Irańska pralnia z ulicy Bartyckiej. Jak spółka z kapitałem 5 tysięcy złotych trafiła na amerykańską listę sankcyjną
Polska firma krypto trafiła na amerykańską listę sankcyjną jako część sieci Shelbit, która według ustaleń OFAC prała pieniądze dla irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Na liście z 7 sierpnia 2026 roku, między giełdami z Gruzji, Dubaju i Teheranu, wpis wygląda jak błąd zecerski: „Shelbit Technologies Ltd spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w likwidacji”, ulica Bartycka 22B, lokal 21A, Warszawa. Kapitał zakładowy: 5 tysięcy złotych. Numer w polskim rejestrze VASP: RDWW-922. To druga w ciągu dziesięciu miesięcy polska spółka z tego rejestru, o której świat dowiaduje się z komunikatów Waszyngtonu, a nie Warszawy. I druga zarejestrowana pod dokładnie tym samym adresem.
Siedem dni, w których pękła fasada
Sekwencja wydarzeń była szybka. 24 lipca 2026 roku dubajski regulator rynku aktywów wirtualnych VARA opublikował notę o naruszaniu przez Shelbit przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, wskazując na transgraniczne transakcje zagrażające integralności systemu finansowego Emiratów. 31 lipca agencja Reuters ogłosiła wyniki wielomiesięcznego śledztwa: Shelbit miał być węzłem schematu obchodzenia sankcji o wartości około 4 miliardów dolarów, przez który przepływały środki irańskiego banku centralnego, pieniądze jednej z największych na świecie nielegalnych sieci hazardu online oraz transfery na adresy łączone przez rząd Izraela z IRGC. Tydzień później, 7 sierpnia, do gry wszedł OFAC.
Ustalenia Departamentu Skarbu są konkretne i oparte na danych z łańcucha bloków. Adresy należące do IRGC przesłały na adresy giełdy Shelbit równowartość ponad miliona dolarów, a w drugą stronę popłynęło ponad dwa miliony. Portfele kontrolowane przez Siavasha Kayvanpoura, założyciela sieci, przekazały kolejne ponad dwa miliony dolarów irańskiej giełdzie Nobitex, objętej amerykańskimi sankcjami 2 czerwca 2026 roku razem z platformami Wallex, Bitpin i Ramzinex. Przez Shelbit przepłynęły też dziesiątki milionów dolarów perskojęzycznej sieci hazardowej dwóch irańskich influencerów; obaj zostali w 2023 roku skazani w Iranie za nielegalny hazard, a mimo to ich serwisy zachowały dostęp do irańskiego systemu płatności online, nadzorowanego przecież przez bank centralny. Departament Skarbu nazwał to wprost dowodem hipokryzji i korupcji reżimu.
Skalę zjawiska pokazała równoległa analiza TRM Labs: od maja 2024 do marca 2026 roku przez infrastrukturę Shelbit przepłynęło około 6,3 miliarda dolarów, z czego blisko 88 procent w stablecoinach na sieci Tron. Portfele platformy były w praktyce puste, bo wartość wchodząca opuszczała je niemal natychmiast, a cała infrastruktura adresów była przebudowywana co od jednego do czterech miesięcy. To nie jest obraz giełdy przechowującej środki klientów. To obraz kanału rozliczeniowego zaprojektowanego tak, by utrudnić śledzenie.
Sam Kayvanpour, urodzony w Iranie, mający dodatkowo obywatelstwo Dominiki i Afganistanu, rezydujący w Emiratach, został desygnowany na podstawie dekretu wykonawczego 13224, podstawowego amerykańskiego instrumentu zwalczania finansowania terroryzmu, za materialne wspieranie IRGC i Nobitexu. Departament Stanu wyznaczył równolegle nagrodę do 15 milionów dolarów za informacje prowadzące do rozbicia mechanizmów finansowych IRGC, czyli kwotę o cztery rzędy wielkości wyższą niż kapitał zakładowy warszawskiego ogniwa tej sieci. Razem z Kayvanpourem, jako podmioty przez niego posiadane lub kontrolowane, na listę SDN trafiły jego spółki: gruzińska SHPS Shelbit, emirackie Shelbit General Trading, Crypto Home DMCC i NFT Home DMCC. Oraz jedna spółka z Warszawy.
Życiorys spółki: od produktu z półki do listy SDN
Historia zapisana w Krajowym Rejestrze Sądowym jest krótka i pouczająca. 19 sierpnia 2023 roku zawiązano spółkę Rovataler sp. z o.o., a 24 sierpnia sąd wpisał ją do rejestru przedsiębiorców. Kapitał zakładowy: ustawowe minimum, 5 tysięcy złotych. Jedynym wspólnikiem założycielskim była wrocławska LF Legal Group sp. z o.o., prezesem osoba, która znika z akt wraz ze sprzedażą podmiotu, adresem zaś lokal 21A przy ulicy Bartyckiej 22B. Przedmiot przeważającej działalności: doradztwo w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i zarządzania.
Jedenaście dni po rejestracji, 4 września 2023 roku, spółka uzyskała wpis do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych pod numerem RDWW-922. Wpis obejmował pełny katalog usług z art. 2 ust. 1 pkt 12 ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu: wymianę pomiędzy walutami wirtualnymi i środkami płatniczymi, wymianę pomiędzy walutami wirtualnymi, pośrednictwo w takich wymianach oraz prowadzenie rachunków walut wirtualnych, a więc przechowywanie cudzych kryptoaktywów. Podmiot o kapitale 5 tysięcy złotych, bez ludzi, biura i historii, uzyskał w niecałe dwa tygodnie od powstania status, który na rynku wtórnym sprzedaje się jako „polska licencja krypto”.
W marcu 2024 roku produkt znalazł nabywcę. Zmiana umowy spółki z 8 marca, ujawniona w KRS 13 marca, przyniosła jednocześnie nową firmę (Shelbit Technologies Ltd sp. z o.o.), nowego jedynego wspólnika i zarazem prezesa zarządu (Siavash Kayvanpour) oraz nowy przedmiot przeważającej działalności: PKD 64.19.Z, pozostałe pośrednictwo pieniężne. Wpis RDWW-922 powędrował razem ze spółką, bo w polskim modelu rejestr przypisany był podmiotowi, a nie ludziom, którzy za nim stoją; zmiana właściciela nie uruchamiała żadnej ponownej weryfikacji.
Dalej kalendarz przyspiesza. 2 stycznia 2025 roku VARA wydaje pierwsze nakazy zaprzestania działalności wobec emirackich spółek sieci. 10 lutego, niespełna sześć tygodni później, zgromadzenie wspólników warszawskiej spółki podejmuje uchwałę o rozwiązaniu i otwarciu likwidacji; likwidatorem zostaje sam Kayvanpour. Ta sekwencja dat mówi więcej niż jakikolwiek komentarz. 30 października 2025 roku do repozytorium dokumentów finansowych trafiają, wszystkie jednego dnia, sprawozdania za cały okres istnienia podmiotu. A 7 sierpnia 2026 roku spółka ląduje na liście SDN z pełną polską metryką: OFAC podał jej NIP, REGON, numer KRS, adres przy Bartyckiej, datę powstania, a nawet opis działalności będący kalką polskiego PKD („other monetary intermediation”). W nazwie na liście figuruje transliterowany dopisek „w likwidacji”. Waszyngton przeczytał polskie rejestry uważniej, niż kiedykolwiek zrobiła to Warszawa.
Dla porządku: OFAC nie zarzuca warszawskiej spółce własnych operacji; podstawą desygnacji jest to, że należy do Kayvanpoura i działała w jego imieniu. Ale właśnie to czyni tę historię tak niewygodną. Polska nie była miejscem, w którym prano pieniądze. Polska była miejscem, w którym kupowało się wiarygodność.
Bartycka 22B, lokal 21A: adres, pod którym mieszka recydywa
Ten adres już znamy. Pod Bartycką 22B, w lokalu 21A, zarejestrowana była (i jako spółka w likwidacji formalnie wciąż jest) Huione Crypto sp. z o.o., polskie ogniwo kambodżańskiego konglomeratu Huione, który według ustaleń amerykańskich władz wyprał co najmniej 4 miliardy dolarów, w tym środki skradzione przez północnokoreańską grupę Lazarus. O „kambodżańskiej pralni z ulicy Bartyckiej” pisała w maju Gazeta Wyborcza. Trzy miesiące później ten sam budynek i ten sam lokal pojawiają się w komunikacie o finansowaniu IRGC. Korea Północna i Iran, dwa najciężej sankcjonowane reżimy świata, spotkały się w jednym warszawskim wirtualnym biurze.
To oczywiście nie jest wina adresu; lokal 21A to punkt masowej rejestracji, jeden z wielu na mapie Warszawy. Sekwencja wpisów w KRS układa się natomiast w konkretny model biznesowy: wyspecjalizowany podmiot zawiązuje seryjnie bliźniacze spółki (ten sam wspólnik założycielski, ten sam prezes, ten sam kapitał 5 tysięcy złotych, ten sam adres, to samo finansowe PKD), uzyskuje dla nich wpis do rejestru VASP, a następnie sprzedaje gotowy pakiet: spółkę razem ze znaczkiem. Zaznaczmy wyraźnie: sprzedaż gotowych spółek jest w Polsce legalna i pośrednikom nie stawiam tu żadnego zarzutu. Problem leży w konstrukcji rejestru, który pozwalał, by uprawnienie obejmujące przechowywanie cudzych kryptoaktywów wędrowało z rąk do rąk jak abonament, bez ponownej oceny kogokolwiek.
Ten rynek wtórny działa zresztą zupełnie jawnie. Jeszcze w maju 2026 roku na międzynarodowym portalu Coincub polski wpis VASP oferowano za 35 tysięcy euro, w pakiecie z gotową dokumentacją AML oraz rachunkami w Paydo, Binance, Bybit i Krakenie; przeniesienie własności, jak zachwala ogłoszenie, odbywa się w całości online przez system S24. W chwili oddawania tego tekstu ogłoszenie wciąż jest dostępne. Obok można kupić za 19 tysięcy euro „uśpioną” warszawską spółkę z PKD 64.19.Z, z instrukcją sprowadzającą się do trzech kroków: aktywuj, zmień markę, ruszaj. Polska jurysdykcja figuruje w tych katalogach w jednej kategorii z licencją bankową na Komorach i zezwoleniem maklerskim z wyspy Anjouan. To nie jest publicystyczna złośliwość, to segmentacja rynkowa dokonana przez samych sprzedawców.
Rejestr, który nie rejestruje, nadzór, który nie nadzoruje
Przypomnijmy mechanikę, bo w niej tkwi całe wyjaśnienie. Wpis do polskiego rejestru VASP był aktem deklaratoryjnym: oświadczenie o niekaralności, oświadczenie o wiedzy lub doświadczeniu, opłata skarbowa 616 złotych i czternastodniowy termin, po którym wpis następował niejako automatycznie. Organ rejestrowy, Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Katowicach, nie miał obowiązku weryfikować oświadczeń, nie sprawdzał rejestrów karnych, nie badał źródeł finansowania ani tego, czy deklarowane miejsce działalności istnieje gdziekolwiek poza umową o wirtualne biuro. Według stanu na 19 marca 2026 roku w rejestrze figurowało 1 239 podmiotów.
Nadzór nad tą populacją wyglądał następująco: w całym 2025 roku Generalny Inspektor Informacji Finansowej przeprowadził siedem kontroli, z czego trzy dotyczyły rynku kryptoaktywów. Narodowy Bank Polski skontrolował w tym samym czasie 325 przedsiębiorców kantorowych, obejmując kontrolami 488 kantorów i stwierdzając nieprawidłowości u 54 z nich. Zwykły kantor wymieniający euro na złotówki miał więc wielokrotnie wyższą szansę na wizytę kontrolera niż podmiot uprawniony do przechowywania kluczy do cudzych portfeli. Państwo, które częściej kontroluje cinkciarzy niż giełdy kryptowalut, dokonało błędnego wyboru strategicznego.
Ta diagnoza nie jest opinią jednej kancelarii. Komitet MONEYVAL Rady Europy trzykrotnie, w grudniu 2023, grudniu 2024 i grudniu 2025 roku, odmawiał podniesienia Polsce oceny w zakresie Rekomendacji 15 FATF dotyczącej nowych technologii, wytykając między innymi zbyt wąską definicję dostawcy usług kryptoaktywów i brak stosowania Travel Rule. W grudniu 2025 roku Polska została zarazem objęta pierwszym krokiem procedury Compliance Enhancing Procedures: ocenę „zgodny” lub „w znacznym stopniu zgodny” mamy w 27 z 40 rekomendacji FATF, a procedurę naprawczą uruchomiło to, że wśród sześciu rekomendacji rdzeniowych Polska pozostaje tylko częściowo zgodna z dwiema, dotyczącymi penalizacji finansowania terroryzmu i raportowania transakcji podejrzanych. Europejskie urzędy nadzoru EBA i ESMA wskazywały z kolei polskie rejestracje wprost jako przykład zjawiska letter-box entities i arbitrażu regulacyjnego.
Najlepiej widać to w liczbach. Niemcy, które włączyły kryptoaktywa do prawa bankowego z pełnym nadzorem BaFin i wymogami kapitałowymi, dopuściły około 23 podmioty. Francja od 100 do 117, Malta 31, Hiszpania 99, Holandia 43, Irlandia 22, Luksemburg 14. Polska: 1 239, przy organie rejestrowym o kompetencjach podatkowych i bez organu nadzoru rynkowego. Liczniejsze było jedynie środowisko czeskie, gdzie działalność kryptowalutową prowadzono w ogóle bez osobnego rejestru, na zwykłej licencji działalności gospodarczej (tamtejsza jednostka analityki finansowej doliczyła się ponad dziewięciu tysięcy takich firm, w większości jednoosobowych), oraz przedreformowa Estonia. Estonia zresztą pokazała, co się dzieje, gdy państwo traktuje problem poważnie: po wprowadzeniu wymogu realnego związku z krajem, podniesieniu opłat i wdrożeniu Travel Rule populacja licencji spadła o około osiemdziesiąt procent, z ponad 1 300 do około stu. Liczba 1 239 polskich wpisów wobec dwudziestu kilku niemieckich zezwoleń nie jest miarą siły polskiego sektora krypto. Jest miarą przepustowości formularza.
Nic z powyższego nie jest zresztą mądrością po fakcie. O tym, że polski rejestr stał się fasadą legitymizującą podmioty, których nikt nigdy nie zweryfikował, pisałem w grudniu 2025 roku przy okazji sprawy Huione i pierwszego weta; mówiłem o tym w materiale Faktów TVN; w maju 2026 roku przekazałem redakcji Gazety Wyborczej komplet dokumentacji źródłowej, od raportów MONEYVAL po sprawozdania GIIF, z której w druku zmieściły się siłą rzeczy fragmenty. Odpowiedzią resortu finansów była wówczas polemika utrzymana w tonie, że system działa. Trzy miesiące później odpowiedział też Waszyngton.
Więcej na temat polskiego rejestru VASP mówiłem też w trakcie wywiadu dla COMPARIC:
„To tylko ewidencja”. Najmocniejszy argument obrony i dlaczego nie wystarcza
Uczciwość wymaga, by oddać głos drugiej stronie w jej najmocniejszej wersji. Ministerstwo Finansów, polemizując wiosną z prasową krytyką, stawiało sprawę tak: rejestr VASP nigdy nie był licencją ani zezwoleniem, lecz ewidencją wynikającą wprost z unijnej dyrektywy 2015/849; wpis nie potwierdzał legalności działalności ani nie nadawał uprawnień regulacyjnych; system nie był bezczynny, skoro administracja skarbowa przeprowadziła 465 kontroli, stwierdziła 359 naruszeń i wykreśliła z rejestru 637 podmiotów, w tym 275 po postępowaniach administracyjnych, a w systemie raportowym GIIF zarejestrowanych było 1 171 podmiotów z rejestru. W Polsce, zapewniał resort, funkcjonuje efektywny system przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.
Wszystko to prawda. I wszystko to trafia obok problemu, z trzech powodów.
Po pierwsze, prawnicza kwalifikacja wpisu nie przesądza o jego funkcji rynkowej. W polskiej ustawie wpis jest ewidencją; w ogłoszeniu na Coincub jest „polskim VASP-em” z rachunkami na największych giełdach świata; w rozmowie naciągacza z ofiarą jest licencją z kraju Unii Europejskiej. Pozór legalności nie powstaje w kodeksie, tylko w głowie klienta i w procedurze onboardingu banku. Państwo, które wydaje znaczek nieniosący żadnej weryfikacji, ale wyglądający jak weryfikacja, odpowiada za to, jak ten znaczek działa w obiegu.
Po drugie, chronologia wykryć. Obie flagowe sprawy, Huione i Shelbit, zostały ujawnione przez organy amerykańskie, nie polskie. Huione Crypto, jak podaje sam resort, wykreślono z rejestru VASP 6 października 2025 roku, po nieco ponad dwóch latach spokojnego figurowania w ewidencji i dopiero wówczas, gdy sprawę nagłośniły amerykańskie organy. W sprawie Shelbit do dnia publikacji tego tekstu nie ujawniono publicznie żadnych działań polskich organów. Statystyka 637 wykreśleń opisuje sprzątanie po formularzach; dwa najgłośniejsze przypadki w historii rejestru przespano oba.
Po trzecie, system przyznał rację krytykom, zanim zrobiła to rzeczywistość. Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła w 2024 roku kontrolę funkcjonowania systemu przeciwdziałania praniu pieniędzy (P/24/010), a GIIF w sprawozdaniu za rok 2025 sam pisze, że wnioski NIK wykorzystał w celu optymalizacji obszarów analitycznego i kontrolnego. Trudno o lepsze potwierdzenie diagnozy niż jej przyjęcie przez kontrolowanego. Ironii dopełnia zestawienie dat: wiosną resort zapewniał o efektywnym systemie przeciwdziałania finansowaniu terroryzmu, a w sierpniu spółka z polskiego rejestru została desygnowana na podstawie dekretu, którego pełna nazwa mówi o blokowaniu własności osób popełniających akty terroryzmu, grożących ich popełnieniem lub je wspierających.
Skutki dla polskich firm, banków i samej likwidacji
Wpis na listę SDN oznacza blokadę wszelkich aktywów podmiotu pozostających w zasięgu jurysdykcji USA oraz zakaz transakcji z udziałem osób amerykańskich; na mocy reguły 50 procent blokada rozciąga się automatycznie na każdy podmiot, w którym osoby desygnowane mają łącznie co najmniej połowę udziałów. Ważniejsza dla czytelnika w Polsce jest jednak klauzula, którą opatrzono te designacje: ryzyko sankcji wtórnych na podstawie sekcji 1(b) dekretu 13224. Zagraniczna instytucja finansowa, która świadomie przeprowadza istotne transakcje na rzecz podmiotów z listy, sama ryzykuje odcięcie od amerykańskiego systemu finansowego; Departament Skarbu odesłał przy tym do interpretacji FAQ 1250 i 1257, poświęconych właśnie ryzykom obsługi irańskich giełd kryptoaktywów.
Formalnie lista OFAC nie jest źródłem prawa w Polsce; polskie instytucje obowiązane stosują szczególne środki ograniczające wynikające z rezolucji ONZ i rozporządzeń unijnych, a Kayvanpour i jego spółki na listach unijnych na razie nie figurują. Praktyka jest jednak mniej formalistyczna: banki rozliczające dolara traktują listę SDN jako twardy standard, a praktyka wypowiadania rachunków podmiotom z branży, znana polskim bankom od lat, po tej sprawie może się tylko zaostrzyć. Dla działów compliance płynie stąd konkretna wskazówka: wpis SDN warszawskiej spółki zawiera polskie identyfikatory, NIP, REGON i numer KRS, więc screening kontrahentów wyłącznie po nazwie handlowej jest dziś zaniedbaniem. Sieć Kayvanpoura występowała pod co najmniej sześcioma szyldami w czterech jurysdykcjach.
Osobny, niemal podręcznikowy problem dotyczy samej likwidacji. Jedynym likwidatorem warszawskiej spółki jest osoba desygnowana jako SDGT. Czynności likwidacyjne wymagają rachunku bankowego, a każdy bank prowadzący taki rachunek wchodzi w strefę ryzyka sankcji wtórnych; wykreślenie z KRS wymaga z kolei zakończenia likwidacji, której mało kto zechce obsłużyć. Spółka może więc utknąć w stanie prawnego zawieszenia: zbyt martwa, by działać, zbyt toksyczna, by ją pochować. Dla tej konfiguracji trudno wskazać w polskiej praktyce utarty tryb postępowania.
Po trzecim wecie: rynek bez gospodarza
Na koniec kontekst, bez którego ta historia byłaby tylko ciekawostką kryminalną. Prezydent RP wetował ustawę o rynku kryptoaktywów trzykrotnie, ostatnio 11 czerwca 2026 roku. Chodzi o akt, który miał wyznaczyć Komisję Nadzoru Finansowego na organ nadzoru i domknąć stosowanie rozporządzenia MiCA w Polsce. Tymczasem 1 lipca 2026 roku upłynął przewidziany w art. 143 ust. 3 MiCA okres przejściowy: stare wpisy VASP przestały uprawniać do świadczenia usług, a jedyną przepustką na rynek stała się licencja CASP. Licencja, której w Polsce nie ma komu wydać.
Skutek jest łatwy do przewidzenia i już się materializuje. Uczciwe firmy uzyskują zezwolenia w innych państwach członkowskich i obsługują polskich klientów na zasadzie paszportu europejskiego, a realny nadzór nad tą obsługą sprawują organy innych stolic. W kraju został rejestr wydmuszka, ogłoszenia o sprzedaży spółek z historią VASP, które formalnie nie uprawniają już do niczego, ale w marketingu wciąż robią swoje, oraz renoma jurysdykcji, o której w ciągu dziesięciu miesięcy dwukrotnie pisał w komunikatach amerykański Departament Skarbu, a raz Rada Europy w procedurze naprawczej.
Wnioski
Z tej historii płyną trzy lekcje. Pierwsza: rejestr oparty na oświadczeniach nie jest neutralną ewidencją, lecz produktem eksportowym, przy czym to nie my wybieramy jego klientów; wybierają nas ci, którym taki produkt jest potrzebny. Druga: różnica między ewidencją a nadzorem nie jest różnicą semantyczną; to różnica między dwudziestoma trzema podmiotami pod okiem BaFin a 1 239 wpisami, wśród których Waszyngton dwukrotnie znalazł to, czego Warszawa nie szukała. Trzecia: dopóki Polska nie ma ustawy, organu i trybu licencyjnego, dopóty realny nadzór nad polskim rynkiem kryptoaktywów sprawują OFAC i redakcje śledcze. Pierwszy przypadek mógł uchodzić za wypadek przy pracy. Drugi, pod tym samym adresem i w tym samym lokalu, jest już systemem.
Kancelaria Prawna Skarbiec doradza podmiotom rynku kryptoaktywów w uzyskiwaniu licencji CASP i wdrożeniach MiCA, prowadzi weryfikację sankcyjną kontrahentów oraz reprezentuje poszkodowanych w sprawach oszustw kryptowalutowych. Jeżeli Państwa firma miała styczność z podmiotami opisanej sieci, ekspozycję warto zweryfikować, zanim zrobi to bank.
Stan prawny i faktyczny na 15 sierpnia 2026 r.
Dalsze publikacje na podobne tematy
The Fire Was for the Camera: Inside Iran’s Propaganda Machine

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.