Prokuratura Krajowa łączy śledztwa. Afera Zondacrypto i zaginięcie Suszka w jednej sprawie

Prokuratura Krajowa łączy śledztwa. Afera Zondacrypto i zaginięcie Suszka w jednej sprawie

2026-08-05

Postanowieniem z 30 lipca 2026 roku śledztwo w sprawie afery Zondacrypto zostało połączone ze śledztwem Prokuratury Krajowej dotyczącym zaginięcia Sylwestra Suszka. Oba postępowania prowadzono dotąd osobno, choć pod tym samym katowickim adresem, a giełda zaginionego przyjmowała wpłaty jeszcze przez cztery lata. 

 

W pewnym mieście na Górnym Śląsku działała giełda. Nie taka dawna, ze zbożem i wołami, tylko nowoczesna, kryptowalutowa, co stanowi różnicę zasadniczą: zboże i woły widać.

Giełdę założył człowiek. Było to w roku 2014, w Katowicach, gdzie zresztą rozegra się cała ta historia: giełda, klienci, śledztwa i adres. Pod koniec roku 2021 giełda zmieniła nazwę; nazwa też ma prawo ułożyć sobie życie od nowa. A 10 marca 2022 roku człowiek pojechał na spotkanie biznesowe i już z niego nie wrócił. Zaginął.

W sprawie zaginięcia wszczęto śledztwo. Trafiło do wydziału zajmującego się przestępczością zorganizowaną, dostało sygnaturę z rokiem 2022 i zamieszkało w Katowicach, przy ulicy Wita Stwosza 31. Pracowało solidnie: rosło tom za tomem, po dwóch latach postawiło nawet komuś zarzut.

Giełda również pracowała. Miała regulamin, a właściwie kolejne regulaminy, bo regulamin jest jak człowiek: z biegiem lat się zmienia, na ogół na swoją korzyść. Miała licencję, estońską, ponieważ porządna śląska giełda trzyma licencję w Tallinie; tak wypada. Miała wreszcie klientów, a klienci mieli do niej zaufanie, czyli pieniądze.

Tak upływały lata. Każdy pracował u siebie, osobno, jak w dobrze urządzonym biurze.

 

Zimą z przełomu lat 2025 i 2026 zaczęły topnieć rezerwy. Wiosną media policzyły, że stopniały o 99 procent, i zapytały, czy giełda jest wypłacalna. Giełda odpowiedziała, że jest stabilna, wypłacalna i bezpieczna, a wyliczenia nazwała krzywdzącymi. Publiczny rejestr transakcji głosu nie zabrał, ale wszystko skrzętnie zapisał, ponieważ rejestr nie wie, że nie wypada.

Klienci prowadzili w tym czasie z giełdą dialog:

Klient: Chciałbym wypłacić swoje środki. Giełda: Wypłaty są chwilowo wstrzymane z przyczyn technicznych.

Klient: Kiedy przyczyny ustaną? Giełda: Pracujemy nad tym.

Klient: Nad przyczynami?

Giełda: Nad komunikatem.

Przerwa techniczna to w ogóle wynalazek doskonały: brzmi jak usterka, a działa jak sejf.

Od 5 do 15 kwietnia z portfela powiązanego z giełdą wyjechało na trzy zagraniczne platformy blisko sto milionów giełdowych tokenów, jak to tokeny na wiosnę. Na własnych ekranach kurs tokena stał w tym czasie pięknie. Kurs jest rzeczą umowną: stoi tam, gdzie go postawiono.

W tym samym kwietniu prezes giełdy oświadczył, że dostęp do giełdowego portfela, w którym leżą cztery i pół tysiąca bitcoinów warte ponad miliard złotych, ma założyciel, ten sam, który zaginął w marcu 2022 roku. Tak oto giełda pierwsza w tej sprawie stwierdziła łączność podmiotową i przedmiotową. Organom ścigania zajęło to jeszcze jeden kwartał.

Dalej wypadki potoczyły się szybko, choć każdy w swoją stronę. 17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie giełdy; zawiadomienia od pokrzywdzonych poszły w tysiące. W maju estoński nadzór zawiesił licencję częściowo, co jest stanem pośrednim między istnieniem a nieistnieniem, znanym dotąd głównie fizyce kwantowej. Pod koniec czerwca licencję cofnięto w całości. W lipcu estoński sąd ustanowił dla spółki tymczasowego nadzorcę, a majątek objęto zakazem rozporządzania, co jest uprzejmym sposobem stwierdzenia, że dotąd rozporządzano nim aż nazbyt sprawnie.

Prokuratura, trzeba przyznać, pracowała bez ironii: zabezpieczyła sprzęt i ponad 250 terabajtów danych z serwerów, obejrzała służbowe komunikatory, zasięgnęła opinii instytucji specjalistycznej, powołała z Estończykami wspólny zespół śledczy, a we Francji zatrzymała cztery miliony euro, które zdążyły tam wyjechać. Śledztwo przedłużono do stycznia 2027 roku. O wszystkim informowały komunikaty, ponumerowane jak oprogramowanie: aktualizacja 2.0, 3.0, 4.0. Postęp naszych czasów polega między innymi na tym, że nieszczęścia mają wersje.

 

I wtedy stało się. Postanowieniem z 30 lipca 2026 roku, za zgodą Prokuratora Krajowego, oba śledztwa połączono. W uzasadnieniu wskazano łączność podmiotową oraz przedmiotową.

Łączność podmiotowa oznacza, że chodzi o tych samych ludzi. Łączność przedmiotowa, że o te same sprawy. Mówiąc po ludzku: że okoliczności założenia i działalności giełdy mogą mieć znaczenie dla ustaleń dotyczących zaginięcia jej założyciela. Ta hipoteza czekała na status procesowy cztery lata i cztery miesiące.

Najpiękniejsza w tym wszystkim jest topografia. Prokuratura Regionalna w Katowicach, gdzie żyło młodsze śledztwo, to o pieniądze: ulica Wita Stwosza 31. Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej, gdzie od czterech lat rosło starsze, to o człowieka: ulica Wita Stwosza 31. Młodsze przeżyło samodzielnie sto cztery dni, więc sąsiedztwo na wspólnej klatce schodowej trwało krótko. Za to starsze przez cztery lata patrzyło przez okno na świat, w którym giełda zaginionego działała, przyjmowała wpłaty i poprawiała regulaminy.

Pokrzywdzonych pouczono, że odtąd wszelką korespondencję należy kierować pod nowy adres. Nowym adresem jest ulica Wita Stwosza 31 w Katowicach. Zmieniła się sygnatura, zmieniło się piętro. Rzecznik prasowy pożegnał się z mediami, dziękując za życzliwą współpracę. Trzeba mu oddać sprawiedliwość: informował. Numerował, ale informował.

 

Jak można było pozwolić giełdzie działać przez cztery lata po zaginięciu założyciela? Najwyraźniej można, skoro się dało. Prawo nie zna instytucji żałoby spółki. Spółka nie zaginęła; spółka miała regulamin. Nadzór istniał, tylko w Tallinie. Śledztwo istniało, tylko w innej sprawie. Klienci istnieli, tylko przy okienku wpłat. Każdy element systemu działał poprawnie. Zawiodła jedynie całość, ale całość nie ma sygnatury.

Niczego tu nie przesądzamy; od przesądzania są sądy, a te jeszcze akt nie widziały. Wiadomo tyle, ile z komunikatów: bada się okoliczności założenia i działalności giełdy, bo mogą mieć znaczenie dla wyjaśnienia zaginięcia. Tyle i aż tyle.

Połączenie śledztw jest niewątpliwie krokiem w dobrym kierunku. Kierunek ustalano cztery lata i cztery miesiące, co pozwala z grubsza oszacować długość drogi. Ale idźmy, koniecznie idźmy. Oba śledztwa mieszkają już razem, pod jedną sygnaturą, i mają sobie wiele do opowiedzenia. Oby nie tylko sobie.

 

Kral z Zondacrypto świadkiem koronnym?

Podwójne życie prezesa giełdy kryptowalut – moździerze, wozy opancerzone i łodzie podwodne

Czytaj także

Wszystkie analizy sprawy zebraliśmy na stronie Afera Zondacrypto. W szczególności: