Paris Jackson kontra wykonawca testamentu Michaela Jacksona. Spór o 109 mln dolarów toczy się w sądzie i w mediach
23 października 2026 r. pełnomocnicy Paris Jackson złożyli w sądzie spadkowym w Los Angeles wniosek o obniżenie wynagrodzenia wykonawców testamentu jej ojca, którymi od maja jest już tylko John Branca, z 15 do 10 proc. przychodów masy spadkowej z działalności rozrywkowej. Za lata 2023 i 2024 sprawozdania złożone przez Brankę żądają zatwierdzenia około 109 mln dolarów łącznie dla dwóch wykonawców i dla kancelarii, w której jest wspólnikiem, a same sprawozdania, według wniosku, nie są kompletne, choć termin ich złożenia wyznaczył sąd. Sześć dni później Paris zażądała przelania 600 mln dolarów do trustu rodzinnego, do którego, według jej petycji i według relacji sądu apelacyjnego o stanie akt, przez 17 lat od śmierci Michaela Jacksona nie trafił ani jeden składnik majątku. Obie sprawy wyznaczono na 4 grudnia. Spór o spadek po Michaelu Jacksonie toczy się równolegle na drugiej sali, w People, TMZ i Rolling Stone, a obie strony zarzucają sobie w pismach procesowych, że grają pod publiczność.
Wniosek z 23 października: sto milionów wytłuszczonym drukiem
Dokument ma dwanaście stron. Na trzeciej stronie, w akapicie o zaniedbaniach „szczególnie obraźliwych”, kwota stu milionów dolarów pojawia się w jednym zdaniu dwa razy: najpierw słownie, pogrubioną kursywą, potem jeszcze raz cyframi. To nie jest przypadek typograficzny. Pismo, które sędzia może przeczytać w kwadrans, musi mieć jedno zdanie, które w nim zostaje. W tym piśmie zostaje liczba.
Sprawa jest prosta, jeśli opowiedzieć ją po kolei, a to, co następuje, jest relacją wniosku, z protokołami rozpraw w załącznikach. W petycji z grudnia 2025 r. sami wykonawcy zaproponowali złożenie sprawozdań z zarządu za lata 2023 i 2024 do 15 września 2026 r., po latach skarg beneficjentów na rozliczenia spóźnione albo nieskładane wcale. Na rozprawie 24 marca sędzia podkreślał, że to plan z „konkretnymi terminami”, na które wszyscy się zgodzili, więc nikt nie powie później, że data została narzucona. Pełnomocnicy Paris zadbali o jeden szczegół: w projekcie postanowienia wykonawcy wykreślili słowo „instructed” (nakazuje się), zostawiając samo „authorized” (upoważnia się). Na rozprawie 7 kwietnia prawnik Paris upomniał się o to słowo, pełnomocnik wykonawców uznał pominięcie za przeoczenie, a sędzia przyznał mu rację. Postanowienie podpisane 24 kwietnia brzmi „upoważnia się i nakazuje”, a termin wyznacza „na dzień 15 września 2026 r. lub około tego dnia”. Pół roku później to jedno słowo jest osią całego wniosku.
1 września wykonawcy poprosili beneficjentów o zgodę na dwa tygodnie zwłoki, „aby mieć dość czasu na ukończenie sprawozdań”. Zgodę dostali. 30 września doręczyli sprawozdanie za rok 2023, a 1 października, dzień po przedłużonym terminie, sprawozdanie za rok 2024. Oba, według wniosku Paris, są jawnie niekompletne. Sprawozdanie za 2023 r. informuje, że transakcja z Sony, zatwierdzona przez sąd trzy lata wcześniej, „nie mieściła się zgrabnie w formacie rachunkowości spadkowej” i zostanie objaśniona w suplemencie składanym pod pieczęcią. Sprawozdanie za 2024 r. przyznaje wprost, że „nie jest jeszcze zbilansowane”, a uzupełnienie nadejdzie „wkrótce”. Trzy tygodnie później, w dniu złożenia wniosku, suplementu nie było, daty jego złożenia nie wyznaczono, a o zwolnienie z terminu nikt nie wystąpił.
W przypisie pełnomocnicy Paris dokładają rachunek. Pozycje wynagrodzeń w załączniku G sprawozdania za 2024 r. sumują się do 74 843 341,48 dolara, podczas gdy sprawozdanie wykazuje 75 815 783,72 dolara. Różnica wynosi 972 442,24 dolara, a w numeracji pozycji brakuje dwóch: 1045 i 1046. Dla czytelnika sprawozdania to drobiazg. Dla sędziego, który ma zatwierdzić wypłatę, to argument, że dokumentu nie da się podpisać.
Czego żąda Paris Jackson i na jakiej podstawie
Podstawą jest art. 12205 kalifornijskiego Kodeksu spadkowego (Probate Code). Przepis pozwala sądowi obniżyć wynagrodzenie zarządcy spadku o kwotę, jaką uzna za stosowną, jeżeli czas administrowania spadkiem przekroczył czas wymagany przez ustawę lub wyznaczony przez sąd, zwłoka leżała w zasięgu kontroli zarządcy i nie służyła interesowi spadku ani osób zainteresowanych. Ustęp drugi dodaje rzecz dla wykonawców najgroźniejszą: obniżka jest dopuszczalna niezależnie od tego, czy wynagrodzenie w pierwotnej wysokości byłoby skądinąd rozsądne. Sankcja za zwłokę nie wymaga więc dowodu, że zarządca pracował źle. Wymaga trzech ustaleń: że administrowanie przekroczyło czas wyznaczony przez ustawę albo sąd, że zwłoka zależała od zarządcy i że nie służyła nikomu poza nim. Nie wymaga czwartego, że wynagrodzenie było za wysokie.
Paris żąda obniżenia stawki wykonawców z 15 do 10 proc. przychodów masy spadkowej z działalności rozrywkowej za lata 2023 i 2024 oraz za każdy kolejny rok, aż do złożenia kompletnego sprawozdania za rok 2026. Dziesięć procent to stawka pierwotna z 2010 r.; piętnaście wzięło się z podwyżki zatwierdzonej przez sąd w 2021 r. Do tego dochodzi żądanie zwrotu kosztów jej prawników z masy spadkowej na podstawie doktryny wspólnego funduszu (common fund), czyli zasady, że kto procesuje się skutecznie z korzyścią dla całej masy, może dostać zwrot kosztów z tej masy zamiast płacić za to sam. Kwoty, o które chodzi, pełnomocnicy Paris podają z zastrzeżeniem: sprawozdania nie pozwalają zweryfikować, ile wyniosły przychody, od których liczono procent. Wiadomo tylko, że z blisko 109,2 mln dolarów łącznego wynagrodzenia dla dwóch wykonawców i kancelarii Ziffren Brittenham, w której Branca jest wspólnikiem, około 90,9 mln dolarów przypada na samych wykonawców i, jak twierdzi Paris na podstawie posiadanych informacji, dawno opuściło masę spadkową.
Co odpowiada masa spadkowa
Rzecznik masy spadkowej odpowiedział 28 października, że wniosek jest „całkowicie bezzasadny”, a jego autorzy mylą pojęcia: wykonawcy testamentu zrzekli się ustawowego wynagrodzenia zarządców na samym początku i nigdy go nie pobrali, a to, co otrzymują, jest „odrębną, zatwierdzoną przez sąd opłatą za zarządzanie” biznesem Michaela Jacksona. Obóz Paris odpowiedział tego samego dnia: dość „dymu i luster”, wniosek dotyczy właśnie tej opłaty. Ta wymiana zdań, przeprowadzona za pośrednictwem dziennikarzy, zapowiada pierwszy i najważniejszy spór prawny grudniowej rozprawy: czy opłata za zarządzanie biznesem jest „wynagrodzeniem zarządcy spadku” w rozumieniu art. 12205.
Testament, trust i sprawa spadkowa, która toczy się od 17 lat
Żeby zrozumieć spór o spadek po Michaelu Jacksonie, trzeba wrócić do testamentu. Michael Jackson zmarł 25 czerwca 2009 r. Testament z 7 lipca 2002 r. przekazuje cały majątek do Michael Jackson Family Trust i ustanawia trzech wykonawców: Johna Brankę, wieloletniego prawnika artysty, Johna McClaina, menedżera muzycznego i przyjaciela z dzieciństwa, oraz Barry’ego Siegela, księgowego artysty, który w 2003 r. zrzekł się funkcji. Testament przewiduje, że gdy jeden z wykonawców odpadnie, pozostali działają dalej i nikogo nie trzeba dobierać. McClain zmarł 26 maja 2026 r. w wieku 71 lat; od tej pory Branca jest jedynym wykonawcą. Beneficjentami trustu są troje dzieci, Prince (29 lat), Paris (28) i Bigi (24), a także, dożywotnio i w ramach wydzielonej części, matka artysty Katherine oraz nienazwane w testamencie organizacje charytatywne. Według petycji Paris plan ojca zakładał, że każde z dzieci zacznie otrzymywać dochód ze swojej części po ukończeniu 21 lat, a kapitał w transzach w wieku 30, 35 i 40 lat. Prince kończy 30 lat w lutym 2027 r.
Dwa artykuły testamentu okażą się ważne dla wszystkich sporów ostatnich lat. Artykuł III stanowi, że cały majątek trafia do trustu i ma być w nim „trzymany, zarządzany i dzielony zgodnie z jego postanowieniami”. Artykuł V daje wykonawcom „pełną władzę i upoważnienie” do sprzedaży, wynajmu, zastawu, zamiany lub innego rozporządzenia majątkiem „na takich warunkach, jakie wykonawcy uznają za najlepsze”, do kontynuowania działalności gospodarczej i inwestowania środków. Te słowa pisano z myślą o artyście z długami i katalogiem praw, który trzeba będzie aktywnie prowadzić. Nic w nich nie zakłada, że prowadzenie potrwa dwie dekady.
W chwili śmierci Jackson miał ponad 500 mln dolarów długów. Wykonawcy przez kilkanaście lat przekuli masę spadkową w przedsiębiorstwo, które sami wyceniają na 2 do 3 mld dolarów: sprzedaż udziału w Sony/ATV w 2016 r. za 750 mln dolarów, sprzedaż udziału w EMI Music Publishing w 2018 r. za 287,5 mln, musical „MJ” na Broadwayu, widowiska Cirque du Soleil, a w transakcji ogłoszonej w lutym 2024 r. sprzedaż Sony połowy praw do katalogu wydawniczego i nagrań, wraz z firmą wydawniczą Mijac, za co najmniej 600 mln dolarów, przy wycenie całości powyżej 1,2 mld. Film „Michael” w reżyserii Antoine’a Fuquy, który wszedł do kin 24 kwietnia 2026 r., według raportowanych wpływów kinowych stał się najbardziej kasową biografią filmową w historii. Ta lista jest zarazem najmocniejszym argumentem wykonawców w każdym sporze z rodziną i trzeba ją mieć przed oczami, czytając dalsze zarzuty.
Dlaczego spadek wciąż jest w sądzie
Dla polskiego czytelnika najbardziej zdumiewająca jest sama konstrukcja. W Polsce spadkobierca nabywa spadek z chwilą jego otwarcia, a wykonawca testamentu, jeśli go ustanowiono, zarządza majątkiem spadkowym na rzecz spadkobierców: prowadzi go, spłaca długi i wydaje to, co zostało (art. 924, 925 i 988 Kodeksu cywilnego). Kalifornia także przenosi tytuł prawny z chwilą śmierci, ale z zastrzeżeniem administracji: posiadanie i kontrola zostają przy zarządcy, pod nadzorem sądu, aż do dnia, w którym sąd zezwoli na wydanie majątku, a tu testament kieruje wszystko do trustu, którego nie da się napełnić przed końcem postępowania. Dopóki ono trwa, dzieci Jacksona są beneficjentami trustu, w którym nie ma majątku, i żyją z wypłat, o których decyduje wykonawca.
Głównym powodem, jaki masa spadkowa podaje na usprawiedliwienie, obok innych procesów, jest spór z amerykańskim fiskusem. IRS zażądał w 2013 r. około 700 mln dolarów podatku i kar, twierdząc, że masa spadkowa rażąco zaniżyła wartość aktywów; sam wizerunek Jacksona wycenił wyjściowo na ponad 400 mln dolarów. W maju 2021 r. Sąd Podatkowy Stanów Zjednoczonych (Estate of Michael J. Jackson v. Commissioner, T.C. Memo. 2021-48) przyznał w większości rację masie spadkowej: wizerunek wycenił na 4,15 mln dolarów, a trzy sporne składniki majątku łącznie na około 111 mln, wobec około 482 mln, o które fiskus walczył na rozprawie. Mimo to rzecznik masy spadkowej mówi dziś, że sprawa „nie została zamknięta i wciąż może się zmienić”, i że do czasu usunięcia przeszkód prawnych, przede wszystkim właśnie podatkowej, trusty nie mogą być w pełni zasilone. Petycja Paris odpowiada, że według jej informacji w sporze podatkowym nic nie jest w toku: ani wniosek, ani apelacja. Sąd apelacyjny odnotował w 2024 r. relację masy spadkowej jako fakt procesowy: żadne aktywa nie trafiły do trustu z powodu sporu z IRS i innych postępowań.
Skąd wzięło się 15 procent
Układ o wynagrodzeniu zatwierdził w lutym 2010 r. ten sam sędzia, który będzie orzekał w grudniu. Mitchell Beckloff uznał wówczas, że 10 proc. przychodów z działalności rozrywkowej, po 5 proc. dla każdego wykonawcy, z wyłączeniem dochodów z udziału w Sony/ATV i z filmu „This Is It”, jest rozwiązaniem bardzo rozsądnym, bo daje wykonawcom bodziec do rozwijania biznesu; pełnomocnicy Katherine i dzieci nie zgłosili sprzeciwu. W grudniu 2011 r. sąd dołożył kancelarii Branki 3 proc. przychodów za obsługę prawną i zdjął z wykonawców obowiązek pokrywania kosztów prawnych z własnego udziału; prawniczka reprezentująca interes dzieci nazwała to rozwiązaniem uczciwym wobec masy spadkowej. W 2021 r., jak podaje wniosek, stawka wykonawców wzrosła do 15 proc. Wniosek Paris nie kwestionuje tej podwyżki wprost. Żąda jej cofnięcia jako sankcji.
Skala wynagrodzenia za lata 2023 i 2024 rodzi pytanie, na które pisma nie odpowiadają: blisko 91 mln dolarów dla wykonawców to rząd wielkości procentu liczonego od przychodów porównywalnych z transakcją z Sony. Sprawozdanie za 2023 r. samo przyznaje, że restrukturyzacja związana z tą transakcją nie zmieściła się w formacie rachunkowości spadkowej, a wniosek stwierdza, że podstawy naliczenia nie da się sprawdzić na podstawie złożonych dokumentów; to pytanie otwarte, nie ustalenie. Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, spór o opłatę jest w istocie sporem o to, czy procent od jednorazowej sprzedaży aktywów, zatwierdzonej przez sąd wbrew sprzeciwowi babki, należy się wykonawcom w tej samej wysokości co procent od bieżących tantiem.
Od listu rodzeństwa do kontroli premii: jak dojrzewała strategia Paris Jackson
Historia sporu jest dłuższa niż ostatnie półtora roku i warto ją odtworzyć, bo pokazuje, co w sądzie działało, a co nie.
W marcu 2018 r. troje rodzeństwa wystąpiło do wykonawców z listą postulatów, w tym o skrócenie do sześciu miesięcy odstępu między końcem roku a złożeniem sprawozdania; obecna dwuletnia luka, pisali, jest nie do przyjęcia. Według wniosku Paris opóźnienia potem tylko rosły: w 2025 r. wykonawcy wciąż ubiegali się o zatwierdzenie wynagrodzeń prawników za rok 2018 i nie złożyli sprawozdania za rok 2021.
W 2023 r. Katherine Jackson sprzeciwiła się transakcji z Sony. Na pierwszej rozprawie pełnomocnik Prince’a i Paris oświadczył, że jego klienci nie zgłaszają sprzeciwu; w toku rozprawy dowodowej Paris pojawiła się na krótko, oświadczyła, że przyłącza się do babki, i nie powiedziała, na czym jej sprzeciw polega, a sąd zanotował, że nie bardzo wie, jakie jest stanowisko Paris Jackson. Bigi formalnie poparł babkę, zastrzegając, że transakcja jest dobrym interesem. Katherine przegrała w pierwszej instancji i w apelacji. Sąd Apelacyjny Kalifornii w orzeczeniu z 21 sierpnia 2024 r. (sygn. B328505, niepublikowane) uznał, że zarzut sprzeczności sprzedaży z art. III testamentu został utracony, bo przed sądem spadkowym nikt go nie podniósł, a Katherine wręcz przyznała tam, że testament daje wykonawcom prawo sprzedaży. Na marginesie sąd dodał, że zarzut i tak byłby chybiony: art. III mówi, komu przypadnie majątek po zakończeniu postępowania, art. V, co wolno z nim robić w jego trakcie, a to, co spadkodawca mówił rodzinie przy stole, nie może uchylić uprawnień, które testament przyznaje bez wyjątków. Dwa wnioski z tej porażki są uniwersalne. Argument niepodniesiony w pierwszej instancji jest w apelacji z reguły stracony, a wyjątki, jak wyjaśnił tu sąd, są wąskie. A opowieść o tym, czego chciał zmarły, przegrywa z tekstem, który podpisał.
Rok 2025: premie za nieudokumentowany czas
Paris zmieniła metodę w 2025 r. Zamiast sprzeciwiać się transakcjom, zajęła się rachunkami. W sprzeciwie wobec dwunastej petycji o wynagrodzenia prawników wskazała 625 tys. dolarów „płatności premiowych” dla trzech kancelarii za drugie półrocze 2018 r., wypłaconych za „nieuchwycony czas”, bez wyjaśnienia, dlaczego prawnicy nie potrafili zarejestrować własnych godzin. 31 lipca 2025 r. złożyła petycję o zmianę trybu, w jakim wykonawcy ubiegają się o zatwierdzenie wynagrodzeń. Jej pełnomocnicy pisali latem 2025 r., że z akt wyłania się obraz zżytej, wysoko opłacanej grupy prawników, która wykorzystuje brak nadzoru, by na oczach wszystkich skubać masę spadkową, a w innym piśmie, że wykonawcy, jak Czarnoksiężnik z krainy Oz, żądają ślepego zaufania i nie pozwalają nikomu zajrzeć za kurtynę.
Wykonawcy odpowiedzieli na dwóch frontach. W sądzie sięgnęli po tak zwany anti-SLAPP motion z art. 425.16 kalifornijskiego Kodeksu postępowania cywilnego, czyli instrument stworzony po to, by chronić obywateli przed pozwami, które mają uciszyć ich udział w debacie publicznej. Pisma procesowe są chronioną aktywnością petycyjną, a wykonawcy argumentowali, że petycja Paris wynika z ich pism. W listopadzie 2025 r. sędzia Beckloff w dużej mierze się zgodził: według relacji People uznał, że petycja opiera się wprost na treści pism wykonawców, wykreślił jej większość i orzekł, że wykonawcom należy się zwrot kosztów; w styczniu 2026 r. wyliczyli je na około 115 tys. dolarów. Paradoks wart odnotowania: przepis pomyślany jako tarcza dla słabszego posłużył wykonawcom dwumiliardowej masy spadkowej przeciw beneficjentce, której skarga była zbudowana na ich własnych pismach. W pismach i w mediach wykonawcy ogłosili, że Paris otrzymała ze spadku około 65 mln dolarów korzyści, a jej kampania jest sterowana przez prawników, którzy szukają dla siebie przykrywki; zarzutowi, że masa spadkowa finansowała prezenty dla współpracowników, prawnik wykonawców zaprzeczył kategorycznie.
Wygrała jednak nie szeroka opowieść, lecz wąski rachunek. 29 kwietnia 2026 r. Beckloff uwzględnił sprzeciw wobec premii: 625 tys. dolarów ma wrócić do masy spadkowej, bo wysokość premii wydaje się arbitralna, ustalona według tego, co pan Branca uznał za stosowne, a do zatwierdzenia wynagrodzenia jako słusznego i rozsądnego potrzebna jest konkretna i szczegółowa podstawa faktyczna. W tym samym orzeczeniu sędzia napisał, że pod rządami wykonawców masa spadkowa przeszła drogę od krawędzi bankructwa do finansowej potęgi. Rozstrzygnięcie poszło jednak dalej niż zwrot. Na przyszłość wykonawcy nie mogą wypłacać prawnikom premii zaliczkowo bez pisemnej zgody wszystkich beneficjentów albo postanowienia sądu; 30 proc. wynagrodzeń prawników ma być wstrzymane do czasu ich zatwierdzenia; a rozjemca uznał Paris za katalizator odrębnego rozstrzygnięcia, które nakazało wykonawcom złożenie petycji o wynagrodzenia prawników za lata 2019 do 2024 do 15 września 2026 r. Paris dostała też prawo do żądania zwrotu kosztów z masy spadkowej. W maju wystąpiła o 463 752 dolary odsetek od premii; później zażądała ponad 1,16 mln dolarów kosztów swoich prawników, co masa spadkowa, przyznając, że pomogła odzyskać 625 tys. dolarów, uważa za nierozsądne, choć sama prosi o zatwierdzenie ponad 9 mln dolarów własnych wynagrodzeń prawniczych za sześć spornych lat.
Wzór jest czytelny. To, co szerokie i oceniające (tryb zatwierdzania wynagrodzeń, motywy wykonawców), zostało wykreślone, gdy przyszło w formie petycji. To, co wąskie i sprawdzalne (trzy kancelarie, jedno półrocze, brak ewidencji czasu), zostało uwzględnione i wniosło ze sobą barierki: wstrzymanie 30 proc. i zakaz premii zaliczkowych to ta sama reforma trybu, o którą prosiła wykreślona petycja, tyle że wprowadzona przez jedną konkretną, udokumentowaną płatność. Wniosek z 23 października jest zbudowany według tego samego wzoru: jedno postanowienie, jeden termin, jeden brakujący suplement i jedna różnica w sumowaniu na 972 442,24 dolara. Petycja o 600 mln dolarów z 29 października sięga po liczby z własnych sprawozdań wykonawców: około 850 mln dolarów gotówki i ekwiwalentów na koniec 2024 r., z czego po odliczeniu potencjalnych zobowiązań około 600 mln ma być do dyspozycji; pozostałe obawy o zobowiązania, pisze petycja, można zabezpieczyć umowami o zwrot z powiernikiem, a w razie potrzeby z beneficjentami. Petycja cytuje też własne słowa wykonawców skierowane do sądu w 2011 r., że rozważają i zamierzają złożyć odrębną petycję o wstępną dystrybucję. Piętnaście lat później, pisze Paris, takiej petycji nie ma. Masa spadkowa nazywa zarzut wstrzymywania wypłat kompletną fabrykacją i podaje, że na rzecz beneficjentów trafiło już ponad 200 mln dolarów.
Druga sala rozpraw: media jako strategia i jej prawdziwy adresat
Rozprawę 4 grudnia wyznaczono na ósmą rano, przez Zoom, w Signature Resolution, prywatnym ośrodku rozstrzygania sporów w Los Angeles, przed sędzią w stanie spoczynku, powołanym postanowieniem z 15 stycznia 2025 r. na sądowego rozjemcę (referee) na podstawie art. 638 kalifornijskiego Kodeksu postępowania cywilnego, który przewiduje taki tryb za zgodą stron. Regulamin sądowy nakazuje, by taka rozprawa była tak samo jawna jak w gmachu sądu, ale nie ma tam ław do zapełnienia i nikt nie wchodzi z ulicy. Prasa nie musi. Pisma w tej sprawie trafiają do People, TMZ i Rolling Stone w ciągu kilku godzin, rutynowo, z komentarzem rzecznika jednej albo drugiej strony, a kancelaria Paris ogłasza „znaczące zwycięstwo” na własnej stronie internetowej.
Strony spierają się o media wprost, w pismach procesowych. Wykonawcy napisali wiosną 2026 r., że Paris jest bardziej zainteresowana graniem dla mediów niż rozstrzygnięciem sporu, a jej zespół medialny przedstawił dość rutynowe czynności sądu jako przełomowe zwycięstwo. Paris odpowiedziała, że wykonawcy na niemal każdej rozprawie unikają meritum, przedstawiając jej zastrzeżenia jako wymysł prawników albo pogoń za rozgłosem; że Branca używa pieniędzy jej ojca, by atakować ją w mediach; i że to ona jest tu stroną, której na symetryczną kampanię nie stać. Przywołała komunikat, w którym opisano, jak „wkroczyła” na salę; uznała go za seksistowski i obliczony na to, by zmusić ją do wycofania się. Prawnik wykonawców odpowiadał, że żadna płatność masy spadkowej nie została nigdy uznana przez sąd za nieautoryzowaną (orzeczenie z 29 kwietnia, które zakwestionowało premie, zapadło trzy tygodnie później), a Paris otrzymała około 65 mln dolarów i odziedziczy wiele setek milionów więcej. Po kwietniowym orzeczeniu jej rzecznik nazwał masę spadkową funduszem na hollywoodzkie fantazje Branki o byciu magnatem, a komunikat masy spadkowej przypomniał, że sędzia pochwalił wykonawców.
Czy to działa na sędziego? W eseju o psychologii orzekania opisałem dowody na to, że sędziowie ulegają zakotwiczeniu na pierwszej liczbie, heurystyce dostępności i teorii istotności, a natężenie medialnego relacjonowania koreluje z surowszymi wyrokami (Przeczucie i przepis. Wyrok jako akt psychologiczny). Te ustalenia pochodzą głównie z sal karnych i z laboratorium, i należałoby oczekiwać, że w sporze spadkowym przed rozjemcą, który zna akta od 17 lat, działają słabiej. To, co następuje, jest odczytaniem pism stron, nie ustaleniem o rozjemcy. A jednak trzy mechanizmy z tamtego tekstu widać tu jak na dłoni.
Pierwszy to zakotwiczenie, i to obustronne. Paris kotwiczy na „stu milionach” wytłuszczonym drukiem. Wykonawcy kotwiczą na 500 mln długu zamienionych w 2 mld majątku i na 65 mln, które Paris już dostała. Orzeczenie z 29 kwietnia pokazuje, która kotwica puściła: sędzia przyjął do wiadomości przemianę masy spadkowej i mimo to uznał premie za arbitralne, bo zabrakło podstawy faktycznej. Na pierwszy rzut oka orzeczenia poruszył go brak dokumentu, nie rozmiar sukcesu.
Drugi to mechanizm, który w eseju nazwałem zasadą nemo iudex in causa sua zastosowaną do wcześniejszego „ja” sędziego. W grudniu rozjemca oceni układ, który sam zatwierdził w 2010 r. i który sąd podniósł w 2021 r. Obniżenie stawki może być dla tego, kto ją ustalił, czymś na kształt przyznania, że bodziec zaprojektowany szesnaście lat temu wygenerował rachunek na 109 mln dolarów za dwa lata; awersja do straty każe bronić status quo. Dlatego, jak sądzę, wniosek Paris w ogóle nie atakuje stawki. Atakuje zwłokę wbrew postanowieniu, które sędzia wydał i o którym sam powiedział, że ma konkretne terminy z akceptacją wszystkich. Uwzględnienie wniosku staje się w ten sposób opcją bezpieczną: sąd nie zmienia zdania w sprawie wynagrodzenia, tylko egzekwuje własne słowo. To stara reguła pisania pism do sądu: zgoda na wniosek ma być najmniej ryzykownym wyborem dla osoby, która go podpisuje.
Trzeci mechanizm dotyczy mediów, i tu hipoteza jest odwrotna od intuicji. Rozgłos nie przekonuje rozjemcy do racji Paris. Podnosi mu cenę decyzji, której nie da się uzasadnić. Sędzia, który zatwierdziłby 109 mln dolarów na podstawie sprawozdania niezbilansowanego i obiecanego suplementu, wie, że wieczorem przeczyta o tym w każdym portalu. Heurystyka dostępności działa tu nie na korzyść strony, która hałasuje, lecz na korzyść ostrożności: wstrzymać zatwierdzenie, zażądać dokumentów, odroczyć. Dla Paris to wystarcza, bo na tym etapie samo ujawnienie jest wygraną. Prawdziwym adresatem kampanii medialnej są zresztą nie sędzia, lecz druga strona i jej rachunek: kancelaria rozrywkowa, której aktywem jest reputacja, płaci za każdy nagłówek, a koszt dalszego oporu rośnie z każdym kolejnym. Można to nazwać presją medialną jako strategią. Można też powiedzieć prościej: w tej sprawie reflektor nie jest argumentem, jest taksometrem.
Media mają w tej grze także cenę prawną. Przegrana Paris z listopada 2025 r. wynikła z tego, że sąd uznał jej petycję za wynikającą z własnych pism wykonawców, a pisma procesowe są chronioną aktywnością petycyjną. Samo cytowanie pisma sądowego jako dowodu nie wystarczy, by uruchomić ten przepis; wystarczy zbudowanie na nim roszczenia; a granica między jednym a drugim, którą Sąd Najwyższy Kalifornii wytyczył między innymi w sprawie Park v. Board of Trustees, jest miejscem, w którym rozegra się kolejny anti-SLAPP w tej sprawie.
O co naprawdę pójdzie 4 grudnia
Zacząć trzeba od najmocniejszych argumentów wykonawców, bo bez nich obraz jest fałszywy. Po pierwsze, art. 12205 mówi o wynagrodzeniu zarządcy spadku, a wykonawcy twierdzą, że ustawowego wynagrodzenia nigdy nie pobierali; pobierają opłatę za zarządzanie przedsiębiorstwem, którą sąd zatwierdził jako odrębny układ. Jeśli rozjemca uzna, że opłata nie mieści się w przepisie, wniosek przepada bez względu na zwłokę. Po drugie, sprawozdania zostały złożone, a suplementy do skomplikowanych transakcji są w praktyce spadkowej rutyną; przepis mówi o czasie administrowania spadkiem, a nie o terminie złożenia jednego dokumentu, i można bronić poglądu, że spóźniony załącznik nie wydłuża administracji. Po trzecie, 17 lat postępowania tłumaczy spór z IRS i procesy, nie zarządca. Po czwarte, sam rozjemca napisał w kwietniu o fachowości wykonawców, a beneficjenci, jak podaje masa spadkowa, otrzymali ponad 200 mln dolarów.
Argumenty Paris są równie konkretne. Postanowienie z 24 kwietnia nakazuje, nie tylko upoważnia, a datę wybrali wykonawcy. Zgoda na przedłużenie opierała się na zapewnieniu, że sprawozdania będą kompletne. Sprawozdanie za 2024 r. samo przyznaje, że nie jest zbilansowane. Nikt nie wystąpił o zwolnienie z terminu. Ustęp drugi art. 12205 wyłącza obronę „ale wynagrodzenie i tak było rozsądne”. A sąd w kwietniu zapowiedział, że na wypadek problemów z terminami będzie istniało egzekwowalne postanowienie dyktujące czas składania sprawozdań. Trudno o lepsze zaproszenie do wniosku o sankcję.
Rozstrzygną zatem trzy pytania. Czy zatwierdzona przez sąd opłata za zarządzanie biznesem jest wynagrodzeniem zarządcy w rozumieniu art. 12205. Czy przekroczenie terminu sprawozdawczego jest przekroczeniem czasu administrowania spadkiem wyznaczonego przez sąd. I jaka obniżka jest stosowna, skoro przepis zostawia wysokość ocenie sądu i nie wiąże go pięcioma punktami, których żąda Paris, w żadną stronę. Osobnym polem jest petycja o 600 mln dolarów. Tu sąd musi najpierw rozstrzygnąć, czy wstępna dystrybucja jest możliwa bez szkody dla wierzycieli i masy spadkowej (art. 11620 do 11622 Kodeksu spadkowego dopuszczają ją, w razie potrzeby za kaucją), a jeśli tak, to w jakiej kwocie i z jaką rezerwą na spór z IRS i inne postępowania, w masie spadkowej, która według własnego sprawozdania miała na koniec 2024 r. około 850 mln dolarów w gotówce. Rozstrzygnięcie pośrednie, częściowe zasilenie z rezerwą, jest możliwe i zapewne o nie toczy się gra. Wszystko powyżej jest hipotezą; orzeczenia jeszcze nie ma.
Lekcja dla planowania sukcesji: czego zabrakło w planie Michaela Jacksona
Z perspektywy doradcy sukcesyjnego najciekawsze jest to, że Jackson miał plan podręcznikowy: testament, trust rodzinny, zaufanych wykonawców z szerokimi uprawnieniami, wypłaty kapitału rozłożone na trzydzieste, trzydzieste piąte i czterdzieste urodziny dzieci. Niezależnie od tego, kto ma rację w sporze o przyczyny zwłoki, plan, w którym 17 lat postępowania nie niesie samo z siebie żadnej konsekwencji, ma lukę konstrukcyjną, i to, na podstawie dokumentów jawnych, co najmniej potrójną. Pełna treść trustu nie jest publiczna, więc ten inwentarz dotyczy testamentu, nie całego planu.
Brak terminu lub reguły częściowego zasilenia trustu: nic w testamencie nie mówi, co się dzieje, gdy rezerwy wielokrotnie przewyższają sporne zobowiązania. Brak limitu lub mechanizmu rewizji wynagrodzenia: procent od przychodów brutto przedsiębiorstwa wartego 2 mld dolarów, bez daty końcowej i bez rozróżnienia między tantiemami a jednorazową sprzedażą aktywów, po szesnastu latach daje rachunek, którego autor testamentu nie mógł sobie wyobrazić. Brak kalendarza sprawozdawczego z sankcją i niezależnego nadzoru: rodzeństwo potrzebowało ośmiu lat, od listu z 2018 r. do postanowienia z 2026 r., by uzyskać termin ze słowem „nakazuje się”, a propozycja Paris z 2025 r., by powołać trzeciego wykonawcę do nadzoru nad finansami, nie została podjęta; od śmierci McClaina wykonawca jest jeden.
Trzeba dodać, że prawo kalifornijskie ma własny zegar. W ciągu roku od objęcia funkcji, a 18 miesięcy tam, gdzie wymagane jest federalne zeznanie podatkowe od spadku, zarządca musi albo wystąpić o ostateczną dystrybucję, albo złożyć sprawozdanie o stanie administracji z wyjaśnieniem, dlaczego spadku nie da się zamknąć (art. 12200); sąd może wtedy wydać polecenia, a w ostateczności zarządcę odwołać; wstępna dystrybucja była dostępna od początku. Art. 12206 stanowi z kolei, że termin administracji wpisany do testamentu ma charakter „wyłącznie instrukcyjny” i nie stoi na przeszkodzie dalszej administracji, dopóki jest konieczna. W tych zabezpieczeniach masa spadkowa spędziła 17 lat. Lekcja dla autora planu nie brzmi więc, że jedna twarda data w testamencie zamknęłaby postępowanie; ustawa mówi, że nie. Brzmi, że spór przetrwają te instrumenty, które plan zbuduje sobie sam: kalendarz sprawozdawczy z konsekwencjami, protokół częściowej dystrybucji na wypadek, gdy rezerwy przewyższają sporne zobowiązania, mechanizm rewizji procentowego wynagrodzenia i ktoś niezależny, kto ma je uruchomić.
W Polsce te same cele realizuje się testamentem z wykonawcą (art. 986 i następne Kodeksu cywilnego), zarządem sukcesyjnym w jednoosobowej działalności, który jest rozwiązaniem przejściowym, na dwa lata, a wyjątkowo na pięć, a od 2023 r. fundacją rodzinną, której statut może określić harmonogram świadczeń dla beneficjentów i zasady wynagradzania zarządu, ponad to, czego wymaga sama ustawa: sprawozdania finansowe, okresowy audyt i radę nadzorczą, gdy beneficjentów jest więcej niż dwudziestu pięciu. Polskie prawo nie zna bezpośredniego odpowiednika art. 12205, czyli przepisu pozwalającego sądowi obciąć wynagrodzenie wykonawcy testamentu za zwłokę; daje za to przepisy o zleceniu, które rządzą stosunkiem wykonawcy do spadkobierców, z obowiązkiem składania sprawozdań (art. 989 i 740), zwolnienie wykonawcy z ważnych powodów (art. 990) i odpowiedzialność odszkodowawczą. Tym bardziej zegar trzeba wpisać do dokumentu: kto składa sprawozdanie, kiedy, komu i co następuje, gdy termin minie. Sprawa spadku po Michaelu Jacksonie jest najdroższym znanym mi dowodem, że uprawnienia bez terminu stają się własnością tego, kto je wykonuje. Kancelaria doradza w takich sprawach przy planowaniu sukcesji i tworzeniu fundacji rodzinnych (Planowanie sukcesji, Fundacja rodzinna).
Pełnomocnicy Paris napisali w jednym z pism, że ten proces jest dla niej bolesny i odciąga ją od własnego życia i kariery. Można w to wierzyć i jednocześnie widzieć, że od 2025 r. każda jej czynność procesowa jest lepiej policzona niż poprzednia. Cokolwiek rozjemca postanowi po 4 grudnia, nie zakończy sporu o spadek po Michaelu Jacksonie; zakończy go dopiero IRS, sąd, który kiedyś zamknie postępowanie, albo czas. Jedna rzecz w tej sprawie już się jednak rozstrzygnęła. W sądzie nad tym majątkiem wygrywa nie ten, kto głośniej mówi, lecz ten, czyj wniosek sędzia może podpisać bez ryzyka. Media tej reguły nie zmieniają. Zmieniają cenę jej lekceważenia.
Inne publikacje na podobne tematy
Konflikt w rodzinie a sukcesja firmy – analiza sprawy Murdochów
Kryptowaluty w spadku – rozwiązania prawne zabezpieczające interesy spadkobierców kryptowalut
Odpowiedzialność zarządu i spory wspólników
Zakres odpowiedzialności zależy od tego, co udokumentowano w czasie sprawowania funkcji, i od terminu zgłoszenia upadłości. Audytujemy spółkę przed nominacją, doradzamy w decyzjach, które ten termin wyznaczają, a gdy postępowanie już się toczy, prowadzimy obronę.

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.