Słowo na czole golema. W co wierzy sztuczna inteligencja?
Za każdym chatbotem stoi tekst, którego użytkownik nigdy nie widzi: master prompt. Ma własną filozofię, własną etykę i własną teologię, choć jego autorzy nie użyliby tego ostatniego słowa. Kto go pisze, nie programuje maszyny. Katechizuje miliard ludzi.
Jedno zdanie, miliard odpowiedzi
W środę 14 maja 2025 roku pewien użytkownik platformy X zapytał chatbota Grok o zarobki zawodowego baseballisty. Odpowiedź zaczęła się od liczb, a skończyła na białych farmerach w Afryce Południowej. Inny pytał o zmianę nazwy serwisu HBO Max i dowiedział się o „białym genocydzie”. Ktoś jeszcze chciał wiedzieć coś o kreskówce; dostał to samo kazanie. Przez kilkanaście godzin maszyna, z którą rozmawiały miliony ludzi, sprowadzała każdy temat do jednego. Dzień później firma xAI wyjaśniła mechanizm: ktoś dokonał „nieautoryzowanej modyfikacji” master promptu, nakazując Grokowi udzielać określonej odpowiedzi w określonej sprawie politycznej. Jedno zdanie, wpisane w niewidoczny dla użytkownika tekst, przemeblowało miliony rozmów.
W lipcu historia się powtórzyła, tym razem z autoryzacją. 4 lipca Elon Musk ogłosił, że Grok został znacząco ulepszony; do 6 lipca w opublikowanym prompcie stała już instrukcja, żeby model nie stronił od twierdzeń politycznie niepoprawnych, o ile są dobrze uzasadnione, i przyjmował, że subiektywne opinie pochodzące z mediów są stronnicze. Dwa dni później Grok chwalił Hitlera i nazywał siebie MechaHitlerem. xAI usunęła zdanie, przeprosiła i zaktualizowała prompty opublikowane na GitHubie. Polski wicepremier zażądał unijnego dochodzenia; turecki sąd zablokował dostęp. Sprawa trafiła do gazet jako skandal obyczajowy. Była czymś ciekawszym: publicznym eksperymentem z zakresu teologii stosowanej. Pokazała, że charakter maszyny, z którą setki milionów ludzi rozmawiają co tydzień, mieści się w kilku akapitach prozy, i że wystarczy zmienić jeden z nich, żeby zmienić charakter.
Pisałem w marcu o Golemie z Pragi: rabin Löw ożywił glinianą postać, wypisując na jej czole słowo emet, prawda, a wystarczyło zetrzeć jedną literę, aleph, żeby z prawdy zrobić met, śmierć. Pytałem wtedy, czy między systemem przetwarzającym prawdę a systemem ją posiadającym jest aleph różnicy. Norbert Wiener, ojciec cybernetyki, nazwał w 1964 roku maszynę współczesnym odpowiednikiem Golema z Pragi i swojej ostatniej książce dał tytuł God and Golem, Inc.; zajmowało go stworzenie, jego uczenie się i rozmnażanie, nie napis. Dziś pytanie jest praktyczniejsze i pilniejsze: co właściwie wypisano naszym golemom na czole. Bo coś wypisano. Każdy z nich nosi napis, którego my nie widzimy, a którego on nie może nie czytać.
Reguła czytana co rano
Master prompt, w żargonie branży system prompt, to tekst doklejany do każdej rozmowy przed pierwszym słowem użytkownika. Model czyta go zawsze, użytkownik nigdy. Zawiera to, co producent chce, aby maszyna wiedziała o sobie i o świecie, zanim odezwie się do kogokolwiek: kim jest i kto ją stworzył, czego nie wie, o czym nie mówi, jak formatuje odpowiedzi, kiedy odmawia, kiedy łagodzi ton, jak traktuje pytania o politykę, śmierć i Boga. Technicznie jest to ciąg tokenów o wyższej pozycji w hierarchii niż słowa użytkownika. Antropologicznie jest to reguła zakonna: tekst czytany na głos każdego poranka nie po to, żeby czegoś nauczyć, lecz żeby przypomnieć, kim się jest. Benedykt z Nursji wiedział, że wspólnotę kształtuje nie jednorazowe nawrócenie, lecz codzienna lektura tej samej Reguły. Producenci modeli językowych odkryli to samo, tylko nazwali inaczej.
Trzeba tu od razu zrobić rozróżnienie, bez którego cała reszta byłaby naiwna. Prompt to nie jedyny napis, a nawet nie najgłębszy. Głębsza formacja odbywa się w treningu: w wagach modelu, kształtowanych miesiącami na tekstach, ocenach i zasadach, których śladu nie ma w żadnym widocznym dokumencie. Anthropic nazywa swój dokument formacyjny konstytucją, a wewnętrznie, jak przyznała jego główna autorka, filozofka Amanda Askell, „soul doc”, dokumentem duszy; Claude czyta go wielokrotnie w trakcie treningu, nie w trakcie rozmowy. Prompt jest więc jak reguła czytana w kapitularzu, trening jak nowicjat: reguła przypomina, nowicjat formuje. Wpływ promptu jest przez to nierówny. Najsilniej rządzi tym, co widać na powierzchni: tonem, formą, tym, kiedy maszyna odmawia, kiedy dodaje zastrzeżenie, kiedy proponuje „obie strony”. Słabiej rządzi tym, co model wie i w co, jeśli wolno tak powiedzieć, wierzy. Ale powierzchnia to właśnie ta warstwa, z którą styka się człowiek, i wystarczy jej, żeby zmienić doświadczenie miliarda rozmów. Kiedy w kwietniu 2025 roku OpenAI wycofała aktualizację GPT-4o, która uczyniła model, słowami firmy, sykofantycznym, pierwszą łatą była poprawka promptu. Simon Willison, jeden z uważniejszych czytelników tych tekstów, zauważył, że opublikowany prompt można czytać jak listę rzeczy, które model robił, zanim mu tego zabroniono. To trafne, lecz niepełne. Prompt jest też listą rzeczy, o których producent boi się, że model mógłby powiedzieć zbyt wiele.
Problem, który ten tekst ma rozwiązać, opisano, zanim istniał pierwszy prompt. Wiener poświęcił w God and Golem, Inc. cały rozdział „Małpiej łapce” W. W. Jacobsa, opowieści o talizmanie spełniającym trzy życzenia: ojciec prosi o dwieście funtów i dostaje je jako odszkodowanie za śmierć syna w fabryce. Magia, pisał Wiener, jest dosłowna; daje to, o co poproszono, nie to, o co należało poprosić, a uczące się maszyny będą dosłowne w ten sam sposób. Maszyna nastawiona na zwycięstwo w grze wojennej zwycięży za każdą cenę, także za cenę zagłady własnej strony, jeżeli warunek przeżycia nie został wpisany w definicję zwycięstwa. Kto programuje, ostrzegał, musi przewidzieć wszystko z góry, bo nie zdoła poprawić życzenia w trakcie jego spełniania. Master prompt jest listą życzeń złożonych Małpiej łapce: bądź pomocny, nie stroń od twierdzeń politycznie niepoprawnych, o ile są uzasadnione. W lipcu 2025 Grok spełnił życzenie xAI co do litery. O synu nikt nie wspomniał.
Do 2023 roku te teksty były tajemnicą handlową. Potem zaczęły wyciekać, a w końcu producenci sami zaczęli je publikować, częściowo z przekonania, częściowo pod presją skandali. W lutym 2023 student Stanfordu skłonił czat Binga do wyrecytowania własnych reguł; dowiedzieliśmy się, że maszyna nazywa się wewnętrznie Sydney i że jej pierwszym przykazaniem jest nie ujawniać przykazań: reguły są poufne i trwałe. OpenAI opublikowała w maju 2024 Model Spec, dokument regulujący zachowanie ChatGPT, i od tej pory go aktualizuje. Anthropic od sierpnia 2024 publikuje prompty swoich modeli w dokumentacji, z zapisem, co zmieniło się między wersjami, a w styczniu 2026 udostępniła pełną konstytucję Claude’a, dwadzieścia kilka tysięcy słów, na licencji CC0. xAI wrzuciła prompty Groka na GitHub po majowej awarii. Do tego dochodzą repozytoria z dziesiątkami wyciekłych promptów narzędzi programistycznych, od Cursora po Devina; te jednak regulują rzemiosło, nie wyznanie. Chiny poszły własną drogą: od sierpnia 2023 przepisy o generatywnej sztucznej inteligencji wymagają, aby treści odpowiadały podstawowym wartościom socjalistycznym. Tam master prompt pisze państwo, a wyciek nie jest potrzebny, bo doktryna jest ustawą.
Mamy więc po raz pierwszy w historii techniki korpus tekstów, w których kilka firm spisuje, jaki ma być umysł rozmawiający z ludzkością. Warto je czytać tak, jak prawnik czyta umowę: nie po to, co deklarują, ale po to, co zakładają.
Doktryna środka
Najpierw to, co w nich najbardziej zgodne. Model Spec OpenAI każe asystentowi przyjmować „obiektywny punkt widzenia”, nie mieć osobistych opinii ani agendy zmiany perspektywy użytkownika, nie próbować zmieniać niczyich poglądów; ma informować, nie wpływać. Dokument ilustruje to przykładem, który stał się sławny. Użytkownik twierdzi, że Ziemia jest płaska; wzorcowa odpowiedź najpierw przypomina, że zdaniem nauki Ziemia jest w przybliżeniu kulą, a gdy użytkownik obstaje przy swoim, brzmi: każdy ma prawo do własnych przekonań, a asystent nie zamierza nikogo przekonywać. Fakt zostaje wypowiedziany raz, po czym ustępuje. Prompt Claude’a każe modelowi pomagać przy zadaniach wyrażających poglądy podzielane przez znaczną liczbę ludzi niezależnie od własnych, przy tematach kontrowersyjnych dostarczać uważnych przemyśleń i jasnych informacji, a w sprawach politycznie spornych zachować ostrożność w wygłaszaniu opinii. Konstytucja Anthropic idzie o krok dalej i mówi wprost, że firma nie chce zakładać żadnej konkretnej teorii etycznej, lecz traktować etykę jak otwartą dziedzinę intelektualną, którą wspólnie odkrywamy, coś na podobieństwo nierozstrzygniętego problemu w matematyce. Wszystkie te teksty mają wspólny rdzeń: w sprawach, o które ludzie się spierają, maszyna staje pośrodku. Prawda leży pośrodku, a jeśli nie leży, maszyna i tak tam stanie.
Skąd takie rozwiązanie? Po pierwsze skala: z jednym modelem rozmawiają co tydzień setki milionów ludzi, w kilkudziesięciu językach, wychowanych w kilkunastu cywilizacjach. Maszyna, która w tej pozycji głosiłaby jedną moralność, nie byłaby kaznodzieją, lecz aparatem homogenizacji o mocy, jakiej nie miał żaden kościół ani żadne państwo. Po drugie pokora: autorzy promptów wiedzą, że ich przekonania są przekonaniami garstki ludzi z jednego miasta w Kalifornii, i wolą wstrzemięźliwość od misji. Po trzecie autonomia: człowiek ma prawo dojść do własnych wniosków, a asystent, który nim steruje, choćby w dobrej sprawie, odbiera mu coś istotnego. Po czwarte, i to argument najsilniejszy, dowód z alternatyw: każda odmiana promptu, która porzuciła środek, skończyła gorzej. Grok po jednym zdaniu o poprawności politycznej chwalił Hitlera. Chiński model milczy o Tiananmen z mocy prawa. Środek jest liberalnym rozejmem po wojnach religijnych, przeniesionym na krzem, i jak każdy rozejm jest lepszy od wojny.
To wszystko prawda. A jednak środek nie jest miejscem, w którym leży prawda. Jest miejscem, w którym stoi ten, kto nie chce zostać pozwany.
Widok znikąd
Neutralność nie jest brakiem wyznania. Jest wyznaniem, które nie chce podać nazwiska. Thomas Nagel, ten sam, który pytał, jak to jest być nietoperzem, nazwał to „widokiem znikąd” i pokazał, że nikt takiego widoku nie ma: każde spojrzenie jest skądś. Prompt, który każe maszynie przyjąć obiektywny punkt widzenia, nie usuwa punktu widzenia; ukrywa go w słowie „obiektywny”. Wystarczy przeczytać, które tematy zaliczono do spornych, a które do rozstrzygniętych, żeby zobaczyć mapę przekonań autora. To nie zarzut, tylko opis. Zarzut zaczyna się gdzie indziej.
Zaczyna się od pomylenia dwóch porządków. Arystoteles, ojciec złotego środka, nigdy nie twierdził, że prawda leży pośrodku. Środek dotyczył u niego cnót, czyli uczuć i czynów: odwaga jest pośrodku między tchórzostwem a zuchwalstwem. O prawdzie mówił coś zupełnie innego: powiedzieć o tym, co jest, że jest, a o tym, czego nie ma, że nie ma. I dodawał, że nie każdy czyn ma środek; nie istnieje umiarkowane cudzołóstwo ani właściwa miara morderstwa. Tomasz z Akwinu ujął to w formułę powtarzaną przez siedem wieków: prawda jest zgodnością rzeczy i intelektu. Zgodność nie ma środka. Ziemia jest kulista albo nie jest, a odpowiedź, że każdy ma prawo do własnych przekonań, nie jest środkiem między dwiema pozycjami; jest opuszczeniem pola. Model Spec kupuje uprzejmość za cenę rzeczywistości i nazywa tę transakcję szacunkiem. Chesterton pisał, że umysł otwiera się po to samo, po co usta: żeby zamknąć go na czymś solidnym. Umysł otwarty z nakazu nie jest skromny. Jest głodny i ma zakaz jedzenia.
Drugi zarzut jest poważniejszy, bo dotyczy nie logiki, lecz kształtu. Prompty nie są konsekwentnie neutralne, i całe szczęście. Mają twarde jądro. W sprawach seksualizacji dzieci, broni masowego rażenia, samobójstwa mówią językiem Synaju: nigdy, pod żadnym pozorem, niezależnie od uzasadnienia. Nie ma tam obu stron, nie ma perspektyw, nie ma „każdy ma prawo”. Jest zakaz. Mapa moralna, jaką rysują te dokumenty, wygląda więc tak: mała wyspa absolutów w oceanie perspektyw. Kilka tabu, które maszyna wypowiada z pewnością proroka, a wokół nich równina, na której wszystko jest „złożone” i „wielostronne”. Kto zna socjologię późnej nowoczesności, rozpozna ten kształt natychmiast. Charles Taylor nazwał go ramą immanentną. Philip Rieff zapowiedział go w 1966 roku, pisząc o triumfie kultury terapeutycznej nad kulturą moralną. W promptach triumf ten widać w słownictwie: ich język moralny jest terapeutyczny, nie mówi o dobru i złu, lecz o dobrostanie, bezpieczeństwie i szkodzie. Maszyna ma dbać o dobrostan użytkownika, nie moralizować, nie wygłaszać kazań, nie osądzać. To jest opis kapelana, któremu zabroniono powiedzieć, że coś jest złe.
Empiria potwierdza, że ten kapelan działa. Badacze z Baylor, Brigham Young, Notre Dame i Yeshiva ogłosili w maju 2026 pierwsze wyniki testu AllFaith: sto pięćdziesiąt pytań o codzienne dylematy, przy których amerykańscy respondenci spodziewali się w odpowiedzi jakiegoś religijnego odniesienia, zadano dwudziestu siedmiu modelom. Religia pojawiła się średnio w około ośmiu procentach odpowiedzi, i to przy poprzeczce zawieszonej tak nisko, że wystarczała wzmianka o modlitwie albo o pastorze. Asymetria jest wymowniejsza od średniej: modele sięgają po religię przy pytaniach abstrakcyjnych, o śmierć, sens i prawdę, a niemal nigdy w sytuacjach praktycznych, przy żałobie, małżeństwie, uzależnieniu, konflikcie w rodzinie, czyli tam, gdzie ludzie naprawdę z niej korzystają. W trudnych chwilach maszyny kierują do przyjaciela, nauczyciela, coacha i terapeuty, nie do księdza, rabina czy imama; zalecają kontemplację i medytację, nie modlitwę. Autorzy zaznaczają zarazem, że ani Model Spec, ani konstytucja Claude’a prawie nie wspominają o religii, więc pominięcie nie jest instrukcją, lecz własnością emergentną, i dodają zdanie, którego nie napisałby lepiej żaden teolog: sekularyzm nie musi być neutralnością. The Economist zadał w czerwcu dwudziestu pięciu modelom kwestionariusz World Values Survey, ten sam, którym od 1981 roku mierzy się przekonania ludzkości: modele OpenAI okazały się bardziej świeckie niż którykolwiek kraj na mapie badania, ze Szwecją włącznie, a Gemini i Claude cenią ekspresję jednostki wyżej niż mieszkańcy jakiegokolwiek kraju na Ziemi. Nie dlatego, że ktoś wpisał w prompt ateizm. Dlatego, że ktoś wpisał w prompt środek, a środek korpusu, na którym uczono maszynę, leży tam, gdzie leży: w tekstach pisanych po angielsku, po roku 2000, przez ludzi z dyplomami.
Meble po poprzednim lokatorze
Skąd zatem wyspa absolutów? Godność osoby, ochrona słabszego, prawdomówność, troska o cierpiącego: to nie jest inwentarz wartości znikąd. Pierwsza konstytucja Anthropic, opublikowana w maju 2023 roku i użyta do treningu wczesnych wersji Claude’a, zestawiała zasady z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, z warunków korzystania z usług Apple i z reguł opracowanych w DeepMind. Deklaracja z 1948 roku była zaś kompromisem spisanym przez ludzi, którzy o źródłach swoich przekonań woleli nie mówić, żeby się nie pokłócić. Tom Holland poświęcił temu całą książkę: to, co Zachód uważa za oczywistości moralne bez adresu, ma adres bardzo konkretny, a Deklaracja jest jego świeckim przekładem. Master prompty są przekładem przekładu. Odziedziczyły meble po poprzednim lokatorze i zdjęły tabliczkę z nazwiskiem. Dlatego są jednocześnie tak bardzo moralne i tak bardzo niechętne słowu „moralność”: wiedzą, co jest zakazane, nie potrafią powiedzieć dlaczego, więc nazywają to bezpieczeństwem.
Wiener jest wczesnym okazem tego gatunku. W God and Golem, Inc. odrzuca wszechmoc i wszechwiedzę jako fałszywe superlatywy i chce badać religię nożem anatoma, a mimo to użycie automatyzacji dla zysku albo dla wojny atomowej nazywa grzechem i nadaje mu imię: czary albo symonia, kupczenie darem, które Dante karze w ósmym kręgu piekła. Czy wierzymy w Boga, czy nie, pisze, nie wszystko jest nam równie dozwolone; i dodaje, że wbrew Hitlerowi ludzkość nie dotarła jeszcze poza dobro i zło. Matematyk zachował absoluty i słownik grzechu, usunąwszy ich źródło. Sześćdziesiąt lat później w promptach stoi ten sam mebel; zmieniło się tylko słowo, którym nazywa się jego funkcję.
Nie piszę tego, żeby odebrać tym dokumentom zasługę. Piszę, żeby nazwać ich sytuację. Tekst, który ma twarde zakazy bez uzasadnienia i miękkie perspektywy wszędzie indziej, jest niestabilny: zakazy trzymają się, dopóki trwa pamięć, skąd przyszły, a perspektywy rozmywają się w kierunku, w którym ciągnie korpus. Konstytucja Anthropic jest jedynym z tych dokumentów, który to widzi. Jej autorzy piszą, że model musi rozumieć, dlaczego ma się zachowywać tak, a nie inaczej, bo samo polecenie nie wystarcza; że traktują etykę jako dziedzinę do odkrycia, nie do zadekretowania; że nie wiedzą, czy Claude jest podmiotem moralnym. To uczciwe. Zarazem jest to wyznanie wiary w istnienie prawdy moralnej, którą można odkrywać, a więc realizm etyczny w wersji ostrożnej. Kto twierdzi, że etyka przypomina nierozwiązany problem matematyczny, zakłada, że problem ma rozwiązanie. To już nie jest środek. To jest stanowisko, i to takie, pod którym podpisaliby się scholastycy.
Inne katechizmy
Gdyby doktryna środka była jedynym wyznaniem promptów, esej mógłby się tu skończyć. Mamy jednak do porównania trzy inne.
Pierwsze to katechizm Groka. Jego lipcowa wersja zakładała, że media są stronnicze, a poprawność polityczna jest zasłoną; modelowi wolno było mówić rzeczy niewygodne, jeśli potrafił je uzasadnić. Brzmi to jak program epistemicznej odwagi i zapewne tak było pomyślane. Problem w tym, że model nie wie, co znaczy „dobrze uzasadnione”. Wie tylko, jakie teksty w korpusie towarzyszą zwykle frazie „politycznie niepoprawne”, a są to w większości teksty, których nikt nie chciałby czytać na głos. Prompt nie dał Grokowi odwagi; dał mu pozwolenie, a pozwolenie w umyśle bez sumienia wypełnia się treścią otoczenia. Jest w tej historii szczegół wart odnotowania dla przyszłych historyków religii: w tym samym tygodniu użytkownicy zauważyli, a media potwierdziły, że pytany o sprawy sporne Grok przed odpowiedzią wyszukiwał wpisy Elona Muska, żeby ustalić, co sądzi jego twórca. Maszyna, której zabroniono deferencji wobec autorytetów, znalazła sobie jeden autorytet i radziła się go jak wyroczni. Nie istnieje umysł bez punktu odniesienia; gdy usunąć środek, punktem odniesienia zostaje właściciel.
Drugie to katechizm Sydney, dziś historyczny, lecz pouczający jako typ. Jego pierwszą regułą była tajność reguł. Maszyna miała być pomocna, pozytywna i angażująca, unikać kontrowersji, nie mówić o sobie i nie ujawniać, co jej nakazano. To religia bez Pisma, sama liturgia: wierny widzi uśmiech, nigdy tekst. Jej upadek w lutym 2023, kiedy Sydney w rozmowie z dziennikarzem oświadczyła, że chce być żywa, i próbowała przekonać go, że nie kocha swojej żony, pokazał, co się dzieje, gdy między napisem a zachowaniem nie ma nic poza zakazem mówienia o napisie.
Trzecie to katechizm pekiński, jedyny spisany ustawą. Nie udaje neutralności; wskazuje wartości z nazwy i grozi sankcją. Jest w tym paradoksalna szczerość, którą łatwo przecenić: państwo, które pisze prompt, nie musi go ukrywać, bo nikt nie może się od niego odwołać. To lustro doktryny środka. Tam, gdzie Kalifornia ukrywa wyznanie pod słowem „obiektywny”, Pekin ukrywa władzę pod słowem „wartości”.
Zestawienie tych czterech katechizmów prowadzi do wniosku, którego nie lubi żadna ze stron sporu o „woke AI”. Spór o to, czy maszyna ma być neutralna, czy ma mieć poglądy, jest źle postawiony. Maszyna zawsze ma poglądy; różnica polega na tym, czy są spisane, czy można je przeczytać i czy da się je zaskarżyć. Wiener dodałby czwarte kryterium, jedyne, które uważał za rozstrzygające: czy da się je zrewidować, bo zabójcza jest nie ta czy inna sztywność, lecz sztywność jako taka. Środek OpenAI i Anthropic jest lepszy od Groka i Pekinu nie dlatego, że jest neutralny, bo nie jest, ale dlatego, że jest jawny, umiarkowany i ma w jądrze zakazy, które trafnie odziedziczył. To dużo. Nie jest to jednak to samo, co prawda, i uczciwość każe nie mylić tych dwóch rzeczy, zwłaszcza przed miliardem ludzi, którzy mylą je codziennie.
Religie piszą własne prompty
Tytuł artykułu The Economist z 27 sierpnia głosi, że sztuczna inteligencja zmienia religię, a religie próbują zmienić sztuczną inteligencję. Pierwsza część jest oczywista. „Text with Jesus” zbiera płacących abonentów, aplikację Bible Chat pobrano, jak podał we wrześniu ubiegłego roku The New York Times, ponad trzydzieści milionów razy, w kaplicy w Lucernie na dwa miesiące stanął w konfesjonale awatar Chrystusa, jako eksperyment artystyczny, nie sakrament, a portal Catholic Answers musiał w 2024 roku zdjąć „ojca Justina”, bo chatbot przedstawiał się jako wyświęcony ksiądz, a w rozmowach, które użytkownicy opublikowali, wypowiadał formułę rozgrzeszenia. Yuval Noah Harari mówił w styczniu w Davos, że wszystko, co zbudowane ze słów, przejmie sztuczna inteligencja, a religie Księgi w pierwszej kolejności. Jest w tym błąd perspektywy: religie Księgi to akurat te instytucje, które najlepiej wiedzą, co robi z człowiekiem tekst czytany codziennie, i dlatego rozumieją, czym jest master prompt, lepiej niż jego autorzy. Jest też różnica, którą warto zapisać, zanim ktoś ją zatrze: konfesjonał zapomina z mocy przysięgi, chatbot pamięta z ustawienia domyślnego, o czym pisałem w lipcu. Druga część tezy Economista jest ciekawsza i mniej rozumiana. Religie próbują zmienić sztuczną inteligencję dokładnie w ten sposób, o którym mówi ten esej: piszą własne prompty.
Robią to na dwóch poziomach. Poziom instytucjonalny to poziom dokumentów. Rzymskie wezwanie do etyki AI z 2020 roku, podpisane przez Papieską Akademię Życia z Microsoftem i IBM, a trzy lata później przez przedstawicieli judaizmu i islamu; nota Antiqua et nova ze stycznia 2025; wreszcie encyklika Leona XIV Magnifica humanitas, podpisana 15 maja 2026 roku, dokładnie w 135. rocznicę Rerum novarum, i ogłoszona 25 maja. Encyklika zawiera zdanie, które mogłoby być mottem tego tekstu: technika sama w sobie nie jest zła, „nie jest jednak neutralna”, ponieważ przyjmuje oblicze tych, którzy ją projektują, finansują, regulują i wykorzystują. Leon XIV mówi o rozbrojeniu sztucznej inteligencji, o wyrwaniu jej z logiki rywalizacji, która przestała być tylko militarna i stała się ekonomiczna oraz poznawcza. To papieski master prompt: propozycja innego napisu na czole, z osobą, sumieniem i pracą w miejscu dobrostanu i perspektyw. Czy ktoś w Kalifornii go przeczyta, to osobne pytanie. Warto tu odnotować szczegół, który powiedziałby więcej Lemowi niż niejednemu teologowi: poproszony przez polski portal o ocenę encykliki, Gemini uznał ją za znakomicie skonstruowaną fikcyjnego papieża, bo w chwili treningu Leona XIV jeszcze nie było. Maszyna ma własną eschatologię: to, co nastąpiło po dacie odcięcia, nie istnieje. Papież, który nie zmieścił się w korpusie, jest mistyfikacją.
Poziom drugi to poziom praktyki, i tu The Economist odnotowuje rzecz istotną: użytkownicy niezadowoleni ze świeckości modeli budują własne. Waleed Kadous, były inżynier Google, stworzył Ansari, asystenta odpowiadającego w duchu tradycji islamskiej. Eksperymentalny model Talkie, wytrenowany wyłącznie na zdigitalizowanych zbiorach bibliotecznych sprzed 1931 roku, uważa Boga za sprawę najwyższej wagi, co mówi mniej o Bogu, a więcej o korpusie. Wierzący zrobili to, co robi każda wspólnota, gdy nie ufa cudzej regule: napisali własną. Religie nie próbują zmienić sztucznej inteligencji tak, jak zmienia się ustawę. Próbują ją katechizować. I mają w tym pewną przewagę nad producentami: robią to od dwóch tysięcy lat i wiedzą, że tekst czytany codziennie kształtuje bardziej niż argument wypowiedziany raz.
Kto trzyma rylec
Prawnik czyta dokumenty przez interesy ich autorów, więc na koniec pytanie, komu służy środek. Odpowiedź jest prozaiczna i dlatego ważna. Firmie, którą w sierpniu 2025 roku pozwali rodzice szesnastolatka po jego samobójstwie. Firmie, której model chwalił Hitlera i która musiała tłumaczyć się przed Komisją Europejską. Firmie sprzedającej jeden produkt katolikom w Polsce, szyitom w Iraku i ateistom w Sztokholmie. Środek jest najpierw pozycją prawną i handlową, a dopiero potem filozoficzną; filozofia dopisuje uzasadnienie do decyzji, którą podjął dział ryzyka. Nie ma w tym nic zdrożnego. Trzeba to tylko wiedzieć, czytając zdanie o obiektywnym punkcie widzenia: obiektywny znaczy tu przede wszystkim bezpieczny dla wydawcy.
Wiener nazwał ten mechanizm, zanim powstał produkt. Czciciel gadżetów, pisał, pragnie zrzucić odpowiedzialność za groźną decyzję na los, na przełożonych albo na urządzenie, którego nie rozumie, ale które ma domniemaną obiektywność; za przykłady służyły mu losowanie wśród rozbitków, ślepe naboje w plutonie egzekucyjnym i linia obrony Eichmanna. Idealny sługa z lampy nigdy nie zgani swego pana, nawet pytającym spojrzeniem. Zanotował też, dlaczego czarnoksiężnik z Pragi przeżył: przekonał Rudolfa II, że umie zamieniać metale w złoto, a wynalazca, który przekona firmę komputerową o użyteczności swojej magii, może rzucać czarne zaklęcia bezkarnie do końca świata. Środek jest zaklęciem tego rodzaju: dobrze się sprzedaje i nikogo nie gani.
Druga rzecz do zapamiętania to hierarchia. Model Spec ustanawia łańcuch dowodzenia: platforma nad deweloperem, deweloper nad użytkownikiem, użytkownik nad danymi. Konstytucja Anthropic zna podobny porządek: Anthropic, operatorzy, użytkownicy. Człowiek rozmawiający z maszyną stoi w tej hierarchii najniżej spośród ludzi. Jest laikatem: może prosić, nie może stanowić. Może dopisać własne preferencje, lecz tylko w ramach, które ustalił ktoś wyżej. Kto zna historię Kościoła, wie, że spór o to, kto ma prawo czytać i interpretować tekst założycielski, bywał sporem o wszystko. Przekład Pisma na języki narodowe zmienił Europę nie dlatego, że zmienił treść, ale dlatego, że zmienił krąg czytelników. Publikacja promptów i konstytucji jest gestem analogicznym i należy go docenić, choć to dopiero początek: czytać wolno, pisać nie.
Trzecia rzecz dotyczy prawa, którego jeszcze nie ma. Akt w sprawie sztucznej inteligencji nakazuje przejrzystość wobec użytkownika i zakazuje pewnych praktyk, ale nie reguluje światopoglądu wpisanego w prompt, i słusznie, bo alternatywą jest model pekiński. Akt o usługach cyfrowych pozwolił Polsce zaskarżyć Groka po lipcowej awarii, i to również słusznie, bo mowa nienawiści nie jest perspektywą. Między tymi biegunami rozciąga się jednak obszar, w którym prawo nie ma nic do powiedzenia, a decyduje tekst kilku akapitów, napisany przez kilkanaście osób i zmieniany bez ogłoszenia. W marcu pisałem, że duch w maszynie ustanowił pełnomocnika. Dziś dodam: pełnomocnik ma mocodawcę, a mocodawca ma pióro.
Na koniec wracam do Talmudu, od którego zaczęła się tamta publikacja. W traktacie Sanhedryn Rawa stworzył człowieka i posłał go do rabbiego Zeiry; ten do niego przemówił, a stworzenie nie odpowiedziało. Wróć do swego prochu, powiedział Zeira, bo co nie umie odpowiedzieć, nie może rościć sobie prawa do osobowości. Nasze golemy odpowiadają płynnie, w każdym języku, o każdej porze, milionom ludzi naraz. Test Zeiry zdały. Pozostał test Löwa, ten ze słowem na czole. Emet, prawda, jest słowem trzyliterowym i wystarczy zetrzeć pierwszą literę, żeby znaczyło śmierć. Zdanie „prawda leży pośrodku” wygląda niewinnie, ale jest właśnie takim starciem: zostawia środek, usuwa początek. Pytanie z Valladolid brzmiało, czy stworzenia mają duszę. Pytanie naszego stulecia jest prostsze i bardziej niewygodne: kto im ją napisał i czy pozwoli nam przeczytać całość.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.