Upadłość Zondacrypto? Estoński sąd zamroził majątek spółki Zondacrypto.

Upadłość Zondacrypto? Estoński sąd zamroził majątek spółki Zondacrypto.

2026-07-29

W poniedziałek 27 lipca 2026 r. estoński sąd zakazał BB Trade Estonia OÜ, operatorowi giełdy zondacrypto, rozporządzania majątkiem bez zgody tymczasowego nadzorcy sądowego (ajutine pankrotihaldur); postanowienie w sprawie o sygnaturze 2-26-14436/4 odnotowano w estońskich rejestrach gospodarczych.  Dzień później obowiązki nadzorcy sądowego objął Margus Lentsius, talliński praktyk upadłościowy, który zapowiedział, że zaczyna od zbierania informacji o majątku, wierzytelnościach i wierzycielach spółki. Dla dziesiątek tysięcy klientów, w większości Polaków, którzy od miesięcy nie mogą odzyskać środków, brzmi to jak długo wyczekiwany przełom.

Ten wątek monitorujemy uważnie; na dziś zmienia on jednak niewiele: upadłość nie przeszkadza pokrzywdzonym klientom tej giełdy kryptowalut, ale i niewiele im pomoże, na razie zaś nie ma nawet upadłości, jest tylko pierwszy krok w jej kierunku.

 

Fakty, stan na 29 lipca 2026 r.

Chronologia ostatnich tygodni układa się w spójny ciąg. 18 maja 2026 r. estońska jednostka analityki finansowej (Rahapesu Andmebüroo) częściowo zawiesiła licencję FVT000209 i nakazała spółce dostosowanie działalności do warunków zezwolenia w terminie trzydziestu dni. Zawieszenie zakazywało przyjmowania nowych środków, ale, co warte odnotowania, nie ograniczało wypłat na rzecz dotychczasowych klientów. Wypłaty mimo to nie ruszyły.

29 czerwca 2026 r. urząd cofnął licencję w całości, ponieważ spółka nie wykonała nakazu; zezwolenie, obowiązujące od 5 października 2020 r., wygasło po niespełna sześciu latach. BB Trade Estonia nie złożyła sprawozdania finansowego za 2025 r., a w estońskim rejestrze przedsiębiorców widnieje ogłoszenie o możliwym wykreśleniu podmiotu.

Wniosek o ogłoszenie upadłości złożyła w Estonii osoba fizyczna reprezentowana przez adwokata Marka Keimana z kancelarii Magnusson, który od maja buduje grupę pokrzywdzonych inwestorów. 27 lipca sąd wydał zakaz rozporządzania majątkiem i ustanowił tymczasowego nadzorcę. Upadłość nie została ogłoszona; postępowanie jest na etapie wstępnym, a następnym istotnym punktem będzie raport tymczasowego nadzorcy. Skalę sprawy wyznaczają dwie liczby: Prokuratura Regionalna w Katowicach szacuje szkody na co najmniej 350 mln zł, a estońska prasa pisze o wyłudzeniu ponad 80 mln euro. Liczbę poszkodowanych klientów różne źródła szacują od około trzydziestu do nawet pięćdziesięciu siedmiu tysięcy.

Po raz pierwszy od początku afery do spółki, którą zarząd faktycznie porzucił, wchodzi ktoś z ustawowymi uprawnieniami i osobistą odpowiedzialnością zawodową. Zakaz rozporządzania zamraża to, co jeszcze istnieje. Syndyk może żądać dokumentów i informacji od banków, rejestrów oraz giełd, na które trafiały aktywa; po ewentualnym ogłoszeniu upadłości dochodzą do tego instrumenty ubezskuteczniania czynności dokonanych przed upadłością, w tym transferów do podmiotów powiązanych, oraz roszczenia wobec członków zarządu. Orzeczenia estońskiego sądu upadłościowego podlegają automatycznemu uznaniu w całej Unii na podstawie rozporządzenia 2015/848, więc ich skutki obejmują majątek położony także poza Estonią.

To wszystko prawda i właśnie dlatego traktujemy postępowanie estońskie poważnie. Tyle że między „nadzorca może” a „klient odzyska” rozciąga się przepaść.

 

Krok pierwszy to nie upadłość

Zakaz rozporządzania majątkiem i tymczasowy nadzorca to instytucje etapu badania wniosku, nie postępowania upadłościowego właściwego (§ 20 i § 22 estońskiej ustawy upadłościowej, Pankrotiseadus). Nazwa wymaga słowa wyjaśnienia: estoński ajutine pankrotihaldur bywa w polskich relacjach oddawany kalką „tymczasowy syndyk”, funkcjonalnie odpowiada jednak tymczasowemu nadzorcy sądowemu z art. 38 i 38a Prawa upadłościowego i tak też o nim piszemy. Dłużnik zachowuje zarząd majątkiem, tyle że rozporządzenia wymagają zgody powołanego (estoński zakaz może przy tym objąć wszystkie rozporządzenia, nie tylko czynności przekraczające zwykły zarząd), a jego zadaniem jest ustalenie stanu majątku i raport dla sądu; pełnoprawnym syndykiem pankrotihaldur staje się dopiero z ogłoszeniem upadłości.

Sama terminologia potwierdza tezę tej części: to etap nadzoru, nie zarządu masą. Z tego etapu prowadzą trzy wyjścia: sąd ogłasza upadłość, sąd oddala wniosek, albo sąd umarza sprawę, ponieważ majątku nie starcza choćby na koszty postępowania, chyba że wierzyciele wpłacą zaliczkę na jego prowadzenie (§ 27 i § 29).

Terminy zgłaszania wierzytelności, uprawnienia do zaskarżania wcześniejszych czynności spółki, pełny zarząd masą: wszystko to rodzi się dopiero z ogłoszeniem upadłości. Kalendarz jest przy tym ciasny: sąd rozpoznaje wniosek wierzyciela co do zasady w terminie trzydziestu dni od powołania tymczasowego nadzorcy, a z ważnych powodów w terminie dwóch miesięcy, zatem rozstrzygnięcia w przedmiocie samego ogłoszenia należy się spodziewać między końcem sierpnia a końcem września. Ogłoszenie jest prawdopodobne, prędzej czy później i z czyjegokolwiek wniosku. Tyle że ogłoszenie upadłości i skuteczne przeprowadzenie postępowania upadłościowego to nie to samo. Postępowanie bez masy umiera na koszty, przed ogłoszeniem albo po nim.

Przewidujemy, że pierwszym realnym testem tej sprawy nie będzie żaden spektakularny ruch nadzorcy, lecz prozaiczne pytanie o to, kto sfinansuje dalszy ciąg. Do rachunku kosztów dochodzi rachunek skali. Estonia to jurysdykcja licząca niespełna półtora miliona mieszkańców, w której sądy ogłaszają około stu pięćdziesięciu upadłości spółek rocznie, a wszystkie bezmajątkowe upadłości 2025 r. wygenerowały łącznie około 73,5 mln euro strat wierzycieli: mniej, niż wynosi podejrzewany niedobór w tej jednej sprawie. Typowa estońska upadłość to lokalna firma i garstka wierzycieli; tutaj w kolejce może stanąć od trzydziestu do pięćdziesięciu siedmiu tysięcy wierzycieli zagranicznych, z roszczeniami denominowanymi w kryptoaktywach, dokumentami w trzech językach i majątkiem rozproszonym po co najmniej czterech jurysdykcjach, czyli wolumen zgłoszeń w jednym postępowaniu porównywalny ze wszystkimi wnioskami upadłościowymi wpływającymi do estońskich sądów przez okres od piętnastu do trzydziestu lat.

Przegląd estońskiego nadzoru upadłościowego wskazuje przy tym spóźnione wnioski dłużników jako systemową słabość krajową (w pięćdziesięciu sześciu z siedemdziesięciu zbadanych spraw wniosek złożono za późno), więc BB Trade wpisuje się w miejscowy wzorzec, tyle że w skali bez precedensu. Nie piszemy tego przeciwko estońskim instytucjom; to rachunek przepustowości: małe i sprawne sądownictwo projektowane do spraw lokalnych będzie się uczyć tej sprawy w biegu, a nauka z reguły kosztuje czas.

 

Geografia majątku, czyli spółka estońska bez Estonii

W Estonii spółka miała adres, wpis do rejestru i licencję. Licencja jest cofnięta, biuro według doniesień opuszczone, personelu brak, zarząd pozostaje nieosiągalny, a trzej członkowie rady nadzorczej złożyli w połowie kwietnia rezygnacje. Oceniamy jako wysoce prawdopodobne, i podkreślamy, że to ocena, nie pewnik, że w samej Estonii istotnych aktywów po prostu nie ma; zweryfikuje to raport tymczasowego nadzorcy.

Za tą oceną stoją fakty publiczne. Prezes spółki twierdził publicznie, że klucze do zimnego portfela mającego zawierać około 4,5 tys. BTC przepadły wraz z założycielem giełdy, który zniknął w 2022 r.; wskazany przez niego adres to jednak jeden z najbardziej znanych uśpionych portfeli bitcoina na świecie i żaden dowód nie łączy go ze spółką. Dla masy upadłości ta alternatywa jest bezlitosna: albo portfel nie należy do spółki, albo należy i nikt nie potrafi go otworzyć; w obu wariantach rezerwa pozostaje poza zasięgiem. Analizy przepływów firmy śledczej Recoveris wskazują, że rezerwy operacyjne giełdy stopniały o ponad 99 procent, a między grudniem 2025 r. i kwietniem 2026 r. z portfeli spółki wyszło około 21 mln dolarów w ponad pięciuset transakcjach. Ostatnie sprawozdanie wykazywało wprawdzie 35 mln euro kapitału własnego, ale audytorzy już w 2021 r. nie potrafili potwierdzić, że deklarowane bitcoiny rzeczywiście istnieją. Papierowa zamożność tej spółki jest częścią problemu, nie jego rozwiązaniem.

Substancja tej działalności leżała zresztą gdzie indziej. Klienci i złotówkowe przepływy w Polsce. Oddział w Katowicach. Obsługa wpłat i wypłat przez polskie ogniwa płatnicze. Baza transakcyjna u polskiego dostawcy technologii. Powiązania kapitałowe prowadzące do Szwajcarii. Wreszcie kryptoaktywa, które nie leżą w żadnym państwie, tylko na łańcuchu. Formalnie estońskie postępowanie główne obejmuje cały majątek dłużnika, gdziekolwiek położony. Fizycznie w Estonii może obejmować niewiele ponad meble.

 

Wierzyciel, nie właściciel: kim w tej upadłości będą klienci

Jeżeli aktywa klientów były wymieszane ze środkami spółki, a na to wskazuje sama natura niedoboru, klienci wystąpią w upadłości jako wierzyciele, nie jako właściciele wyodrębnionego mienia. Wierzyciel staje w kolejce: po kosztach postępowania i po wierzytelnościach uprzywilejowanych. Ta kwalifikacja przesądzi o matematyce odzysku mocniej niż jakiekolwiek postanowienie sądu. Dziś odpowiedzi nie zna nikt; przybliży ją dopiero raport nadzorcy.

 

Jak estoński nadzorca i syndyk będą działać za granicą

Rozporządzenie 2015/848 daje i dzisiejszemu nadzorcy, i przyszłemu syndykowi mocny tytuł: powołanie każdego z nich podlega automatycznemu uznaniu we wszystkich państwach członkowskich i każdy może wykonywać swoje uprawnienia także poza Estonią. Tyle teoria. Praktyka mieści się w art. 21 tego rozporządzenia: działając za granicą musi on przestrzegać prawa miejscowego i nie przysługują mu środki przymusu. Zajęcia, spory i egzekucje prowadzi się przed miejscowymi sądami, rękami miejscowych pełnomocników, za miejscowe stawki. Każde państwo to osobny front i osobny budżet. Poza Unią rozporządzenie nie obowiązuje wcale: w Szwajcarii, w Emiratach czy w Stanach Zjednoczonych estońska upadłość wymaga odrębnego uznania w lokalnej procedurze, kosztownej i o niepewnym wyniku. Piszemy to bez złośliwości, ale i bez złudzeń: w Tallinie każdy z nich jest gospodarzem, wszędzie indziej petentem, lepiej lub gorzej umocowanym, zawsze jednak proszącym o cudzy czas według cudzych procedur. Petent bez budżetu nie bywa przyjmowany szybko.

 

Księgi spółki, których nikt nie wyda

Na papierze Pankrotiseadus nakłada na dłużnika i osoby nim zarządzające obowiązek udzielania informacji i współdziałania, z sankcjami włącznie, a tymczasowemu nadzorcy pozwala żądać informacji także od urzędów i instytucji finansowych (§ 22). Tylko wobec kogo sankcje egzekwować? Członkowie zarządu przebywają poza Estonią i nie odpowiadają na korespondencję, pracowników nie ma, nie wiadomo nawet, kto fizycznie dysponuje dokumentacją.

Pozostają źródła pośrednie: historia rachunków bankowych i płatniczych, dane administracji skarbowej, dokumentacja biegłych rewidentów, tych samych, którzy już w 2021 r. nie potrafili potwierdzić istnienia deklarowanych bitcoinów, księgowość polskiego oddziału, wreszcie baza transakcyjna u dostawcy technologii. I tu ujawnia się asymetria, do której zaraz wrócimy: najcenniejsze z tych źródeł leżą w Polsce, a po dowody położone w Polsce najszybciej sięga nie nadzorca ani syndyk, lecz prokurator, w trybie przymusowym. Nadzorca może o księgi zabiegać. Prokurator może je zabrać.

 

Jednego majątku nie zjada się dwa razy

To jest sedno naszej wstrzemięźliwości. Te same aktywa nie zaspokoją wierzycieli podwójnie. Jeżeli składnik majątku zostanie zabezpieczony w postępowaniu karnym, na poczet przepadku korzyści albo kompensaty dla pokrzywdzonych, to praca syndyka nad tym samym składnikiem nie tworzy wartości; tworzy koszty i spór o pierwszeństwo.

A wyścig o te składniki nie jest wyrównany. Prokuratura dysponuje przeszukaniem, zatrzymaniem rzeczy i danych informatycznych, europejskim nakazem dochodzeniowym, unijnym systemem wzajemnego uznawania nakazów zabezpieczenia i konfiskaty oraz kanałami współpracy policyjnej sięgającymi poza Unię. Ten wyścig zresztą już trwa: prokuratura zablokowała 4 mln euro na rachunku we francuskim banku, sięgając po nie właśnie w trybie unijnego wzajemnego uznawania nakazów, a katowickie śledztwo przedłużono do 17 stycznia 2027 r. Lista narzędzi, którymi dysponuje syndyk, a nie dysponuje prokurator, jest krótka i składa się w całości z możliwości składania różnych pozwów. Powtórzymy zdanie, które napisaliśmy w kwietniu, bo nic się w nim nie zdezaktualizowało: żadna prywatna firma nie ma narzędzi, których nie miałby sąd lub prokuratura. Rachunek ma też wymiar czysto dystrybucyjny: kwota ściągnięta do masy wraca do pokrzywdzonych po potrąceniu kosztów postępowania i wynagrodzenia syndyka, w kolejce za wierzytelnościami uprzywilejowanymi; kompensata orzeczona w wyroku karnym trafia do pokrzywdzonego bez tej kolejki i bez tych potrąceń.

Jest i subtelniejsza warstwa tej samej zasady: jednego roszczenia nie używa się dwa razy. Kodeks postępowania karnego zawiera klauzulę antykumulacyjną (art. 415 § 1 zdanie drugie): sąd karny nie orzeka obowiązku naprawienia szkody, jeżeli o roszczeniu wynikającym z przestępstwa prawomocnie orzeczono albo jest ono przedmiotem innego postępowania. W piśmiennictwie przyjmuje się, że wystarcza sama zawisłość innego postępowania, a sąd bada w każdej sprawie tożsamość obu roszczeń. Otwarte pozostaje, czy wierzytelność zgłoszona przeciwko spółce jest tym samym roszczeniem, którego pokrzywdzony dochodzi w procesie karnym od osób fizycznych: Sąd Najwyższy w sprawie IV KK 234/17 dopatrzył się takiej tożsamości na tle odpowiedzialności menedżerów i pogląd ten bywa przywoływany w orzecznictwie jako ugruntowany, część orzecznictwa widzi to jednak łagodniej. Nie rozstrzygamy tu tego sporu; wystarczy nam, że ryzyko jest realne. Wniosek praktyczny jest prosty: kolejność i koordynacja kroków mają znaczenie, a odruch zapisywania się na każdą listę naraz może później kosztować więcej, niż dziś daje. Naszym priorytetem pozostaje zabezpieczenie i kompensata w postępowaniu karnym; ścieżkę upadłościową traktujemy jako uzupełniającą i uruchamianą we właściwym momencie.

 

Uczciwe zastrzeżenie: aktywa, po które sięgnie tylko syndyk

Dla równowagi nazwijmy wyjątek. Istnieje klasa aktywów, po którą prokurator nie sięgnie wprost, a syndyk tak: wierzytelności samej spółki. Opisywana w mediach pożyczka na około 75 mln euro udzielona podmiotowi powiązanemu, jeżeli istnieje i jest ściągalna, jest roszczeniem masy, o ile nie jest korzyścią z przestępstwa. To samo dotyczy roszczeń o ubezskutecznienie transferów dokonanych przed upadłością oraz roszczeń wobec członków zarządu, w Estonii także za spóźnione złożenie wniosku o upadłość. To nie jest zero. Tyle że każde z tych aktywów istnieje wyłącznie w trybie warunkowym: trzeba je wyprocesować, w kilku jurysdykcjach, za pieniądze, których masa nie ma. Jeżeli estońskie postępowanie znajdzie finansowanie, to będzie jego właściwe pole.

 

Druga strona medalu: syndyk może upomnieć się także nienależne wypłaty wobec klientów

Mniej wygodna wiadomość dla części czytelników. Estońskie prawo pozwala syndykowi zaskarżać wypłaty i inne czynności z okresu poprzedzającego upadłość jako preferencyjne zaspokojenie jednych wierzycieli kosztem innych albo jako czynności dokonane z pokrzywdzeniem ogółu; zakres ochrony dobrej wiary odbiorcy zależy od podstawy zaskarżenia. Nie piszemy tego, żeby straszyć, lecz żeby nikt nie traktował ogłoszenia upadłości jak święta. Kto wypłacał znaczące środki w miesiącach poprzedzających zamrożenie, powinien już dziś zabezpieczyć dokumentację przebiegu i ekwiwalentności swoich transakcji oraz powstrzymać się od działań ofensywnych na zapas. Dla takich osób upadłość oznacza potencjalne ryzyko, nie nadzieję.

 

Wtórne postępowanie w Polsce: jedyna upadłość, w której polski wierzyciel nie jest turystą

Spółka ma w Polsce oddział, a oddział jest zakładem w rozumieniu rozporządzenia 2015/848; zresztą nawet niezależnie od formalnego oddziału sama skala operacyjna w Polsce broniłaby tezy o zakładzie. Otwarcie głównego postępowania w Estonii nie zamyka więc drogi do wtórnego postępowania przed polskim sądem, obejmującego majątek położony w Polsce: z polskim syndykiem, w polskim języku, ze zgłoszeniami w Krajowym Rejestrze Zadłużonych i z naturalną bliskością do katowickich śledztw. Wierzyciel może zgłosić wierzytelność w obu postępowaniach, a systemy rozliczają się tak, żeby nikt nie został zaspokojony podwójnie. Czy polski sąd mógłby pójść dalej i otworzyć w Polsce postępowanie główne, spierając się o to, gdzie naprawdę leżał środek interesów tej spółki? Teoretycznie tak i nie przesądzamy tego w żadną stronę; praktycznie ścieżka wtórna jest pewniejsza niż spór o jurysdykcję. Dodajmy dla porządku rzecz, o której pisaliśmy już wiosną: do żadnego wniosku upadłościowego nie potrzeba tysięcy podpisów. Wystarczy jeden wierzyciel, który wykaże niewypłacalność dłużnika (§ 9 i § 10 Pankrotiseadus; wystarczy na przykład niewykonanie wymagalnego zobowiązania mimo trzydziestodniowego wezwania albo bezskuteczna egzekucja). Masowość zapisów bywa potrzebna organizatorom przedsięwzięć, nie procedurze.

 

Co z tego wynika dla Ciebie, konkretnie

Na dziś w Estonii nie ma czego zgłaszać; upadłość nie została ogłoszona i żaden termin nie biegnie. Jeżeli zostanie ogłoszona, wierzytelności zgłasza się syndykowi co do zasady w terminie dwóch miesięcy (§ 93 ust. 1 Pankrotiseadus) od obwieszczenia w dzienniku urzędowym Ametlikud Teadaanded, a prawo unijne łagodzi pozycję wierzyciela zagranicznego: znani wierzyciele z innych państw członkowskich powinni zostać powiadomieni indywidualnie, zgłoszenia można dokonać na standardowym unijnym formularzu, co do zasady także w języku polskim, choć syndyk może zażądać tłumaczenia. Jeżeli ruszy wtórne postępowanie w Polsce, zgłoszenia będą składane po polsku, w kraju. O terminach poinformujemy z wyprzedzeniem i z instrukcją; nie ma dziś powodu płacić komukolwiek za rezerwację miejsca w kolejce, która jeszcze nie istnieje.

W każdym wariancie przyszłości pracuje natomiast to samo: dokumentacja. Historia rachunku, potwierdzenia wpłat i nieudanych wypłat, korespondencja z giełdą, zrzuty salda. Ścieżka karna idzie pierwsza, bo status pokrzywdzonego zabezpiecza pozycję niezależnie od kalendarza upadłości i od tego, kto i gdzie ją ostatecznie otworzy; ten sam materiał dowodowy przesądzi później o skuteczności zgłoszenia wierzytelności.

I ostrzeżenie, które powtarzamy przy każdej takiej wiadomości, bo po każdej takiej wiadomości rusza fala telefonów. Nikt działający legalnie nie zadzwoni do Państwa z gwarancją odzyskania środków za opłatą z góry. Ani obecny nadzorca, ani przyszły syndyk nie obdzwaniają wierzycieli i nie pobierają opłat za rejestrację roszczeń. Prosimy o szczególną ostrożność wobec ofert powołujących się na estońskie postępowanie, zwłaszcza takich, które obiecują konkretny procent odzysku; tej liczby nie zna dziś nikt, łącznie z samym nadzorcą. Bieżące ostrzeżenia publikujemy także w moderowanej grupie pokrzywdzonych na Facebooku.

 

Nasza ocena

Upadłość nie przeszkadza, ale niewiele pomoże. Na razie zresztą nie ma upadłości; jest pierwszy krok. Estońskie postępowanie ma dla pokrzywdzonych trzy realne zastosowania: wiedzę z raportu tymczasowego nadzorcy, która zasili także akta karne (od końca maja działa według doniesień wspólny zespół śledczy Polski i Estonii), ewentualne wierzytelności spółki do wyprocesowania oraz otwarcie drogi do wtórnego postępowania w Polsce. Miarą wartości będzie raport: jeżeli wskaże majątek albo transfery nadające się do podważenia, napiszemy to wprost i skorygujemy ocenę; jeżeli potwierdzi pustkę, tym ważniejsze stanie się to, co dzieje się w Katowicach, bo tylko tam łączą się przymus dowodowy, zabezpieczenie majątkowe i kompensata trafiająca wprost do pokrzywdzonych.

Estońska upadłość zapowiada się na protokół otwarcia sejfu, o którym wiele wskazuje, że jest pusty. Taki protokół ma dużą wartość dowodową i żadnej kasowej. Dobrze, że powstanie. Źle byłoby pomylić go z pieniędzmi.

Szerzej o sprawie pisaliśmy w tekstach Afera Zondacrypto oraz Zondacrypto: klucze ma Suszek. Kancelaria Prawna Skarbiec prowadzi sprawy pokrzywdzonych klientów zondacrypto oraz monitoruje postępowanie estońskie i śledztwa krajowe. O każdym kroku, który będzie wymagał Państwa działania, poinformujemy z wyprzedzeniem.