TSUE: na osądzenie oszustwa VAT państwo ma piętnaście lat i nie dostanie więcej tylko dlatego, że sąd nie zdążył. Za udział w grupie przestępczej wolno jednak karać surowiej niż za samo oszustwo
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł 15 października 2026 r. w sprawie C-321/25 Gidzhinov, że bezwzględny, piętnastoletni termin przedawnienia poważnych oszustw VAT nie narusza prawa Unii, o ile nie wytwarza w danym państwie systemowego ryzyka bezkarności, oraz że udział w zorganizowanej strukturze przestępczej wolno karać surowiej niż samo oszustwo, dla którego tę strukturę zbudowano. Pierwsza odpowiedź stawia granicę państwu, które nie zdążyło. Druga pokazuje, że tam, gdzie państwo chce karać więcej, Luksemburg granicy nie postawi. Między tymi dwiema odpowiedziami mieści się cała współczesna kwestia państwa prawa wobec zorganizowanej przestępczości gospodarczej.
Sofia, trzy składy sędziowskie i dwa zegary
Akt oskarżenia sporządzono w 2015 r. Pięć osób, w wyroku oznaczonych literami A, B, V, G i D, miało odpowiadać za grupę przestępczą działającą od marca 2011 r. do 14 listopada 2012 r. Dwie z nich oskarżono o kierowanie grupą, trzy o udział w niej. Czterem zarzucono także oszustwa VAT popełniane od czerwca 2011 r. do października 2012 r., na kwoty od ponad 600 tys. do ponad 1,2 mln euro każde, razem ponad 4 mln euro. To liczby z aktu oskarżenia, nie z wyroku skazującego; żaden wyrok w tej sprawie dotąd nie zapadł.
Dnia 26 listopada 2015 r. sprawa trafiła do składu złożonego z sędziego zawodowego i dwóch ławników. Przez sześć lat skład ten przeprowadził czterdzieści osiem rozpraw. Potem sędzia został delegowanym prokuratorem europejskim, czyli przeszedł do urzędu powołanego w Unii po to, by ścigać oszustwa na szkodę jej finansów, a bułgarska procedura wymaga, by sprawę od początku do końca rozpoznawał ten sam skład. Proces o oszustwo VAT zaczął się więc od nowa, bo sędzia odszedł ścigać oszustwa VAT. Drugi skład odbył w latach 2022 do 2025 osiemnaście rozpraw, przy czym Trybunał odnotowuje sucho, że nie podjęto żadnych konkretnych czynności dowodowych. Dnia 14 marca 2025 r. drugi sędzia przeszedł w stan spoczynku. Trzeci skład, zamiast zaczynać po raz trzeci, zapytał Luksemburg.
Pytanie wynikało z arytmetyki dwóch zegarów. Bułgarski kodeks karny wiąże termin przedawnienia z górną granicą zagrożenia: dziesięć lat dla czynów zagrożonych karą powyżej trzech lat, piętnaście lat dla czynów zagrożonych karą powyżej dziesięciu lat. Każda czynność organów przerywa bieg, ale po upływie półtorakrotności terminu ściganie ustaje bezwzględnie, niezależnie od przerw i zawieszeń. Oszustwa VAT (od trzech do ośmiu lat) i udział w grupie (od trzech do dziesięciu lat) przedawniają się zatem bezwzględnie po piętnastu latach: w 2026 r., 2027 r. i 14 listopada 2027 r. Kierowanie grupą, zagrożone karą od pięciu do piętnastu lat, przedawni się dopiero 14 maja 2035 r., po dwudziestu dwóch latach i sześciu miesiącach. Sąd w Sofii napisał wprost, że w pierwszym terminie trzech instancji nie zmieści, w drugim owszem. I zapytał, czy prawo Unii nie zabrania krajowej ustawie liczyć przedawnienia wyłącznie od wysokości kary, bez uwzględnienia złożoności sprawy i nieprzewidzianych zdarzeń, skoro skutkiem może być bezkarność.
Warto zatrzymać się nad tym, kto pytał. Nie oskarżony prosił o ochronę. To sąd, który przez blisko dziesięć lat nie zdołał osądzić sprawy, pytał, czy prawo Unii pozwoli mu nie wypuścić oskarżonych z rąk. Spór o państwo prawa rzadko bywa tak czysto postawiony.
Pierwsza odpowiedź: państwo miało dość czasu
Trybunał najpierw ustalił, o co w ogóle chodzi. Czyny z lat 2011 i 2012 podlegają jeszcze Konwencji o ochronie interesów finansowych Wspólnot Europejskich z 26 lipca 1995 r. (Dz.U. C 316 z 27.11.1995, s. 48), zastąpionej dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1371 z 5 lipca 2017 r. (Dz.U. L 198 z 28.7.2017, s. 29) dopiero od 6 lipca 2019 r. Oszustwo na ponad 4 mln euro jest „poważne” w rozumieniu art. 325 TFUE i art. 2 ust. 1 konwencji, a tworzenie organizacji przestępczej w celu popełniania oszustw VAT jest, od wyroku Taricco, samo w sobie poważnym nadużyciem na szkodę interesów Unii. W czasie czynu nikt w Unii nie harmonizował przedawnienia; państwa członkowskie ustalały je same, związane jedynie obowiązkiem, by ich reguły nie wytwarzały systemowego ryzyka bezkarności.
Dalej Trybunał zrobił coś, czego sąd odsyłający chyba się nie spodziewał: pochwalił bezwzględny termin. Taki termin, czytamy w pkt 46, zwiększa pewność prawa, bo zapobiega przeciąganiu przedawnienia w nieskończoność przez powtarzanie czynności przerywających. Musi być tylko dostatecznie długi, by nie uniemożliwiać ani nadmiernie nie utrudniać ochrony finansów Unii, a oceniać to trzeba, patrząc na cały system przedawnienia i na złożoność postępowań, które w nim mają się zmieścić (pkt 47). Piętnaście lat co do zasady zostawia organom rozsądny czas na doprowadzenie sprawy do prawomocnego końca, także przez trzy instancje (pkt 50). Sąd odsyłający nie przedstawił zaś nic, co wskazywałoby, że w Bułgarii systemowo jest nadmiernie trudno osądzić poważne oszustwo w piętnaście lat; zmiany składów w pojedynczych sprawach nie wystarczą, by stwierdzić systemowe ryzyko bezkarności (pkt 51).
Rzecznik generalny Manuel Campos Sánchez-Bordona w opinii z 23 kwietnia 2026 r. powiedział to samo bez dyplomacji: z akt nie wynika, by bułgarskie sądy masowo nie mieściły się w terminach, natomiast ciąg zdarzeń opisany przez sąd odsyłający wskazuje, jak ujęła to Komisja, na systemową nieefektywność samego sądu (pkt 48 do 50 opinii). Innymi słowy: problemem w Sofii nie była ustawa, lecz sąd.
Na tym polega istota pierwszej odpowiedzi. Trybunał przeniósł pytanie z poziomu sprawy na poziom systemu. Państwo może przegrać pojedynczy proces przez własną niesprawność; nie wolno mu zbudować reguł, które przegrywają procesy seryjnie. Ale tego, że przegrało jeden, nie naprawi, sięgając po czas oskarżonego. Gwarancja obywatela nie jest rezerwą, z której państwo czerpie, gdy się spóźni. To granica, którą Luksemburg postawił państwu, i warto ją zapamiętać, bo w drugiej części wyroku Luksemburg pokaże, gdzie granic nie stawia.
Dwa zastrzeżenia, żeby nie wyczytać z wyroku więcej, niż w nim jest. Po pierwsze, Trybunał nie orzekł, że piętnaście lat to minimum ani że krótsze terminy są niezgodne z prawem Unii; orzekł, że ten termin, w tym systemie, przy braku danych o systemowej bezkarności, jest w porządku. Po drugie, akceptacja piętnastoletniego przedawnienia nie jest akceptacją piętnastoletniego procesu. Rozsądny czas postępowania ocenia się odrębnie, dla każdej sprawy, z uwzględnieniem jej złożoności i zachowania organów oraz stron, co Trybunał przypomniał w sprawie Kolev (wyrok z 5 czerwca 2018 r., C-612/15). Oskarżeni w Sofii czekają na wyrok ponad dziesięć lat i to jest osobny problem, którego termin przedawnienia nie rozwiązuje.
Włochy: karuzela z szampanem i przedawnienie, które udawało
Żeby zrozumieć wagę tej wstrzemięźliwości, trzeba pamiętać, skąd Trybunał przyszedł, bo przyszedł z daleka. W 2014 r. sąd w Cuneo w Piemoncie rozpoznawał sprawę grupy, która w latach 2005 do 2009 kręciła karuzelą na butelkach szampana: spółki fasadowe kupowały towar bez VAT i wystawiały fikcyjne faktury, spółka Planet odliczała podatek z tych faktur i sprzedawała szampan poniżej ceny rynkowej, a fasady nie składały deklaracji albo nie płaciły (pkt 18 i 19 wyroku Taricco). Włoskie prawo liczyło przedawnienie od górnej granicy kary, ale przerwanie biegu mogło wydłużyć termin najwyżej o jedną czwartą; dla organizatorów dawało to osiem lat i dziewięć miesięcy, dla członków siedem i pół roku, i wszystkie zarzuty miały się przedawnić najpóźniej 8 lutego 2018 r., zanim zapadłby prawomocny wyrok; jeden z oskarżonych już wcześniej wyszedł z procesu dzięki przedawnieniu (pkt 20 do 22). Sąd w Cuneo napisał zdanie, które uruchomiło całą tę linię orzeczniczą: w sprawach o oszustwa podatkowe bezkarność jest we Włoszech nie wyjątkiem, lecz regułą, a fiskus z reguły nie odzyskuje podatku (pkt 24).
Wielka izba odpowiedziała 8 września 2015 r. w wyroku Taricco (C-105/14, ECLI:EU:C:2015:555) z siłą, której Luksemburg rzadko używa w sprawach karnych. Art. 325 ust. 1 i 2 TFUE nakłada na państwa obowiązek rezultatu bez żadnych warunków i ma skutek bezpośredni (pkt 51 i 52). Jeżeli więc krajowe reguły przerywania przedawnienia sprawiają, że w znacznej liczbie przypadków poważne oszustwa VAT przedawniają się przed prawomocnym wyrokiem, sąd krajowy ma ich nie stosować, nie czekając na ustawodawcę (pkt 47 i 49). Do tego doszła równość: Włochy nie znały bezwzględnego terminu dla zorganizowanego przemytu tytoniu, a znały go dla oszustw VAT, czyli chroniły własną akcyzę lepiej niż podatek Unii (pkt 48). Prawa oskarżonych, orzekł Trybunał, nie cierpią, bo wydłużenie terminu, który jeszcze nie upłynął, nie jest karą wsteczną; tak mówi orzecznictwo strasburskie od sprawy Coëme (pkt 55 do 57).
Włochy nie przyjęły tego spokojnie. Corte costituzionale postanowieniem z 23 listopada 2016 r. zapytał Luksemburg, czy ma to rozumieć dosłownie, i zasygnalizował, że we włoskim porządku przedawnienie jest instytucją prawa materialnego, objętą konstytucyjną zasadą legalności z art. 25 konstytucji, a kryterium „znacznej liczby przypadków” jest tak nieostre, że sędzia karny nie wie, kiedy je stosować (pkt 13 do 17 wyroku M.A.S.). W wyroku M.A.S. i M.B. z 5 grudnia 2017 r. (C-42/17, ECLI:EU:C:2017:936), rozpoznanym w trybie przyspieszonym i nazywanym Taricco II, wielka izba się cofnęła, nie odwołując niczego wprost. Obowiązek pominięcia przepisów o przedawnieniu zostaje, ale ustępuje, gdy jego wykonanie naruszałoby zasadę ustawowej określoności czynów i kar: gdy stan prawa stawałby się nieprzewidywalny (pkt 59) albo gdy pominięcie dotykałoby czynów sprzed ogłoszenia wyroku Taricco, bo oznaczałoby wsteczne zaostrzenie warunków odpowiedzialności (pkt 60). Trybunał dodał zdanie, do którego będzie wracał: to ustawodawca krajowy w pierwszej kolejności ma zbudować system przedawnienia, który nie produkuje bezkarności (pkt 41 i 61).
Rumunia: cztery lata, w których nic nie przerywało biegu czasu
Rumuński rozdział zaczął się od wypadku konstytucyjnego. W 2010 r. kilka osób sprzedawało olej napędowy nabyty w procedurze zawieszenia akcyzy, nie księgując obrotów; szkoda w VAT i akcyzie sięgnęła około 3,24 mln euro, a w 2018 i 2020 r. zapadły skazania, także za zorganizowaną grupę przestępczą (pkt 19 do 22 wyroku Lin). Tymczasem rumuński trybunał konstytucyjny uznał 26 kwietnia 2018 r., że przepis, według którego „jakakolwiek czynność procesowa” przerywa przedawnienie, także taka, o której podejrzany nic nie wie, jest nieprzewidywalny, a więc niekonstytucyjny (pkt 24 do 26). Ustawodawca nie zrobił nic przez prawie cztery lata (pkt 27 i 94). Dnia 26 maja 2022 r. ten sam trybunał stwierdził, że przez cały ten czas rumuńskie prawo nie znało żadnej przyczyny przerwania przedawnienia (pkt 28); cztery dni później rząd zamknął lukę dekretem (pkt 30). Potem sąd kasacyjny orzekł, że przepisy o przerwaniu należą do prawa materialnego, więc stan bez przerwań działa wstecz jako ustawa względniejsza i otwiera nawet prawomocne skazania (pkt 31 i 32). Komisja Europejska napisała w listopadzie 2022 r., że tysiące oskarżonych może nie ponieść odpowiedzialności (pkt 90).
Wyrok Lin z 24 lipca 2023 r. (C-107/23 PPU, ECLI:EU:C:2023:606), wydany w trybie pilnym, bo dwóch skazanych siedziało w więzieniu, rozciął ten węzeł precyzyjnie. Systemowe ryzyko bezkarności istnieje (pkt 91). Ale orzeczeń trybunału konstytucyjnego, opartych na przewidywalności i precyzji ustawy karnej, sądy rumuńskie pomijać nie muszą, tak jak w Taricco II; ochrona przed arbitralnością jest składnikiem państwa prawnego z art. 2 TUE (pkt 114 do 118). Pominąć muszą natomiast orzeczenie sądu kasacyjnego, bo rozciąga ono dziurę wstecz, na czynności sprzed 2018 r., o kolejne ponad cztery lata, i to nie w imię przewidywalności, lecz w imię krajowego standardu ustawy względniejszej, którego Karta praw podstawowych nie obejmuje: art. 49 ust. 1 Karty w ogóle nie dotyczy reguł przedawnienia (pkt 108 oraz 122 do 124). Trybunał dopowiedział, że sędziego, który zastosuje prawo Unii, nie wolno za to ścigać dyscyplinarnie (pkt 136 i 137).
Rumunia odpowiedziała tak, jak wcześniej Włochy, tylko bardziej otwarcie. Dwa składy sądu kasacyjnego orzekły w 2024 r., że Lin narusza art. 7 Europejskiej konwencji praw człowieka i konstytucyjny zakaz sklejania „trzeciej ustawy” z fragmentów kolejnych reżimów, więc stosuje się go tylko częściowo (pkt 40 do 45 wyroku Lin II). Sprawa, z którą wrócono do Luksemburga, była mała: członek zarządu dwóch spółek, dwanaście fikcyjnych faktur z lat 2012 do 2014, szkoda około 59 tys. euro, z czego VAT około 36 tys. (pkt 30). W wyroku Lin II z 16 lipca 2026 r. (C-280/25, ECLI:EU:C:2026:586) wielka izba ustaliła najpierw, że „poważne” jest każde nadużycie, w którym łączna szkoda przekracza 50 tys. euro, niezależnie od tego, jaka jej część obciąża budżet Unii (pkt 79 i 96). Potem potwierdziła Lin w całości: sądy rumuńskie mają pomijać orzeczenie o ustawie względniejszej mimo zakazu „trzeciej ustawy” (pkt 163), mimo braku krajowych kryteriów oceny ryzyka systemowego, bo to ryzyko stwierdził już sam Trybunał (pkt 168 i 175), i także wtedy, gdy według rumuńskiego standardu termin upłynąłby przed ogłoszeniem Lin (pkt 236). Jedyna granica to powaga rzeczy osądzonej: prawomocnie stwierdzonego przedawnienia prawo Unii nie każe wzruszać (pkt 180 i 235). Trybunał wytknął rumuńskiemu sądowi kasacyjnemu, że orzekał bez pytania Luksemburga i sam wytworzył niepewność prawa (pkt 234), a przy okazji przypomniał, że profesjonaliści, w tym podatnicy VAT, mają oceniać ryzyko prawne swojej działalności z należytą starannością, w razie potrzeby zasięgając porady (pkt 209). Rumuńska doktryna odpowiedziała, że to państwo przerzuciło na jednostkę koszt własnej czteroletniej bezczynności, co można przeczytać w polemice Hotki i Neagu.
Czego Luksemburg nie toleruje, a co pochwalił
Zestawienie tych trzech państw pokazuje, co Trybunał naprawdę zwalcza. We Włoszech termin formalnie dało się przedłużać, ale tylko o jedną czwartą, więc w złożonych sprawach przedłużenie było pozorne. W Rumunii mechanizm przerwania zniknął na cztery lata przez wypadek konstytucyjny i bezczynność parlamentu, a potem został rozciągnięty wstecz orzeczeniem sądu. W obu wypadkach prawo udawało, że pozwala ścigać, a w praktyce ścigać nie pozwalało. Bułgaria powiedziała uczciwie: piętnaście lat i ani dnia dłużej. Luksemburg tępi przedawnienie udawane; przedawnienia uczciwego nie tylko nie tępi, ale je chwali. To jest, w mojej ocenie, właściwy klucz do Gidzhinova i zarazem najpraktyczniejsza wskazówka dla ustawodawcy: lepiej mieć termin długi i sztywny niż krótki i dziurawy.
Wahadło poruszał za każdym razem sąd krajowy, który chciał skazać, a nie mógł, i w Sofii pytał taki sam sąd. Trybunał mógł pójść drogą Taricco i powiedzieć, że ustawa, która nie pozwala przedłużyć ścigania mimo nieprzewidzianych zdarzeń, grozi bezkarnością. Nie poszedł. Zamiast pytać, jak obejść termin, zapytał, dlaczego państwu nie wystarczyło piętnaście lat. Bezkarność, którą prawo Unii każe zwalczać, to bezkarność wytworzona przez reguły, nie przez to, że sędzia przeszedł na emeryturę; i jest to, mimochodem, odpowiedź na rumuński zarzut wobec Lin II.
Dwa zastrzeżenia, które z tej samej lektury wynikają i które studzą entuzjazm. Po pierwsze, ochrona, jaką oskarżeni w Sofii uzyskali, nie jest prawem. Art. 49 ust. 1 Karty nie gwarantuje nikomu, że będzie podlegał regułom przedawnienia z dnia czynu; zakazuje tylko wskrzeszania odpowiedzialności, która już wygasła (Lin, pkt 108; Lin II, pkt 189 i 190). Trybunał nie orzekł, że obywatel ma prawo do piętnastu lat; orzekł, że państwo nie wykazało systemowej bezkarności. To rozstrzygnięcie dowodowe, nie gwarancyjne, i gdyby rząd bułgarski przyniósł statystyki w rodzaju rumuńskich, odpowiedź mogłaby być inna. Po drugie, ocena ryzyka systemowego przestała należeć do sędziego krajowego. W Taricco Trybunał kazał ją przeprowadzić sądowi w Cuneo, w Taricco II przyznał, że to kryterium jest dla sędziego karnego zbyt nieostre, a w Lin II rozwiązał problem tak, że ryzyko stwierdza sam, na podstawie raportów Komisji, i sądy krajowe są z tej oceny zwolnione (pkt 168 i 175). Polski sąd, który chciałby się dziś powołać na bezkarność systemową albo na jej brak, nie zrobi tego sam; musi zapytać Luksemburg i przynieść dane. To samo dotyczy prokuratora.
Jest w tej lekturze także rzecz niewygodna dla idei równości wobec prawa. W Rumunii oskarżony o oszustwo na szkodę budżetu Unii nie skorzysta z ustawy względniejszej, a oskarżony o oszustwo na szkodę wyłącznie budżetu rumuńskiego skorzysta; Trybunał uznał to zróżnicowanie za racjonalnie uzasadnione celem ochrony finansów Unii (Lin II, pkt 159 i 160). Przedawnienie w Unii ma od tej pory dwie prędkości, zależnie od tego, czyj budżet uszczuplono, a próg 50 tys. euro łącznej szkody sprawia, że w sprawach VAT niemal zawsze chodzi o budżet Unii.
Trzeba przy tym oddać sprawiedliwość tej linii orzeczniczej, bo ma mocne karty i nie wzięła się z nadgorliwości. Włoski model nie produkował wypadków przy pracy, produkował bezkarność seryjnie, a rumuńska dziura groziła tysiącom umorzeń. Prawo Unii nie wymaga, by państwo wygrywało; wymaga, by nie przegrywało z własnej konstrukcji. Wyrok Dzivev z 17 stycznia 2019 r. (C-310/16) pokazał granicę tej logiki z drugiej strony: nawet jeśli podsłuchy zatwierdzone przez niewłaściwy sąd są jedynym dowodem oszustwa VAT, prawo Unii nie każe ich użyć. Gidzhinov domyka ten obraz: ani nielegalny dowód, ani nieskończony czas nie są ceną, którą obywatel płaci za skuteczność państwa.
Druga odpowiedź: struktura może kosztować więcej niż czyn
Drugie pytanie wyglądało na akademickie, a jest, dla polskiego czytelnika, ważniejsze. Bułgaria karze kierowanie grupą utworzoną dla korzyści majątkowej pozbawieniem wolności od pięciu do piętnastu lat, udział w niej od trzech do dziesięciu, a samo oszustwo VAT w wielkich rozmiarach od trzech do ośmiu. Sąd w Sofii uznał, że porozumienie w celu popełnienia przestępstwa ma charakter przestępczy wyłącznie przez wzgląd na swój cel, więc kara za nie nie może być surowsza niż kara za cel; inaczej naruszona byłaby zasada proporcjonalności. Pytał o art. 3 ust. 1 lit. b) decyzji ramowej Rady 2008/841/WSiSW z 24 października 2008 r. w sprawie zwalczania przestępczości zorganizowanej (Dz.U. L 300 z 11.11.2008, s. 42). Przepis ten każe państwom zagrozić za takie porozumienie karą pozbawienia wolności, której górna granica jest „taka sama jak w przypadku przestępstwa, w celu popełnienia którego zawiązano porozumienie”, albo karą pozbawienia wolności, której górna granica „wynosi przynajmniej między dwa a pięć lat”.
Już sam ten zwrot jest problemem. Rzecznik generalny napisał, że sformułowanie „maksymalne zagrożenie karą wynosi przynajmniej między dwa a pięć lat” z trudem może sprostać zasadom logiki (pkt 66 opinii): maksimum, które jest „przynajmniej”, nie jest maksimum. Trybunał przebrnął przez wersje językowe (włoska mówi o karze „od dwóch do pięciu lat”, hiszpańska, niemiecka, angielska, polska i pozostałe o „co najmniej” takim przedziale) i sięgnął po systematykę: decyzja ramowa została przyjęta na podstawie przepisu traktatowego, który pozwalał jedynie na harmonizację minimalną, dziś art. 83 ust. 1 TFUE. Potwierdzają to konkluzje Rady z 24 i 25 kwietnia 2002 r. o harmonizacji wymiaru kar, które ustanowiły cztery progi minimalne górnych granic (od roku do trzech lat, od dwóch do pięciu, od pięciu do dziesięciu, co najmniej dziesięć) i wprost zastrzegły, że nic nie stoi na przeszkodzie, by państwa ustanowiły progi wyższe (pkt 66 i 67 wyroku, pkt 61 do 64 opinii). Przedział „od dwóch do pięciu lat” jest więc podłogą, nie sufitem. Państwo może zagrozić za porozumienie karą wyższą niż pięć lat i może zagrozić karą wyższą niż za przestępstwo, które było celem porozumienia.
Dlaczego może? Trybunał daje dwa argumenty. Pierwszy jest tekstowy: decyzja ramowa definiuje organizację przestępczą jako grupę nastawioną na przestępstwa zagrożone karą co najmniej czterech lat, a za porozumienie pozwala karać do pięciu; sam prawodawca unijny przewidział więc układ, w którym porozumienie kosztuje więcej niż cel (pkt 70). Drugi jest celowościowy: porozumienie w rozumieniu decyzji ramowej nie jest zwykłym spiskiem dwóch osób, lecz zachowaniem związanym z trwałą, zorganizowaną grupą więcej niż dwóch osób, a decyzję ramową przyjęto, by zwalczać szczególne niebezpieczeństwa związane z takimi organizacjami i ich rozprzestrzenianiem się (pkt 71 do 73). Rzecznik generalny dopowiada to, co w wyroku pozostaje domyślne: okazjonalne porozumienie co do jednego czynu to nie to samo, co porozumienie o stałym, zorganizowanym popełnianiu przestępstw w ramach ustrukturyzowanej grupy; kto tworzy taką strukturę, umożliwia przestępstwa, których bez niej nie dałoby się popełnić, i może odpowiadać za czyny innych (pkt 80 do 82 opinii). Proporcjonalności kar z art. 49 ust. 3 Karty praw podstawowych nikt nie uchylił, ale bułgarskie przedziały „nie wydają się same w sobie” wykraczać poza to, co odpowiednie i konieczne (pkt 77). Rzecznik był jeszcze wyraźniejszy: ocena proporcjonalności należy do ustawodawcy krajowego i ma pierwszeństwo, chyba że w sposób oczywisty wykracza poza granice racjonalności (pkt 83 opinii).
Argument o infrastrukturze zasługuje na to, by przedstawić go w najmocniejszej postaci, bo w sprawach VAT jest prawdziwy. Karuzela nie jest jednym czynem, jest maszyną: znikający podatnik, bufory, broker, rachunki, kurier gotówki i prawnik, który wie, jak ją obsłużyć. Osoba, która nie dotyka żadnej faktury, bywa w niej najniebezpieczniejsza, bo to ona zapewnia trwałość, podział ról i odporność na wypadnięcie jednego ogniwa. Szkodliwość struktury mierzy się jej zdolnością do powtarzania, nie wysokością jednej faktury. Europol w raporcie SOCTA z 2025 r. opisuje oszustwa VAT jako działalność sieci wykorzystujących spółki buforowe, przejęte legalne firmy i fachową wiedzę podatkową, finansową i prawną. Jeżeli więc prawo chce uderzyć w maszynę, a nie w jej tryby, musi mieć przepis, który karze za zbudowanie maszyny.
I tu zaczyna się problem, który wyrok zostawia nietknięty. Przestępstwo, za które wolno karać surowiej niż za oszustwo, jest zarazem przestępstwem najłatwiejszym do zarzucenia. Decyzja ramowa definiuje „zorganizowaną grupę” jako grupę, której członkowie nie muszą mieć formalnie określonych ról, w której nie musi istnieć ciągłość członkostwa ani rozwinięta struktura (art. 1 pkt 2). Polskie orzecznictwo mówi to samo: nawet najmniejszy stopień zorganizowania, bez stałych ról, nie wyklucza istnienia zorganizowanej grupy przestępczej (Sąd Apelacyjny w Białymstoku, wyrok z 29 grudnia 2015 r., II AKa 179/15). Bywa, że trzy spółki w łańcuchu i wspólna księgowa wystarczą, by w akcie oskarżenia pojawiło się słowo „grupa”, a wraz z nim najwyższa z dostępnych kar, najdłuższe przedawnienie i cały arsenał środków, które po takim zarzucie się włączają. Górny próg kary jest wysoki, próg zarzutu niski. Wyrok Gidzhinov sankcjonuje pierwsze i nic nie mówi o drugim, bo o to nikt nie pytał. Dla uczciwego przedsiębiorcy wkręconego w łańcuch dostaw różnica między „wiedział lub powinien był wiedzieć” z orzecznictwa podatkowego a umyślnym udziałem w organizacji ze świadomością jej celu, którego wymaga art. 2 decyzji ramowej, bywa w praktyce cieńsza, niż głosi doktryna; pisałem o tym w tekście (Tragedia przedsiębiorcy wkręconego w karuzelę VAT).
Jest jeszcze jedna asymetria, techniczna, ale o dużych skutkach. Obowiązek skuteczności z art. 325 TFUE ma skutek bezpośredni: w Taricco potrafił kazać sądowi krajowemu pominąć ustawę na niekorzyść oskarżonego. Ograniczenia zapisane w decyzji ramowej skutku bezpośredniego nie mają; jak przypomniał rzecznik generalny za wyrokiem Popławski (pkt 73 opinii), sąd krajowy nie ma obowiązku pominąć przepisu krajowego niezgodnego z decyzją ramową. Gdyby więc Trybunał uznał, że piętnaście lat za kierowanie grupą to za dużo, bułgarski sąd i tak musiałby ten przepis stosować. Jedyną twardą granicą pozostaje Karta: legalność, którą obroniono w Taricco II, i proporcjonalność, którą w Gidzhinov zbadano słowami „same w sobie”. Prawo Unii w tej dziedzinie jest, upraszczając nieznacznie, mechanizmem z napędem w jedną stronę: potrafi wymusić więcej represji, rzadko potrafi wymusić mniej.
Polska: zapadka, która nie potrzebuje Luksemburga
Pisałem o tym mechanizmie w tekście (Kto mieczem wojuje… O nieodwracalności ekspansji represji karnych): narzędzia represji nie wracają do skrzynki, a każda nieskuteczność staje się argumentem za ich zaostrzeniem. Mises nazwał to spiralą interwencjonizmu, a Robert Higgs, idąc za Hayekiem, efektem zapadki. Gidzhinov dodaje do tamtego obrazu element, którego mi wtedy brakowało. Szczebel europejski nie jest hamulcem tej zapadki. Jest jej dolnym ogranicznikiem: wyznacza, poniżej czego zejść nie wolno, i nie wyznacza, powyżej czego nie wolno wejść.
Polska sprawdziła to doświadczalnie. Od 1 października 2023 r., po nowelizacji ustawą z 7 lipca 2022 r. (Dz.U. z 2022 r. poz. 2600), udział w zorganizowanej grupie lub związku przestępczym z art. 258 § 1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz.U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553 ze zm., dalej k.k.) zagrożony jest karą od 6 miesięcy do 8 lat (wcześniej od 3 miesięcy do 5 lat), a zakładanie grupy lub kierowanie nią z art. 258 § 3 k.k. karą od 2 do 15 lat (wcześniej od roku do 10 lat). Górna granica za kierowanie grupą jest więc u nas taka sama jak w Bułgarii, a samo oszustwo podatkowe zagrożone jest łagodniej niż tam. Podanie nieprawdy w deklaracji (art. 56 § 1) i wyłudzenie zwrotu (art. 76 § 1) ustawy z dnia 10 września 1999 r. Kodeks karny skarbowy (Dz.U. z 1999 r. Nr 83, poz. 930 ze zm., dalej k.k.s.) grożą karą pozbawienia wolności, która w kodeksie karnym skarbowym trwa najdłużej 5 lat (art. 27 § 1 k.k.s.), a po nadzwyczajnym obostrzeniu, które kodeks przewiduje między innymi za działanie w zorganizowanej grupie (art. 37 § 1 pkt 5 k.k.s.), nie może przekroczyć 10 lat (art. 28 § 2 k.k.s.). Organizator grupy ryzykuje więc 15 lat, oszust 10. Bułgaria pytała Luksemburg, czy wolno jej mieć 15 do 8. My mamy 15 do 10 i nikt nie zapytał nikogo. Do tego art. 65 § 1 k.k. każe sprawcę działającego w grupie traktować jak multirecydywistę: kara powyżej dolnej granicy, do górnej granicy podwyższonej o połowę.
A tam, gdzie polski ustawodawca nie chciał karać struktury surowiej niż czyn, rozwiązał to inaczej: podniósł karę za czyn. Od 2017 r. fałszowanie lub poświadczanie nieprawdy w fakturach na łączną kwotę powyżej 10 mln zł jest zbrodnią z art. 277a § 1 k.k., zagrożoną dziś karą od 5 do 25 lat. To więcej niż górna granica kary za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i za rozbój z użyciem broni palnej, która w obu wypadkach wynosi 20 lat. Przy takiej karze za czyn pytanie, czy wolno karać grupę surowiej, traci sens; w Polsce zapadka przeskoczyła ten ząb dawno temu.
Z przedawnieniem jest podobnie, choć tu obraz jest ciekawszy, bo Polska formalnie ma to, co Trybunał pochwalił: terminy sztywne, bez mechanizmu przerywania. Występek zagrożony karą powyżej 5 lat przedawnia się po 15 latach (art. 101 § 1 pkt 2a k.k.), a jeżeli w tym czasie wszczęto postępowanie przeciwko osobie, karalność ustaje dopiero po dalszych 10 latach (art. 102 k.k., od 2 marca 2016 r.; wcześniej 5 lat). Kierowanie grupą przedawnia się więc u nas po 25 latach, zbrodnia fakturowa po 30, a oszustwo z art. 56 k.k.s. po 10 latach plus 10 (art. 44 § 1 pkt 2 i § 5 k.k.s.). Nasze bezwzględne terminy są dłuższe niż bułgarskie. Gdyby polski sąd zapytał Luksemburg o Gidzhinova, pytanie brzmiałoby nie „czy wolno nam tak krótko”, lecz „czy wolno nam aż tak długo”, i odpowiedź byłaby ta sama: wolno, bo prawo Unii stawia tylko dolny próg.
Warto przy tym pamiętać o progu z Lin II. Nadużycie jest „poważne” w rozumieniu prawa Unii, gdy łączna szkoda przekracza 50 tys. euro, czyli nieco ponad 200 tys. zł, przy czym liczy się cała szkoda budżetu państwa, nie tylko część przypadająca Unii. W polskich realiach oznacza to, że niemal każda sprawa karuzelowa, która trafia do prokuratury, podlega reżimowi skuteczności z art. 325 TFUE, z wszystkim, co z tego wynika: obowiązkiem ścigania, zakazem reguł wytwarzających bezkarność i możliwością pominięcia krajowego standardu ochrony, jeżeli nie opiera się na przewidywalności ustawy karnej.
Prawdziwy polski problem leży obok: w tym, że terminy formalnie sztywne w praktyce bywały rozciągliwe. Dwa epizody. Pierwszy to art. 15zzr¹ ustawy covidowej, który w sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe wstrzymał bieg przedawnienia na czas stanu epidemii i zagrożenia epidemicznego, bez daty końcowej i bez górnego limitu, a decyzję o tym, kiedy czas znów zacznie płynąć, oddał w ręce władzy wykonawczej. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 12 grudnia 2023 r., P 12/22, uznał ten przepis za niezgodny z art. 2 Konstytucji, i niezależnie od sporów o status Trybunału w tamtym okresie, jego argumentacja jest tą samą, którą trzy lata później Luksemburg wyłożył w pkt 46 wyroku Gidzhinov: termin bez końca nie jest terminem. Przepis utracił moc 1 października 2023 r., o czym pisaliśmy w tekście (Od 1 października biegną na nowo terminy przedawnienia karalności przestępstw).
Drugi epizod trwa. Art. 70 § 6 pkt 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 1997 r. Nr 137, poz. 926 ze zm.) zawiesza bieg przedawnienia zobowiązania podatkowego z chwilą wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe, i przez lata wszczynano te postępowania w ostatnich tygodniach grudnia, nie po to, by kogoś ścigać, lecz by podatek się nie przedawnił. Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale z 24 maja 2021 r., I FPS 1/21, pozwolił sądom administracyjnym badać instrumentalność takiego wszczęcia; mechanizm opisywałem w tekście (Instrumentalny charakter wszczęcia postępowania karnego skarbowego). Dnia 15 maja 2026 r. Sejm uchwalił, głosami 241 do 199, ustawę uchylającą ten przepis. Uchylała ona jednak zarazem art. 44 § 2 k.k.s., zgodnie z którym karalność przestępstwa skarbowego ustaje także wtedy, gdy przedawniła się należność publicznoprawna, i otwierała drogę do dochodzenia równowartości podatku w postępowaniu karnym po przedawnieniu samego podatku. Dnia 11 czerwca 2026 r. Prezydent odmówił podpisania ustawy, wskazując, że likwidując zawieszanie przedawnienia przez wszczęcie postępowania, pozwalała ona zarazem organom dochodzić roszczeń podatkowych bez ograniczenia czasowego, co uznał za sprzeczne z art. 2 i art. 217 Konstytucji. Do odrzucenia weta trzeba trzech piątych głosów; do dnia, w którym piszę ten tekst, Sejm go nie odrzucił. Stan prawny jest więc taki, jak przed nowelizacją.
Nie chcę w tym miejscu oceniać, kto miał rację, bo rację miały obie strony i to jest właśnie pouczające. Ustawodawca chciał zamknąć furtkę, przez którą organ podatkowy kupował sobie czas, ale dołożył do tego nowy sposób sięgania po pieniądze poza czasem. Weto zablokowało nowy sposób, zachowując starą furtkę. Obywatel został ze status quo. Zapadka nie tylko nie cofa się dobrowolnie; gdy nie może iść do przodu, stoi w miejscu, a każda próba jej cofnięcia wraca z doczepionym nowym zębem. Trybunał w Sofii powiedział państwu, że piętnaście lat to dość. W Warszawie w 2026 r. nie udało się ustalić, ile to jest dość, więc zostało tyle, ile było.
Liczby, które uzasadniają powagę, ale nie zastępują dowodu
Przeciwnik tej diagnozy odpowie liczbami i ma do tego prawo. Prokuratura Europejska podała w marcu 2026 r., że na koniec 2025 r. prowadziła 3 602 postępowania o szacowanej szkodzie 67,27 mld euro, z czego 981 spraw o oszustwa VAT i celne odpowiadało za 45,01 mld euro, ponad dwie trzecie całości. Rok wcześniej szacowana szkoda wynosiła 24,8 mld euro, a potrojenie w ciągu roku mówi, w moim przekonaniu, tyle samo o wzroście przestępczości, co o poprawie wykrywania i o kilku bardzo dużych sprawach. Komisja Europejska szacuje lukę VAT w Unii za 2023 r. na 128 mld euro, czyli 9,5 proc. należnego podatku, ale luka obejmuje także niewypłacalność, błędy i spóźnienia, nie tylko wyłudzenia. Te liczby uzasadniają traktowanie oszustw VAT jako przestępczości zorganizowanej i uzasadniają, co do zasady, odrębne karanie struktury. Nie uzasadniają ścigania uczciwego ogniwa łańcucha ani zatrzymywania czasu.
Bardziej pouczające jest to, czego te liczby nie mówią. W tekście o nieodwracalności represji przywoływałem dane NIK: w latach 2014 do 2018 zabezpieczono w Polsce około 3 mld zł wobec szacowanych na 200 do 500 mld zł nielegalnych zysków. Prokuratura Europejska w 2025 r. uzyskała postanowienia o zabezpieczeniu na 1,13 mld euro wobec 67 mld euro szacowanej szkody. Kryminologia od dekad powtarza to, co streszcza amerykański National Institute of Justice: odstrasza pewność wykrycia i kary, nie jej surowość. Sprawa z Sofii jest tego laboratoryjnym dowodem. Oskarżonym o kierowanie grupą groziło piętnaście lat więzienia i nie miało to żadnego wpływu na ich rachunek, bo rachunek wyznaczała nie wysokość kary, lecz prawdopodobieństwo prawomocnego wyroku, a tego trzy składy sędziowskie przez ponad dziesięć lat nie zdołały wytworzyć. Skuteczność prawa karnego jest cechą instytucji, nie górnych granic sankcji. Państwo, które podnosi kary, zamiast obsadzić sądy i zebrać dowody, kupuje poczucie działania za cudze pieniądze.
Piętnaście lat jako miara Europy
Jest jeszcze jedna okoliczność, która nadaje liczbie piętnaście w tym wyroku szersze znaczenie. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1260 z 24 kwietnia 2024 r. w sprawie odzyskiwania i konfiskaty mienia (Dz.U. L, 2024/1260 z 2.5.2024), którą państwa członkowskie mają wdrożyć do 23 listopada 2026 r., nakazuje w art. 15 umożliwić konfiskatę bez wyroku skazującego, gdy postępowanie karne wszczęto, lecz nie można go prowadzić, między innymi dlatego, że termin przedawnienia przewidziany w prawie krajowym jest krótszy niż piętnaście lat i upłynął po wszczęciu postępowania. Luksemburg mówi więc, że piętnaście lat wystarczy, by skazać. Bruksela mówi, że kto ma mniej niż piętnaście, musi umieć zabrać majątek bez skazania. Ta sama liczba staje się europejską miarą czasu państwa: tyle ma ono na wyrok, a poniżej tego ma mieć rezerwowe wyjście. W logice spirali, którą opisywałem, to następny obrót: gdy tor karny się kończy, tor majątkowy biegnie dalej. O tym, co dyrektywa zmienia w polskim prawie i jak wygląda ochrona przed takim zajęciem, piszemy w tekście (Zajęcie majątku z przestępstwa). Do czynów z lat 2011 i 2012 dyrektywa nie ma zastosowania i nie wolno z niej wyprowadzać wstecznej podstawy do czegokolwiek; chodzi mi o kierunek, nie o tę sprawę.
Co z tego wynika
Wyrok Gidzhinov nie jest ani łagodny dla oskarżonych, ani surowy. Jest wyrokiem o rozgraniczeniu trzech rzeczy, które w publicznej debacie o przestępczości gospodarczej stale się zlewają: gwarancji jednostki, której państwo nie może naruszyć, bo mu się spieszy; reguł, które rzeczywiście produkują bezkarność i które prawo Unii każe usunąć; oraz zwykłej niesprawności państwa, której nie wolno naprawiać kosztem oskarżonego. Teza, którą stawiam, brzmi: państwo nie może wybierać między bezkarnością a bezprawiem, ono musi umieć ścigać skutecznie w granicach prawa, i to ostatnie jest zadaniem organizacyjnym, nie legislacyjnym. Pierwsza odpowiedź Trybunału tę tezę wspiera wprost. Druga pokazuje jej cenę: tam, gdzie państwo wybiera więcej represji, prawo Unii będzie milczeć, a ciężar pilnowania miary spadnie na krajową kulturę konstytucyjną, na trybunały, na sądy badające instrumentalność i, jak się okazało w czerwcu, na weto.
Dla obrony płynie z tego trzeźwa wskazówka: argument z przewlekłości nie jest argumentem z systemowej bezkarności i nie wolno ich mieszać, a państwo, które chce przedłużyć sobie czas, musi wykazać wadę reguł, nie historię jednej sprawy, i wykazać ją w Luksemburgu, danymi, bo tam, nie w sądzie okręgowym, zapada dziś rozstrzygnięcie o ryzyku systemowym. Trzeba też pamiętać, że prawo Unii nie zna prawa do przedawnienia; zna tylko zakaz wskrzeszania odpowiedzialności, która już wygasła. Resztę gwarancji daje albo nie daje konstytucja i ustawa krajowa. Dla przedsiębiorcy, który dostaje wezwanie w sprawie łańcucha dostaw sprzed lat, wskazówka jest inna: to nie zarzut z art. 56 k.k.s. zmienia jego życie, lecz słowo „grupa”, bo za nim idzie piętnaście lat zagrożenia, dwadzieścia pięć lat przedawnienia, art. 65 k.k., zabezpieczenie majątkowe i konfiskata rozszerzona. Spór o to, czy struktura w ogóle istniała, jest w takich sprawach sporem o wszystko. Dla ustawodawcy wreszcie: zanim sięgnie po szesnasty rok, powinien zapytać, dlaczego nie starczyło piętnastu.
Miecz, o którym pisałem, nie pyta, kogo ma ściąć. Gidzhinov dodaje do tego starą prawdę, że nie pyta też, czy państwo zdąży. Państwo, które nie potrafi skończyć procesu w piętnaście lat, nie potrzebuje szesnastego roku.
Potrzebuje bardziej sprawnego sądu.
Stan prawny na 25 października 2026 r.
Zarzuty VAT: karuzele i puste faktury
W sporach o VAT organ kwestionuje rozliczenie za lata wsteczne, a ciężar wykazania okoliczności transakcji spada na podatnika. Reprezentujemy przedsiębiorców w sprawach o zwrot VAT, w kontrolach, przed sądami administracyjnymi i w postępowaniach karnych skarbowych.

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.