Roundup wygrał w sądzie, ale nie dlatego, że jest bezpieczny

Roundup wygrał w sądzie, ale nie dlatego, że jest bezpieczny

2026.10.31 Autor: Robert Nogacki

Ława przysięgłych w hrabstwie St. Louis 29 października 2026 r. jednogłośnie orzekła na korzyść Monsanto w sprawie trzech kobiet, które twierdziły, że chłoniaka nieziarniczego wywołał u nich środek chwastobójczy Roundup. Był to pierwszy proces po wyroku Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych z 25 czerwca 2026 r. w sprawie Monsanto v. Durnell, w którym sędziowie stosunkiem głosów 7 do 2 uznali, że prawo federalne wyklucza najważniejszy zarzut powodów: brak ostrzeżenia o ryzyku raka na etykiecie. Bayer, właściciel Monsanto, ma za sobą ugody z 2020 r. warte ok. 10 mld dolarów, a przed sobą ok. 65 tys. roszczeń i ugodę zbiorową na 7,25 mld dolarów, która czeka na zatwierdzenie przez sąd w Missouri. Nagłówki mówią o zwycięstwie Roundupu. Sądy odpowiedziały jednak na inne pytanie niż to, które zadaje sobie każdy, kto trzyma w ręku butelkę z tym środkiem.

 

St. Louis, miasto, w którym Monsanto zaczynało od sacharyny

Sprawa Theresy Aretino, Cynthii Fernandez i Betty Larkin (jedna z nich nie dożyła procesu) trafiła przed ławę przysięgłych w hrabstwie St. Louis z trzema zarzutami, które zostały powódkom po czerwcowym wyroku: wada konstrukcyjna produktu, niedbalstwo i oszustwo. Czwarty, brak ostrzeżenia, przez osiem lat był kręgosłupem całej tej litygacji; Sąd Najwyższy wyjął go z gry cztery miesiące wcześniej. Pełnomocnik powódek przekonywał, że Monsanto nigdy nie przebadało Roundupu tak, jak powinno. Przysięgli uznali jednogłośnie, że żadnego z trzech zarzutów nie udowodniono. Monsanto ogłosiło w komunikacie, że werdykt potwierdza jego przekonanie o braku dowodów na wadę konstrukcyjną, oszustwo i niedbalstwo. Powódki nie przystąpiły do ugody zbiorowej, więc o ich losie zdecydowała sala sądowa, a nie tabela wypłat. W innym sądzie stanowym, w mieście St. Louis, inny sędzia rozważa, czy zatwierdzić ugodę na 7,25 mld dolarów. Jedna sala ogłasza, że Roundup wygrywa; druga liczy, ile Bayer zapłaci, by nie musiał stawać do sporu 65 tys. razy.

Miejsce nie jest przypadkowe. Monsanto powstało w St. Louis w 1901 r., a jego pierwszym produktem była sacharyna. Amerykańskie prawo od 1977 do 2000 r. wymagało na opakowaniach sacharyny ostrzeżenia o możliwym działaniu rakotwórczym; zniesiono je, gdy kolejne badania nie potwierdziły ryzyka u ludzi. 125 lat po założeniu firmy jej spadkobierca bronił się w tym samym mieście przed zarzutem, że ostrzeżenia zabrakło. Ta symetria nie dowodzi niczego o glifosacie. Dowodzi tylko, że etykieta i nauka chodzą własnymi drogami i spotykają się rzadziej, niż się wydaje.

 

Jak Roundup trafił przed ławy przysięgłych

W marcu 2015 r. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), agenda Światowej Organizacji Zdrowia z siedzibą w Lyonie, zaliczyła glifosat, substancję czynną Roundupu, do grupy 2A: „prawdopodobnie rakotwórczy dla ludzi”. W ciągu kilku miesięcy w sądach amerykańskich pojawiły się pierwsze pozwy chorych na chłoniaka nieziarniczego, nowotwór układu chłonnego, który w badaniach epidemiologicznych najczęściej łączono z glifosatem. W czerwcu 2018 r. Bayer sfinalizował przejęcie Monsanto za 63 mld dolarów. Dwa miesiące później ława przysięgłych w San Francisco przyznała Dewayne’owi Johnsonowi, ogrodnikowi szkolnemu z Kalifornii, 289 mln dolarów. Sędzia obniżyła tę kwotę do 78 mln, sąd apelacyjny do 20,5 mln, ale Bayer dowiedział się, że kupił razem z Monsanto coś, czego nie było w bilansie: tysiące pozwów i ławę przysięgłych, która czyta dokumenty.

Rok 2019 przyniósł 80 mln dolarów dla Edwina Hardemana w sądzie federalnym (później ok. 25 mln) i 2 mld dolarów dla małżeństwa Pilliodów (później ok. 87 mln). Przysięgli nie rozstrzygali sporu naukowego między IARC a agencjami regulacyjnymi. Oglądali wewnętrzne dokumenty Monsanto, ujawnione w toku amerykańskiego discovery, w tym e-maile sugerujące, że pracownicy firmy pisali fragmenty przeglądu naukowego z 2000 r., który ukazał się pod nazwiskami niezależnych badaczy (wydawca wycofał go w 2025 r.). Odszkodowania karne, które stanowiły większość zasądzanych kwot, przysięgli przyznawali za to, co wyczytali w poczcie firmy, nie za chemię. W czerwcu 2020 r. Bayer ogłosił ugody na ok. 10 mld dolarów, bez przyznania się do odpowiedzialności, i wydawało się, że sprawa jest zamknięta.

Nie była. Od 2021 r. Bayer wygrał serię procesów, po czym przegrał kilka w sposób spektakularny: w Jefferson City ława przysięgłych zasądziła 1,56 mld dolarów (sąd obniżył wyrok o blisko miliard), w Filadelfii 2,25 mld, w Georgii w marcu 2025 r. 2,1 mld. Blisko trzydzieści procesów doszło do końca, Monsanto wygrało nieco ponad połowę rozstrzygniętych, a najwyższe kwoty sądy zwykle redukowały kilkakrotnie. Wspólnym mianownikiem niemal każdego pozwu pozostawał jeden zarzut: wiedzieliście, że może szkodzić, i nie ostrzegliście. Właśnie ten zarzut Sąd Najwyższy uznał za niedopuszczalny.

 

Co naprawdę rozstrzygnął Sąd Najwyższy w sprawie Monsanto v. Durnell

John Durnell z Missouri przez lata używał Roundupu i zachorował na chłoniaka nieziarniczego. W 2023 r. ława przysięgłych przyznała mu 1,25 mln dolarów, sąd apelacyjny stanu wyrok utrzymał, a 16 stycznia 2026 r. Sąd Najwyższy przyjął sprawę do rozpoznania, bo sądy federalne były podzielone: Dziewiąty Okręg w sprawie Hardemana (2021) uznał, że prawo federalne takich roszczeń nie wyklucza, Trzeci Okręg w sprawie Schaffnera (2024) orzekł przeciwnie.

Spór dotyczy ustawy federalnej o insektycydach, fungicydach i rodentycydach (FIFRA) z 1947 r., gruntownie przebudowanej w 1972 r. Żaden pestycyd nie może być sprzedawany w Stanach Zjednoczonych bez rejestracji w federalnej Agencji Ochrony Środowiska (EPA), a rejestracja obejmuje zatwierdzenie etykiety. Przepis o pierwszeństwie prawa federalnego stanowi, że stan nie może nakładać wymagań dotyczących etykiety „dodatkowych lub odmiennych” od federalnych. W 2005 r. w sprawie Bates v. Dow Agrosciences Sąd Najwyższy przyjął, że stanowe roszczenia odszkodowawcze mogą mimo to istnieć, jeśli stanowy obowiązek jest równoległy do federalnego zakazu etykiety wprowadzającej w błąd. Przez dwadzieścia lat powodowie przechodzili tą szczeliną: nie żądamy innej etykiety niż federalna, żądamy tego, czego wymaga samo prawo federalne, czyli etykiety, która nie wprowadza w błąd.

Sędzia Brett Kavanaugh, pisząc w imieniu siedmiu sędziów, szczelinę zamknął. Federalnym „wymaganiem” jest konkretna etykieta, którą EPA zatwierdziła dla konkretnego produktu, a nie abstrakcyjny zakaz wprowadzania w błąd. Na etykiecie Roundupu nie ma ostrzeżenia o raku, bo EPA uważa glifosat za substancję „prawdopodobnie nierakotwórczą dla ludzi”, a w 2019 r. wprost odmówiła zatwierdzania etykiet z ostrzeżeniem, którego żądała Kalifornia na podstawie swojej Proposition 65, uznając je za fałszywe i wprowadzające w błąd. Roszczenie, którego uwzględnienie wymagałoby dodania ostrzeżenia, jest więc żądaniem etykiety „odmiennej” i jako takie jest wykluczone. Sędzia Ketanji Brown Jackson, do której dołączył sędzia Neil Gorsuch, napisała w zdaniu odrębnym, że większość źle odczytała ustawę i zostawiła Durnella bez środka ochrony prawnej za poważną szkodę.

Dwie rzeczy w tym wyroku są pewne. Po pierwsze, Sąd Najwyższy nie orzekł, czy glifosat wywołuje raka, bo to pytanie nie było przedmiotem sprawy. Po drugie, wyrok nie zależy od tego, czy EPA ma rację; zależy od tego, co EPA zatwierdziła. Rozstrzygnięto spór kompetencyjny między Waszyngtonem a stanami: kto ma prawo napisać etykietę. Odpowiedź brzmi: urząd federalny, nie ława przysięgłych z Missouri.

Warto też odnotować, kto stał po której stronie. W 2022 r. rząd federalny, zapytany przez Sąd Najwyższy o zdanie w sprawie Hardemana, odpowiedział, że FIFRA takich roszczeń nie wyklucza, i Sąd odmówił wówczas rozpoznania skargi Monsanto. W sprawie Durnella Solicitor General John Sauer stanął po stronie Monsanto. Ta sama ustawa, ten sam urząd, przeciwne stanowisko w ciągu czterech lat. Dla prawnika to nie skandal, lecz informacja: stanowisko rządu w sprawie pierwszeństwa prawa federalnego nie jest prawem natury, zmienia się wraz z administracją, a o wykładni rozstrzyga sąd, który tym razem je podzielił.

 

Filar, na którym stoi wyrok, ma rysę

Cała konstrukcja opiera się na ocenie EPA. Tymczasem 17 czerwca 2022 r. federalny sąd apelacyjny Dziewiątego Okręgu w sprawie NRDC v. EPA uchylił tę część tymczasowej decyzji agencji z 2020 r., która dotyczyła zdrowia ludzi, uznając, że wniosek o braku prawdopodobnego działania rakotwórczego jest niespójny z innymi ustaleniami samej EPA i wymaga ponownej analizy. We wrześniu 2022 r. EPA wycofała całą decyzję tymczasową i od tego czasu przygotowuje nową ocenę ryzyka dla zdrowia ludzi; we wrześniu 2026 r. EPA zapowiedziała jej ukończenie na początku 2027 r., już wspólnie z federalnym Departamentem Zdrowia. Rejestracja glifosatu i zatwierdzona etykieta pozostały w mocy, więc test z wyroku Durnell działa. Działa jednak formalnie: Sąd Najwyższy nadał moc wykluczającą etykiecie, której naukowe uzasadnienie agencja pisze właśnie od nowa.

W Europie zatwierdzenie jest świeższe, ale też nie jest głosem jednomyślnym. Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA) w 2022 r. nie znalazła podstaw do zaklasyfikowania glifosatu jako substancji rakotwórczej, Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) w lipcu 2023 r. nie stwierdził krytycznych obszarów niepokoju, a Komisja Europejska rozporządzeniem wykonawczym (UE) 2023/2660 z 28 listopada 2023 r. odnowiła zatwierdzenie glifosatu na dziesięć lat, do 15 grudnia 2033 r., z warunkami i możliwością wcześniejszego przeglądu. Komisja zrobiła to sama, bo państwa członkowskie dwukrotnie, w komitecie stałym i w komitecie odwoławczym, nie zebrały większości kwalifikowanej ani za, ani przeciw. Glifosat jest więc w Unii legalny przez dziesięć lat na mocy rozstrzygnięcia, które zapadło z braku rozstrzygnięcia.

 

Zagrożenie a ryzyko: dlaczego IARC i EPA mogą mieć rację jednocześnie

Spór naukowy wygląda na sprzeczność tylko wtedy, gdy nie czyta się, na jakie pytanie każda instytucja odpowiada. IARC prowadzi identyfikację zagrożeń: pyta, czy substancja może wywołać raka w jakichkolwiek warunkach. W grupie 2A obok glifosatu figurują czerwone mięso, napoje pite w temperaturze powyżej 65°C i praca na nocne zmiany. Nikt na tej podstawie nie zakazał steków ani herbaty. Agencje regulacyjne, EPA, EFSA, kanadyjska Health Canada, australijska APVMA, wspólny komitet FAO i WHO ds. pozostałości pestycydów, pytają o ryzyko: czy przy dawkach, na jakie ludzie są realnie narażeni, zagrożenie się materializuje. Odpowiadają, że prawdopodobnie nie, i opierają się na szerszym zbiorze danych, w tym na nieopublikowanych badaniach przemysłu, których IARC, oceniając wyłącznie materiały publicznie dostępne, nie bierze pod uwagę. Dla jednych to zaleta metody IARC, dla drugich jej wada. Różnica pytań nie tłumaczy jednak wszystkiego: ECHA, z siedzibą w Helsinkach, ocenia, tak jak IARC, samo zagrożenie, a mimo to odpowiedziała przeciwnie niż agencja z Lyonu. Dwie instytucje zadały to samo pytanie i udzieliły różnych odpowiedzi, bo inaczej dobrały i zważyły dowody.

Epidemiologia sporu nie rozstrzyga, tylko go podtrzymuje. Agricultural Health Study, badanie obejmujące ponad 50 tys. licencjonowanych aplikatorów pestycydów w USA, w aktualizacji z 2018 r. nie wykazało związku między glifosatem a chłoniakiem nieziarniczym, także u osób o najwyższym narażeniu. Metaanaliza z 2019 r., która połączyła tę samą kohortę z pięcioma badaniami porównującymi chorych ze zdrowymi, wskazała wzrost ryzyka tego chłoniaka o 41 proc. w grupach najbardziej narażonych, przy czym autorzy sami zastrzegali możliwy wpływ innych pestycydów stosowanych równocześnie. Nauka ma po obu stronach swoje rany: przegląd z 2000 r. współpisany przez ludzi Monsanto wydawca wycofał w 2025 r., a głośne badanie francuskiego biologa Séraliniego z 2012 r. o guzach u szczurów karmionych kukurydzą odporną na Roundup i pojonych tym środkiem wydawca wycofał rok później.

Chłoniak nieziarniczy to zbiorcza nazwa kilkudziesięciu nowotworów, z których żaden nie zostawia w komórkach podpisu konkretnej przyczyny. Ława przysięgłych nie dostaje więc dowodu, że to glifosat; dostaje ocenę prawdopodobieństwa, a amerykański standard w sprawach cywilnych wymaga tylko, by było ono większe niż 50 proc. IARC pyta, czy może. Regulatorzy pytają, czy przy takich dawkach szkodzi. Przysięgli pytają, czy zaszkodziło tej osobie. Sąd Najwyższy dodał pytanie czwarte: kto ma prawo pytać. Odpowiedź na czwarte nie zmienia odpowiedzi na trzy pierwsze.

 

Paradoksy zwycięzcy

W lipcu 2021 r. Bayer ogłosił, że od 2023 r. usunie glifosat z Roundupu sprzedawanego amerykańskim konsumentom do ogrodów i na trawniki, i zrobił to; w produktach dla rolnictwa glifosat został. Firma tłumaczyła, że chodzi o zarządzanie ryzykiem procesowym, nie o bezpieczeństwo, bo większość pozwów składali użytkownicy domowi. To prawdopodobnie szczera odpowiedź. Oznacza ona, że nowa butelka Roundupu na półce amerykańskiego marketu nie zawiera już substancji, o którą toczy się proces, a substancja, o którą toczy się proces, trafia na pola w cysternach.

Bayer zawarł w 2020 r. ugody na ok. 10 mld dolarów, a teraz proponuje 7,25 mld w ugodzie zbiorowej, która ma objąć roszczenia obecne i przyszłe, z płatnościami rozłożonymi na 21 lat. Pełnomocnicy klasy wnioskują o 675 mln dolarów honorarium, ponad stu poszkodowanych złożyło sprzeciwy, a sędzia federalny, do którego sprzeciwiający się próbowali przenieść sprawę, odesłał ją do sądu stanowego, choć wątpliwości, czy sąd w Missouri może związać ludzi spoza Missouri, w tym tych, którzy jeszcze nie zachorowali, pozostały. Bayer powie, i będzie miał rację, że ugoda nie jest przyznaniem winy, lecz ceną nieprzewidywalności ław przysięgłych. Źródło tej nieprzewidywalności łatwo wskazać: najwyższe kwoty zasądzały ławy, które czytały wewnętrzne dokumenty firmy, a karna część tych werdyktów karała zachowanie, nie chemię.

Trzeci paradoks jest legislacyjny. W 2025 r. Dakota Północna i Georgia jako pierwsze stany uchwaliły przepisy, zgodnie z którymi etykieta zatwierdzona przez EPA wyczerpuje, z ustawowymi wyjątkami, obowiązek ostrzeżenia; podobne projekty, promowane przez założony przez Bayera sojusz Modern Ag Alliance, trafiły do kilkunastu innych stanów. Argument firmy jest poważny: jedna etykieta dla całego kraju jest warunkiem działania rynku, a pięćdziesiąt wersji ostrzeżeń ustalanych przez ławy przysięgłych to chaos. Jest poważny również dlatego, że podzieliła go większość Sądu Najwyższego. Tylko że argument o jednolitej etykiecie jest argumentem o tym, kto decyduje. Nie mówi nic o tym, co powinno być na etykiecie napisane.

 

Co z tego wynika dla Polski i Europy

Glifosat jest najczęściej stosowanym herbicydem na świecie, także w polskim rolnictwie. W Unii jest zatwierdzony do 15 grudnia 2033 r., a konkretne preparaty, w tym Roundup, dopuszcza do obrotu w Polsce Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi na podstawie rozporządzenia (WE) nr 1107/2009 i ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o środkach ochrony roślin. Amerykański spór nie przenosi się na polskie sądy z trzech powodów i żaden z nich nie brzmi „bo glifosat jest bezpieczny”.

Po pierwsze, polskie prawo nie zna pierwszeństwa federalnego, zna za to coś słabszego i uczciwszego. Odpowiedzialność za produkt niebezpieczny (art. 449¹ i następne Kodeksu cywilnego) uwzględnia informacje podane konsumentowi, więc brak ostrzeżenia jest w Polsce zwykłą podstawą roszczenia. Producent uwolni się od tej odpowiedzialności, jeśli wykaże, że niebezpiecznych właściwości nie można było przewidzieć przy stanie nauki i techniki w chwili wprowadzenia produktu do obrotu, albo że właściwości te wynikały z zastosowania przepisów prawa (art. 449³ § 2 k.c.). Zezwolenie urzędu nie jest przepisem prawa, a zatwierdzona etykieta sama z siebie nie zamyka drogi do sądu. Tarcza jest słabsza niż w Stanach.

Po drugie, miecz jest tępszy. Polskie prawo nie zna odszkodowania karnego, które w Kalifornii i Missouri stanowiło większość zasądzanych kwot; nie ma ławy przysięgłych; związek przyczynowy (art. 361 § 1 k.c.) trzeba udowodnić (art. 6 k.c.) w chorobie, która nie zostawia podpisu sprawcy. Polskie sądy w sprawach o szkody na zdrowiu zadowalają się wysokim stopniem prawdopodobieństwa, nie pewnością, ale to nadal inna miara niż amerykańska przewaga dowodów.

Po trzecie, i o tej różnicy myśli się w Polsce najrzadziej: nie ma discovery. Dokumenty wewnętrzne Monsanto trafiły przed ławę przysięgłych, bo amerykańska procedura pozwala pełnomocnikom powodów przeszukać archiwa pozwanego. Artykuł 248 Kodeksu postępowania cywilnego pozwala sądowi zarządzić przedstawienie konkretnego, wskazanego dokumentu, nie przeszukanie poczty całej firmy. Proces o Roundup w Polsce opierałby się na opublikowanej literaturze i opiniach biegłych, a wewnętrzna korespondencja producenta trafiłaby do akt tylko wtedy, gdyby powód umiał ją wskazać, co zwykle wie się dopiero po jej przeczytaniu. W literaturze zaś, jak widać, każda strona znajdzie to, czego szuka.

Z tych trzech powodów nikt nie powinien oczekiwać polskiego werdyktu Johnsona. Z tych samych powodów nikt nie powinien czytać amerykańskich werdyktów jako certyfikatu. Etykietę Roundupu w Polsce piszą Bruksela i Warszawa na podstawie zatwierdzenia ważnego do 2033 r., z kolejną oceną naukową przed tym terminem.

 

Wyrok zamyka sprawę, nie zamyka pytania

Sąd Najwyższy rozstrzygnął, kto pisze etykietę: EPA, nie ława przysięgłych. Ława przysięgłych w hrabstwie St. Louis rozstrzygnęła, że w tej jednej sprawie trzy powódki nie udowodniły wady konstrukcyjnej, oszustwa ani niedbalstwa. Sąd w mieście St. Louis rozstrzygnie, czy 7,25 mld dolarów wystarczy, by większość pozostałych sporów zamknąć ugodą. Żadne z tych rozstrzygnięć nie jest orzeczeniem o tym, co glifosat robi w ludzkim organizmie; werdykt o dowodach w jednej sprawie nie jest werdyktem o substancji. To pytanie pozostaje tam, gdzie było w 2015 r.: między agencjami w Lyonie i Helsinkach, które oceniają zagrożenie i nie zgadzają się ze sobą, agencjami w Waszyngtonie i Parmie, które oceniają ryzyko, i kohortami epidemiologicznymi, które liczą przypadki przez dziesięciolecia.

Opakowanie Roundupu dla rolników ma dziś etykietę zatwierdzoną przez EPA i ochronę Sądu Najwyższego. Czy ma w środku substancję bezpieczną, tego żaden z tych sądów nie orzekł i orzec nie zamierzał.

Stan prawny i faktyczny na 31 października 2026 r.

Procesy cywilne i gospodarcze

Spór sądowy rozstrzyga się na długim dystansie, pismo za pismem, a nie jednym wystąpieniem. Przejmujemy sprawy w toku, także po niekorzystnym wyroku pierwszej instancji.

Sprawdź, jak możemy pomóc