Thomas Markle aresztowany przez FBI. Co jest w aktach i dlaczego zarzut brzmi „posiadanie”
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec, 6 listopada 2026 r.
W piątek 6 listopada 2026 r. agenci FBI weszli do domu opieki w Lakeland na Florydzie i zatrzymali 82-letniego Thomasa Markle’a, ojca Meghan, księżnej Sussex. Dzień wcześniej sędzia federalna w Los Angeles zatwierdziła skargę karną z jednym zarzutem: posiadanie pornografii dziecięcej, zagrożone karą do 20 lat więzienia. Z dwóch magazynów pod Los Angeles, które Markle wynajmował od 2008 r. i za które do października płacił zleceniem stałym, FBI zabrało 78 przedmiotów: slajdy, negatywy i książki. Na części zdigitalizowanych negatywów, jak zeznał agent, dorosły, w pełni ubrany mężczyzna pozuje z nagimi dziewczynkami, na jednym ze zdjęć dotykając dziecka w sposób, który oświadczenie opisuje bez eufemizmów, a świadek znający Markle’a od lat 70. rozpoznał w tym mężczyźnie właśnie jego. Trzynaście stron oświadczenia agenta pod przysięgą mówi o Thomasie Markle’u mniej, niż sugerują nagłówki, a o tym, jak działa prawo karne, gdy przeszłość jest dawno poza zasięgiem, więcej, niż ktokolwiek chciałby wiedzieć.
Skaner
Drugiego listopada 2026 r. w siedzibie FBI w Los Angeles agent specjalny z sekcji przestępstw przeciwko dzieciom (Violent Crimes Against Children) włożył do skanera Nikon Super CoolScan 5000 ED paski negatywów 35 mm, zabranych kilka dni wcześniej z magazynu w okolicach Los Angeles. Program VueScan odjął od obrazu pomarańczową maskę, jaką ma każdy kolorowy negatyw, i pokazał zdjęcie, jak napisał agent, „tak, jak zostało pierwotnie zarejestrowane”. Nazwisko agenta jest w dokumencie zaczernione. Staż nie: w FBI pracuje od sierpnia 2025 r. W tym samym oświadczeniu zapewnia, że „w trakcie kariery” prowadził liczne śledztwa tego rodzaju. Kariera w FBI trwa piętnaście miesięcy.
Zidentyfikował około osiemnastu obrazów, które w jego ocenie stanowią pornografię dziecięcą, i opisał trzy. Na wszystkich są nagie dziewczynki przed okresem dojrzewania. Na dwóch jest także dorosły mężczyzna w białej koszuli i dżinsach, w pełni ubrany, w wieku, jak ocenia agent, trzydziestu do czterdziestu kilku lat. 5 listopada agent pokazał te dwa zdjęcia, przycięte tak, by widać było tylko mężczyznę, świadkowi, który zna Markle’a od lat 70. Świadek rozpoznał Markle’a. Agent dodaje, że w pudłach z tego samego magazynu znalazł więcej fotografii, na których jego zdaniem ten sam mężczyzna pozuje z dziećmi „w różnych stadiach rozebrania”. Więcej szczegółów nie podaje, i słusznie. Nie będzie ich też tutaj.
Dalej dokument robi coś, co polskiego czytelnika może rozbawić, a amerykańskiego prawnika nie dziwi wcale. W przypisach agent zapewnia, że „na podstawie szkolenia i doświadczenia” wie, iż Eastman Kodak Company to amerykańska firma z Rochester, a The Philippine Star to duży anglojęzyczny dziennik. Formuła „based on my training and experience” nie jest ozdobnikiem. W amerykańskim procesie to zaklęcie, które zamienia wiedzę agenta w podstawę uzasadnionego podejrzenia (probable cause): sędzia może oprzeć się na jego wnioskach tylko wtedy, gdy agent pokaże, skąd je wziął. Sądy pilnują tego zazdrośnie. W 1990 r. Sąd Apelacyjny Dziewiątego Okręgu, właściwy także dla Kalifornii, uchylił w sprawie United States v. Weber nakaz przeszukania oparty na ogólnym „profilu pedofila i kolekcjonera”, bo nic w aktach nie łączyło oskarżonego z tym profilem. Uzasadnienie zawiera zdanie, które warto zapamiętać: „Virtual certainty becomes probability, which merges into possibility, which fades into chance”. Pewność staje się prawdopodobieństwem, prawdopodobieństwo możliwością, a możliwość przypadkiem.
Z rozmysłu czy z nawyku, autor skargi przeciwko Markle’owi trzyma się po właściwej stronie Webera. W wersji oświadczenia opublikowanej przez Departament Sprawiedliwości nie ma ani słowa psychologii: żadnego „kolekcjonera”, żadnej „charakterystyki sprawcy”, żadnej prognozy. Są przedmioty, daty, numery nakazów, kod na brzegu filmu i logo na poduszce. Dyrektor FBI Kash Patel mówił tego dnia w oświadczeniu o kradzieży niewinności dzieci; agent nie użył na trzynastu stronach ani jednego przymiotnika moralnego.
Dokument, na którym opiera się zarzut, nie mówi o człowieku nic. Mówi o pudle.
Co podpisała sędzia
Skarga karna (criminal complaint) to jedna z dwóch dróg, którymi zaczyna się federalny proces karny (drugą jest akt oskarżenia wielkiej ławy przysięgłych): formularz z jednym zdaniem zarzutu i dołączone oświadczenie agenta pod przysięgą (affidavit), które sędzia pomocniczy (magistrate judge) ocenia pod kątem uzasadnionego podejrzenia. To więcej niż polskie postanowienie o przedstawieniu zarzutów, bo zatwierdza je sąd, a nie prokurator, i mniej niż akt oskarżenia, bo w ciągu trzydziestu dni od zatrzymania wielka ława przysięgłych musi zatwierdzić akt oskarżenia (indictment), inaczej zarzut podlega umorzeniu, choć wyłączenia ustawowe i możliwość ponownego oskarżenia czynią to mniej ostatecznym, niż brzmi. Sędzia Rozella A. Oliver podpisała skargę 5 listopada w Los Angeles. Zrobiła przy tym coś, co w tej kategorii spraw jest rytuałem o dużym znaczeniu: obejrzała trzy opisane obrazy, włożyła je do koperty, zakleiła i podpisała przez pieczęć. Kopertę przechowa agent „do czasu wyczerpania wszystkich środków odwoławczych”. Sędzia nie oparła się na opisie. Zobaczyła sama.
Dlaczego to ważne, wyjaśnia konstrukcja opisu. Agent nie pisze „to jest pornografia”. Pisze, że „punktem skupienia” obrazu jest nagość dziecka, że miejsce „kojarzy się z aktywnością seksualną”, że poza jest „nienaturalna”, „sugeruje kokieterię” i „wydaje się mieć wywołać reakcję seksualną u widza”. To nie proza, to lista kontrolna. W 1986 r. sąd federalny w San Diego w sprawie United States v. Dost sformułował sześć pytań, obok innych, które mogą mieć znaczenie, według których ocenia się, czy nagość dziecka na zdjęciu jest „lubieżnym eksponowaniem” w rozumieniu ustawy: czy genitalia są punktem skupienia, czy otoczenie jest seksualnie sugestywne, czy poza jest nienaturalna dla wieku, czy dziecko jest nagie, czy obraz sugeruje gotowość seksualną i czy ma wywołać reakcję u odbiorcy. Agent odpowiada na nie po kolei, dla każdego z trzech obrazów, słowami niemal tego orzeczenia. Jest tu jeden szczegół, który dostrzeże obrońca na procesie: sam Dost zauważył, że małe dziecko z natury nie jest zdolne do seksualnej kokieterii, co nie przeszkodziło agentowi tego określenia użyć. Oświadczenie jest napisane dla sędziego, który ma je podpisać, i tak, by podpis był dla niego decyzją najbezpieczniejszą z możliwych. O tym, jak sędziowie podejmują decyzje, pisałem w eseju „Przeczucie i przepis. Wyrok jako akt psychologiczny”.
Pod skargą widnieją nazwiska trojga prokuratorów federalnych, w tym szefowej sekcji etyki, procesów i zgodności w biurze prokuratora; w sprawie o jeden zarzut to czytelny sygnał rangi. Ponieważ Markle’a zatrzymano na Florydzie, w piątek po południu stanął przed sądem federalnym w Tampie, który w takich wypadkach załatwia czynności wstępne: tożsamość, obrońcę i to, czy zatrzymany ma czekać na przewiezienie do Kalifornii w areszcie. Pod wieczór sędzia pomocniczy Thomas Wilson zwolnił go na własne poręczenie, z aresztem domowym i elektronicznym monitoringiem oraz zakazem wyjazdu poza okręgi środkowy Florydy i centralny Kalifornii. Oświadczenia o winie nie odebrano. Właściwy proces, jeśli do niego dojdzie, toczyć się będzie w Los Angeles.
Zarzut jest jeden, ale poważny. Posiadanie pornografii dziecięcej z 18 U.S.C. § 2252A(a)(5)(B) zagrożone jest karą do 10 lat więzienia, chyba że choć jeden obraz przedstawia dziecko przed okresem dojrzewania lub poniżej 12 lat: wtedy górna granica rośnie do 20 lat. Stąd przy opisie każdego obrazu agent powtarza słowo „pre-pubescent” i uzasadnia je anatomicznie. Jedno słowo podwaja górną granicę kary. Dla porównania: w Polsce posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletniego (art. 202 § 4a k.k.) zagrożone jest karą od 3 miesięcy do 5 lat, a ich utrwalanie (art. 202 § 4 k.k.) karą od roku do 10 lat. Zdania „grozi mu 20 lat” nie da się więc przełożyć na polskie intuicje o ciężarze zarzutu; amerykańska skala kar za same materiały to osobny świat, zbudowany w ostatnich dwóch dekadach kolejnymi nowelizacjami, z których każda szła tylko w górę.
Markle zarzutom zaprzecza. W rozmowie z Daily Mail w październiku nazwał filipińskie oskarżenia „chorymi kłamstwami” i oświadczył, że o materiałach nic nie wiedział. Domniemanie niewinności obowiązuje go jak każdego, a skarga karna jest dokumentem jednostronnym: zbiera to, co przemawia za zarzutem, i nic ponadto.
Dlaczego „posiadanie”, skoro agent sugeruje coś gorszego
Najciekawsze w tej skardze jest to, czego w niej nie ma. Agent pisze, że mężczyzną na zdjęciach jest Markle i że na kolejnych fotografiach ten sam mężczyzna pozuje z rozebranymi dziećmi. Każdy czytelnik rozumie, co to oznacza. Prokuratura nie zarzuca jednak ani wytwarzania pornografii dziecięcej (18 U.S.C. § 2251), ani wykorzystania seksualnego dzieci. Zarzuca posiadanie, i to posiadanie „w dniu lub około dnia 30 października 2026 r.”, czyli w dniu pierwszego nakazu przeszukania. Data nie jest przypadkowa. Posiadanie to przestępstwo trwałe: popełnia się je każdego dnia, w którym właściciel świadomie trzyma negatyw w pudle. Zrobienie zdjęcia to przestępstwo popełnione raz, w dniu naciśnięcia migawki. A ten dzień, jak wszystko wskazuje, był dawno.
Jak dawno, to pytanie, na które skarga nie odpowiada. Agent datuje zdjęcia tylko mimochodem i po kawałku. Na poduszce w tle trzeciego obrazu, tego bez mężczyzny, odczytał logo „Anahaw Lodge”, sieci moteli założonej na Filipinach przez Angelo Kinga, który, jak podaje cytowany w skardze The Philippine Star, zmienił krajobraz tamtejszego przemysłu motelowego w latach 70. i 80. Mężczyzna na dwóch pierwszych obrazach ma trzydzieści do czterdziestu kilku lat; Thomas Markle urodził się w lipcu 1944 r., więc jeżeli identyfikacja jest trafna, te dwa zdjęcia powstały gdzieś między połową lat 70. a połową lat 90. Film też wskazuje wstecz, nie mówiąc, jak daleko. Rozkwit sieci moteli nie jest datownikiem i skarga tego nie twierdzi. Dekady, ale nie wiadomo która. A w tym zakątku prawa dekada decyduje o wszystkim.
Federalne prawo przewidywało dla większości przestępstw pięcioletni termin przedawnienia (18 U.S.C. § 3282). Dopiero w 1990 r. Kongres wydłużył go dla przestępstw seksualnych wobec dzieci do ukończenia przez pokrzywdzonego 25 lat, w 2003 r. do końca jego życia, a w 2006 r. ustawą Adama Walsha zniósł go dla tej kategorii w ogóle (18 U.S.C. § 3299). Każda z tych zmian obejmowała tylko czyny, których przedawnienie jeszcze nie upłynęło. Terminu, który minął, nie da się wskrzesić: Sąd Najwyższy USA orzekł tak w 2003 r. w sprawie Stogner v. California, uchylając kalifornijską ustawę, która próbowała ożywić przedawnione sprawy o wykorzystywanie dzieci. Ale termin, który jeszcze biegł, gdy przyszło wydłużenie, biegnie dalej według nowej reguły; dlatego federalny sąd apelacyjny w 2005 r. pozwolił na oskarżenie o czyny z końca lat 80. Ta drabina tnie w obie strony. Dla zdjęć z lat 70. i początku 80. drzwi zamknęły się na dobre, zanim powstało jakiekolwiek wydłużenie. Dla zdjęć od końca lat 80. mogły się nigdy nie zamknąć. Polskie prawo zna tę samą mechanikę. Art. 101 § 4 k.k. nie pozwala dziś na przedawnienie przestępstw seksualnych na szkodę małoletniego przed ukończeniem przez niego 40 lat (do października 2023 r. próg wynosił 30 lat), a nowelizacja z 2022 r., która go podniosła, każe stosować nową regułę do czynów wcześniejszych, „chyba że termin przedawnienia już upłynął”. Termin, który biegnie, można wydłużyć; terminu, który wygasł, nie można przywrócić. O tym, że prawo karne rozszerza się tylko w jedną stronę, pisałem w tekście „Kto mieczem wojuje. Konfiskata rozszerzona wraca do swoich twórców”.
To najpewniej dlatego zarzut brzmi „posiadanie”, choć skarga żadnego powodu nie podaje: posiadanie jest jedynym przestępstwem, które da się udowodnić z pudeł bez uprzedniego udowodnienia daty. Jeżeli zdjęcia są tak stare, jak sugeruje rozkwit sieci moteli, prawo nie sięga do pokoju w Anahaw Lodge, sięga do pudła z napisem „Tom Markle” w magazynie pod Los Angeles. Jeżeli są młodsze, zarzut wytwarzania może jeszcze przyjść, gdy ustali się daty, tożsamości i miejsca, a agent skrzętnie zaznacza, że śledztwo trwa. Trzeba to powiedzieć wprost, bo nagłówki tego nie mówią: zarzut „posiadania” nie jest wyrazem łagodności prokuratury. Jest tym, co prokuratura mogła udowodnić 5 listopada, z kalendarzem odłożonym na później.
Jest i drugi powód, dla którego skarga zajmuje się brzegiem filmu zamiast jego treścią. Zarzut federalny z tego przepisu wymaga zaczepienia o handel międzystanowy lub zagraniczny, inaczej sprawa należałaby do stanu Kalifornia. Agent odczytał na negatywach napis „K·ODAK CP 100 594” i z położenia kropki między literami K i O, na podstawie wydanego przez Kodaka w 2013 r. przewodnika, wywiódł, że film wyprodukowano w stanie Nowy Jork lub w Kolorado, a więc przewieziono go do Kalifornii. Rzetelny obrońca otworzy ten przewodnik. Dotyczy filmów kinowych, a negatywy pochodzą z aparatu fotograficznego, a jego tabela zakładów przypisuje kropkę między K i O wyłącznie Rochester; kropka Kolorado siedzi między D i A. Odczyt agenta jest luźny, a wniosek to przeżyje: oba zakłady leżą daleko od Kalifornii. Rzetelny prokurator doda poduszkę: jeżeli zdjęcie zrobiono na Filipinach, a negatyw leżał w Kalifornii, to odbył podróż przez handel zagraniczny i to wystarczy.
Śledztwo, jak zastrzega agent, „jest aktywne i w toku”, a przegląd 78 przedmiotów nie jest skończony. Równolegle na Filipinach policja doliczyła się około 7 500 zdjęć i jednego nagrania na urządzeniach powiązanych z Markle’em, a minister spraw wewnętrznych Jonvic Remulla ogłosił 5 listopada, że Thomas Markle junior, który sam przekazał te urządzenia władzom, jest „osobą zainteresowania”, choć nie podejrzanym. 1 listopada meksykańskie organy przeszukały magazyn wynajmowany na nazwisko Markle’a pod Rosarito. Jeżeli gdziekolwiek znajdą się ślady czynów seksualnych popełnionych za granicą po 2003 r., w grę wejdzie amerykański przepis o czynach seksualnych Amerykanów poza krajem (18 U.S.C. § 2423(c), obowiązujący od 2003 r. wobec podróżujących i od 2013 r. wobec mieszkających za granicą), który nie zna przedawnienia. Skarga z 5 listopada jest więc nie końcem, lecz pierwszym dokumentem, który dało się podpisać.
Linia obrony, zanim ktokolwiek ją ogłosi
Obrona Markle’a nie została jeszcze sformułowana, ale można ją odczytać ze skargi, bo dobrą skargę pisze się przeciwko obronie, której jeszcze nie ma. Pierwszy front to wiedza. Przepis wymaga posiadania „świadomego”. Człowiek, który od ponad dekady mieszkał poza Kalifornią, najpierw w Meksyku, potem na Filipinach, który przeszedł udar w 2022 r. i amputację nogi w grudniu 2025 r., może twierdzić, że nie pamiętał, co leży w magazynach wynajętych w 2008 r. i opłacanych automatycznie. Agent odpowiada zawczasu: pudła z napisem „Tom Markle”, korespondencja na jego nazwisko i międzynarodowe prawo jazdy z jego zdjęciem w drugim magazynie, a przede wszystkim pierwszy świadek, który podobne materiały znalazł w rzeczach Markle’a na Filipinach w 2026 r. Trudno nie pamiętać o zbiorze, którego część woziło się przez Pacyfik.
Drugi front to identyfikacja: jeden świadek, fotografie przycięte do samej postaci, zdjęcia sprzed dekad. Agent dokłada własne porównanie z innymi zdjęciami Markle’a i miejsce znalezienia negatywów. Na etapie uzasadnionego podejrzenia to wystarcza, na procesie będzie to pole dla biegłego. Trzeci front to sam materiał: łańcuch dowodowy negatywów sprzed dekad, sposób digitalizacji (agent zaznacza, że skaner „nie zmienia treści”, bo wie, że padnie takie pytanie) i spór, czy każdy z obrazów jest „lubieżnym eksponowaniem” w rozumieniu Dost. Ten ostatni spór sędzia Oliver rozstrzygnęła na etapie uzasadnionego podejrzenia, oglądając zdjęcia osobiście; ława przysięgłych dostanie to samo pytanie, tyle że pod wyższy standard dowodu. Jest wreszcie front węższy, niż wygląda. Czwarta poprawka do amerykańskiej konstytucji chroni przed przeszukaniem przez państwo, nie przez osobę prywatną działającą na własną rękę. Pierwszy świadek, którym według doniesień The Sun jest syn Markle’a, mógł przeglądać pudła ojca bez żadnego nakazu, a to, co znalazł, państwo może wykorzystać. Magazyny w Kalifornii przeszukano na podstawie nakazów, a nakazy można atakować, lecz na ich własnych warunkach: odkrycie syna nie jest jednym z nich.
Psychologia pudła
Czego w skardze nie ma, dopowiada literatura, pod jednym warunkiem: że będzie czytana jako opis kategorii, a nie diagnoza człowieka. Kenneth Lanning, przez dwie dekady analityk behawioralny FBI, umieścił sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci na kontinuum od „sytuacyjnych” do „preferencyjnych”. Pierwsi działają impulsywnie, ważą ryzyko i popełniają błędy z niechlujstwa. Drudzy są inteligentniejsi, lepiej sytuowani, kompulsywni, kierują się fantazją i rytuałem, przedkładają potrzeby nad ryzyko i popełniają, jak to nazwał Lanning, błędy z potrzeby. Przegląd typologii z 2021 r. autorstwa Lim i współpracowników streszcza to kontinuum i dodaje uczciwe zastrzeżenie: typologie opierają się głównie na mężczyznach, których złapano, a według jednego z szacunków, które przegląd przytacza, co najmniej 95 procent przypadków wykorzystywania dzieci nigdy nie trafia do organów.
Już w 1984 r. Lanning z Ann Burgess i Carol Hartman opublikował typologię kolekcjonerów, na długo przed internetem. Późniejsza monografia Lanninga dla FBI i Narodowego Centrum Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych streszcza cechy takich zbiorów w sześciu słowach: ważny, stały, uporządkowany, trwały, ukryty, dzielony z innymi. Skarga przeciwko Markle’owi jest sprawą z tamtej epoki. Nie ma w niej ani jednego dysku. Są slajdy, negatywy i książki.
Jeżeli przyjąć tę ramę jako hipotezę, a jest to hipoteza, nie ustalenie, zlecenie stałe przestaje być zagadką. Opłaty za dwa magazyny przetrwały wniosek o upadłość z 2016 r., lata w Meksyku, przeprowadzkę na Filipiny, udar, amputację i powrót do domu opieki na Florydzie; ostatnie przelewy poszły 14 i 20 października 2026 r. Zlecenie stałe nie wymaga decyzji co miesiąc, i obrona o tym przypomni. Wymagało jednej decyzji na początku i braku decyzji przeciwnej w każdym z osiemnastu lat, w których można je było odwołać. W języku Lanninga to nie wygląda na błąd z niechlujstwa. Wygląda na błąd z potrzeby.
Badania Michaela Seto i współpracowników z 2006 r., na mężczyznach skierowanych do kliniki na badanie, wykazały, że posiadanie takich materiałów jest silniejszym wskaźnikiem pedofilii niż skazanie za czyn kontaktowy; późniejsze metaanalizy dodały, że większość posiadaczy nie ma udokumentowanych czynów kontaktowych (około jeden na ośmiu w rejestrach urzędowych, ponad połowa w badaniach opartych na samoopisie). Tu skarga zmienia jednak układ odniesienia. Jeżeli mężczyzną na negatywach jest ich posiadacz, zarzut nie dotyczy „widza”, lecz tego, kogo typologia Tony’ego Krone’a nazywa sprawcą fizycznym dokumentującym własne czyny, w odróżnieniu od producenta, który wytwarza materiały dla innych. Nic w skardze nie wskazuje na rozpowszechnianie. Wszystko wskazuje na archiwum.
Salla Huikuri z fińskiego ministerstwa spraw wewnętrznych zebrała w artykule z 2023 r. to, co wiadomo o sposobach, w jakie sprawcy tłumaczą swoje czyny sobie i innym: zniekształcenia poznawcze (dzieci jako istoty seksualne, własna wyjątkowość, wrogi świat) oraz techniki neutralizacji, które socjologia opisała już w 1957 r. piórem Sykesa i Matzy: zaprzeczenie szkodzie, zaprzeczenie ofierze, potępienie potępiających. Scott i Lyman dzielili z kolei wyjaśnienia na usprawiedliwienia (przyznaję się do czynu, ale nie był zły) i wymówki (czyn był zły, ale nie mój). Publiczne wypowiedzi w tej sprawie nie mieszczą się na razie w żadnej z tych kategorii, bo zaprzeczają samemu czynowi: „chore kłamstwa”, „nic nie wiedział”, „nie ma na tym jego odcisków palców”, jak ujął to partner jego starszej córki w rozmowie z Daily Mail. Niczego to nie przesądza, bo tak samo brzmi obrona niewinnego i winnego. Literatura o neutralizacji zaczyna się dopiero tam, gdzie kończy się zaprzeczenie, i właśnie dlatego jest użyteczniejsza dla śledczego niż dla sędziego.
Jest w tej sprawie wątek, który psychologia zna lepiej niż prawo. Przegląd Lim i współautorów przypomina, że większość sprawców wykorzystywania dzieci to osoby z rodziny lub najbliższego otoczenia ofiary i że większość przypadków nigdy nie zostaje zgłoszona. W sprawie Markle’a sygnał dał syn, który według własnej relacji znalazł materiały po wyjeździe ojca z Cebu. Meghan ujawniła w oświadczeniu z 23 października, że do londyńskiej policji trafił list z „niepokojącymi i bulwersującymi zarzutami” wobec jej ojca, że przekazano go jej i że zapewniono ją o badaniu sprawy; w oświadczeniu padł rok 2018, a Scotland Yard, potwierdzając nazajutrz istnienie listu, datował go na styczeń 2019 r., dodał, że jego treści nie przekazano żadnym innym organom ścigania, i zapowiedział przegląd własnego postępowania. Od listu do skargi karnej minęło prawie osiem lat. Instytucje reagują na to, co da się zaksięgować: list to zarzut, negatyw to dowód.
Podsumowanie
Thomas Markle usłyszał jeden zarzut: świadome posiadanie pornografii dziecięcej w dniu lub około dnia 30 października 2026 r. w dwóch magazynach pod Los Angeles, zagrożone karą do 20 lat więzienia. Skarga karna, zatwierdzona przez sędzię, która sama obejrzała obrazy, opiera się na negatywach, kodzie filmu, logo motelu i jednym świadku identyfikacji. Nie zarzuca wytwarzania materiałów ani wykorzystywania dzieci i nie mówi dlaczego; najpewniejszym powodem jest kalendarz, który dla najstarszych zdjęć zamknął drzwi dekady temu, a dla młodszych mógł ich nigdy nie zamknąć, więc pytanie wędruje dalej ze śledztwem. Śledztwa na Filipinach, w Meksyku i w Kalifornii toczą się dalej, a Markle zaprzecza i korzysta z domniemania niewinności. Psychologia kolekcjonera, znana literaturze od lat 80., tłumaczy więcej, niż skarga chce powiedzieć, ale tłumaczy kategorię, nie człowieka. Jeśli dojdzie do procesu, człowieka osądzi ława przysięgłych w Los Angeles.
Inne artykuły na podobne tematy
Wynajęte imperium. Bracia Andrew i Tristan Tate, sfingowane bogactwo i cena występu

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.