USA oskarżają siatkę rosyjskiego wywiadu o terroryzm. W aktach mapa Warszawy i podpalacz z Radomia
Prokuratura federalna w Nowym Jorku oskarżyła 15 września pięciu członków siatki rosyjskiego wywiadu o finansowanie terroryzmu i zmowę w celu zabójstwa rosyjskiego dysydenta pod Waszyngtonem. Jednym z oskarżonych jest Oemis Romagoza Durruthy, Kubańczyk z Pietrozawodska, który według aktu oskarżenia opłacał w kryptowalucie i kwaterował w polskich hotelach podpalacza jadącego w czerwcu 2024 r. do Pragi, a na swoich kontach trzymał mapę Warszawy z celami zaznaczonymi na czerwono. Amerykańskie władze mówią o tym podpalaczu jako o Kolumbijczyku. Kolumbijczyka skazanego w Pradze za tamto podpalenie ABW oskarżyła rok później o podpalenie składów budowlanych w Warszawie i Radomiu w maju 2024 r. na zlecenie „osoby powiązanej z rosyjskimi służbami”, której nie nazwała. Żaden z pięciu oskarżonych nie został zatrzymany; według Departamentu Sprawiedliwości wszyscy przebywają w Rosji.
Historia, którą opowiada akt oskarżenia, zaczyna się na Brooklynie.
29 lipca 2026 r. mieszkający tam Wenezuelczyk otrzymał wiadomość od znajomego z Rosji. Czy ma w Waszyngtonie kogoś, komu ufa? Znajomy, dwudziestodwuletni Wenezuelczyk Angel Eduardo Castro, przedstawił sprawę tonem człowieka, który podrzuca koledze fuchę. Odkąd mieszka w Rosji, ludzie zwracają się do niego w sprawach rzeczy położonych gdzie indziej. Płacą za zdjęcia miejsc.
Potem Castro przesłał dalej wiadomość głosową. Nagrał ją Kubańczyk mieszkający w Rosji, który każe nazywać się Viking, a sformułował ją w języku placu budowy: „Co z twoim chłopakiem z Waszyngtonu? Nie potrzebuję go do budowy. Potrzebuję, żeby zmierzył działkę i podał wymiary”.
W tej siatce, twierdzi prokuratura, budowa oznaczała zabójstwo. Pomiar działki oznaczał rozpoznanie.
Specyfikacja przyszła tego samego dnia. Zdjęcia i film z konkretnego adresu, co najmniej trzydzieści sekund, z różnych kątów, a gdzieś w kadrze dłoń z kciukiem w górze, „klucz”, jak ujęła to wiadomość, najwyraźniej dowód, że materiał nakręcono na zamówienie, a nie ściągnięto z internetu. Prowadzący muszą rozliczyć się przed własnymi płatnikami, dlatego zawsze chcą dowodu wykonania; aktyw FSB, który kupił amerykański ruch protestu za 7 tysięcy dolarów, z tego samego powodu żądał zdjęć i list obecności. „To bardzo poważna robota”, głosiła wiadomość. Stawka: od 1000 do 1500 dolarów. Kolejne nagranie wyjaśniło, po co ten adres. Mieszka tam ktoś, kogo „chcą wyeliminować, chcą, żeby zniknął”, a dla tego, „kto wykona robotę”, jest 40 000 dolarów.
Człowiek z Brooklynu odpisał, że zdjęcia zrobi, jeśli Viking chce. „Tamtego drugiego” robić nie będzie.
Ta wymiana otwiera faktyczną część siedemnastostronicowego aktu oskarżenia w sprawie 26 Cr. 426, który wielka ława przysięgłych Okręgu Południowego Nowego Jorku wydała 15 września 2026 r. i który tego samego dnia został odtajniony. Pięciu mężczyzn oskarżono o zmowę w celu finansowania terroryzmu, trzech z nich dodatkowo o zmowę w celu zabójstwa na zlecenie. To, co zarzuca akt oskarżenia, nie zostało sprawdzone przez żaden sąd, oskarżonych chroni domniemanie niewinności, a zważywszy na ich adres, zarzuty mogą pozostać niesprawdzone długo; europejskie wyroki opisane niżej to inna kategoria. W zamian za proces dokument oferuje coś rzadszego: relację, wiadomość po wiadomości, o tym, jak państwowa służba wywiadowcza kupuje dziś przemoc za granicą, po jakich cenach i z jaką jakością personelu.
Dla czytelnika w Warszawie dokument ma drugą warstwę. Jednym z jego załączników jest mapa polskiej stolicy z czerwonymi oznaczeniami. Człowiek, który tę mapę przechowywał, według aktu oskarżenia rezerwował też hotele w Polsce dla podpalacza jadącego w czerwcu 2024 r. do Pragi. Polski kontrwywiad postawił od tego czasu Kolumbijczykowi zarzut podpalenia dwu składów, w Warszawie i w Radomiu, w maju 2024 r., na zlecenie osoby opisanej wyłącznie jako powiązana z rosyjskimi służbami. Ta osoba ma dziś, jak się zdaje, nazwisko, wiek i szkołę tańca. Dojdziemy do niej.
Obsada
Prokuratura nazywa grupę siatką RIS, od Russian Intelligence Services, i opisuje ją jako jedno z ramion aparatu rosyjskiego państwa do ataków poza granicami. Na szczycie siedzą trzej mężczyźni. Jurij Chramiejew, 63 lata, „pułkownik Jurij”, przedstawiony jako były pułkownik rosyjskich służb wywiadowczych. Jego syn Kiriłł, 27 lat, przedstawiony jako oficer FSB, Federalnej Służby Bezpieczeństwa, następczyni KGB w części krajowej, która nigdy nie ograniczała się do roboty krajowej. Oemis Romagoza Durruthy, 35 lat, obywatel Kuby i, w słowach aktu oskarżenia, wpływowy członek kubańskiej diaspory w Rosji; jego dział to podróże, płatności i rozpoznanie celów. Niżej pracują rekruterzy: Yaidel Delgado Suarez, 35 lat, Kubańczyk znany jako Viking, oraz Castro, Wenezuelczyk, który znał człowieka na Brooklynie.
Warto zatrzymać się nad tą strukturą zatrudnienia. Dwaj z trzech ludzi na szczycie to rosyjscy oficerowie; trzeci to Kubańczyk. W spisku amerykańskim wykonawcy fizycznie dotykają Kubańczyk i Wenezuelczyk mieszkający w Rosji, a przypis odnotowuje, że cała komunikacja między Castro, Suarezem i rekrutem z Brooklynu toczyła się po hiszpańsku, angielskie tłumaczenia zaś są roboczymi wersjami podlegającymi korekcie. W spisku europejskim rok wcześniej Chramiejewowie prowadzili rekruta sami. Rosja, jak donoszono, sięgała po obywateli Kuby jako po żywą siłę na wojnę w Ukrainie; tu ta sama pula pracowników pojawia się w innym dziale, w rekrutacji do operacji w krajach NATO i w Stanach Zjednoczonych. Służba, która kiedyś prowadziła nielegałów z dziesięcioleciami przykrycia, rekrutuje dziś po hiszpańsku na Telegramie. Zachodni analitycy nazywają to gig economy. Jak pisałem po londyńskim procesie Dylana Earla, ta etykieta opisuje sposób płatności, nie relację.
Rzemiosło dla amatorów
Nic w akcie oskarżenia nie wskazuje, by rekrut z Brooklynu miał jakiekolwiek szkolenie. Suarez dostarczył je wiadomościami. Włącz w telefonie tryb samolotowy. Trzymaj go w lewej ręce i nagrywaj w stronę domu. Zacznij przecznicę wcześniej, potem zwolnij przy domu. Podkreśl sam dom. Usuń czat ze zdjęciami i współrzędnymi. Bądź „dyskretny i rób to z daleka”. I pospiesz się, bo rozpoznanie „musi być dziś albo jutro”.
Rekrut miał za to instynkt, którego brakowało jego przełożonym. Gdy Castro przekazał, że Viking chce jego numer, by rozmawiać bezpośrednio, zaprotestował: „Nie każ mu do mnie dzwonić. To szaleństwo. Możemy rozmawiać przez ciebie, żeby to było zamaskowane? Inaczej on mówi mi wprost i oni połączą komunikację. Wiesz, że tu śledzą wszystko”. Co do śledzenia miał rację. Mylił się co do dyscypliny ludzi, dla których pracował. Suarez i tak napisał do niego bezpośrednio tego samego dnia, a ten bezpośredni kanał jest dziś obszernie cytowany w federalnym akcie oskarżenia.
Rekrut pojechał i nakręcił. Suarez potwierdził, że Castro dostał dla niego pieniądze w chwili, gdy filmy dotarły. Potem przyszła dosprzedaż. Czy zna „kogoś, kto chce robić budowę”, albo czy sam byłby „zainteresowany”? Odpowiedział, że Castro o tym wspominał i że zobaczy, czy znajdzie odpowiednich ludzi. Odpowiedź Suareza jest najbardziej odsłaniającym fragmentem dokumentu, bo to głos średniego szczebla, ściśniętego od góry i zawiedzionego od dołu, w roboczym tłumaczeniu prokuratury z literówkami włącznie: „Daj znać jak najszybciej, bo mam łańcuch, a mój szef ma pytania. Mam teraz ludzi w Meksyku i się spóźniają. Potrzebuję tylko odpowiedzi, czy ktoś może zrobić robotę. Nie musi być dziś ani jutro, muszę tylko wiedzieć, czy mogą. Zapytaj [Castro], pieniądze są tu”.
Łańcuch, szef z pytaniami, podwykonawca w Meksyku, który się spóźnia, gotówka wypłacana po potwierdzeniu. Wyjąć temat i mógłby to być wątek zakupowy w dowolnej firmie. Tematem było zabójstwo człowieka mieszkającego pod Waszyngtonem, którego akt oskarżenia nazywa Ofiarą 1, znanego rosyjskiego dysydenta. Oba adresy sfilmowane przez rekruta zostały później potwierdzone jako publicznie z nim związane. Dokument go nie nazywa i nic w nim nie zachęca do zgadywania. Biuro terenowe FBI w Waszyngtonie podaje, że po zidentyfikowaniu zagrożenia szybko rozbiło spisek. Ani rekrut z Brooklynu, ani Amerykanin z następnego rozdziału nie figurują jako oskarżeni. Obu opisano z poufałością właściwą ludziom, których telefony rząd przeczytał; jak do tego doszło, akt oskarżenia nie mówi.
Próba generalna w Wilnie
Rok wcześniej ta sama siatka rozegrała ten sam schemat w Europie i to właśnie europejski rozdział wyjaśnia strategię oskarżenia.
24 czerwca 2025 r. obywatel USA spotkał Kiriłła Chramiejewa na granicy estońsko-rosyjskiej. Kiriłł zaproponował mu pieniądze za wyjazd pod adres w Wilnie i sfotografowanie go. Amerykanin przyjął zlecenie, zrobił zdjęcia, wysłał je przez szyfrowany komunikator i miał obiecane około 200 dolarów. Potem syn przekazał go wyżej, człowiekowi, którego nazywał swoim szefem i pułkownikiem, występującemu pod nazwą „Combat Colonel Yuri”, a ten natychmiast przeniósł rozmowę do drugiego szyfrowanego komunikatora.
Nazwy użytkownika zasługują na osobny przypis. W wiadomościach z 2026 r. akt oskarżenia oddaje nazwę pułkownika jako „Yuri Khrameev [combat]”, a na odtworzonych w nim zrzutach ekranu, przesłanych dalej z telefonu z hiszpańskim interfejsem („Reenviado de”), cyrylica brzmi, o ile pozwala niska rozdzielczość, ЮРИЙ ХРАМЕЕВ (комбат). Kombat to rosyjski skrót wojskowy od komandir batalona, dowódca batalionu; taki dopisek stary oficer stawia po nazwisku. Tłumacze najwyraźniej przeczytali to jako „combat”. Czy nazwa z 2025 r., „Combat Colonel Yuri”, wspiera się na tym samym słowie, akt oskarżenia nie mówi, choć trudno wskazać, na czym innym mogłaby. Dokument ostrzega, że jego hiszpańskie tłumaczenia są robocze; rosyjskie najwyraźniej zasługują na to samo ostrzeżenie.
Pułkownik się przedstawił. Powiedział, że za młodu pracował z Władimirem Putinem. Pod sfotografowanym adresem mieszka „zły człowiek”, a Amerykanin otrzyma około 25 000 dolarów za jego zabicie. Uzasadnienie wyroku było retoryczne: cel „obrzuca błotem mój kraj”, „mówi mediom i zwykłym ludziom, że Rosjanie są agresorami”, „zniekształca historię”. Pułkownik zaproponował metody ze zwięzłością człowieka, który proponował je już wcześniej, „rzucić butelkę z benzyną” albo „wsadzić nóż”, przesłał zdjęcie celu, poprosił o skasowanie po obejrzeniu i obiecał przesłać ponownie bliżej terminu. Chciał też świeżych zdjęć lub filmów z posesji co dwa lub trzy dni.
Amerykanin odmówił. Miejsce było zbyt otwarte; nie widział sposobu, by zrobić to bez wpadki. Pułkownik odpowiedział obniżeniem klasy usługi. Zaproponował „prostszą robotę”: podpalić magazyn towarów lub żywności albo rzucić butelkę z benzyną w stację elektroenergetyczną. Cena miała zależeć od „intensywności ognia”, „szkód” i „rezonansu”. Interesowały go obiekty wojskowe i podwójnego zastosowania w krajach NATO, a wyliczał je jak człowiek czytający z listy życzeń: dworce kolejowe, zbiorniki paliwa, wagony z pomocą humanitarną dla Ukrainy, wagony ze sprzętem, zajezdnie autobusowe, zajezdnie tramwajowe, stacje elektroenergetyczne, stacje benzynowe, zakłady przemysłowe, dowolne magazyny. Następnego dnia powtórzył zamówienie: „Interesują mnie wszystkie kraje, które pomagają Ukrainie… Sam szukasz takich obiektów. Musisz podejść do tego kreatywnie… Oferuję poważne pieniądze za poważną robotę”.
Gdy i to zawiodło, zmienił rejestr. 25 sierpnia 2025 r. napisał, że Amerykanin „nie powinien przepuścić tej okazji”, a potem: „Jeśli już współpracujesz z zachodnimi wywiadami, to jako pułkownik rosyjskich służb wywiadowczych odejdę z tej gry z godnością… A to może być największy błąd twojego życia. Tak. To niebezpieczne”.
Czytany jako dowód, ten fragment robi bardzo dużo. Uzależnienie ceny podpalenia od „rezonansu” nie jest przypadkowym słowem. Rezonans to efekt wywarty na publiczności, a efekt wywarty na publiczności jest rdzeniem przepisu, który wybrała prokuratura: czyn, którego celem, z natury i kontekstu, jest zastraszenie ludności lub zmuszenie rządu do działania. Prokuratura będzie musiała udowodnić każde znamię przed ławą przysięgłych, ale gdy klient mówi, że płaci więcej za strach, znamię celu niemal pisze się samo. Równie wymowna jest zamienność. Ten sam prowadzący zaproponował temu samemu wykonawcy w ciągu kilku dni zabójstwo, podpalenie albo stację elektroenergetyczną, w cenniku ze skalą. Dysydent w Wilnie i magazyn w dowolnym kraju sojuszniczym były wymiennymi pozycjami. To, co prowadził pułkownik, przypomina mniej program zabójstw z sabotażem na boku, a bardziej biuro zakupów z katalogiem.
Kto śledził polskie wiadomości od 2023 r., uzna ten katalog za znajomy. Dworce. Wagony z pomocą dla Ukrainy. Stacje elektroenergetyczne. Magazyny. Pułkownik nie opisywał hipotezy. Opisywał ostatnie trzy lata na wschód od Odry.
Biuro podróży
Rozdział o Durruthym czyta się jak księgę firmy logistycznej, bo mniej więcej to, według prokuratury, prowadził.
W czerwcu 2024 r. opłacił i zorganizował podróż człowieka, którego akt oskarżenia nazywa Współpracownikiem 1, do przeprowadzenia ataków w Pradze. Czeski premier powiedział publicznie, że te ataki „bardzo prawdopodobnie” zorganizowała i sfinansowała Rosja. Durruthy, z terytorium Rosji, przesłał Współpracownikowi 1 przed atakiem ponad 1000 dolarów w kryptowalucie, zarezerwował mu hotele w Pradze i w Polsce, przez którą ten jechał do roboty i z powrotem, a zrzuty ekranu z ich rozmów przechowywał na swoich kontach internetowych. Jeden z obrazów, odtworzony w akcie oskarżenia, to mapa Warszawy z trasami i oznaczeniami na czerwono: potencjalne miejsca ataków w polskiej stolicy. Przechowywał też film ze Współpracownikiem 1 na czymś, co wygląda na próbę podpalenia: dwu mężczyzn omawia dojazd do lokalizacji i używa słów „gaz”, „olej” i „ogień”.
We wrześniu 2024 r. drugi koordynowany przez niego atak uderzył w zakład w Szawlach na Litwie, produkujący mobilne stacje radiowe dla ukraińskiego wojska. Litewska prokuratura oświadczyła publicznie, że próbę sabotażu przeprowadzono na zlecenie i na rzecz GRU, rosyjskiego wywiadu wojskowego. Durruthy zarezerwował podróż człowiekowi później aresztowanemu w związku z atakiem, zorganizował mu transport po Litwie przed i po, a z innym uczestnikiem, Współpracownikiem 2, wymienił około 243 wiadomości między końcem października a początkiem grudnia. Durruthy i Współpracownik 2 mają na Litwie zarzuty. Sprawa jest w toku.
Dwa szczegóły wiążą europejską kampanię podpaleń z amerykańskim spiskiem zabójstwa i oba są porażkami higieny, nie wyczynami wykrywczymi.
Pierwszy to numer telefonu. W dniach wokół ataku w Szawlach Durruthy kontaktował się z Jurijem Chramiejewem, który używał tego samego numeru, jaki pojawia się w komunikacji z 2026 r. wokół rekruta z Brooklynu. Pułkownik, który przerzuca wykonawców między komunikatorami i każe im kasować zdjęcia, trzymał jeden numer przez dwa lata, na dwu kontynentach i w dwu przestępstwach. To ta sama porażka, przez którą haker z FSB ze sprawy Void Blizzard wpadł przez PayPal i jeden numer telefonu: anonimowość w sieci rzadko pęka, częściej przecieka przez wygodę.
Drugi to folder. Między 10 a 26 listopada 2025 r. Durruthy i pułkownik wymieniali wiadomości. Pliki na kontach Durruthy’ego wskazują, że wykonano je lub zapisano w tym samym miesiącu: zdjęcia i filmy jednej z posesji Ofiary 1 pod Waszyngtonem, w tym nagrania wnętrza jednego z jej mieszkań. Jak zdobyto materiał z wnętrza, akt oskarżenia nie mówi. Co najmniej jedno ze zdjęć wygląda na ten sam obraz, który Suarez wysłał rekrutowi z Brooklynu w sierpniu 2026 r., a który sam otrzymał od pułkownika. Cel w Waszyngtonie był więc rozpracowywany około ośmiu miesięcy przed tym, zanim ktokolwiek zaczepił kogoś na Brooklynie.
Przypis dodaje ostatni węzeł. Między 27 sierpnia a 10 września 2026 r. Suarez wymienił około 96 wiadomości ze Współpracownikiem 2, człowiekiem oskarżonym na Litwie za Szawle. Ostatnią wysłano pięć dni przed głosowaniem ławy przysięgłych. Durruthy tymczasem w maju 2026 r. zarezerwował podróże samym pryncypałom: pułkownikowi między Mińskiem a Petersburgiem, Vikingowi między Petersburgiem a Moskwą.
Wątek polski: mapa, dwa składy i nauczyciel salsy
Akt oskarżenia nigdy nie nazywa Współpracownika 1. Daje mu trasę (Polska, potem Praga, potem znów Polska), miesiąc (czerwiec 2024), płatność (ponad 1000 dolarów w kryptowalucie), instruktora (Durruthy) i film z próby. Nie mówi, czy obiekty oznaczone na mapie Warszawy na czerwono zostały kiedykolwiek zaatakowane. Polskie media, pracując na depeszy, odnotowały mapę i zostawiły pytanie otwarte.
Pytanie da się domknąć dalej, czytając trzy dokumenty obok siebie.
Pierwszy to czeski wyrok. 9 czerwca 2025 r. Sąd Miejski w Pradze skazał Kolumbijczyka Andrésa Alfonsa de la Hoz de la Cruz na osiem lat za podpalenie trzech autobusów w praskiej zajezdni i planowanie kolejnego podpalenia; zlecenie otrzymał przez Telegram, za obietnicę 3000 dolarów. Sfilmował swoją robotę i odszedł. Czeski premier od początku mówił, że sprawa jest prawdopodobnie częścią rosyjskiej wojny hybrydowej.
Drugi to polskie zarzuty. W lipcu 2025 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ogłosiła, że ten sam Kolumbijczyk przed Pragą podpalił na rosyjskie zlecenie dwa składy budowlane w Polsce, w Warszawie 23 maja i w Radomiu 30 maja 2024 r. Usłyszał zarzut czynu o charakterze terrorystycznym i, jak podała ABW, grozi mu od 10 lat pozbawienia wolności do dożywocia. Agencja stwierdziła, że podpalenia zlecała, nadzorowała i finansowała osoba powiązana z rosyjskimi służbami specjalnymi, która wskazała cel, metodę, łącznie z przepisem na butelkę zapalającą, i środek transportu. Dodała ustalenie o zasięgu ogólnym: rosyjskie służby systemowo werbowały przez Telegram osoby pochodzenia latynoamerykańskiego z doświadczeniem wojskowym do rozpoznania wskazanych lokalizacji, podpalania ich i dokumentowania zniszczeń, a nagrania trafiały potem do rosyjskojęzycznych mediów, do tej samej sieci luster i „alternatywnych” kanałów, którą rosyjska dezinformacja utrzymuje w obiegu mimo unijnego zakazu nadawania. Zleceniodawcy nie nazwano.
Trzeci to amerykański akt oskarżenia razem z tym, co powiedziano wokół niego. Amerykańskie władze określiły uczestnika praskiego ataku zwerbowanego przez Durruthy’ego jako Kolumbijczyka, który próbował spalić autobusy miejskie, jak podaje Radio Wolna Europa. Sam akt oskarżenia dostarcza polskich hoteli, płatności w kryptowalucie, instruktażu i mapy Warszawy.
Nałóżmy te trzy dokumenty na siebie, a bezimienna „osoba powiązana z rosyjskimi służbami” z komunikatu ABW nabiera twarzy. Wspólne śledztwo litewskiego nadawcy publicznego LRT, Deutsche Welle i czeskiej telewizji publicznej, opublikowane po litewsku 14 września 2026 r., a po angielsku dwa dni później, uzupełnia biografię. Durruthy prowadził w Pietrozawodsku szkołę salsy i bachaty „Made in Cuba”, w 2022 r. ożenił się z Rosjanką, a werbował przez grupy na Telegramie i Facebooku pod nazwami takimi jak „Dios”, „Adrian” czy „Zans Adrian”. Wśród grup, w których zamieszczał oferty pracy, były „Latinos en Polonia/Trabajo en Polonia”, „Polsha Chat” i „Rabota v Polshe”. Dziennikarze ustalili, że de la Hoz, były kolumbijski żołnierz szukający pracy w Europie, przeprowadził ataki w Warszawie i Radomiu na polecenie kont należących do „Dios” lub „Adriana”, a potem pojechał do Pragi. Litwa poszukuje Durruthy’ego międzynarodowym nakazem od stycznia 2026 r., kiedy skierowała do sądu sprawę sześciu jego domniemanych rekrutów za Szawle; jej prokuratorzy już wtedy mówili, że ta sama grupa brała na cel magazyny w Polsce.
Należą się tu dwa zastrzeżenia. Akt oskarżenia nie nazywa de la Hoza, a żaden sąd nie ustalił, że polskie pożary zlecił Durruthy; ABW postawiła zarzuty człowiekowi z zapałkami, nie człowiekowi z mapą, a nic z tego, co dotąd opublikowano, nie pokazuje, że czerwone znaki na tej mapie to właśnie dwa składy, które spłonęły. Zbieżność jest jednak na tyle bliska, że ciężar wyjaśnienia się przesunął. Jeśli Współpracownik 1 to nie de la Hoz, to Durruthy sfinansował drugiego Kolumbijczyka, który również w czerwcu 2024 r. podpalił zajezdnię autobusową w Pradze, również przejeżdżając przez Polskę, a czeska prokuratura jakimś sposobem go przeoczyła.
Dla Polski zmienia to kształt sprawy. Do tego tygodnia polskie akta miały sprawcę i cień. Litwa dała cieniowi nazwisko w styczniu, dziennikarze dali mu biografię w niedzielę, a amerykańska ława przysięgłych umieściła go teraz w kierowanym przez państwo spisku od Pragi po Waszyngton, z mapą Warszawy jako załącznikiem. Polska nie była na mapie tej siatki wyłącznie celem. Była jej bazą rekrutacyjną: te same grupy, w których latynoamerykańscy migranci szukają zmian w magazynach pod Poznaniem, służyły człowiekowi z Pietrozawodska do szukania ludzi z „doświadczeniem wojskowym”, którzy mogą podróżować po Schengen.
Pasuje to też do wzoru, który polskie sądy już znają. W grudniu 2023 r. Sąd Okręgowy w Lublinie skazał czternastu z szesnastu członków siatki, zwerbowanych przez Telegram za drobne kwoty, za montowanie kamer przy liniach kolejowych, którymi jedzie pomoc dla Ukrainy, i przygotowywanie sabotażu na rzecz rosyjskiego wywiadu; dwóch pozostałych skazano później. W maju 2025 r. premier oświadczył, że pożar, który rok wcześniej strawił centrum handlowe Marywilska w Warszawie, był podpaleniem na zlecenie rosyjskich służb, koordynowanym przez osobę przebywającą w Rosji. W listopadzie 2025 r. eksplozję na linii kolejowej do Lublina rząd przypisał rosyjskim służbom działającym przez dwu Ukraińców, którzy uciekli na Białoruś. Lista życzeń pułkownika, dworce, wagony z pomocą humanitarną, magazyny, stacje elektroenergetyczne, czyta się jak indeks do tego okresu. On nic nie wymyślał. Zamawiał z menu, które jego koledzy już przetestowali.
Polskie prawo zdążyło się do tego dostosować. Nowelizacja art. 130 Kodeksu karnego z 2023 r. traktuje dywersję, sabotaż i przestępstwa o charakterze terrorystycznym popełnione na rzecz obcego wywiadu jako szpiegostwo w najcięższej postaci; to art. 130 § 7 i stąd owe 10 lat do dożywocia, które ABW przywołała wobec Kolumbijczyka z butelką benzyny. Organizatorów dosięgają przepisy tego samego artykułu o kierowaniu działalnością obcego wywiadu i ogólne zasady współdziałania przestępnego. Czy polska prokuratura użyła ich albo użyje wobec człowieka z mapą, to pytanie, którego po amerykańskim akcie oskarżenia nie da się już nie zadać.
Co powinien zauważyć prawnik
Sześć cech tego dokumentu nagradza profesjonalną lekturę.
Pierwsza to wybór przepisu. Zarzut pierwszy nie jest znanym zarzutem wsparcia materialnego z 18 U.S.C. § 2339B, który wymaga organizacji wpisanej na listę zagranicznych organizacji terrorystycznych, ani z § 2339A, który wymaga wsparcia dla jednego z enumeratywnie wyliczonych przestępstw federalnych. To § 2339C, przepis wdrażający Międzynarodową konwencję o zwalczaniu finansowania terroryzmu z 1999 r., w wariancie (§ 2339C(a)(1)(B)) karzącym dostarczanie lub gromadzenie środków z zamiarem lub wiedzą, że zostaną użyte do czynu mającego spowodować śmierć lub ciężki uszczerbek u osób cywilnych, gdy celem czynu jest zastraszenie ludności lub wymuszenie czegoś na rządzie. Nie potrzebuje wpisanej na listę organizacji ani czynu bazowego z katalogu. Dosięga pułkownika płacącego 200 dolarów za zdjęcia w Wilnie tak samo, jak rekrutera płacącego 1500 dolarów za film w Waszyngtonie i biura podróży rezerwującego podpalaczowi hotel w Polsce. Dlatego zarzut może objąć Pragę, Szawle, Wilno i amerykańską stolicę, biec od 2024 r. do września 2026 r. „w Rosji, Estonii i gdzie indziej” i wymienić wszystkich pięciu.
Druga to nieobecni w zarzucie drugim. Tylko Jurij Chramiejew, Suarez i Castro odpowiadają za zmowę w celu zabójstwa na zlecenie z § 1958, a zarzut ograniczono do spisku amerykańskiego z okresu od lipca do września 2026 r. Kiriłła Chramiejewa i Durruthy’ego w nim nie ma, choć syn zwerbował fotografa z Wilna, a Durruthy trzymał zdjęcia waszyngtońskiego celu. Akt oskarżenia nie tłumaczy pominięcia. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest ustawowe: § 1958 wymaga zamiaru, by zabójstwo zostało popełnione z naruszeniem prawa stanowego lub federalnego Stanów Zjednoczonych, a zabicie na Litwie człowieka, którego akt oskarżenia nie opisuje jako obywatela amerykańskiego, trudno pod ten przepis podciągnąć; udział Durruthy’ego w spisku waszyngtońskim dowodzony jest zaś plikami, nie wiadomościami do rekruta. Prokuratorzy zarzucili tyle, ile materiał niesie bez wysiłku, i zatrzymali się, czego od prokuratorów należy oczekiwać.
Trzecia to właściwość miejscowa. Brooklyn, gdzie mieszkał rekrut, leży w Okręgu Wschodnim Nowego Jorku. Sfilmowane przez niego adresy leżą pod Waszyngtonem. Sprawa jest jednak na Manhattanie. Odpowiedzią jest 18 U.S.C. § 3238, przywołany w obu zarzutach, który proces o przestępstwa popełnione poza jakimkolwiek okręgiem przypisuje okręgowi, w którym sprawcę aresztowano lub do którego go najpierw przywieziono. Akt oskarżenia stwierdza, że co najmniej jeden oskarżony „ma zostać najpierw przywieziony do Okręgu Południowego Nowego Jorku i tam aresztowany”. To teza prokuratury, nie rozstrzygnięcie sądu; ten sam przepis pozwalałby też wnieść oskarżenie w okręgu ostatniego znanego amerykańskiego miejsca zamieszkania współsprawcy, a w jego braku w Dystrykcie Kolumbii. Właściwość opiera się zatem na aresztowaniu, które jeszcze nie nastąpiło. Manhattańska prokuratura używała już tego haka, by odbierać oskarżonych dostarczanych z zagranicy.
Czwarta to arytmetyka kar. Zmowa w celu finansowania terroryzmu: do dwudziestu lat. Zmowa w celu zabójstwa na zlecenie, gdy nikt nie odniósł obrażeń: do dziesięciu. Zarzut z zabójstwem w nazwie jest lżejszy; zarzut zbudowany na płatnościach 200 i 1500 dolarów jest cięższy. Praktycy nadążą za tą logiką. Czytelnik spoza zawodu nie, a akt oskarżenia napisano dla obu.
Piąta to przepadek. Przy zarzucie pierwszym rząd powołuje § 981(a)(1)(G), przepis o przepadku terrorystycznym, i żąda „wszelkiego mienia oskarżonych, zagranicznego i krajowego”. Żądanie nie ogranicza się do korzyści z przestępstwa ani narzędzi; obejmuje cały majątek, z klauzulą mienia zastępczego, która podąża za wartością, gdziekolwiek ta trafi. Akt oskarżenia nic nie przepada; uruchomiłoby to skazanie z zarzutu pierwszego. Wobec pięciu mężczyzn w Rosji plon jest wątpliwy. Sygnał waży więcej niż plon. Ustawa traktuje osobę zaangażowaną w terroryzm przeciw Stanom Zjednoczonym jako kogoś, czyj cały majątek podlega przepadkowi, a rząd oświadczył właśnie w dokumencie oskarżycielskim, że za takie osoby uważa oficerów rosyjskiego wywiadu. Dla polskiego prawnika to ciekawy punkt odniesienia: nasz przepadek z art. 44 i 45 k.k. wciąż wychodzi od związku mienia z czynem, amerykański przepadek terrorystyczny wychodzi od osoby.
Szósta jest najmniej techniczna i najbardziej doniosła. Punkt 3 aktu oskarżenia to lekcja historii: Klebnikow w Moskwie w 2004 r., Litwinienko i polon w Londynie w 2006 r., Skripalowie i nowiczok w Salisbury w 2018 r., Changoszwili w Berlinie w 2019 r., śmierć Nawalnego w kolonii w 2024 r. i, jeszcze w tym miesiącu, niemieckie śledztwo łączące GRU z udaremnionym atakiem dronowym na ukraiński samolot na lotnisku Lipsk/Halle. Nic z tego nie jest znamieniem żadnego przestępstwa. Jest tam po to, by wyłożyć kontekst, bo § 2339C mówi o celu „z natury i kontekstu”, i by sąd oraz opinia publiczna czytali siatkę RIS nie jako pięciu wykonawców na zlecenie, lecz jako „jedno z ramion aparatu Federacji Rosyjskiej”. Obrona, jeśli któryś oskarżony kiedykolwiek się pojawi, zapewne złoży wniosek o wykreślenie tych ustępów jako zbędnych na podstawie reguły 7(d). Do tego czasu dokument działa jako speaking indictment w pełnym znaczeniu: Departament Sprawiedliwości, do protokołu, opisuje zachowanie stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ jako terroryzm państwowy, z przypisami.
Trzy sądy, jedna piramida
Ustawmy sprawy europejskie i amerykańską obok siebie, a pokaże się piramida, odwrócona.
Na dole siedzą ci, którzy trzymali butelki: Kolumbijczyk odsiadujący osiem lat w czeskim więzieniu, który ma też polski zarzut, i sześcioro cudzoziemców na ławie w Szawlach. Zapłacono im kilka tysięcy dolarów albo je obiecano. Filmowali samych siebie. W Szawlach, według relacji obrońców, oskarżeni twierdzą, że słyszeli, iż straszą konkurenta w biznesie.
W środku siedzą koordynatorzy: Durruthy z rezerwacjami hotelowymi i mapą, Suarez z nagraniami głosowymi, Castro ze znajomym z Brooklynu. Litwa ma nakaz na Durruthy’ego. Ameryka ma akt oskarżenia na całą trójkę. Nikt nie ma ich samych.
Na górze siedzi ten, kogo Suarez miał na myśli, pisząc, że jego „szef ma pytania”. Może to sam pułkownik, który podsyłał Suarezowi adresy; może ktoś nad pułkownikiem. Akt oskarżenia tego nie mówi i nie mówi tego nikt inny.
Sądy europejskie mają dół piramidy w areszcie i karzą go surowo: osiem lat w Pradze, zarzut zagrożony karą od 10 lat do dożywocia w Warszawie, procesy w toku na Litwie. Sąd amerykański ma środek na papierze, a górę w cytacie. To nie jest zarzut wobec żadnego z nich. Każdy oskarżył tyle, ile mógł dosięgnąć. Opisuje to jednak dokładnie strategiczny skutek modelu franczyzowego. Państwo, które go zaprojektowało, nie ponosi żadnego kosztu, jaki mógłby nałożyć sąd; pośrednicy ponoszą koszt w postaci zakazu podróżowania na zachód do końca życia; wykonawcy ponoszą całą resztę. Odstraszanie w tym układzie wymierzone jest w najtańszy element.
Ekonomia zaprzeczalności
Zestawmy cennik. Dwieście dolarów za zdjęcia drzwi w Wilnie. Trzy tysiące dolarów, obiecanych, za trzy autobusy w Pradze. Od 1000 do 1500 dolarów za trzydzieści sekund filmu pod Waszyngtonem, z kciukiem w kadrze. Dwadzieścia pięć tysięcy za życie na Litwie. Czterdzieści tysięcy za życie w Ameryce. Pożar wyceniany po rezonansie. Na dole piramidy pieniądze są małe i kusi, by dojść do wniosku, do którego zachodni analitycy doszli w 2024 r.: że Moskwa pracuje dziś na agentach jednorazowych, wynajmowanych na jeden dzień i zapominanych. Pisałem już, na materiale londyńskiego procesu Dylana Earla, że jednorazowy agent to mit, a ten akt oskarżenia jest drugim świadkiem oskarżenia. Tani koniec cennika to opłata za wejście, nie wycena.
Spójrzmy, jak siatka traktuje ludzi, gdy już ich ma. Pułkownik poświęcił dwa miesiące jednemu opornemu Amerykaninowi: najpierw zdjęcia, potem zabójstwo, potem menu podpaleń, potem groźba; każdy krok był testem i korektą, żaden zwolnieniem. Suarez zapłacił rekrutowi z Brooklynu za film i natychmiast poprosił, by ten sam został rekruterem. Durruthy, który zaczynał od rezerwowania hoteli Kolumbijczykowi w 2024 r., pod koniec 2025 r. trzymał rozpoznanie domu waszyngtońskiego dysydenta, a w 2026 r. organizował podróże samemu pułkownikowi. A człowiek oskarżony na Litwie za Szawle wymienił z Suarezem 96 wiadomości w dwa tygodnie przed głosowaniem ławy przysięgłych. Porzuconym agentom nie wysyła się 96 wiadomości. Niskie ceny opisują nie utylizację, lecz lejek: wielu sprawdza się za 200 dolarów, część zatrzymuje za 1500, nielicznych rozwija w ludzi, którzy rezerwują hotele. To wzór, który KGB prowadziło przez radio krótkofalowe; zmieniła się tylko aplikacja.
Logika lejka jest spójna. Rekruta znalezionego w szyfrowanym komunikatorze i opłaconego w kryptowalucie nie da się wywieść do ministerstwa tak jak dyplomaty. Jeśli zawiedzie, jest Wenezuelczykiem z telefonem. Jeśli zacznie mówić, zna tylko Castro, który zna tylko Vikinga, który zna tylko szefa z pytaniami. Taka jest teoria łańcucha, a łańcuch zbudowano tak, by pękał czysto na każdym ogniwie.
Akt oskarżenia pokazuje, co teoria pomija. Wykonawcy trzymają zrzuty ekranu; mapa Warszawy przetrwała na koncie w chmurze. Średni szczebel używa tych samych numerów telefonu, bo zmiana jest niewygodna, a ryzyko miało leżeć po stronie wykonawców. Rekruterzy z terminem piszą do rekruta wprost, choć proszono ich, by tego nie robili, bo szef ma pytania, a Meksyk się spóźnia. Pułkownik, który jednemu cudzoziemcowi każe skasować zdjęcie, inne trzyma w obiegu przez dziewięć miesięcy, aż pojawi się i w archiwum jego logistyka, i w czacie na Brooklynie. Nauczyciel tańca prowadzi logistykę terroru z kont, które reklamują też jego szkołę. Model zaprojektowany, by oszczędzić państwu własnych odcisków palców, kończy udokumentowany w stopniu, jakiego żadna klasyczna operacja nie zniosłaby, bo klasyczne operacje prowadzili zawodowcy, a zawodowcy nie opowiadają o swojej pracy obcym w nagraniach głosowych.
Dla Europejczyków, a dla Polaków w szczególności, zostaje w pamięci jeden obraz z dokumentu: mapa Warszawy z czerwonymi znakami. Pojawia się w amerykańskim akcie oskarżenia o amerykański spisek zabójstwa, jako załącznik w rozdziale o kubańskim biurze podróży, a dziś leży obok polskich zarzutów za dwa pożary z maja 2024 r. i litewskiego listu gończego za człowiekiem, który ją wysłał. Nikt w tej siatce nie rozróżniał zbyt starannie między składem w Radomiu, zakładem radiowym na Litwie, dysydentem w Wilnie i dysydentem pod Waszyngtonem. Pułkownik powiedział to sam. Interesowały go wszystkie kraje pomagające Ukrainie, a swoich wykonawców prosił, by podeszli do sprawy kreatywnie.
Czy piątka zobaczy kiedyś wnętrze manhattańskiej sali sądowej, zależy od jej nawyków podróżnych; Rosja nie wydaje swoich obywateli, więc amerykańskie nakazy nauczyły się czekać na bilet lotniczy, a Durruthy przynajmniej pokazał, że bilety rezerwuje starannie. Do tego czasu dokument pozostaje tym, czym chcieli go uczynić autorzy: publicznym sprawozdaniem, spisanym słowami samych uczestników, o tym, jak rosyjskie państwo kupuje dziś przemoc. Pułkownik wyceniał swoje pożary po rezonansie. Może się jeszcze przekonać, że akty oskarżenia wycenia się tak samo.

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.