Binance okradzione na 6,4 mld dolarów. Jak Korea Północna pierze te pieniądze i dlaczego zamrozić dało się tylko połowę

Binance okradzione na 6,4 mld dolarów. Jak Korea Północna pierze te pieniądze i dlaczego zamrozić dało się tylko połowę

2026.10.31 Autor: Robert Nogacki

29 października 2026 r., tuż po 21:05 czasu polskiego, z gorących portfeli Binance, największej giełdy kryptowalut świata, zaczęło wypływać około 6,4 mld dolarów. Większość wyszła w dwadzieścia minut, z jedenastu blockchainów naraz. Trzy firmy śledzące przepływy w łańcuchach, Chainalysis, TRM Labs i Elliptic, wskazują na północnokoreańską grupę TraderTraitor, tę samą, którą FBI obciążyło kradzieżą 1,5 mld dolarów z Bybit w lutym 2025 r., choć każda z nich mówi to z inną pewnością, a żaden rząd dotąd tego nie potwierdził. W ciągu kilku godzin zamrożono od 2,7 do 2,85 mld dolarów, niemal wyłącznie stablecoinów, według Binance około 3 mld. Ponad 3 mld dolarów w bitcoinie, etherze, XRP i TRX zostało w rękach złodzieja i nikt na świecie nie ma guzika, którym dałoby się je zatrzymać. Poniżej odtwarzam ślad tych pieniędzy godzina po godzinie, a potem wyjaśniam, dlaczego „zamrożenie krypto” jest jednocześnie najszybszym i najbardziej zawodnym narzędziem, jakie ma dziś prawo. Stan faktyczny według publicznych analiz i komunikatów na 31 października 2026 r.; tam, gdzie coś jest oświadczeniem giełdy, oceną firmy analitycznej albo doniesieniem prasowym, piszę to wprost.

 

Trzydzieści sześć godzin przed kradzieżą

Rano 28 października na pewien portfel w sieci Ethereum wpłynęły trzy drobne kwoty. Pochodziły z Tornado Cash, miksera, który łączy monety wielu użytkowników tak, by zerwać związek między tym, co wchodzi, a tym, co wychodzi. Z tak zasilonego portfela operator wdrożył następnego dnia pierwszą wersję kodu ataku i wypróbował ją na dwóch portfelach testowych, po południu przećwiczył wersję ostateczną na trzecim, a środki testowe odesłał do siebie. Cztery godziny po tej próbie generalnej ten sam kod znalazł się na gorącym portfelu Binance. Tak wygląda rekonstrukcja TRM Labs, firmy, która prześledziła każdy przelew z portfeli giełdy na adresy napastnika; Elliptic opisuje te same przygotowania.

Gorący portfel to portfel podłączony do internetu, z którego giełda realizuje wypłaty klientów; w odróżnieniu od portfeli zimnych, trzymanych poza siecią, musi podpisywać transakcje bez przerwy. Ten konkretny portfel Binance w Ethereum należy do najlepiej znanych adresów w całej branży.

Narzędziem ataku była funkcja, która miała ułatwiać życie. Od aktualizacji Pectra z maja 2025 r. zwykły portfel w Ethereum może, podpisując jedno upoważnienie według standardu EIP-7702, oddać sterowanie swoim zachowaniem smart kontraktowi: od tej chwili każde wywołanie portfela uruchamia kod tego kontraktu, dopóki nowe upoważnienie go nie zastąpi. O 21:20 operator wysłał jedną transakcję zawierającą pięćdziesiąt takich upoważnień. Każde było podpisane przez gorący portfel Binance i każde wskazywało kontrakt „zamiatający”, przyjmujący polecenia wyłącznie od napastnika. Upoważnienie działa tylko przy jednym, ściśle określonym numerze kolejnym transakcji portfela, a portfel Binance obsługuje nieprzerwany strumień wypłat, więc ten numer stale rośnie. Pięćdziesiąt kolejnych numerów dawało niemal pewność, że jeden z nich będzie pasował w chwili wykonania. Jeden wystarczył.

Złodziej nie wyłamał sejfu. Skłonił sejf, żeby podpisał pięćdziesiąt blankietów, i czekał, aż któryś okaże się ważny.

Jak zdobył podpisy, do dziś nie wiadomo. Binance mówiło najpierw o przejętym laptopie inżyniera DevOps, przez który napastnik dostał się do kontenera usługowego i zlecił nieautoryzowane wypłaty. W komunikacie z 30 października giełda dodała, że dalsze śledztwo ujawniło kolejne punkty naruszenia, że nie znaleziono dowodów wycieku kluczy prywatnych i że techniczny raport z sekcji zwłok ukaże się po weryfikacji. Współprezes Richard Teng mówił o ataku złożonym, prowadzonym przez więcej niż jedną osobę, z użyciem złośliwego oprogramowania zacierającego własne ślady i z manipulacją systemem zatwierdzającym transakcje tak, by wypłaty ominęły zwykłe kontrole. Ocena TRM idzie dalej: skoro w ciągu pół godziny ważne podpisy dla napastnika wystawiły portfele Binance na wielu łańcuchach, o różnych typach kluczy i schematach podpisu, to najprostsze wyjaśnienie brzmi, że przejęto infrastrukturę podpisującą gorące portfele giełdy. Elliptic dodaje porównanie, które warto zapamiętać: tak samo było w Bybit, gdzie włamano się do komputera programisty dostawcy portfela i podmieniono transakcję, którą podpisujący Bybit zatwierdzali w dobrej wierze. W obu przypadkach złamano nie kryptografię, lecz ludzi i infrastrukturę wokół niej. Wersja giełdy to oświadczenie, wersja firm analitycznych to wniosek z danych łańcucha, a prawda leży w logach, których nikt z zewnątrz nie widział.

 

Dwadzieścia minut, jedenaście łańcuchów

Pierwszy ruch nastąpił tam, gdzie nikt go nie szukał: na XRP Ledger. Między 21:05 a 21:09 pięć portfeli Binance wysłało na jeden adres napastnika 233,46 mln XRP, warte około 296 mln dolarów, zostawiając na każdym tylko minimalne saldo wymagane przez sieć. Te XRP do dziś nie drgnęły. W ciągu następnych trzydziestu minut opróżniono portfele na Solanie, NEAR, Base, Optimism, Bitcoinie, Tronie, Ethereum, Arbitrum i Avalanche. O 21:20 gorący portfel bitcoinowy wysłał 18 270 BTC, około 1,47 mld dolarów, na adres, który jeszcze w tym samym bloku zaczął ciąć je na równe porcje po 1 000 i po 100 BTC. Ta technika, zwana łańcuchem obierania (peel chain), nie ukrywa pieniędzy, tylko mnoży ślady: zamiast jednej kwoty śledczy dostają kilkanaście, z których każda żyje własnym życiem. W ciągu dwóch minut gorący portfel na Tronie oddał 612,7 mln USDT i 46,4 mln TRX.

W Ethereum, trzy minuty i dwadzieścia cztery sekundy po wgraniu upoważnień, operator kazał portfelowi Binance wysłać cały stan posiadania na swój adres. Jedna transakcja, widoczna w publicznym eksploratorze o 21:24, przeniosła 167 464 ETH i 63 rodzaje tokenów, w tym 1,615 mld USDT; według Elliptic to dwie trzecie wszystkich strat na Ethereum, 2,53 mld dolarów w jednym przelewie. Upoważnienie pozostało aktywne, więc gdy klienci dalej wpłacali środki na gorący portfel, napastnik zamiatał je ponownie: o 21:41, 21:59, 22:04, 22:44, 23:39 i 00:56. Ten sam portfel był wykonawcą odrębnego konta inteligentnego Binance, co pozwoliło wyciągnąć z niego 823 mln USDC. Inny gorący portfel w Ethereum wysłał 28 006 ETH, 55,7 mln USDT i 25,9 mln RLUSD zwykłymi, podpisanymi przelewami, bez żadnej delegacji; Elliptic wycenia takie przelewy na 174 mln dolarów. Druga fala, około 00:05, zabrała portfele na Avalanche i Polygonie; zespół ryzyka Aave odnotował wpływ 444 537 AVAX na adres napastnika o 00:04, dowód, że kompromitacja trwała ponad dwie godziny po pierwszym alarmie.

Bilans według TRM, liczony po kursach z chwili kradzieży: Ethereum około 3,79 mld dolarów (200 630 ETH i 185 innych tokenów, w tym 1,875 mld USDT, 823 mln USDC i 88,5 mln RLUSD), Bitcoin 18 270 BTC, Tron około 628 mln, XRP Ledger około 296 mln, Solana 970 500 SOL za około 96 mln, Arbitrum, Optimism i Base razem około 39 mln, Avalanche około 28 mln, Polygon około 10 mln. Razem około 6,36 mld dolarów na dziesięciu łańcuchach. Elliptic liczy 6,43 mld i jedenaście łańcuchów, bo dolicza NEAR, a cztery aktywa, USDT na Ethereum, bitcoin, USDC i USDT na Tronie, dały 74 procent łupu. Chainalysis mówi o 6,4 mld, Binance o 6,3 mld. Różnice biorą się z kursów, momentu wyceny i zakresu, który każda firma liczy, nie ze sporu o fakty. Elliptic zaznacza też rzecz, którą łatwo przeoczyć w pośpiechu: po wstrzymaniu wypłat z Binance wyszło jeszcze 169 mln dolarów na stare, dobrze znane adresy bez związku z napastnikiem, co wygląda na przesuwanie własnych środków przez giełdę, nie na kolejną kradzież. Nie każdy duży przelew po alarmie jest łupem.

Dla skali: Elliptic ocenia, że to prawie na pewno największa kradzież jakiegokolwiek rodzaju w dziejach. Poprzedni rekord, zanim pobił go Bybit, należał do Saddama Husajna, który w przeddzień wojny w 2003 r. zabrał z Banku Centralnego Iraku miliard dolarów. Tu zabrano ponad sześć razy więcej, i to bez ciężarówek.

 

Ucieczka przed próbą zamrożenia środków

Od tej chwili napastnik nie uciekał przed policją. Uciekał przed emitentami stablecoinów. Bitcoin i ether nie mają wydawcy, więc nie ma komu wysłać pisma; USDT, USDC, RLUSD i USD1 mają, a każdy z tych emitentów ma w kontrakcie tokena funkcję czarnej listy, która zamraża saldo wskazanego adresu. Stablecoiny stanowiły według Elliptic 3,46 mld dolarów łupu. Priorytetem złodzieja było więc zamienić to, co da się zamrozić, na to, czego zamrozić się nie da, zanim ktokolwiek zdąży nacisnąć guzik.

Według Chainalysis napastnik przerzucił około 500 mln dolarów w stablecoinach do portfela, którego jedynym zadaniem była wymiana, i w niespełna dwadzieścia minut sprzedał około 325 mln USDT za około 122 300 ETH. TRM policzył cenę: wychodziło blisko 2 650 dolarów za ether, gdy rynek płacił od 2 300 do 2 350. Elliptic, licząc w szerszym oknie czasowym, widzi 434 mln USDT zamienionych na 160 451 ETH przez Uniswap, 1inch i systemy wycen animatorów rynku, ze stratą od 12 do 26 procent wobec ceny rynkowej. Tych dwóch liczb nie wolno dodawać, bo opisują tę samą operację w różnych momentach; obie mówią to samo: złodziej dopłacił rynkowi kilkanaście procent za pośpiech. Pozostałe 175 mln USDT z pierwszej partii zostało zamrożone, zanim trafiło do wymiany.

Najbardziej pouczający odcinek nie wymagał miksera. Między 21:58 a 22:01 portfel z klastra napastnika wpłacił 60 mln USDT jako zabezpieczenie do protokołu pożyczkowego Aave i pożyczył pod nie 19 762 ETH, warte wówczas około 44,6 mln dolarów. Tak opisuje to zespół ryzyka Aave, który w ciągu dziesięciu minut od pierwszych doniesień zwołał sztab i zdecydował o zamrożeniu rynków we wszystkich sieciach: 175 rezerw w Aave V3 w szesnastu sieciach i 117 w Aave V4. Pierwszą transakcję zamrażającą podpisano o 22:42, czterdzieści jeden minut po pożyczce. Ale zamrożenie w Aave znaczy co innego niż u emitenta: blokuje nowe wpłaty i nowe pożyczki, a spłaty, wypłaty i likwidacje działają dalej. Pożyczka już wyszła. Pozycja napastnika, 59,9 mln dolarów zabezpieczenia wobec 43,8 mln długu, była według zespołu ryzyka nadzabezpieczona i nie zagrażała dostawcom płynności; 31 października Elliptic opisywało tę pożyczkę jako nadal otwartą i bliską likwidacji. Dostawcy płynności stracili za to pewność, czyje są te 60 mln USDT w ich puli. Na Tronie 300 mln USDT trafiło do portfela, który zaczął składać je w protokole JustLend, a 234 mln USDT wymieniono przez SunSwap na 638 mln TRX. Kolejne 200 mln USDT przeszło przez łańcuch portfeli pośrednich i wymianę na Uniswapie, z czego 30 mln zdołano zamrozić. Z 88,5 mln RLUSD napastnik sprzedał 48 mln na giełdach zdecentralizowanych między 22:42 a 23:01, po czym Ripple zamroziło resztę. Około 150 innych tokenów, od UNI po AAVE i LINK, sprzedawano za ether jak leci. Elliptic szacuje, że zanim pojawiły się blokady, w ether i TRX zamieniono około 786 mln dolarów stablecoinów.

Za każdy wyprany dolar zapłacono rynkowi kilkanaście centów upustu i zostawiono pełen zapis transakcji. Dla przestępcy, który musi tłumaczyć się księgowemu, byłaby to katastrofa. Dla państwa, które kradnie, żeby finansować program zbrojeniowy, to koszt operacyjny.

 

Kto zamroził, kiedy i na jakiej podstawie

Reakcja była, jak na tę branżę, błyskawiczna. Tether zamroził 971,1 mln USDT na głównym adresie odbiorczym o 22:01, trzydzieści siedem minut po głównym przelewie, w tej samej minucie, w której napastnik kończył pożyczkę w Aave. Kolejne transze wpadały już do zamrożonego portfela, w którym leży dziś 1,175 mld USDT; do tego Tether zablokował 205 mln w dwóch innych portfelach w Ethereum, 378,7 mln w dwóch portfelach na Tronie i drobniejsze kwoty na Avalanche i Polygonie, razem około 1,77 mld, a także tokenizowane złoto. Circle zamroził 823 mln USDC o 22:04, jak sam podał, w koordynacji z organami ścigania, i dorzucił potem 1,56 mln, które napastnik zdążył wymienić z AVAX i przerzucić mostem na Ethereum. Ripple zablokowało o 23:01 pozostałe 40,5 mln RLUSD i zamroziło RLUSD także na przejętym portfelu Binance, żeby nowych wpłat nie dało się zamieść. World Liberty Financial zamroziło 27,8 mln USD1 o 23:10; swoje stablecoiny zablokowały też Paxos i First Digital, a Binance zamroziło WBETH, token, który samo emituje. Wreszcie o 01:08 Rada Bezpieczeństwa sieci Arbitrum przeniosła poza zasięg napastnika 8 425 ETH i 74 559 805,2 ARB, około 30 mln dolarów, a dwa dni później to samo zrobiły, jak się wydaje, władze sieci Optimism z 44 mln OP, około 5 mln dolarów. TRM liczy razem około 2,7 mld dolarów; Elliptic, na rano 31 października, 2,85 mld zamrożonych lub zajętych, czyli 44 procent łupu, z czego 94 procent to stablecoiny; Binance mówi o około 3 mld. Arbitrum i Optimism to jedyne sieci, na których zabezpieczono wszystko, co skradziono, w obu przypadkach siłami władz samej sieci. Na Bitcoinie, XRP Ledger, Solanie i NEAR nie zamrożono niczego, bo nie było komu.

Jak to zrobiła Rada Arbitrum, warto opisać dokładnie, bo to lekcja o tym, czym naprawdę jest „decentralizacja sieci DeFi”. Według oficjalnego komunikatu Rada w jednej atomowej operacji tymczasowo podmieniła kontrakt Inbox sieci na Ethereum, dodając funkcję pozwalającą wysłać transakcję w imieniu dowolnego adresu, wykonała w imieniu adresu napastnika dwa przelewy jego środków na adres kontrolowany przez DAO, po czym przywróciła poprzednią wersję kontraktu. Innymi słowy: grupa kilkunastu osób z kluczami może na tej sieci wykonać przelew z cudzego adresu bez podpisu jego właściciela. Tym razem użyła tej mocy przeciwko złodziejowi. Zamrożone środki może ruszyć wyłącznie głosowanie posiadaczy tokenów ArbitrumDAO.

I tu zaczyna się część prawna, bo na tej liście nie ma ani jednego sądu, a przynajmniej żadnego, który ujawniono publicznie, ani prokuratora, nadzorcy czy organu ścigania, którego postanowienie ktokolwiek widział. Są prywatne podmioty, które skorzystały z własnych, umownych uprawnień: emitenci z funkcji wpisanej w kod swoich tokenów i w regulaminy, protokół pożyczkowy z uprawnień strażnika, Rada Bezpieczeństwa Arbitrum z uprawnień zapisanych w zasadach zarządzania siecią. Amerykańska Secret Service oświadczyła, że pracuje całą dobę z partnerami prywatnymi, w tym z Circle, nad identyfikacją, zamrożeniem i odzyskaniem środków, a nadzorca z Abu Zabi, który wydał Binance główną licencję, poinformował, że monitoruje sytuację. Państwo było więc obecne, ale jako partner i obserwator. Guzik nacisnęły firmy.

Warto też zobaczyć, czym zamrożenie jest, a czym nie jest. Zamrożone tokeny, poza tymi, które zabrały ze sobą władze obu sieci, nadal leżą na adresie złodzieja. Blockchain pokazuje je każdemu, kto zechce sprawdzić. Nie da się ich tylko ruszyć. Żeby wróciły do Binance albo do kogokolwiek innego, emitent musi z reguły je zniszczyć i wyemitować na nowo na inny adres albo wypłacić stojące za nimi dolary, a robi to na podstawie własnego regulaminu, zwykle po wezwaniu organu albo orzeczeniu sądu. Samo Binance w komunikacie rozdziela „zamrożone” od „odzyskanych”: odzyskiwanie opisuje jako zadanie, które dopiero przed nim stoi. Zamrożenie jest więc zatrzymaniem w czasie, nie rozstrzygnięciem. Pytanie, czyje są te pieniądze, dopiero teraz trafia do prawników.

 

Czego zamrozić się nie da

Po zamrożeniach napastnik kontroluje, według Elliptic, około 3,21 mld dolarów w aktywach, których żaden emitent nie zablokuje, rozsianych po dziesiątkach adresów: 519 104 ETH, 18 270 BTC, 233 mln XRP i około 475 mln TRX. Bitcoin nie ma emitenta, ether nie ma emitenta, XRP na XRP Ledger nie ma wydawcy, który mógłby wpisać adres na czarną listę; Ripple może zamrozić RLUSD, ale nie XRP. Można je śledzić, nie można ich zatrzymać. Bitcoiny rozdzielono krótkim łańcuchem obierania na 19 adresów, z których większość trzyma równo po 1 000 BTC, i żaden z nich nie dotknął jeszcze żadnej usługi. XRP, SOL i NEAR, razem około 437 mln dolarów, nie ruszyły się od chwili kradzieży. Wszystko, co zostało, zależy teraz od tego, czy złodziej będzie musiał kiedyś dotknąć miejsca, w którym ktoś pyta o dokumenty.

Chainalysis obserwuje wzorce prania, jakich wcześniej nie widziała: tysiące transakcji w krótkim czasie, środki krążące między adresami i wracające do adresów użytych wcześniej oraz powtarzalny schemat, w którym adres najpierw dostaje dokładnie 1 TRX, potem właściwe środki, potem przekazuje je dalej. To podpis skryptu, nie człowieka. Widać to zresztą w liczbach: na publicznej liście adresów, którą Elliptic udostępniło do kontroli, w migawce z wczesnego ranka 31 października było 2 847 wskaźników, a lista od tej pory rośnie; według mojego przeliczenia tamtego pliku około 1 700 to adresy w sieci Tron, około 1 100 adresy w sieciach zgodnych z Ethereum i ledwie kilkadziesiąt bitcoinowych. Automat pracuje głównie na Tronie, tam, gdzie transakcje są tanie.

Precedens jest świeży. 21 lutego 2025 r. ta sama grupa wyprowadziła z Bybit około 1,5 mld dolarów w etherze. W dziesięć dni wszystko przepuszczono dalej i zamieniono, głównie na bitcoina przez THORChain, protokół wymiany między łańcuchami, którego obroty spuchły przy tym do blisko 5,9 mld dolarów, z około 5,5 mln opłat; jeden z jego deweloperów odszedł w proteście. Prezes Bybit podsumował 4 marca 2025 r.: 77 procent środków nadal da się śledzić, 20 procent zniknęło w ciemności, 3 procent zamrożono. Trzy procent. Po przeliczeniu łupu na bitcoiny rozsiane po ponad 9 tysiącach portfeli ten odsetek niewiele już wzrósł. Elliptic przypomina, że pierwsze adresy z Bybit oznaczyło w osiemnaście minut, a pranie i tak trwało miesiącami.

Dalsza droga jest znana z poprzednich spraw: mosty między łańcuchami, serwisy natychmiastowej wymiany bez weryfikacji, pośrednicy pozagiełdowi, coraz częściej chińskie sieci prania pieniędzy, które zamieniają krypto na gotówkę. Pisałem o tej infrastrukturze szerzej w tekście (Państwa cienia. Jak Iran, Rosja i Korea Północna zamieniły kryptowaluty w infrastrukturę omijania sankcji), a o tym, jak te same przepływy wyglądają z perspektywy polskiego zarzutu, w tekście (Transakcje kryptowalutowe a zarzut prania pieniędzy). Jest też drugi, mniej oczywisty ruch: nic nie robić. Złodziej, którego nie goni przedawnienie ani wierzyciel, może poczekać, aż świat zajmie się czymś innym.

A Tornado Cash, od którego wszystko się zaczęło? W sierpniu 2022 r. amerykański Departament Skarbu objął go sankcjami, w listopadzie 2024 r. sąd apelacyjny uznał, że niezmiennego kodu nie da się traktować jak „własności” podlegającej sankcjom, a 21 marca 2025 r. mikser zniknął z listy sankcyjnej. Jego współtwórca Roman Storm został w sierpniu 2025 r. skazany wyłącznie za zmowę w celu prowadzenia nielicencjonowanej działalności przekazów pieniężnych; co do prania pieniędzy i naruszenia sankcji ława przysięgłych nie osiągnęła zgody, a ponowny proces w sprawie tych dwóch zarzutów wyznaczono na kwiecień 2027 r. Narzędzie, od którego zaczął się największy skok w historii kryptowalut, nie jest dziś objęte amerykańskimi sankcjami. To nie zarzut wobec sądów, tylko opis granic prawa: kodu nie da się aresztować, a jego autora trudno skazać za to, co z kodem zrobili inni.

 

Kto to zrobił: trzy firmy, trzy stopnie pewności

Najmocniejszy publiczny dowód przyszedł z obserwacji w czasie rzeczywistym. Środki z Binance zmieszały się ze środkami skradzionymi 24 września z giełdy Bitget, 387,5 mln dolarów, które Chainalysis i Elliptic przypisały Korei Północnej. Elliptic w pierwszej wersji analizy odtworzyło drogę: z adresu napastnika na Tronie przez łańcuch około 28 skoków, potem przez THORChain i most Hyperlane na Ethereum, na adres, na który wcześniej trafiły pieniądze z Bitget; pierwszy zauważył to śledczy ZachXBT. Na tej podstawie Chainalysis przypisało atak TraderTraitor, a TRM mówi o wysokiej pewności opartej także na danych spoza łańcucha.

Elliptic jest ostrożniejsze i pisze, że udział Korei Północnej jest prawdopodobny, nie pewny. Zastrzeżenia, które wyłożyło w kolejnych aktualizacjach, zasługują na uwagę, bo to najlepszy sprawdzian tego, jak czyta się dowody w łańcuchu. Po pierwsze, nakładanie się jest małe: na wspólny adres dotarło dotąd około 39 tys. dolarów z Binance wobec około 510 tys. z Bitget, a zawodowa sieć prania może obsługiwać więcej niż jednego klienta; wspólna pralnia nie dowodzi wspólnego włamywacza. Po drugie, tempo: pralnie Pjongjangu zamieniają zwykle stablecoiny na aktywa natywne w kilka minut, a tu ponad 2,6 mld dolarów w stablecoinach leżało jeszcze w portfelach napastnika, gdy spadły blokady; USDT trzymano 37 minut na Ethereum i 46 minut na Tronie. Po trzecie, metoda: animatorzy rynku i protokoły pożyczkowe zamiast mostów, jak po Bybit. Po czwarte, brakuje najważniejszego faktu, czyli tego, jak przejęto komputer inżyniera. I po piąte: FBI przypisało Bybit Korei Północnej w pięć dni, a tu powiedziało tylko, że wie o incydencie i współpracuje z partnerami. Rzetelny tekst może opisać silną ocenę wywiadowczą. Nie powinien przemianowywać jej na ustalenie.

 

Dlaczego prawo przegrywa z zegarem

Zestawmy trzy zegary. Złodziej: około dwudziestu minut na wyprowadzenie większości z 6 mld dolarów z jedenastu łańcuchów. Emitenci: od trzydziestu siedmiu minut do pięciu godzin na zamrożenie. I prawo polskie, które dla tych samych pieniędzy, gdyby przechodziły przez instytucję obowiązaną w Polsce, przewiduje ścieżkę z art. 86 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu: instytucja niezwłocznie zawiadamia Generalnego Inspektora Informacji Finansowej i może wstrzymać wskazaną transakcję najwyżej na 24 godziny, Inspektor może zażądać wstrzymania transakcji lub blokady rachunku na nie dłużej niż 96 godzin, prokurator może potem zablokować rachunek postanowieniem na nie dłużej niż 6 miesięcy i przedłużyć blokadę na dalszy okres, nie dłuższy niż kolejne 6, a blokada upada, jeśli w tym czasie nie zapadnie postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym albo w przedmiocie dowodów rzeczowych. Do tego art. 92 tej ustawy każe nie wliczać do biegu terminów godzinowych sobót i dni ustawowo wolnych od pracy. Żaden z tych terminów nie jest czasem oczekiwania; każdy jest smyczą o ustalonej długości, a na końcu każdej smyczy kolejny organ musi chwycić następną. Instytucja ma dobę, Inspektor cztery dni robocze, prokurator pół roku, a wszystko to zakłada, że ktoś w Polsce zauważył transfer i dotarł do podmiotu, który może go zatrzymać. Jak ta procedura wygląda od strony osoby, której konto zablokowano, opisuję w tekście Blokada konta bankowego. Zamrożenie Tethera zajęło trzydzieści siedem minut i nie wymaga niczyjego przedłużania.

Instrument jest zresztą skrojony pod bank. Gdy w 2021 r. Sąd Najwyższy orzekł w dwóch uchwałach, że środki na rachunku bankowym nie istnieją jako rzeczy i nie mają cech dowodu rzeczowego, ustawodawca dopisał do Kodeksu postępowania karnego art. 236b, zgodnie z którym rzeczą lub przedmiotem w rozumieniu przepisów o zatrzymaniu rzeczy są również środki na rachunku; tę historię i jej skutki dla posiadaczy rachunków opisałem w tekście Pieniądze na koncie uznane za dowód rzeczowy. Ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy od 2018 r. zalicza do rachunków także prowadzony elektronicznie zbiór danych, który daje uprawnionym dostęp do jednostek walut wirtualnych, więc blokada z art. 86 obejmuje konto u polskiego dostawcy; Kodeks postępowania karnego takiej definicji nie zna, a definicja rzeczy ruchomej w art. 115 § 9 Kodeksu karnego obejmuje pieniądz, inny środek płatniczy i środek pieniężny zapisany na rachunku, a o to, czy waluta wirtualna jest „innym środkiem płatniczym”, spór trwa; czym w ogóle jest, tłumaczę w tekście Kryptowaluty. W praktyce prokuratura ma trzy drogi: blokadę u polskiego dostawcy usług kryptowalutowych, bo od 2018 r. jest on instytucją obowiązaną; zabezpieczenie majątkowe z art. 291 Kodeksu postępowania karnego, wykonywane jak zajęcie prawa majątkowego w egzekucji cywilnej, o którym piszę w tekście Postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym; oraz fizyczne przejęcie klucza prywatnego przy zatrzymaniu rzeczy, po którym środki przenosi się na adres kontrolowany przez organ. Trzecia droga działa tylko wtedy, gdy klucz jest w zasięgu polskiego funkcjonariusza, a zajęty komputer nie jest jeszcze zajętym majątkiem: dopóki ktoś inny może podpisać transfer, urządzenie w depozycie i pieniądze pod kontrolą organu to dwie różne rzeczy. W sprawie Binance klucze są tam, gdzie napastnik, czyli, jeśli analitycy mają rację, w Pjongjangu.

Za granicą jest wolniej, nie szybciej. Wewnątrz Unii rozporządzenie 2018/1805 o wzajemnym uznawaniu nakazów zabezpieczenia i konfiskaty daje w trybie pilnym do 48 godzin na uznanie nakazu i kolejne 48 na jego wykonanie; poza Unią pozostaje pomoc prawna liczona w tygodniach i miesiącach, a gdy sprawcą jest państwo objęte sankcjami, nie ma nawet adresata wniosku. Unijna reguła podróży z rozporządzenia 2023/1113, stosowana od 30 grudnia 2024 r., każe dostawcom sprawdzać przy transferach powyżej 1 000 euro na samodzielny portfel lub z niego, czy ten portfel należy do ich klienta albo pozostaje pod jego kontrolą, ale dotyczy styku z regulowanym pośrednikiem; do samodzielnego portfela nie daje państwu klucza. Co giełdy i tak muszą raportować o swoich klientach, opisałem w tekście Raportowanie transakcji kryptowalutowych. Unia zauważyła ten problem. Dyrektywa 2024/1260 w sprawie odzyskiwania i konfiskaty mienia, którą państwa członkowskie muszą wdrożyć do 23 listopada 2026 r., wprost wpisuje kryptoaktywa do definicji mienia i każe umożliwić biurom ds. odzyskiwania mienia natychmiastowe zamrożenie, na nie dłużej niż siedem dni roboczych, w sprawach transgranicznych, gdy istnieje bezpośrednie ryzyko zniknięcia mienia, a żaden inny organ nie może działać na czas. To krok w dobrą stronę. Pozostaje pytanie, czym „natychmiast” jest w aparacie, który dotąd mierzył czas w dobach, i kto w Polsce w nocy z czwartku na piątek miałby wysłać do Tethera wezwanie, które Tether uzna za wystarczające.

Bo w tej sprawie rolę biura ds. odzyskiwania mienia odegrała spółka z siedzibą w Salwadorze, która zadziałała po trzydziestu siedmiu minutach, na własną odpowiedzialność i na podstawie własnego regulaminu. Można się z tego cieszyć. Można też zapytać, co się stanie w dniu, w którym ta sama spółka zamrozi nie to, co trzeba, albo nie zamrozi tego, co trzeba, bo żadna ustawa nie mówi, kiedy musi, a kiedy jej nie wolno; mówi o tym jej własny regulamin, który sama napisała.

 

Czyje są zamrożone tokeny

Zamrożenie zatrzymuje pieniądze, ale nie odpowiada na pytanie, czyje one są, a to pytanie okazuje się w kryptoaktywach trudniejsze niż w banku. USDT jest zamienny jak gotówka: jeden token niczym nie różni się od drugiego. Gdy złodziej sprzedaje setki milionów USDT animatorom rynku, ci animatorzy dostają kradzione tokeny i płacą za nie prawdziwym etherem. Gdy wpłaca 60 mln USDT do Aave i pożycza pod nie ether, pożyczkodawcy zostają z kradzionym zabezpieczeniem. Każdy z tych podmiotów powie, że działał w dobrej wierze. Każdy będzie musiał wyjaśnić, dlaczego o dziesiątej wieczorem kupował setki milionów dolarów od adresu, który oddawał dolara za osiemdziesiąt kilka centów.

Prawo polskie nie ma na to gotowej odpowiedzi. Kryptoaktywa nie są rzeczą w rozumieniu art. 45 Kodeksu cywilnego, więc przepisy o nabyciu rzeczy ruchomej od nieuprawnionego w dobrej wierze z art. 169 Kodeksu cywilnego nie stosują się wprost, a doktryna spiera się, co stosować zamiast nich. Prawo karne jest tu ostrzejsze od cywilnego: art. 45 § 3 Kodeksu karnego każe przyjąć, w poważnych sprawach objętych przepadkiem rozszerzonym, a kradzież sześciu miliardów dolarów kwalifikuje się do nich wielokrotnie, że mienie stanowiące korzyść z przestępstwa, przeniesione na osobę trzecią faktycznie lub pod jakimkolwiek tytułem prawnym, nadal należy do sprawcy, chyba że z okoliczności towarzyszących nabyciu nie można było przypuszczać, że pochodzi ono z czynu zabronionego. Ciężar wyjaśnienia okoliczności spada więc na nabywcę; o tym, jak daleko sięga ten mechanizm, pisałem w tekście Konfiskata rozszerzona. Dyrektywa 2024/1260 idzie tą samą drogą: dopuszcza konfiskatę u osoby trzeciej, która wiedziała lub powinna była wiedzieć, że przeniesienie mienia służyło uniknięciu konfiskaty, a jako wskazówkę wymienia nabycie za cenę wyraźnie niższą od rynkowej. Animator, który dostał dolara za osiemdziesiąt kilka centów, będzie musiał się z tą wskazówką zmierzyć. Z drugiej strony sam techniczny kontakt z oznaczonym adresem nie czyni nikogo praczem: art. 299 Kodeksu karnego wymaga umyślności, a nie tylko kreski na wykresie, o czym szerzej w tekście Pranie pieniędzy (art. 299 KK): zarzut, kara i obrona przedsiębiorcy.

Angielski sąd pokazał w 2024 r., jak to wygląda w praktyce. W sprawie D’Aloia przeciwko osobom nieznanym i giełdzie Bitkub High Court uznał, że USDT jest mieniem, które można śledzić i obejmować powiernictwem, po czym oddalił powództwo przeciwko giełdzie, bo powód nie zdołał wykazać, że akurat jego tokeny trafiły na portfel giełdy. Metoda śledzenia przyjęta przez jego biegłego była niejasna, a przez ten portfel przechodziły cudze USDT w wielkich ilościach. Blockchain pokazuje każdy przelew, ale nie mówi, który dolar jest czyj. Tę odpowiedź musi dać metoda, którą zaakceptuje sąd, a sądy dopiero się jej uczą.

Jest i trzecia strona tego medalu, najmniej oczekiwana: wierzyciele państwa, któremu przypisuje się kradzież. 18 kwietnia 2026 r. napastnicy, według firm analitycznych powiązani z Koreą Północną, okradli protokół KelpDAO; Rada Bezpieczeństwa Arbitrum zamroziła trzy dni później 30 765 ETH, około 71 mln dolarów, na tym samym adresie, na którym leżą dziś środki z Binance. Gdy społeczność szykowała się do oddania ich ofiarom, 1 maja kancelaria reprezentująca rodziny z prawomocnymi wyrokami przeciwko Korei Północnej, sprawy Kim przeciwko KRLD, Kaplan i Calderon-Cardona, razem ponad 877 mln dolarów zasądzonych za terroryzm, doręczyła „Arbitrum DAO” nowojorskie wezwanie do wstrzymania rozporządzeń, uznając zamrożony ether za majątek Korei Północnej, bo grupa Lazarus jest jej narzędziem. Sędzia Margaret Garnett postanowieniem z 8 maja 2026 r. pozwoliła przenieść ether do spółki Aave LLC, ale wezwanie podąża za pieniędzmi, a o tym, kto ma do nich lepsze prawo, ofiary włamania czy ofiary reżimu, sąd nie rozstrzygnął, a nic w publicznych aktach nie wskazuje, by rozstrzygnął do dziś. Oto paradoks nad paradoksami: im lepiej udowodnisz, że to Pjongjang, tym mocniejszy argument zyskują ci, którym Pjongjang jest winien pieniądze od dziesięcioleci. Nic nie wskazuje, by takie wezwanie doręczono już w sprawie Binance. Mechanizm jednak leży na stole, a 8 425 ETH z Binance czeka na ten sam głos DAO.

I jeszcze błędne zamrożenie. Emitent, który zamraża na podstawie listy adresów od firmy analitycznej, może trafić w adres niewinnego kontrahenta, a ten nie ma sądu, do którego poszedłby w piątek rano. Drugi prezydencki projekt polskiej ustawy o rynku kryptoaktywów przewiduje odpowiedzialność Skarbu Państwa za niesłuszne blokady i zgodę sądu na ich przedłużanie, co pokazuje, że problem został dostrzeżony przynajmniej po stronie publicznej. Po stronie prywatnej reguluje go regulamin.

 

Polska: państwo, które wciąż nie ma ustawy

Dla polskiego czytelnika ta historia ma dodatkowe tło. Rozporządzenie MiCA obowiązuje w całej Unii, ale wymaga krajowej ustawy, która wskaże nadzorcę, tryb licencjonowania i sankcje. Polska takiej ustawy nie ma. Prezydent zawetował rządową ustawę trzykrotnie: 1 grudnia 2025 r., 12 lutego i 11 czerwca 2026 r.; Sejm nie zdołał odrzucić trzeciego weta, a 8 września 2026 r. do Sejmu trafił drugi projekt prezydencki, ten z blokadą rachunku na 96 godzin na żądanie Przewodniczącego KNF i z sądową kontrolą jej przedłużania. Rząd zapowiedział czwarty, ostrzejszy projekt. W tym czasie Komisja Nadzoru Finansowego nie może wydać ani jednego zezwolenia CASP, bo nie ma do tego podstawy, a polskie firmy szukają zezwoleń w innych państwach.

Binance w tym układzie nie ma licencji w Unii. Po tym, jak 24 czerwca 2026 r. wycofało wniosek złożony greckiemu nadzorcy, od 1 lipca nie świadczy regulowanych usług klientom unijnym; polscy użytkownicy dostali instrukcje wypłaty, o czym pisałem w tekście Binance, licencja MiCA… i selfie zakładnika. W październiku „Financial Times” opisał, że część klientów unijnych obsługuje spółka Binance z Abu Zabi na zasadzie „odwróconego zapytania”, wyjątku dla klientów, którzy zgłaszają się całkowicie z własnej inicjatywy, a unijni nadzorcy przyglądają się tej konstrukcji. Ma to skutek, o którym mało kto pamięta. Gdyby Binance było licencjonowanym w Unii dostawcą usług przechowywania, art. 75 ust. 8 MiCA czyniłby je z mocy prawa odpowiedzialnym wobec klientów za utratę kryptoaktywów wskutek incydentu, który można mu przypisać, do wysokości ich wartości rynkowej z chwili straty. Bez tej licencji obietnica pokrycia strat jest deklaracją handlową, nie gwarancją ustawową, jaką narzuciłaby MiCA, niezależnie od roszczeń, które konkretny klient może mieć z umowy albo z prawa miejscowego. Deklaracja jest zresztą konkretna: giełda odłożyła ponad 6,34 mld dolarów, z czego 5 mld w tych samych tokenach, które skradziono, dokupuje resztę na rynku i zapowiada dowód rezerw na 2 listopada. Dla jej klientów to najważniejsze zdanie w tej historii. Dla prawa to przypomnienie, że w kryptoaktywach ubezpieczycielem ostatniej instancji jest bilans giełdy, a nie żaden system gwarancyjny.

 

Co z tego wynika

Po pierwsze, „zamrożenie krypto” nie jest jedną instytucją, tylko pięcioma różnymi, i w komunikatach po ataku jednym słowem opisuje się wszystkie: czarna lista w kodzie tokena, która unieruchamia saldo, ale nie rozstrzyga, komu je wydać; blokada u przechowawcy, zależna od tego, co przechowawca naprawdę kontroluje; ograniczenie protokołu, jak w Aave, które zatrzymuje nowe operacje, lecz nie cofa wykonanych; uprawnienie awaryjne sieci, jak na Arbitrum, zależne od tego, czy ktoś ma klucze i odwagę ich użyć; oraz zabezpieczenie procesowe państwa, to z gwarancjami procesowymi, za to najwolniejsze. Przepadek albo zwrot pokrzywdzonemu to osobny, szósty krok, i polski kodeks w art. 45 § 1 wyraźnie je rozdziela. W sprawie Binance zadziałały cztery pierwsze. Piąte dopiero się zaczyna.

Po drugie, zamrażalność jest cechą aktywa i tego, kto je kontroluje, nie prawa. Stablecoiny zamrożono w przeważającej części, bitcoina, ethera, XRP i SOL w ogóle. Każda ustawa, która obiecuje „blokadę kryptoaktywów”, obiecuje w istocie blokadę tego, co trzyma pośrednik albo wydaje emitent; reszty nie zatrzyma żaden przepis, tylko ewentualny moment, w którym złodziej spróbuje wrócić do świata dokumentów. Ten moment może nadejść po latach: w lutym 2022 r. amerykański Departament Sprawiedliwości zajął ponad 94 tys. BTC skradzionych z Bitfinex w 2016 r., bo w chmurze jednego z oskarżonych znalazł plik z kluczami prywatnymi. Nie cofnięto blockchaina. Zdobyto klucz.

Po trzecie, czas. Procedura, która swoje środki tymczasowe mierzy w dniach roboczych i półroczach, jest zabytkiem w świecie, w którym 6 mld dolarów zmienia właściciela w dwadzieścia minut, a emitent zamraża w trzydzieści siedem. Dyrektywa 2024/1260 i projekty ustawy o rynku kryptoaktywów idą we właściwą stronę, ale „natychmiast” stanie się prawdziwe dopiero wtedy, gdy ktoś konkretny będzie miał dyżur, adres do Tethera i podpis, którego Tether nie zakwestionuje.

Po czwarte, prywatne zamrożenia potrzebują ram. Dziś działają lepiej niż państwo i dziś należy im za to podziękować. Ale system, w którym o losie miliardów decyduje regulamin spółki, lista adresów od firmy analitycznej i głosowanie posiadaczy tokenów, bez obowiązku działania, z odpowiedzialnością wyłączoną drobnym drukiem i z klauzulą arbitrażową w obcym forum zamiast sądu dla niesłusznie zamrożonego, jest systemem na dobrą pogodę. Sprawa z Nowego Jorku pokazuje, co się dzieje, gdy pogoda się psuje: ofiary włamania i ofiary państwa stają w kolejce po ten sam ether, a decyzja wraca do sądu, tyle że po miesiącach.

I po piąte, rada dla każdego, kto czyta ten tekst nie dla analizy, lecz dlatego, że właśnie stracił pieniądze: liczy się pierwsza doba, adresy i dokumenty. Pełne identyfikatory transakcji, daty w czasie UTC, adresy, kontrakty tokenów i kwoty w jednostkach aktywa, osobno od etykiet, które dostawca analityki przykleja adresom. Potem pytanie, kto naprawdę może zatrzymać transfer: emitent, giełda, do której płyną środki, administrator protokołu czy posiadacz klucza, bo wezwanie skierowane do kogoś, kto nie ma takiej władzy, niczego nie zatrzyma. Zawiadomienie prokuratury jest konieczne, ale samo w sobie niczego nie zamrozi; zamrozić może ten, kto ma guzik, a wszyscy oni działają szybciej niż poczta polecona. I nie dać sobie wmówić, że lista adresów to odzyskane pieniądze. Lista jest wartościowym produktem analitycznym, ale nie jest tytułem wykonawczym, kluczem prywatnym ani decyzją o zwrocie. Z czym w takich sprawach przychodzi się do prawnika, opisuję na stronie Kryptowaluty i nowe technologie.

Blockchain nie zapomina, ale też nie słucha. Jest znakomitym świadkiem, lecz nie jest komornikiem. Prawo słucha, ale zapomina o zegarze. Dopóki ten rozdźwięk trwa, największe kradzieże cyfrowego pieniądza będą się kończyć tak jak ta: z połową łupu widoczną dla wszystkich i nietykalną dla nikogo.

 

Inne artykuły na podobne tematy

Zdecentralizowane finanse DeFi: wyłączenie MiCA, test Howeya i granice regulacji

Smart kontrakty miały zastąpić prawników…

Państwa cienia. Jak Iran, Rosja i Korea Północna zamieniły kryptowaluty w infrastrukturę omijania sankcji

Binance, licencja MiCA …i selfie zakładnika

Majątek Zonda. Portfel XRP ożył

FBI przejmuje serwer Hamasu w São Paulo. Jak Amerykanie namierzają i zamrażają kryptowaluty terrorystów

 

Oszustwa inwestycyjne: pomoc prawna

W sprawach oszustw inwestycyjnych terminy biegną osobno w postępowaniu karnym, cywilnym i upadłościowym, a serwisy oszustów znikają wraz z dowodami. Budujemy pozycję pokrzywdzonego na wszystkich trzech płaszczyznach, bez obietnic co do wyniku.

Sprawdź, jak możemy pomóc