Zonda: TVN24 pyta o moje zarzuty z 2021 r. i o komitet wierzycieli. Odpowiadam na wszystkie siedem pytań
5 października redaktor TVN24 przysłał mi siedem pytań. Nie o upadłą giełdę, nie o syndyka, nie o pieniądze, które przepadły. O mnie: o zarzuty, które mam od 2021 r., i o to, czy powiedziałem o nich syndykowi i klientom, zanim wybrano mnie do komitetu wierzycieli. Odpowiem na każde, publicznie i w całości. Ale odpowiedź bez opowieści byłaby prawdziwa i niezrozumiała zarazem, bo większość czytelników nie wie, w jakiej sprawie te pytania padły. Więc najpierw sprawa, potem ja, na końcu każde pytanie z osobna.
Od wiosny reprezentuję grupę poszkodowanych klientów giełdy Zondacrypto: w Polsce jako pokrzywdzonych w śledztwie, w Estonii jako wierzycieli. Ogromną większość pracy wykonuję całkowicie społecznie, niezależnie od tego, że reprezentuję około 250 klientów w toku procedur prawnych. Jako pierwszy ujawniłem, że Zonda rozdysponowała aktywa klientów za pomocą pożyczek oraz podważyłem twierdzenia prezesa Krala o portfelu w którym miały znajdować się bitcoiny klientów giełdy.
17 września w sądzie w Tallinie zebrało się pierwsze zgromadzenie wierzycieli. Powołało trzyosobowy komitet wierzycieli, organ, który w imieniu wszystkich wierzycieli pilnuje syndyka, i wybrało mnie do niego jednomyślnie, głosami wszystkich trzech obecnych grup, jako jednego z dwóch przedstawicieli dużych wierzycieli; grupa moich klientów miała ponad połowę głosów na sali. Gdy padł wniosek, aby członków komitetu wynagradzać, moja pełnomocnik zgłosiła w imieniu mojej grupy wniosek przeciwny: komitet pracuje bez wynagrodzenia, bo każde euro wypłacone komitetowi pomniejsza to, co trafi do wierzycieli. Poparł go przedstawiciel drobnych wierzycieli i zgromadzenie przyjęło go 9 507 głosami przeciw 2 090.
Złożyłem syndykowi plan kilkudziesięciu konkretnych czynności: od ustalenia przepływów pieniędzy giełdy od początku jej działalności, przez wnioski do banków i instytucji finansowych, po listę pytań do byłego zarządu. Jego deklaracje współpracy przyjmuję ze sceptycyzmem, bo według tego samego sprawozdania zarząd nie przekazał syndykowi ani aktualnych wyciągów z rachunków, ani dokumentów źródłowych, a po dokumenty odsyła go do księgowej, tłumacząc się brakiem dostępu do serwerów zajętych w polskim śledztwie.
Osiemnaście dni po tym wyborze przyszło siedem pytań. Nie o giełdę, nie o syndyka, nie o 429 milionów. O mnie. Redaktor pyta o to, czego się dowiedział; tak wygląda jego praca i gdyby nie pytał, byłby gorszym dziennikarzem. A ja mam co odpowiedzieć, bo jest o czym.
Od marca 2021 r. jestem podejrzanym w śledztwie Prokuratury Okręgowej w Krakowie, od września 2021 r. w śledztwie dotyczącym platformy AdBlast. W obu zarzuca mi się udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pranie pieniędzy, w sprawie AdBlast także oszustwo. W sprawie krakowskiej zatrzymano mnie 17 marca 2021 r. i zwolniono za poręczeniem majątkowym 2 mln zł. W sprawie AdBlast spędziłem pół roku w areszcie śledczym, do marca 2022 r., kiedy sąd zamienił areszt na poręczenie 1,9 mln zł. Oba poręczenia obowiązują do dziś. W żadnej ze spraw po pięciu latach nie wniesiono aktu oskarżenia. Przez cały ten czas wykonuję zawód radcy prawnego i nikt mi tego prawa nie zawiesił ani nie ograniczył. Do zarzutów się nie przyznaję i będę się bronił, jeżeli sprawy trafią do sądu.
Z winą moralną człowiek rozlicza się sam i może to zrobić tylko czynami. Instynkt podejrzanego podpowiada: broń majątku, kwestionuj każde zabezpieczenie, czekaj. Wybrałem odwrotnie. Sam wnoszę o ustanowienie zabezpieczeń na rzecz pokrzywdzonych i aktywnie te zabezpieczenia realizuję, proponując ustanawianie kolejnych zabezpieczeń. Nie robię tego, bo jestem lepszy od innych podejrzanych. Robię to, bo jeżeli sąd orzeknie naprawienie szkody, te pieniądze mają czekać na pokrzywdzonych, a nie być ścigane.
Wszystko to jest jawne od 2021 r. O moim zatrzymaniu pisano o tym wtedy w mediach i każdy, kto chciał, mógł to sprawdzić. Przez pięć lat nie wracano do tego publicznie. Wrócono wtedy, gdy komitet wierzycieli zaczął zadawać pytania. Nie wiem, kto i po co przekazał redakcji szczegóły z akt dwóch śledztw, i nie pytam o to redaktora. Dziennikarz ma prawo chronić źródło i ma obowiązek pytać. Pytam o coś innego, bo o to pytać wolno: komu to się przydaje, aby ten fakt wskazywać właśnie teraz.
Zarzut, który przez pięć lat nie trafia do sądu, w mojej sprawie nie rozstrzyga niczego. Rozstrzyga za to wiele w dniu, w którym ktoś postanowi o nim przypomnieć, bo nagłówek jest szybszy od wyroku i trwalszy od orzeczenia.
A teraz odpowiedzi, każda z osobna, w pełnym brzmieniu:
1. Prokuratura Krajowa potwierdziła nam, że od września 2021 r. ma Pan status podejrzanego w śledztwie dotyczącym platformy AdBlast, prowadzonym obecnie przez wrocławski wydział zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji, z zarzutami udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa i prania pieniędzy. Czy potwierdza Pan ten status? Czy przyznał się Pan do zarzutów? Na jakim etapie jest postępowanie?
Potwierdzam. Od września 2021 r. jestem w tym śledztwie podejrzanym o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwo i pranie pieniędzy. Nie przyznałem się do żadnego z zarzutów i nie przyznaję. Po pięciu latach postępowanie pozostaje w fazie śledztwa, bez aktu oskarżenia. Stawiam się na każde wezwanie i wykonuję wszystko, do czego jestem zobowiązany.
2. Według prokuratury zarzut prania pieniędzy obejmuje transfery w walutach fiducjarnych, które otrzymywał Pan od pomysłodawców i organizatorów AdBlast. Czy zechciałby Pan to skomentować?
Proszę mieć na względzie, że prokuratura podejmuje samodzielnie ocenę o tym co jest objęte tajemnicą śledztwa i może ją uchylać. Natomiast ja jestem nią objęty. W tym kontekście nie jest dla mnie możliwe, aby komentować twierdzenia prokuratury. Na dużym poziome ogólności mogę powiedzieć, że nie zdarza się, aby prokuratura przekazywała dziennikarzom fałszywe informacje o treści zarzutów. Personalnie mogę powiedzieć, że w całej sytuacji nie czuję się niewinny i skupiam się nie tyle na tym, aby się bronić, tylko na tym, aby doprowadzić do zwrotu mienia pokrzywdzonym, co robię w ze swojego majątku i bieżącej pracy.
Tak. Byłem tymczasowo aresztowany przez pół roku, do marca 2022 r., kiedy Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zamienił areszt na poręczenie majątkowe 1,9 mln zł. Poręczenie zostało złożone i obowiązuje. Odrębnie od poręczenia na moim majątku ustanowiono zabezpieczenia na poczet naprawienia szkody, w znacznej części na mój wniosek.
4. Z naszych ustaleń wynika również, że to Pan był radcą prawnym zatrzymanym 17 marca 2021 r. na polecenie Prokuratury Okręgowej w Krakowie w sprawie handlu pracami dyplomowymi, który usłyszał zarzuty udziału w grupie przestępczej i prania ponad 7 mln zł, a 22 marca 2021 r. wpłacił 2 mln zł poręczenia majątkowego. Czy potwierdza Pan te fakty? Na jakim etapie jest ta sprawa i jakie zarzuty Panu postawiono?
Potwierdzam zatrzymanie, nie postawiono mi zarzutu udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, postawiono mi zarzut prania pieniędzy, poręczenie majątkowe określono na kwotę 2 mln zł, wpłacone 22 marca 2021 r. Do zarzutów się nie przyznałem i kwestionuję ich zasadność. Dotyczą mojej działalności zawodowej, to jest usług kancelarii na rzecz klientów, których prokuratura wiąże z tą sprawą. Poręczenie jest jedynym środkiem zapobiegawczym. Po pięciu latach sprawa pozostaje w śledztwie, bez aktu oskarżenia.
Nie. Nie informowałem o nich ani syndyka, ani mojej pełnomocnik, ani zgromadzenia, i nikt mnie o nie nie pytał. Nie uważam tego za błąd i wyjaśniam dlaczego. Informacja była jawna od 2021 r.
Przecież o moim zatrzymaniu i pobycie a areszcie śledczym w 2021 r. pisał m.in. PULS BIZNESU (był to wielki nagłówek na stronie tytułowej wydania internetowego) – wydaje mi się nie fair aby stawiać pytania sugerujące, że ten fakt stanowi informację, która została zatajona.
Estońska ustawa o upadłości wyklucza z komitetu wierzycieli między innymi osoby skazane za przestępstwo umyślne; podejrzanego nie wyklucza i oświadczeń o toczących się postępowaniach nie przewiduje. Wymaga pełnej zdolności do czynności prawnych oraz niezależności od syndyka i od dłużnika. Przed zgromadzeniem złożyłem na piśmie zgodę na kandydowanie i deklarację niezależności: że mam pełną zdolność do czynności prawnych, że nie łączy mnie nic z syndykiem ani z dłużnikiem, jego zarządem i wspólnikami, że nie mam własnej wierzytelności wobec spółki. Wydaje mi się nie fair, aby pytać tonem demaskatora o informacje, które są publicznie dostępne.
Informacje te są jawne, a każdy klient, który o nie pytał, otrzymywał odpowiedź. Osobnej informacji przy zawieraniu umowy nie przekazywałem. Uznałem, że w takiej sprawie lepiej zaoferować za dużo niż za mało: każdy klient w sprawie Zondacrypto otrzymuje ten tekst i pytanie, czy życzy sobie, abym nadal go reprezentował, czy zwrotu wpłaconego wynagrodzenia. Kto wybierze zwrot, dostanie go bez potrąceń, z kompletem dokumentów sprawy, aby mógł prowadzić ją dalej sam albo z innym pełnomocnikiem. Zgłoszenia wierzytelności złożone już u syndyka pozostają w mocy niezależnie od tej decyzji.
Wierzyciele, których reprezentuję, przez moją estońską pełnomocnik, adw. Kristiinę Prallę; zgłosiła kandydaturę na zgromadzeniu 17 września 2026 r. jako przedstawicielka tych wierzycieli, a zgromadzenie wybrało mnie jednomyślnie, głosami wszystkich trzech reprezentowanych grup, na jednego z dwóch przedstawicieli dużych wierzycieli w trzyosobowym komitecie. Grupa, którą reprezentuję, jest według mojej wiedzy największą zorganizowaną grupą wierzycieli w tym postępowaniu i miała na zgromadzeniu ponad połowę głosów obecnych wierzycieli. Za pracę w komitecie nie otrzymuję wynagrodzenia, bo na wniosek złożony w imieniu mojej grupy zgromadzenie postanowiło większością głosów, że komitet pracuje bez niego. Wierzycieli reprezentuję odpłatnie, jako pełnomocnik, i napisałem to zgromadzeniu wprost w deklaracji złożonej przed wyborem.
Zamiast prosić o zaufanie, proszę o ocenę. Każdego, kto ma zdanie o mojej pracy i o mojej postawie, w szczególności moich klientów, zapraszam do zamieszczenia opinii w Google oraz do sformułowania komentarzy o jakości mojej pracy pod postem na Facebooku.
Nie będę ich moderować ani usuwać, z jednym wyjątkiem: treści naruszających prawa osób trzecich. Niech ta rozmowa toczy się tam, gdzie każdy może ją zobaczyć.
I ostatnia rzecz, dla tych, którzy budują scenariusze. Sprawę WGI prowadzę od dwudziestu lat, od co najmniej piętnastu bez wynagrodzenia. Nie odchodzę od spraw, które stały się niewygodne; gdybym tak robił, nie miałbym żadnej z tych, które mam. Z tej sprawy mogą mnie odesłać tylko ci, którzy mnie do niej wzięli: moi klienci. Właśnie ich o to pytam.
Odpowiedzi na dodatkowe pytania red. Michała Fuja
Wysłano: Poniedziałek, 5 Październik 2026 17:23
Do: Robert Nogacki
Temat: Re: Pytania związane z publikacją TVN24 i Wirtualnej Polski
-
Nie napisałem, że spłaciłem pokrzywdzonych, i nikogo nie spłaciłem. O tym, komu, ile i z czego, orzeknie sąd, jeżeli uzna, że szkoda jest i że mam ją naprawić. Napisałem, że na ten cel zabezpieczono mój majątek, w znacznej części na mój wniosek, i że sam co miesiąc zasilam zajęte rachunki. Przekraczają one korzyści, które prokuratura wiąże ze mną w tym zarzucie, i w tym znaczeniu użyłem tych słów. Podtrzymuję je co do litery.
-
Dokumentację mam: postanowienia o zabezpieczeniu, potwierdzenia przelewów, roczne rozliczenia składane prokuraturze z numerami faktur i datami. Nie przekażę jej Panu, bo to dokumenty i informacje z postępowania przygotowawczego, a ich rozpowszechnianie bez zgody prokuratora jest zabronione; art. 241 § 1 Kodeksu karnego nie przewiduje wyjątku dla podejrzanego, który chciałby się nimi pochwalić. Ma Pan jednak dwie drogi. Oficjalną: Prokuratura Krajowa, która potwierdziła Panu mój status podejrzanego, dysponuje tymi samymi dokumentami i sama decyduje, co z tajemnicy uchyla; wystarczy zapytać, czy zabezpieczenia i wpłaty wyglądają tak, jak opisałem. I drugą: szczegóły z akt dwóch śledztw, które znalazły się w Pana pytaniach, wskazują, że ma Pan źródło, dla którego tajemnica śledztwa nie jest przeszkodą. Proszę poprosić je także o te dokumenty. Jest ich sporo, są nudne i są dokładne.
-
Klucza nie ma, bo nie ma wyboru. Nie spłacam żadnego pokrzywdzonego ani w pierwszej, ani w ostatniej kolejności. Pieniądze trafiają na rachunki zajęte przez prokuraturę i do jej depozytu, a o ich podziale orzeknie sąd wobec wszystkich pokrzywdzonych, nie ja wobec wybranych.
Robert Nogacki
Sprawa Zondacrypto
Sprawą Zondacrypto zajmują się organy w kilku państwach, a losu powierzonych środków nikt dziś nie potrafi przewidzieć. Reprezentujemy poszkodowanych i dbamy o ich pozycję w toczących się postępowaniach.

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.