Jak polski fiskus opodatkowuje amerykańską LLC: cztery interpretacje i adres, pod którym mieszka ćwierć miliona firm
Sheridan w stanie Wyoming ma niespełna dwadzieścia tysięcy mieszkańców, jedną główną ulicę i parterowy budynek z żółtej cegły pod numerem 30 przy North Gould Street. Według analizy Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych opartej na danych OpenCorporates w latach od 2019 do 2024 pod tym adresem zarejestrowano ponad 266 tysięcy spółek, czyli ponad 40 procent wszystkich nowych podmiotów powstających w Wyoming. Lokalna policja, izba handlowa i miejscowa gazeta co roku odbierają telefony od ludzi z całego świata, którzy uważają, że oszukała ich firma spod tego adresu. Nikt z tych firm fizycznie tam nie pracuje. Budynek jest siedzibą agenta rejestrowego, a spółki istnieją w nim tylko jako wiersze w bazie danych Sekretarza Stanu.
Wśród tych wierszy są, jak wolno przypuszczać, także spółki założone przez polskich programistów, freelancerów i sprzedawców internetowych, którym platforma płatnicza albo amerykański kontrahent zasugerowali, że lepiej mieć firmę „w Stanach”. Zakładanie takiej spółki trwa kilkanaście minut i kosztuje mniej niż dobry laptop. Trzy różne systemy prawne patrzą potem na ten sam byt i widzą trzy różne rzeczy. Amerykański fiskus nie widzi go w ogóle, bo jednoosobowa LLC jest dla niego podmiotem pominiętym. Polski fiskus, jak pokażę niżej, widzi wyłącznie wspólnika. A świat instytucji zajmujących się przeciwdziałaniem praniu pieniędzy widzi w LLC to, czym bywała najczęściej w głośnych sprawach ostatnich piętnastu lat: maskę.
Chimera z Wyoming: czym LLC jest, a czym nie jest
Limited liability company narodziła się w Wyoming w 1977 roku jako konstrukcja hybrydowa: ograniczenie odpowiedzialności jak w spółce kapitałowej, opodatkowanie jak w spółce osobowej. Przez dwadzieścia lat status podatkowy LLC był przedmiotem sporów z Internal Revenue Service, aż w 1997 roku weszły w życie przepisy znane jako check-the-box. Od tej pory podatnik sam wybiera, czy jego LLC ma być opodatkowana jak korporacja, a jeżeli wyboru nie dokona, spółka jednoosobowa staje się disregarded entity, czyli podmiotem pominiętym dla celów federalnego podatku dochodowego. Przychody i koszty przypisuje się wprost właścicielowi, tak jakby spółki nie było.
Tu leży pierwsza, fundamentalna różnica między amerykańskim a europejskim myśleniem o spółce. W Europie forma prawna z reguły przesądza o statusie podatkowym: spółka z ograniczoną odpowiedzialnością czy GmbH jest podatnikiem podatku dochodowego z natury, spółka jawna czy niemiecka KG jest transparentna z natury. W Stanach Zjednoczonych status podatkowy jest przedmiotem wyboru, a forma prawna niczego o nim nie mówi. Ta sama LLC może być w oczach fiskusa niczym, spółką osobową albo korporacją, zależnie od zaznaczonego kwadratu. To właśnie ta elastyczność uczyniła LLC ulubionym narzędziem planowania międzynarodowego i jednocześnie zmusiła Unię Europejską do budowy skomplikowanych przepisów o strukturach hybrydowych, które Polska wdrożyła do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych od 2021 roku.
Druga różnica dotyczy jawności i formy. Polska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością powstaje przed notariuszem albo w systemie S24, wymaga kapitału zakładowego w wysokości co najmniej 5 000 złotych, jest wpisywana do Krajowego Rejestru Sądowego wraz z informacją o wspólnikach, którą każdy może bezpłatnie pobrać z internetu, i od pierwszego dnia prowadzi pełne księgi rachunkowe. Niemiecka GmbH wymaga 25 000 euro kapitału i również publikuje listę wspólników w rejestrze handlowym. Amerykańska LLC nie wymaga kapitału minimalnego, powstaje przez złożenie jednostronicowego formularza, jej umowa (operating agreement) jest dokumentem prywatnym, którego nikt nie rejestruje, a w większości stanów rejestr publiczny nie zawiera nazwisk członków ani menedżerów. Jedynym punktem styku ze światem jest agent rejestrowy, czyli podmiot komercyjny odbierający korespondencję pod adresem, który z działalnością spółki nie ma nic wspólnego.
Europa ma własne hybrydy: brytyjską LLP, niemiecką GmbH & Co. KG, polską spółkę komandytową. Różnica polega na tym, że europejskie rejestry ujawniają wspólników, a od kilku lat także beneficjentów rzeczywistych, i że hybrydowość europejska dotyczy zwykle odpowiedzialności, nie statusu podatkowego wybieranego kliknięciem. LLC jest chimerą na obu poziomach jednocześnie.
Jak LLC traktuje polski fiskus?
Polska ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych zna tylko dwa rodzaje spółek: te, które są podatnikami, i te, których wynik rozliczają wspólnicy. O zaliczeniu zagranicznej spółki do pierwszej grupy decyduje art. 5a pkt 28 lit. d ustawy: spółka niemająca osobowości prawnej z siedzibą w innym państwie jest podatnikiem tylko wtedy, gdy prawo podatkowe tego państwa traktuje ją jak osobę prawną i opodatkowuje od całości dochodów. Kryterium jest więc podatkowe, nie cywilistyczne. Nie pytamy, czy LLC ma w Wyoming zdolność prawną, bo ma; pytamy, czy amerykański fiskus traktuje ją jak korporację. Jednoosobowej LLC bez wyboru na formularzu 8832 nie traktuje.
Praktyka organów potwierdza ten tok myślenia konsekwentnie od dekady, a jej cztery ogniwa układają się w czytelną opowieść.
W interpretacji z 4 marca 2016 roku (1061-IPTPB3.4511.25.2016.1/AC) Dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi zajął się polską rezydentką, która przez amerykańską LLC sprzedawała klucze do programów antywirusowych i, jak podała we wniosku, miała w Stanach prawdziwe biuro, z którego realizowano transakcje. Organ uznał wspólniczkę za podatnika, a jej działalność za zakład położony w USA: dochód podlegał opodatkowaniu w obu państwach z zaliczeniem podatku amerykańskiego, zgodnie z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania z 1974 roku. Substrat w Ameryce był prawdziwy, więc i zakład był prawdziwy.
Pięć lat później, w interpretacji z 12 sierpnia 2021 roku (0112-KDIL2-2.4011.501.2021.1.KP), obraz się odwrócił. Przyszły jedyny wspólnik LLC, która miała sprzedawać towary przez amerykańską platformę handlową w modelu logistycznym prowadzonym przez tę platformę, bez biura, bez pracowników, z agentem rejestrowym i towarem w cudzych magazynach jako jedynymi śladami w USA i zarządem wykonywanym w całości z Polski, zapytał, czy całość dochodu spółki rozlicza w Polsce. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej odpowiedział, że tak, przyjmując argumentację wnioskodawcy bez własnego uzasadnienia. Bez substratu nie ma zakładu, a bez zakładu cały dochód wraca do państwa rezydencji.
Interpretacja z 10 października 2023 roku (0114-KDIP3-1.4011.637.2023.3.MG) dotyczyła podatku od niezrealizowanych zysków: podatnik zamierzał wnieść udziały i akcje w polskich spółkach do transparentnej LLC (spółki wieloosobowej, opodatkowanej jak partnership). Organ uznał, że Polska nie traci prawa do opodatkowania, bo przychody z udziału w LLC są przychodami wspólnika z działalności gospodarczej, i przyjął za prawidłowe stanowisko, że transparentna LLC nie mieści się w żadnej kategorii podatników polskiej ustawy o CIT. Potwierdził zarazem chłodno, o co sam wnioskodawca pytał, że późniejsza zmiana rezydencji podatkowej podatek ten wywoła. Chimera nie chroni przed exit tax; chroni przed nim wyłącznie pozostanie w Polsce.
Najświeższe ogniwo to interpretacja z 12 maja 2026 roku (0115-KDIT1.4011.277.2026.1.MR), wydana z pełnym uzasadnieniem dla jedynego członka LLC, która nie ma w USA biura ani personelu, jest kierowana z Polski i przez dwa pierwsze lata nie przyniosła zysku. Organ rozstrzygnął trzy kwestie. Dochody wspólnika to pozarolnicza działalność gospodarcza, którą można opodatkować podatkiem liniowym. Spółka nie jest zakładem w Stanach, bo nie prowadzi tam faktycznej działalności. I wreszcie, przy ocenie przepisów o zagranicznych jednostkach kontrolowanych organ wymienił kolejno wszystkie kategorie z art. 30f ust. 2 pkt 1 ustawy i stwierdził, że taka LLC nie należy do żadnej z nich: nie jest osobą prawną, nie jest spółką kapitałową w organizacji, nie jest też spółką, o której mowa w art. 1 ust. 3 pkt 2 ustawy o CIT. Przepisy o CFC nie mają do niej zastosowania w całości.
To ostatnie zdanie ma wagę większą, niż sugeruje jego techniczna forma. Najsilniejszy argument przeciwników transparentności brzmiał zawsze tak: LLC jest w prawie stanowym odrębnym podmiotem, ma majątek, zaciąga zobowiązania, występuje przed sądem, więc „posiada osobowość prawną” w rozumieniu art. 5a pkt 28 lit. a i powinna być podatnikiem CIT bez względu na to, jak traktuje ją Ameryka. Organ w 2026 roku przyjął, że LLC nie jest osobą prawną, z jednym zastrzeżeniem: wziął to z opisu stanu faktycznego, bo organ interpretacyjny nie wykłada prawa obcego. Kto powołuje się na tę linię, bierze na siebie ciężar wykazania, że jego spółka rzeczywiście ma w Stanach taki status. Cztery interpretacje zgadzają się co do zasady, że podatnikiem jest wspólnik, a nie spółka, i rozchodzą się wyłącznie tam, gdzie rozchodzą się fakty: przy biurze w Ameryce zakład powstał, bez biura nie powstał. Nie tworzą natomiast same z siebie utrwalonej praktyki interpretacyjnej w rozumieniu art. 14n § 4 pkt 2 i § 5 Ordynacji podatkowej, bo ta wymaga rozstrzygnięć w takich samych stanach faktycznych, w takim samym stanie prawnym i w oknie obejmującym dany okres rozliczeniowy oraz dwanaście miesięcy przed nim. Dla rozliczenia za 2026 rok liczy się więc interpretacja majowa i te, które organ wyda obok niej; wcześniejsze pokazują kierunek, nie dają ochrony. To moja ocena, nie stanowisko organu.
Z linii tej wynikają dla polskiego rezydenta trzy praktyczne konsekwencje, o których marketing platform zakładających spółki online milczy. Po pierwsze, amerykańska LLC bez substratu w Stanach nie daje żadnej korzyści podatkowej: cały jej dochód jest dochodem wspólnika opodatkowanym w Polsce według skali albo podatkiem liniowym, dokładnie tak, jak dochód z jednoosobowej działalności. Po drugie, dokłada ona drugi reżim sprawozdawczy, bo zagraniczny właściciel jednoosobowej LLC musi co roku składać do IRS formularz 5472 z pro forma 1120, nawet gdy spółka nie zarobiła ani dolara, a sankcja za każde uchybienie wynosi 25 000 dolarów. Po trzecie, transparentność chroni tylko wtedy, gdy jest konsekwentna: jeżeli spółka zaczyna zarabiać, wspólnik płaci zaliczki w Polsce jak każdy przedsiębiorca, a jeżeli wybrałby w USA opodatkowanie jako korporacja, cała analiza wywraca się do góry nogami i wraca pytanie o polskiego rezydenta podatkowego zarządzanego z Warszawy.
Dlaczego świat patrzy na amerykańskie LLC z podejrzliwością?
Odpowiedź zaczyna się od geografii. W dwupiętrowym budynku pod adresem 1209 North Orange Street w Wilmington w stanie Delaware zarejestrowanych jest, według danych z 2012 roku, co najmniej 285 tysięcy podmiotów, a sam stan Delaware ma ponad dwa miliony aktywnych podmiotów gospodarczych, czyli około dwóch na każdego z niespełna miliona mieszkańców. W 2011 roku reporterzy Reutersa opisali ceglany domek o powierzchni 1 700 stóp kwadratowych w Cheyenne, w którym zarejestrowano ponad dwa tysiące spółek; ściany salonu pokrywały numerowane skrzynki pocztowe udające „apartamenty biurowe”, a w ofercie były spółki „z półki”, odleżałe kilka lat po to, by wyglądały na solidne przy otwieraniu rachunków bankowych. Reuters nazwał to małym Kajmanem na Wielkich Równinach. Piętnaście lat później stolica tego przemysłu przeniosła się do Sheridan, o którym pisałem na wstępie: według ICIJ pod adresem agenta rejestrowego przy North Gould Street zarejestrowały się spółki, które łącznie otrzymały dziesiątki milionów dolarów pandemicznej pomocy publicznej, w tym jedna, która po otrzymaniu ponad pół miliona dolarów zmieniła adres korespondencyjny na budynek w Chinach i rozwiązała się z powodu niezłożenia dokumentów. Agent rejestrowy odpowiedział, że jego nazwa figuruje na tysiącach rejestrów i nie oznacza to żadnego związku z tymi firmami, a organom ścigania ułatwia on doręczanie pism. Obie rzeczy mogą być prawdą jednocześnie, i w tym właśnie tkwi problem.
Drugi wątek to Pandora Papers. W grudniu 2021 roku ICIJ i „Washington Post” opisały „koktajl kowbojski”: trust prawa Wyoming, którym zarządza nie osoba, lecz anonimowa LLC, opakowany w kolejne spółki o ukrytej własności. Wśród klientów tej konstrukcji znaleźli się rosyjski miliarder, dawny zarządca majątku dominikańskiego dyktatora Trujillo i argentyński potentat napojów; dokumenty nie zawierały dowodów, że trusty te ukrywały środki pochodzące z przestępstw, ale pokazały, dla kogo zbudowano to narzędzie. Parlament Europejski wymienił wtedy Wyoming, Dakotę Południową, Alaskę, Delaware i Nevadę jako ośrodki tajemnicy finansowej i korporacyjnej.
Trzeci wątek to liczby. Tax Justice Network, publikująca co dwa lata Financial Secrecy Index, w 2022 roku postawiła Stany Zjednoczone na pierwszym miejscu wśród jurysdykcji umożliwiających ukrywanie majątku, przed Szwajcarią i Singapurem, a w aktualizacji z czerwca 2025 roku utrzymała je na szczycie, przypisując im około jednej czwartej światowej podaży usług tajemnicy finansowej. Kluczowy powód jest strukturalny: Stany Zjednoczone nie przystąpiły do wspólnego standardu automatycznej wymiany informacji CRS, a własny system FATCA zbudowały tak, że otrzymują od świata znacznie więcej danych, niż oddają. W zestawieniu Tax Justice Network dotyczącym pomocy administracyjnej w sprawach podatkowych USA uzyskały zero punktów na siedem możliwych. Polski urząd skarbowy dowiaduje się z Warszawy o rachunku w Szwajcarii, na Kajmanach i w Singapurze; o rachunku w Wyoming nie dowiaduje się z niczego poza deklaracją podatnika.
Byłoby jednak nieuczciwe udawać, że to problem wyłącznie amerykański. Kiedy w 2014 roku z mołdawskich banków wyprowadzono ponad miliard dolarów, prawie jedną ósmą PKB tego kraju, głównymi wehikułami były szkockie spółki komandytowe, a ich liczba wzrosła między 2007 a 2016 rokiem o 430 procent. Te same szkockie i angielskie partnerstwa, z rachunkami w bankach bałtyckich, były osią „pralni” rosyjskiej, azerskiej i tzw. Troika Laundromat, a estoński oddział Danske Banku obsługiwał je przez lata, zanim ktokolwiek zareagował. Szkockie „zero-tax offshore companies” reklamowano wprost na Łotwie, Ukrainie i w Rosji, z urzędowym certyfikatem dobrego standingu w pakiecie. Wehikuł jest objawem. Chorobą jest tajemnica własności połączona z tanią rejestracją i strażnikami, którzy nie zadają pytań.
Dwa modele jawności: Europa rejestruje, Ameryka rezygnuje
Na tę samą chorobę Europa i Ameryka zapisały sobie różne lekarstwa, a ostatnie cztery lata pokazały, jak odmiennie rozumieją słowo „jawność”.
Unia Europejska czwartą i piątą dyrektywą AML zbudowała centralne rejestry beneficjentów rzeczywistych i od 2020 roku otworzyła je dla każdego. Polska poszła najdalej: Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych, działający od 2019 roku, pozwalał każdemu bezpłatnie sprawdzić po numerze NIP, kto stoi za spółką. Ten model zatrzymał Trybunał Sprawiedliwości UE, który wyrokiem z 22 listopada 2022 roku w sprawach C-37/20 i C-601/20 uznał powszechny dostęp do danych beneficjentów za nieproporcjonalną ingerencję w prawo do prywatności i ochrony danych. Luksemburg ograniczył dostęp do rejestru natychmiast, inne państwa poszły za nim, a unijny prawodawca odbudował system w pakiecie z 2024 roku: rozporządzenie AML i szósta dyrektywa 2024/1640 przewidują dostęp pełny dla organów, dostęp dla instytucji obowiązanych oraz dostęp dla każdego, kto wykaże uzasadniony interes, przy czym dziennikarzom i organizacjom społecznym interes ten się domniemywa. Nad całością stanął nowy urząd, AMLA we Frankfurcie. Polska implementuje ten kierunek nowelizacją ustawy AML, która uchyla przepis o jawności rejestru i wprowadza dostęp na wniosek z wykazaniem uzasadnionego interesu; według stanu na połowę 2026 roku rejestr pozostawał jawny, a pełne ograniczenie dostępu było zaplanowane na lipiec 2026 roku.
Stany Zjednoczone przeszły drogę odwrotną. Corporate Transparency Act z 2021 roku, uchwalony po Panama Papers z ponadpartyjnym poparciem, nałożył od 1 stycznia 2024 roku na kilkadziesiąt milionów amerykańskich spółek obowiązek zgłoszenia beneficjentów do FinCEN, do bazy z założenia niepublicznej, dostępnej organom ścigania i za zgodą spółki bankom. Fala pozwów i zmiana administracji zrobiły resztę: w marcu 2025 roku rozporządzeniem tymczasowym zwolniono wszystkie spółki utworzone w USA, a rozporządzeniem końcowym z 11 sierpnia 2026 roku FinCEN zwolnienie to utrwalił i zapowiedział usunięcie zgromadzonych danych o osobach amerykańskich. Obowiązek raportowania pozostał wyłącznie dla spółek zagranicznych zarejestrowanych do działania w USA. Dwa lata po starcie największy w historii amerykański rejestr beneficjentów przestał istnieć dla własnych spółek.
Powstała asymetria, którą warto zobaczyć oczami jednego przedsiębiorcy. Jeżeli mieszkaniec Szczecina ma polską spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, każdy może dziś przeczytać w Krajowym Rejestrze Sądowym, że jest jej wspólnikiem, a w CRBR, że jest jej beneficjentem. Jeżeli ten sam człowiek ma LLC w Wyoming, żaden rejestr publiczny ani rządowy w Stanach nie zna jego nazwiska. Zna je natomiast jego amerykański bank, bo amerykańska reguła należytej staranności z 2018 roku każe bankom identyfikować beneficjentów przy otwieraniu rachunku, i zna je platforma płatnicza, przez którą spółka miała zarabiać. Ameryka nie zrezygnowała z wiedzy o właścicielach; zrezygnowała z jej centralizacji w rękach państwa i przekazała ją prywatnym strażnikom.
Trendy AML i KYC: od rejestrów do strażników prywatnych
Ta obserwacja opisuje szerszy trend, który wykracza poza spór o rejestry. Ciężar identyfikacji beneficjentów przesuwa się z rejestrów publicznych na instytucje obowiązane i na komercyjne bazy danych. Dostawcy danych o powiązaniach własnościowych odnotowali po wyroku Trybunału wyraźny wzrost liczby zmapowanych relacji, bo banki i kancelarie kupują to, czego państwo przestało dawać za darmo. Znajomość klienta przestaje być czynnością wykonywaną raz, przy otwarciu relacji, a staje się procesem ciągłym, w którym każdą zmianę w strukturze własności wychwytuje algorytm. Europa dokłada do tego wspólny nadzór AMLA nad podmiotami transgranicznymi o najwyższym ryzyku, jednolite rozporządzenie zamiast dwudziestu siedmiu transpozycji i obniżony do 25 procent próg uznania za beneficjenta.
Stany Zjednoczone idą w przeciwną stronę na poziomie państwa i w tę samą na poziomie rynku. Amerykański fintech, który prowadzi rachunek dla LLC założonej z Polski, zna paszport, adres i źródło środków właściciela lepiej niż większość europejskich banków; robi to jednak dla siebie, dla własnego bezpieczeństwa regulacyjnego, i nie dzieli się tą wiedzą z polskim fiskusem, bo żaden traktat go do tego nie zobowiązuje. Rozjazd między dwoma modelami tworzy pole do arbitrażu regulacyjnego, ale tworzy też pułapkę dla nieuważnych: ten sam brak przejrzystości, który kusi nieuczciwych, sprawia, że uczciwy właściciel LLC musi sam zadbać o to, by jego polskie rozliczenia były kompletne, bo nikt mu w tym nie pomoże i nikt go w porę nie ostrzeże.
I tu wracamy do czterech interpretacji, które opisałem wyżej. Ich wartość dla polskiego przedsiębiorcy nie polega na tym, że coś mu „załatwiają”, bo nie załatwiają niczego: przenoszą całość dochodu do Polski i odbierają złudzenie korzyści podatkowej. Polega na tym, że czynią dobrowolną zgodność z prawem tanią i przewidywalną. Wiadomo, kto jest podatnikiem, wiadomo, do jakiego źródła zaliczyć dochód, wiadomo, że nie trzeba prowadzić ewidencji CFC ani składać PIT-CFC, wiadomo, że LLC bez substratu nie jest zakładem. W świecie, w którym amerykańskie państwo nie widzi właściciela, a polskie państwo nie widzi rachunku, taka przewidywalność jest jedynym, co pozostaje po stronie uczciwości.
Co z tego wynika dla polskiego przedsiębiorcy?
- Amerykańska LLC założona przez polskiego rezydenta i kierowana z Polski nie zmniejsza podatku ani o złotówkę. Jej dochód jest dochodem wspólnika z działalności gospodarczej, opodatkowanym w Polsce według skali albo liniowo, a spółka nie jest zakładem w USA, jeżeli nie ma tam biura, personelu ani faktycznej działalności.
- Przepisy o zagranicznych jednostkach kontrolowanych nie mają zastosowania do jednoosobowej LLC o statusie disregarded entity, co organ interpretacyjny potwierdził w maju 2026 roku z pełnym uzasadnieniem. Ostrożny podatnik może mimo to prowadzić jednostronicowy rejestr swoich zagranicznych podmiotów; kosztuje to niewiele, a zamyka dyskusję.
- Zmiana klasyfikacji w USA, czyli wybór opodatkowania jak korporacja, zmienia wszystko: spółka staje się kandydatem na podatnika CIT, a zarząd wykonywany z Polski czyni z niej kandydata na polskiego rezydenta podatkowego. Decyzję o wyborze klasyfikacji należy podejmować z polskim doradcą, nie z formularzem.
- Obowiązki amerykańskie istnieją niezależnie od dochodu: coroczny formularz 5472 z pro forma 1120, raport roczny w stanie rejestracji, agent rejestrowy. Sankcja 25 000 dolarów za każde uchybienie jest realna, a formularze te dla zagranicznego właściciela składa się faksem lub pocztą, nie elektronicznie, więc dowód nadania trzeba zachować.
- Koniec raportowania beneficjentów do FinCEN nie oznacza końca KYC. Bank, platforma płatnicza i kontrahenci wiedzą, kto jest właścicielem, i będą pytać. Anonimowość LLC jest anonimowością wobec rejestru, nie wobec rynku, a i wobec sądu bywa krótka, o czym pisałem przy okazji spółek z Delaware.
- Jeżeli spółka miała służyć wyłącznie jako klucz do platformy płatniczej i nie zarabia, warto policzyć koszt jej utrzymania rok do roku i porównać z kosztem zamknięcia. Uśpiona LLC generuje obowiązki samym istnieniem, a nową można założyć w kilka dni. Wzorcowy przypadek użycia LLC zgodnie z jej naturą opisałem w przewodniku o zakładaniu spółek za granicą: konsultant sprzedający usługi klientom w Stanach założył spółkę w Wyoming dla rachunku i procesora płatności, wykazywał jej dochód na bieżąco w polskim zeznaniu, podatku nie zaoszczędził ani złotówki i nikt mu tego nie obiecywał.
Wracam do budynku z żółtej cegły w Sheridan. Nie jest on siedzibą zła; jest siedzibą pewnej filozofii, według której państwo nie musi wiedzieć, kto prowadzi firmę, dopóki firma płaci opłatę roczną. Europa wybrała filozofię odwrotną i właśnie uczy się, że jawność ma granice wyznaczone prywatnością. Polski przedsiębiorca z LLC stoi między tymi dwoma światami i tylko od niego zależy, którą z ich cech przyjmie za własną: amerykańską swobodę, która nie zwalnia z polskiego podatku, czy europejską przewidywalność, którą czwórka interpretacji daje mu prawie za darmo. Kancelaria Prawna Skarbiec przygotowuje pisemne analizy statusu podatkowego zagranicznych spółek polskich rezydentów, wraz z rekomendacją, czy strukturę utrzymać, uporządkować, czy zamknąć.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.