Majątek Zonda. Portfel XRP ożył
Portfel, o którym piszę, ma jedno wejście i jeden klucz. Przez dwa i pół roku wchodziły do niego wyłącznie pieniądze od giełdy Zonda, wychodziły wyłącznie do giełdy Zonda, a klucz do niego trzymał ktoś, kogo nie zna nikt poza nim samym. Portfel zamilkł w tym samym czasie, kiedy zniknął Przemysław Kral. W sobotę 22 sierpnia 2026 r., o 15:39 czasu polskiego, ten ktoś użył klucza po raz pierwszy od kwietnia. Zrobił to w chwili, gdy estoński sąd zakazywał już spółce rozporządzania majątkiem, a obrona jej prezesa przygotowywała się do ogłoszenia, że klient „przedłożył do dyspozycji prokuratury ogromny majątek”. Wyprowadził 21 tysięcy XRP, około 105 tysięcy złotych. W środku zostało 1 108 000 XRP, około 5,5 miliona złotych.
To są ustalenia ze wspólnego śledztwa Kancelarii Prawnej Skarbiec i redakcji money.pl; reporterską wersję tej historii, wraz ze stanowiskami stron, publikuje money.pl. Ten tekst jest czymś innym: jest warstwą techniczną i dowodową, którą zwykle zostawia się w przypisach, a która w tej sprawie jest całą treścią. Jest też kolejnym odcinkiem cyklu, który prowadzę od kwietnia: zaczęło się od zimnego portfela Zondy i rozmontowania narracji „klucze ma Suszek”, potem była giełda, która pożyczała pieniądze klientów, połączenie śledztw.
Sam ten portfel opisałem po raz pierwszy w maju w rozmowie z Forbesem, a w sierpniu wrócił w inwentaryzacji „ogromnego majątku”, którą opisał także money.pl. Będę w nim pisał otwarcie, bo za każdym zdaniem stoi zapis publicznego rejestru, który każdy czytelnik może sprawdzić sam, klikając w linki.
Dlaczego XRP zostawia ślad, którego nie da się zatrzeć
Zacznijmy od tego, czym jest przedmiot tej historii, bo bez tego reszta jest zaklęciami. XRP to natywna waluta sieci XRP Ledger, publicznego rejestru istniejącego od 2012 r. Od bitcoina różni się konstrukcją: nie ma kopania ani górników, transakcje zatwierdza sieć niezależnych walidatorów uzgadniających co kilka sekund kolejną wersję księgi, a cała pula stu miliardów XRP powstała jednorazowo na starcie. Przelew rozlicza się w trzy do pięciu sekund i kosztuje ułamek grosza. Dla tej historii najważniejsze jest jednak coś innego: każda transakcja zostaje w księdze na zawsze, z kwotą, czasem co do sekundy i adresami obu stron, a księgę czyta każdy, kto ma przeglądarkę.
Warto od razu rozbroić dwa popularne skróty. Pierwszy: XRP to nie jest DeFi. DeFi to protokoły finansowe działające bez pośrednika; XRP Ledger to po prostu rejestr, a trzymanie XRP na własnym adresie to samodzielne przechowywanie, jak gotówka w sejfie. Zonda była dokładnym przeciwieństwem DeFi: scentralizowaną giełdą z księgą, kontami i prezesem, i cały dramat tej sprawy polega na tym, że pośrednik był. Drugi skrót: „blockchain jest anonimowy”. Nie jest; jest pseudonimowy. Adres to pseudonim, pod którym widać każdy ruch, tylko bez nazwiska. Nazwisko pojawia się dokładnie w momencie, w którym pseudonim styka się ze światem regulowanym, z giełdą, aplikacją finansową, kantorem, bo tam każdy klient przechodzi weryfikację tożsamości. Dlatego śledztwa kryptowalutowe rzadko kończą się na blockchainie, a prawie zawsze na styku blockchaina z instytucją, która zna swojego klienta. Do tego styku jeszcze wrócimy, bo 22 sierpnia właśnie do niego doszło.
Historia niezwykłego portfela: dwa i pół roku w kilkunastu liczbach
W sieci XRP Ledger konto nie istnieje, dopóki ktoś nie wpłaci na nie rezerwy bazowej. Konto trzeba więc komuś ufundować, i ten, kto je funduje, podpisuje transakcję własnym kluczem. 27 listopada 2023 r. o 9:52 UTC rachunek giełdy Zonda, oznaczony w rejestrze zweryfikowaną domeną zondacrypto.com, wysłał na nieistniejący jeszcze adres dokładnie 11 XRP: ówczesną rezerwę dziesięciu XRP plus drobny bufor (rezerwę obniżono do jednego XRP dopiero w grudniu 2024 r.). Tak powstał adres rKkujfkmhasWFZxoPVh6s1WbR5azFiuMro. W ciągu godziny i czterdziestu dwóch minut z tego samego rachunku przyszło dziesięć kolejnych transz, łącznie milion XRP.
Potem nastąpił cały 2024 r., w którym nie zdarzyło się nic. Ani jedna transakcja. Na początku 2025 r. giełda dopłaciła 300 989,18 XRP w sześciu przelewach, a między lutym a sierpniem 2025 r. portfel odesłał na rachunek giełdy 300 988,62 XRP w czterech przelewach, z których ostatni, na 200 tysięcy XRP, zamknął rozliczenie; każdy opatrzony tym samym wewnętrznym znacznikiem 23531. Różnica między dopłatą a zwrotem wyniosła 0,565 XRP, niecałe trzy złote. Saldo wróciło do miliona. Tak nie wygląda zarządzanie własnym majątkiem; tak wygląda rozliczenie księgowe, w którym ktoś dopina bilans do ułamka.
Wieczorem 7 kwietnia 2026 r., w przeddzień wstrzymania wypłat, majątek Zonda zrobił ostatni ruch w stronę tego adresu: na rachunek giełdy wpłynęło z zewnątrz 133 692,56 XRP, a piętnaście minut i dziewięć sekund później giełda przelała na badany portfel 32 500 XRP, po kolejnych siedemdziesięciu sekundach 97 499,6 XRP: 97,2 procent tego, co właśnie dostała. Następnego dnia Zonda zamknęła wypłaty trzydziestu tysiącom klientów. 11 kwietnia portfel wysłał 1 000 XRP na Binance, na konkretne subkonto, i zamilkł. Kontynuacji nigdy nie było.
Do 22 sierpnia. O 13:39:20 UTC wyszło 1 000 XRP, równo sześćdziesiąt sekund później 20 000 XRP, oba na ten sam adres i to samo subkonto. Sekwencja tysiąc, a po minucie dwadzieścia tysięcy, jest tym, co w praktyce nazywa się przelewem próbnym; księga nie zapisuje intencji, zapisuje wzorzec, a wzorzec z sierpnia jest kwietniowym wzorcem doprowadzonym do końca. W kwietniu ktoś sprawdził jedną drogę i ją porzucił; w sierpniu sprawdził inną i nią pojechał. Tamtą drogę, przez Binance, opisałem publicznie wraz z numerem subkonta; sierpniowy operator wybrał wyjście, którego nikt publicznie nie oznaczył. Ktoś czyta otoczenie informacyjne tego portfela i omija oflagowane drzwi.
Pełny bilans: wpływy od giełdy 1 430 989,22 XRP w dziewiętnastu transakcjach; wypływy 322 988,62 XRP w siedmiu; saldo 1 108 000,60 XRP, zgodne z księgą co do ułamków grosza, z różnicą rzędu opłat sieciowych. Jedyne wpływy spoza giełdy w całej historii adresu to dwadzieścia trzy mikropłatności po 0,000001 XRP, którymi automaty monitorujące znakują obserwowane portfele; łącznie ułamek grosza. Tak wygląda portfel Zonda w liczbach. Piszę to wprost, bo rzetelność działa w obie strony: zdanie „wszystkie wpływy pochodziły od giełdy” byłoby fałszywe o półtorej miliardowej procenta, a taką nieścisłość obrona wykorzysta chętniej niż milion.
Numer na kopercie: co mówi, a czego nie mówi DestinationTag
Adres odbiorcy z 22 sierpnia to rachunek zbiorczy instytucji finansowej: wspólna skrzynka, do której wrzucają koperty tysiące klientów. Żeby operator wiedział, komu zaksięgować kopertę, nadawca dopisuje na niej numer, DestinationTag, zwykłą liczbę w polu płatności, której znaczenie nadaje wyłącznie system odbiorcy. W obu sierpniowych przelewach dopisano ten sam numer: 4227973493. Numer jest jawny, widać go w rejestrze; ale przypisać go do człowieka może wyłącznie operator skrzynki, bo tylko on ma listę lokatorów. To jest ta dziura w anonimowości, przez którą prowadzi cała ścieżka odzysku: znacznik po stronie odbiorcy, i tylko po stronie odbiorcy. Analogicznie znacznik 23531 przy zwrotach z 2025 r. identyfikuje konto po stronie giełdy, a nie nadawcę; kto się pod nim kryje, wie księga Zondy, którą dziś ma syndyk.
Rachunek prawdopodobieństwa: dlaczego nazywam go portfelem Zonda
Rejestr nie zna pojęcia własności. Protokół wie tylko, który klucz może podpisać transakcję; „czyje to środki” nie jest pytaniem, na które blockchain odpowiada. Odpowiada na nie księga i sąd. Rejestr zna kontrolę, prawo zna własność, i między jednym a drugim rozciąga się analityka śledcza, czyli rachunek prawdopodobieństwa prowadzony na jawnych danych. Zróbmy go uczciwie.
Ze śladem zgodne są cztery modele: rachunek własny spółki, rachunek osoby zarządzającej jej aktywami, wydzielony rachunek dużego klienta oraz rachunek market makera. Dwa ostatnie przegrywają na czterech niezależnych testach. Przez niemal tysiąc dni portfel nie zostawił ani jednego śladu kontaktu z kimkolwiek poza giełdą: żadnej innej giełdy, żadnej wymiany, żadnego prywatnego adresu; majątek osoby zwykle żyje, ten adres zachowywał się jak kieszeń. Dopłaty z 2025 r. zostały odesłane co do pół XRP; klient nie dopina bilansu, klient trzyma albo sprzedaje. Trzy dni po zamrożeniu giełdy portfel testował drogę wyjścia tysiącem XRP, po czym zamarł na cztery i pół miesiąca; klient, który zdążył wypłacić dzień przed katastrofą, ma środki bezpieczne i nie musi niczego testować, chyba że wie, że pochodzenie tych środków będzie problemem. I sekwencja z 7 kwietnia: giełda przepuszcza przez ten adres 97 procent świeżo pozyskanej płynności wieczorem przed dniem, w którym zamknie drzwi wszystkim innym.
Każdy z tych testów z osobna da się wytłumaczyć. Razem tworzą asymetrię, której żaden pojedynczy kontrargument nie odwraca. Amerykański OFAC nakłada sankcje na adresy na podstawie słabszych klastrów behawioralnych niż ten. Nazywam więc ten adres portfelem Zonda, bo tak nazwałaby go giełda w swojej księdze, gdyby księga była jawna, i biorę za tę nazwę odpowiedzialność, którą dziennikarz musi rozłożyć na tryb warunkowy. Ale nazywając go tak, nie mówię niczego o osobie: kto trzyma klucz, tego rejestr nie wie i ja też nie wiem.
Jedno jeszcze o osobie, bo ten wątek wymaga precyzji. Rachunek giełdy jest skonfigurowany z podpisem wielokrotnym i wyłączonym kluczem głównym: żeby wykonać z niego przelew, trzeba złożyć kilka podpisów, i tak właśnie podpisane są zasilenia badanego portfela z 2025 i 2026 r. Portfel Zonda działa inaczej: kontroluje go pojedynczy aktywny klucz główny, bez żadnej listy sygnatariuszy. Milion XRP zasilany wyłącznie przez giełdę i wiszący na jednym kluczu to kontrola indywidualna, nie proceduralna. Kto personalnie trzymał ten klucz, jest pytaniem centralnym całej sprawy; i jest to pytanie, na które odpowiedź istnieje, tylko nie w rejestrze.
A jeśli to klient? O selektywnym spłacaniu wierzycieli
Uczciwość wymaga rozegrania do końca także tego wariantu, który jest dla giełdy najłagodniejszy. Załóżmy więc, że portfel Zonda należał do klienta o nietypowej dyscyplinie: zamożnego inwestora, który trzymał XRP poza giełdą i przez dwa i pół roku nie zrobił z nimi nic poza przesuwaniem ich między własnym adresem a swoim kontem na Zondzie. Takie profile istnieją. Nie tłumaczą one wyzerowania dopłat z 2025 r. co do pół XRP ani testu z 11 kwietnia, ale załóżmy, że i to ma niewinne wytłumaczenie.
Wtedy zostaje jedno pytanie, którego ten wariant nie tylko nie usuwa, lecz je zaostrza: dlaczego 7 kwietnia wieczorem, w dniach, w których klienci publicznie zgłaszali opóźnienia w wypłatach, a giełda już wiedziała, że nazajutrz zamknie drzwi wszystkim, jednemu człowiekowi zrealizowano w kilkanaście minut wypłatę stu trzydziestu tysięcy XRP, i to z płynności, którą specjalnie na tę okazję ściągnięto z zewnątrz? Trzydzieści tysięcy klientów miało tego samego wieczoru identyczne roszczenie o wypłatę własnych środków. Jeden je zrealizował, w 97 procentach z kwoty, która właśnie wpłynęła. Pozostali następnego dnia zostali z saldem na ekranie.
Polskie prawo karne ma na to nazwę. Art. 302 § 1 Kodeksu karnego penalizuje faworyzowanie wybranych wierzycieli: kto w razie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości, nie mogąc zaspokoić wszystkich wierzycieli, spłaca lub zabezpiecza tylko niektórych, czym działa na szkodę pozostałych, podlega karze do dwóch lat pozbawienia wolności. U podstaw tego przepisu, jak przypomina komentarz pod redakcją Michała Królikowskiego i Roberta Zawłockiego, leży zasada cywilistyczna, że dłużnik nie może dowolnie uprzywilejowywać jednego z wierzycieli z pokrzywdzeniem innych; a jego sens doktryna ujmuje zdaniem, które pasuje do tej sprawy jak klucz do zamka: dla wierzyciela, którego należności nie zaspokojono, nie stanowi istotnej różnicy, czy nieuczciwy dłużnik majątek roztrwonił, czy przekazał go wybranym przez siebie innym wierzycielom (R. Zawłocki, M. Gałęski, w: Kodeks karny. Część szczególna. Tom III. Komentarz, red. M. Królikowski, R. Zawłocki, wyd. 5, 2024, komentarz do art. 302). Znamiona są trzy: spłata niektórych, stan grożącej niewypłacalności, skutek w postaci narażenia pozostałych. Sprawcą może być osoba faktycznie zajmująca się sprawami majątkowymi spółki, bo tak działa art. 308 k.k.; wystarczy zamiar ewentualny, czyli godzenie się na to, że spłata jednego zagraża innym; a w praktyce orzeczniczej wystarcza faworyzowanie jednego wierzyciela. Wieczór 7 kwietnia, czytany w wariancie klienta, jest podręcznikową ilustracją tego przepisu: giełda w oczywistym stanie zagrożenia, jedna wypłata sfinansowana ad hoc, wszyscy inni odcięci nazajutrz.
Dodajmy warstwę cywilną. Prawo upadłościowe, także estońskie, pod którym toczy się postępowanie BB Trade Estonia OÜ, zna mechanizmy podważania wypłat dokonanych w okresie poprzedzającym upadłość na rzecz wybranych wierzycieli; syndyk może żądać zwrotu takiej wypłaty do masy, żeby rozdzielić ją między wszystkich. Środki „klienta” z 7 kwietnia nie są więc nietykalne nawet w najłagodniejszym wariancie, a ich odbiorca staje się dla syndyka dłużnikiem masy, nie wierzycielem.
I wreszcie pytanie, którego wariant klienta nie jest w stanie zamknąć, bo je otwiera: kto był tym klientem i skąd wiedział, że 7 kwietnia to ostatni wieczór. Giełda znała go z dowodu, bo każde konto miało pełną weryfikację, a znacznik 23531 prowadzi w jej księdze do nazwiska. Jeżeli obrona chce twierdzić, że to nie portfel spółki, lecz portfel klienta, musi jednocześnie wytłumaczyć, dlaczego spółka wybrała tego klienta spośród trzydziestu tysięcy i spłaciła go w przeddzień katastrofy. Wariant klienta nie oczyszcza majątku Zonda z pytań. Dokłada do nich zarzut.
Dlaczego prokuratura nie zajmie portfela Zonda jednym pismem
Tu trzeba rozczarować wszystkich, którzy pytają, dlaczego organy po prostu nie zamroziły tych środków. XRP Ledger ma wbudowany mechanizm zamrażania, Freeze i Deep Freeze, ale dotyczy on wyłącznie tokenów emitowanych na tej sieci przez firmy, na przykład stablecoinów. Natywnego XRP nie może zamrozić nikt: ani twórcy technologii, ani sąd, ani rząd. To nie luka w prawie, lecz świadoma cecha konstrukcyjna, ta sama, dla której kryptowaluty w ogóle powstały. Kto zna klucz prywatny, ten dysponuje środkami, i żaden dokument tego nie zmieni.
Portfel Zonda nie ma depozytariusza. Nie ma instytucji, która prowadzi to konto, więc nie ma okienka, do którego można wysłać postanowienie o zabezpieczeniu. Zostają dwie drogi, i tylko dwie. Pierwsza: uzyskać fizyczne władztwo nad kluczem, przez przeszukanie, zabezpieczenie nośników, przesłuchanie osoby, która go ma; tak FBI odzyskało w 2021 r. większość okupu zapłaconego przez Colonial Pipeline, wchodząc w posiadanie klucza do adresu, na który przestępcy przesłali bitcoiny. Druga: czekać, aż środki dotkną świata regulowanego, i uderzyć w tym punkcie. 22 sierpnia po raz pierwszy od kwietnia ta druga droga realnie się otworzyła: 21 000 XRP wylądowało na rachunku zbiorczym instytucji, która każdego klienta zna z dowodu. Instrumenty na to istnieją i są szybkie: europejski nakaz dochodzeniowy z dyrektywy 2014/41 po dane, i zaświadczenie z rozporządzenia 2018/1805 po zabezpieczenie, oba wykonalne w państwie członkowskim UE w terminach liczonych w dniach, nie miesiącach. Anonimowość tego portfela jest realna, tylko dziurawa z obu stron: od wejścia przez księgę giełdy i od wyjścia przez znacznik u odbiorcy.
Jest jednak coś, czego żadna droga nie załatwi za organy: tempo. Instytucja, która przyjęła środki, ma własne systemy nadzoru i własne obowiązki; może wstrzymać środki prewencyjnie, ale takie wstrzymanie jest krótkoterminowe i wygasa, jeżeli organ nie podstawi pod nie formalnego zabezpieczenia. Zegar w tej sprawie tyka po stronie prokuratury, nie po stronie blockchaina.
Portfele, które ożyły po latach: czego uczy historia
Nic w tej opowieści nie jest bez precedensu, a precedensy są pocieszające dla poszkodowanych i niepokojące dla właściciela klucza. W sierpniu 2016 r. z giełdy Bitfinex skradziono blisko 120 tysięcy bitcoinów. Przez pięć lat leżały niemal nieruszone; gdy zaczęły się przesuwać, analiza łańcuchowa doprowadziła śledczych do małżeństwa z Nowego Jorku i w lutym 2022 r. Departament Sprawiedliwości USA ogłosił zabezpieczenie 3,6 miliarda dolarów, największe w swojej historii. Bitcoiny skradzione z Silk Road w 2012 r. spały dziewięć lat; ich posiadacz, James Zhong, został namierzony w 2021 r., a 50 tysięcy BTC trafiło do depozytu państwa. Wierzyciele Mt. Gox czekali na pierwsze wypłaty dekadę, ale wypłaty nastąpiły, bo majątek upadłej giełdy był przez cały ten czas widoczny w rejestrze i nikt nie mógł go po cichu zjeść.
Morał jest jeden i dla majątku Zonda fundamentalny: blockchain nie zapomina, a czas pracuje na korzyść tego, kto ma cierpliwość i narzędzia. Właściciel klucza do portfela Zonda może czekać, ale każda jego próba spieniężenia zostawi ślad, każda dotknie kiedyś instytucji, która zna swojego klienta, a z każdą publikacją kręg takich instytucji, które przyjmą od niego środki bez alarmu, się zawęża. W kwietniu przetestował Binance i nie dokończył. W sierpniu wybrał drogę nieoznaczoną. Za każdym razem kręg jest ciaśniejszy. To jest wojna na wyczerpanie, w której poszkodowani mają po swojej stronie księgę, a on ma po swojej tylko cierpliwość.
Zasady blockchain forensics, których się trzymam
Ponieważ ten tekst będzie czytany także przez tych, którzy chcieliby go podważyć, wyłożę metodę, bo metoda jest tu ważniejsza od wniosków.
Po pierwsze, cztery poziomy pewności, zawsze oznaczane. Fakt księgi to zapis transakcji, podpisany kryptograficznie, niepodważalny. Etykieta to oznaczenie adresu przez eksplorator; etykiety mają hierarchię wiarygodności, od weryfikacji domenowej przez kuratorowane bazy nazw i klastry behawioralne po zgłoszenia społeczności, i bywają rozbieżne między serwisami. Inferencja to wniosek analityczny z faktów. Hipoteza to interpretacja wymagająca weryfikacji procesowej. W tym tekście „rachunek giełdy” to etykieta najwyższej rangi, weryfikowana domeną i zgodna w dwóch niezależnych serwisach; „portfel Zonda” to inferencja o wysokiej sile; „kto trzyma klucz” to hipoteza, i tak ją traktuję.
Po drugie, etykieta mówi, czyj to adres; rejestr mówi, co ten adres robił. Etykietę można podważyć, rejestru nie. Portfel Zonda nie ma żadnej etykiety, jest anonimowym adresem prywatnym, i właśnie dlatego wszystko, co o nim wiemy, pochodzi z warstwy, której podważyć się nie da.
Po trzecie, falsyfikowalność. Każde twierdzenie tego tekstu ma postać, którą można obalić jednym zrzutem ekranu, jeżeli jest nieprawdziwe. Sam zresztą poddaję się temu testowi: w majowej rozmowie z Forbesem powiedziałem, że wszystkie wypłaty z tego portfela wracały do Zondy, a było to nieścisłe już w dniu wywiadu, bo trzy tygodnie wcześniej tysiąc XRP poszło na Binance, czego wtedy nie wychwyciłem. Poprawiam to tutaj, bo metoda, która nie poprawia własnych błędów, nie jest metodą. Kto twierdzi, że portfel nie jest związany z giełdą, niech wskaże jedną istotną wpłatę z innego źródła. Kto twierdzi, że to klient, niech wskaże jeden kontakt tego adresu ze światem poza giełdą w ciągu niemal tysiąca dni. Kto twierdzi, że ruch z 22 sierpnia był autoryzowany, niech wskaże, przez kogo.
Po czwarte, wszystko sprawdzalne bez pośredników. Wystarczy wejść na XRPScan albo Bithomp, wkleić adres i przewinąć historię, która w całości liczy czterdzieści dziewięć transakcji: przy każdej pozycji widać datę co do sekundy, kwotę, kierunek i adres drugiej strony. Nie trzeba konta ani uprawnień. Rejestr jest publiczny, i to jest największa siła tej sprawy.
Na marginesie metody: od kiedy portfel został opisany publicznie, znakują go mikropłatnościami coraz to nowe adresy, także w dni, w które na nim nic się nie dzieje. Zwykle to alert automatu budzi media; tutaj media obudziły obserwatorów, bo portfel był za mały dla automatów progowych, a za duży dla sprawy, żeby pozostać niezauważonym. Obserwatorium rośnie w rytmie sprawy, nie w rytmie transakcji.
Majątek Zonda pod jednym kluczem: trzy scenariusze i jedna czynność procesowa
Kwota jest przypisem, ruch jest tezą. 21 tysięcy XRP to w sprawie na 350 milionów złotych margines błędu; znaczenie ma to, że ktoś sięgnął po klucz do majątku Zonda w chwili, gdy sąd zakazywał spółce rozporządzania majątkiem, a jej prezes, według publicznych deklaracji obrony, oddawał ten majątek do dyspozycji prokuratury. Możliwości są trzy i żadna nie jest neutralna.
Pierwsza: ruch był autoryzowany, jako element współpracy z organami albo za zgodą tymczasowego zarządcy. Przeciw niej przemawia niemal wszystko, co widać w księdze: transfer testowy przed kwotą właściwą, kwota marginalna, zwykłe subkonto klienckie zamiast rachunku depozytowego organu, sobota po południu. Formalne zabezpieczenie wygląda inaczej. Ale gdyby tak było, wystarczy jedno zdanie potwierdzenia, którego nikt dotąd nie wypowiedział.
Druga: klucz jest w rękach osoby, która deklaruje współpracę, a mimo to dysponuje środkami poza wiedzą organów. Wtedy 22 sierpnia jest dowodem, że deklarowana współpraca nie obejmuje pełnego ujawnienia majątku, i otwiera obok prania pieniędzy wątek udaremniania zaspokojenia wierzycieli.
Trzecia: klucz ma ktoś inny. Wtedy deklaracje obrony niczego w sprawie tego portfela nie zabezpieczają, a majątek Zonda, o którym mowa w wypowiedziach publicznych, ma dziurę wielkości miliona XRP.
Między drugą a trzecią nie rozstrzygną dane publiczne. Rozstrzygną dwie czynności dostępne organom od ręki: pytanie do strony deklarującej współpracę, czy transfery z 22 sierpnia wykonała lub autoryzowała, oraz dane właściciela subkonta 4227973493 od operatora, który je prowadzi. Jedna czynność procesowa dzieli śledczych od nazwiska. Opinia publiczna ma prawo zapytać, czy została wykonana, i będę o to pytał.
Jeżeli zaś okaże się, że to jednak klient, historia nie robi się niewinna, tylko zmienia adresata pytań i przepis: z prania pieniędzy na faworyzowanie wierzyciela z art. 302 k.k., o którym pisałem wyżej.
Co teraz z majątkiem Zonda
Ustalenia opisane w tym tekście kancelaria przekazała prokuraturze wraz z wnioskami o zabezpieczenie środków na subkoncie odbiorcy, o ustalenie jego tożsamości i o objęcie portfela bieżącym monitoringiem transakcyjnym. Postępowanie po połączeniu 30 lipca toczy się pod sygnaturą 1001-109.Ds.77.2022, a Prokuratura Krajowa zadeklarowała 25 sierpnia, że zabezpieczenie możliwie wysokich środków jest priorytetem. Tego samego dnia obrońca prezesa spółki napisał publicznie o „ogromnym majątku” przedłożonym do dyspozycji prokuratury. Portfel Zonda jest najprostszym testem obu deklaracji, jaki można sobie wyobrazić: jeden adres, jeden klucz, jedno pytanie.
Po ogłoszeniu 27 sierpnia upadłości BB Trade Estonia OÜ przez sąd w Tallinnie biegnie dwumiesięczny termin zgłaszania wierzytelności, a pierwsze zgromadzenie wierzycieli wyznaczono na 17 września. Poszkodowani, którzy chcą wiedzieć, jak zgłosić roszczenie w Estonii i jak wpisuje się to w polskie śledztwo, znajdą aktualizacje w naszym przewodniku po sprawie Zondacrypto; szerszy obraz tego, co zostało z majątku Zonda, opisałem w inwentaryzacji sprzed tygodnia.
Poszkodowanych jest trzydzieści tysięcy. Głosowali różnie, okradziono ich jednakowo. Ich pieniądze nie mają barwy, mają za to adres, saldo i klucz, i to jest jedyna rzecz w tej sprawie, o którą warto się dziś kłócić.
Robert Nogacki, radca prawny, Kancelaria Prawna Skarbiec. Wszystkie kwoty w złotych według notowań XRP z końca sierpnia 2026 r., około 5 zł za jednostkę. Każdy identyfikator transakcji i adres w tym tekście jest aktywnym linkiem do publicznego rejestru.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.