Rezydencja podatkowa digital nomada: dlaczego wyjazd z Polski to dopiero połowa drogi
Laptop, plecak, bilet w jedną stronę i przekonanie, że skoro nie mieszka się nigdzie, to nigdzie nie płaci się podatków. Ten obraz sprzedaje się w internecie znakomicie, a w urzędzie skarbowym tylko wtedy, gdy stoi za nim komplet faktów. Rezydencja podatkowa digital nomada nie kończy się w chwili wyjazdu z Polski. Kończy się wtedy, gdy ośrodek życia, czyli rodzina, dom i źródło dochodu, opuszcza Polskę razem z podróżnym, a to, co zostaje, jest resztką, nie centrum. Prawo nie każe budować nowego domu w innym państwie; każe wykazać, że starego nie ma już w Polsce. Kto zostawia w kraju partnera, puste mieszkanie z kluczami w kieszeni albo główne źródło dochodu i nie ma nic do pokazania po drugiej stronie, z reguły przegrywa nie dlatego, że urząd jest złośliwy, tylko dlatego, że tych więzi nie ma z czym porównać.
Czterdzieści milionów ludzi bez biurka
Zjawisko nie jest niszowe. Według raportu MBO Partners z 2025 r. około 18,5 mln Amerykanów, czyli 12 procent tamtejszej siły roboczej, określa się jako digital nomadzi; od 2019 r. ta grupa urosła o ponad 150 procent. Szacunki globalne są rozstrzelone: WYSE Travel Confederation mówiła na początku 2023 r. o około 35 mln, zestawienia branżowe o ponad 40 mln, a prognozy o 60 mln w 2030 r. Kilkadziesiąt państw, według różnych zestawień od 50 do 70, oferuje dziś dedykowane wizy dla pracujących zdalnie, od Hiszpanii i Portugalii, przez Chorwację i Estonię, po Emiraty i Tajlandię.
Polska nie ma wizy dla nomadów, ale ma ich sporo po drugiej stronie: obywateli, którzy wyjechali z laptopem i zakładają, że polski fiskus stracił nimi zainteresowanie. W praktyce kancelarii ta grupa dzieli się na dwie części. Pierwsza wyjechała naprawdę i ma na to dowody. Druga wyjechała z formularza ZAP-3, a poza tym wszystko zostało po staremu. Różnica między nimi jest warta w skali roku tyle, ile wynosi ich podatek od całego światowego dochodu.
Trzy mity, które kosztują najwięcej
Mit pierwszy: 183 dni. To jest próg, nie cel. Polska ustawa uznaje za rezydenta każdego, kto przebywa w kraju dłużej niż 183 dni w roku, ale spójnik „lub” sprawia, że drugie kryterium, ośrodek interesów życiowych, działa samodzielnie. Można spędzić w Polsce 100 dni i być rezydentem, jeżeli tu pozostał ośrodek życia. Można też spędzić jedenaście miesięcy we Włoszech i rezydentem pozostać, o czym niżej.
Mit drugi: wymeldowanie i ZAP-3. Oba są czynnościami deklaratoryjnymi. Informują administrację o zmianie adresu, ale nie tworzą stanu faktycznego. Urząd, który zbada rezydencję, zapyta o fakty, a nie o formularze; o tym, jak przebiegają kontrole podatkowe w zakresie zmiany rezydencji, pisaliśmy osobno.
Mit trzeci, najdroższy: „nie jestem rezydentem nigdzie”. To zdanie bywa prawdziwe, a jednak najczęściej kosztuje najwięcej. Prawo nie wymaga wskazania nowego państwa; wymaga, żeby ośrodka życia nie było w Polsce. Kto jednak zostawił w kraju coś, co da się nazwać ogniskiem domowym albo źródłem dochodu, i nie ma nic do pokazania po drugiej stronie, oddaje organowi jedyny materiał dowodowy, jaki istnieje. Brak odpowiedzi na pytanie „skoro nie tu, to gdzie” nie jest przegraną z mocy prawa. Jest przegraną z braku dowodów.
Rezydencja podatkowa digital nomada w polskiej ustawie i objaśnieniach
Rezydencja podatkowa osoby fizycznej opiera się w Polsce na dwóch przesłankach. Zgodnie z art. 3 ust. 1a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych za osobę mającą miejsce zamieszkania w Polsce uważa się tego, kto posiada tu centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) albo przebywa w Polsce dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. Objaśnienia podatkowe Ministra Finansów z 29 kwietnia 2021 r. rozwijają obie kategorie.
Centrum interesów osobistych to więzi rodzinne i towarzyskie, ognisko domowe, aktywność społeczna, kulturalna, przynależność do organizacji; u osób pozostających w związku decyduje najczęściej miejsce, w którym mieszka małżonek, partner lub małoletnie dzieci, a u osób samotnych miejsce prowadzenia samodzielnego gospodarstwa domowego i udziału w życiu towarzyskim, kulturalnym lub politycznym. Objaśnienia dodają zdanie, które nomadzi powinni znać na pamięć: wyjazd z całą rodziną w większości przypadków przenosi centrum interesów osobistych za granicę, a wyjazd do pracy przy małżonku i dzieciach pozostających w Polsce najczęściej zostawia je w kraju. Centrum interesów gospodarczych to miejsce wykonywania działalności zarobkowej, główne źródła dochodów, inwestycje, majątek, kredyty, rachunki bankowe i miejsce, z którego osoba zarządza mieniem.
Dwie rzeczy z tego przepisu umykają nomadom. Pierwsza: ustawa porównuje Polskę z resztą świata, a nie z jednym konkretnym państwem, więc nie trzeba mieć nowej rezydencji, aby utracić polską. Objaśnienia idą dalej i w przykładach dopuszczają zachowanie wynajętego mieszkania i konta w Polsce, gdy główne źródło dochodu jest za granicą, a sporadyczne wizyty u rodziców nie zatrzymują ośrodka w kraju. Druga, ważniejsza: dowodowo działa to odwrotnie. W postępowaniu podatkowym organ ustala fakty z urzędu, ale sam Dyrektor KIS przypomina w pouczeniach, że to na podatniku ciąży obowiązek udowodnienia okoliczności, z których wywodzi korzystne dla siebie skutki. Jeżeli w żadnym innym miejscu nie da się pokazać gospodarstwa domowego, rachunków, umowy najmu, znajomych i kalendarza, to każdy pozostawiony w Polsce element staje się najsilniejszym punktem odniesienia. W sporze o rezydencję podatkową digital nomada organ nie mierzy więzi z Polską w wartościach bezwzględnych; mierzy je względem alternatywy. Jeżeli alternatywy nie ma, a w Polsce zostało mieszkanie do własnej dyspozycji albo wspólne gospodarstwo z partnerem, Polska wygrywa walkowerem.
Do tego dochodzi kwestia umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Tam, gdzie umowa istnieje, jej reguły kolizyjne dają koło ratunkowe: stałe ognisko domowe, ściślejsze powiązania, zwykły pobyt, obywatelstwo. Koło ma jednak warunek, który KIS wypowiedział wprost we wrześniu 2025 r.: reguły kolizyjne stosuje się tylko wtedy, gdy podatnik jest rezydentem także drugiego państwa w rozumieniu umowy, co z reguły oznacza rezydencję według prawa tego państwa; kto nie jest rezydentem nigdzie, jest oceniany wyłącznie według polskiej ustawy. Tam, gdzie umowy nie ma, a to dotyczy między innymi Gibraltaru, Paragwaju i Panamy, „koła ratunkowego” nie ma z definicji. Spór toczy się wtedy na gruncie art. 3 ustawy o PIT, a dowody na życie gdzie indziej ma przede wszystkim podatnik.
Rezydencja podatkowa digital nomada w interpretacjach KIS: pięć spraw
Praktyka interpretacyjna z ostatnich lat pokazuje wzorzec bardziej precyzyjnie niż komentarze. Pięć rozstrzygnięć, ułożonych od stanu faktycznego najsłabiej do najsilniej związanego z Polską, wyznacza granicę.
W interpretacji z 6 marca 2026 r. (0114-KDIP3-2.4011.15.2026.1.JK2) Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał za nierezydenta od dnia wyjazdu osobę samotną, która przenosi się do Gibraltaru. Wnioskodawca zachował w Polsce dwa mieszkania, udziały w trzech spółkach i funkcje w ich zarządach, a więc więzi, które wielu nomadów uznałoby za dyskwalifikujące. Przekonało co innego. Główny majątek i główne dochody od dawna leżały poza Polską: rachunki inwestycyjne w Szwajcarii, spółki nieruchomościowe w Niemczech i Chorwacji. Do tego długoterminowa umowa najmu w Gibraltarze, zamiar przebywania tam przez zasadniczą część roku, życie towarzyskie i zarządzanie majątkiem z tego miejsca, a w Polsce pobyty okazjonalne i incydentalne. Organ dodał dwie tezy o znaczeniu ogólnym: wobec braku umowy z Gibraltarem stosuje się wyłącznie polskie przepisy, a zmiana rezydencji może nastąpić w trakcie roku.
Interpretacja z 1 lipca 2025 r. (0115-KDIT2.4011.284.2025.2.ENB) to portret cyfrowego nomady niemal z podręcznika. Informatyk pracujący przez spółkę LLC z Florydy dla klientów z Unii Europejskiej, w szczególności z Niemiec i Polski, zapytał o rok 2026, w którym nie zamierza mieszkać nigdzie: około 260 dni poza Unią, około 60 dni w Polsce u matki, reszta w innych krajach Unii. Partnerka i syn podróżują z nim; syn jest formalnie zapisany do prywatnej szkoły w Polsce, uczy się w domu i raz w roku zdaje tam egzaminy. W Polsce zostają jedno konto z obrotami do 500 zł miesięcznie i pasywny udział w spółce z o.o., bez funkcji w zarządzie; rachunki maklerskie, IKE i IKZE wnioskodawca likwiduje rok wcześniej. Podczas wizyt nocuje u matki, siostry albo rodziców partnerki. Napisał wprost, że w 2026 r. nie będzie rezydentem żadnego innego państwa. Organ uznał, że w 2026 r. nie podlega w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu: partnerka i dziecko wyjeżdżają z nim, źródło dochodu jest zagraniczne, majątkiem zarządza z zagranicy, a konto i udział tego obrazu nie zmieniają. To interpretacja dla każdego, kto twierdzi, że ośrodek życia musi mieć adres. Nie musi. Musi wyjechać. Interpretacja rozstrzyga przy tym wyłącznie o polskiej rezydencji; obowiązki właściciela amerykańskiej LLC wobec IRS to osobny rozdział, o którym piszemy oddzielnie.
Interpretacja z 26 marca 2026 r. (0115-KDIT2.4011.61.2026.2.ENB) pokazuje wariant bez rodziny. Wnioskodawca po niemal czterech latach pracy w Holandii wymeldował się tam w październiku 2024 r., oddał klucze i poleciał do Tajlandii; do końca roku podróżował po Tajlandii i Wietnamie, nocując w hostelach, nie pracując i, jak sam napisał, nie nabywając rezydencji nigdzie. Organ zaakceptował brak polskiej rezydencji. Zdecydowała kompletność zerwania: cztery dni w Polsce w całym roku, brak nieruchomości, polskich rachunków, kredytów i źródeł dochodu, zarządzanie oszczędnościami z zagranicy, brak wspólnego gospodarstwa z rodzicami, a podczas rzadkich wizyt noclegi w hotelach lub u znajomych, nie w domu rodzinnym. Z Polską łączyły go paszport i telefony do matki. Ta sprawa nie ustanawia listy warunków. Pokazuje, że osoba samotna, bez rodziny jadącej razem z nią, ma najprostszą drogę wtedy, gdy w Polsce nie zostaje nic, co organ mógłby nazwać ogniskiem domowym.
Interpretacja z 25 września 2025 r. (0115-KDIT2.4011.457.2025.2.ENB) jest lustrem dla mitu pierwszego. Emerytowany żołnierz zatrudniony przez polską spółkę do pracy we Włoszech zapytał o 2026 r., w którym spędzi tam jedenaście miesięcy, w mieszkaniu wynajętym na ponad rok, z włoskim meldunkiem i włoskimi tablicami. W Polsce zostają partnerka, z którą prowadzi gospodarstwo domowe, małoletni syn na alimentach, matka, rodzeństwo, znajomi, emerytura, mieszkania na wynajem, dwa kredyty hipoteczne, lekarz, dentysta i fryzjer. Organ uznał, że ośrodek interesów życiowych pozostaje w Polsce, a więc pozostaje i polska rezydencja, choćby Włochy uznały go za swojego rezydenta: wtedy reguły umowy polsko-włoskiej i tak wskazałyby Polskę, bo tu jest stałe ognisko domowe i ściślejsze powiązania. Sam wnioskodawca chciał zresztą pozostać polskim rezydentem i organ mu to potwierdził. Jedenaście miesięcy za granicą przeciw fryzjerowi w Polsce; wygrał fryzjer, a ściślej wszystko, co za nim stało.
Interpretacja z 28 grudnia 2022 r. (0115-KDIT1.4011.686.2022.1.MR) pokazuje, co się dzieje, gdy rodzina jest podzielona. Wnioskodawca mieszka w Wielkiej Brytanii od 2006 r., od 2010 r. prowadzi tam działalność i spędza tam około 285 dni w roku; mieszkają tam dwie jego córki i wnuczka. W Polsce zostały żona, dwie kolejne córki i współwłasność mieszkania. Organ uznał, że wnioskodawca ma miejsce zamieszkania w obu państwach, i nie potrafił wskazać, gdzie leży ośrodek interesów życiowych; rozstrzygnęła dopiero reguła kolizyjna konwencji polsko-brytyjskiej, państwo zwykłego pobytu. Bez umowy ten sam stan faktyczny skończyłby się polską rezydencją. Wnioskodawca uważał, że ośrodek ma w Wielkiej Brytanii; w tej części organ uznał jego stanowisko za nieprawidłowe.
Zestawienie tych pięciu rozstrzygnięć daje czytelną lekcję. Indywidualne interpretacje podatkowe chronią wyłącznie wnioskodawców i opierają się na opisie faktów, którego organ nie bada, ale pokazują, gdzie leży granica. Można zostawić w Polsce mieszkania i spółki, jeżeli ma się gdzie indziej dom, kalendarz i życie. Można nie mieć domu nigdzie, jeżeli ośrodek życia, czyli partner i dziecko, jedzie razem, a w Polsce zostają konto, pasywny udział i matka, którą się odwiedza. Nie można natomiast zostawić w Polsce tego, co organ nazwie ogniskiem domowym, partnera, dziecka, mieszkania do własnej dyspozycji, głównego źródła dochodu, i liczyć, że wystarczy liczba dni za granicą. Wtedy ta część Polski waży wszystko, a bez umowy nie ma czym jej zrównoważyć.
Digital nomada bez rezydencji podatkowej w oczach innych państw
Polska nie jest w tym podejściu odosobniona. Systemy różnią się konstrukcją: w Hiszpanii w sam test wpisany jest brak wykazanej rezydencji gdzie indziej, w Wielkiej Brytanii brak domu gdzie indziej, w Niemczech mieszkanie w kraju jest samodzielną przesłanką, a w Polsce liczy się ośrodek życia i dowody na niego. Skutek jest podobny. Dowód życia gdzie indziej jest najmocniejszą walutą, a jego brak zostawia państwu pochodzenia wolne pole.
Hiszpania wpisała to wprost do ustawy. Artykuł 9 ustawy o IRPF każe wliczać do 183 dni pobytu tak zwane nieobecności sporadyczne, chyba że podatnik wykaże rezydencję podatkową w innym państwie, w praktyce certyfikatem. Administracja stosowała ten przepis jak magnes: kto nie miał certyfikatu z innego kraju, ten miał wliczane wszystkie dni za granicą jako dni w Hiszpanii. Tribunal Supremo w wyrokach z 28 listopada 2017 r. (m.in. nr 1829, 1834, 1850 i 1860/2017) ograniczył tę praktykę: nieobecność dłuższa niż pół roku nie jest sporadyczna niezależnie od zamiaru powrotu i nie wolno jej doliczać do hiszpańskich dni tylko z braku certyfikatu. Dla krótszych, sporadycznych wyjazdów logika przepisu została: bez certyfikatu liczą się jako dni w Hiszpanii, a ciężar udowodnienia, że życie toczy się gdzie indziej, leży na podatniku.
Niemcy nie potrzebują nawet dni. Nieograniczony obowiązek podatkowy powstaje przy istnieniu Wohnsitz (§ 8 Abgabenordnung) albo zwykłego pobytu (§ 9 AO). Wohnsitz to mieszkanie, którym podatnik faktycznie dysponuje w warunkach wskazujących, że je zachowa i będzie z niego korzystać. Bundesfinanzhof nie żąda ani meldunku, ani minimalnej liczby dni (wyrok z 24 lipca 2018 r., I R 58/16): nawet nieregularne pobyty utrzymują Wohnsitz, a krajowy Wohnsitz rodzi nieograniczony obowiązek podatkowy także wtedy, gdy ośrodek życia jest gdzie indziej. Żąda natomiast korzystania do celów mieszkalnych, a nie odwiedzin: pokój w domu rodziców, w którym dorosłe dziecko regularnie mieszka podczas pobytów w kraju, może wystarczyć, sam klucz w szufladzie nie, a granica między jednym a drugim biegnie przez dowody, nie przez formularze. Wymeldowanie w urzędzie meldunkowym nic tu nie zmienia; niemieccy doradcy powtarzają nomadom, że klucz w kieszeni bywa droższy niż bilet powrotny.
Wielka Brytania od 2013 r. stosuje ustawowy test rezydencji. Jeden z jego automatycznych warunków brzmi jak opis ślepej plamki nomada: kto zachował w Wielkiej Brytanii dom dostępny przez co najmniej 91 kolejnych dni, z których co najmniej 30 przypada na dany rok podatkowy, przebywał w nim co najmniej 30 dni w roku i nie ma za granicą domu, w którym spędziłby 30 dni lub więcej, pozostaje rezydentem, choćby w kraju spędził tylko te trzydzieści dni; wyprzedzają go jedynie testy zagraniczne dla osób, które w kraju prawie nie bywają albo pracują w pełnym wymiarze za granicą. Brak domu gdziekolwiek indziej jest w tym teście elementem konstrukcyjnym, nie okolicznością obojętną.
Australia dostarczyła najbardziej pouczającej sprawy. W Harding v Commissioner of Taxation z 2019 r. trzyosobowy skład odwoławczy Sądu Federalnego (Full Court) uznał, że „stałe miejsce zamieszkania za granicą”, które wyłącza australijską rezydencję osoby zachowującej australijski domicyl, oznacza kraj lub miejscowość, w której osoba żyje w sposób trwały, a nie konkretny budynek. Podatnik, który mieszkał w Bahrajnie w wynajmowanych apartamentach, wygrał, bo dało się wskazać jeden kraj, w którym osiadł. Sąd zaznaczył jednak, że test wymaga wskazania takiego jednego państwa. Nomad z australijskim domicylem, który nie osiadł nigdzie, tego testu nie przejdzie i pozostaje rezydentem Australii, choćby nie spędził w niej ani dnia.
Stany Zjednoczone rozwiązały problem najprościej: opodatkowują obywateli od dochodu światowego bez względu na miejsce zamieszkania, więc dla Amerykanina nomadyzm jest kwestią kosztów zgodności, nie ucieczki od podatku; a przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych włącza do tego systemu także cudzoziemca z zieloną kartą i trzyma go w nim, dopóki karty nie odda.
Państwa, które nomadów zapraszają, i co to naprawdę daje
Po drugiej stronie stołu siedzą państwa, które zjawisko monetyzują. Chorwacja od 2021 r. zwalnia posiadaczy zezwolenia dla nomadów z podatku od dochodów z pracy dla zagranicznych pracodawców i zapisała to w ustawie o podatku dochodowym; zezwolenie jest jednak dla obywateli państw trzecich, więc Polak, jako obywatel Unii, z tego zwolnienia nie skorzysta. Hiszpania otwiera posiadaczom wizy drogę do reżimu Beckhama, który trzeba jednak wybrać w terminie i spełnić jego warunki, i który nie wygląda tak jak na forach: przez rok nabycia hiszpańskiej rezydencji i pięć kolejnych całe wynagrodzenie za pracę, także od zagranicznych pracodawców, uznaje się za hiszpańskie i opodatkowuje stawką 24 procent do 600 tys. euro (47 procent powyżej); poza podatkiem zostają zagraniczne dochody pasywne. Portugalia zamknęła dawny status NHR dla nowych wnioskodawców i zastąpiła go węższym programem (IFICI) dla wybranych zawodów. Malta daje posiadaczom pozwolenia dla nomadów 10 procent od dochodu z pracy zdalnej i rok zwolnienia, ale to pozwolenie jest dla obywateli państw trzecich; Polak korzysta tam ze zwykłej rezydencji podatkowej na Malcie z zasadą remittance basis, czyli opodatkowaniem zagranicznych dochodów tylko w części przekazanej na wyspę. Rezydencja podatkowa Zjednoczonych Emiratów kusi brakiem podatku dochodowego od osób fizycznych, choć freelancer z obrotem z działalności w Emiratach ponad milion dirhamów rocznie wpada od 2024 r. w tamtejszy podatek od osób prawnych. Gruzja opodatkowuje zarejestrowanych małych przedsiębiorców stawką 1 procent od obrotu do 500 tys. lari, choć lista zawodów wyłączonych ze statusu obejmuje między innymi doradztwo. Paragwaj nie ma dedykowanej wizy dla nomadów, ma za to łatwą rezydencję i system terytorialny, który nie chroni tego, kto pracuje fizycznie z Asunción dla klienta z Londynu, bo usługa wykonana w Paragwaju jest dochodem paragwajskim; o tym, dlaczego rezydencja podatkowa w Paragwaju nie zamyka polskiego tematu, pisaliśmy osobno: rezydencja podatkowa w Paragwaju.
Z tego katalogu płynie jedna lekcja, powtarzana przez każdy uczciwy przewodnik: wiza jest statusem imigracyjnym, nie podatkowym. Zwolnienie w Chorwacji czy zero w Dubaju działa wewnątrz tamtego państwa. O tym, czy Polska wciąż uważa cię za rezydenta, rozstrzyga polska ustawa i ewentualna umowa, a umowa bywa iluzją. Umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi uznaje za rezydenta Emiratów tylko ich obywatela, więc Polak bez emirackiego paszportu nie dostanie w Dubaju reguły kolizyjnej i jest oceniany wyłącznie według art. 3 ustawy o PIT. W interpretacji z 27 kwietnia 2026 r. (0114-KDIP3-2.4011.290.2026.1.JM) przeszło to dobrze, bo do Dubaju wyjechała cała rodzina, a w Polsce zostało nieaktywne konto. Paradoks jest realny: najłatwiej stracić polską rezydencję tam, gdzie powstaje papier, czyli umowa najmu, rachunki, ubezpieczenie, historia pobytu. Państwo, które chce cię opodatkować, produkuje go najwięcej, choć Dubaj, jak widać, też potrafi.
Jak wywieźć ośrodek życia z Polski: plan w dziewięciu krokach
- Baza albo droga, nigdy pół na pół. Baza to jeden kraj, w którym spędza się zasadniczą część roku, a przynajmniej więcej niż w Polsce; rozproszenie po pięciu państwach po dwa miesiące wygląda ładnie na Instagramie i słabo w aktach. Droga bez bazy też przeszła w KIS, w wersji rodzinnej (partnerka i dziecko jadą razem, w Polsce zostają konto i pasywny udział) i w wersji samotnej (w Polsce nie zostaje prawie nic). Kto jedzie sam i zostawia w Polsce mieszkanie do własnej dyspozycji albo partnera, z którym prowadził gospodarstwo, tej opcji nie ma.
- Długoterminowa umowa najmu, media na własne nazwisko, konto bankowe za granicą w kraju bazy, lokalna karta, lekarz, siłownia, znajomi. Interpretacja gibraltarska pokazuje, że te elementy, razem z majątkiem, który już wcześniej leżał poza Polską, przeważyły nad dwoma mieszkaniami i trzema spółkami w kraju.
- Rezydencja podatkowa i rozliczenia w kraju bazy, z certyfikatem rezydencji na koniec roku. Certyfikat nie rozstrzyga polskiego sporu i nie jest warunkiem; sam resort finansów pisze, że miejsce zamieszkania można wykazać innymi dokumentami, a nomad z lipcowej interpretacji z natury rzeczy certyfikatu nie miał. Bez certyfikatu życia za granicą dowodzi się jednak inaczej i trudniej, czego uczy hiszpańska praktyka.
- Mieszkanie w Polsce wynajęte na długo, klucze oddane, rzeczy osobiste wywiezione. Mieszkanie wynajęte objaśnienia MF tolerują; puste mieszkanie „do dyspozycji” jest podręcznikowym stałym ogniskiem domowym w rozumieniu umów podatkowych i jednym z najmocniejszych dowodów przeciw podatnikowi w każdym z opisanych systemów.
- Noclegi w Polsce dobrane do sytuacji. Kto wyjechał z całą rodziną, może spać u matki albo u teściów; tak robił nomad z lipcowej interpretacji, a sporadyczne powroty do rodziców nie przeszkodziły bohaterce jednego z przykładów w objaśnieniach MF. Kto wyjechał sam i utrzymuje w domu rodzinnym własny pokój, do którego wraca jak do siebie, daje organowi argument o ognisku domowym; nomad z marcowej interpretacji wybierał hotele i był to jeden z argumentów, które przekonały organ.
- Praca wykonywana z bazy albo z drogi, nie z Polski. Sto dni pracy z laptopa w Polsce to sto dni działalności prowadzonej z Polski, niezależnie od tego, gdzie zarejestrowana jest spółka wystawiająca faktury, a przy spółce zagranicznej także pytanie o zakład podatkowy w Polsce; polscy kontrahenci na tych fakturach otwierają z kolei osobne pytanie o podatek u źródła.
- Spójność oświadczeń. Samocertyfikacje rezydencji w bankach i u brokerów mają odpowiadać faktom, a nie życzeniom; nieprawdziwe oświadczenie jest samodzielnym ryzykiem, a wiza czy pozwolenie na pobyt nie rozstrzygają, co w nim wpisać; dane z rachunków krążą między państwami w ramach wymiany informacji podatkowych, a zeznanie złożone jako nierezydent przez osobę, która nim nie jest, to potencjalnie nieprawdziwe dane podatkowe z art. 56 Kodeksu karnego skarbowego.
- Kalendarz i dowody podróży prowadzone na bieżąco: karty pokładowe, rezerwacje, płatności kartą. W sporze o dni dowodzi się każdy tydzień, a dni przyjazdu i wyjazdu liczą się jako dni w Polsce.
- Zabezpieczenie: wniosek o interpretację indywidualną opisujący planowany rok jako zdarzenie przyszłe. Tak zrobili i człowiek z Gibraltaru, i nomad ze spółką z Florydy; ten drugi złożył wniosek w maju 2025 r. o rok 2026 i sam przyjął, że rok wyjazdu rozliczy jeszcze jako polski rezydent. Przy prawidłowo ułożonych faktach organ takie stanowisko potwierdza, a ochrona trwa tak długo, jak długo fakty odpowiadają opisowi, nie zmienia się prawo i sama interpretacja nie zostanie zmieniona ani uchylona.
Kolejność ma znaczenie. Rok, w którym buduje się bazę albo rozwiązuje polskie więzi, jest rokiem przejściowym i zwykle kończy się polską rezydencją albo rezydencją łamaną od konkretnej daty; obie drogi są dopuszczalne, a o tym, którą się pójdzie, rozstrzygają fakty i kalendarz, nie deklaracja. Dopóki trwa polska rezydencja, zagraniczna spółka nomady jest przy tym badana pod kątem przepisów o zagranicznych jednostkach kontrolowanych (CFC). W praktyce planowania pierwszym czystym rokiem jest ten, który zaczyna się już z ośrodkiem poza Polską. Tak rozumiana rezydencja podatkowa digital nomada przestaje być zakładem z fiskusem i staje się stanem faktycznym, który da się udowodnić.
Podsumowanie
Rezydencja podatkowa digital nomada nie jest wyłącznie kwestią liczby dni ani formularzy. Jest kwestią odpowiedzi na pytanie, gdzie toczy się życie, a gdy życie toczy się w drodze, kwestią tego, co zostało w Polsce. Polskie interpretacje z lat 2025 i 2026, hiszpański Tribunal Supremo, niemieckie Finanzämter, brytyjski test ustawowy i australijski wyrok w sprawie Harding mówią podobnym głosem: państwo, które opuściłeś, nie musi szukać dowodów daleko. Wystarczy mu to, co zostawiłeś, jeżeli nie pokażesz niczego, co to zostawione równoważy. Wyjazd z Polski jest łatwy. Trudne i decydujące jest wywiezienie z niej ośrodka życia i udowodnienie tego.

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.