Nowy Jork pozywa Polymarket za nielegalny hazard. Osiem zarzutów, potrójna kara i 100 tysięcy dolarów za każdą ofertę
Kontrakty zdarzeniowe to kolejna, po opcjach binarnych i automatach udających terminale inwestycyjne, próba przepakowania hazardu w formułę inwestycji kapitałowej.
4 września 2026 r. prokurator generalna stanu Nowy Jork Letitia James złożyła petycję przeciwko QCX LLC, spółce z Delaware z siedzibą na Manhattanie, działającej pod nazwą Polymarket US. Pismo trafiło do Sądu Najwyższego Stanu Nowy Jork dla Hrabstwa Nowy Jork, który wbrew nazwie jest sądem pierwszej instancji. Prokuratura formułuje osiem podstaw odpowiedzialności, wszystkie w trybie cywilnym: naruszenie art. I § 9 konstytucji stanowej, trzech przepisów stanowego kodeksu karnego o promowaniu hazardu i posiadaniu rejestrów bukmacherskich, trzech przepisów ustawy o zakładach sportowych oraz federalnego Wire Act. Żąda bezterminowego zakazu prowadzenia działalności bez licencji stanowej komisji hazardowej, rozliczenia wszystkich przyjętych zakładów, restytucji i zwrotu zysków, kary w wysokości trzykrotności zysku z bezprawnej działalności (petycja powołuje tu Penal Law § 80.10) i 100 000 dolarów za każdą ofertę zakładu sportowego. Grupa, do której należy pozwana spółka, jest według doniesień przytaczanych w petycji wyceniana na ponad 20 miliardów dolarów, a jej roczne przychody od uruchomienia platformy amerykańskiej przekraczają miliard. Petycja liczy 33 strony i opiera się na dwóch oświadczeniach: prawnika biura prokuratora generalnego Geoffreya R. Andreu i śledczego Briana Metza, który zakładał się przez całe lato.
To kolejny w tym roku pozew nowojorskiej prokuratury przeciwko platformom rynków predykcyjnych: w kwietniu Coinbase i Gemini, w lipcu Kalshi, teraz Polymarket. O tym, czym są kontrakty zdarzeniowe i dlaczego spór o ich nazwę jest sporem o wszystko, pisałem w maju. Polymarket odpowiedział na petycję, że to „pozew z recyklingu, kopiuj-wklej”. Ma rację. Tylko że w tej sprawie taka odpowiedź nie wystarczy.
Teza tego tekstu jest prosta i wynika z poprzednich. Kontrakty zdarzeniowe to kolejna próba przepakowania hazardu w inwestycję: po opcjach binarnych, które potrzebowały dekady, by państwa Zachodu odkryły kryjący się za nimi mechanizm manipulacji, i po automatach udających terminale inwestycyjne, które polski Sąd Najwyższy nazwał po imieniu w 2022 r. Amerykański spór rozstrzygnie, czy ta próba uda się w Stanach. W Polsce rozstrzygnie się coś innego: czy państwo przygotuje się, zanim produkt przyjdzie, czy dopiero po pierwszej fali poszkodowanych.
Zakład za trzy dolary i jeden cent
Śledczy prokuratury Brian Metz założył konto z nowojorskim adresem i przez lato robił to, co robi przeciętny użytkownik. 6 lipca 2026 r. kupił 6,39 „kontraktu” na zwycięstwo Metsów nad Braves po około 46 centów za sztukę. Zapłacił 3,01 dolara, w tym 10 centów opłaty. Metsi wygrali, konto zostało uznane kwotą 6,39 dolara. 7 sierpnia kupił 94 kontrakty „tak” na to, że uczestniczka Dee Valladares odpadnie w czwartym tygodniu dwudziestego ósmego sezonu „Big Brothera”, po centa za sztukę, razem za dolara, z czego sześć centów stanowiła opłata. 24 sierpnia sprawdził rynek „zwycięzca wyborów gubernatora Nowego Jorku”. 27 sierpnia złożył jednego dnia ponad pięć zakładów na łączną kwotę ponad 5 000 dolarów, bo dokładnie tak brzmi próg, od którego nowojorski kodeks karny mówi o promowaniu hazardu pierwszego stopnia (Penal Law § 225.10). Petycja dokumentuje te operacje zrzutami ekranu i potwierdzeniami transakcji, a część z nich także nagraniem wideo.
Petycja układa te zakupy w prostą sekwencję: cena kontraktu w centach odpowiada w przybliżeniu prawdopodobieństwu, wypłata wynosi zawsze dolara albo zero, platforma, jak twierdzi petycja, pobiera opłatę od każdego zakładu. Paragraf 43 ma pięć słów: „Each contract is a bet”. Do tego dochodzą zakłady na „spread” (czy Dodgersi wygrają z Metsami o więcej niż półtora biegu), zakłady łączone (u bukmacherów zwane parlay, u Polymarketu „combo”), promocja 20 dolarów za kod FREE20, program poleceń z nagrodą za depozyt od 10 dolarów oraz kontrakty na drużyny nowojorskich uczelni: Syracuse, St. John’s, mecz Buffalo z Albany 3 września. Na te ostatnie nie może przyjmować zakładów nawet licencjonowany operator nowojorski. Członkiem platformy można zostać w wieku osiemnastu lat; stan wymaga dwudziestu jeden.
Najciekawszy zarzut dotyczy dokumentów. Regulamin platformy zobowiązuje ją do prowadzenia „drukowalnego rejestru wszystkich warunków każdej transakcji”, a codzienne raporty rynkowe publikują datę, kontrakt, cenę rozliczenia i wolumen. W języku giełdy to przejrzystość. W języku petycji, która sięga po Penal Law § 225.20, to „posiadanie rejestrów bukmacherskich pierwszego stopnia”, pod warunkiem, rzecz jasna, że sama działalność okaże się bezprawna. Rejestr, który miał świadczyć o uczciwości rynku, w petycji staje się dowodem rzeczowym.
Do tego marketing, który prokuratura cytuje z wyczuwalną satysfakcją: wpis z sierpnia 2025 r. „ZŁA WIADOMOŚĆ (dla bukmacherów): Polymarket wraca do USA. Obstawiaj każdy mecz futbolowy we wszystkich 50 stanach”, zapowiedź startu z grudnia 2025 r. „zaczynamy od sportu, potem rynki na wszystko”, komunikat o partnerstwie z Madison Square Garden jako „oficjalny i wyłączny rynek predykcyjny New York Rangers” z dopiskiem „jako firma z Nowego Jorku z dumą bronimy własnego lodowiska” oraz opis w App Store z sierpnia 2026 r.: „legalne we wszystkich 50 stanach”. Trudno o lepszy materiał na zarzut działania z pełną świadomością i uporczywie.
Petycja, w której nie pada słowo CFTC
Wiosną spór o rynki predykcyjne toczył się na innym piętrze. W kwietniu federalna Komisja Handlu Kontraktami Terminowymi (CFTC) pozwała stan Nowy Jork w sądzie federalnym dla południowego dystryktu Nowego Jorku, domagając się uznania, że kontrakty zdarzeniowe są swapami podlegającymi jej wyłącznej jurysdykcji, a stanowe prawo hazardowe ich nie dotyczy. Przewodniczący CFTC Michael Selig mówił wówczas, że Kongres „celowo odrzucił fragmentaryczną mozaikę regulacji stanowych”, bo skutkowała gorszą ochroną konsumenta.
W petycji z 24 września nie ma o tym ani zdania. Nie ma skrótu CFTC, nie ma Commodity Exchange Act, nie ma słowa „preemption”, nie ma nawet nazwy Kalshi. Prokuratura pisze tak, jakby federalny regulator nie istniał, a spór dotyczył bukmachera z Bronxu.
Można to czytać na dwa sposoby i oba są hipotezami, nie ustaleniami. Pierwszy: to wybór trybu. Petycja opiera się na art. 63 ust. 12 stanowej ustawy o władzy wykonawczej (Executive Law), który daje prokuratorowi generalnemu uproszczone postępowanie przeciwko powtarzającym się aktom bezprawności lub uporczywej bezprawności w działalności gospodarczej (petycja w każdej z ośmiu podstaw używa własnej, łączonej formuły: „powtarzająca się i uporczywa bezprawność”). W tym trybie prokuratura wykazuje naruszenia prawa stanowego, a to pozwany musi podnieść tarczę federalną: zarzut wyparcia prawa stanowego przez federalne, przed sądem stanowym albo, jeśli istnieje ku temu samodzielna podstawa jurysdykcyjna, przed sądem federalnym po przeniesieniu sprawy. Zgodnie z regułą dobrze sformułowanego pozwu (Caterpillar v. Williams, 1987) sam zarzut wyparcia, jako argument obrony, nie otwiera jeszcze drzwi sądu federalnego. Kto pierwszy wypowie słowo „preemption”, ten bierze na siebie zadanie wyjaśnienia, dlaczego kontrakt za centa na wynik reality show jest instrumentem pochodnym. Polymarket wypowiedział je tego samego dnia: według CNBC jeszcze 24 września wystąpił o przeniesienie sprawy do sądu federalnego i złożył odrębny pozew federalny przeciwko urzędnikom stanu Nowy Jork. Jeśli petycja została napisana tak, by wymusić ten ruch, wymusiła go w kilka godzin.
Drugi sposób: to wybór terenu. W kwietniu Trzeci Okręg Apelacyjny utrzymał w mocy tymczasowe zabezpieczenie przyznane Kalshi przez sąd pierwszej instancji przeciwko New Jersey, stosunkiem głosów dwa do jednego. Większość uznała, że kontrakt sportowy notowany na giełdzie wyznaczonej przez CFTC jest swapem objętym wyłączną jurysdykcją federalną, i to także wobec stanowego zakazu zakładów na drużyny uczelniane; sędzia składający zdanie odrębne widział w tym produkcie zwykły hazard. To najsilniejszy argument drugiej strony i trzeba go nazwać wprost: jeśli ta wykładnia się utrzyma, większość podstaw petycji upada razem z nią. Ale w lipcu sędzia federalny w Nowym Jorku oddalił wniosek Kalshi o tymczasowe zablokowanie działań stanowych regulatorów, a Nevada, Massachusetts i Waszyngton uzyskały orzeczenia ograniczające działalność platformy. To rozstrzygnięcia wpadkowe, nie wyroki co do istoty, i nie wiążą sądu stanowego w nowej sprawie. Prokuratura wchodzi jednak do sądu stanowego ze świadomością, że na własnym terenie federalny argument przegrał już raz, choćby tylko na etapie zabezpieczenia.
Jest jeszcze trzeci element, najmniej oczywisty: ósmy zarzut. Prokurator stanowa zarzuca naruszenie federalnego Wire Act z 1961 r., który zakazuje przekazywania zakładów na zawody sportowe za pomocą łączności między stanami. Stanowy organ powołuje naruszenie federalnej ustawy karnej jako podstawę cywilnego roszczenia z art. 63 ust. 12; nikt nikogo nie oskarża w trybie karnym. Jeśli sąd tę konstrukcję zaakceptuje, spór o wyparcie prawa stanowego przez Commodity Exchange Act przestaje obronie wystarczać: trzeba by jeszcze wyjaśnić, dlaczego jedna ustawa federalna miałaby uchylać drugą. To hipoteza, ale hipoteza, którą obrona będzie musiała potraktować poważnie.
I wreszcie zarzuty o drużyny nowojorskich uczelni i o przyjmowanie osiemnastolatków. Tego nie wolno nawet dziewięciu licencjonowanym operatorom mobilnym w stanie, ale nie są to zarzuty, które omijają spór federalny: jeśli prawo federalne wypiera stanowe, wypiera także zakaz zakładów na Syracuse i granicę dwudziestu jeden lat, a Trzeci Okręg rozstrzygał w New Jersey dokładnie o zakazie zakładów uczelnianych. Te zarzuty robią coś innego: podnoszą cenę pytania o preemption. Sąd, który przyzna platformie rację, musi napisać, że federalna rejestracja giełdy pozwala jej przyjąć od dziewiętnastolatka zakład na mecz jego własnej uczelni, czego nie wolno żadnemu licencjonowanemu bukmacherowi w stanie. Petycja jest skonstruowana tak, by to zdanie było dla sądu trudne do napisania.
„Kopiuj-wklej”, czyli program, nie sprawa
Neal Kumar, dyrektor prawny Polymarketu, powiedział Courthouse News, że decyzja prokurator o „skopiowaniu pozwu z recyklingu jest rozczarowująca”, nazwał ją „medialnym uderzeniem” i dodał, że drzwi firmy są otwarte na rozmowę o tym, „jak chronimy konsumentów i oferujemy uczciwe, przejrzyste i legalne rynki”.
Zarzut recyklingu jest prawdziwy. Petycja przeciwko Polymarketowi powtarza architekturę lipcowej petycji przeciwko Kalshi, a obie wyrastają z linii, którą prokuratura buduje od lutego: pozew przeciwko Valve o loot boxy w Counter-Strike, kwietniowe pozwy przeciwko Coinbase i Gemini, w kwietniu także amicus brief ponadpartyjnej koalicji trzydziestu ośmiu prokuratorów generalnych (trzydzieści siedem stanów i Dystrykt Kolumbii) po stronie Massachusetts w sporze z Kalshi, lipcowa Kalshi, wrześniowy Polymarket. Formalnie to pięć odrębnych pozwów o różnych podstawach i jedno stanowisko amicus. Czytane razem układają się w jeden program, w którym każde kolejne pismo jest doskonalszą wersją poprzedniego, a każde orzeczenie buduje linię dla następnego.
Polski czytelnik zna ten mechanizm z innej strony. W tekście o grach losowych opisywałem, jak Sąd Najwyższy zbudował definicję losowości na trzech orzeczeniach dotyczących jednego oskarżonego i jednej serii automatów. Linia orzecznicza rzadko rodzi się z jednej wielkiej sprawy, częściej z kilku podobnych. Prokuratura nowojorska robi to samo, tylko szybciej i z własnej inicjatywy.
Courthouse News odnotowuje jeszcze jeden fakt, który należy do opisu układu sił, nie do oceny: w radzie doradczej Polymarketu zasiada Donald Trump Jr., a CFTC pod przewodnictwem Michaela Seliga, formalnie agencja niezależna, konsekwentnie staje w tym sporze po stronie platform i pozywa stany. Nikt nie wykazał związku między jednym a drugim i nie twierdzę, że istnieje; odnotowuję układ. Nowy Jork toczy spór nie tylko z operatorem, lecz z federalnym regulatorem o to, kto ma prawo nazwać produkt.
Dwa testy w jednym zdaniu, czyli jak Nowy Jork omija spór o przypadek
Paragraf 79 petycji brzmi: „wynik kontraktów pozwanego zależy w istotnym stopniu od elementu przypadku, który w rzeczywistości przeważa nad jakąkolwiek umiejętnością obstawiającego, niezależnie od tego, że umiejętność ta może być również czynnikiem”. W maju opisywałem konkurujące ze sobą testy losowości stosowane przez sądy świata: test elementu istotnego, w którym wystarczy, że przypadek jest istotnym składnikiem wyniku, i test przewagi, w którym przypadek musi dominować nad umiejętnością. Nowojorska ustawa wybrała pierwszy: gra losowa to w Penal Law § 225.00 gra, której wynik zależy w istotnym stopniu od elementu przypadku, choćby umiejętność uczestników także była czynnikiem. Prokuratura pisze więcej, niż musi: zarzuca nie tylko istotny udział przypadku, lecz jego przewagę. To nie menu dla sądu, to szelki do paska.
Ważniejsze jest jednak to, czego w tym sporze nie trzeba udowadniać. Nowojorska definicja hazardu z Penal Law § 225.00 obejmuje stawianie czegoś wartościowego „na wynik gry losowej lub przyszłego zdarzenia niepewnego, na które stawiający nie ma wpływu ani kontroli”. Drugi człon nie wymaga przypadku. Po stronie mechanizmu wystarczy, że zdarzenie jest poza kontrolą obstawiającego; stawka i umówiona wypłata, pozostałe elementy definicji, nie są w tej sprawie sporne. Wybory gubernatora są poza jego kontrolą. Eliminacja z „Big Brothera” jest poza jego kontrolą. Cała debata o umiejętności, którą branża toczy od czasów pokerowej sprawy DiCristina (wygranej w pierwszej instancji, uchylonej w apelacji), tego członu nie dotyka w ogóle. Ten człon ma jednak drugą stronę, którą trzeba nazwać: sam brak kontroli nad zdarzeniem nie odróżnia zakładu od polisy ubezpieczeniowej ani od kontraktu terminowego na pszenicę. Odróżnia je nie mechanizm, lecz reżim prawny zbudowany wokół każdego z nich: interes ubezpieczeniowy przy polisie, ustawy o obrocie towarami i papierami wartościowymi przy kontrakcie terminowym, i to tylko tam, gdzie prawo federalne rzeczywiście wypiera stanowe, o co właśnie spierają się dwa okręgi. Dlatego pytanie o preemption nie znika; przenosi się tylko z pojęcia przypadku na pojęcie swapu.
Polska ustawa o grach hazardowych jest zbudowana identycznie, choć innymi słowami. Art. 2 ust. 2 definiuje zakłady wzajemne jako zakłady o wygrane pieniężne lub rzeczowe, polegające na odgadywaniu wyników sportowego współzawodnictwa ludzi lub zwierząt, w których wygrana zależy od puli stawek (totalizatory), albo zaistnienia różnych zdarzeń, w tym wirtualnych, w których wygrana wynika z umówionego stosunku wpłaty do wygranej (bukmacherstwo). O przypadek ani o umiejętność ta definicja nie pyta; pytają o nie definicje gier losowych i gier na automatach w ust. 1, 3 i 5, czyli świat loterii, kasyn i automatów. Kontrakt giełdowy z wypłatą jednego dolara jest najbliższy drugiego członu, choć struktura giełdy, na której zakład zawierają między sobą użytkownicy, a operator kojarzy zlecenia i pobiera opłatę, stawia własne pytanie: kto tu jest przyjmującym zakład. Od tego pytania zacznie się polska analiza, gdy pierwszy taki produkt trafi przed polski organ. Dla zakładów na zdarzenia spór o granice losowości, który omawiałem w maju na tle czterech orzeczeń Sądu Najwyższego, jest zatem sporem o inną półkę. Polskie orzeczenia o automatach stylizowanych na terminale inwestycyjne pokazują, że nazewnictwo finansowe nie przesądza kwalifikacji, ale nie zwalniają z badania konkretnego kontraktu. W Unii to badanie ma zaskakujący finał: ESMA w oświadczeniu z lipca 2026 r. uznała, że kontrakty zdarzeniowe, które spełniają definicję instrumentu finansowego, są opcjami binarnymi i podlegają krajowym zakazom ich sprzedaży klientom detalicznym, a prawo hazardowe może stosować się obok nich. Kontrakt zdarzeniowy ma więc w Europie dwie drogi, zakład albo instrument finansowy, i obie prowadzą do tych samych drzwi. Jako instrument finansowy jest dla klienta detalicznego zamknięty od 2019 r. decyzją KNF (po tymczasowym zakazie ESMA z 2018 r.), z wąskimi wyjątkami, które kontraktu za centa na wynik reality show nie obejmują. Jako zakład bez polskiego zezwolenia jest zabroniony, a z zezwoleniem jest zakładem jak każdy inny u polskiego bukmachera: z podatkiem od gier, z regulaminem odpowiedzialnej gry i z weryfikacją wieku przy wejściu. Państwo już zdecydowało, którędy ten produkt może dojść do klienta detalicznego. Spór jest o to, czy operator zechce wejść tymi drzwiami. Nowy Jork i Warszawa doszły do tej konstrukcji niezależnie: zakład definiuje się przez przedmiot, grę losową przez mechanizm.
Kto zabezpiecza ryzyko eliminacji z „Big Brothera”
W tekście o kontraktach zdarzeniowych zaproponowałem test regulacyjny, nie prawny, którym ustawodawca mógłby rozstrzygać takie spory bez sięgania po definicje: czy produkt służy gospodarce, czy karmi się słabością człowieka. Petycja dostarcza na ten test materiału lepszego, niż mógłbym wymyślić. Kontrakt za jednego centa na to, że konkretna uczestniczka odpadnie w czwartym tygodniu programu, nie zabezpiecza żadnego ryzyka, o którym petycja by wiedziała, a ja nie potrafię sobie takiego wyobrazić. Istnieją natomiast 94 kontrakty kupione za dolara, z sześcioma centami opłaty, i jest to dokładnie ta operacja, którą CFTC opisuje na swojej stronie jako pomoc w tym, by „prognozować, planować, zabezpieczać się, a nawet wykorzystywać percepcję przyszłych zdarzeń”. Uczciwie trzeba dodać, co odpowie druga strona: ustawa o giełdach towarowych nie wymaga, by każdy uczestnik rynku cokolwiek zabezpieczał; spekulant jest mile widziany na każdym rynku terminowym, a Trzeci Okręg nie pytał, czy ktokolwiek hedguje. To prawda. I właśnie dlatego test funkcjonalny należy do ustawodawcy, nie do sądu.
Prokuratura dokłada wymiar, który w sporach o definicje bywa pomijany, a dla sędziego stanowego jest najbardziej namacalny: pieniądze. Odkąd Sąd Najwyższy USA w sprawie Murphy v. NCAA z 2018 r. oddał stanom prawo regulowania zakładów sportowych, Nowy Jork zbudował własny reżim: dziewięciu licencjonowanych operatorów zakładów mobilnych płaci podatek w wysokości około 51 procent przychodu brutto z gier. W 2024 r. wygenerowali około 2 miliardów dolarów przychodu i zapłacili ponad miliard podatku, który finansuje szkoły publiczne, programy sportowe dla młodzieży i leczenie uzależnień. Platforma pozwana w tej sprawie tego podatku nie płaci. Spór o to, czy kontrakt jest zakładem, jest w tej petycji sporem o to, kto płaci za szkołę.
I wymiar trzeci. Stanowy urząd do spraw uzależnień wskazuje grupę wiekową od 18 do 24 lat jako populację wysokiego ryzyka; infolinia dla hazardzistów odebrała w latach od 2020 do 2024 ponad 14 000 połączeń; od 2022 r. mobilne zakłady sportowe wyprzedziły kasyna jako główny powód tych telefonów. Te liczby opisują stan, nie tę platformę. Polymarket przyjmuje graczy od osiemnastego roku życia, a według petycji działa bez rejestru samowykluczenia i bez limitów, które prawo stanowe nakłada na licencjonowanych operatorów; platforma odpowiada, że weryfikuje tożsamość i pilnuje zasad obrotu, co jest zabezpieczeniem innego rodzaju. Prokuratura nie pisze, że platforma uzależnia. Pisze, że działa bez zabezpieczeń, które państwo uznało za konieczne wobec identycznego produktu pod inną nazwą.
Polymarket w Polsce: dwie platformy, jedno prawo
Dla polskiego czytelnika istotne jest rozróżnienie, którego nie ma w nagłówkach. Petycja dotyczy QCX LLC, amerykańskiego podmiotu prowadzącego platformę dla użytkowników w USA pod nadzorem CFTC. Polski użytkownik, który wpisuje adres polymarket.com, trafia na platformę globalną, rozliczaną w kryptowalutach, która amerykańskich klientów formalnie nie obsługuje, a Polski, według własnej listy ograniczeń geograficznych platformy, obsługiwać nie powinna: Polska figuruje tam wśród jurysdykcji, w których można zamknąć istniejące pozycje, ale nie otworzyć nowych. To dwie platformy i dwa reżimy regulacyjne pod jedną marką. Kto omija to ograniczenie, robi to wbrew regulaminowi i na własne ryzyko, co ma znaczenie dla wszystkiego, co następuje niżej. Nowojorski spór nie dotyczy więc bezpośrednio tego, co widzi na ekranie użytkownik w Polsce. Dotyczy jednak dokładnie tej samej kwestii: czy nazwa produktu zmienia jego naturę.
W Polsce odpowiedź już jest, i pisałem o niej dwukrotnie. Oferowanie zakładów na wyniki zdarzeń bez polskiego zezwolenia jest zabronione, a organizatorowi grozi odpowiedzialność w sprawie karnej skarbowej z art. 107 § 1 Kodeksu karnego skarbowego. Mniej znany, a dla użytkownika istotniejszy, jest § 2 tego przepisu: karalne jest samo uczestnictwo na terytorium Polski w zagranicznym zakładzie wzajemnym. Tę samą logikę opisałem przy odpowiedzialności karnej i administracyjnej za grę w nielegalnym kasynie online i przy zagranicznych kasynach obsługujących polskich klientów; zakład na zdarzenie nie jest tu wyjątkiem, lecz kolejnym przypadkiem. Kto, przebywając na terytorium Polski, obstawia wynik meczu albo wyborów na platformie bez polskiego zezwolenia, ryzykuje odpowiedzialność niezależnie od tego, że platforma nazywa jego zakład kontraktem, a wpłatę pozycją; odpowiedzialność wymaga oczywiście winy i pozostałych znamion, a kwalifikacja produktu jest jej pierwszym pytaniem, nie ostatnim. Rozliczenie w kryptoaktywach nie zmienia tej oceny automatycznie; wymaga osobnego badania tokena, kontraktu i usługi. Jeśli kontrakt jest instrumentem finansowym, rządzi nim MiFID II i krajowy zakaz opcji binarnych dla klientów detalicznych; jeśli nim nie jest, w grę może wchodzić rozporządzenie MiCA i zezwolenie dla dostawcy usług w zakresie kryptoaktywów; prawo hazardowe stosuje się obok, nie zamiast. Ten sam zestaw pytań dotyczy całego hazardu online oferowanego Polakom spoza kraju, od kasyn po bukmacherów.
Klient, który już wpłacił pieniądze na taką platformę i je stracił, pyta zwykle o jedno: czy da się je odzyskać. W przypadku nielicencjonowanego operatora ta droga jest wąska i zależy od okoliczności, o których pisałem, odpowiadając na pytanie, jak odzyskać pieniądze z kasyna online. Nie chcę tu niczego obiecywać. Chcę wskazać kolejność pytań: najpierw, czy operator ma polskie zezwolenie (Ministerstwo Finansów publikuje wykaz legalnych bukmacherów), potem, czy uczestnictwo nie wystawiło samego klienta na odpowiedzialność, dopiero na końcu, czy jest z czego i od kogo odzyskiwać. Osobną sprawą są podatki: o opodatkowaniu zysków z hazardu, o tym, czy wygrane w zagranicznych kasynach online trzeba zgłaszać do urzędu skarbowego, i o podatku od loterii, gier i pokera online pisaliśmy oddzielnie; produkt, który nazywa siebie tradingiem, podsuwa klientowi rozliczenie jak z giełdy, a organ podatkowy może zobaczyć w tym samym zdarzeniu wygraną z zakładu, z innymi skutkami.
Polskie prawo nie jest jeszcze gotowe
Między 2010 a 2018 rokiem opcje binarne przeszły tę drogę: licencja w przychylnym państwie, paszport europejski, reklama w transmisjach sportowych i w mediach społecznościowych, język inwestycji zamiast języka zakładu, a potem fala poszkodowanych, tymczasowy zakaz ESMA z 2018 r. i krajowy zakaz KNF od 2019 r., wprowadzone po szkodzie, nie przed nią. Z praktyki kancelarii wiemy, ile ta dekada kosztowała ludzi, którzy uwierzyli, że kupują instrument finansowy. Kontrakty zdarzeniowe pójdą trzema kanałami naraz, i każdy z nich omija narzędzie, które polskie prawo zbudowało na poprzednią wojnę z hazardem w sieci.
Kanał pierwszy: paszport europejski. Gdy amerykański spór się rozstrzygnie, w którąkolwiek stronę, operatorzy z licencjami federalnymi poszukają następnego rynku i licencji MiFID w przychylnym państwie członkowskim, a czterysta pięćdziesiąt milionów konsumentów z jednym paszportem jest oczywistym adresem. Oświadczenie ESMA z lipca jest tu ścianą, prawnie szczelną, praktycznie papierową: mówi, że kontrakt zdarzeniowy będący instrumentem finansowym jest opcją binarną objętą zakazem, lecz zakaz egzekwuje organ krajowy wobec operatora, który ma siedzibę gdzie indziej i który będzie twierdził, że jego kontrakt tej definicji nie spełnia. Kanał drugi: kryptowaluty. Globalny Polymarket rozlicza się w stablecoinach na publicznym blockchainie, a jego rynki może wystawić w nowej aplikacji każdy, kto potrafi napisać interfejs; polski rejestr domen z art. 15f ustawy o grach hazardowych i blokada płatności z art. 15g zostały napisane na domeny internetowe i usługi płatnicze powiązane z witryną wpisaną do rejestru, nie na portfele i kontrakty w sieci. Kanał trzeci: sklepy z aplikacjami i influencerzy. Produkt, który nazywa się „aplikacją do prognoz”, wchodzi do App Store i na TikToka bez słowa „hazard”, a zakaz reklamy hazardu z art. 29 ustawy, choć definiuje reklamę i promocję funkcjonalnie, jako każde publiczne zachęcanie do udziału, działa dopiero po zakwalifikowaniu produktu jako zakładu, o co operator będzie się spierał, i sięga promotora tylko wtedy, gdy ten jest w zasięgu polskiego organu.
Naprzeciw tego Polska ma więcej, niż się zwykle sądzi, i pisałem o tym w maju. Definicję zakładu wzajemnego zbudowaną na przedmiocie, nie na przypadku, której nie obchodzi, jak siebie nazywa platforma. Art. 107 § 1 Kodeksu karnego skarbowego dla organizatora i § 2 dla uczestnika, z grzywną do stu dwudziestu stawek dziennych za sam udział w zagranicznym zakładzie. Monopol państwa na kasyno online, przez który każde inne nielegalne kasyno online działa wobec polskiego klienta bezprawnie, i zezwolenia Ministra Finansów na bukmacherstwo. Rejestr domen, blokadę płatności i orzecznictwo Sądu Najwyższego, które w czterech orzeczeniach odrzuciło cztery kolejne sposoby obejścia definicji, w tym, w sprawie V KK 173/22, opakowanie w instrument finansowy. Do tego art. 2 ust. 6 ustawy, który pozwala Ministrowi Finansów rozstrzygnąć decyzją, z urzędu albo na wniosek, czy dany produkt jest zakładem wzajemnym. Tego nie trzeba pisać na nowo. Trzeba dopisać pięć rzeczy.
Po pierwsze, giełdę zakładów. Ustawa zna totalizator i bukmacherstwo; nie zna rynku, na którym użytkownicy zakładają się między sobą, a operator kojarzy zlecenia i pobiera opłatę. Brytyjska ustawa hazardowa ma od 2005 r. osobną licencję pośrednika zakładów; polska nie ma żadnej, co dziś oznacza, że giełdy zakładów nie da się w Polsce zalegalizować, a jutro będzie oznaczać, że operator powie: „nie przyjmuję zakładów, tylko je kojarzę”, i będzie się o to spierał w każdej instancji. Minister Finansów może odpowiedzieć szybko, decyzją z art. 2 ust. 6, ale decyzja dotyczy jednego produktu i podlega zaskarżeniu; Sąd Najwyższy zapewne dojdzie do właściwej odpowiedzi w drodze wykładni, jak doszedł w sprawie automatów, tyle że po kilku latach. Ustawodawca, który dopisze do art. 2 ust. 2 kojarzenie zakładów, oszczędzi i decyzje, i lata.
Po drugie, koniec podwójnej gry między urzędami. Operator kontraktów zdarzeniowych powie Ministrowi Finansów, że to instrument finansowy i sprawa KNF, a KNF, że to nie jest instrument finansowy i sprawa Ministra Finansów. ESMA już odpowiedziała, że obie kwalifikacje mogą się nakładać. Polska powinna zapisać to w ustawie: kwalifikacja hazardowa nie zależy od kwalifikacji finansowej, a licencja hazardowa jest obowiązkowa obok jakiejkolwiek licencji finansowej, dokładnie tak, jak proponowałem w maju dla spekulatywnego derywatu behawioralnego. KNF powinna z kolei potwierdzić w jednym komunikacie, że krajowy zakaz opcji binarnych obejmuje kontrakty zdarzeniowe spełniające definicję instrumentu finansowego.
Po trzecie, egzekucję tam, gdzie produkt naprawdę mieszka. Obowiązki z art. 15f i 15g trzeba rozciągnąć na sklepy z aplikacjami, które dystrybuują i rozliczają aplikacje hazardowe, oraz na licencjonowanych dostawców usług w zakresie kryptoaktywów, którzy nie powinni obsługiwać płatności do nielicencjonowanych operatorów, tak jak dostawcy usług płatniczych nie mogą dziś obsługiwać witryn z rejestru domen. Amerykańskie pozwy zbiorowe przeciwko Apple, Google i Meta w sprawie kasyn społecznościowych pokazały, że platformy dystrybucyjne da się pozwać, choć zakres ich ustawowej ochrony jest wciąż sporny w apelacji, podobnie jak w sprawie Drake’a i nielegalnego kasyna, o której pisałem osobno; polskie prawo może to zrobić ustawą zamiast dekadą procesów.
Po czwarte, reklamę. Art. 29 już dziś zakazuje publicznego zachęcania do udziału w zakładach bez względu na użyte słowa; brakuje mu dwóch rzeczy. Ustawowego zapisu, że kontrakt zdarzeniowy spełniający definicję zakładu jest zakładem także dla celów art. 29, żeby spór o kwalifikację nie blokował każdego postępowania. I wyraźnego zakazu nazywania zakładu „pozycją”, „tradingiem” albo „inwestycją” w komunikacji z konsumentem, z kompetencją UOKiK do ścigania tego jako wprowadzania w błąd; to norma nowa, a uzasadnia ją to, że język inwestycji jest w tym produkcie nie ozdobą, lecz mechanizmem sprzedaży. Reklama była dźwignią opcji binarnych; będzie dźwignią kontraktów zdarzeniowych.
Po piąte, reżim redukcji szkód ponad to, czego art. 15i ustawy wymaga dziś od licencjonowanych operatorów w regulaminach odpowiedzialnej gry: ustawowy, międzyoperatorski rejestr samowykluczenia, twarde limity wpłat dla klienta detalicznego, przerwa po dużej stracie i niezależny audyt architektury behawioralnej każdego nowego produktu przed dopuszczeniem. To pięć narzędzi z majowej propozycji i żadne z nich nie zamyka rynku: profesjonalny segment rynku, który zabezpiecza realne ryzyko, spełnia inne kryteria i zostaje.
Rachunek jest asymetryczny. Koszt przygotowania to kilka artykułów w ustawie o grach hazardowych, jedno stanowisko KNF i jedna decyzja, że państwo tym razem przeczyta amerykańskie akta przed pierwszą polską falą poszkodowanych, nie po niej. Koszt zaniechania jest znany co do roku i co do rodzaju: to dekada opcji binarnych, tylko z federalną licencją na starcie, której cypryjscy i izraelscy operatorzy opcji binarnych nigdy nie mieli. Opcje binarne nauczyły nas, że państwo reaguje po pierwszej fali. Kontrakty zdarzeniowe sprawdzą, czy nauczyły nas czegoś więcej.
Co dalej: trzy posunięcia, które rozstrzygną tę sprawę
Sprawa toczy się już na trzech frontach.
Pierwszy otworzył sam Polymarket, i to szybciej, niż zdążyłem napisać ten tekst: według CNBC jeszcze 24 września wystąpił o przeniesienie sprawy do sądu federalnego i złożył odrębny pozew federalny przeciwko urzędnikom stanu Nowy Jork, tą samą drogą, którą w lipcu poszła Kalshi. Obu pism nie miałem przed sobą, pisząc te słowa; z relacji CNBC wynika, że pozew federalny opiera się na wyłącznej jurysdykcji federalnej, a więc pozwany wybrał oba tereny naraz.
Drugi front to sądy federalne. W maju pisałem, że rozbieżność między okręgami apelacyjnymi jest klasyczną drogą do Sądu Najwyższego USA. Ta rozbieżność już istnieje: 28 sierpnia Dziewiąty Okręg Apelacyjny utrzymał uchylenie tymczasowej ochrony dla kontraktów sportowych Kalshi w Nevadzie i wprost nie zgodził się z Trzecim Okręgiem, odsyłając do ponownego rozpoznania kwestię kontraktów wyborczych. New Jersey złożyło 2 września wniosek o certiorari, zarejestrowany pod numerem 26-299; w chwili pisania nie został przyjęty, a termin na odpowiedź przedłużono do 9 listopada. Do tego dochodzą kwietniowy pozew CFTC przeciwko Nowemu Jorkowi i lipcowe orzeczenie w Nowym Jorku. Cztery miesiące po majowym tekście droga do Sądu Najwyższego nie jest krótsza; jest już wytyczona.
Trzeci front to liczba, nie doktryna. Sędzia, który przyzna rację stanowi, chroni budżet szkół i program leczenia uzależnień. Sędzia, który przyzna rację platformie, musi wyjaśnić, dlaczego kontrakt za centa na wynik reality show jest instrumentem pochodnym w rozumieniu ustawy o giełdach towarowych. Które z tych dwóch uzasadnień łatwiej obroni się w apelacji, jest dokładnie tym, o co spierają się dziś dwa okręgi, i nie przesądzam wyniku. Które łatwiej wytłumaczyć wyborcy, wątpliwości nie budzi.
Dla polskiego prawa nic się w tej sprawie nie zmienia; amerykańskie kwalifikacje nie wiążą ani polskiego organu, ani ESMA. Zmienia się argumentacja. Każde kolejne państwo, które nazywa kontrakt zdarzeniowy zakładem, dokłada polskiemu organowi argument porównawczy, a europejska odpowiedź jest i tak surowsza od amerykańskiej: tu produkt nie musi wybierać między zakładem a instrumentem finansowym, bo obie kwalifikacje mogą się nakładać, a każda z osobna prowadzi do tych samych drzwi: polskiego zezwolenia na zakłady wzajemne albo żadnych. W maju napisałem, że dobrze napisany przepis bywa mądrzejszy od własnego autora. Nowy Jork pokazuje wersję prostszą. Nie potrzebował nowej definicji. Potrzebował śledczego z kontem, trzech dolarów i jednego centa oraz cierpliwości, by zapisać, co zobaczył. Polska też ma definicję, i ma sądy, które obroniły ją cztery razy. Ma przepisy na domeny, usługi płatnicze i reklamę; nie ma przepisów sięgających sklepu z aplikacjami, portfela w sieci i zagranicznego influencera, czyli kanałów, którymi ten produkt przyjdzie. Ma za to doświadczenie, które pokazało, ile kosztuje reagowanie po fakcie. Cała teza tego tekstu mieści się w jednym zdaniu: kontrakty zdarzeniowe to hazard przepakowany w inwestycję, spór o nazwę rozstrzygnie się w Waszyngtonie, a o to, czy będzie zalew, rozstrzygnie się w Warszawie, w zależności od tego, czy ustawodawca przeczyta amerykańskie akta przed pierwszą polską falą poszkodowanych, czy po niej.
Oszustwa inwestycyjne: pomoc prawna
W sprawach oszustw inwestycyjnych terminy biegną osobno w postępowaniu karnym, cywilnym i upadłościowym, a serwisy oszustów znikają wraz z dowodami. Budujemy pozycję pokrzywdzonego na wszystkich trzech płaszczyznach, bez obietnic co do wyniku.

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.