Urząd zakwestionował fakturę marża na auto z UE. Co zmienia wyrok Sądu UE T-569/25
Dealer sprowadza auto z Niemiec na fakturze z adnotacją o procedurze marży. Po trzech latach urząd ustala, że niemiecki sprzedawca nie miał prawa jej stosować, i wydaje decyzję z VAT liczonym od pełnej ceny. Przy aucie kupionym za 90 tys. zł i sprzedanym za 100 tys. zł oznacza to ponad 16 tys. zł podatku więcej na jednym samochodzie, a decyzja obejmuje zwykle kilkadziesiąt transakcji. Sąd UE w wyroku z 14 października 2026 r. (T-569/25) orzekł, że dobrą wiarę kupującego trzeba ocenić już w tej decyzji, a jeśli miał on fakturę z adnotacją o marży, to organ musi wykazać, że wiedział lub powinien był wiedzieć o nieprawidłowości.
Faktura VAT marża na auto: jak urząd po trzech latach przestawia rozliczenie na pełną cenę
Mechanizm sporu z fiskusem jest zawsze ten sam. Przedsiębiorca handlujący towarem używanym (najczęściej samochodami używanymi sprowadzanymi z Unii, ale ten sam schemat dotyczy komisów, handlu zegarkami, biżuterią, elektroniką używaną czy antykami) kupuje towar na fakturze, na której dostawca zamieścił adnotację o procedurze marży. Taka adnotacja działa jak plomba: kupujący przyjmuje, że dostawca spełnił warunki procedury, i sam rozlicza podatek VAT wyłącznie od swojej marży, zgodnie z art. 120 ust. 4 ustawy o VAT. Procedura nie jest ulgą za wiek samochodu. Ma zapobiec powtórnemu opodatkowaniu wartości, w której siedzi już VAT niemożliwy do odliczenia, bo auto kupiono od konsumenta, w zwolnieniu albo od innego pośrednika na marży (art. 120 ust. 10 ustawy o VAT; tak WSA we Wrocławiu w wyroku z 17 października 2012 r., I SA/Wr 1176/12). Oszustwo na marży polega na tym, że papier mówi co innego niż obrót: samochód sprzedany w zwykłym reżimie VAT dostaje w dokumentach historię zakupu od konsumenta albo adnotację o marży, której dostawca nie miał prawa postawić, a podatek liczy się od różnicy cen zamiast od całej ceny. Po latach kontrola ustala, że plomba była fałszywa, bo na wcześniejszym etapie obrotu warunków nie spełniono: auto nie pochodziło od podmiotu z katalogu, towar nie był używany, dostawca okazał się oszustem. I tu zaczyna się właściwy problem, bo organ zrywa plombę jednym ruchem: przestawia całą sprzedaż na zasady ogólne i liczy VAT od pełnej ceny, zwykle bez jednego zdania o tym, co kupujący wiedział lub mógł wiedzieć.
Rachunek na jednym samochodzie pokazuje stawkę tego sporu. Przy zakupie za 90 000 zł i sprzedaży za 100 000 zł marża brutto wynosi 10 000 zł, a VAT od marży 1 869,92 zł. Po zakwestionowaniu procedury podatek liczony jest od pełnej ceny i wynosi 18 699,19 zł. Różnica to 16 829,27 zł na jednej sztuce, przed odsetkami. Decyzje w tej branży rzadko dotyczą jednej sztuki; przy kilkudziesięciu transakcjach w okresie objętym kontrolą spór szybko przekracza pół miliona złotych.
Zacznijmy od argumentu urzędu: przesłanek procedury obiektywnie nie było
Stanowisko organów ma mocny punkt oparcia i trzeba go nazwać, zanim postawię tezę. Procedura marży jest wyjątkiem od zasad ogólnych i przysługuje tylko wtedy, gdy towar trafił do odsprzedawcy od podmiotu z zamkniętego katalogu art. 314 dyrektywy 2006/112/WE (odpowiednio art. 120 ust. 10 ustawy o VAT). Jeżeli dostawca tych warunków nie spełnił, to obiektywnie przesłanek nie było, a wyjątków nie wykłada się rozszerzająco. Z tej perspektywy decyzja przestawiająca rozliczenie na zasady ogólne wygląda na prostą subsumpcję: brak przesłanki, utrata prawa do procedury marży, podatek od całości. Organ ma na to polskie orzecznictwo: NSA od lat powtarza, że to podatnik ma wykazać, od kogo kupił towar, i że gdy umowy okażą się nierzetelne, organ nie ma obowiązku szukać za niego rzeczywistego sprzedawcy (wyroki z 28 listopada 2019 r., I FSK 1581/17, z 17 sierpnia 2023 r., I FSK 761/23, i z 7 lutego 2024 r., I FSK 1803/19), że sama adnotacja na fakturze niezgodna ze stanem faktycznym nie wystarczy (wyrok z 16 kwietnia 2015 r., I FSK 261/14), a poprawność formalna faktur nie zastąpi rzeczywistości zdarzeń (wyrok z 7 grudnia 2018 r., I FSK 1993/16).
Ten argument jest poprawny dokładnie w połowie. Trybunał Sprawiedliwości już w wyroku z 18 maja 2017 r. w sprawie C-624/15 Litdana orzekł, że organ nie może odmówić procedury marży podatnikowi, który otrzymał fakturę z adnotacją o marży, tylko dlatego, że dostawca zastosował ją błędnie; odmowa jest możliwa dopiero wtedy, gdy to organy ustalą, że nabywca nie działał w dobrej wierze lub nie podjął racjonalnych środków, by upewnić się, że transakcja nie prowadzi do udziału w oszustwie. Co więcej, organy nie mogą generalnie wymagać od kupującego, by badał, czy wystawca faktury rozliczył VAT i spełnił pozostałe warunki procedury, ani by gromadził na to dokumenty (pkt 40 wyroku Litdana, powtórzony w pkt 32 omawianego wyroku). Obiektywny brak przesłanek otwiera więc dopiero pytanie o świadomość kupującego; nie zamyka sprawy. Polskie sądy przyjęły ten standard szybko. NSA już 13 czerwca 2017 r., niecały miesiąc po Litdanie, orzekł, że przy fakturach jednoznacznie potwierdzających nabycie na zasadach marży organ, chcąc odebrać procedurę, musi jednoznacznie wykazać, że podatnik wiedział lub powinien był wiedzieć o oszustwie wystawcy (I FSK 1952/15), i powtórzył to w wyroku z 5 listopada 2024 r. (I FSK 845/21), choć tam podatnik przegrał, bo firmy z jego faktur nie istniały albo zaprzeczyły sprzedaży, a on sam przyznał, że nie sprawdzał ani ich dokumentów, ani numerów VAT. Obie linie da się pogodzić: ciężar wykazania, od kogo kupiono towar, leży na podatniku, ale gdy pokaże fakturę z adnotacją o marży, ciężar wykazania jego złej wiary przechodzi na organ. Spór w Polsce nie toczy się więc o to, czy dobra wiara ma znaczenie, bo to rozstrzygnięto w 2017 r., lecz o to, co znaczy „powinien był wiedzieć” i czy organ w ogóle to zbadał.
Co dokładnie orzekł Sąd UE w sprawie T-569/25
Sprawa, w której zapadł wyrok z 14 października 2026 r., jest niemiecka, ale jej mechanika będzie znajoma każdemu polskiemu dealerowi. Spółka X-GmbH, handlująca biżuterią i zegarkami m.in. przez platformy internetowe, rozliczała w latach 2013 i 2014 część sprzedaży w procedurze marży na podstawie faktur z adnotacją o jej zastosowaniu. Po kontroli urząd uznał, że dostawcy nie mieli do tego prawa, bo towary miały być nowe, i w lutym 2020 r. wydał decyzje korygujące z VAT liczonym od pełnej wartości sprzedaży. Sąd finansowy pierwszej instancji skargę oddalił z uzasadnieniem, które jest sednem całego sporu: dobra wiara kupującego nie ma znaczenia w postępowaniu wymiarowym, a chronić ją może dopiero odrębne postępowanie oparte na zasadach słuszności, w którym organ działa uznaniowo. Federalny trybunał finansowy nabrał wątpliwości, czy takie rozdzielenie jest zgodne z prawem Unii, i w lutym 2025 r. skierował pytanie prejudycjalne; sprawę, zgodnie z przekazaną Sądowi w 2024 r. właściwością prejudycjalną w dziedzinie VAT (art. 50b statutu Trybunału), przejął od Trybunału Sąd UE i rozstrzygnął ją w pięcioosobowym składzie drugiej izby, standardowym dla spraw prejudycjalnych w Sądzie, bez opinii rzecznika generalnego, pod przewodnictwem prof. Niny Półtorak, tej samej, która w 2015 r. jako sędzia sprawozdawca NSA napisała wyrok I FSK 261/14 o tym, że sama adnotacja na fakturze nie zastąpi faktów.
Rozstrzygnięcie ma dwie warstwy. Pierwsza potwierdza i utrwala standard z Litdany: jeżeli podatnik dysponuje fakturą z adnotacją o procedurze marży, to odmówić mu jej stosowania można dopiero po ustaleniu przez organ, że nie działał w dobrej wierze lub zaniechał racjonalnych środków ostrożności (pkt 33 wyroku). Ciężar wykazania tych okoliczności spoczywa na organie, nie na podatniku. Warstwa druga jest nowa i dotyczy miejsca tego badania: zasada skuteczności prawa Unii sprzeciwia się praktyce, w której dobrej wiary nie uwzględnia się w samym postępowaniu wymiarowym, lecz odsyła ją do odrębnej, uznaniowej procedury słusznościowej. Sąd policzył, co takie rozdwojenie kosztuje podatnika: podwójne postępowania administracyjne i sądowe, podwójne koszty pomocy prawnej, dłuższy czas, inne zasady dowodzenia (pkt 38 do 48). Sentencja mówi wprost, że art. 314 dyrektywy VAT w świetle zasady skuteczności stoi na przeszkodzie takiej praktyce krajowej.
Co w tym jest pewne, a co jeszcze nie. Pewna jest sentencja i przytoczony standard dobrej wiary, bo wynikają wprost z opublikowanego tekstu orzeczenia. Pewne jest też, że to kolejne ogniwo utrwalonej linii, nie jednorazowy wyskok: Sąd buduje wprost na Litdanie i na teście skuteczności z wcześniejszego orzecznictwa. Otwarta pozostaje jedna kwestia proceduralna. Orzeczenie prejudycjalne Sądu może wyjątkowo zostać poddane kontroli Trybunału na wniosek pierwszego rzecznika generalnego, złożony w terminie miesiąca od ogłoszenia wyroku; termin upływa 14 listopada 2026 r., a że to sobota, przesuwa się na poniedziałek 16 listopada (art. 49 regulaminu postępowania przed Trybunałem). Jeśli wniosku nie będzie, odpowiedź Sądu stanie się z upływem tego terminu skuteczna; jeśli wpłynie, Trybunał ma miesiąc na decyzję, czy kontrolę otworzyć, i dopiero jej wynik przesądzi o losie wyroku (art. 62 i 62b statutu Trybunału). Kontrolę otwiera się rzadko i tylko przy poważnym ryzyku dla jednolitości lub spójności prawa Unii, a wyrok, który powtarza Litdanę, w naszej ocenie takiego ryzyka nie stwarza. Mimo to przed powołaniem go w piśmie procesowym warto sprawdzić w serwisie curia, czy nabrał już skuteczności.
Polskie postępowanie po tym wyroku: gdzie decyzje organów mają lukę
Polska procedura nie zna niemieckiego rozdwojenia na wymiar i tryb słusznościowy, i właśnie dlatego wyrok uderza u nas mocniej, niż sugeruje jego niemiecki rodowód. W polskim postępowaniu podatkowym nie ma „drugiego okienka”, w którym dobra wiara mogłaby wybrzmieć później: umorzenie zaległości z art. 67a Ordynacji podatkowej jest instrumentem uznaniowym, dotyczy zapłaty, nie prawa do procedury, i nikt nie twierdzi, że to tam należy badać świadomość nabywcy. Dobra wiara musi więc zostać zbadana w jedynym postępowaniu, które wchodzi w grę: wymiarowym, tak jak sądy administracyjne od lat badają ją przy prawie do odliczenia. Tymczasem praktyka, którą obserwujemy w sprawach klientów, idzie w przeciwnym kierunku: decyzje przestawiające sprzedaż z marży na zasady ogólne zapadają po ustaleniu nieprawidłowości u dostawcy, bez jakichkolwiek ustaleń co do świadomości nabywcy. W świetle T-569/25 i Litdany taka decyzja ma lukę dowodową w elemencie, który warunkuje samo rozstrzygnięcie, a to klasyczny zarzut naruszenia art. 122 i art. 187 § 1 Ordynacji podatkowej: organ nie zebrał i nie rozpatrzył materiału w zakresie przesłanki, którą sam musi wykazać. Na tle polskiego orzecznictwa wyrok T-569/25 zmienia trzy rzeczy. Po pierwsze, czyni z dobrej wiary element konstrukcyjny decyzji, bez którego odmowa procedury jest przedwczesna. NSA powiedział to już w 2017 r., uznając, że ustaleń o świadomości podatnika, których organ nie poczynił w postępowaniu, nie da się nadrobić twierdzeniami w skardze kasacyjnej (I FSK 1952/15, pkt 5.4); była to jednak linia orzecznicza, którą organ mógł próbować odróżnić od swojej sprawy, a teraz jest to wykładnia prawa Unii, wiążąca każdy organ i każdy sąd. Po drugie, w pkt 32 powtarza granicę z Litdany: organ nie może w sposób generalny wymagać, by nabywca badał, czy wystawca faktury spełnił warunki procedury, ani by miał na to dokumenty. To argument przeciwko praktyce, w której „powinien był wiedzieć” rozrasta się do obowiązku audytowania dostawcy, jak w wyroku NSA z 17 lipca 2025 r. (I FSK 959/22): sygnałami były tam nowy kontrahent bez pisemnej umowy i bez zachowanego śladu zapewnienia o prawie do marży oraz faktury różniące się od faktur WDT tylko dopiskiem „marge revelling” i opatrzone unijnym NIP dostawcy, a sąd wyprowadził z nich oczekiwanie, że nabywca zażąda od kontrahenta jego własnych dokumentów zakupu, i obciążył spółkę tym, że nie przedstawiła dowodów podjęcia jakichkolwiek kroków; Litdana dopuszcza dodatkowe sprawdzenia, gdy są sygnały nieprawidłowości, ale zakazuje czynić z nich reguły. Po trzecie, w pkt 46 mówi wprost, kto dowodzi: podatnik ma prawo do procedury, chyba że organ udowodni złą wiarę albo brak racjonalnych środków ostrożności. To odpowiedź także na tok rozumowania z I FSK 959/22: brak dowodów staranności po stronie nabywcy nie jest jeszcze dowodem jej braku, a ten ma przedstawić organ.
O tym, czy kupujący „powinien był wiedzieć”, rozstrzygają dokumenty, i to je sprawdzamy u klienta w pierwszej kolejności: faktury zakupu z adnotacją o marży i ich kompletność, korespondencję z dostawcą, ślady weryfikacji pojazdu (historia, VIN, stan licznika, pochodzenie), wreszcie cenę zakupu na tle rynku, bo cena rażąco odbiegająca od rynkowej jest jednym z sygnałów, które organ wykorzysta. Z orzecznictwa NSA wynika, co jeszcze liczy się jako sygnał: nowy, nieznany kontrahent bez pisemnej umowy, brak jakiegokolwiek śladu pytania o jego prawo do marży, faktura wyglądająca jak faktura WDT z unijnym NIP dostawcy i samym dopiskiem o marży (I FSK 959/22), a przy zakupach od osób prywatnych na giełdach brak dokumentów tożsamości zbywców (wyrok z 28 listopada 2019 r., I FSK 1581/17). Dobra wiara ma tu wymiar branżowy, a ogólne zasady należytej staranności w VAT opisaliśmy w leksykonie: od zawodowego handlarza autami wolno wymagać więcej niż od okazjonalnego nabywcy, ale nie aż tyle, by prywatnie audytował rozliczenia swojego dostawcy; granicę między jednym a drugim wyznaczył już wyrok Litdana, a orzecznictwo o dowodzeniu nieuczciwości przedsiębiorcy przez organ stosuje się tu odpowiednio. Osobnym ryzykiem w sprawach aut z Unii bywa przekwalifikowanie zakupu na wewnątrzwspólnotowe nabycie towaru z obowiązkiem rozliczenia podatku przez nabywcę; to odrębny front tej samej wojny i zasługuje na odrębną analizę; o tym, czy doszło do WNT, decydują okoliczności faktyczne, nie wola stron (wyrok WSA w Poznaniu z 26 marca 2014 r., I SA/Po 553/13). Jedno zastrzeżenie trzeba postawić od razu: jeśli auto było nowym środkiem transportu w rozumieniu ustawy o VAT (do 6 miesięcy od dopuszczenia do użytku albo do 6 000 km przebiegu), procedura marży nie wchodzi w grę: nabycie takiego auta z innego państwa Unii jest zawsze wewnątrzwspólnotowym nabyciem opodatkowanym w Polsce, bez względu na status sprzedawcy (art. 9 ust. 3 i art. 16 ustawy o VAT), więc warunków z art. 120 ust. 10 nie da się spełnić, a przy dalszej dostawie takiego auta do innego państwa Unii wyłącza ją wprost art. 120 ust. 21; dealerowi, który widział datę pierwszej rejestracji i stan licznika, trudno będzie bronić się dobrą wiarą; wyrok chroni zaufanie do faktury, nie ślepotę na cechy towaru. Dla porządku: omawiana procedura dotyczy towarów używanych; jej siostrzana konstrukcja, marża w usługach turystyki, rządzi się własnym reżimem z art. 119 ustawy o VAT.
Co zrobić teraz: kontrola w toku, decyzja, sprawa zakończona
Po pierwsze, kontrola lub postępowanie w toku. Obojętne, czy sprawę otworzyła kontrola podatkowa, czy kontrola celno-skarbowa, która w branży aut sprowadzanych z Unii jest częsta: argumentacja pozostaje ta sama, bo decyzja wymiarowa i tak zapada w postępowaniu podatkowym na gruncie Ordynacji. Wyrok daje gotową linię obrony: w zastrzeżeniach do protokołu kontroli albo po doręczeniu wyniku kontroli celno-skarbowej, a potem w toku postępowania należy żądać, by organ poczynił ustalenia co do dobrej wiary, i składać dowody staranności (dokumenty wymienione wyżej), a każdy projekt decyzji pomijający ten element kwestionować jako przedwczesny. To nie jest prośba o łaskę, lecz egzekwowanie elementu konstrukcyjnego rozstrzygnięcia, który organ musi wykazać sam.
Po drugie, decyzja nieostateczna, odwołanie albo skarga w WSA. Zarzut oparty na T-569/25 w związku z Litdaną oraz art. 122 i 187 § 1 Ordynacji podnosi się na każdym z tych etapów, w odwołaniu tak samo jak w skardze do wojewódzkiego sądu administracyjnego; sądy administracyjne są związane wykładnią prawa Unii, a pominięcie świeżego wyroku Sądu UE w uzasadnieniu samo w sobie je obciąża. Dopóki sprawa jest przed organem, warto złożyć także wniosek dowodowy zmierzający do wykazania staranności, zanim zrobi to za podatnika organ, po swojemu; przed sądem administracyjnym zostaje już tylko dowód uzupełniający z dokumentu (art. 106 § 3 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi).
Po trzecie, sprawa zakończona. Tu pojawia się wątek z terminem, więc opisuję go precyzyjnie i z dwoma zastrzeżeniami. Ordynacja przewiduje wznowienie postępowania zakończonego decyzją ostateczną, gdy orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wpływ na treść decyzji (art. 240 § 1 pkt 11), z wnioskiem składanym w terminie miesiąca od publikacji sentencji w Dzienniku Urzędowym UE (art. 241 § 2 pkt 2); granicą jest tu przedawnienie zobowiązania, bo po jego upływie organ co do zasady stwierdzi przesłankę wznowienia, ale decyzji nie uchyli (art. 245 § 1 pkt 3 lit. b). Dla spraw zakończonych prawomocnym wyrokiem sądu administracyjnego analogiczną furtkę otwiera od 2021 r. art. 272 § 2a Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi: orzeczenie TSUE mające wpływ na treść wyroku, skarga w terminie trzech miesięcy, także liczonym od publikacji sentencji w Dzienniku Urzędowym UE. NSA wymaga przy tym, by orzeczenie unijne zostało opublikowane już po uprawomocnieniu się wyroku krajowego, a po pięciu latach od uprawomocnienia wznowienie jest co do zasady wyłączone (art. 278). Zastrzeżenie pierwsze, prawdopodobne, nie pewne: T-569/25 wydał Sąd UE w ramach właściwości prejudycjalnej przekazanej mu w 2024 r., a oba przepisy mówią o orzeczeniu TSUE. Za objęciem nimi wyroków Sądu przemawia wykładnia systemowa (traktatowo Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej obejmuje i Trybunał, i Sąd, a orzeczenie prejudycjalne Sądu pełni identyczną funkcję), a Ministerstwo Finansów w stanowisku przekazanym prasie w październiku 2024 r. uznało, że przez orzeczenia TSUE w polskich przepisach należy rozumieć także orzeczenia Sądu; orzecznictwo nie zdążyło jeszcze tej kwestii przetestować. Zastrzeżenie drugie, i to jest słabszy punkt tej drogi: oba przepisy wymagają, by orzeczenie unijne miało wpływ na treść rozstrzygnięcia, a NSA rozumie to jako bezpośrednią korelację między stanowiskiem Trybunału a treścią wyroku i bada ją merytorycznie. Organ odpowie więc, że wyrok dotyczy niemieckiej praktyki odsyłania dobrej wiary do odrębnego trybu, której w Polsce nie ma, a standard materialny pochodzi z Litdany z 2017 r. Odpowiedź brzmi, że wyrok potwierdza, iż zbadanie dobrej wiary jest warunkiem odmowy procedury marży i że ciężar wykazania złej wiary spoczywa na organie, a decyzja wydana bez takich ustaleń jest z tym standardem sprzeczna; który z tych argumentów przeważy, żaden sąd jeszcze nie rozstrzygnął. Praktycznie oznacza to dwie rzeczy: terminy zaczną biec dopiero od publikacji sentencji w Dzienniku Urzędowym UE, która na dziś nie nastąpiła, oraz że w sprawach zakończonych warto przygotować wniosek zawczasu i złożyć go w terminie liczonym ostrożnie, traktując go jako opcję o koszcie niewielkim wobec stawki sporu, nie jako obietnicę.
Czego nie robić: nie dorabiać dokumentacji wstecz. Najmocniej bronią autentyczne ślady z czasu transakcji; dowody wolno zbierać także później, choćby oświadczenia dostawcy czy zeznania świadków, ale dokumentów nie wolno tworzyć wstecz ani antydatować, bo organ to rozpozna i wykorzysta przeciwko podatnikowi.
Podsumowanie
Wyrok T-569/25 nie znosi warunków procedury marży i nie chroni nikogo, komu organ wykaże, że wiedział o oszustwie dostawcy, przymykał na nie oczy albo nie zrobił tego, co rozsądny kupiec w jego sytuacji powinien był zrobić. Przestawia natomiast kolejność, która w polskiej praktyce bywała odwracana: najpierw ustalenia o świadomości kupującego, potem ewentualna decyzja odbierająca marżę, a nie odwrotnie. Adnotacja o procedurze marży jest plombą na fakturze. Chroni tego, kto naprawdę kupił towar od jej wystawcy. Zrywać ją wolno tylko temu, kto wcześniej udowodni, że kupujący wiedział, co jest w środku, albo powinien był to wiedzieć.
Spory o procedurę marży prowadzimy na każdym z trzech etapów opisanych wyżej, od zastrzeżeń do protokołu po skargę kasacyjną, w ramach reprezentacji w sporach z fiskusem. Dealerom, których kontrola jeszcze nie objęła, proponujemy przegląd faktur marżowych i procedury weryfikacji dostawców w ramach audytu podatkowego: te same dokumenty, które rozstrzygną spór o „powinien był wiedzieć”, lepiej uporządkować, zanim zapyta o nie organ.
Stan prawny i faktyczny na 27 października 2026 r. Wyrok Sądu UE z 14 października 2026 r., T-569/25 (X-GmbH przeciwko Finanzamt Y), cytowany według polskiego wydania tymczasowego z serwisu InfoCuria; wobec orzeczeń prejudycjalnych Sądu UE statut przewiduje wyjątkową procedurę kontroli przez Trybunał (wniosek pierwszego rzecznika generalnego w terminie miesiąca od ogłoszenia wyroku; bez wniosku odpowiedź Sądu staje się skuteczna z upływem tego miesiąca), a sentencja nie została jeszcze opublikowana w Dzienniku Urzędowym UE, od czego zależą terminy wznowieniowe opisane w tekście. Przywołane orzecznictwo: wyrok TSUE z 18 maja 2017 r., C-624/15 Litdana; wyroki NSA z 13 czerwca 2017 r., I FSK 1952/15, z 5 listopada 2024 r., I FSK 845/21, i z 17 lipca 2025 r., I FSK 959/22; postanowienie NSA z 18 listopada 2020 r., I FSK 460/20; wyrok NSA z 13 sierpnia 2025 r., III FSK 656/25; pozostałe orzeczenia według sygnatur w tekście. Rachunek liczbowy ma charakter przykładowy: ta sama cena brutto 100 000 zł, stawka 23 proc., bez VAT od ewentualnego WNT, który przy pełnym prawie do odliczenia jest neutralny.
Zarzuty VAT: karuzele i puste faktury
W sporach o VAT organ kwestionuje rozliczenie za lata wsteczne, a ciężar wykazania okoliczności transakcji spada na podatnika. Reprezentujemy przedsiębiorców w sprawach o zwrot VAT, w kontrolach, przed sądami administracyjnymi i w postępowaniach karnych skarbowych.

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.