Zonda: fiskus każe płacić PIT od wymiany kryptowalut na złote. Na zondacrypto nie było ani jednych, ani drugich

Zonda: fiskus każe płacić PIT od wymiany kryptowalut na złote. Na zondacrypto nie było ani jednych, ani drugich

2026.09.25 Autor: Robert Nogacki

Klienci zondacrypto, największej polskiej giełdy kryptowalut, która w kwietniu 2026 r. wstrzymała wypłaty, mają zapłacić podatek od zysków, których nigdy nie zobaczyli. Tak wynika z dwóch interpretacji Krajowej Informacji Skarbowej z czerwca i z lipca: kto zamienił w panelu giełdy kryptowaluty na złote, ma przychód i płaci od niego 19 proc., choćby nie wypłacił ani grosza. Minister Finansów odmówił wydania interpretacji ogólnej dla wszystkich poszkodowanych, bo w maju „nie można było jeszcze definitywnie stwierdzić”, czy pieniądze w Zondzie przepadły. W sierpniu sąd w Tallinie, gdzie zarejestrowany jest operator giełdy, ogłosił jego upadłość: 167 tysięcy euro majątku wobec 431,9 miliona euro zobowiązań. Z własnych zestawień giełdy wynika, że pod koniec 2025 r. trzymała w portfelach około 2 proc. kryptoaktywów, które zapisała klientom na kontach, nie licząc uśpionego adresu, do którego nikt nie ma klucza. Fiskus opodatkował więc wymianę, w której nie było czego wymieniać.

Dokumenty, o których mowa: interpretacje Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 23 czerwca 2026 r. (0113-KDIPT2-3.4011.399.2026.1.AK) i z 22 lipca 2026 r. (0115-KDIT1.4011.479.2026.1.MK), odpowiedź wiceministra finansów Jarosława Nenemana z 26 maja 2026 r. na interpelację nr 16866 posła Dariusza Mateckiego oraz postanowienie Harju Maakohus z 27 sierpnia 2026 r. w sprawie 2-26-14436/10 wraz z raportem tymczasowego nadzorcy, na którym się opiera.

Najpierw rozróżnienie, bo w tej sprawie toczą się dwa różne spory.

Pierwszy spór dotyczy chwili: czy przychód ze sprzedaży kryptowaluty powstaje, gdy giełda zapisuje złote w panelu, czy dopiero, gdy podatnik je dostaje. Ten spór ministerstwo i KIS wygrały na papierze, bo ustawa wyłącza waluty wirtualne z metody kasowej. Pisałem o tym w kwietniu, w tekście o tym, dlaczego saldo na koncie zondacrypto nie jest przychodem, i tego sporu tu nie powtarzam.

Drugi spór dotyczy rzeczy: czy w ogóle zaszło zdarzenie, które ustawa każe opodatkować. Ustawa nie opodatkowuje kliknięcia. Opodatkowuje wymianę waluty wirtualnej na prawny środek płatniczy, a wymiana wymaga dwóch rzeczy i ruchu między nimi. Wszystkie trzy pisma, obie interpretacje i odpowiedź ministra, zakładają, że w Zondzie było co wymieniać: że po jednej stronie leżały kryptowaluty, po drugiej złote, a giełda jedno zamieniła na drugie. Akta z Tallina tego założenia nie potwierdzają. Potwierdzają jego przeciwieństwo.

Stan faktyczny, który powinien był trafić do organu, brzmi więc inaczej, niż go opisano. Nie: „przewalutowałam kryptowaluty na złotówki i nie mogłam ich wypłacić”. Lecz: „giełda prowadziła księgi, o których jej własny księgowy powiedział nadzorcy sądowemu, że nie odzwierciedlają rzeczywistości; jej panel pokazywał salda pokryte w dwóch procentach; w tym panelu kliknęłam »sprzedaj«. Czy to kliknięcie jest moim dochodem?”. Odpowiedź, którą uzasadniam niżej: nie. Ustawa nie zna tej sytuacji. Nie zna metody rozliczenia po wpłatach i wypłatach, ale nie zna też metody opodatkowania kliknięcia w niepokrytym panelu; z dwóch luk fiskus wybrał tę, która daje przychód. Jedyne zdarzenia, które w tej historii naprawdę zaszły, to wpłata na giełdę i wypłata z niej, i od nich, nie od zapisów w panelu, musi zacząć każdy, kto chce cokolwiek opodatkować.

 

Sprzedaż, po której nic nie zmienia właściciela

Kiedy klient giełdy kryptowalut klika „sprzedaj”, na żadnym blockchainie nie dzieje się nic. Bitcoin nie zmienia adresu, złoty nie wychodzi z banku. W bazie danych operatora zmieniają się dwie liczby: jedna maleje, druga rośnie. Klient nie ma klucza prywatnego do „swoich” bitcoinów i nigdy go nie miał. Ma umowę z operatorem, w której operator obiecuje wydać mu na żądanie tyle bitcoinów albo tyle złotych, ile pokazuje panel. Prawnik nazwie to wierzytelnością. Cywilista dopowie, że najbliżej tej konstrukcji leży depozyt nieprawidłowy z art. 845 Kodeksu cywilnego: przechowawca staje się właścicielem tego, co przyjął, i oddaje tyle samo tego samego rodzaju. Klient giełdy nie posiada kryptowalut. Posiada roszczenie o kryptowaluty.

Prawo podatkowe od lat przymyka na to oko, i słusznie. Na uczciwej giełdzie roszczenie jest pokryte jeden do jednego, wykonalne na żądanie, w każdej chwili zamienialne na monety w portfelu klienta albo na przelew z banku. Ekonomicznie nie różni się od własności, więc fiskus traktuje wewnętrzną sprzedaż jak zbycie waluty wirtualnej, klient jak zysk, a wszyscy mają spokój. Cała praktyka opodatkowania obrotu giełdowego, także ta z interpretacji i z pisma ministra, stoi na milczącym założeniu, że zapis w panelu jest odbiciem czegoś, co istnieje za lustrem.

Odbicie jest wiarygodne dokładnie tak długo, jak długo za lustrem coś stoi. Co stało za lustrem Zondy, wiadomo dziś z trzech źródeł: z ksiąg spółki, z jej własnych zestawień portfeli i z raportu nadzorcy.

 

Zapisy w panelu jako fikcja literacka

Raport tymczasowego nadzorcy z 21 sierpnia 2026 r. opisuje, jak powstawały księgi BB Trade Estonia OÜ. Prowadził je zewnętrzny księgowy w Tallinie na podstawie danych przekazywanych przez zarząd; nie miał dostępu do rachunków, portfeli ani systemów depozytariuszy i niczego nie mógł zweryfikować. Zobowiązania wobec klientów dostawał jako sumy zbiorcze. Konta kryptoaktywów i sald klientów ruszały się w księgach raz na kwartał, jednym wpisem kasującym stare saldo i wpisującym nowe z raportu giełdy; ostatni taki wpis nosi datę 31 grudnia 2025 r., a za styczeń, luty, marzec i kwiecień 2026 r. na tych kontach nie ma ani jednego zapisu. Księgi nie były źródłem panelu. Były jego kwartalną kopią. Sam księgowy, jak odnotował nadzorca, przyznał, że nie odzwierciedlają one rzeczywistej sytuacji spółki.

Z tych ksiąg wynikał bilans na 22 kwietnia 2026 r., tydzień po tym, jak prezes ogłosił brak kluczy: aktywa blisko 477 mln euro, w tym kryptowaluty 346,5 mln, kapitał własny plus 44,7 mln, wynik za okres od 1 stycznia 2025 r. do 22 kwietnia 2026 r. 5,13 mln euro, z czego na sto dwanaście dni 2026 r., okres runu na wypłaty, 3,31 mln. Giełda, która nie wypłacała, zarabiała na papierze około miliona euro miesięcznie, głównie z tokenów, które sama sobie przyznawała, i z odsetek, które naliczała sobie od spółki, którą sama finansowała. Raport mówi przy tym o nawet 30 tysiącach poszkodowanych.

Nadzorca sprawdził, co z tego istnieje. Rozesłał zapytania do kilkudziesięciu estońskich banków i pożyczkodawców, do urzędu skarbowego, rejestru pojazdów, księgi wieczystej i do giełdy Kraken. Spółka nie miała rachunku w żadnym banku w kraju swojej licencji. Miała salda u pięciu operatorów płatności i w dwóch szwajcarskich bankach, przeważnie według stanu na 31 marca 2026 r.:

Instytucja Kraj Saldo w euro
Tpay (stan na 28.02.2026) Polska 59 525,59
Fenige S.A. Polska 38 837,82
TryPay S.A. Polska 33 107,25
ZEN.COM Litwa 27 951,38
Clear Junction Ltd Wielka Brytania 7 119,74
Sygnum Bank Szwajcaria 1 466,17
AMINA Bank Szwajcaria minus 332,91

Razem 167 675,04 euro, z czego 131 tys. u trzech polskich operatorów płatności. Nadzorca nie dostał wyciągów późniejszych niż marcowe i nie potwierdza, czy te pieniądze jeszcze tam są. Poza tym: nieruchomości brak, pojazdów brak, rzeczowych aktywów trwałych brak; znak towarowy Zondacrypto, w księgach wart 271 849,53 euro, wyceniony na zero. Raport określa masę jako sumę sald na rachunkach i „możliwych do zidentyfikowania sald kryptoaktywów”, ale rachunki dają całe 167 tysięcy, więc na kryptoaktywa w tej arytmetyce nie zostaje nic (to wniosek z sumowania, nie zdanie z raportu). Po stronie pasywów: 429 037 981,18 euro zobowiązań wobec klientów, z czego 321,1 mln w kryptoaktywach, jako salda zbiorcze, których nadzorca nie potrafi przypisać do konkretnych klientów, okresów ani transakcji. Ten sam brak opisał biegły badający sprawozdanie za 2021 r.: system księgowy spółki nie pozwalał ustalić, wobec kogo i w jakich kwotach istnieją zobowiązania wobec klientów. Syndyk ma dziś zobowiązania, ale nie ma wierzycieli. Jedyna księga klientów, jaka istnieje, to panel, a panel zabezpieczyła prokuratura.

Tyle o księgach. Zestawienia „Balances x Wallets”, z których księgowy przepisywał kwartalne salda, mówią, ile za tymi saldami stało.

 

Czy fiskus rozumie jak działała Zonda?

Wnioskodawczyni z lipcowej interpretacji złożyła wniosek 22 maja 2026 r., pięć tygodni po tym, jak prezes giełdy ogłosił, że kluczy do zimnego portfela nie ma. Opisała, co widziała: w listopadzie 2025 r. „przewalutowała kryptowaluty na złotówki”, w 2026 r. zamieniła złotówki z powrotem na kryptowaluty, wypłacić nie mogła, w Katowicach toczy się śledztwo. Zrobiła to, co robi każdy podatnik: opisała rzeczywistość językiem, w którym ją widziała, a widziała ją w panelu Zondy. Organ przyjął ten opis jako stan faktyczny, bo tak działa interpretacja indywidualna. Art. 14b § 3 Ordynacji podatkowej każe wnioskodawcy wyczerpująco przedstawić stan faktyczny, a organ nie prowadzi postępowania dowodowego i odpowiada na to, co dostał. Odpowiedź chroni tylko wtedy, gdy rzeczywistość okaże się tożsama z opisem; organ napisał to sam w pouczeniu, a o tym, że interpretacja podatkowa nie zawsze chroni podatnika, pisaliśmy wielokrotnie.

Organ odpowiedział 22 lipca, pięć dni przed tym, jak sąd w Tallinie wyznaczył spółce tymczasowego nadzorcę, i pięć tygodni przed ogłoszeniem upadłości. Nie mógł ustalić tego, co wiadomo dziś, bo interpretacja nie jest postępowaniem dowodowym. Mógł jednak wiedzieć, że nie wie, i odpowiedzieć warunkowo: sama wnioskodawczyni napisała mu, że prokuratura bada, czy kupno i przechowywanie kryptowalut w tej giełdzie było prawdziwe.

Rzeczywistość leży w aktach sprawy 2-26-14436/10 przed Harju Maakohus: w raporcie nadzorcy, w postanowieniu o ogłoszeniu upadłości, w zestawieniach giełdy i w eksportach z jej systemów custody. Zestawmy oba opisy, punkt po punkcie.

 

We wniosku: kryptowaluty. W dokumentach od syndyka Zonda: puste portfele

Wnioskodawczyni sprzedała kryptowaluty. Jakie, nie wiemy; wiemy, ile ich giełda miała. Na 31 grudnia 2025 r., sześć tygodni po jej transakcji, własne zestawienie giełdy wykazywało w jej portfelach 4 517 BTC. Z tego 4 503 BTC to uśpiony od 2016 r. adres, którego klucz według prezesa miał zaginiony w 2022 r. założyciel. Poza tym adresem giełdzie zostawało około czternastu bitcoinów (to wynik odejmowania, nie zapis w zestawieniu) przy 2 072 BTC należnych klientom. W pozostałych walutach pokrycie sald klientów wynosiło: ether 0,7 proc. (179 ETH wobec 26 910 należnych), USDC 2,0 proc., XRP 0,4 proc., DOGE 0,9 proc. Bez uśpionego adresu w portfelach zostawało około 10 mln euro w kryptowalutach i gotówce wobec 342,8 mln euro sald klientów według kursów z arkusza: pokrycie 3 proc., a w samych kryptoaktywach, które stanowiły niemal całość tych sald, około 2 proc. Z każdego etheru, który klient widział w panelu, w portfelach giełdy leżało siedem tysięcznych.

Szerzej opisałem to w tekście o tym, jak Kral poświadczył notarialnie dostęp do 4 503 BTC. Tu istotne jest jedno. Jakie kryptowaluty sprzedała klientka, nie wiemy; wiemy, że dla każdej z głównych walut Zonda trzymała za klientów ułamek procenta. Sprzedaż w panelu w listopadzie 2025 r. mogła więc być wymianą kryptowaluty tylko w takim ułamku, w jakim ta kryptowaluta istniała. W pozostałej części Zonda nie trzymała za klientkę kryptowaluty. Trzymała za nią liczbę.

 

We wniosku: złotówki. W aktach: roszczenie bez pokrycia

Po drugiej stronie transakcji wnioskodawczyni zobaczyła złote. Prawnym środkiem płatniczym są według ustawy o Narodowym Banku Polskim znaki pieniężne emitowane przez NBP (art. 32), czyli banknoty i monety (art. 31); w praktyce podatkowej za ich równowartość uchodzi pieniądz na rachunku bankowym. Zapis „PLN” w panelu estońskiej spółki nie jest ani jednym, ani drugim. Jest roszczeniem wobec BB Trade Estonia OÜ, o której samo Ministerstwo Finansów napisało w odpowiedzi na interpelację, że nie ma zezwolenia MiCA w żadnym państwie Unii, a depozyty na takich rachunkach nie są gwarantowane. Ministerstwo dodaje, że ostrzegało przed tym komunikatem nr 77 z 14 lutego 2024 r. Ostrzeżenie nie jest jednak przychodem.

Akta dopowiadają, ile to roszczenie było warte. Na koniec 2024 r. klientom należało się według zestawień giełdy 74,3 mln euro w walutach, a na rachunkach spółki było 4,0 mln. W ciągu 2025 r. salda pieniężne klientów spadły do 15,8 mln na 30 września i 2,9 mln na koniec roku. Wypłaty w tym czasie szły, to prawda. Szły z puli, która nigdy nie pokrywała zapisów, więc każdy, kto „trzymał złote” w panelu, trzymał miejsce w kolejce. Kto wypłacił jesienią 2025 r., dostał to, co jeszcze zostało w kasie. Kto poczekał do kwietnia, dostał komunikat o pełnej stabilizacji systemu.

 

We wniosku: transakcja. W dokumentacji Zonda: ręczna edycja rekordu

Interpretacja mówi o „operacji wymiany waluty wirtualnej na środki płatnicze dokonanej przez giełdę kryptowalut”. Niespełna rok przed transakcją wnioskodawczyni, na 31 grudnia 2024 r., eksporty z systemów custody giełdy (Fireblocks i BitGo) pokazują 685 738 portfeli i łącznie 59,9 BTC, potwierdzonych adres po adresie, wobec 4 503 obiecanych. W skarbcu Fireblocks opisanym jako zimny oba adresy bitcoinowe były puste; w całym systemie leżało 0,000012 bitcoina. Zonda miała profesjonalny skarbiec na wszystko oprócz bitcoina, o czym pisałem w tekście o umowach pożyczki z AdmiTrade i Orion. Operacja, o której pisze organ, polegała na tym, że w bazie danych spółki jeden rekord zmalał, a drugi urósł. Żadna moneta nie zmieniła właściciela, bo żadnej nie było.

 

We wniosku: śledztwo jako tło. W aktach: śledztwo o to samo pytanie

Wnioskodawczyni podała organowi, że Prokuratura Regionalna prowadzi śledztwo w sprawie „wprowadzenia w błąd wielu osób co do możliwości dokonania zakupu oraz przechowywania walut typu fiat oraz kryptowalut w ramach giełdy” (art. 286 § 1 w zw. z art. 294 § 1 Kodeksu karnego). Organ ten fragment przepisał i pominął. A to nie tło. To dokładnie pytanie, na które interpretacja milcząco odpowiedziała. Prokuratura bada, czy klientom w ogóle kupowano i przechowywano kryptowaluty. Skarbówka już wie, że tak, i wystawia rachunek. Jeżeli hipoteza prokuratury się potwierdzi, przesłanka interpretacji upadnie. Dwa organy tego samego państwa pracują na przeciwnych założeniach o tych samych transakcjach i tylko jedno z tych założeń ma oparcie w aktach z Tallina.

 

Druga interpretacja: klientka wątpiła, fiskus nie

Interpretacja z 22 lipca nie była pierwsza. Miesiąc wcześniej, 23 czerwca 2026 r., ten sam organ odpowiedział innej klientce Zondy i ta sprawa jest dla naszego pytania ważniejsza, bo klientka zbliżyła się do niego na odległość jednego zdania.

Opisała, że kupowała kryptowaluty na giełdzie, część sprzedała tam za walutę tradycyjną, część przelała z innej giełdy, i że od kwietnia nie może wypłacić ani jednych, ani drugich. Wniosła, by organ przyjął „jako element stanu faktycznego, że platforma okazała się narzędziem służącym do popełnienia przestępstwa”. I napisała zdanie, które warto zacytować w całości: „Wnioskodawca nie ma pewności, czy Jego kryptowaluty faktycznie znajdowały się na giełdzie, czy też zapisy w systemie informatycznym były jedynie pustym obrazem cyfrowym niepokrywającym się z rzeczywistymi zasobami portfeli giełdowych”. W czerwcu było to przypuszczenie. We wrześniu jest to treść raportu nadzorcy.

Organ przepisał zdanie o narzędziu przestępstwa do opisu sprawy i uznał, że przychód powstał. Mógł tak zrobić z dwóch powodów i oba są pouczające. Po pierwsze, klientka sama oświadczyła, że jej aktywa spełniają ustawową definicję waluty wirtualnej, a organ przyjął za nią do opisu sprawy, że „posiadane przez Panią aktywa spełniają definicję legalną waluty wirtualnej” i że „część walut wirtualnych sprzedała tam za prawne środki płatnicze (fiat)”. Organ nie prowadzi postępowania dowodowego i nie mógł wyjść poza to oświadczenie; dostał od podatniczki potwierdzenie, że przedmiot wymiany istniał, obok wątpliwości, czy istniał. Wątpliwość nie jest elementem stanu faktycznego. Oświadczenie jest. Po drugie, jej argument prawny brzmiał: metoda kasowa z art. 11 ust. 1, „podatek nie może być naliczany od fikcyjnych zapisów księgowych”. Na pierwszą część organ ma gotową odpowiedź, tę samą, którą minister dał posłowi. Do drugiej nie musiał się odnosić, bo podatniczka sama zaświadczyła, że zapisy fikcyjne nie były. Pytanie, jaki dokument potwierdziłby brak przychodu, organ uznał za bezprzedmiotowe. Przyjął więc jako fakt, że giełda była narzędziem przestępstwa, i jako fakt, że klientka sprzedała na niej walutę wirtualną. Nie zapytał, czy narzędzie przestępstwa może wykonać sprzedaż waluty wirtualnej.

Druga część tej interpretacji jest dla poszkodowanych dobra i warto ją znać. Organ potwierdził, że udokumentowane wydatki na nabycie kryptowalut utraconych w wyniku oszustwa pozostają kosztem uzyskania przychodu: rozlicza się je w roku poniesienia, a nadwyżkę przenosi na kolejne lata bez ograniczenia czasowego (art. 22 ust. 15 i 16); klientka powołała się przy tym na wcześniejszą interpretację w sprawie kradzieży kryptowalut (z 22 stycznia 2026 r., 0113-KDIPT2-3.4011.859.2025.2.SJ) i organ tego nie zakwestionował. Klientka zastrzegła, że kupione monety mogły być „tylko cyfrowym przedstawieniem, a nie realnym zapisem”, i organ uznał jej stanowisko w tej części za prawidłowe. Innymi słowy: zakup w panelu jest kosztem, choćby monet nie było; sprzedaż w panelu jest przychodem, choćby złotych nie było. Organ jest konsekwentny. Panel jest dla niego rzeczywistością po obu stronach.

Ta konsekwencja ma cenę, którą najlepiej widać na dwóch klientach. Obaj wpłacili po 100 tysięcy złotych i kupili w panelu bitcoiny. Pierwszy trzymał je do blokady. Drugi sprzedał je w panelu za 150 tysięcy i też czekał do blokady. Obaj mają dziś to samo: zero i roszczenie do masy. Pierwszy nie ma przychodu i ma 100 tysięcy kosztu do przeniesienia. Drugi ma 150 tysięcy przychodu, 100 tysięcy kosztu i 9 500 złotych podatku do zapłaty w prawdziwych pieniądzach. Różnica między nimi to jedno kliknięcie w systemie, o którym wiadomo, że nie odzwierciedlał niczego. Podatek płaci ten, kto w fikcji wygrał.

 

Kto wypłacał, ten dostawał. Do kwietnia

Skoro Zonda nie trzymała aktywów klientów, to z czego wypłacała? Arkusze nie odpowiadają wprost; pokazują za to, że zasób malał w miarę wypłat. W czwartym kwartale 2025 r. portfele operacyjne pustoszały: ether z 1 323 do 179, XRP z 3,59 mln do 82,6 tys. W tym samym kwartale salda pieniężne klientów spadły z 15,8 do 2,9 mln euro, co znaczy, że wypłaty szły, tylko nie finansowała ich sprzedaż aktywów, których nie było, lecz to, co jeszcze zostało w kasie. Do akt trafiły też ustalenia znane dotąd z publicznej analizy Recoveris: średnie saldo głównego gorącego portfela bitcoinowego spadło między sierpniem 2024 r. a marcem 2026 r. z 55,7 BTC do 0,18 BTC, o 99,7 proc., a 1 kwietnia zostało 0,086 BTC; między połową grudnia 2025 r. a 2 kwietnia 2026 r. z portfeli giełdy wyszło na jeden adres w giełdzie Kraken około 21 mln dolarów. W marcu 2026 r., w ostatnim miesiącu przed blokadą, prezes otrzymał z rachunków spółki czternaście przelewów na łączną kwotę 501 037,80 euro, zaksięgowanych jak wypłaty zwykłego użytkownika o loginie pkral1; pisałem o tym w tekście o 501 tys. euro dla prezesa. Nadzorca datuje możliwą trwałą niewypłacalność spółki na koniec 2022 r., a bezsporną najpóźniej na pierwszy kwartał 2026 r. Kiedy klientka z lipcowej interpretacji klikała „sprzedaj”, Zonda mogła być niewypłacalna od blisko trzech lat.

Sądy znają tę mechanikę od stu pięćdziesięciu lat, a amerykański sąd apelacyjny opisał ją w sprawie Madoffa: wyciąg z konta pokazuje pozycje, których nigdy nie kupiono, a wypłaty starym klientom finansują wpłaty nowych. Sąd ten odmówił rozliczania ofiar według ostatniego wyciągu i przyjął różnicę między wpłatami a wypłatami. W kwietniu przywoływałem ten wyrok jako analogię z innej branży. Czy był to opis tej sprawy, rozstrzygnie prokuratura. Arkusze mówią tyle, że pokrycie zbliżało się do zera, a wypłaty szły.

 

Dwie wersje klucza, dwie wersje przychodu

W czerwcu 2025 r. prezes Zondy podpisał u notariusza oświadczenie, że spółka ma „nieograniczony, pełny i wyłączny dostęp” do adresu z 4 503 bitcoinami. W kwietniu 2026 r. ogłosił, że klucz zabrał zaginiony założyciel. Raport tymczasowego nadzorcy datuje utratę dostępu na koniec 2022 r. Obie wersje nie mogą być prawdziwe naraz. Jeżeli prawdziwa jest czerwcowa, spółka ma klucz i nie oddaje klientom monet. Jeżeli kwietniowa, oświadczenie u notariusza było nieprawdziwe, a bitcoinów nie było od końca 2022 r. W obu wersjach ether, XRP i USDC klientów były w listopadzie 2025 r. pokryte w ułamku procenta.

Państwo ma w tej sprawie dwie wersje, tak jak prezes ma dwie wersje klucza. W wersji prokuratury klientów wprowadzono w błąd co do tego, czy kryptowaluty w ogóle im kupowano i przechowywano. W wersji Krajowej Informacji Skarbowej, powtórzonej w czerwcu i w lipcu, kupowano, przechowywano, sprzedano i od sprzedaży należy się 19 proc. Ministerstwo Finansów napisało w maju, że sytuację „stale monitoruje” i że w razie potrzeby podejmie „szczególne działania dotyczące interpretacji przepisów”. Od maja sąd w Tallinie ogłosił upadłość, nadzorca policzył masę, a własne arkusze giełdy pokazały pokrycie liczone w ułamkach procenta. Monitoring trwa.

 

Fiskus nie może domniemywać istnienia transakcji

Tu trzeba oddać sprawiedliwość ministerstwu. Art. 11 ust. 1 ustawy o PIT rzeczywiście wyłącza przychody z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej z metody kasowej. Przychód z art. 17 ust. 1 pkt 11 powstaje memoriałowo, z chwilą zbycia, a nie z chwilą zapłaty. Ministerstwo porównuje to do sprzedaży udziałów: kto sprzedał udziały i nie dostał ceny, ma przychód, a dochodzenie ceny „spoczywa na wierzycielu”. Zgoda. Tylko że to porównanie rozstrzyga sprawę na niekorzyść ministerstwa.

Przy sprzedaży udziałów ustawa wskazuje moment przychodu wprost: chwila przeniesienia własności udziałów na nabywcę (art. 17 ust. 1ab pkt 1). Sprzedawca coś miał i coś przeniósł; nabywca zaciągnął dług o cenę; sprzedawca ma wierzytelność wobec wypłacalnej albo niewypłacalnej osoby, ale ma ją do kogoś, kto coś od niego dostał. Metoda memoriałowa nie zwalnia z tego, by transakcja się odbyła. Zmienia tylko datę, pod którą ją księgujemy.

Przy walucie wirtualnej zdarzeniem jest „wymiana waluty wirtualnej na prawny środek płatniczy, towar, usługę lub prawo majątkowe inne niż waluta wirtualna” (art. 17 ust. 1f). Trzy elementy: waluta wirtualna po stronie zbywcy, prawny środek płatniczy (albo towar, usługa, prawo) po stronie nabywcy i wymiana między nimi. Waluta wirtualna to według ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy (art. 2 ust. 2 pkt 26) „cyfrowe odwzorowanie wartości”, które „może być elektronicznie przechowywane lub przeniesione”. Zapis w panelu giełdy nie jest odwzorowaniem wartości, tylko odwzorowaniem obietnicy spółki; nikt go nie przechowuje w rozumieniu ustawy i nikt go nie przenosi, bo za nim, jak pokazują eksporty, nic nie stoi. Prawnego środka płatniczego po drugiej stronie też nie było, była druga obietnica tej samej spółki. Została wymiana, czyli zamiana jednej wierzytelności wobec BB Trade Estonia, wyrażonej w bitcoinach, na drugą wierzytelność wobec BB Trade Estonia, wyrażoną w złotych. Ustawa wymaga wymiany. Giełda oferowała zmianę nazwy wierzytelności.

Fiskus może odpowiedzieć, że zapis „PLN” to przynajmniej „prawo majątkowe inne niż waluta wirtualna”, więc wymiana się odbyła. Odpowiedź ta zakłada to, czego dowieść nie można: że klientka Zondy oddała walutę wirtualną. Nie oddała, bo jej nie miała; miała roszczenie o nią, pokryte, zależnie od waluty, w ułamku procenta do dwóch procent. Może też odpowiedzieć, że to rozumowanie podważa opodatkowanie każdej giełdy. Nie podważa. Na wypłacalnej giełdzie roszczenie zastępuje monetę, bo jest w pełni pokryte i wykonalne na żądanie; fiskus słusznie nie rozróżnia. Zastępstwo kończy się tam, gdzie kończy się pokrycie, i o tym rozstrzygają fakty, nie doktryna. W sprawie Zondy fakty ustalił nadzorca, a sąd ogłosił upadłość. Może wreszcie odpowiedzieć, że skoro klientka wymieniła wierzytelność na wierzytelność, to zbyła prawo majątkowe i ma przychód z praw majątkowych (art. 18 ustawy o PIT). Ta odpowiedź zamyka sprawę na korzyść podatnika: przychodów z praw majątkowych ustawodawca z metody kasowej nie wyłączył, więc powstają z chwilą otrzymania pieniędzy albo postawienia ich do dyspozycji, a klientka nie otrzymała nic.

Sądy administracyjne zresztą nie czekały na Zondę. W sprawach o opodatkowanie stakingu kryptowalut WSA w Krakowie (I SA/Kr 217/23), w Warszawie (III SA/Wa 179/24) i w Poznaniu (I SA/Po 434/24) uznały, że przychód wymaga rzeczywistego przysporzenia o dającej się ustalić wartości, a sąd warszawski dodał, że tam, gdzie ustawa nie określa podstawy opodatkowania, organ nie może załatać jej wykładnią (art. 217 Konstytucji). Rzeczywiste przysporzenie z zapisu w bazie danych niewypłacalnej spółki to dziś roszczenie do masy, w której nadzorca naliczył aktywa równe niecałym czterem setnym procenta zobowiązań.

Załóżmy jednak na chwilę, że ministerstwo ma rację i przychód powstał memoriałowo. Co dalej robi ustawa, gdy cena okaże się nieściągalna? Przedsiębiorcy pozwala zaliczyć w koszty wierzytelność odpisaną jako nieściągalną, jeżeli wcześniej wykazał ją jako przychód należny i udokumentował nieściągalność, na przykład postanowieniem sądu o zakończeniu postępowania upadłościowego (art. 23 ust. 1 pkt 20 i ust. 2 ustawy o PIT). Podatnikowi rozliczającemu waluty wirtualne nie daje odpowiednika. Kosztem są wyłącznie udokumentowane wydatki na nabycie i koszty związane ze zbyciem (art. 22 ust. 14); organ potwierdził w czerwcu, że te pierwsze zostają nawet po utracie monet, ale nieściągalnej ceny sprzedaży wśród kosztów nie ma. Straty z walut wirtualnych nie rozlicza się jak innych strat (art. 9 ust. 3a pkt 2); ustawa zna tylko nadwyżkę kosztów, którą przenosi się na następny rok i wyłącznie na poczet przyszłych sprzedaży walut wirtualnych (art. 22 ust. 16).

Interpretacja pokazuje, jak to działa w praktyce. Wnioskodawczyni zapytała, co z tym, że w 2026 r. zamieniła w panelu złote z powrotem na kryptowaluty. Organ odpowiedział, że ta transakcja „będzie stanowiła koszt uzyskania przychodu z przyszłych sprzedaży waluty wirtualnej”. Przyszłych sprzedaży kryptowalut, które giełda w 2026 r. zapisała jej w panelu, mając ich w skarbcach ułamek tego, co zapisała klientom, i których po ogłoszeniu upadłości nie wyda nikt. Fiskus uznał kupno za prawdziwe, sprzedaż za prawdziwą i giełdę za istniejącą. Z tych trzech rzeczy istnieje tylko podatek: 19 proc. od zysku zapisanego w 2025 r., płatne w prawdziwych złotych, oraz koszt zapisany w 2026 r., którego od dochodu za 2025 r. odliczyć nie wolno, a od przyszłych sprzedaży walut wirtualnych można, jeżeli klientka jakieś jeszcze będzie miała. Ustawodawca przewidział wszystko oprócz tego, że giełda może nie mieć giełdy.

 

Minister postawił warunek. Sąd w Tallinie go spełnił

Odpowiedź na interpelację zawiera jedno zdanie, które dziś czyta się inaczej niż w maju: interpretacja ogólna nie jest celowa, bo „obecnie nie można jeszcze definitywnie stwierdzić, czy waluty wirtualne lub środki pieniężne znajdujące się w Zondacrypto są w całości lub części nie do odzyskania”. Warunek był rozsądny. W istotnej części spełnił go sąd innego państwa. Postanowienie z 27 sierpnia stwierdza niewypłacalność, raport nadzorcy wycenia masę, arkusze giełdy pokazują, czego w niej nie ma, a syndyk, jak opisałem po zgromadzeniu wierzycieli w Tallinie, nie dostał od spółki nawet dokumentów źródłowych. Na dzień zgromadzenia zgłoszonych było około dwóch tysięcy wierzytelności, a syndyk kalkuluje własny nakład pracy na 5 295 godzin po 189 euro, około miliona euro, przy masie liczonej w tysiącach. Ministerstwo zapowiedziało, że „w przypadku stwierdzenia konieczności podjęcia szczególnych działań dotyczących interpretacji przepisów lub zmian legislacyjnych, zostaną one podjęte”. Przesłanki tej oceny leżą w Tallinie. Ocena należy do Warszawy.

Zamiast interpretacji ministerstwo wskazuje podatnikom art. 67a Ordynacji podatkowej: odroczenie, raty, umorzenie, „w indywidualnych przypadkach”, po ocenie „sytuacji ekonomicznej podatnika”. Innymi słowy: podatek od pieniędzy, których nie było, jest należny, ale kto udowodni, że nie ma pieniędzy, może go zapłacić w ratach. Państwo nie odbierze podatnikowi tego, czego nie ma. Rozłoży to na raty.

Tymczasem KAS rozpoczyna kryptopolowanie w najprostszy możliwy sposób: urzędy skarbowe wzywają do złożenia PIT-38 osoby, u których widzą przelewy do operatora płatności giełdy i z powrotem, a za 2026 r. dojdą do tego dane, które giełdy raportują fiskusowi w ramach DAC8. Urząd widzi wpłaty i wypłaty, czyli jedyne dwie rzeczy w tej historii, które naprawdę się wydarzyły. Wszystko pomiędzy widzi z panelu, którego pokrycie nadzorca i sąd w Tallinie właśnie policzyli. Organ prowadzący postępowanie podatkowe ma z art. 122 i art. 187 § 1 Ordynacji obowiązek ustalić prawdę i zebrać cały materiał dowodowy. Materiał istnieje i jest dla organu osiągalny: postanowienie sądu jest opublikowane, raport nadzorcy leży w aktach sprawy, po które organ podatkowy może sięgnąć w trybie współpracy administracyjnej, dane transakcyjne zabezpieczyła prokuratura, a część ustaleń opisano publicznie w tekstach, do których odsyłam.

 

Co z tego wynika dla PIT-38

Wynika z tego pięć rzeczy; żadna nie jest gwarancją i każdą organ pierwszej instancji będzie kwestionował.

Po pierwsze, ciężar dowodu. Ministerstwo przypomina, że wykazanie przychodów i kosztów „jest obowiązkiem podatnika, na którym spoczywa również obowiązek udowodnienia tych wielkości”. Do kwietnia podatnik mógł udowodnić tylko to, że nie dostał wypłaty, a ministerstwo odpowiedziało, że to nie ma znaczenia. Od sierpnia może wykazać coś innego: że przedmiot wymiany istniał co najwyżej w ułamku, i przerzucić na organ ciężar ustalenia, co naprawdę sprzedano. Postanowienie estońskiego sądu, raport nadzorcy i zestawienia giełdy są dokumentami postępowania sądowego, a nie tezami pełnomocnika.

Po drugie, opis stanu faktycznego. Kto składa wniosek o interpretację, odpowiada na wezwanie urzędu albo koryguje zeznanie, powinien opisać giełdę taką, jaką ustalił sąd, a nie taką, jaką pokazywał panel. Nie „przewalutowałem kryptowaluty na złote i nie mogłem wypłacić”, lecz „w panelu spółki, której księgi według jej księgowego nie odzwierciedlały rzeczywistości, a salda były pokryte w dwóch procentach, zmieniłem zapis wierzytelności wyrażonej w kryptowalucie, której spółka nie posiadała, na zapis wierzytelności wyrażonej w złotych, których spółka nie wypłaciła”. To nie jest gra słów. To jest różnica między pytaniem, na które organ już dwa razy odpowiedział, a pytaniem, którego nikt mu jeszcze nie zadał. Czerwcowa interpretacja pokazuje, jak tego nie robić: nie oświadczać, że aktywa były walutą wirtualną, i w tym samym wniosku wątpić, czy istniały; nie prosić organu o „przyjęcie jako elementu stanu faktycznego”, że giełda była narzędziem przestępstwa, bo organ przyjmie i nic z tego nie wyniknie; nie opierać się na metodzie kasowej, którą organ odrzuca jednym akapitem. Fakty z akt, nie wątpliwości, i art. 17 ust. 1f, nie art. 11. Każda kolejna interpretacja wydana na dawny opis utrwala odpowiedź na pytanie, którego nikt nie zadał.

Po trzecie, miara. Jedyne, co da się zweryfikować, to co wpłynęło na giełdę i co z niej wypłynęło: wpłaty w złotych na rachunek operatora płatności i przelewy z powrotem, transfery monet z własnego portfela i na własny portfel. Wszystko pomiędzy jest zapisem w systemie spółki, której księgi nie odzwierciedlały rzeczywistości. Nie jest to ustawowa metoda rozliczenia; jest to zbiór zdarzeń, które naprawdę zaszły, i dopiero do nich organ musi dobrać kwalifikację, bo ustawa nie ma gotowej. Jak z tej miary wynika prawo do korekty zeznań za lata poprzednie i wniosku o nadpłatę, opisałem w kwietniu. Korekta wymaga wykazania konkretnego błędu w konkretnym rozliczeniu, nie samej upadłości giełdy; to, co się od kwietnia zmieniło, to dowody, którymi można ten błąd wykazać.

Po czwarte, koszty. Kto kupował kryptowaluty i nie sprzedał ich w panelu, ma według czerwcowej interpretacji koszt, który zostaje mu po utracie monet i przechodzi na kolejne lata bez ograniczenia. Warunkiem jest wykazanie go w PIT-38 za rok poniesienia, także wtedy, gdy przychodu nie było (art. 30b ust. 6a). Kto tych zeznań nie składał, powinien je złożyć za lata nieprzedawnione, bo nadwyżka kosztów przechodzi dalej tylko z zeznania.

Po piąte, interpretacje z czerwca i lipca chronią wyłącznie wnioskodawczynie i wyłącznie w opisanych przez nie stanach faktycznych. Wobec innych podatników są stanowiskiem organu, z którym można się nie zgodzić przed sądem administracyjnym; każda z wnioskodawczyń mogła zaskarżyć swoją do WSA w ciągu trzydziestu dni od doręczenia, a czy to zrobiły, nie wiadomo. Je same chronią tylko wtedy, gdy się do nich zastosują i gdy ich giełda była taka, jak ją opisały. Nie była.

 

Co jest za lustrem

W kwietniu pytałem, czy liczba na ekranie jest odbiciem majątku, czy jego iluzją. Akta w Tallinie odpowiedziały: na koniec 2025 r. za lustrem stało 2 do 3 proc. tego, co pokazywało odbicie, a spółka, według nadzorcy, mogła być niewypłacalna od końca 2022 r. Fiskus opodatkował odbicie. Można to robić przez jakiś czas, dopóki nikt nie zajrzy za lustro. Prokuratura zajrzała, syndyk zajrzał, sąd zajrzał. Przedmiotem opodatkowania z art. 17 ust. 1 pkt 11 jest waluta, nie pogłoska o niej.

Ministerstwo napisało w maju, że sytuację monitoruje. Ma teraz to, czego w maju brakowało: ustalenia sądu. Interpretacja ogólna nie musi wymyślać nowej metody. Wystarczy, że powie trzy rzeczy: że zapis w panelu giełdy, która nie trzymała aktywów, nie jest odpłatnym zbyciem waluty wirtualnej, bo nie ma przedmiotu zbycia; że ciężaru wykazania, iż przedmiot istniał, nie wolno przerzucać na klienta spółki, której księgi były kopią panelu; i jak kwalifikować to, co klient rzeczywiście z giełdy otrzymał. To nie byłby akt łaski. To byłoby stwierdzenie, że podatek dochodowy dotyczy dochodu.