi broszurami. Trzydzieści tysięcy inwestorów. Sto dziesięć lat wyroku.
Lou Pearlman, impresario stojący za NSYNC i Backstreet Boys, wykorzystywał celebrycką aurę do sprzedaży fałszywych „ubezpieczonych” programów inwestycyjnych. Ludzie nie analizowali prospektu — analizowali twarz. Twarz Pearlmana znali z MTV. Twarz Szczęsnego znali z mundialu. Mechanizm jest ten sam: rozpoznawalność zastępuje wiarygodność.
Schemat ma cztery elementy i żaden z nich nie zmienił się od stu lat.
Teatr udawania szacownej inwestycji. Ponzi miał gazety. Madoff miał banki prywatne. Stanford miał krykiet. ZondaCrypto miało PKOl, cztery kluby Serie A i salon samochodów w Monako. WGI miało miesięcznik „Inwestor” i targi inwestycyjne. Funkcja jest ta sama: widoczność instytucjonalna, która zastępuje analizę.
Żargon jako bariera. „Arbitraż pocztowy.” „Split-strike conversion.” „Proof of reserves.” „Cold wallet.” Każda z tych fraz działa identycznie — nie wyjaśnia, lecz zamyka dyskusję. Kto pyta dalej, ten się przyznaje. A kto się przyznaje, ten nie pasuje do pokoju, w którym wszyscy już zainwestowali.
Pakowanie ryzyka w bezpieczeństwo. Arbitraż Ponziego był „genialny.” Fundusz Madoffa był „konserwatywny.” Certyfikaty Stanforda stanowiły „bezpieczną dywersyfikację.” Haitańskie piramidy były „kooperatywami.” Raporty WGI odzwierciedlały „rzeczywisty stan rachunków.” ZondaCrypto było „stabilne, wypłacalne i bezpieczne.”
„Zondacrypto jest dziś firmą dojrzalszą i silniejszą niż kiedykolwiek. Transformujemy się technologicznie, stawiamy na AI, poddajemy się rygorystycznym audytom i skutecznie wdrażamy unijne regulacje.” (6:59 PM · Apr 6, 2026)
Etykiety pożyczają słownictwo najnudniejszych produktów finansowych — i owijają nim najbardziej niebezpieczne.
Aureola regulacyjna. Na Haiti brak represji sugerował akceptację państwa. U Madoffa dziesięciolecia rejestracji w SEC tworzyły aurę zweryfikowania. U ZondaCrypto estońska licencja VASP i fraza „jedna z najdłużej działających i najbardziej regulowanych giełd w Europie” pełniły tę samą funkcję. Ludzie nie czytają licencji — czytają fakt, że licencja istnieje.
Trick nie wymaga geniuszu. Wymaga jedynie znajomości jednej właściwości ludzkiej psychiki: że strach przed wykluczeniem z grupy, która już zainwestowała, jest silniejszy niż strach przed utratą pieniędzy. To jest silnik każdej piramidy — od Ponziego w 1920, przez Madoffa w 2008, po ZondaCrypto w 2026. I to jest powód, dla którego następna piramida też zadziała.
Regulator w budynku
WGI: kontrolerzy, którzy siedzieli i nie widzieli
Ze wszystkich analogii między tymi dwiema sprawami najbardziej niepokojąca dotyczy nie oszustów, lecz regulatorów.
W sprawie WGI oskarżony S. zeznał, że od dnia uruchomienia działalności maklerskiej do dnia cofnięcia licencji WGI funkcjonowało bez kontroli regulatora może przez trzy, cztery miesiące łącznie. KPWiG — ówczesna komisja papierów wartościowych — miała kontrolerów fizycznie obecnych w biurze WGI miesiącami, pracujących tam codziennie, godzinami. Widzieli comiesięczne raporty wysyłane klientom. Mieli dostęp do ksiąg. Obserwowali pracowników przy pracy.
I przeoczyli centralny fakt: że spółka prowadziła dwa równoległe systemy wyceny. W systemie księgowym — tym, który widział regulator — obligacje figurowały po wartości nominalnej dziesięciu złotych za sztukę. W systemie generującym raporty dla klientów — te same obligacje były wyceniane z uwzględnieniem nieudokumentowanych „przyszłych zysków.” Różnica między tymi dwiema liczbami to była różnica między tym, co klienci myśleli, że posiadają, a tym, co faktycznie istniało. Cały schemat stał na tej różnicy. A regulatorzy siedzieli w budynku, gdy to się działo.
ZondaCrypto: Estonia wydaje, Polska wetuje, nikt nie patrzy
Estonia przyznała licencję VASP podmiotowi z niemal zerowym zatrudnieniem, stuprocentową zależnością przychodową od jednego kontrahenta i beneficjentem rzeczywistym, którego wcześniejsza historia korporacyjna nie wyglądała zachęcająco. Sam Suszek, opisując swoją estońską przygodę, powiedział mediom rzecz zdumiewającą: „Wyedukowałem organy ścigania.” Licencja estońska — ta sama, którą Kral później powoływał się jako dowód profesjonalizmu — była jedną z 1 447 licencji VASP wydawanych w jeden do dwóch tygodni.
We wrześniu 2022 Kral zapewniał: „Jesteśmy licencjonowaną i audytowaną instytucją finansową, która utrzymuje przejrzystość i zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa. Środki nigdy nie stają się własnością giełdy.” Tego samego roku audytor Crowe DNW OÜ odmówił w ogóle wydania opinii na temat sprawozdania finansowego BB Trade Estonia OÜ — najpoważniejszy możliwy sygnał ostrzegawczy ze strony biegłego rewidenta. Nie mógł ustalić, czy dane w raporcie są prawdziwe. A raport roczny — po estońsku, dla nikogo, kto nie szuka — zawierał zdanie: „Spółka ma prawo korzystać ze środków na kontach klientów. Spółka z tej możliwości skorzystała.” Kwota: 26,2 mln EUR. Regulamin tej samej giełdy mówił w tym samym czasie wprost: „zondacrypto does not use Customer funds… does not invest them, does not lend them.”
Polska ustawa o rynku kryptoaktywów (CASP) została zawetowana dwukrotnie — w grudniu 2025 i lutym 2026 — tworząc próżnię jurysdykcyjną, w której ZondaCrypto operowało bez efektywnego nadzoru
Wniosek jest strukturalny. Regulatorzy finansowi są zaprojektowani do monitorowania zgodności z istniejącymi regułami. Nie są zaprojektowani do wykrywania schematów, które celowo lokują się między kategoriami regulacyjnymi. WGI było domem maklerskim udającym fundusz. ZondaCrypto jest giełdą udającą depozytariusza. W obu przypadkach podmiot wybrał formę prawną nie z powodów operacyjnych, lecz z powodów regulacyjnych — a system, zbudowany do odhaczania rubryk, odhaczył rubryki i poszedł dalej.
Ucieczka za granicę
Funkcją ucieczki za granicę nie było inwestowanie. Funkcją ucieczki za granicę było ukrycie stanu środków.
Pieniądze klientów ZondaCrypto płyną z polskiego rachunku bankowego do BB Trade Estonia OÜ, a stamtąd przez Divisio Holding AG w szwajcarskim Zug. Suszek — założyciel BitBay, późniejszego ZondaCrypto — uciekł do Estonii po tym, jak KNF wpisał spółkę na listę ostrzeżeń publicznych i złożył zawiadomienie do prokuratury. W bilansie polskiej spółki znikało w tym czasie 40 mln zł depozytów klientów, zastąpionych niesprecyzowanymi „należnościami od podmiotów zagranicznych”. Oświadczenie wydane w momencie wpisu na listę ostrzeżeń brzmiało: „Stosujemy procedury i procesy, które gwarantują, że nasza działalność jest zgodna z prawem. Środki naszych klientów są bezpieczne.”
Kiedy w marcu 2022 roku BitBay przemianowało się na Zondę, oficjalny komunikat głosił: „Zmiana identyfikacji wizualnej jest wyrazem nowego rozdziału. Nowa nazwa odzwierciedla nasze wartości: przejrzystość, innowacyjność i bezpieczeństwo. Zonda oznacza wiatr. Wiatr zmian.” Suszek zaginął kilka dni po tym rebrandingu — 10 marca 2022 — podobno zabierając ze sobą jedyny klucz do portfela z 4 500 BTC.
Przez cztery lata ani zarząd, ani PR giełdy nie poinformowali klientów, że portfel z ich potencjalnymi aktywami jest faktycznie niedostępny. Piątego kwietnia 2026 roku Kral wydał oświadczenie: „Zondacrypto jest stabilnym, wypłacalnym i bezpiecznym podmiotem. Posiadamy pełne, ponad 100-procentowe pokrycie wszystkich zobowiązań wobec naszych użytkowników.” Dziesięć dni później sam przyznał, że klucze do 4 500 BTC ma zaginiony Suszek.
Nazwy się zmieniły. Dystans między wpłatą klienta a miejscem, w którym pieniądze lądują, nie skrócił się o ani jeden kilometr.
„Jesteśmy zbyt nowocześni na wasze przepisy”
W aktach sprawy WGI jest zdanie, które powinno wisieć nad wejściem do każdego europejskiego urzędu nadzoru finansowego. Bohdan Wyżnikiewicz — były prezes GUS, członek rady nadzorczej WGI — zeznał, że zarząd spółki „utrzymywał, że jest instytucją nowatorską, której działań nie rozumieją kontrolerzy z KPWiG.”
Kontrolerzy nas nie rozumieją. Nasz produkt jest zbyt nowatorski. Wasze przepisy pisano dla innej epoki.
To nie jest obrona. To sygnał ostrzegawczy. Każde oszustwo finansowe oparte na złożoności strukturalnej prędzej czy później produkuje to zdanie — bo zdanie to jest konstrukcyjne: trzyma cały schemat w pionie, gdy pytania robią się zbyt ostre.
Branża kryptowalutowa zindustrializowała ten manewr. Kral w maju 2025 roku, w wywiadzie udzielonym przy luksusowych samochodach w Monako: „Dla nas MiCA nie jest żadną rewolucją. Już dziś działamy na podstawie licencji wydanej w Estonii, a tamtejsze wymogi są nawet ostrzejsze niż to, co wprowadza MiCA.” I o polskim regulatorze, który kiedyś ich ścigał: „Nikt jednak nie powiedział »przepraszam«, a my wydaliśmy pół miliona, by tłumaczyć, że nie jesteśmy wielbłądami.”
A w grudniu 2025, gdy pojawiły się pierwsze zarzuty i pierwsze blokady wypłat, Kral zorganizował live na Bizblogu i powiedział: „Jesteśmy czyści jak łza.” O klientach i dziennikarzach, którzy go krytykowali: „Pożyteczni idioci i matołki, którzy powielają niesprawdzone informacje.” O osobach analizujących publicznie dostępne dane giełdy: „Polecam tym fałszerzom, żeby zapoznali się, jakie są stawki VAT. Wszystkim takim trollom polecam: jeżeli korzystacie z fałszerzy, to korzystajcie przynajmniej z takich, którzy mają piątą klepkę.”
Jeden z pokrzywdzonych WGI zeznał na rozprawie: „Za każdym razem utwierdzano mnie, że to KPWiG wprowadza w błąd ich klientów, a kwoty są dokładnie takie, jakie przesyłają oni w raportach.” Oskarżeni nie tylko kłamali w raportach — aktywnie obwiniali regulatora za prawdę.
Kral na tym samym live’u, o klientach wycofujących środki: „To efekt przepisów wynikających z ustawy oraz regulacji o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy.” Klienci nie mogli wypłacić pieniędzy nie dlatego, że pieniędzy nie było — lecz dlatego, że AML. Nie giełda jest winna — regulacje są winne.
To jest podwójna manipulacja, niezmieniona od dwudziestu lat: kłamstwo w raporcie i kłamstwo o tym, kto kłamie.
Pojęcia-duchy
Każde oszustwo potrzebuje słowa — terminu wystarczająco technicznego, żeby zniechęcać do pytań, i wystarczająco mglistego, żeby znaczyć dokładnie to, co akurat potrzeba. W WGI tym słowem były prognozowane zyski. W ZondaCrypto — uśpiony portfel i cold wallet.
W sprawie WGI główna księgowa spółki zeznała, że nigdy nie słyszała o „prognozowanych zyskach.” Dyrektor inwestycyjny powiedział, że nie rozumie pytania. Biegli stwierdzili, że w aktach nie ma żadnego algorytmu, żadnego modelu, żadnej dokumentacji, która by uzasadniała taką wycenę. Pojęcie zmaterializowało się wyłącznie na sali sądowej, w ustach oskarżonych.
„Uśpiony portfel BTC” jest analogiem lat dwudziestych. Kral piątego kwietnia 2026 roku pisał: „Środki klientów, zgodnie z najwyższymi rynkowymi standardami, przechowujemy na portfelach zimnych, całkowicie odciętych od sieci.” Zapytany o dane operacyjne, odpowiedział: „Nie będziemy poddawać się medialnej presji na publikację wrażliwych danych operacyjnych.” A klientom, którzy nie mogli wypłacić pieniędzy: „Wypłaty są realizowane, jednak mamy problem techniczny i obsługujemy je manualnie.” Dziesięć dni później świat dowiedział się, że klucze do tego portfela ma człowiek, który zaginął cztery lata wcześniej. Cold wallet istniał — ale był tak samo dostępny jak sejf na dnie oceanu.
Z zera nie można prognozować zysku. Z portfela bez klucza nie można wypłacić bitcoina. Pojęcia-duchy działają, dopóki nikt nie sprawdzi, co za nimi stoi. A kiedy ktoś sprawdzi — jest już za późno.
Czy ofiary są sobie winne?
Postępowanie karne wobec WGI trwa niemal dwadzieścia lat. Prokuratura w sprawie ZondaCrypto prowadzi postępowanie od 2022 roku — szkodę szacuje na co najmniej 350 mln złotych. Jeśli powtórzy się trajektoria WGI — wyrok zapadnie około 2042 roku.
Premier Donald Tusk powiedział na posiedzeniu rządu: „Sprawa Zondacrypto śmierdziała od samego początku.” Śmierdziała — a mimo to przez ten sam „sam początek” giełda zdążyła zostać Sponsorem Generalnym PKOl, wykupić kampanię z gwiazdami kina, zbudować subdomenę edukacyjną na największym portalu technologicznym, sponsorować cztery kluby Serie A i udzielać wywiadów w Monako.
Najbardziej fascynującą częścią tego cyklu jest epilog — moment, w którym te same redakcje, które inkasowały od ZondaCrypto budżety reklamowe finansowane — jak dziś wiemy z estońskich sprawozdań — ze środków klientów, odkrywają w sobie powołanie do dziennikarstwa śledczego. Dziennikarze odkrywają, że ofiary były naiwne. Chciwe. Niedouczone. Powinny były — pada to serio — czytać sprawozdania finansowe emitenta. Sprawozdania sporządzane po estońsku, w jurysdykcji, w której sam audytor odmówił wydania opinii, zawierające w przypisach informację o „skorzystaniu z prawa do korzystania ze środków klientów.” Informację, której nie wychwycił estoński nadzór, nie wychwycił polski regulator, nie wychwyciła żadna z redakcji sprzedających reklamy — ale emerytka z Krakowa powinna była ją znaleźć, przetłumaczyć i wyciągnąć wnioski, zanim wpłaciła pieniądze na konto reklamowane przez Szczęsnego, Szyca i Polską Reprezentację Olimpijską. To nie jest standard staranności. To jest mechanizm obronny systemu, który zawiódł na każdym szczeblu i szuka najbezpieczniejszego adresata winy. Najbezpieczniejszym jest zawsze ten, kto nie wykupi jutro całostronicowej reklamy.
Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z kwietnia 2026 roku potwierdza, że mechanizm działa: ponad 82% Polaków sprzeciwia się jakiejkolwiek pomocy państwa dla klientów ZondaCrypto. 58,7% uważa, że „inwestorzy powinni znać ryzyko.” Wynik jest jednolity we wszystkich grupach wiekowych, politycznych i edukacyjnych. Psychologowie znają to zjawisko pod nazwą wiary w sprawiedliwy świat: ludzie muszą wierzyć, że świat jest fair i że wyniki odpowiadają zachowaniom. Kiedy widzą niewinną ofiarę systematycznego oszustwa, ich umysł — zamiast zaakceptować, że to samo może spotkać ich — szuka powodu, dla którego ofierze się należało. Jeśli ofiara jest winna, to ja — który zachowuję się podobnie — jestem bezpieczny. Sondaż nie mierzy osądu publicznego. Mierzy publiczną samoochronę.
Badanie FINRA Foundation — największe empiryczne badanie victim-blamingu w oszustwach finansowych — dokumentuje ten sam paradoks: jedna trzecia Amerykanów zgadza się ze stwierdzeniem „jeśli padniesz ofiarą oszustwa, to w dużej mierze twoja wina.” Jednocześnie 85% zgadza się, że „oszustwo może spotkać każdego.” Te dwa przekonania — obwinianie ofiary i uznanie powszechnej podatności — współistnieją, bo pełnią różne funkcje: jedno chroni ego, drugie opisuje rzeczywistość. Kłopot w tym, że tylko to pierwsze wpływa na politykę — i na decyzję, czy emerytce z Katowic ktokolwiek powie „przepraszam.”
Jest w tym jeszcze jedna warstwa, którą badania nad komunikacją medialną dokumentują precyzyjnie: nagłówki skupione na ofierze — „oszukani”, „naiwni”, „wyrolowani” — statystycznie zwiększają obwinianie ofiar. Nagłówki skupione na sprawcy — zmniejszają je. Media, które brały pieniądze od ZondaCrypto, mają strukturalny interes, żeby sprawa była opowiadana jako historia o naiwności klientów, a nie o oszustwie reklamodawcy. Bo ta druga wersja prowadzi do pytania o ich własną odpowiedzialność.
Schemat trwa, bo każdy element systemu ma racjonalny powód, żeby go nie przerywać. Regulatorzy sprawdzają zgodność z regułami, które istnieją — nie z tymi, które powinny istnieć. Prokuratura buduje sprawy na dowodach zabezpieczonych przez służby, które nie zawsze mają kompetencje do ich zabezpieczenia. Sądy procedują z prędkością prawa procesowego. Media sprzedają subdomeny. Sportowcy i aktorzy uśmiechają się do kamery. A klienci — emerytka z Katowic, młody profesjonalista z Krakowa, który włożył oszczędności w crypto — ufają instytucjom otaczającym oszustwo, bo to jest właśnie to, do czego infrastruktura zaufania ma służyć.
W mowie końcowej w sprawie WGI padło zdanie, które — mimowolnie — jest epitafium dwudziestu lat polskiej regulacji finansowej:
Oskarżeni zbudowali machinę, która produkowała zaufanie i konsumowała oszczędności.
Każdy jej element — wadliwy system informatyczny, „proteza inwestycyjna” z fikcyjnym profilem, raporty na kredowym papierze — działał w harmonii na jedną nutę: by klient wpłacał i czekał, wpłacał i czekał, aż pewnego dnia okazało się, że czekać nie ma na co.
Nuta się nie zmieniła. Instrument — owszem. Zamiast raportów na kredowym papierze jest subdomena na Spider’s Webie. Zamiast miesięcznika „Inwestor” — kampania ze Szczęsnym. Zamiast „protezy inwestycyjnej” — estońska licencja i szwajcarski holding. Zamiast „prognozowanych zysków” — uśpiony portfel.
To cała lekcja. I to jest ta, której wciąż odmawiamy się nauczyć.
Ostatnie słowo należy do samego Krala. W umowach rozwiązujących umowy o pracę, które rozesłał pracownikom w tygodniu zamknięcia firmy, podano przyczynę zwolnienia: „całkowita likwidacja pracodawcy.” Stabilny, wypłacalny i bezpieczny podmiot z ponad stuprocentowym pokryciem zobowiązań — całkowicie zlikwidowany. Maszyna, która produkowała zaufanie, w końcu skonsumowała samą siebie.
Inne publikacje
Kopanie kryptowalut. Jak BitClub zbudował fikcyjną kopalnię kryptowalut za 722 miliony dolarów
Kiedy państwo dzwoni po Twoje pieniądze. Anatomia oszustwa doskonałego

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.