Państwa cienia. Jak Iran, Rosja i Korea Północna zamieniły kryptowaluty w infrastrukturę omijania sankcji
Iran każe tankowcom płacić bitcoinem za przepłynięcie cieśniny Ormuz, dając kapitanom kilka sekund na przelew. Korea Północna okrada giełdę na półtora miliarda dolarów w jednej operacji. Rosja projektuje własnego stablecoina, celowo pozbawionego funkcji zamrażania. Obchodzenie sankcji za pomocą kryptowalut przestało być praniem pieniędzy; stało się budową równoległego systemu finansowego. Ten tekst jest kontynuacją naszej analizy o warszawskiej spółce z sieci Shelbit, tym razem w skali globalnej.
Robert Nogacki, radca prawny · Warszawa, 18 sierpnia 2026 r.
Kilka sekund na przelew: skala obchodzenia sankcji w kryptowalutach
Wiosną 2026 roku, w kruchym zawieszeniu broni po lutowych uderzeniach na Iran, kapitanowie tankowców zbliżających się do cieśniny Ormuz zaczęli otrzymywać nietypowe instrukcje. Statek miał mailem zgłosić ładunek irańskim władzom, poczekać na ocenę, a następnie, jak podał Financial Times cytując rzecznika irańskiego związku eksporterów ropy, dostawał „kilka sekund na zapłatę w bitcoinie, tak aby opłaty nie dało się prześledzić ani skonfiskować z powodu sankcji”. Stawka: około dolara od baryłki, czyli blisko dwa miliony dolarów od załadowanego supertankowca; puste jednostki płynęły bezpłatnie. Według analizy Chainalysis nieformalne myto pobierał już od marca powiązany z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej pośrednik, przyjmując juany i stablecoiny, a egzekwowanie systemu pozostawało nieregularne. Sama konstrukcja jest jednak wymowna: państwo uczyniło z kryptowaluty oficjalny instrument polityki celnej, wybrany dokładnie dlatego, że wymyka się zajęciu.
Ta scena streszcza zjawisko, o którym jest ten tekst. Kryptowaluty przestały być dla państw objętych sankcjami narzędziem doraźnego prania pieniędzy, a stały się infrastrukturą, przez którą prowadzą handel, zbroją się i finansują sojuszników. Skala jest policzalna. Chainalysis w raporcie za rok 2025 wyliczyła, że wartość otrzymana przez podmioty objęte sankcjami wzrosła w ciągu roku o 694 procent, do 104 miliardów dolarów, i to ona wywindowała całość nielegalnych przepływów kryptowalutowych do rekordowych 154 miliardów. Dwie trzecie światowej przestępczości kryptowalutowej to dziś, mówiąc wprost, działalność państw i ich klientów.
Warto tę diagnozę od razu ująć w ramy. Reżimy nie sięgają po kryptowaluty dlatego, że są anonimowe, bo w większości nie są; publiczny łańcuch bloków to najtrwalej udokumentowana księga transakcji, jaką wymyślono. Sięgają po nie dlatego, że są bezpaństwowe. Przelew dolarowy prędzej czy później przechodzi przez bank korespondencyjny w Nowym Jorku i tam może zostać zatrzymany; transakcja w bitcoinie albo w stablecoinie na sieci Tron nie ma takiego punktu dławienia. Trzy państwa wyciągnęły z tej różnicy trzy odmienne wnioski i te trzy odpowiedzi układają się w mapę problemu.
Korea Północna: kradzież kryptowalut jako pozycja budżetowa
Zacznijmy od przypadku najczystszego. Dla Pjongjangu kryptowaluty nie są sposobem na obejście sankcji w handlu; są bezpośrednim źródłem dochodu, pozyskiwanym metodą kradzieży. 21 lutego 2025 roku hakerzy wyprowadzili z giełdy Bybit około 1,46 miliarda dolarów w Etherze, dokonując największej pojedynczej kradzieży kryptowalut w historii. FBI w komunikacie z 26 lutego przypisało ją grupie śledzonej jako TraderTraitor, znanej szerzej jako Lazarus i podległej północnokoreańskiemu wywiadowi. Anatomia włamania jest pouczająca: napastnicy nie złamali zabezpieczeń giełdy, lecz podmienili kod na komputerze programisty dostawcy portfela wielopodpisowego Safe, wstrzykując złośliwy skrypt do jego infrastruktury chmurowej. Osoby zatwierdzające rutynowy, jak sądziły, przelew z portfela zimnego do gorącego w rzeczywistości autoryzowały transfer na adresy Lazarusa. To atak na łańcuch dostaw oprogramowania, nie na kryptografię.
Jeszcze ciekawsze jest to, co nastąpiło potem. Między 24 lutego a 2 marca skradziony Ether płynął przez zdecentralizowany protokół THORChain i był zamieniany na bitcoina; wolumen wymiany przekroczył miliard dolarów w dwie doby, a analitycy Elliptic naliczyli ponad jedenaście tysięcy adresów pośredniczących. Śledczy nazwali tę technikę zalaniem strefy: tysiące błyskawicznych transakcji przeciąża systemy zgodności próbujące nadążyć za przepływami. Gdy propozycja zablokowania północnokoreańskich środków upadła po sprzeciwie operatorów węzłów THORChain, jeden z głównych deweloperów odszedł z projektu. Architektura pomyślana jako gwarancja wolności transakcji okazała się gwarancją bezkarności; według TRM Labs ten sam protokół obsłużył w 2026 roku pranie środków z kolejnych włamań, na Drift i KelpDAO, z których Korea Północna wyprowadziła 577 milionów dolarów, odpowiadając do kwietnia za 76 procent wartości wszystkich kradzieży kryptowalut na świecie. Udział ten rośnie nieprzerwanie: 22 procent w 2022 roku, 37 w 2023, 39 w 2024, 64 w 2025. Końcowy etap prania obsługują przy tym w większości chińscy pośrednicy, co pokazuje, że wokół kradzieży wyrósł wyspecjalizowany łańcuch dostaw.
Włamania to jednak tylko jeden z dwóch strumieni. Drugi jest cichszy: armia północnokoreańskich informatyków, którzy pod skradzionymi tożsamościami zatrudniają się zdalnie w zachodnich firmach. Departament Sprawiedliwości USA opisał w czerwcu 2025 roku przeszukania dwudziestu dziewięciu tak zwanych farm laptopów w szesnastu stanach; pośrednicy przyjmowali służbowe komputery fikcyjnie zatrudnionych pracowników i utrzymywali je włączone, by osoba logująca się z Azji wyglądała na pracującą z Phoenix. Sama pensja jest łupem: według danych przywołanych w amerykańskich dokumentach w 2024 roku tą drogą popłynęło do Pjongjangu blisko 800 milionów dolarów, wypłacanych najczęściej w stablecoinach. 31 lipca 2026 roku wspólne ostrzeżenie wydało jedenaście państw, po raz pierwszy z Francją, Niemcami, Włochami i Holandią wśród sygnatariuszy, wskazując między innymi na użycie deepfake’ów w czasie rzeczywistym podczas rozmów rekrutacyjnych. Łącznie od 2017 roku Korea Północna ukradła w kryptowalutach ponad 6 miliardów dolarów, z czego przeszło 2 miliardy w samym 2025 roku. To nie margines cyberprzestępczości, lecz linia budżetowa państwa.
Iran: energia zamieniona w bity, giełda zamieniona w organ państwa
Iran wybrał drogę odwrotną: nie kradnie cudzego, przetwarza własne. Skoro sankcje blokują eksport ropy i gazu, można tę energię spalić w kraju na prąd, prądem zasilić kopalnie bitcoina, a wydobyte monety sprzedać na globalnym rynku, gdzie ich pochodzenia nie widać. Teheran zalegalizował wydobycie w 2019 roku, zobowiązując licencjonowanych operatorów do odsprzedaży urobku bankowi centralnemu; Elliptic szacowała już w 2021 roku, że prąd zużywany przez irańskie kopalnie odpowiada około 10 milionom baryłek ropy rocznie, a udział kraju w globalnej mocy obliczeniowej sieci bitcoin lokowano w różnych latach między 2 a 5 procent.
Z czasem wokół tego mechanizmu wyrósł cały ekosystem, który Chainalysis wyceniła w 2025 roku na 7,78 miliarda dolarów, przy czym adresy powiązane z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej i jego sieciami odpowiadały w czwartym kwartale za ponad połowę napływającej wartości, a w całym roku przeszło przez nie ponad 3 miliardy dolarów. Sercem układu była giełda Nobitex: ponad połowa wszystkich irańskich wpływów kryptowalutowych w 2025 roku, około 11 milionów użytkowników, w szczytowym okresie blisko 70 procent całej irańskiej aktywności w aktywach cyfrowych. Elliptic łączyła jej infrastrukturę z operatorami IRGC, portfelami przypisywanymi Hamasowi, Palestyńskiemu Islamskiemu Dżihadowi i Huti, a także z rosyjskim Garantexem i grupami północnokoreańskimi. Najbardziej wymowne ustalenie przyszło jednak w styczniu 2026 roku: analiza Elliptic wykazała, że sam bank centralny Iranu zgromadził w 2025 roku co najmniej 507 milionów dolarów w stablecoinie USDT, kupowanym za dirhamy przez pośredników i kierowanym głównie na Nobitex, najprawdopodobniej po to, by interwencyjnie skupować riala i rozliczać import. Elliptic nazwała to budową „pozaksięgowych kont eurodolarowych” poza zasięgiem amerykańskich organów. Skuteczność tej obrony była ograniczona, bo po przywróceniu sankcji ONZ jesienią 2025 roku kurs riala sięgnął 1,4 miliona za dolara, ale kierunek działania mówi wszystko: bank centralny prowadzący operacje otwartego rynku w cudzym, prywatnie emitowanym tokenie to obraz, jakiego historia finansów jeszcze nie znała.
W tę architekturę uderzyły kolejno wojna i prawo. 18 czerwca 2025 roku, w trakcie dwunastodniowego konfliktu izraelsko-irańskiego, proizraelska grupa Predatory Sparrow wyprowadziła z Nobitexu ponad 90 milionów dolarów i, jak ustaliła Elliptic, celowo je spaliła, wysyłając środki na adresy próżnościowe zawierające wulgarne hasła pod adresem IRGC (na sieci Tron był to na przykład adres zaczynający się od TKFuckiRGCTerrorists). Do takich adresów nie istnieją klucze prywatne, więc pieniądze stały się bezpowrotnie niedostępne: zamiast rabunku publiczna egzekucja majątku wroga, zapisana na wieczność w księdze, której nikt nie może zmienić. Dzień wcześniej ta sama grupa sparaliżowała państwowy Bank Sepah, a dzień później opublikowała kod źródłowy giełdy. Rok później dopełnił się front regulacyjny: 2 czerwca 2026 roku amerykański OFAC objął sankcjami Nobitex oraz giełdy Wallex, Bitpin i Ramzinex, wraz z czterema menedżerami, na podstawie dekretów 13224 i 13902, wprost zapowiadając w interpretacji FAQ 1257 sankcje wtórne wobec zagranicznych instytucji finansowych obsługujących te platformy. Departament Skarbu nie ukrywał zresztą związku z cieśniną Ormuz: designacje miały między innymi utrudnić pobieranie opłat od armatorów. Polskiemu wątkowi tej samej fali, warszawskiej spółce z rejestru VASP desygnowanej 7 sierpnia w sieci Shelbit piorącej pieniądze dla IRGC, poświęciliśmy osobną analizę i tej historii nie ma potrzeby tu powtarzać. Wniosek z niej jest jednak częścią tej układanki: irańska gospodarka cienia sięga po wiarygodność wszędzie tam, gdzie można ją tanio kupić.
Rosja: od Garantexu do rublowego stablecoina A7A5
Jeśli Korea Północna kradnie, a Iran przetwarza, to Rosja instytucjonalizuje. Punktem wyjścia był upadek giełdy Garantex, która według Departamentu Stanu przetworzyła od kwietnia 2019 do marca 2025 roku około 96 miliardów dolarów; TRM Labs wiązała 82 procent tego wolumenu z podmiotami objętymi sankcjami, ransomware i darknetem. 6 marca 2025 roku międzynarodowa operacja z udziałem amerykańskiej Secret Service oraz służb niemieckich i fińskich przejęła domeny giełdy, zamrożono ponad 26 milionów dolarów, a jeden z administratorów został zatrzymany w Indiach. W skali wolumenu zamrożona kwota była błędem zaokrąglenia, a dalszy ciąg okazał się lekcją o odporności takich struktur: kilka dni po akcji kanały na Telegramie zaczęły reklamować bliźniaczą giełdę Grinex, zarejestrowaną w Kirgistanie, jak ustaliła TRM Labs, już w grudniu 2024 roku, a więc na miesiące przed przejęciem. Plan awaryjny czekał gotowy, zanim padł pierwszy cios.
Rosyjska infrastruktura wyciągnęła też z historii Garantexu wniosek techniczny: skoro emitent scentralizowanego stablecoina potrafi zamrozić środki jednym poleceniem w smart kontrakcie, trzeba mieć token, który takiej funkcji nie ma. Tak działa A7A5, powiązany z rublem stablecoin emitowany z Kirgistanu przez spółkę Old Vector i zabezpieczony, według ustaleń analityków, depozytami w objętym sankcjami Promswiazbanku, banku rosyjskiego sektora obronnego. A7A5 zaprojektowano bez mechanizmu zamrażania, a efekt przeszedł oczekiwania: według Chainalysis token rozliczył 93,3 miliarda dolarów w niecały rok, przy koncentracji przepływów w dni robocze, co jest sygnaturą rozliczeń międzyfirmowych, a nie spekulacji detalicznej. Powstał wyspecjalizowany system rozliczeń handlu, wyjęty spod zasięgu zachodnich blokad. Ciąg dalszy tej historii ma zresztą posmak powieści szpiegowskiej: w kwietniu 2026 roku Grinex sam padł ofiarą ataku, stracił równowartość około 13,7 miliona dolarów i zawiesił działalność, oskarżając „służby specjalne nieprzyjaznych państw”; analiza on-chain Chainalysis podważa tę wersję, bo sprawca błyskawicznie wymieniał stablecoiny na TRX przez zdecentralizowaną giełdę, z której wcześniej korzystał sam Garantex, podczas gdy zachodnie organy środki zamrażają, a nie upłynniają.
Zwieńczeniem ewolucji jest ustawa. Na początku sierpnia 2026 roku Władimir Putin podpisał pierwszą kompleksową ustawę federalną o walutach cyfrowych (nr 282-FZ), wchodzącą w życie 1 września. Jej konstrukcja jest studium pragmatyzmu ujętego w paragrafy: wewnątrz kraju kryptowaluty nadal nie mogą służyć do płatności, ale rosyjskie firmy prowadzące handel zagraniczny mogą legalnie rozliczać kontrakty w aktywach cyfrowych. Ściana dla obywatela stoi (limit 300 tysięcy rubli rocznie dla inwestora detalicznego, test wiedzy, zakaz privacy coinów), okno dla eksportera jest otwarte na oścież, a cały aparat licencji Banku Rosji służy legalizacji kanału omijającego system dolarowy. Paradoks dopełnia projekt dyrektywy banku centralnego z 11 sierpnia, który do obrotu na licencjonowanych giełdach dopuścił obok bitcoina i ethera również Tether, choć rosyjscy urzędnicy sami przyznawali, że emitent USDT może w kilka sekund zamrozić portfel dowolnej licencjonowanej rosyjskiej giełdy bez zgody rosyjskiego sądu. Rosja zbudowała więc układ dwutorowy: A7A5 jako odporny na zamrożenie kanał dla rozliczeń najbardziej wrażliwych i legalny rynek dla całej reszty, ze świadomie zaakceptowanym ryzykiem.
Stablecoiny: wspólny mianownik i jedyny punkt nacisku
Trzy państwa, trzy strategie, jeden wspólny element techniczny. Według Chainalysis stablecoiny odpowiadają dziś za 84 procent całego nielegalnego wolumenu kryptowalutowego, bo łączą bezpaństwowość i szybkość kryptowaluty ze stabilnością wartości, której bitcoin nie daje; nikt nie chce rozliczać kontraktu na ropę w aktywie tracącym dziesięć procent w jeden dzień. I właśnie tu tkwi jedyny realny punkt nacisku: najpopularniejsze stablecoiny są emitowane centralnie, a emitent potrafi zamrozić dowolny adres. Dlatego reżimy albo budują własne tokeny pozbawione tej funkcji, jak A7A5, albo grają w kotka i myszkę, w której organ zamraża, a środki uciekają na kolejne adresy.
Ta gra toczy się przy tym w warunkach niepewności prawnej, którą najlepiej ilustruje amerykańska saga wokół miksera Tornado Cash, z którego korzystał między innymi Lazarus. W sierpniu 2022 roku OFAC wpisał sam protokół na listę sankcyjną; w listopadzie 2024 roku sąd apelacyjny piątego okręgu orzekł w sprawie Van Loon przeciwko Departamentowi Skarbu, że niezmienne smart kontrakty nie są „własnością” w rozumieniu ustawy IEEPA, bo po wdrożeniu nikt ich nie kontroluje, więc OFAC przekroczył uprawnienia; w marcu 2025 roku protokół zniknął z listy. Równolegle biegnie odnoga karna: 6 sierpnia 2025 roku ława przysięgłych uznała współtwórcę protokołu Romana Storma za winnego zmowy w celu prowadzenia nielicencjonowanej działalności transferu środków, nie osiągając werdyktu co do prania pieniędzy i naruszenia sankcji, a w marcu 2026 roku prokuratura wniosła o ponowny proces w tych dwóch punktach, proponując październik 2026 roku i utrzymując Storma w ekspozycji na dodatkowe czterdzieści lat. Smaku sprawie dodaje to, że w tym samym marcu Departament Skarbu przyznał w raporcie dla Kongresu, iż miksery mogą służyć zgodnej z prawem ochronie prywatności finansowej. Granica jest więc dziś taka: ludzi i podmioty sankcjonować wolno, autonomiczny kod wymaga wyraźnej podstawy ustawowej, a odpowiedzialność człowieka za kod, nad którym nie ma kontroli, pozostaje pytaniem otwartym. Dla każdego, kto pisze oprogramowanie finansowe, jest to dziś realna granica ryzyka zawodowego.
Sankcje UE na kryptowaluty: od list nazwisk do zakazów sektorowych
Unia Europejska wyciągnęła z historii Garantexu i Grinexu wniosek systemowy i warto go odnotować, bo bezpośrednio wiąże ten globalny obraz z obowiązkami polskich firm. Dziewiętnasty pakiet sankcji z 23 października 2025 roku po raz pierwszy w historii objął zakazem transakcji konkretne kryptoaktywo: A7A5 trafił do załącznika LIII rozporządzenia 833/2014, z zakazem wszelkich transakcji od 25 listopada 2025 roku, obok zakazu świadczenia usług w zakresie kryptoaktywów w rozumieniu rozporządzenia MiCA na rzecz osób rosyjskich. Dwudziesty pakiet, przyjęty 23 kwietnia 2026 roku ze skutkiem od 24 maja, poszedł o krok dalej: zamiast wskazywać kolejne platformy, zakazał wszelkich transakcji z jakimkolwiek dostawcą usług kryptoaktywów mającym siedzibę w Rosji lub na Białorusi, łącznie z platformami zdecentralizowanymi, a do listy zakazanych aktywów dopisał stablecoina RUBx oraz cyfrowego rubla. Rada uzasadniła to wprost: designacje punktowe rodzą następców, więc trzeba zakazać kategorii. To dokładnie ta lekcja, którą Grinex dał światu w cztery dni.
Dla przedsiębiorcy w Polsce ramy są zatem trójwarstwowe. Rozporządzenia unijne (269/2014 i 833/2014) obowiązują bezpośrednio, a kryptoaktywa mieszczą się w pojęciu środków finansowych i zasobów gospodarczych, których nie wolno udostępniać podmiotom z list. Sankcją krajową zarządza ustawa z 13 kwietnia 2022 roku o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę, przewidująca kary pieniężne do 20 milionów złotych oraz odpowiedzialność karną z dolną granicą trzech lat pozbawienia wolności; obowiązek transpozycji dyrektywy 2024/1226, harmonizującej w Unii karalność naruszeń sankcji, upłynął 20 maja 2025 roku. Trzecią warstwą pozostaje amerykańska eksterytorialność z jej regułą 50 procent i sankcjami wtórnymi, których mechanikę opisaliśmy przy sprawie Shelbit. Osobliwość polskiej sytuacji polega na tym, że przy tak gęstej siatce zakazów rynek kryptoaktywów wciąż nie ma krajowego gospodarza: po trzecim wecie do ustawy o kryptoaktywach i po upływie 1 lipca 2026 roku okresu przejściowego z art. 143 ust. 3 MiCA jedyną przepustką na rynek jest licencja CASP, której nie ma w Polsce komu wydać. Zakazy działają, nadzoru brak; to konfiguracja, w której błędy popełnia się najłatwiej.
Wnioski dla polskich firm
Z tej panoramy płyną trzy wnioski. Pierwszy: sankcja wobec pojedynczego podmiotu jest środkiem koniecznym, ale strukturalnie spóźnionym, bo dobrze zaprojektowana infrastruktura obejścia ma następcę gotowego, zanim padnie poprzednik; Unia przyznała to wprost, przechodząc na zakazy sektorowe, a realne punkty dławienia leżą tam, gdzie przenieść się nie można, czyli u emitentów stablecoinów zdolnych do zamrażania, na mostach między łańcuchami i w miejscach wymiany kryptowaluty na pieniądz tradycyjny.
Drugi: technologia jest wobec sankcji dwuznaczna i to jej najciekawsza cecha. Ten sam łańcuch bloków, który daje reżimom bezpaństwowość, daje śledczym trwały, niezaprzeczalny zapis. Pół miliarda dolarów banku centralnego Iranu wyśledzone przez analityków na publicznych adresach, jedenaście tysięcy portfeli zmapowanych po włamaniu na Bybit, rytm dni roboczych zdradzający handlowy charakter A7A5: to dowody, jakich tradycyjne pranie przez spółki wydmuszki nigdy nie zostawiało. Blockchain jest jednocześnie najlepszym narzędziem obejścia sankcji i najlepszym narzędziem ich egzekwowania; pytanie brzmi, która strona sprawniej czyta tę samą księgę.
Trzeci, praktyczny: neutralność nie istnieje. Sprawa Shelbit pokazała, że polski wpis rejestrowy potrafi trafić do sieci finansującej IRGC, a wcześniej ten sam warszawski adres obsługiwał kambodżańską pralnię z klientami z Korei Północnej. Dla działów compliance oznacza to co najmniej cztery rzeczy: weryfikację kontrahentów także po identyfikatorach rejestrowych, a nie tylko po nazwie handlowej; analizę pochodzenia środków on-chain przed przyjęciem płatności w kryptoaktywach, bo skażenie łańcucha transakcji działa wstecz; rygorystyczne stosowanie travel rule z rozporządzenia 2023/1113; wreszcie przygotowanie na reakcję banków, które wypowiadają rachunki szybciej, niż ustawodawca pisze przepisy. W epoce pieniądza bezpaństwowego wybór nie przebiega między nadzorem a jego brakiem, lecz między nadzorem własnym a cudzym.
Dalsze publikacje na podobne tematy

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.