W obronie Mojżesza – Co Tora wie o Egipcie i kto mógł to wiedzieć?

W obronie Mojżesza – Co Tora wie o Egipcie i kto mógł to wiedzieć?

2026.09.06 Autor: Robert Nogacki

Urzędnik i cegły

W piątym roku panowania Ramzesa II, tego samego roku, w którym faraon walczył z Hetytami pod Kadesz i kazał potem wyryć poemat o swoim zwycięstwie na ścianach pięciu świątyń, pewien urzędnik na drugim końcu państwa zasiadł nad skórzanym zwojem i odnotował, że ceglarz Paherypedżet, syn Pasera, nie dostarczył swoich dwóch tysięcy cegieł. Na tym samym zwoju widnieje czterdziestu młodszych urzędników, każdy odpowiedzialny za tę samą liczbę, a dokument przetrwał w Luwrze, bo skóra jest trwała, a biurokracja cierpliwa. Jest rok 1274 przed Chrystusem. Nikt nie pamięta Paherypedżeta za nic, co zrobił. Trzy tysiące lat później pamięta się go za to, że nie wyrobił normy.

Zaczynam od niego, bo Egipt Księgi Wyjścia jest jego Egiptem, zanim staje się czyimkolwiek innym. Nie jest to w pierwszej kolejności kraj czarowników i plag. Jest to kraj norm. Hebrajskich nadzorców bije się, bo liczba cegieł jest za mała. Lud rozbiega się po polach zbierać ścierń, bo słomy odmówiono, a normy nie obniżono. Pierwszym aktem politycznym Mojżesza jest prośba o dni wolne na święto religijne, a pierwszą odpowiedzią faraona jest odpowiedź każdego kierownika budowy w dziejach: jesteście leniwi, dlatego chcecie wolnego. Księga Wyjścia jest być może jedynym świętym tekstem na świecie, w którym niedobór materiału budowlanego ma wagę teologiczną. Papirus z kolekcji Anastasiego, egipski dokument z końca tego samego stulecia, zachował skargę urzędnika, że w okręgu nie ma ludzi do wyrobu cegieł ani słomy. Nie myślał o Hebrajczykach. Na tym właśnie polega rzecz.

Pytanie, które chcę postawić, nie jest tym, które zwykle stawia się w sprawie Mojżesza, czyli czy morze się rozstąpiło. Jest mniejsze i bardziej rozstrzygalne: kto wiedział o słomie? Kto znał nazwę miasta, które budowali niewolnicy, cenę zabitego niewolnika, adres boga mieszkającego wśród nomadów pustyni na południe od Kanaanu? Tora to wszystko wie. Ktoś to tam umieścił.

Żeby to pytanie miało sens, trzeba przypomnieć spór, w który wchodzi. Tora, po grecku Pięcioksiąg, to pięć pierwszych ksiąg Biblii: Rodzaju, Wyjścia, Kapłańska, Liczb i Powtórzonego Prawa. Przez ponad dwa tysiące lat Żydzi i chrześcijanie przyjmowali, że napisał je Mojżesz, człowiek, który wyprowadził Izraelitów z Egiptu i przekazał im prawo na Synaju; mówiło się po prostu „Prawo Mojżesza”. Wątpliwości zgłaszano od dawna, ale w system ułożył je dopiero wiek XVII, a potem XIX. Baruch Spinoza napisał w 1670 roku, że Pięcioksiąg zredagował raczej Ezdrasz, kapłan z V wieku przed Chrystusem, niż Mojżesz. Dwieście lat później niemiecki uczony Julius Wellhausen w „Prolegomenach do historii Izraela” (1878) rozłożył Torę na cztery dokumenty spisane w różnych stuleciach i splecione przez późniejszych redaktorów; najmłodszy z nich, tak zwane źródło kapłańskie, zajęte rytuałem, genealogiami i sanktuarium, umieścił po powrocie z wygnania babilońskiego, a więc jakieś siedemset lat po epoce, w której miał żyć Mojżesz. Jego uczniowie i przeciwnicy spierają się do dziś o liczbę dokumentów i o kolejność, ale w jednym są zgodni: Tora w kształcie, jaki mamy, powstała z wielu warstw, a jej ostateczną redakcję datuje się najczęściej na okres perski, między 539 a 332 rokiem przed Chrystusem. Wielu poszło dalej i uznało, że sam Mojżesz jest postacią z legendy, jak Romulus. Tak wygląda dziś stanowisko większości biblistów na uniwersytetach, i to z nim będę rozmawiał.

Będę rozmawiał, nie polemizował w ciemno. Twierdzę, że kiedy zrekonstruujemy człowieka, który wiedział o słomie, z samej tylko wiedzy i bez żadnej pomocy ze strony pobożności, okaże się on nadzwyczaj podobny do człowieka, za którego księga go podaje. Ale najpierw trzeba uczciwie pokazać, dlaczego tak wielu mądrych ludzi sądzi inaczej.

 

Sprawa przeciw Mojżeszowi

Oddajmy sprawiedliwość drugiej stronie, bo na nią zasłużyła i bo sprawa, która ukrywa siłę przeciwnika, to sprawa, która spodziewa się przegrać.

Najsilniejszy argument przeciw Mojżeszowi nie pochodzi od Wellhausena ani z jego metody, którą nazywa się krytyką źródeł: rozpoznawania w jednym tekście kilku dawniejszych po różnicach stylu i słownictwa oraz po opowieściach powtórzonych dwukrotnie w odmiennych wersjach. Najsilniejszy argument pochodzi z samej Tory. Christopher Rollston, amerykański epigrafik, czyli badacz starożytnych inskrypcji, który akurat wierzy w historycznego Mojżesza, wyłożył go z godną podziwu oszczędnością. Pięcioksiąg nigdzie nie mówi, że Mojżesz napisał Pięcioksiąg. Mówi, że napisał rzeczy konkretne: notatkę o bitwie z Amalekitami, słowa przymierza, warunki jego odnowienia, listę postojów na pustyni, pieśń oraz „to Prawo”, które w Księdze Powtórzonego Prawa oznacza prawo przez tę księgę wykładane. Wszystko inne opowiedziane jest o nim, w trzeciej osobie, jakieś sześćset razy. Księga Liczb (12,3) informuje nas, że Mojżesz był najskromniejszym człowiekiem na ziemi, a to nie jest zdanie, które pisze człowiek skromny. Ostatni rozdział Księgi Powtórzonego Prawa grzebie go i dodaje, że odtąd nie powstał w Izraelu prorok jemu równy; to „odtąd” potrzebuje sporo czasu, żeby cokolwiek znaczyć. Księga Rodzaju zauważa, że Kananejczycy mieszkali „wówczas” w kraju (12,6), i wylicza królów Edomu panujących, „zanim Izraelici mieli króla” (36,31), choć pierwszy król Izraela, Saul, żył dwa wieki po Mojżeszu. Księga Powtórzonego Prawa pokazuje łoże Oga, króla Baszanu, jako osobliwość, którą wciąż można obejrzeć w Rabbat synów Ammona (3,11), tak jak prowincjonalne muzeum przechowuje but olbrzyma. Księga powołuje się na źródła, w tym na Księgę Wojen Pana (Lb 21,14), której nikt nie otwierał od trzech tysięcy lat.

Za tym stoi krytyka źródeł z jej dwoma opisami stworzenia, dwoma potopami splecionymi w jeden, trzema zbiorami praw, które poprawiają się nawzajem (Kodeks Przymierza w Wj 20 do 23, prawa Księgi Powtórzonego Prawa i tak zwany Kodeks Świętości w Kpł 17 do 26), i głosem kapłańskim o własnym słownictwie. Za tym zaś stoi archeologia. Żaden tekst egipski nie wspomina o wyjściu Izraelitów. Na Synaju nie znaleziono obozowisk. Izrael, gdy wreszcie pojawia się w ziemi, wygląda na lud, który wyrósł z wiosek w górach około 1200 roku przed Chrystusem, a nie na lud, który do nich wkroczył. W opowieści są Filistyni, także w czasach Abrahama, choć ten lud przybył na wybrzeże Kanaanu dopiero około 1175 roku. Jest Ur „chaldejskie” (Rdz 11,28), choć Chaldejczycy pojawiają się w Babilonii dopiero w IX wieku. Dziecko w koszu na rzece przypomina legendę o narodzinach Sargona z Akadu, mezopotamskiego króla z XXIII wieku, którego matka również powierzyła go rzece. Jest wreszcie, całkiem niedawno, sprawa imienia Mojżesza, do której dojdę, bo jedyną egipską rzecz w Mojżeszu, co do której wszyscy byli zgodni, właśnie mu odebrano.

Wszystko to prawda i, co ważniejsze, nic z tego nie jest nowe ani obce tradycji. Talmud już w starożytności oddał ostatnie osiem wersów Tory, opis śmierci Mojżesza, jego uczniowi Jozuemu. Abraham ibn Ezra, hiszpański gramatyk i komentator z XII wieku, napomknął o „tajemnicy dwunastu”, wyliczył pół tuzina wersów, których Mojżesz napisać nie mógł, i dalej wierzył, że Mojżesz napisał resztę, w co z grubsza i ja będę wierzył na końcu. Spinoza wziął te napomknienia i zrobił z nich system. Krytycy wygrali spór, który zamierzali wygrać, i wygrali go, czytając Torę z uwagą, jakiej jej przyjaciele nie zawsze jej okazywali: Mojżesz nie napisał każdego słowa księgi, która nosi jego imię. Mnie interesuje to, co dzieje się potem. Rollston, dowiódłszy, że Tora nie ogłasza Mojżesza swoim autorem, dodaje tym samym tchem, że uważa Mojżesza za człowieka rzeczywistego i piśmiennego, a wyjście niewolników za wydarzenie. Oba obozy, jak się okazuje, dzieli nie tyle materiał dowodowy, ile słowo.

 

Słowo „autor” i zasady gry

Tym słowem jest „autor”, a prawnicy wiedzą o nim coś, o czym literaturoznawcy zapomnieli. Kodeks należy do władzy, która nadaje mu moc, nie do kancelistów, którzy go zredagowali, ani do późniejszych kancelistów, którzy go opatrzyli przypisami. Hammurabi, babiloński król z XVIII wieku przed Chrystusem, którego prawa stoją wyryte na steli w Luwrze, nie rył ich w diorycie własną ręką, a nie przestały być jego, gdy uczniowie przepisywali je jeszcze tysiąc lat później. Digesta Justyniana, cesarza bizantyńskiego z VI wieku, zestawiła komisja pod przewodem Tryboniana z pism dawnych jurystów, a mimo to są Justyniana. Kodeks Napoleona napisał Portalis z trzema kolegami; nowelizuje się go bez przerwy od dwustu lat i nikt nie uważa jego nazwy za kłamstwo. Łaciński auctor to ten, kto nadaje powagę. Kiedy Księgi Jozuego, Królewskie i Ezdrasza mówią o „Prawie Mojżesza”, mają na myśli właśnie coś takiego: że prawo Izraela czerpało moc od prawodawcy, który je otrzymał i ogłosił, oraz że istniał i był przechowywany pisemny depozyt sięgający do niego. Czy każdą literę ukształtowały jego własne palce, to pytanie, które starożytni uznaliby za dziwaczne, tak jak nam dziwaczne wydałoby się pytanie, który z palców Napoleona trzymał pióro.

Pytanie brzmi więc: czy jest depozyt i czy nosi odciski palców? Oto jak proponuję ich szukać. Wyobraźmy sobie trzech kandydatów na autora rdzenia Tory i nadajmy im imiona. Pierwszy to Lewita: członek plemienia, z którego Tora wywodzi kapłanów, człowiek, który żył w Egipcie za Ramessydów, faraonów XIX i XX dynastii panujących mniej więcej od 1295 do 1070 roku przed Chrystusem, i który stoi na równinach Moabu, na wschodnim brzegu Jordanu naprzeciw Jerycha, w XIII wieku, dyktując komuś, kto umie pisać. Czy chodził na dwór faraona, jak chce opowieść o dziecku w koszu, tego nie zakładam; wrócę do tego jako do hipotezy pomocniczej. Drugi to Skryba: uczony pisarz w Jerozolimie w VII wieku, albo na wygnaniu w Babilonie, albo w małej perskiej prowincji Jehud, w którą po powrocie z wygnania zmieniła się Juda, pracujący z wyobraźni i z ogólnej wiedzy o Egipcie, jaką miał każdy wykształcony człowiek jego czasów, sześć lub osiem stuleci po Lewicie. Trzeci to Dziedzic: ten sam późny pisarz, ale piszący ze starej tradycji, niesionej ustnie od czasów Lewity, w którą wierzy i której koloryt zachowuje. Dziedzic jest rywalem poważniejszym niż Skryba i trzeba to powiedzieć od razu, żeby rama nie była ustawiona pod wygraną: wszystko, co odróżnia Lewitę od Skryby, odróżnia od Skryby także Dziedzica, a między Lewitą a Dziedzicem rozstrzyga tylko jedno pytanie, czy to, co przyszło z Egiptu, przyszło jako pamięć, czy jako dokument. Do tego pytania dojdę na końcu; wcześniej, gdy piszę „Skryba”, mam na myśli pisarza bez tradycji, a gdy dane pasują do Lewity, pasują i do Dziedzica. Weźmy wszystko, co Tora wie, i zapytajmy o każdą rzecz, który z nich prędzej ją znał.

Zasady gry ustalam z góry, żeby nie zmieniać ich w trakcie.

Pierwsza: nie pytam, kto mógł coś wiedzieć, bo dostatecznie zdeterminowany Skryba mógł wiedzieć wszystko; pytam, kto wiedział prędzej. Fakt, który obaj znaliby jednakowo, sam egipski koloryt dostępny każdemu mieszkańcowi Lewantu w każdym stuleciu, nie liczy się wcale. Fakt, który po roku 1100 nie miał już żywego odniesienia, liczy się bardzo.

Druga: dane dzielę na trzy klasy i nazywam klasę każdej. Są dane, które różnicują obu kandydatów. Są dane, które pasują do Lewity, ale Skryba też mógłby je znać, więc nie rozstrzygają niczego. I są dane, które świadczą przeciw Lewicie. Najłatwiejszym oszustwem w tym gatunku jest podać zgodność za dowód; pierwsze wersje tego eseju popełniały je w kilku miejscach i zostały za to słusznie skarcone.

Trzecia: fakty pochodzą z różnych szuflad, nazw miejscowych, praktyki pracy przymusowej, słownictwa, imion, adresu boga, i przeciwnik musi otworzyć każdą szufladę z osobna. „Kananejczycy handlowali z Egiptem” tłumaczy zapożyczenia, ale nie imiona lewitów; „skrybowie lubią brzmieć archaicznie” tłumaczy brak Jerozolimy, ale nie ocalałą nazwę miasta, o którym żaden skryba nie słyszał. Cena teorii konkurencyjnej jest iloczynem jej wymówek.

Czwarta: o każdym szczególe z epoki Ramzesa pytam, ile kosztowałoby Skrybę trafienie w niego i co by mu to przyniosło. Odpowiedź: bibliotekę, której nie miał, dla publiczności, która nie mogła go sprawdzić i nie dbałaby o to, w kulturze literackiej, która wierności epoce nie ceniła wcale. Fałszerz zadaje sobie trud, żeby mu uwierzono. Wysoki koszt i żaden zysk to nie jest sposób, w jaki działa fałszerstwo; tak działa pamięć.

Piąta: pytam, gdzie są błędy. Jeśli księga to stary rdzeń z późniejszymi dopiskami, anachronizmy powinny wypadać tam, gdzie mieszkali ci, którzy dopisywali, a nie tam, gdzie ich nie było. Jeśli to późna fikcja, błędy powinny być wszędzie albo najgęściej w Egipcie, o którym autor fikcji wiedział najmniej.

Szósta: mówię z góry, co by mnie obaliło. Wykazanie, że nazwa Ramses była w VII wieku w użyciu dla miasta w Delcie. Poświadczenie egipskiej nazwy bagna papirusowego, o której będzie mowa, w tekstach I tysiąclecia. Perskie zapożyczenie w Kodeksie Przymierza. Wykazanie, że trzy imiona lewickie, które uznaję za egipskie, egipskie nie są. Wykazanie zależności od asyryjskiego traktatu Asarhaddona wewnątrz korpusu prawnego Księgi Powtórzonego Prawa, rozdziały 12 do 26. Wykazanie, że Kodeks Przymierza z Księgi Wyjścia został ułożony na podstawie praw Hammurabiego w epoce asyryjskiej, między 740 a 640 rokiem, jak twierdzi David Wright.

 

To, co różnicuje

Zacznijmy od mapy. Niewolnicy budują miasto na składy zwane Ramses, a wyjście rusza z Ramses (Wj 1,11; 12,37). Miasto to Pi-Ramzes, „Dom Ramzesa”, stolica, którą Ramzes II wzniósł w Delcie koło dzisiejszej wioski Kantir około 1270 roku, na wschodniej, peluzyjskiej odnodze Nilu. Odnoga zamuliła się, miasto zostało na suchym i do początku XI wieku opustoszało; jego posągi i kolumny przewieziono do nowej stolicy, Tanis, którą Biblia zna jako Soan. Kiedy późniejsi pisarze hebrajscy chcieli wskazać stolicę Delty, mówili Soan (Ps 78,12; Iz 19,11), bo Soan istniało. Tora tymczasem sadzi Ramses nawet tam, gdzie mu nie miejsce: Józef osadza rodzinę „w ziemi Ramses” (Rdz 47,11), setki lat przed panowaniem jakiegokolwiek Ramzesa. Krytycy nazywają to anachronizmem i mają rację, dokładnie tak, jak anachronizmem jest zdanie, że Cezar najechał Brytanię. To anachronizm pisarza, który nazywa okolicę jej bieżącym imieniem. Pisarz epoki perskiej nie miał powodu sięgać po nazwę martwą od sześciuset lat. Nawet jeśli ten wers jest dopiskiem, jest dopiskiem z epoki Ramzesów.

Ten argument ma przeciwnika i trzeba go wymienić. Donald Redford, kanadyjski egiptolog, twierdził, że nazwa Ramzesa żyła w Egipcie dłużej, niż żyło miasto, w pamięci kultowej, i mogła wejść do tradycji biblijnej wieki po jego upadku; przypominał kulty „bogów Pi-Ramzes” poświadczone jeszcze w IV wieku. James Hoffmeier, amerykański egiptolog, i Gary Rendsburg, hebraista, odpowiadają w studium z 2022 roku, że te kulty są późnym założeniem, a jako nazwa istniejącego miasta Ramses wygasł w XI wieku; toponim w Torze nazywają autentycznym i datowalnym wspomnieniem. Bernd Schipper z Berlina dodaje, że hebrajska pisownia imienia faraona odpowiada konwencjom I tysiąclecia, a nawet ostrożny Rainer Albertz przyznaje tej nazwie tylko cień dawnego wspomnienia. Ważę to tak: pamięć o bogach jakiegoś miejsca to nie to samo, co używanie jego nazwy jako adresu, pod którym coś się buduje i z którego się wyrusza; Ramses w Torze jest adresem. Ale to wniosek o tym, jak zachowują się nazwy, nie udokumentowany fakt o egipskim użyciu w I tysiącleciu, i tak go oznaczam: prawdopodobny, nie pewny.

Druga nazwa jest mniej znana i przez to cenniejsza. Morze, przez które przechodzą Izraelici, nazywa się po hebrajsku Jam Suf, dosłownie „morze sitowia” (Biblia Tysiąclecia tłumaczy „Morze Czerwone”). Egipskie teksty z epoki Ramzesów, między innymi papirus Anastasi III opisujący okolice Pi-Ramzes, znają w tej samej okolicy bagno papirusowe zwane pa-czufi, a czuf to egipskie słowo, z którego hebrajskie suf jest zapożyczone. Poświadczenia, które znam, są ramessydzkie; jeśli ktoś znajdzie tę nazwę w tekście z I tysiąclecia, argument osłabnie, i dlatego wpisałem to do listy tego, co by mnie obaliło.

Potem praca, czyli to, od czego zacząłem. Skórzany zwój z Luwru daje normę dwóch tysięcy cegieł na brygadę. Skarga z papirusu Anastasi daje brak ludzi i brak słomy. Papirus z Lejdy odnotowuje ludzi zwanych Apiru, cudzoziemskich robotników niskiego stanu, których nazwę niektórzy zestawiają z „Hebrajczykami”, ciągnących kamień na wielki pylon Ramzesa. Papirus Anastasi VI z czasów Merenptaha, syna Ramzesa II, odnotowuje urzędników pogranicza przepuszczających plemiona koczowników Szasu z Edomu przez twierdzę do stawów Pitom, aby zachować przy życiu ich i ich bydło, co jest historią Józefa karmiącego braci w Egipcie widzianą z egipskiej strony biurka. Żaden z tych dokumentów nie wspomina o Izraelu. Wszystkie opisują świat, który Księga Wyjścia zakłada, w miejscu i w stuleciu, które Księga Wyjścia wymienia. Powiem jednak, ile to waży, żeby otwarcie tego eseju nie obiecywało więcej, niż dowodzi. Że w Egipcie robiono cegły ze słomą i liczono je brygadom, wiedział każdy, kto kiedykolwiek w Egipcie budował, także Judejczyk z diaspory saickiej; słoma jest fakturą, nie dowodem, a pytanie „kto wiedział o słomie” jest figurą, nie argumentem. Różnicuje nie to, że Tora zna cegły. Różnicuje to, że zna Ramses.

Potem drobiazgi, czyli to, o czym kłamcy zapominają. Księga Powtórzonego Prawa przeciwstawia ziemię obiecaną, pojoną deszczem z nieba, Egiptowi, gdzie człowiek sieje ziarno i nawadnia je „nogą” (11,10), jak ogrodnik w dolinie Nilu poruszający stopą zastawkę kanału. Księga Liczb pamięta, z precyzją tęsknoty, ryby, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek, które w Egipcie jadło się za darmo (11,5). Księga Rodzaju daje czterdzieści dni na balsamowanie i siedemdziesiąt na żałobę, każe Józefowi umrzeć w wieku 110 lat, który Egipcjanie uważali za idealną długość życia, i wie, że Egipcjanie nie siadają do stołu z Hebrajczykami. Każdy szczegół jest dość mały, by być przypadkiem. Nie jest przypadkiem ich gęstość.

I jeszcze jedno, czego w Torze nie ma, a co jest równie wymowne jak to, co w niej jest. Skryba znał Egipt swojej epoki, zwanej saicką od stolicy w Sais, gdzie w VII i VI wieku rządziła XXVI dynastia i gdzie po zburzeniu Jerozolimy w 587 roku schroniła się żydowska diaspora. Jej adresy zna prorok Jeremiasz: Migdol, Tachpanches, Nof, czyli Memfis, ziemia Patros (Jr 44,1). Tora nie zna żadnego z nich poza Migdol, a Migdol, jak zobaczymy, istniało w obu epokach. Skryba uzupełniający mapę Delty z pamięci użyłby nazw, które znał; tych nazw w Torze nie ma. To argument z milczenia i ważę go jak argument z milczenia, z jednym zastrzeżeniem: milczenie pada dokładnie tam, gdzie Skryba miałby powód mówić. Trasa wyjścia prowadzi przez północno-wschodnie pogranicze Delty, a tam w epoce saickiej stała wielka twierdza graniczna Tachpanches, grecka Dafne, z garnizonem najemników faraona Psametycha. Pisarz odtwarzający ucieczkę przez własne pogranicze trafiłby na nią. Tora jej nie zna.

Opuśćmy teraz Egipt, jak czyni to księga. Bóg Izraela ma w najstarszych tekstach adres i jest to adres zaskakujący. Dwie egipskie listy ludów i krain, jedna w świątyni w Soleb w Nubii, dzisiejszym Sudanie, za Amenhotepa III (około 1390 do 1352), druga w Amara Zachodniej za Ramzesa II, wymieniają „ziemię Szasu Jhw” wśród ziem koczowników Szasu, obok nazwy czytanej zwykle jako Seir, czyli góry Edomu na południe od Morza Martwego. Tu należy się dokładność, bo poprzednie wydanie dokładne nie było. Egipski tekst wymienia Jhw tak, jak wymienia inne ziemie Szasu: jako nazwę miejsca albo ludu, nie boga. Że to ta sama nazwa, którą Izrael nadał swojemu Bogu, i że lud nosił imię swego boga albo bóg imię swego ludu, to wniosek, powszechnie wyciągany, ale nie wymuszony przez gramatykę; część egiptologów przyjmuje odczyt, a odmawia mu znaczenia teologicznego. Daniel Fleming w Yahweh before Israel wychodzi od tych dwóch tekstów jako od miejsca, w którym każda historia imienia Bożego musi się zacząć. Najstarsza poezja Biblii zgadza się z Egipcjanami: Pan przychodzi z Synaju, wschodzi z Seiru i jaśnieje z Paranu (Pwt 33,2); wyrusza z Seiru i z pola Edomu (Sdz 5,4); przychodzi z Temanu (Ha 3,3). A Tora każe Mojżeszowi spotkać Go nie w Egipcie i nie w Kanaanie, lecz w Madianie, na dalekim południu, w domu madianickiego kapłana, który później składa Panu ofiarę w obecności Aarona i starszych. Bibliści nazywają to hipotezą madianicką: że kult Jahwe przyszedł do Izraela z południa, od pustynnych plemion. Zbudowano ją bez odrobiny wiary w Mojżeszowe autorstwo, a dochodzi pod ten sam adres, który podaje Tora.

Tu potrzebuję jednego narzędzia historyków, które warto nazwać, bo będę go używał częściej. Nazywa się kryterium zakłopotania: szczegół niewygodny dla wspólnoty, która go przechowała, jest bardziej wiarygodny niż szczegół dla niej pochlebny, bo nikt nie wymyśla sobie rzeczy niewygodnych. Narzędzie pochodzi z badań nad Ewangeliami i ma tam swoich krytyków, słusznych o tyle, że działa tylko wtedy, gdy wiemy, co przechowującym było niewygodne. Tu wiemy, bo sami to zapisali. Pomyślmy więc, co z południowym adresem Boga zrobiłby Skryba. Juda nie cierpiała Edomu (proszę przeczytać proroka Abdiasza albo Psalm 137), a Madian wyrżnęła we własnej świętej opowieści (Lb 25 i 31). Skryba wymyślający początki swojego Boga umieściłby je gdziekolwiek, tylko nie tam. Ten je tam zostawił. To kryterium zakłopotania zastosowane do mapy.

Niewiedza autora jest równie wymowna jak jego wiedza. Jerozolima nie pada w Torze ani razu; Księga Powtórzonego Prawa mówi tylko o „miejscu, które Pan wybierze”, a ceremonie przymierza inscenizuje na górach Ebal i Garizim koło Sychem, sto kilometrów na północ od Jerozolimy. Nie ma Dawida, Salomona, świątyni, Syjonu. Nie ma Asyrii jako groźby, wojen z Aramem, Eliasza, Izajasza ani króla, poza jednym prawem o królu, którego jeszcze nie ma (Pwt 17,14 do 20), które krytycy czytają jako wstawkę z VII wieku, pobożni jako przewidywanie, a które tak czy inaczej jest cienkie. Mezopotamię autor zna tylko jako pamięć patriarchów: Ur, Charan, Szinear oraz jeden dopisek, „chaldejskie”, należący do epoki żelaza. Karta narodowa napisana w Jerozolimie, która nigdy nie wymienia Jerozolimy, to anomalia, którą teoria Skryby musi wyjaśniać archaizowaniem przez ludzi mających wszelkie powody, by robić coś przeciwnego. W teorii Lewity nie wymaga to żadnego wyjaśnienia. Ten człowiek nigdy tam nie był.

Teraz słowa, a najpierw imiona. Richard Elliott Friedman, amerykański biblista znany z książki „Kto napisał Biblię?” i przeciwnik Mojżeszowego autorstwa, postawił spostrzeżenie, które przecina spór: Izraelici o egipskich imionach pochodzą z jednego plemienia. Pinchas to egipskie Pa-nehesi, „Nubijczyk”, za powszechną zgodą; Chofni i Paszchur są egipskie za szeroką zgodą; o Merariego, Chura i Musziego się spiera. Każdy z nich jest lewitą albo należy do rodu kapłańskiego, i żaden bohater Tory z innego plemienia takiego imienia nie nosi. Późny fałszerz malujący Egipt na narodowym eposie rozpryskałby ten kolor wszędzie albo nigdzie. Kolor ogranicza się do plemienia, które według księgi wyszło z Egiptu z Mojżeszem, i do nikogo więcej. Można odpowiedzieć, że Egipt rządził Kanaanem przez trzy stulecia i mógł zostawić egipskie imiona bez żadnego wyjścia z Delty. Mógł; ale zostawiłby je tam, gdzie stały jego garnizony, w Gazie i Bet-Szean, wśród ludzi wszystkich plemion, a nie w jednym rodzie kapłańskim. Datum to skupienie, nie obecność.

A imię samego Mojżesza? Tu muszę powiedzieć, co się zmieniło w stosunku do pierwszej redakcji tego eseju, i zapłacić za to. Przez półtora stulecia jedyną rzeczą, co do której wszyscy uczeni byli zgodni w sprawie Mojżesza, było to, że jego imię jest egipskie: msy, „zrodzony z”, ten sam element, co w imionach Totmes i Ramzes, tylko bez imienia boga. Rudolf Smend wyciągnął z tego naturalny wniosek: Izrael nigdy nie nadałby swemu założycielowi imienia w języku ciemięzców, więc imię musi być prawdziwym wspomnieniem. Ten argument jest dziś, prawdopodobnie, martwy. Kenneth Kitchen, brytyjski egiptolog, którego nikt nigdy nie posądził o liberalizm, odrzucił egipską etymologię już w 2003 roku. Thomas Schneider, egiptolog z Vancouveru, w studium z 2023 roku, powtórzonym pod koniec sierpnia dla szerszego czytelnika, wyłożył dlaczego. Hebrajskie imię pisze się przez literę szin; lecz kiedy Tora pisze Ramses (Wj 1,11), używa litery samech, jak powinien hebrajski skryba oddający egipskie s, a więc skrybowie znali różnicę. Zrekonstruowane samogłoski egipskie nie pasują, akcent też nie. I choć żydowscy pisarze z I wieku, Filon i Józef Flawiusz, uważali to imię za egipskie, wywodzili je od słów oznaczających wodę i ocalenie; żaden starożytny autor nie połączył Moszego z „mose” z imienia Ramzesa, nawet wtedy, gdy oba zaczęły brzmieć podobnie. Schneider dochodzi do wniosku, że imię jest hebrajskie, od rdzenia znaczącego wyciągać lub zbierać, czyli od tego rdzenia, który Tora sama podaje w opowieści o księżniczce (Wj 2,10). Etymologia księżniczki nie była więc etymologią ludową. Była tylko lekko niegramatyczna, bo Mosze znaczy „ten, który wyciąga”, a nie „wyciągnięty”, błąd, który popełniło bardzo wielu rodziców.

Wycofuję imię ze sprawy i płacę za to. Schneider wyciąga bowiem z tej samej filologii wniosek odwrotny do mojego. Za niemieckim biblistą Erhardem Blumem przyjmuje, że egipskie imię było jedyną samodzielną nicią wiążącą postać Mojżesza z Egiptem, więc jeśli imię jest semickie, „Mojżesz Egipcjanin” może być późniejszą konstrukcją. Wobec metody Bluma to wniosek poprawny: sprawa zawieszona na jednym fakcie upada wraz z nim. Ten esej nigdy na nim nie wisiał. Wiąże tradycję z Egiptem Ramessydów przez to, co tekst wie, a grupę lewitów z Egiptem przez imiona, które nosi, i ani jedno, ani drugie nie zależy od pisowni Moszego. Imię niosło jednak jedyny czysto onomastyczny dowód na istnienie osoby, w odróżnieniu od grupy i od tradycji. Ten dowód przepadł i historyczność człowieka opiera się teraz wyłącznie na argumentach pośrednich; oceniam ją niżej, niż oceniałem. Przepada też coś po stronie przeciwnej: potrzeba „Mojżesza Egipcjanina”. Lewita z mojej hipotezy żył w Egipcie i wyszedł z niego; czy chował się na dworze, nie muszę wiedzieć. A Schneider mimochodem czyni spostrzeżenie bardziej użyteczne dla mnie niż dla moich przeciwników: imiona pokolenia założycieli Izraela są stare i nieprzejrzyste. Aaron i Miriam nie mają żadnej etymologii, egipskiej ani semickiej; Jakub opiera się na rdzeniu, którego hebrajszczyzna biblijna już nie używała; Izaak i Abraham nie występują nigdzie poza tymi dwoma ludźmi. To nie są imiona, które wymyślający nadaje bohaterom. Wymyślający daje bohaterom imiona, które coś znaczą.

Potem słownictwo. Zapożyczenie językowe jest jak odcisk palca kontaktu: angielski ma tysiące słów francuskich, bo w 1066 roku Normanowie podbili Anglię, i po samych słowach można by to odgadnąć, gdyby zginęły kroniki. Benjamin Noonan, amerykański hebraista, policzył egipskie zapożyczenia w Biblii hebrajskiej, a ponieważ jego liczby zwykle się w przekazie psują, podaję je tak, jak on je podaje. Księgi Wyjścia, Kapłańska i Liczb zawierają dwadzieścia siedem egipskich zapożyczeń użytych 381 razy, czyli 0,59 procent ich słów w tekście; sama Księga Wyjścia dochodzi do 1,39 procent. Reszta Biblii hebrajskiej, kilkakrotnie większa, zawiera pięćdziesiąt jeden takich słów użytych 450 razy, czyli 0,12 procent, a część z nich to cytaty z wyjścia. Różnica jest daleko poza granicą przypadku. Dla porównania: perskie zapożyczenia w Księdze Estery oraz Ezdrasza i Nehemiasza, które każdy żyjący uczony przyjmuje za dowód, że te księgi powstały pod rządami Persów, są względnie rzadsze (0,45 procent) niż słowa egipskie w Księdze Wyjścia; konsekwencja domaga się tego samego wniosku dwa razy. Niektóre słowa da się przy tym datować po kształcie: żeńska końcówka -t, którą egipski zgubił pod koniec II tysiąclecia, stoi jeszcze w hebrajskim zeret (piędź) i tabbaʿat (sygnet); żadne z zapożyczeń nie ma końcówki -i, którą słowa egipskie noszą, gdy w I tysiącleciu zapożyczał je aramejski; a jedno z nich, tachra, zapożyczono z egipskiego tak wcześnie, że Egipcjanie zdążyli zapożyczyć je z powrotem w nowej formie przed 1200 rokiem. Nie będę tego przeceniał. Samo słowo „faraon” odpowiada za 115 z 381 wystąpień, a Noonan przyznaje, że słowo zapożyczone w epoce brązu może pozostać w użyciu przez stulecia, więc słowa datują kontakt, a nie rękopis. Ale kontakt był intensywny, wczesny i skupiony w tych właśnie opowieściach, które o nim mówią. I zwróćmy uwagę, gdzie padają słowa oznaczające rzeczy: len i akacja, drążki i pierścienie, czasze i skóra skupiają się w rozdziałach o Przybytku, przenośnym sanktuarium z Wj 25 do 40, czyli w tej warstwie kapłańskiej, którą Wellhausen datował na epokę perską. Warstwa, którą klasyczna teoria uczyniła najmłodszą, jest tą, która przesiąkła datowalnie wczesną egipszczyzną.

Fakt negatywny jest jeszcze bardziej dosadny. W Pięcioksięgu nie ma ani jednego perskiego zapożyczenia, choć słowa perskie są najpewniejszym znakiem hebrajszczyzny epoki perskiej. Avi Hurvitz, izraelski językoznawca, poświęcił życie wykazywaniu, że słownictwo tekstów kapłańskich Tory jest systematycznie zastępowane synonimami u Ezechiela, w Kronikach, u Ezdrasza i Nehemiasza, co stawia te teksty przed wygnaniem; Ian Young, Robert Rezetko i Martin Ehrensvärd wątpią, czy hebrajszczyznę w ogóle da się datować po słownictwie. Sceptycy mają jeden mocny punkt: prorocy epoki perskiej, Aggeusz, Zachariasz, Malachiasz, też właściwie nie używają słów perskich, więc ich brak nie datuje krótkiego tekstu. Pięcioksiąg nie jest krótkim tekstem; to około osiemdziesięciu tysięcy słów o prawie, obrzędach i administracji, czyli o tym, co w Esterze i u Ezdrasza przyciąga perskie słownictwo, i nie ma w nim żadnego. Weźmy w całości stronę sceptyków, a wynik negatywny i tak stoi: Tora nie jest napisana hebrajszczyzną ksiąg, które miały ją napisać. Rozstrzyga mniej, niż chciałbym; rozstrzyga więcej niż nic.

Jeden znak, i ściana, o którą się opieram. Kodeks Przymierza, zbiór praw w Wj 20 do 23, o którym Wj 24 mówi, że Mojżesz go spisał, odczytał ludowi i uzyskał jego zgodę, jest tekstem, na którym po korektach wymuszonych przez recenzje spoczywa moja teza o pisanym depozycie; muszę więc powiedzieć, jak ta ściana stoi. Większość krytyków datuje Kodeks wcześnie, przed monarchią albo u jej początków, i uważa go za najstarszy zbiór praw w Biblii. Jedno poważne wyzwanie istnieje: David Wright twierdzi, że Kodeks ułożono bezpośrednio na podstawie praw Hammurabiego, i to w epoce asyryjskiej, między 740 a 640 rokiem, kiedy prawa Hammurabiego były w Mezopotamii kopiowane jako tekst szkolny. Bruce Wells odpowiada, że oba teksty oddychały wspólnym powietrzem prawnym, a nie że jeden przepisano z drugiego, i teza Wrighta, szeroko dyskutowana, nie stała się konsensusem. Ale jest żywa, i gdyby została dowiedziona, moja ściana by runęła; dlatego stoi na liście tego, co by mnie obaliło. Argument z ceny trzydziestu szekli, którym poprzednie wydania podpierały wczesną datę Kodeksu, przenoszę niżej, między rzeczy, które pasują, lecz nie rozstrzygają.

I znak duży: czy w XIII wieku na Synaju można było w ogóle coś napisać? Alfabet, przodek wszystkich alfabetów świata, wynaleźli, o ile możemy sądzić, semiccy robotnicy w służbie egipskiej, którzy ryli go na skałach kopalni turkusu w Serabit el-Chadim na Synaju i w Wadi el-Hol w Egipcie między około 1850 a 1500 rokiem. Kananejski grzebień z kości słoniowej z Lachisz, opublikowany w 2022 roku, nosi najstarsze pełne zdanie w tym piśmie, życzenie, by grzebień wyplenił wszy z włosów i brody, datowane przez wydawców na około 1700 do 1550 rok i wciąż dyskutowane. Ugarit pisał alfabetem epopeje w XIV wieku. Synaj jest miejscem narodzin alfabetu, wśród ludzi dokładnie takich jak Lewita, stulecia przed nim. Skandalem byłoby raczej, gdyby Semita, który żył w Egipcie, pisać nie umiał.

 

To, co pasuje, lecz nie rozstrzyga

Teraz druga klasa danych: rzeczy, które do Lewity pasują, ale których Skryba też mógł się dowiedzieć. Pierwsza wersja tego eseju podawała część z nich za dowody. Nie są nimi. Są kolorytem, i tak je tu przedstawiam, razem z ludźmi, którzy widzą w nich coś więcej, i ludźmi, którzy nie widzą nic.

Droga. Bóg, czytamy, nie poprowadził ludu drogą do ziemi filistyńskiej, „chociaż była najkrótsza”, żeby na widok wojny lud nie zawrócił (Wj 13,17). To nadmorska szosa wojskowa, którą Egipcjanie zwali Drogą Horusa, obwarowana od końca do końca i narysowana twierdza po twierdzy na reliefie Setiego I w Karnaku; w Tell el-Borg na Synaju Hoffmeier wykopał dwie z tych twierdz. Powód objazdu podany przez Torę to dokładnie ten powód, który podałby człowiek znający pogranicze. Ale pogranicze było obwarowane także w epoce saickiej, a nazwa drogi jest o sto lat za wczesna, bo Filistyni jeszcze nie wylądowali. Pasuje, nie rozstrzyga.

Bezimienny faraon. Tora nigdy nie podaje imienia króla Egiptu; mówi „faraon”, czyli „Wielki Dom”, tytuł, który Egipcjanie zaczęli odnosić do samego króla w XVIII dynastii. Do X wieku tytuł stał sam, a połączenie tytułu z imieniem własnym, „faraon Szeszonk”, pojawia się dopiero wtedy; Biblia idzie równolegle, bo Pięcioksiąg mówi „faraon”, a Księgi Królewskie i Jeremiasz „faraon Necho” i „faraon Hofra”. Hoffmeier widzi w tym wskazówkę dawności. Ale samotny tytuł żył także w późniejszym języku potocznym, więc i to pasuje, nie rozstrzyga.

Cztery nazwy z jednego zdania. Izraelici rozbijają obóz „pod Pi-Hachirot, pomiędzy Migdol i morzem, naprzeciw Baal-Sefon” (Wj 14,2). Poprzednia wersja tego eseju mówiła, że wszystkie cztery nazwy mają odpowiedniki w Egipcie Nowego Państwa, i to była półprawda. Migdol, semickie słowo oznaczające wieżę, Egipcjanie nadawali twierdzom granicznym: papirus z czasów Setiego I zna Migdol tego faraona, ale Jeremiasz i Ezechiel znają Migdol saicki, a sam Hoffmeier pisze, że były co najmniej trzy Migdole, bo nazwa wędrowała za granicą państwa. Baal-Sefon, „Baal Północy”, to kananejski bóg czczony w Egipcie od czasów Ramzesa II (papirus Sallier IV) po epokę fenickich kupców z VI wieku, którzy błogosławili się „przez Baal-Sefona i wszystkich bogów Tachpanches”; tekst ptolemejski zna nawet twierdzę „Migdol Baal-Sefon”, a więc parę z Księgi Wyjścia. Pi-Hachirot nie umie wyjaśnić nikt. Redford wyciągnął z tego wniosek, że toponimia wyjścia jest saicka, bo te miejsca były głośne w VII wieku; Hoffmeier i Rendsburg odpowiadają, że były głośne także w XIII. Obaj mają rację i dlatego nazwy te nie rozstrzygają niczego. Rozstrzyga tylko to, co powiedziałem wyżej: bagno papirusowe ma nazwę ramessydzką, a specyficznie saickich nazw w Torze nie ma.

Pitom. Drugie z miast na składy (Wj 1,11), egipskie Per-Atum, „Dom Atuma”, ma dwóch kandydatów w Wadi Tumilat, dolinie prowadzącej z Delty na wschód. Tell el-Retaba, gdzie Ramzes II zbudował twierdzę i świątynię Atuma, a gdzie od 2007 roku kopie misja Uniwersytetu Warszawskiego i Słowackiej Akademii Nauk pod kierunkiem Sławomira Rzepki i Jozefa Hudeca, jest kandydatem Hoffmeiera i Rendsburga. Tell el-Maskhuta, kilkanaście kilometrów dalej na wschód, założone w VII wieku przez faraona Necho II i noszące nazwę Pitom jeszcze na steli z czasów Ptolemeuszów, jest kandydatem Redforda, Holladaya i Schippera; ostatnio odkryto tam jednak grobowiec z XIX dynastii, więc i to miejsce nie jest czysto saickie. Sama nazwa istniała w obu epokach i nie rozstrzyga. Rozstrzygałaby para: papirus Anastasi VI z czasów Merenptaha mówi o „Pitom, które jest w Czeku”, a Czeku to egipska nazwa całej doliny, którą Tora zna jako Sukkot, pierwszy postój po wyjściu z Ramses. Tę parę, Pitom obok Sukkot, Tora ma. To wskazówka, nie dowód.

Lista postojów. Księga Liczb w rozdziale 33 wylicza czterdzieści dwa postoje od Ramses do Jordanu i mówi, że Mojżesz je spisał. Charles Krahmalkov zestawił jej końcówkę z listami miejscowości, które Ramzes II wyrył w Karnaku, i znalazł tę samą kolejność czterech stacji za Jordanem. To dowodzi, że Egipcjanie znali tę drogę w XIII wieku, nie że Mojżesz spisał listę; Angela Roskop uważa listę za późny twór skrybów naśladujący asyryjskie sprawozdania z wypraw, a Juan Manuel Tebes wiąże jej pustynne nazwy z arabskimi kampaniami asyryjskiego króla Assurbanipala z VII wieku. Zostaje jedno, co z listy wynika niezależnie od daty i do czego wrócę: lista jest gatunkiem pisanym. Nikt nie układa czterdziestu dwóch postojów dla przyjemności; kancelista spisuje je, bo mu kazano.

Cena niewolnika. Kodeks Przymierza wycenia niewolnika zabitego przez wołu na trzydzieści szekli (Wj 21,32), a Kitchen zestawiał tę liczbę ze stawkami z Nuzi w Mezopotamii i Ugaritu w Syrii z XIV i XIII wieku, wobec dwudziestu za Hammurabiego i dziewięćdziesięciu do stu dwudziestu za Persów. Ceny niewolników zależały jednak od wieku, płci i rynku, a rozrzut w każdej epoce był duży, więc jedna liczba nie datuje tekstu; nawet krytycy Kitchena przyznają jej tylko tyle, że źle pasuje do epoki perskiej. Pasuje, nie rozstrzyga.

Namiot. Przybytek, przenośne sanktuarium z Wj 25 do 40, jest w swoim szkielecie przedmiotem egipskim. Kitchen i Michael Homan (Bible Review, 2000) stawiają go obok obozu wojennego Ramzesa II pod Kadesz, jak narysowali go rzeźbiarze w Abu Simbel: prostokąt dwa razy dłuższy niż szerszy, namiot królewski w środku, wojsko z czterech stron, czyli plan obozu Izraela z Księgi Liczb. Tutanchamona pochowano w złoconych drewnianych kaplicach wsuniętych jedna w drugą, obok skrzyń z pierścieniami na drążki do noszenia, co jest stolarką Księgi Wyjścia. W Timnie, w kopalniach miedzi na południe od Morza Martwego, Beno Rothenberg odkopał egipską kaplicę bogini Hathor, którą Madianici po odejściu Egipcjan w XII wieku zamienili w namiot, a w jej sanktuarium miedzianego węża ze złoconą głową; Mojżesz w Księdze Liczb sporządza miedzianego węża w tym samym rejonie, a jego teść jest kapłanem Madianu. Zbieg okoliczności z kodem pocztowym, jak napisałem w pierwszej wersji, i zdania nie cofam. Ale główny nurt biblistyki czyta Przybytek jako kapłańską projekcję świątyni jerozolimskiej wstecz, w pustynię, i istnienie technologii w XIII wieku tego nie obala. Paralele dowodzą, że opis nie jest projekcją świątyni, bo jego szczegóły są egipskie i pustynne, a nie jerozolimskie; wspierają dawność tradycji o namiocie; tekstu nie datują. Tu twardszym argumentem jest słownictwo Noonana z poprzedniej części.

Poemat. Joshua Berman z Uniwersytetu Bar-Ilan dowodzi, że opowieść o przejściu przez morze w Wj 14 i 15 podąża motyw za motywem za Poematem o Kadesz, oficjalną relacją Ramzesa II o bitwie z 1274 roku: armia zaskoczona przez rydwany i łamiąca szyk, bohater sam ze swoim bogiem, wróg odkrywający, że walczy z mocą boską, i uciekający do wody, hymn ocalałych, powrót króla, przestraszone narody, dar wiecznego panowania. „Mocna ręka” i „wyciągnięte ramię”, wrogowie spaleni „jak ściernisko”, to idiom dworu egipskiego, zanim staje się idiomem hebrajskim. Ronald Hendel z Berkeley uważa te paralele za ogólniki królewskiej propagandy, wspólne całemu Bliskiemu Wschodowi, i to nie jest spór rozstrzygnięty. Pierwsza wersja tego eseju dodawała, że kopie Poematu ustają wraz z panowaniem Ramzesa, więc kto go znał, znał go wtedy; to zły argument, bo ściany świątyń w Karnaku, Luksorze i Abu Simbel stoją do dziś. Lepszy argument dotyczy dostępu: Judejczyk nie czytał hieroglifów na ścianach Teb, potrzebowałby kopii na papirusie albo egipskiego pośrednika, a kopie na papirusie, które znamy, są ramessydzkie. Pośrednik w Egipcie saickim jest do pomyślenia; to dodatkowe założenie, nie niemożliwość. Jeśli Berman ma rację, chwalić swojego Boga w dworskim idiomie faraona za to, że potopił rydwany faraona, to żart, a żart wymaga słuchaczy znających oryginał. Jeśli ma rację Hendel, nie ma żartu. Pasuje, nie rozstrzyga.

I wreszcie traktat, czyli miejsce, w którym moja hipoteza jest najbardziej odsłonięta. Księga Powtórzonego Prawa ma kształt przypominający starożytny traktat międzynarodowy między wielkim królem a wasalem: wstęp, przypomnienie wspólnej historii, warunki, złożenie tekstu w świątyni i publiczne odczytywanie, świadkowie, błogosławieństwa dla wiernych i przeklęstwa dla niewiernych. Meredith Kline i Kitchen twierdzili w latach sześćdziesiątych, że to wzór hetycki z XIV i XIII wieku, bo traktaty asyryjskie z VIII i VII wieku nie mają przypomnienia historii ani błogosławieństw, i że Deuteronomium jest więc stare. Tego argumentu nie da się już utrzymać i nie utrzymuję go. W 2009 roku w Tell Tayinat w Turcji znaleziono kopię traktatu, który asyryjski król Asarhaddon narzucił w 672 roku wasalom, by zaprzysięgli następstwo jego syna; kopię wystawiono w świątyni prowincjonalnego miasta, dokładnie tak, jak Księga Powtórzonego Prawa każe wystawić swój tekst, a Hans Ulrich Steymans nazwał zbieżność przeklęstw z Pwt 28 z przeklęstwami Asarhaddona „punktem archimedesowym” datowania początków Deuteronomium na VII wiek. Mark Francois wykazał w 2025 roku, w czasopiśmie teologów ewangelikalnych, a więc na własnym podwórku obrońców Kline’a, że strukturę hetycką całej księgi da się utrzymać tylko przez nieprecyzyjne streszczenia. Zostaje wąski spór o rozdział 13, prawa przeciw namawianiu do odstępstwa: Berman twierdzi, że bliższą paralelą jest traktat hetycki, Bernard Levinson i Jeffrey Stackert odpowiadają, że asyryjski, a Carly Crouch odrzuca bezpośrednią zależność od Asarhaddona, ale nie na rzecz Hetytów. Mogę dodać, że traktat, który Ramzes II zawarł z królem Hetytów w 1259 roku, wyryto na ścianach Karnaku i Ramesseum, więc forma traktatu była w Egipcie XIII wieku publicznym pomnikiem; ale recenzent ma rację, że dostępność to nie użycie.

Skutek jest poważny i nazywam go wprost. Jeśli rdzeń prawny Księgi Powtórzonego Prawa, rozdziały 12 do 26, jest kompozycją VII wieku, Lewita traci jeden z czterech tekstów, które Tora przypisuje mu jako pisarzowi. Model, który bronię, mógłby to wchłonąć, bo kustosze depozytu opracowujący „drugie wyłożenie” prawa w idiomie swojej epoki to dokładnie to, czego model się spodziewa; ale moja szósta zasada zabrania wchłaniać wszystko. Podaję więc kryterium: to, co asyryjskie, skupia się w rozdziale 13 i w przeklęstwach z rozdziału 28, czyli w części o sankcjach, nie w korpusie praw. Jeśli ktoś wykaże zależność od Asarhaddona wewnątrz rozdziałów 12 do 26, moja teza o Deuteronomium pada. Do tego czasu przenoszę ciężar tam, gdzie stoi pewniej, choć i tam nie stoi bez ryzyka: na Kodeks Przymierza z Księgi Wyjścia, o którym tekst mówi, że został spisany, odczytany i przyjęty, i którego wczesnej daty bronią sami krytycy, z wyjątkiem Wrighta; na Pieśń nad Morzem z Wj 15, której archaiczną gramatykę Frank Moore Cross i David Noel Freedman zaliczyli do najstarszej warstwy hebrajskiej poezji, choć pieśń, w odróżnieniu od prawa, mogła wędrować w pamięci bez pisma. Bronię mniejszego Mojżesza, niż broniła tradycja. Bronię go skuteczniej.

 

Czy Mojżesz istniał?

Zacznijmy od tego, co oddają sceptycy. Rollston wierzy w piśmiennego Mojżesza i wyjście niewolników. Friedman wierzy w wyjście lewitów pod wodzą Mojżesza. William Dever, amerykański archeolog, który nie jest niczyim fundamentalistą, dopuszcza „postać podobną do Mojżesza” w południowej Zajordanii w XIII wieku. Martin Noth, który wątpił niemal we wszystko, przyznał mu udział w przygotowaniach do osadnictwa. Jan Assmann, niemiecki egiptolog, ujął trudność w epigram: faraon Echnaton jest postacią historii, ale nie pamięci, a Mojżesz postacią pamięci, ale być może nie historii. Żadna inskrypcja go nie wymienia. Dowód jest pośredni i kumulatywny, a od czasu, gdy imię przestało być egipskie, jest słabszy, niż był.

Zobaczmy jednak, co Izrael postanowił pamiętać. Założyciela z niewolniczego rodu. Wodza, który poślubił Madianitkę, gdy Madian był wrogiem. Prawodawcę, któremu zabroniono wstępu do ziemi, którą obiecał, za winę przy skale. Człowieka, z którym kłócili się własny brat i siostra, pochowanego poza krajem, w grobie, którego „nikt nie zna aż po dziś dzień” (Pwt 34,6), niezostawiającego dynastii, sanktuarium, relikwii ani potomków u władzy. Fałszerz stara się być przekonujący. Tora stara się być niewygodna. Legendy mają grobowce, a grobowce mają kasy biletowe; narody wymyślające swoich założycieli wymyślają ich z lepszym szczęściem. Dodajmy stałe punkty, które tekstowi nie zawdzięczają niczego. Stela Merenptaha, pomnik zwycięstw syna Ramzesa II wystawiony w Tebach około 1208 roku, wymienia Izrael jako lud w Kanaanie i zamyka tym samym okno dla jakiegokolwiek późniejszego wyjścia (rzekomy wcześniejszy „Izrael” na fragmencie podstawy posągu w Berlinie jest sporny i nie opieram się na nim). Miasto Ramses istniało tylko wewnątrz tego okna. Nazwa Jhw stała na egipskich listach południowych pustyń w XIV i XIII wieku, dokładnie tam, gdzie księga posyła Mojżesza na spotkanie z Bogiem. Wioski epoki żelaza w górach Kanaanu wyglądają jak lud rodzimy wchłaniający małą grupę z egipskim doświadczeniem, co lewici Friedmana i rekonstrukcja Devera opisują z przeciwnych stron. Mówię to wprost, bo tytuł mógłby sugerować więcej: bronię małego wyjścia. Sześciuset tysięcy pieszych z Wj 12,37 nie bierze na siebie żaden z moich argumentów, a archeologia Synaju i wyżyn tej liczby nie dopuszcza. Nawet Grecy i Egipcjanie piszący o Mojżeszu po Aleksandrze Wielkim, Hekatajos z Abdery, egipski kapłan Manethon, geograf Strabon, pisali o nim z wrogością lub obojętnością, ale nigdy jako o fikcji; spierali się, jakim Egipcjaninem był. A kosz w sitowiu? Sargon z Akadu miał taki, Cyrus też, i Romulus. Legenda o porzuconym dziecku to rama, którą starożytne ludy nakładały na prawdziwych ludzi. Ramy nie piszą kodeksów.

 

Łańcuch pieczy

Rollston ma rację, że wzmianki Tory o piszącym Mojżeszu są konkretne, i chcę je czytać tak, jak prawnik czyta akta, bo konkretność jest tym, po co akta istnieją. Mojżesz spisuje słowa przymierza i odczytuje księgę ludowi, który ją przyjmuje (Wj 24,4.7). Spisuje odnowione warunki (34,27). Spisuje listę postojów (Lb 33,2). Spisuje „to Prawo” i wręcza je kapłanom noszącym arkę (Pwt 31,9); kończy je i każe złożyć obok arki (31,24 do 26); poleca wyryć je na tynkowanych kamieniach po przejściu Jordanu (27,3.8), co Księga Jozuego (8,32) odnotowuje jako wykonane; przewiduje, że każdy przyszły król sporządzi sobie odpis z egzemplarza kapłanów (17,18) i że całość będzie odczytywana publicznie co siedem lat (31,10 do 13). Wieki później księgę Prawa znajduje się w świątyni (2 Krl 22) i odczytuje tłumowi w Jerozolimie (Ne 8). Autorstwo, przyjęcie, depozyt, kontrolowane kopiowanie, okresowe ogłaszanie, odnalezienie: to łańcuch pieczy nad dokumentem.

A dopiski, które tak zajmują krytyków, to odciski palców kustoszy. Uczeni nazywają je glosami: uwaga skryby na marginesie, którą następny kopista przepisał do tekstu, bo nie odróżnił jej od tekstu. „Hebron, dawniej Kiriat-Arba”. „Dan”, dla miasta, które nazywało się Lajisz, dopóki nie zajęli go Danici. „Aż po dziś dzień”. „Zanim Izraelici mieli króla”. Łoże Oga w muzeum w Rabbie. Trzydzieści dni żałoby i orzeczenie, że odtąd nie powstał prorok jemu równy. To notatki ludzi, którzy przechowywali tekst, uwspółcześniali jego nazwy miejscowe dla czytelników i zamknęli go śmiercią autora. Józef Flawiusz, który wierzył, że Mojżesz napisał całość, sądził, że Mojżesz napisał własny nekrolog, by zapobiec pogłoskom o wniebowzięciu (Dawne dzieje Izraela 4,326). Talmud oddał ostatnie osiem wersów Jozuemu (Bawa Batra 15a). Ibn Ezra ze swoją tajemnicą dwunastu rozciągnął tę samą uprzejmość na pięć dalszych fragmentów i zachował całą resztę, co jest teorią tego eseju wypowiedzianą w XII wieku przez największego gramatyka średniowiecznego judaizmu. Tekst jednolity ustawy nosi uwagi na marginesie, przenumerowane artykuły i późniejsze nowelizacje, a pozostaje aktem parlamentu, który ją uchwalił. Obecność nowelizacji dowodzi, że prawo było przechowywane i stosowane. Nie dowodzi, że nigdy nie zostało uchwalone.

Teraz test z mojej piątej zasady. Gdzie są anachronizmy? Sporządźmy listę i spójrzmy na adresy. Przemianowane kananejskie miasto (Dan, Hebron). Założona monarchia izraelska. Dokonany podbój. Łoże olbrzyma w stolicy sąsiada. Nadmorska droga nazwana od późniejszych mieszkańców. Mezopotamski lud epoki żelaza. Każdy z nich leży wewnątrz świata późniejszego Izraela. W Egipcie leży tylko jeden przypadek sporny, Migdol i Baal-Sefon, i o nim już powiedziałem, że Redford czyta go jako wstawkę saicką, a Hoffmeier jako nazwę żywą w obu epokach. Poza tym spornym przypadkiem Delta stoi nietknięta: nikt nie zamienił Ramses na Soan, nikt nie dopisał Tachpanches ani Nof, ktoś nawet zasadził Ramses w Egipcie Józefa. Kustosze poprawiają to, co znają, a to, czego nie znają, zostawiają w spokoju, z tego samego powodu, dla którego człowiek poprawia pisownię własnej ulicy, a nie ulicy w mieście, którego nigdy nie widział. W teorii Skryby ten wzór stoi na głowie: pisarz wymyślający w Jerozolimie trafiałby w Judę i mylił Egipt, a jego błędy leżałyby w Delcie. W teorii Lewity, i w teorii Dziedzica, jest dokładnie tym, co powinno się zdarzyć; rozdzielenie tych dwóch zostawiam następnemu akapitowi. Zawęziłem ten argument w stosunku do pierwszej wersji; zawężony jest słabszy i odporniejszy.

Tu wraca Dziedzic. Najsilniejszym rywalem mojej teorii nie jest fałszerstwo, lecz pamięć: tradycja niesiona ustnie przez stulecia, z nietkniętym egipskim kolorytem, spisana późno przez skrybów, którzy w nią wierzyli. Wielu starannych uczonych tak sądzi, a Redford, Hoffmeier i Rollston zgadzają się przynajmniej co do tego, że coś prawdziwego z Egiptu w tej tradycji jest. Pamięć ustna tłumaczy koloryt. Gorzej tłumaczy trzy rzeczy, o których Tora mówi, że Mojżesz je spisał. Pieśń niesie się z ust do ust; listę trzeba spisać. Nikt nie zapamiętuje przy ognisku czterdziestu dwóch obozowisk po kolei ani taryfy za wołu, który zabódł niewolnika; kancelista spisuje je, bo mu kazano. Przymierze opisane jest jako przyjęte, złożone w depozyt i kopiowane pod nadzorem kapłanów, a tak postępuje się z dokumentami, nie z pieśniami. Naturalny podział pracy jest tym, który kreśli sama księga: pamięć niosła opowieść, dokumenty niosły prawo. Odczytanie Rollstona, że anonimowy autor zbudował później Pięcioksiąg wokół tekstów napisanych przez Mojżesza, to ten sam podział opisany z drugiej strony stołu.

 

Trzy rodzaje wiedzy

Są trzy rodzaje rzeczy, które można powiedzieć o Mojżeszu, a uczciwy esej mówi, która jest która.

Pewne jest to, co następuje. Pięcioksiąg, który mamy, jest księgą złożoną, redagowaną, z dopiskami na marginesach. Jego egipskie słownictwo skupia się w Księgach od Wyjścia do Liczb, w formach, których sami Egipcjanie przestali używać przed epoką żelaza, i nie zawiera ani jednego słowa perskiego. Pinchas, Chofni i Paszchur to imiona egipskie i każdy, kto je nosił, był lewitą. Miasto Ramses istniało od około 1270 do początku XI wieku, a Tora zna jego nazwę i używa jej jako adresu. Królowie egipscy XIV i XIII wieku wymieniali ziemię Szasu Jhw jako nazwę miejsca lub ludu. Izrael był w Kanaanie do roku 1208. Anachronizmy księgi, poza jednym spornym przypadkiem, leżą w Kanaanie, a nie w Egipcie.

Prawdopodobne jest to, co następuje. Egipski koloryt Tory to substrat z epoki Ramessydów, nie dekoracja z VII wieku. Grupa lewitów wyszła z Egiptu w XIII wieku. Hebrajszczyzna Tory jest starsza niż hebrajszczyzna Ezdrasza. Nazwa Ramses w Torze jest skamieliną, nie późnym wspomnieniem. Kodeks Przymierza jest najstarszym zbiorem praw w Biblii i został spisany wcześnie; to zdanie stoi, dopóki nie dowiedzie się tezy Wrighta. Prawdopodobne, choć słabiej, niż sądziłem, zanim odebrano mu egipskie imię: że na czele tej grupy stał człowiek zwany Mojżeszem i że to jemu przypisano prawo, bo on je dał.

A niektórych rzeczy nikt nie wie. Ile Księgi Rodzaju jest jego. Czy pisał, czy dyktował. Czy chował się na dworze faraona. Czy Pieśń nad Morzem znała Poemat o Kadesz. Czy rdzeń prawny Księgi Powtórzonego Prawa jest jego, czy jego kustoszy z VII wieku. Czy Pitom to Retaba, czy Maskhuta. Czy lista postojów jest dokumentem z drogi, czy późnym utworem skrybów. Czy Jhw na egipskich listach to już imię Boga, czy dopiero nazwa ziemi. Co znaczy jego imię, teraz, gdy Egipcjanie je oddali.

Zrekonstruujmy człowieka z jego wiedzy, a stanie tam, gdzie według księgi stał. Zna Deltę Ramzesa po jej ramessydzkich nazwach i nazywa okolicę imieniem, które umarło przed Dawidem. Wie, jak działała norma, jak smakowała cebula, jak długo pracowali balsamiści. Nie zna nazw, pod którymi Egipt znali Judejczycy z czasów Jeremiasza. Czci Boga, którego imię Egipcjanie zapisali jako nazwę miejsca wśród nomadów, zanim istniał Izrael, wyposaża swoje sanktuarium w egipskie słowa o kształtach z epoki brązu, mówi hebrajszczyzną starszą niż ludzie, którzy mieli go wymyślić, i nigdy nie był w Jerozolimie. Jego kustosze poprawili jego Kanaan, a Egipt zostawili w spokoju, bo nie mogli poprawić tego, czego nie znali.

Powiem teraz wprost, ile z tego niosą dowody, a ile jest wnioskiem. Niosą, z pewnością bliską zupełnej, że pod Torą leży substrat z epoki Ramessydów: słowa, nazwy, instytucje i milczenia, których Skryba nie mógł wyprodukować. Niosą, jako rzecz prawdopodobną, że substrat ten przyniosła grupa lewitów, która wyszła z Egiptu. Krok od substratu do depozytu, czyli do tekstu spisanego wtedy i przechowywanego, jest krokiem dalszym i stoi na dwóch nogach: na tym, że prawa i listy są gatunkami pisanymi, a nie śpiewanymi, i na tym, że sama księga opisuje spisanie, przyjęcie i złożenie dokumentu. To nogi rozumowania, nie wykopalisk. Krok od depozytu do prawodawcy, który dał mu imię, jest jeszcze dalszy i od czasu, gdy imię przestało być egipskie, stoi wyłącznie na tym, jak niewygodnie Izrael zapamiętał swego założyciela. Bronię wszystkich trzech kroków. Nie udaję, że stoją równie pewnie.

Mojżesz jest autorem Tory w tym sensie, w jakim Hammurabi jest autorem swoich praw, a Napoleon swojego Kodeksu, i w jednym sensie więcej, bo nikt nigdy nie twierdził, że widział Hammurabiego piszącego. Pięcioksiąg nie jest jego rękopisem. Jest jego depozytem, przechowanym, uporządkowanym, opatrzonym dopiskami i zamkniętym przez ludzi, którzy uważali go za jego dzieło i powiedzieli to w jedyny sposób, jaki miał dla nich znaczenie: nazywając go Torą Mojżesza. Dla nich był to opis. Dla nas, na podstawie dowodów, jest to wniosek rozumny, i to wniosek bardziej szanujący ustalenia krytyków niż krytycy uszanowali własne. Znaleźli na marginesach ołówek redaktora i ogłosili, że autora nigdy nie było. Ale ślady ołówka to właśnie to, co przytrafia się książkom, które ludzie zachowują.

 

Inne publikacje na podobne tematy

Zmartwychwstanie – dnia trzeciego z rana