Abramowicz przegrał trzeci raz w Sądzie UE. Na liście sankcyjnej trzyma go znaczenie gospodarcze w Rosji, nie osobista wina

Abramowicz przegrał trzeci raz w Sądzie UE. Na liście sankcyjnej trzyma go znaczenie gospodarcze w Rosji, nie osobista wina

2026.09.26 Autor: Robert Nogacki

Sąd Unii Europejskiej oddalił 9 września 2026 r. trzecią skargę Romana Abramowicza na sankcje, odmówił mu miliona euro zadośćuczynienia i obciążył go kosztami Rady (sprawa T-358/25). Trzynaście dni później Rada przedłużyła sankcje indywidualne wobec Rosji o trzy lata, ale za jednomyślność zapłaciła wykreśleniem Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana. Abramowicz został na liście. Jego sprawa jest czymś więcej niż kroniką porażek. Przemysł offshore, którego produktem jest tajemnica własności, od trustów na Cyprze i Jersey po jachty czarterowane samemu sobie, zbudowano po to, by na pytanie „czyje to jest?” nie było dobrej odpowiedzi. Żeby trzymać człowieka na liście, unijne prawo sankcyjne nie pyta, czy zrobił coś złego, ani czy kontroluje spółkę: pyta, ile waży w rosyjskiej gospodarce, a pakiet 28,64 procent w spółce notowanej w Londynie jest odpowiedzią. Pytanie o własność przetrwało piętro niżej, tam, gdzie zamraża się konkretne aktywa, i tam obrosło w zęby: własność, kontrola, data transferu i podpis. Struktura potrafi ukryć właściciela. Nie ukryje pakietu w spółce notowanej w Londynie, a po głośnych wyciekach danych ukrywa resztę gorzej niż kiedyś.

 

Jedno pytanie, dziewięć przystanków: mapa tego tekstu

Ten tekst prowadzi przez dziewięć przystanków, w których w ciągu czterech lat rozstrzygało się, czyje są pieniądze Romana Abramowicza, i każdy z nich odpowiada na to pytanie inaczej. W Luksemburgu Sąd Unii Europejskiej uznał we wrześniu, że do wpisu na listę osobista wina i faktyczna kontrola są bez znaczenia: liczy się znaczenie gospodarcze, a to mierzy pakiet 28,64 procent akcji Evrazu, spółki notowanej w Londynie. W Londynie Sąd Najwyższy powiedział rok wcześniej to samo o wspólniku Abramowicza, Eugene’u Shvidlerze, innym testem i z głośniejszym zdaniem odrębnym. Na Cyprze przez dwadzieścia lat budowano maszynę, która miała sprawić, by pytanie „czyje?” nie miało odpowiedzi: trusty przepisane na dzieci trzy tygodnie przed wojną, kolekcja sztuki przesunięta o jeden procent poniżej progu, jachty wynajmowane samemu sobie, dyrektorzy, którzy byli tylko pracownikami. Tę samą maszynę uruchomił miesiąc później inny oligarcha i przegrał w lipcu 2025 r. przed londyńskim High Court w sprawie EuroChem; tamten wyrok jest tu punktem odniesienia dla tego, co sądy robią, gdy dostaną dokumenty.

W Surrey, w domu człowieka od pełnomocnictw, pytanie zmienia postać: nie czyje, lecz gdzie zapadały decyzje, bo od tego zależy, czy spółki z Wysp Dziewiczych były brytyjskimi podatnikami. Na Jersey, w koronnej dependencji, która sama zaprosiła ten kapitał, pytanie brzmi: skąd, i jest badane jako podejrzenie prania pieniędzy, z całą procedurą, którą Abramowicz obrócił przeciwko wyspie. W Londynie i w Moskwie ten sam majątek tkwi w dwóch szczękach: brytyjski Skarb może 2,5 mld funtów ze sprzedaży Chelsea zamrozić, ale nie zabrać bez wyroku, a rosyjskie państwo wyjmuje z londyńskiego Evrazu jego rosyjskie zakłady. W Nowym Jorku amerykańskie prawo dosięgło dwóch samolotów nie przez osobę, której Waszyngton nigdy nie wpisał na listę, lecz przez pochodzenie maszyn, a w Porto i Bodrum paszport i jacht pokazały, co podróżuje z właścicielem, a co zostaje. Na końcu jest Bruksela, gdzie we wrześniu 2026 r. dwóch innych oligarchów zeszło z listy bez żadnego sądu, i Warszawa, gdzie wszystko to obowiązuje z polskim kodeksem karnym w tle. Klamra jest jedna: struktura potrafi ukryć właściciela, ale nie ukryje znaczenia danej osoby, daty ani podpisu, a od 2022 r. prawo pyta właśnie o to.

 

Luksemburg: sankcje wobec Abramowicza nie są karą za zachowanie, tylko oceniają jego wagę w rosyjskiej gospodarce

W nagłówku wyroku, obok trzech obywatelstw skarżącego, rosyjskiego, izraelskiego i portugalskiego, widnieje jego adres: Niemczinowo, Rosja. Człowiek, który przez sześć zarzutów przekonywał Sąd, że od ponad dwudziestu lat prowadzi interesy zasadniczo poza Rosją, podał w skardze adres pod Moskwą. Sentencja mieści się w dwóch zdaniach: skarga oddalona, skarżący ponosi koszty własne i Rady. Uzasadnienie ma ponad pięćdziesiąt stron, bo Sąd odpowiedział na każdy zarzut osobno, a sposób, w jaki odpowiedział, mówi o prawie sankcyjnym więcej niż sam wynik.

Pierwszy zarzut dotyczył kuchni Rady: o utrzymaniu nazwiska mieli decydować nie ministrowie, lecz grupy robocze COEST i RELEX oraz Komitet Stałych Przedstawicieli, a ministrowie głosowali nad gotowym pakietem w procedurze pisemnej. Sąd nie zaprzeczył opisowi, zaprzeczył wnioskowi: Rada ocenia co pół roku około 2500 osób i podmiotów, musi opierać się na organach przygotowawczych, a dopóki zachowuje ostatnie słowo, nie ma mowy o delegacji władzy. Trzeci zarzut sięgnął po godność ludzką z art. 1 Karty praw podstawowych: Rada miała „zinstrumentalizować” celebrytę, czego dowodem było jego zdjęcie na stronie Rady obok innych oligarchów. Sąd przypomniał, w jakich sprawach powoływał dotąd godność: zakaz tortur, warunki przyjmowania osób ubiegających się o azyl, węgierska ustawa stygmatyzująca mniejszości. Skargi miliardera, któremu zamrożono majątek, mają, jak ujął to Sąd, inną naturę i inny ciężar, a fotografia dowodzi rozpoznawalności, nie zamiaru. Szósty zarzut wyrósł z portugalskiego paszportu: obywatel Unii nie może być objęty zakazem wjazdu bez związku z jego osobistym zachowaniem, a że dyspensy nie działają, dowodziła odmowa wjazdu do Luksemburga na rozprawę w poprzedniej sprawie. Sąd odpowiedział, że dyrektywa 2004/38 wiąże państwa członkowskie, nie Radę działającą w polityce zagranicznej, a o wpuszczeniu na terytorium decyduje każde państwo osobno i przed własnym sądem. Argument, że prezydent i minister spraw zagranicznych Rosji mają dyspensy na podróże po niektórych państwach członkowskich, a on nie, Sąd zbył jednym zdaniem: funkcje dyplomatyczne to sytuacja nieporównywalna.

Środek ciężkości leżał jednak w liczbach. Według akt sprawy Abramowicz ma 28,64 procent Evraz plc, londyńskiej spółki matki jednego z największych rosyjskich koncernów stalowo-górniczych. Tylko trzej inni akcjonariusze przekraczają 5 procent; czterej główni mają razem 61,54 procent głosów, reszta to akcje w wolnym obrocie. Ma prawo powołać do trzech z jedenastu członków rady dyrektorów; twierdzi, że nie korzysta z niego od 2006 r., czego jednak nie udowodnił, a Sąd uznał, że uprawnienie istnieje niezależnie od tego, czy się z niego korzysta. Do tego, jak sam podaje, około 2,5 procent Norylskiego Niklu. Z dokumentów, które Rada włożyła do akt, Sąd wyjął dwie liczby, których skarżący nie zakwestionował: według dokumentu z maja 2022 r. Evraz produkował 28 procent rosyjskich kół kolejowych i 97 procent szyn. Szyny są tym, po czym jeździ rosyjska logistyka wojskowa; Sąd nie musiał tego dopowiadać.

I tu jest sedno. Rada nie musiała wykazać, że Abramowicz kontroluje Evraz, wspiera Kreml albo ma na niego wpływ. Kryterium (g), w brzmieniu obowiązującym od czerwca 2023 r., ma kilka członów. Pierwszy obejmuje wpływowych przedsiębiorców działających w Rosji i wymaga dwóch rzeczy: że ktoś jest wpływowym przedsiębiorcą i że działa w Rosji. Kolejny obejmuje przedsiębiorców działających w sektorach, które dają rządowi rosyjskiemu istotne źródło dochodów, a jeszcze inny sięga po najbliższą rodzinę i osoby czerpiące z nich korzyści. Sąd uznał, że Abramowicz spełnia człon pierwszy i sektorowy. „Wpływ” mierzy się statusem zawodowym, skalą działalności i wielkością pakietów kapitałowych, nie dostępem do gabinetów. Tak orzekła Wielka Izba Trybunału 26 marca 2026 r. w odwołaniach Pumpjanskiego, Chudawerdiana, Rasznikowa, Mazepina i Chana, dotyczących brzmienia kryterium z 2022 r., a Sąd we wrześniu przeniósł to rozumowanie na tekst zmieniony. Rada zresztą sama wycofała się z jednego z motywów: w uzasadnieniu z 2023 r. pisała jeszcze, że Abramowicz „czerpie korzyści” z rosyjskich decydentów; w aktach z marca 2025 r. tego zdania już nie ma. Zostały pakiety akcji. Do tego jedno zdanie z uzasadnienia, które warto zapamiętać: celem sankcji nie jest skłonienie wpisanej osoby do zmiany zachowania, lecz podniesienie kosztów działań rządu rosyjskiego. Sankcja nie jest karą za czyn ani ofertą poprawy. Jest cłem od pozycji w rosyjskiej gospodarce, pobieranym od tych, którzy tę pozycję zajmują.

Po drugiej stronie kanału La Manche ten sam rodzaj sporu skończył się tak samo, choć głośniej. Sąd Najwyższy Zjednoczonego Królestwa oddalił 29 lipca 2025 r. skargę Eugene’a Shvidlera, wieloletniego partnera Abramowicza, większością czterech głosów do jednego. Test ustawowy jest tam inny niż w Unii: Shvidlera wpisano za związek z Abramowiczem i za lata w radzie Evrazu, a rząd musiał wykazać, że wpis jest proporcjonalny. Większość, w składzie z lordem Salesem i lady Rose jako autorami, przyznała ministrom szeroki margines uznania w polityce zagranicznej, uznała, że nie trzeba dowodzić skuteczności żadnego pojedynczego środka, dopóki łączna presja wiarygodnie przybliża cel, i przyjęła rządową teorię działania: wpis daje sygnał otoczeniu rosyjskiej elity, że milczące legitymizowanie reżimu ma cenę, i może skłonić ludzi, by się od niego odsunęli albo na niego naciskali; sankcje, dodała większość, muszą często być surowe i bezterminowe, żeby działać. Lord Leggatt w zdaniu odrębnym nazwał wpis orwellowskim: zakazuje człowiekowi, któremu nie zarzuca się niczego bezprawnego, bezterminowo i na całym świecie korzystać z własnych środków bez zgody rządu, na podstawie związku przyczynowego, którego jego zdaniem nie wykazano, a sądy nie powinny w tej sprawie ustępować władzy wykonawczej. Teorie się różnią. Sąd w Luksemburgu mówi, że jego środki w ogóle nie mają zmieniać zachowania wpisanego, tylko podnosić koszty Moskwie; londyńska większość ma nadzieję, że je zmienią. Wspólne jest to, co tu najważniejsze: żaden z sądów nie wymagał dowodu, że ten człowiek zrobił coś złego. To właśnie nazywam prawem statusu, nie czynu, a spór o to, czy embarga i sankcje w ogóle osiągają cele polityczne, sądy zostawiają politykom. To pierwszy powód, dla którego przemysł offshore przestał chronić. Jego produktem była niewidzialność właściciela. Kryterium (g) nie potrzebuje żadnego majątku za granicą; wystarczy pakiet w spółce notowanej w Londynie, którego nie da się schować, bo prospekt emisyjny jest publiczny. Trust nie odchudzi Evrazu.

 

Cypr: statut z 1535 roku, decyzja z 2025 i sześćset lat wojny idei trustu z suwerenem

Czwartego lutego 2022 r. dwoje pełnomocników Abramowicza podpisało dokument dodający jego siedmioro dzieci, najmłodsze jeszcze przed dziesiątymi urodzinami, jako beneficjentów trustu, do którego należała flota jachtów i samolotów. Cztery dni później sam Abramowicz przestał być beneficjentem. Według dokumentów z wycieku „Cyprus Confidential”, opisanych przez „Guardiana”, w lutym 2022 r. przepisano, na różne sposoby, co najmniej dziesięć trustów na Cyprze i Jersey o aktywach wartych ponad 4 mld dolarów: jachty, samoloty, helikoptery, nieruchomości; zmiany zaczęły się 4 lutego, a niektóre zakończyły w dniu inwazji. Trusty noszą greckie imiona, Europa, Zeus, Perseus, Ermis, Zephros, mają cypryjskie adresy i, przynajmniej w przypadku trustu Europa, cypryjskie prawo, samo będące potomkiem angielskiego trustu. Administrował nimi MeritServus Demetrisa Ioannidesa, a we wrześniu i listopadzie 2021 r., gdy rosyjskie wojska stały już przy granicy, Deloitte podpisywał z nim umowy na audyt dziewięciu trustów Abramowicza. Wielka Brytania objęła MeritServus sankcjami w kwietniu 2023 r.

Trust nie jest wynalazkiem Cypru. Powstał w średniowiecznej Anglii jako „use”: rycerz wyruszający na krucjatę przenosił ziemię na przyjaciela, który miał ją trzymać na użytek jego rodziny. Korona traciła na tym opłaty lenne, więc Henryk VIII odpowiedział Statutem o użytkach z 1535 r., prawnicy odpowiedzieli Henrykowi wymyśleniem użytku na użytku, a kanclerz uznał, że sumienie powiernika podlega jego jurysdykcji. Od tamtej pory każdy suweren, który chciał odciąć rękę właściciela od jego rzeczy, król, fiskus, wierzyciel, była żona, trafiał na ten sam instrument i odpowiadał tym samym: przepisywał definicje. Prawo sankcyjne dołączyło do tej listy w dwóch krokach. W czerwcu 2023 r. Unia rozszerzyła kryterium na członków najbliższej rodziny i inne osoby czerpiące korzyści z wpływowych przedsiębiorców. Decyzją 2025/904 z 13 maja 2025 r. poszła dalej: transfery własności, kontroli lub korzyści dokonane 24 lutego 2022 r. lub później uważa się za mające na celu zaciemnienie struktury, wpisany przedsiębiorca, który powołuje się na taki transfer, zostaje na liście, dopóki nie przedstawi „wystarczających, aktualnych i wiarygodnych” informacji, że przestał spełniać kryterium, a wpisać można także tych, którzy uczestniczyli w transferach istotnie udaremniających sankcje albo je umożliwili, powierników, dyrektorów nominowanych, kancelarie, z wyjątkiem czynności wyraźnie dozwolonych; bezpośrednio stosowalnym bliźniakiem decyzji jest rozporządzenie 2025/903. Data 4 lutego leży dwadzieścia dni przed cezurą. Domniemanie go nie sięga, a wyrok odnotowuje, że Rada tej decyzji wobec Abramowicza nie zastosowała. Ale kalendarz jest jedynym składnikiem majątku, którego nie da się przepisać na dzieci, a data czynności jest faktem, który prokuratury czytają bez pomocy powiernika. Czy przepisanie miało chronić przed sankcjami, „Guardian” nazwał pytaniem otwartym, cytowani eksperci uznali za wątpliwe etycznie, lecz nienaruszające prawa, a pełnomocnicy Abramowicza konsekwentnie zaprzeczają. To hipoteza dziennikarzy, nie ustalenie sądu.

Druga operacja z tego samego dnia jest arytmetycznie doskonała. Kolekcja sztuki Abramowicza i jego byłej żony Darii Żukowej, 367 dzieł wycenionych w 2018 r. na 963 mln dolarów, w tym „Śpiąca kontrolerka zasiłków” Luciana Freuda kupiona za 33,6 mln dolarów, należy do spółki Seline-Invest, założonej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych i przeniesionej na Jersey, którą kontroluje cypryjski trust Ermis. W styczniu 2021 r. udziały w truście podzielono po połowie. 4 lutego 2022 r. Abramowicz zszedł do 49 procent, Żukowa wzrosła do 51. Reżimy różnią się arytmetyką. Reguły amerykańskie blokują automatycznie podmioty, w których osoby objęte sankcjami mają łącznie 50 procent lub więcej, i testem jest tam własność; Unia stosuje od 2024 r. ten sam próg 50 procent lub więcej, reguły brytyjskie wymagają ponad 50 procent, a reguły brytyjskie i unijne patrzą osobno na kontrolę. Jeden punkt procentowy spełnia literę każdego progu własności co do joty. Nie spełnia ducha reguł brytyjskich i unijnych, bo tam kontrola jest kwestią faktu: kto może zmienić powiernika, kto pisze list życzeń, kto podpisał dokument 4 lutego. Żaden sąd nie uznał tej zmiany za pozorną; przedstawiciele Żukowej powiedzieli „Guardianowi”, że decyzje o truście nie należały do niej; a „Guardian” pisał w 2023 r., że kolekcji nie zamrożono. Im precyzyjniejsza reguła, tym precyzyjniejsze obejście; dlatego prawodawca dokłada klauzule o kontroli i działaniu na czyjąś rzecz, klauzule potrzebują dowodów, a dowody biorą się z przecieków. Przemysł tajemnicy przegrał nie z państwem, lecz z własnym archiwum.

Co się dzieje, gdy sąd dostanie takie archiwum, pokazuje orzeczenie High Court w sprawie EuroChem z lipca 2025 r., które opisałem osobno. Andriej Melnichenko, twórca EuroChemu, zrezygnował z pozycji beneficjenta bermudzkiego trustu Firstline aktem datowanym na 8 marca 2022 r., dzień przed wpisem na listę, rzekomo na stokach Kilimandżaro; beneficjentką została automatycznie jego żona. Sędzia Bright uznał, że akt najpewniej powstał 9 lub 10 marca i został antydatowany, że żona działała jako pełnomocnik męża i że beneficjent trustu dyskrecjonalnego może być dla celów sankcji właścicielem majątku trustu, co w styczniu 2025 r. orzekł już Sąd UE w sprawie samego Melnichenki. Dwieście osiemdziesiąt milionów euro gwarancji bankowych pozostało zamrożone. Różnica między 4 lutego a 8 marca nie jest różnicą moralną, lecz proceduralną: Abramowicz zdążył przed sankcjami i przed cezurą z decyzji 2025/904, Melnichenko nie zdążył nawet przed własnym wpisem. W obu wypadkach o wyniku decyduje nie akt, lecz to, kto po nim dalej podejmuje decyzje; wrześniowy wyrok tego nie badał.

Polski czytelnik ma tu dwie uwagi na marginesie. Polskie prawo nie ma własnego trustu, a Polska nie przystąpiła do konwencji haskiej z 1985 r., choć przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i o zagranicznych jednostkach kontrolowanych wyraźnie obejmują trusty zagraniczne. Rodzimym instrumentem majątku rodzinnego jest od 2023 r. fundacja rodzinna, która zgłasza swoich beneficjentów rzeczywistych, w tym beneficjentów, do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych. Manewr z 4 lutego zostawiłby w Polsce ślad w rejestrze, choć niekoniecznie każdy procent. Po drugie, od 2019 r. beneficjent zagranicznego trustu mieszkający w Polsce może być opodatkowany od jego dochodu na zasadach CFC, gdy spełnione są ustawowe warunki kontroli, opodatkowania i rodzaju dochodu. Gdyby dzieci Abramowicza mieszkały w Warszawie, pytanie „czyje to jest?” zadałby im urząd skarbowy, i zadałby je pierwszy.

 

Surrey: spółka mieszka tam, gdzie działa jej pełnomocnik (Keygrove i art. 3 ust. 1a ustawy o CIT)

Eugene Shvidler mieszkał w Anglii od 2004 do 2022 r., w Londynie i w hrabstwie Surrey. Z wycieku, który przez ponad rok badały BBC i Bureau of Investigative Journalism, wynika, że na podstawie dokumentów zatytułowanych „general powers of attorney” podejmował decyzje inwestycyjne za sieć spółek z Brytyjskich Wysp Dziewiczych skupionych wokół Keygrove Holdings Ltd. Keygrove należała do cypryjskiego trustu, którego jedynym beneficjentem był Abramowicz, i od końca lat dziewięćdziesiątych do początku obecnej dekady ulokowała do 6 mld dolarów w ponad dwustu funduszach hedgingowych, zarabiając według wyliczeń dziennikarzy około 3,8 mld dolarów. Na Wyspach Dziewiczych podatku od zysków nie ma. W Anglii jest, z zastrzeżeniem, które Izba Lordów sformułowała w 1906 r. w sprawie De Beers: spółka jest rezydentem tam, gdzie faktycznie przebywa jej centralne zarządzanie i kontrola, a nie tam, gdzie ją zarejestrowano ani gdzie leżą jej papiery. Jeżeli decyzje zapadały w Surrey, spółki z BVI były brytyjskimi podatnikami. Dziennikarze wyliczyli podatek na ponad 500 mln funtów, a przy własnych założeniach co do odsetek i kar nawet na miliard, co jest scenariuszem, nie wymiarem, i więcej niż rekordowa ugoda Berniego Ecclestone’a. Posłowie wezwali HMRC do śledztwa; HMRC nie komentuje spraw indywidualnych. Pełnomocnicy Abramowicza odpowiedzieli, że zawsze korzystał z niezależnych doradców i działał zgodnie z ich radą; pełnomocnicy Shvidlera, że dziennikarze wyciągnęli błędne wnioski z niekompletnych dokumentów. Nic z tego nie zostało ustalone przez sąd ani przez organ podatkowy; to nadal ustalenie prasowe.

Doktryna ma sto dwadzieścia lat. Brakowało jej tylko przecieku. Polskie prawo poszło o krok dalej niż angielskie orzecznictwo, bo zapisało tę doktrynę wprost. Od 2022 r. art. 3 ust. 1a ustawy o CIT stanowi, że podatnik ma zarząd na terytorium Polski w szczególności wtedy, gdy jego bieżące sprawy są tu prowadzone w sposób zorganizowany i ciągły na podstawie umowy, decyzji, orzeczenia albo „udzielonych pełnomocnictw”. Dokument, który w oczach dziennikarzy zatopił Keygrove, polski ustawodawca wymienił z nazwy. Kto zakłada spółkę w Delaware, na Cyprze czy w Dubaju i zarządza nią z Warszawy przez pełnomocnictwo, nie ukrywa niczego; wpisuje się w hipotezę przepisu, a mechanizmy ucieczek do rajów podatkowych kończą się tam, gdzie zaczyna się pytanie nie tylko o to, kto podpisuje, ale gdzie naprawdę prowadzi się sprawy. Jest jeszcze puenta, która łączy tę historię z kolejną: z Keygrove pieniądze płynęły, jak ustalili dziennikarze, do Camberley International Investments, spółki z Jersey, która pożyczkami finansowała Chelsea. Shvidler zaś, człowiek od pełnomocnictw, stał się w 2025 r. precedensem brytyjskiego prawa sankcyjnego.

 

Limassol: jacht wynajęty samemu sobie i dyrektorka, która była tylko pracownicą

9 października 2025 r. w sądzie rejonowym w Limassol odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie karnej przeciwko spółce BOYM Blue Ocean Management, opisywanej w doniesieniach jako Blue Ocean Yacht Management, trojgu jej byłych dyrektorów i Meritservus Secretaries Limited. Spółka nie przysłała pełnomocnika. Jednego z dyrektorów, Brytyjczyka Neila Wade’a, nie odnaleziono i nie doręczono mu aktu oskarżenia. Maria Damianou, druga z oskarżonych, powiedziała dziennikarzom, że była zwykłą pracownicą MeritServus, działała na jego polecenie i o długu podatkowym nigdy nie słyszała. Chodzi o 26 mln euro z odsetkami.

Mechanizm był prosty jak lustro. Jacht prywatny pływający po wodach Unii płaci VAT od paliwa, prowiantu, serwisu i opłat portowych; dostawy dla jednostek używanych komercyjnie na pełnym morzu mogą być zwolnione, a zwolnienie idzie za faktycznym użyciem, nie za etykietą, i właśnie dlatego czarter samemu sobie się nie broni. W latach od 2005 do 2012 spółki z BVI, właścicielki jachtów Abramowicza, wśród nich Eclipse, wynajmowały je cypryjskiej Blue Ocean, a ta czarterowała je dalej klientom, którzy wyglądali na niezależnych. Klientami były kolejne spółki z BVI należące do tego samego trustu. Właściciel wynajmował jachty od siebie i dzięki temu tankował jak armator. Cypryjski fiskus wymierzył w 2012 r. 14 mln euro, spółka broniła się dwanaście lat; sąd administracyjny oddalił jej skargę co do meritum w 2018 r., a w marcu 2024 r. Sąd Najwyższy umorzył ostatnie odwołanie, gdy własna pełnomocniczka spółki oświadczyła, że straciła z nią kontakt. W lipcu 2024 r. spółkę wykreślono z rejestru bez zapłaty. Gdy w 2025 r. wyciek opisano publicznie, komisarz podatkowy oświadczył parlamentowi, że długu nie da się odzyskać, po czym sąd w Limassol przywrócił spółkę do rejestru tak, jakby nigdy nie została wykreślona, a w sierpniu wniesiono akt oskarżenia. Pełnomocnicy Abramowicza oświadczyli, że działał zgodnie z niezależną poradą podatkową i prawną, o żadnym schemacie nie wiedział i nie odpowiada za niego. Oskarżonym nie jest on. Oskarżonymi są osoby, które podpisywały.

Tak działa przemysł nominowanych dyrektorów: korzyść płynie strukturą w górę, odpowiedzialność spada w dół, aż trafi na kogoś, kogo nazwiska nikt nie zna. Polski odpowiednik zna każdy, kto zasiadał w zarządzie: art. 116 Ordynacji podatkowej, na mocy którego członek zarządu odpowiada, subsydiarnie i pod ustawowymi warunkami, za zaległości spółki, gdy egzekucja z jej majątku okazała się bezskuteczna, a dla struktur zagranicznych odpowiedzialność członka zarządu spółki zagranicznej za jej zaległości. Druga lekcja dotyczy zdania „działałem zgodnie z opinią doradcy”. Sąd w Luksemburgu odpowiedział na nie, przez analogię, w tym samym wyroku, oceniając opinię prawną, którą Abramowicz zamówił na dowód, że nie może sprzedać akcji Evraz: opinia sporządzona na zlecenie strony do celów obrony ma ograniczoną wartość dowodową, tym bardziej gdy powołuje się na dokumenty, których nie załączono. Sporządzili ją Ian Forrester, w latach od 2015 do 2020 sędzia tego samego Sądu z ramienia Wielkiej Brytanii, i Usman Tariq. Polskie prawo karne skarbowe zna usprawiedliwioną nieświadomość karalności z art. 10 § 4 k.k.s., ale ustawa nie daje bezpiecznej przystani: czy powołanie się na poradę usprawiedliwia, zależy od faktów i od staranności, jakiej rozsądnie można było oczekiwać, a opinia napisana po to, by uzasadnić decyzję już podjętą, rzadko ten test przechodzi. Opinia zamówiona po decyzji jest listem, który klient pisze sam do siebie, i sądy po obu stronach Europy zwykle czytają ją właśnie tak.

 

Jersey: wyspa, która zaprosiła gościa, a potem zajrzała do jego walizki

W 2016 i 2017 r. Abramowicz i czterej jego współpracownicy uzyskali na Jersey, jednej ze stref offshore, przez które rosyjski kapitał wchodził na Zachód, status rezydenta wysokiej wartości w programie dla najbogatszych. Prokurator generalny wyspy zapytał wtedy brytyjskiego urzędnika, czy toczy się jakieś postępowanie; usłyszał, że nie ma istotnych zastrzeżeń. Abramowicz nigdy się nie wprowadził, ale w 2021 r. na wyspę przeniesiono aktywa dwóch trustów warte ponad 7 mld dolarów. 12 kwietnia 2022 r., miesiąc po sankcjach, Royal Court zamroził je na wniosek prokuratora generalnego, zabezpieczeniem na potrzeby śledztwa karnego, odrębnym od zamrożenia sankcyjnego, a policja przeszukała biura. Przeszukania okazały się bezprawne; policja przeprosiła i zapłaciła koszty. Zamrożenie zostało.

Podstawa podejrzenia wychodziła na jaw w 2025 r. etapami: najpierw przez orzeczenie szwajcarskiego sądu o pomocy prawnej, opisane we wrześniu, a potem, ze szczegółami, w listopadzie, gdy sądy Jersey opublikowały kilkanaście utajnionych dotąd orzeczeń. Śledczy zaczęli od lektury procesu, który Abramowicz wygrał. W 2012 r. w londyńskim High Court Borys Bieriezowski domagał się od niego miliardów, twierdząc, że byli wspólnikami w Sibniefcie. Linia obrony Abramowicza brzmiała: nie było spółki, były płatności za „kryszę”, polityczną ochronę, bez której w Rosji lat dziewięćdziesiątych nie dało się utrzymać koncernu naftowego. Sędzia dała mu wiarę i oddaliła pozew. Trzynaście lat później to samo przyznanie, znaczne płatności gotówkowe za polityczny patronat, prokuratura Jersey czyta jako podstawę podejrzenia, że kontrola nad Sibnieftem, kupionym za około 100 mln dolarów i sprzedanym Gazpromowi w 2005 r. za 13 mld, została zdobyta drogą korupcji, a część wpływów przeszła przez trusty na wyspie. Dowód przyjęty w procesie cywilnym wrócił po trzynastu latach jako materiał śledztwa o pranie pieniędzy; żadne z tych postępowań nie ustaliło, że pieniądze z Sibnieftu pochodzą z przestępstwa. Pełnomocnicy Abramowicza odpowiadają, że wyrok z 2012 r. nie zawiera żadnego ustalenia o naruszeniu prawa ani o korupcji, a śledztwo ma cel polityczny. Według ostatnich doniesień, z kwietnia i września 2026 r., zarzutów nie postawiono.

W 2023 r. Abramowicz zaskarżył samą decyzję o wszczęciu śledztwa: skoro władze Jersey przyjęły go, mając w zasięgu ręki publiczne akta sprawy Bieriezowskiego, dały mu zapewnienie, że jego majątek jest mile widziany, a późniejsze śledztwo jest pułapką zastawioną przez państwo. Royal Court odrzucił to w 2024 r., a sąd apelacyjny w czerwcu 2025 r.: ówczesny prokurator generalny akt z 2012 r. nie znał, premier wyspy nie ma kompetencji, by komukolwiek obiecać bezkarność, a prokuratura jest od rządu niezależna. Uzasadnione oczekiwanie kończy się tam, gdzie zaczyna się prokurator. Równolegle Jersey zwróciło się w czerwcu 2022 r. do Szwajcarii o dokumenty bankowe; spółki powiązane ze strukturą walczyły o ich zatrzymanie trzy lata, aż 7 maja 2025 r. szwajcarski Federalny Sąd Karny oddalił ich odwołania (orzeczenie RR.2024.66) i pozwolił przekazać wskazane dokumenty na Jersey, nie rozstrzygając niczego o winie. Tajemnica bankowa w Szwajcarii skończyła się dla tych akt, co nie jest tym samym co wyrok. W styczniu 2026 r. prokuratura przeszukała siedzibę Deutsche Banku we Frankfurcie w związku z podejrzeniem prania pieniędzy; według „Süddeutsche Zeitung” w tle są dawne operacje z udziałem Abramowicza, byłego klienta banku, i pytanie, czy podejrzane transakcje zgłoszono na czas; prokuratura nie wskazała go jako celu śledztwa, a jego przedstawiciele zaprzeczyli, by miał z nim związek.

Najbardziej wyrafinowany ruch w tej partii nie polega na ukrywaniu majątku, lecz na obróceniu procedur państwa przeciwko niemu. W kwietniu 2023 r. pełnomocnicy Abramowicza wystąpili o dostęp do jego danych osobowych w rządzie Jersey. Okazało się, że w marcu 2022 r. archiwum poczty rządowej wyczyszczono z wiadomości sprzed marca 2020 r. Sędzia Royal Court ocenił sposób, w jaki rząd wykonywał obowiązek ujawnienia, jako skrajny i niezwykły jak na jakiegokolwiek uczestnika procesu, a co dopiero organ władzy; osobno, w postępowaniu odwoławczym, Abramowiczowi pozwolono podnieść zarzuty spisku i nadużycia urzędu, których rząd zaprzecza i których żaden sąd nie potwierdził, a proces ma się odbyć w 2027 r. W kwietniu 2026 r. ten sam sędzia opisał przebieg wyszukiwania: 8,8 mln zidentyfikowanych dokumentów, z których ponad 99 procent nie zawiera danych Abramowicza, i nakazał urzędnikom wyjaśnić te liczby pod przysięgą. W tym samym miesiącu pełnomocnicy Abramowicza zaskarżyli śledztwo Jersey do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wskazując jako stronę Zjednoczone Królestwo. Siłą państwa jest przymus. Siłą jednostki jest czas. Procedura wymienia jedno na drugie, a kurs ustala sędzia. W listopadzie 2025 r. rzecznik Abramowicza podsumował, że przez trzy i pół roku nie postawiono żadnego zarzutu i nie widać postępu. Zamrożenie 7 mld dolarów trwa, ale każdy miesiąc sporu o dane jest miesiącem, w którym nie mówi się o Sibniefcie.

 

Londyn i Moskwa: darowizna, która pozostała własnością, i imadło Evrazu

W maju 2022 r. konsorcjum Todda Boehly’ego i Clearlake Capital kupiło Chelsea za 2,5 mld funtów i zobowiązało się zainwestować w klub kolejne 1,75 mld. Rząd brytyjski zgodził się pod warunkiem, że Abramowicz nie skorzysta, a wpływy netto, około 2,5 mld, trafią do fundacji dla ofiar wojny. Abramowicz od początku mówił o wszystkich ofiarach wojny w Ukrainie; Londyn żąda, by pieniądze wydano wyłącznie na cele humanitarne w Ukrainie. Cztery lata później leżą na zamrożonym rachunku spółki Fordstam Ltd. W grudniu 2025 r. premier Starmer ogłosił licencję OFSI na przekazanie środków fundacji dobroczynnej na cele humanitarne w Ukrainie, z możliwością wydawania przyszłych zysków fundacji na ofiary konfliktów na całym świecie i bez żadnej korzyści dla osób objętych sankcjami, i dał dziewięćdziesiąt dni. Termin 17 marca 2026 r. minął; rząd oświadczył, że dał Abramowiczowi ostatnią szansę i przygotowuje pozew. Pełnomocnicy z Kobre & Kim odpowiedzieli, że środki pozostają własnością Fordstam, w całości należącej do ich klienta, że nie ma podstawy prawnej do ich zajęcia i że każdą próbę zaskarżą.

Mają rację w jednym punkcie, i to jest sedno prawa sankcyjnego. Zamrożenie nie przenosi własności na państwo; licencja OFSI jest pozwoleniem na przelew, nie nakazem. Każdy przymusowy transfer potrzebuje własnej podstawy prawnej i własnej procedury, dlatego brytyjski Skarb opisuje zapowiadany pozew jako egzekwowanie umowy zawartej z Abramowiczem w 2022 r., a śledztwo Jersey o pochodzenie majątku, które sięga po część tych samych pieniędzy, jest jeszcze inną sprawą. Wielka Brytania nie ma konfiskaty za sam wpis na listę. Polska przekonała się o tym w 2022 r., gdy projekt zmiany Konstytucji umożliwiającej przepadek majątków objętych sankcjami nie znalazł wymaganej większości. Praworządność, która zamroziła 2,5 mld funtów, nie wyda ich bez pozwu i wyroku. Jest i drugie dno. Ze sprawozdań Fordstam wynika zamiar przekazania na cele dobroczynne 987 mln funtów, po spłacie pożyczek, bo klub finansowano długiem: już w marcu 2022 r. prasa na Jersey opisała pożyczkę 1,5 mld funtów od spółki z St Helier, Camberley International Investments, tej samej, do której płynęły pieniądze z Keygrove i której aktywa zamrożono na wyspie. Darowizna, którą darczyńca może wstrzymać, nazywa się opcją. Opcja liczona po spłacie długów nazywa się resztą.

Tymczasem na wschodzie druga szczęka imadła zaciska się w tempie, którego Luksemburg nie widzi. Evraz plc ma od marca 2022 r. zawieszone notowania w Londynie, od maja 2022 r. brytyjskie sankcje, od 2024 r. jego rosyjskie zakłady figurują na amerykańskiej liście SDN, a od 23 października 2025 r. spółka sama jest na liście unijnej. Moskwa nie czekała. W styczniu 2025 r. rząd rosyjski wpisał Evraz NTMK, główny zakład grupy w Niżnym Tagile, na listę „organizacji istotnych gospodarczo”; ustawa z 2023 r. pozwala odciąć zagraniczną spółkę holdingową od rosyjskiej spółki zależnej i przekazać akcje bezpośrednio rosyjskim beneficjentom. 22 lipca 2025 r. sąd arbitrażowy obwodu moskiewskiego zawiesił prawa korporacyjne Evraz plc w NTMK; akcjonariusze londyńskiej spółki mogą, a rezydenci Rosji muszą, zamienić jej akcje na akcje rosyjskie. Rosyjska spółka zależna pozwała londyńską matkę o 196,7 mld rubli i wygrała za zamkniętymi drzwiami, a w listopadzie 2025 r. Putin zatwierdził przeniesienie 93,2 procent Raspadskiej i 51 procent Timiru z Evraz plc do Evraz KGOK. Akcje nowego PJSC Evraz weszły do obrotu na giełdzie moskiewskiej 19 maja 2026 r.

W Luksemburgu Abramowicz dowodził, że jest w sytuacji bez wyjścia: nie może sprzedać 28,64 procent, bo nie jest w stanie udowodnić, że je ma. Akcje leżały na rachunku pośrednika w Euroclear, Computershare, prowadzący rejestr do sierpnia 2022 r., nie wydał certyfikatów, a OFSI nie odpowiedział na wniosek o licencję. Sąd zażądał dowodu zamkniętych drzwi, nie trudnego korytarza: skarżący nie wykazał, że sam zwrócił się do Euroclear, Computershare albo OFSI, że którakolwiek z tych instytucji odmówiła formalnie i ostatecznie, ani nawet, czy taką odmowę można zaskarżyć przed sądem brytyjskim. Blokada, jeśli istnieje, wynika z prawa brytyjskiego, nie z aktów Unii, a unijny system sankcji jest wobec systemów państw trzecich autonomiczny. To zdanie ma konsekwencje: dwa reżimy sankcyjne mogą razem zbudować pułapkę, za którą nie odpowiada żaden. Struktura, w której nazwisko właściciela nie figuruje w żadnym rejestrze, działa tak, jak takie struktury działają: właściciel ma teraz kłopot z wykazaniem, że jest właścicielem, a Sąd powiedział mu, że ten kłopot ma udokumentować sam. A gdyby skorzystał z rosyjskiej oferty i objął akcje w Niżnym Tagile bezpośrednio, jego pasywny pakiet mniejszościowy w londyńskiej spółce stałby się bezpośrednim udziałem w rosyjskiej hucie, czyli tym, co kryterium (g) opisuje najdokładniej. Czy skorzystał, publicznie nie wiadomo. Zakładnik dwóch suwerenów ma to do siebie, że każdy z nich nazywa jego niewolę ochroną.

 

Porto, Nowy Jork, Bodrum: co można wywieźć, a co podróżuje z tobą

W marcu 2022 r. na lotnisku w Porto policja zatrzymała rabina Daniela Litvaka, gdy wsiadał do samolotu do Izraela. To on certyfikował sefardyjskie pochodzenie Abramowicza, dzięki któremu ten w kwietniu 2021 r. dostał portugalskie obywatelstwo na podstawie ustawy mającej zadośćuczynić potomkom Żydów wygnanych z Portugalii w XV wieku. Dziennikarze zwracali uwagę, że Abramowicz to częste nazwisko aszkenazyjskie, a historia Żydów sefardyjskich w Rosji jest skąpa, co o pochodzeniu jednego człowieka nie przesądza niczego; certyfikat stał się przedmiotem śledztwa o korupcję, fałszerstwo dokumentów i pranie pieniędzy. Jesienią 2022 r. sąd apelacyjny w Lizbonie uchylił środki zapobiegawcze wobec rabina, stwierdzając, że prokuratura nie wskazała ani jednego faktu na poparcie tezy o uprzywilejowanych kontaktach; to orzeczenie o środkach, nie uniewinnienie. Portugalia jeszcze w marcu 2022 r. zaostrzyła ustawę. Paszport pozostał. Jako tarcza okazał się bezwartościowy: rozporządzenie 269/2014 stosuje się bez względu na obywatelstwo, Rada wpisała obywatela Unii tak samo jak obywatela Rosji, Luksemburg odmówił mu wjazdu na własną rozprawę, a paszport nie chroni go przed wpisem ani nie gwarantuje wjazdu nigdzie poza Portugalią, która nie może odmówić własnemu obywatelowi. Robi za to coś mniej przyjemnego: jako obywatel państwa członkowskiego jest osobiście związany unijnymi sankcjami, gdziekolwiek przebywa. Drugie obywatelstwo nie jest tarczą. Jest adresem, na który przychodzi wezwanie. Dwoje dzieci Abramowicza, Arkadij i Anna, miało według doniesień paszporty litewskie, co skłoniło Wilno do prac nad odbieraniem obywatelstwa.

Samolot podróżuje z kontrolą eksportu swojej fabryki. Według zaprzysiężonego oświadczenia agenta FBI, na którym oparto amerykański nakaz, Boeing 787-8 o znakach P4-BDL, kupiony w 2017 r. jako „zielony” płatowiec bez wykończenia za około 93,65 mln dolarów i zabudowany w Europie na jeden z najdroższych prywatnych samolotów świata, wart około 350 mln, należał do Wenham Overseas Limited na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych; Gulfstream G650ER o znakach LX-RAY, kupiony w 2020 r. za około 60 mln, do Clear Skies Flights Limited na Jersey. Obie spółki należały do Wotton Overseas Holdings na Jersey, której akcje trzymała cypryjska spółka powiernicza Finservus jako nominee dla Europa Settlement Trust, trustu ustanowionego według prawa cypryjskiego, którego beneficjentem był według agenta Abramowicz, dopóki w lutym 2022 r. nie uczynił beneficjentami swoich dzieci. 4 marca 2022 r. Boeing poleciał z Dubaju do Moskwy i tego samego dnia wrócił; Gulfstream poleciał ze Stambułu do Moskwy 12 marca, potem do Tel Awiwu i z powrotem do Stambułu, a 15 marca znów do Moskwy, gdzie pozostał. O licencję eksportową nikt nie wystąpił. 6 czerwca 2022 r. sędzia w Nowym Jorku wydał nakazy zajęcia obu maszyn za naruszenie kontroli eksportu, choć Stany Zjednoczone, według doniesień na prośbę Kijowa liczącego na Abramowicza jako pośrednika w rozmowach, nigdy nie wpisały go na własną listę. Sam nakaz przewiduje przekazanie go przez biuro spraw międzynarodowych Departamentu Sprawiedliwości organowi centralnemu obcego państwa do doręczenia na podstawie umowy; czy Abu Zabi albo Moskwa będą współpracować, to inna sprawa. A kontrola eksportu razem z ryzykiem dla kontrahentów sprawia, że taki samolot bardzo trudno na Zachodzie ubezpieczyć, wyleasingować albo serwisować. W praktyce jest w połowie uziemiony, nawet gdy lata.

Jachty pokazały granicę zasięgu najdokładniej. Solaris wypłynął z Barcelony 8 marca 2022 r., ominął wody Unii i 21 marca zacumował w Bodrum; Eclipse, jeden z największych jachtów świata, dopłynął następnego dnia do Marmaris. Turcja nie przystąpiła do zachodnich sankcji. Do 4 kwietnia Solaris opuścił Bodrum. Tamtejszy port prowadzi notowana w Londynie spółka Global Ports Holding, która oświadczyła, że nie przyjmie opłat związanych z jachtem, ale nie chciała powiedzieć, dlaczego jacht odpłynął, dodając, że o wpuszczaniu jednostek decydują tureckie władze; Eclipse został w Marmaris, gdzie operator jest inny. Sankcje dosięgły jachtu, jeśli dosięgły, nie przez wody terytorialne, lecz przez nazwę spółki zarządzającej nabrzeżem. Zamrożenie nie jest złodziejem, jest mrozem: niczego nie zabiera i, poza licencjami, na nic nie pozwala.

 

Bruksela: druga para drzwi, czyli lista sankcyjna UE, weto i sąd

Wieczorem 21 września 2026 r. prezydencja irlandzka uruchomiła procedurę pisemną. Sankcje indywidualne wygasały o północy następnego dnia, a wcześniej przedłużono je awaryjnie o siedem dni, bo ambasadorowie nie umieli się dogadać. Łotwa sprzeciwiła się najpierw prywatnie, potem publicznie, po czym wstrzymała się od głosu, by nie dopuścić do wygaśnięcia całego reżimu. Rada przedłużyła sankcje o 36 miesięcy, do 22 września 2029 r., po raz pierwszy zrywając z półrocznym cyklem. Cena: wykreślenie Usmanowa, o co zabiegała Francja, i Fridmana, za którym według Reutersa i innych doniesień stały Luksemburg i Słowacja. Łotwa i Estonia zapowiedziały sankcje krajowe wobec obu. Szef ukraińskiej dyplomacji nazwał decyzję haniebną.

Zestawienie dat mówi wszystko. Usmanow przegrał przed Sądem UE 3 września 2025 r., i to jego wyrok Sąd wielokrotnie cytuje w sprawie Abramowicza. Fridman w kwietniu 2024 r. wygrał spór o pierwsze wpisy z 2022 r., co nie zdjęło go z listy, bo Rada utrzymała wpis na zmienionej podstawie. Obaj zeszli z listy nie dlatego, że przekonali sędziów, lecz dlatego, że pojedyncze państwa uzależniły od tego zgodę na pakiet dla trzech tysięcy podmiotów. Prawo sankcyjne ma więc dwoje drzwi. Sąd otwiera wąskie i sam ich pilnuje: przez trzy lata kazał Abramowiczowi dowodzić, że sprzedaż akcji jest niemożliwa, i ani razu nie uznał tego za dowiedzione. Drugie, szersze, otwierają się przy każdym przedłużeniu, a klucz leży w każdej ze stolic. Dla praworządności to niewygodne: ten sam rodzaj wpisu, który sędziowie uznają za uzasadniony, ministrowie wykreślają jednej nocy, żeby przeszło głosowanie. Za Abramowiczem, według doniesień, nie stanęło żadne państwo. Trzyletnie przedłużenie nie zamyka listy na klucz; Rada może ją zmienić albo wykreślić kogoś po przeglądzie w każdej chwili. Zabiera natomiast rutynowy termin, przy którym jedna stolica mogła dwa razy w roku brać trzy tysiące nazwisk za zakładników, i to do 2029 r. Wpisanym zostaje sąd, a sąd otwiera się przed tymi, którzy naprawdę wyszli z rosyjskiej gospodarki: Dmitrij Pumpianski, który według swoich pełnomocników sprzedał spółki i złożył funkcje przed sankcjami, wygrał we wrześniu 2025 r. spór o kolejne przedłużenia, bo Rada nie umiała już wykazać, że spełnia kryterium.

Dla polskich firm ten wrzesień ma jeszcze jeden skutek. Listy się rozjeżdżają. Kontrahent wykreślony w Brukseli może być wpisany w Rydze, Tallinie albo w Warszawie, bo polska ustawa sankcyjna z 13 kwietnia 2022 r. prowadzi własną listę, niezależną od unijnej. Weryfikacja kontrahenta na jednej liście nie jest weryfikacją.

 

Warszawa: czego uczy sprawa Abramowicza polskiego przedsiębiorcę

Po pierwsze, tajemnica trwa dokładnie tak długo jak lojalność ludzi, którzy ją obsługują. „Cyprus Confidential” to 3,6 mln plików z siedmiu wycieków, w większości z sześciu biur na jednej wyspie; żadne państwo ich nie złamało, po prostu wypłynęły. Podobnie w niezwiązanej sprawie haker z FSB został, według śledczych, zidentyfikowany przez zapisy płatności, poczty i mediów społecznościowych, nie przez złamanie kryptografii; nie przyznaje się do winy. Anonimowość struktur nie pęka pod naporem państwa; przecieka przez wygodę i przez to, że ktoś musi te struktury administrować.

Po drugie, data przeważa nad formą. Zmiana beneficjenta trustu jest legalną czynnością prawną. Ta sama czynność dokonana w tygodniu, w którym rządy zapowiadają sankcje, jest dowodem w sprawie. Unia zapisała to wprost w decyzji 2025/904, a organy brytyjskie i amerykańskie stosowały tę logikę bez przepisu; akt Melnichenki, antydatowany o dzień, pomógł utrzymać zamrożenie dwustu osiemdziesięciu milionów euro gwarancji bankowych EuroChemu. Kto planuje strukturę, planuje też kalendarz, i to kalendarz zostaje w aktach.

Po trzecie, sąd nie waży, czy sankcja jest mądra; sprawdza legalność, proporcjonalność i to, czy w aktach Rady jest wiązka wystarczająco konkretnych, precyzyjnych i spójnych poszlak na spełnienie kryterium. Ten ciężar niesie Rada i musi odświeżać ocenę przy każdym przedłużeniu; wpisany ma udowodnić własne twierdzenia: że sprzedał, że ustąpił, że sprzedaż była niemożliwa. Na tych faktach argumenty z godności i obywatelstwa Unii przepadły; nie są bezużyteczne w każdej sprawie, ale są trudne. Działa, jak pokazali inni, udokumentowane wyjście z rosyjskiej gospodarki, udokumentowane tak, by nie trzeba było wierzyć opinii własnego adwokata.

Po czwarte, wszystko to działa także w Polsce, i to z ostrzem karnym. Rozporządzenie 269/2014 stosuje się bezpośrednio; ustawa z dnia 13 kwietnia 2022 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego przewiduje administracyjne kary pieniężne do 20 mln zł za niedopełnienie obowiązku zamrożenia i czyni przestępstwem wskazane naruszenia i obejścia sankcji: art. 15 przewiduje karę pozbawienia wolności nie krótszą niż trzy lata za typ podstawowy, a od trzech miesięcy do pięciu lat w wypadku mniejszej wagi. Test własności i kontroli obowiązuje w Polsce tak jak w Londynie, choć z innymi progami: 49 procent nie kończy analizy, a zmiana wspólnika po 24 lutego 2022 r. jest sygnałem, nie uspokojeniem. Polski przedsiębiorca, który udostępni środki spółce kontrolowanej przez osobę wpisaną, ma ten sam problem co bank w Londynie; w Polsce odpowiada za to kara administracyjna, bo dolny próg trzech lat z art. 15 zarezerwowano dla zakazów handlowych, embarg na towary i usługi, a nie dla zamrożenia aktywów. Kodeks właśnie się zmienia: projekt nowej ustawy sankcyjnej, w toku legislacyjnym od czerwca 2025 r., wdrażający dyrektywę 2024/1226, ma zastąpić sztywne minimum trzech lat katalogiem przestępstw zagrożonych karą od trzech miesięcy do dwunastu lat, a spółkom dołożyć odpowiedzialność podmiotów zbiorowych do 200 mln zł albo 5 procent przychodu.

Tyle mapa. Dziewięć przystanków, dziewięć odpowiedzi na jedno pytanie, i żadna z nich nie brzmi tak, jak zaprojektowano to na Cyprze.